czwartek, 4 października 2018

Szczęście za horyzontem - Krystyna Mirek

Szczęście za horyzontem 
 Krystyna Mirek




Uwielbiam odkrywać nowych autorów, a zwłaszcza polskich. Chociaż o Pani Krystynie Mirek słyszałam już dawno, to wciąż brakowało sposobności by zapoznać się z jej twórczością. W końcu zdarzyła się okazja i sięgnęłam po Szczęście za horyzontem. Początkowo z obawami i pewnym dystansem, ale szybko przekonałam się, że bez potrzeby. 

Nie pamiętam kiedy ostatnio pochłonęłam książkę w trzy dni. Uwierzcie, że kiedy książka naprawdę wciąga, przeszkody typu dużo obowiązków czy brak czasu nagle okazują się do przeskoczenia. Wtedy czyta się bez opamiętania, wykorzystuje każdą wolną chwile. Uwielbiam ten stan.

Szczęście za horyzontem to historia Justyny, której życie zmienia się w wyniku jednej niefortunnej decyzji. Traci wszystko co stanowiło jej uporządkowane, eleganckie życie: pracę, mieszkanie i partnera. Drugim torem biegnie historia Janka, wdowca i ojca wychowującego trójkę dzieci. Mężczyzna żyje w skrajnej nędzy i mimo ogromnych starań nie potrafi zapewnić swojej rodzinie lepszych warunków. Ich drogi się krzyżują zupełnie przypadkiem, a spotkanie tych dwojga na zawsze odmienia życie Janka i Justyny. 

W pierwszej chwili myślałam, że nie polubię Justyny, bo jest zupełnie inną osobą niż ja. Nie podobał mi się jej styl życia, ani decyzje jakie podejmowała, a już w zupełności nie rozumiałam jej postępowania. Szybko jednak, dzięki tej powieści nauczyłam się, żeby nie oceniać ludzi po wyglądzie czy po samym zachowaniu. I o ironio, nauczyła mnie tego sama bohaterka. Potem poszło już jak z płatka. Zaprzyjaźniłam się z Justyną i patrząc z perspektywy czasu, nawet potrafię ją zrozumieć. Zaszła w niej jednak głęboka przemiana i stała się zupełnie nową, lepszą osobą. 

Inaczej było w przypadku Janka - tego polubiłam od razu, mimo, że powierzchownie wydaje się być oschłym, surowym mężczyzną, nieczułym na krzywdę własnych dzieci. Mimo tego, w głębi serca czułam, że jest dobrym człowiekiem, mocno doświadczonym przez los i ostrożnie podchodzącym do życia - i nie pomyliłam się. 

Ogromną moją sympatię zdobyły dzieci Janka - Wiktor, Emilka i Leoś. Te dzieci, mimo, że żyją ubogo i nie mają takich wygód jak inne dzieci, potrafią cieszyć się z każdej drobnostki, są gotowe wskoczyć za sobą w ogień i całym sercem kochają ojca. To właśnie ta książka uświadomiła mi też, że im mniej mamy, tym więcej rzeczy potrafimy w życiu docenić. 

Moją sympatię zdobyła też babcia Łabędzka, co dziwne, bo jest ukazana w książce jako plotkara, kobieta bezwzględna nie mająca serca. Wydaje się, że jest przeciwko własnemu zięciowi i wnukom, chociaż to jedyne jej bliskie osoby. Czuję jednak, że pod skorupą surowości kryje się kobieta która nie potrafi okazać miłości, choć bardzo jej pragnie i wiele jej w sobie ma. I choć Justyna jej nie polubiła, myślę, że są w pewien sposób do siebie podobne i przy odrobinie chęci i szczerej rozmowie, mogłyby się dogadać i sobie pomóc.

Wszyscy bohaterowie - ci główni, którzy grają główną rolę, jak i ci troszkę mniej ważni, aż do występujących w tle są wspaniale wykreowani. Barwni i żywi, dzięki czemu książka wypada naturalnie. 

