poniedziałek, 19 grudnia 2016

Jak powietrze - Agata Czykierda-Grabowska

Tytuł: Jak powietrze
Autor: Agata Czykierda - Grabowska
Ilość stron: 476
Ocena: 8/10

Ta książka jest cudowna!

Uwielbiam odkrywać nowych autorów. Jeszcze bardziej uwielbiam gdy okazuje się, że ich książki porywają mnie i sprawiają, że zapominam o całym świecie. 
Na Jak powietrze natknęłam się przypadkiem. Kiedyś tam okładka rzuciła mi się w oczy, ale nie przywiązałam do niej żadnej uwagi, nawet nie przeczytałam opisu. A potem ta książka wpadła w moje ręce i teraz, po jej przeczytaniu śmiało mogę rzec, że to jedna z najlepszych książek New Adult jakie czytałam. Na dodatek polska! 

Oliwia pochodzi z bogatej dzielnicy Warszawy, studiuje, ma przystojnego chłopaka, jest bywalczynią znanych warszawskich klubów. Dominik mieszka na Pradze w obskurnej kamienicy, pracuje w warsztacie samochodowym i samotnie opiekuje się dwójką swojego rodzeństwa. Chłopak staje na drodze Oliwi - dosłownie i wskutek nieszczęśliwego wypadku młodzi poznają się i są na siebie skazani przez najbliższe dni. Choć pochodzą z dwóch różnych światów okazuje się, że w swoim towarzystwie czują się dobrze jak z nikim innym. 

Choć pozornie Oliwii niczego nie brakuje, dziewczynę przepełnia cierpienie i ból. Wydarzenia sprzed lat sprawiły, że Oliwia czuje się samotna i przez nikogo nie kochana - ojciec zdaje się jej nie zauważać, a Szymon, jej chłopak to wielka pomyłka. W jej życiu brakuje radości i jasnych dni przepełnionych śmiechem, ciepłem i miłością. Chociaż na zewnątrz dziewczyna stara się tego nie okazywać, gdy zostaje sama staje się smutna i przygnębiona. Dominik natomiast skrywa bolesną przeszłość, jest zamknięty w sobie i nie dopuszcza do siebie nikogo - nie chce znów cierpieć. Hania i Kacper - bliźniaki, jego siostra i brat są dla niego najważniejsi i stara się zapewnić im wszystko, czego potrzebują. Troszczy się o nich i mimo młodego wieku chce stworzyć im dom. Oddany rodzeństwu zapomina o sobie, w jego życiu nie ma miejsca na przyjemności czy marzenia.

Oliwia z impetem wpada w życie rodzeństwa. Dominik skazany na jej pomoc początkowo z rezerwą i nieufnością podchodzi do Oliwii - nie chce, by zraniła Hanię i Kacpra. Dzieciaki jednak od pierwszej chwili są zauroczone dziewczyną. Bardzo podobało mi się, jak autorka przedstawiła relację Oliwii i Kacpra. Kacper, pięcioletni chłopiec na wzór starszego brata jest zamknięty w sobie i z dystansem podchodzi do innych ludzi. Wstydzi się okazywania czułości. Z czasem to właśnie Oliwia jest jedyną osobą, którą Kacper do siebie dopuszcza i pozwala na czułe geste, nawet na przytulanie. Dziewczyna powoli zdobywa jego zaufanie, co nie jest łatwe w przypadku dziecka, zwłaszcza dziecka, które w przeszłości zostało zranione. Nowa osoba w życiu dzieci może wnieść wiele dobrego, ale niesie też obawy i możliwość zranienia, przed czym tak bardzo Dominik chce ustrzec swoje rodzeństwo. 

Nie jest chyba tajemnicą ani dużym zaskoczeniem, że pomoc i opieka nad dziećmi przynosi coś nowego. Oliwia i Dominik zbliżają się do siebie i pomimo początkowego dystansu zaczyna się rodzić między nimi uczucie. A właściwie uczucie uderza jak grom z jasnego nieba - serca zaczynają szybciej bić, dłonie drżeć, myśli wypełnia ta druga osoba.. Ale czy taka miłość ma szansę przetrwać? 
Ta książka różni się od innych. Nie ma tu ciągłych zwrotów akcji, intryg, trójkątów miłosnych. Jest za to wstydliwa i bolesna przeszłość, jest przepaść między światem Oliwii i Dominika i jest uczucie, które jest silniejsze niż przeciwności losu. Akcja książki toczy się spokojnie, tak lekko, radośnie. To taka historia, którą układa się w głowie przed snem - piękna, jak z filmu, która wydaje się być niemożliwa do spełnienia, a jednak realna. Historia, która być może nie zdarza się często, ale przytrafia się największym szczęściarzom.  Nic tu nie jest oderwane od rzeczywistości, wszystko trzyma się kupy. Owszem, są lekkie niedociągnięcia, ale tak znikają w tej cudownej całości, że są od ręki wybaczone. Styl autorki jest bardzo przyjemny w odbiorze, język prosty i płynny, dzięki czemu książkę czyta się łatwością i w ekspresowym tempie. 

Warto też zwrócić uwagę na relację Dominiki i jej ojca. Dziewczyna czuje się zapomniana i opuszczona, ale z biegiem czasu ich relacja ulega poprawie. Zaczynają ze sobą rozmawiać, więcej przebywać, dzielić się sobą. Przychodzi zrozumienie i wybaczenie, na nowo powstaje więź między ojcem a córką.

Mogłabym dużo pisać o uczuciu jakie połączyło Dominika i Oliwię. Dzięki Oliwii chłopak się otwiera, na jego twarzy coraz częściej gości uśmiech. Dodatkowo Dominik cieszy się, że jego rodzeństwo tak bardzo polubiło Oliwię, bo do oni są dla niego najważniejsi. Życie Hani i Kacpra, a tym samym Dominika nabrało kolorów, Oliwia wniosła do ich małego mieszkania śmiech, radość i szczęście. Oliwia natomiast wreszcie od lat zaczęła żyć pełnią życia, cieszyć się codziennością, a pustka jaka powstała w niej została wypełniona. Cudownym dopełnieniem powieści są sceny intymne, jakie przeżywa para młodych ludzi. Delikatne, subtelne, ale dodające powieści pikanterii i wywołujące rumieniec na twarzy. 

Jak powietrze to lekka, romantyczna powieść, którą mimo niemalże pięciuset stron pochłania się w kilka wieczorów. Pierwsza prawdziwa miłość, pierwsze tak silne uczucie. Ciężka przeszłość bohaterów, skrywane rany i blizny. Coś najbardziej ujmującego - opiekuńczość i dojrzałość Dominika oraz jego bezwarunkowa miłość do rodzeństwa. Powieść która porywa, wciąga i nie daje o sobie łatwo zapomnieć. Tak, to zdecydowanie jedna z najlepszych polskich powieści New Adult. Lepsza od tych zagranicznych! Sprawdźcie sami :) 

środa, 14 grudnia 2016

12 dni Świąt Dasha i Lily - Rachel Cohn, David Levithan

Tytuł: 12 dni Świąt Dasha i Lily
Autor: Rachel Cohn, David Levithan
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ilość stron: 247
Ocena: 7/10

Rok temu w okresie bożonarodzeniowym poznaliśmy Dasha i Lily, bohaterów Księgi Wyzwań. Nastolatkowie zabrali nas w podróż po świątecznym Manhattanie, dostarczyli humoru i wprowadzili w ten magiczny nastrój. A teraz wracają do nas w 12 dniach Świąt Dasha i Lily.


Dash i Lily wciąż są razem, jednak upływ czasu i wydarzenia minionego roku odcisnęły ślad na ich relacji. Ukochany dziadek Lily przeżył zawał, dawna energia i zapał zostały stłumione i wymaga opieki. Lily poświęca się dla dziadka, rezygnując z własnych przyjemności i niepostrzeżenie oddalając się od Dasha. Dash zauważa dystans dziewczyny i stara się zbierać ich związek do kupy, ale z Lily sprawy nie są łatwe. Również Święta zeszły dla Lily na boczny tor - dziewczyna jakby kompletnie o nich zapomniała, a dotychczas czekała z niecierpliwością na ten magiczny czas. W końcu do interwencji dołącza Langston - brat Lily. Na 12 dni przed Świętami Dash i Langston z pomocą rodziny i przyjaciół próbują uratować Święta i sprawić, by Lily w końcu je poczuła. 