Historia Justyny i Janka - bo teraz już tak można ją nazywać to historia dwójki ludzi zagubionych w świecie, szukających odkupienia. Nie jest to powieść o wielkiej miłości, bo skupia się na zupełnie czym innym, ale gdzieś tam spomiędzy kart wyłania się uczucie. Czasami wydawała mi się trochę nierealna - zwłaszcza początek, ale szybko o tym zapomniałam i dałam się porwać. Nie ma tu zbędnych dramatów, bo historia sama w sobie jest nieco gorzka, i bardzo podoba mi się, że pisarka nie dodawała niczego na siłę. Pani Krystyna bardzo prawdziwie ukazuje realia polskiej wsi. Sama pochodzę ze wsi i wiem, że w tak niewielkiej społeczności każde niecodzienne wydarzenie jest przez długi czas na językach mieszkańców. 

Styl Krystyny Mirek jest dokładnie taki jak lubię: lekki, plastyczny, a język prosty i przyjemny w odbiorze. Czytałam z zapartym tchem. Rzadko się wzruszam, a w przypadku tej powieści zdarzyło mi się to kilkakrotnie.  I miałam ten trudny dylemat czytelnika: czytać jak najszybciej, żeby już się dowiedzieć co będzie, czy jak najdłużej by móc się rozkoszować powieścią? 

Zakończenie książki wzruszyło mnie najmocniej. I tak się zastanawiam, czy będzie kontynuacja? Bo właściwie zakończenie jest otwarte,ale czy autorka pokusi się o opowiedzenie nam dalszych losów bohaterów? Z jednej strony jestem ich bardzo ciekawa, ale z drugiej - czy tak jak jest, nie jest idealnie? 

Szczęście z horyzontem to przepiękna, poruszająca powieść o ludzkiej słabości, popełnianiu błędów i poszukiwaniu drogi. To również historia o matczynej miłości, poświęceniu i bezinteresowności. Autorka pokazuje przede wszystkim, że nie mamy prawa oceniać ludzi po pozorach i że z każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji jest wyjście. Wzruszająca, przepełniona ciepłem, okruchami szczęścia i miłością powieść o blaskach i cieniach codzienności. Niosąca pozytywną energię i zastrzyk nadziei. 


Za książkę dziękuję  Wydawnictwu Edipresse Książki.


poniedziałek, 1 października 2018

Premiery października, na które czekam

Chociaż dawno nie robiłam podsumowań ani planów na kolejny miesiąc, tak dziś naszła mnie ochota żeby troszkę popisać o wrześniowych dokonaniach i październikowych planach. Będzie to takie trochę pisanie bez składu i ładu i niekoniecznie o książkach. ;-)

Po pierwsze - we wrześniu przeczytałam przepiękną książkę, która mocno chwyciła mnie za serce. Szczęście za horyzontem, bo o niej mowa, to pierwsza książka Krystyny Mirek jaką przeczytałam. Nie znałam autorki, ale tą powieścią od razu mnie uwiodła. Dawno nie pochłonęłam książki w 3 dni, dawno nie czułam tylu emocji podczas czytania. Niebawem ukaże się recenzja, w której opowiem Wam nieco więcej o książce.



Wrzesień był też dla mnie miesiącem powrotu to rzeczywistości, bowiem w sierpniu wróciłam na stałe do Polski i początkowo ciężko było znów przestawić się na inny tryb życia. Dopiero we wrześniu z każdym dniem przychodziła stabilizacja, pewnego rodzaju rutyna i nowy początek. Bardzo mi się ta nowa rutyna podoba i jestem przeszczęśliwa, że znów jestem tu, gdzie jest moje miejsce - wśród znajomych lasów, górek i dolin i najważniejsze - wśród bliskich. 

Wrzesień to miesiąc wielu decyzji i zarazem początek realizacji marzeń. 