Jak miło jest powrócić do lubianych bohaterów sprzed roku! To tak, jakby spotkać dawno niewidzianego przyjaciela, który przez ten rok żył przecież swoim życiem, każdy dzień przynosił coś nowego, coś się zaczęło, coś skończyło. Dash przy Lily stał się radośniejszy i jaśniej patrzy na świat, a dla Lily Dash jest czymś stałym, opoką, wytchnieniem. W tej książce ich role na swój sposób się odwracają  - teraz to Lily jest przygnębiona i smutna, a Dash robi wszystko, by Lily znów się uśmiechała i poddała się magii świąt. Mimo młodego wieku nastolatków ich związek wydaje się być dojrzały, bo czy nie na tym to wszystko polega? Na tym by być, nawet wtedy gdy druga osoba powierzchownie zdaje się nie chcieć naszej obecności, na tym by wspierać w trudnych chwilach i próbować wywołać uśmiech na twarzy ukochanej osoby choćby na kilka sekund? Mimo, że Lily zdystansowała się i zamknęła w sobie Dash nie odpuszcza. I choć dziewczyna wysyła jasne sygnały: nie chcę cię, chłopak wie, że nie może jej zostawić, bo w głębi serca wie że Lily go potrzebuje. 

Niestety, Lily w tej części trochę mnie irytowała. Być może ciężar który spadł na jej ramiona był dla niej zbyt wielki, być może minione wydarzenia ją przytłoczyły, ale denerwowało mnie gdy ciągle odpychała Dasha, dorabiała sobie swoje teorie odnośnie jego zachowania i odtrącała jego pomoc. Lily musiała sama uporać się ze swoimi problemami, wszystko "przetrawić" w swoim tempie, ale odtrącając Dasha odtrącała wsparcie ukochanej osoby. Dziewczyna z pewnością nie miała złych zamiarów, pewnie często sami nawet nieświadomie odpychamy bliskich gdy chcą nam pomóc, dlatego czasem warto przystanąć i spojrzeć, bo może właśnie ktoś próbuje wyciągnąć do nas przyjazną dłoń. 

Podoba mi się jak została ukazana relacja Dasha i brata Lily, Langstona. Jak na starszego brata przystało, Langston nie przepada za Dashem, a wszystko dlatego, że nie chce by ten skrzywdził jego młodszą siostrę. Langston kocha Lily i chce dla niej jak najlepiej, dlatego odkładając na bok swoje uprzedzenia i obawy zwraca się o pomoc do Dasha. Z biegiem czasu ich relacja przeradza się w przyjazną - no, bez przesady, ale starszy brat Lily zaczyna tolerować jej chłopaka i nawet w ich przekomarzaniach czuć nutkę sympatii. 

W moim mniemaniu książka nie tylko bawi i wprowadza w świąteczną atmosferę, ale niesie też ważne przesłanie. To, o czym już wspomniałam. Nigdy nie jesteśmy sami, zawsze obok jest ktoś kto nas wspiera i jest, mimo, że nie zawsze to zauważamy. Miłość to niesamowicie silne uczucie i czasami nie trzeba słów ani czułych gestów żeby to wyrazić. Czasami troska, przyniesienie choinki czy upieczenie pierniczków wyraża więcej niż milion przemyślanych słów. Bliskość i obecność - to wyraża najwięcej. 

12 dni Świąt Dasha i Lily zabiera czytelnika na powrót do grudniowego Manhattanu. Jest nieco smutniejsza, bohaterowie są starsi, a co za tym idzie dojrzalsi i widać w nich zmianę. Niezmienne jest jedno - ich uczucie. Trochę przyćmione, zakurzone i odrobinę zaniedbane, ale na tyle silne, by pod wpływem gestów i słów znów stało się jasnym, gorącym punktem codziennych trudów i zmagań. Nadchodzące Święta, rodzina - z jednej strony zżyta i kochająca jak rodzina Lily, z drugiej chłodna i skłócona jak rodzina Dasha, problemy nastolatków, siła miłości - o tym jest ta książka. Książka, którą czyta się w ekspresowym tempie, dobrze się przy tym bawiąc. Jeśli czytaliście Księgę Wyzwań na pewno i ta powieść Wam się spodoba! 




Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Bukowy Las

niedziela, 4 grudnia 2016

Grudzień w Aptece: Miłość z nutą imbiru - Agnieszka Olejnik

Tytuł: Miłość z nutą imbiru
Cykl: Wszystkie smaki życia (tom 2)
Autor: Agnieszka Olejnik
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 410
Ocena: 8/10

Fanpage autorki: Agnieszka Olejnik 



Pamiętacie Ewę i Klaudię ze Szczęścia na wagę? Dwa lata po wydarzeniach ze Szczęścia bohaterki wracają do czytelników w drugim tomie cyklu Wszystkie smaki życia


Ewa odnalazła szczęście u boku Andrzeja, ale wciąż brakuje jej stabilnego związku z poczuciem bezpieczeństwa w pakiecie. Klaudia wreszcie odnalazła siebie, ale znów niepostrzeżenie zaczęła się gubić i skrywać w sobie. Mirek i Tatiana mają synka, ale radość z obecności maleństwa przysłania szara codzienność.  Życie Andrzeja i Sławka, które wydawać by się mogło że wreszcie zaczyna się układać i prostować, znów zostaje brutalnie zakłócone. Tak jak w życiu - raz jest słodko, a raz gorzko. Bohaterowie muszą się zmagać z trudami życia, przełykać kolejne porażki, godzić się z bólem i cierpieniem, ale jest też druga strona. Są też radości małych rzeczy, kiełkująca nadzieja, cicha obecność życzliwych osób i wsparcie najbliższych. Miłość z nutą imbiru to książka rozbrajająca emocjonalnie, raz przytłacza smutną rzeczywistością, a za chwilę podnosi na duchu i otula ciepłem, które przejawia się w takich małych, zwyczajnych, ale jakże ważnych dla człowieka gestach drugiej osoby - matki, córki, przyjaciela czy babci. 

Książka jest wielowątkowa, chociaż skupia się na Ewie i Klaudii, wiemy również co się dzieje u Mirka i Tatiany, Andrzeja, Jima. Poszczególne wątki zazębiają się  i tworzą doskonale współgrającą całość. Mamy tutaj wielu bohaterów, przeróżne osobowości, każdy z bagażem życiowym i innymi problemami. Autorka przedstawia ich w taki sposób, że nawet te "czarne charaktery" nie są aż takie złe, jak wydawać by się mogło i nieraz czujemy współczucie i jakiegoś rodzaju zrozumienie. Bardzo polubiłam Tatianę, która w poprzedniej części nie wzbudziła we mnie cieplejszych uczuć i nawet Żaneta, która jest bezwzględna i działa tylko na swoją korzyść w jakimś stopniu znalazła u mnie zrozumienie. Jednego tylko bohatera nie potrafię do końca rozgryźć, a właściwie moich uczuć względem niego. Mowa o Jimmym, Irlandczyku ze szkoły językowej, do której uczęszcza Ewa. Bo jest naprawdę sympatycznym, troskliwym i zabawnym mężczyzną, ale jakoś nie potrafimy się z tym bohaterem dogadać.  

Muszę wspomnieć o jednym wątku, co prawda jest to wątek epizodyczny, ale mnie bardzo wzruszył i urzekł. Wszystko za sprawą starszej pani Aliny, której Andrzej remontował kuchnię. Kobieta zapomniana przez swoje dzieci (a może niechciana) z dnia na dzień staje się coraz bliższa Andrzejowi, jak matka albo babcia. To przed nią mężczyzna się otwiera i z biegiem czasu między nimi zawiązuje się coś w rodzaju nici przyjaźni. Przyjaźni bezinteresownej, pięknej, czystej. Pomimo różnicy wieku wiedzą, że mogą na siebie liczyć i stają się dla siebie wsparciem i opoką. Piękny, wzruszając wątek, przywracający wiarę w ludzkość, życzliwość i dobroć.

Miłość z nutą imbiru jest powieścią przede wszystkim dojrzałą, ukazującą trudy życia bez koloryzowania. Podejmuje trudne tematy - zdrady, homoseksualizmu, braku zrozumienia i akceptacji samych siebie, pokazuje jak kruchą istotą jest miłość i jak cenna jest ta jedyna, ta prawdziwa. Jest coś, co w książkach Agnieszki Olejnik bardzo lubię. Mimo tego, że tematy podejmowane przez autorkę nie zawsze są łatwe i przyjemne, a perypetie bohaterów nieraz są smutne i przytłaczające, to lekkość z jaką autorka pisze sprawia, iż czytając nie męczymy się powagą sytuacji. Pisarka w taki sposób dawkuje emocje, by czytelnik przeżywał całym sobą losy bohaterów, ale jednocześnie nie czuł się przytłoczony nimi. 

Sama okładka nawiązuje już do Świąt. Akcja książki zaczyna się w październiku i powoli, razem z bohaterami zbliżamy się do grudnia. Atmosferę Świąt czuć w przygotowaniach, obecności rodziny, życzliwości bliskich. Święta Bożego Narodzenia to czas życzliwości i nadziei, a dla niektórych czas na podjęcie pierwszych kroków ku zmianom. I tak po tych wszystkich ponurych, szarych dniach przychodzi lepszy czas, niosący radość i przede wszystkim nadzieję. Pewne sprawy prostują się, zostają wyjaśnione, przychodzi wybaczenie. Tak jest też w przypadku naszych bohaterów. Gdzieś zaczyna wschodzić słońce, pojawiają się ciepłe promyki i.. no właśnie - i co będzie dalej? Tego dowiemy się w kolejnej części! 

Miłość z nutą imbiru to powieść wzbudzająca masę emocji, piękna a jednocześnie brutalnie rzeczywista, wzruszająca i ciepła, ale z goryczą i smutkiem przeplatającymi się między wierszami. Książka o trudnych wyborach, niełatwych decyzjach, radzeniu sobie ze swoimi niedoskonałościami, o przezwyciężaniu siebie i pokonywaniu własnych słabości. Wreszcie o akceptacji, potrzebie miłości i ciepła dłoni drugiej osoby. Słodko-gorzka, taka jak życie. 

Za książkę dziękuję autorce. :) 

Lubimy czytać: RECENZJA 

czwartek, 1 grudnia 2016

Grudzień w Aptece






Naszła mnie ochota na zmiany. Może to przez ten śnieg? Nasypało u mnie w nocy i teraz od razu czuć, że nadszedł grudzień. Lubicie grudzień? Bo ja mam co do tego miesiąca mieszane uczucia. Z jednej strony uwielbiam zimowy klimat, wiecie, herbatki, kocyki, książki, ale nie lubię Świąt. Same Święta są okej, lubię spędzać je w gronie rodziny i przyjaciół ale nie lubię tej całej medialnej otoczki, komercji na każdym kroku.. Dlatego wolę przeżywać Święta po swojemu, w serduchu przede wszystkim. 

Ale miało być o zmianach. Ostatnio mój blog umiera. A ja go tak bardzo kocham, tak bardzo lubię Was, moich czytelników i Wasze blogi.. tyle, że gdzieś po drodze straciłam serce do tego miejsca. Ale tak mnie tchnęło. Grudzień! Zmiany! Bo czemu zmiany mają być od nowego roku albo na wiosnę? Grudzień jest idealny na zmiany!! :) 

Myślałam przede wszystkim o zmianie nazwy i adresu bloga. Ale z drugiej strony przyzwyczaiłam się do Apteki i póki co chyba tak zostanie. Być może będzie nowy szablon. Być może coś nowego się pojawi. 

Grudzień dla Apteki jest wyjątkowy, bo to w grudniu Apteka powstała. Dwa lata! Uwierzycie? Różnie nam z Apteką było, ale zawsze prędzej czy później do niej wracam. 

A teraz stawiam na tematyczny grudzień. Taki Grudzień w Aptece. Będą recenzje książek świąteczno-zimowych, będą posty z serii 7 najlepszych, bo kończy się rok to i nadchodzi czas podsumowań. Marzy mi się jeszcze cykl postów dotyczących czytania polskich autorów, ale nazwa i jego forma dopiero powoli mi się klaruje. Chciałabym z cyklem wystartować jeszcze w tym roku, mam nadzieję, że się uda! A w dalszych planach - jeszcze więcej polskich autorów! 

Dzisiaj króciutko, ale coś mnie tak tchnęło i postanowiłam że ten post będzie pierwszym krokiem ku zmianom. 

I żeby nie być gołosłownym - widzimy się (albo czytamy? :D ) w sobotę z pierwszą grudniową, zimową recenzją :)


niedziela, 27 listopada 2016

Ugly Love - Colleen Hoover

Tytuł: Ugly Love      
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 344
Ocena: 8/10

Zauważyłam, że ostatnio na blogu posty pojawiają się w niedzielę - tak jakoś się złożyło, że w tygodniu uczelnia, a sobota to taki dzień na ogarnięcie wszystkiego i jeszcze moment na odpoczynek. A w niedzielę siadam i piszę post, bo tęsknię za blogowaniem i Waszymi blogami. 

Tak więc dzisiejszego niedzielnego popołudnia mam dla Was recenzję książki Ugly Love Colleen Hoover. Jest ktoś kto o niej nie słyszał? 

Tate, początkująca pielęgniarka wprowadza się do mieszkania swojego brata. Nie spodziewa się jednak, że od pierwszego dnia w nowym miejscu jej życie zacznie się komplikować. Wszystko za sprawą przystojnego pilota Milesa. Mężczyzna ustala tylko jedną regułę: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Jak jednak powszechnie wiadomo, człowiek swoje, a serce swoje. Gdy sytuacja wymyka się spod kontroli ożywają bolesne wspomnienia, uczucia zaczynają dusić, eksplodują, przestają obowiązywać wszelkie zasady..

Już przy lekturze Maybe Someday doświadczyłam na własnej skórze niezwykłej umiejętności Colleen Hoover: ta kobieta pisze książki emocjami, te książki przeżywa się całym sobą, docierają do najgłębszego zakamarka naszego umysłu, całe nasze ciało reaguje na to, co czytamy. Ponadto tworzy takich bohaterów, których nie da się nie lubić, nawet tych "trzecich". Hoover jest mistrzynią w budowaniu napięcia i nadawaniu rytmu powieści, wszystko dzieje się niby spokojnie, bez większych rewelacji, ale w pewnym momencie uświadamiamy sobie, że gdzieś po drodze rozdarła, rozszarpała nasze biedne serce na kawałki.. Niepostrzeżenie, bez pytania o zgodę, bez naszej wiedzy. Po prostu to się dzieje. W pewnym momencie jesteśmy kukiełką Colleen, która robi z nami dokładnie to co chce. Sprawia, że nie jesteśmy po prostu czytelnikiem. Jesteśmy ofiarą. 

Bohaterowie są świetnie wykreowani, zarówno ci głowni - Tate i Miles, jak i ci którzy są gdzieś tam w tle. Najwięcej uwagi skupia na Milesie, bo między tym co dzieje się obecnie pisarka przemyca historię Milesa sprzed sześciu lat. Piękną, subtelną, która z czasem przeradza się w bolesną, w taką, która może odebrać chęć do życia. Wiemy, co się wydarzyło w życiu tego dwudziestokilkuletniego mężczyzny i mimo tego, że traktuje teraz Tate z chłodem  rezerwą nie potrafimy być na niego złym. Więcej - doskonale rozumiemy jego pobudki i usprawiedliwiamy jego zachowanie. Z kolei Tate, nieświadoma całego bólu i cierpienia jakie Miles w sobie nosi nie rozumie postępowania chłopaka. Mur jaki wokół siebie postawił jest nie do przebicia, a Tate próbując się przez niego przedostać, czy chociażby zajrzeć naraża się na cierpienie.

Fabuła jest nieskomplikowana, niektórzy powiedzą, że to historia jakich w literaturze wiele. Historia trudnej, brzydkiej miłości niosącej ogrom bólu, cierpienia i łez. Różnica polega na tym, że ta historia żyje w nas, angażuje czytelnika, rozdziera, potem składa. Najpierw powoduje smutek, a potem pociesza.. i tak w kółko.  Chociaż wydawałoby się, że to miłość gra tu główną rolę, ja dostrzegam coś innego. Moim zdaniem ta powieść traktuje o przebaczeniu. O tym, jak ważne jest by przebaczać innym, by wybaczać sobie błędy młodości, by wreszcie wybaczyć sobie. Nie całe zło w naszym życiu jest naszą winą. Najważniejsze jest to, by znaleźć odwagę i spojrzeć prawdzie w oczy. A potem przebaczyć, bo dzięki temu łatwiej będzie żyć. 

Powieść jest piękna, delikatna, wzruszająca. Bohaterowie są tacy, których nie da się nie lubić. Są wzloty i upadki, chwile radości i szczęścia, ale też te smutne i bolesne. Nie brakuje tu namiętności, w niektórych sytuacjach z bohaterów aż kipi pożądanie. Pikanterii powieści dodają sceny erotyczne, które czyta się z wypiekami na twarzy. Takich scen nie brakuje, aczkolwiek są utrzymane w dobrym smaku - co nie zmienia faktu, że jest gorąco!

Ugly Love to piękna powieść o miłości, przebaczaniu i odnajdywaniu siebie. To historia, którą przeżywamy całym sobą, emocje są wszechobecne i przenikają czytelnika na wskroś. Czujesz szczęście bohaterów i ich ból, razem z nimi cieszysz się i cierpisz. To powieść, która wciąga, niszczy, buduje, rozbija i na nowo składa w całość. Historia, choć wydawać może się banalna jest niezwykła. Colleen Hoover po raz kolejny kradnie serca czytelników i zakładam, że nie jest to ostatni raz.