I wreszcie udało mi się pojechać w góry! Tęskniłam, a teraz jeszcze bardziej chcę tam wrócić, bo uwielbiam górskie wędrówki i to uczucie, kiedy stoję na szczycie. 


Październik za to to miesiąc książek! Znalazłam aż cztery premiery, które muszę mieć i muszę przeczytać. 






Pierwsze trzy są już co prawda w świątecznej szacie graficznej i tematyce, więc pewnie część z nich zostawię sobie na troszkę późniejszy czas. 

I najważniejsze - ostatni weekend października to Targi Książki w Krakowie! Byłam 2 lata temu i już się nie mogę doczekać tegorocznej edycji. Kto z Was będzie? Ja już od dawna wypatruję planu targów, rozpiski spotkań z autorami. Będę na pewno w sobotę, ale jeśli w inny dzień będzie się działo coś interesującego, to też postaram się być. Nie mogę się doczekać! 


Dla wielu październik to powrót na studia, szaro-bura pogoda i znienawidzona przez sporą część jesień. Ja październik witam z uśmiechem i pozytywnymi myślami. I tego samego Wam życzę. Będzie cudownie! 

sobota, 29 września 2018

Prokurator - Paulina Świst

Trzydziestoletnia Kinga Błońska jest szczęśliwą kobietą. Zawodowo adwokat, prywatnie od jedenastu lat żona. Jej świat się burzy kiedy przyłapuje męża na zdradzie. Wyjeżdża do Gliwic, gdzie ma bronić groźnego przestępcę "Szarego".
W tym samym czasie w jednym z klubów poznaje przystojnego acz bezczelnego mężczyznę, który ma na nią mocny wpływ. Jak się później okazuje Zimnicki jest prokuratorem. A na domiar złego, to właśnie przeciwko niemu Kinga stanie w sądzie.

Po Prokuratora sięgnęłam dlatego, że niedawno premierę miała trzecia książka z cyklu Prokurator i bardzo mnie zainteresowała, a że nie lubię zaczynać serii od środka to postanowiłam sięgnąć po pierwszą część. I to był chyba błąd, bo książka mnie nie zachwyciła, ale z drugiej strony nie chcę przekreślać kolejnych oceniając tylko po jednej pozycji, bądź co bądź, nie takiej najgorszej.

Kinga jest osobą twardo stąpającą po ziemi, kobietą silną i niezależną. W relacjach damsko-męskich potrafi pokazać swój ostry charakter. Jest też profesjonalistką w tym co robi, chociaż sprawa "Szarego" sprawia, że musi mocno naginać swoje zasady. Nie tylko przez wzgląd na osobistą relację z psychopatycznym klientem, ale też z powodu prokuratora Zimnickiego.

Łukasz Zimnicki to mężczyzna nie znający kompromisu. Ochoczo poznaje piękne kobiety, spędza z nimi noc i zapomina. Pech chce, że trafia na Kingę, która ma równie twardy charakter co on. Kiedy więc dwa silne charaktery zaczynają się ze sobą ścierać, może dojść do wybuchu.

Podobały mi się postaci, ich kreacja i charaktery. Osobno. Bo w połączeniu to jedna wielka klapa. Denerwowały mnie zachowania zarówno Kingi jak i Łukasza. Niby dorośli ludzie, ale nie potrafią dojść do porozumienia nawet w najprostszych kwestiach. Wiecznie się mijają w swoich domysłach, niedopowiedzeniach i błędnie zarysowanych wizji na temat myśli tej drugiej osoby. Ich relacja była jak zabawa w ciuciubabkę - niby coś, niby pożądanie i gorące uczucie, a tak naprawdę przez niezdecydowanie i niedorosłe zachowanie nic z tego nie wynikało. Nie potrafili nazwać uczuć ani nawet ich przyjąć, a pojedyncze gesty umykały w natłoku niedopowiedzeń i kłamstw.

Wątek kryminalny jest bardziej ciekawy, chociaż też nie powala na kolana. Fakty które powinny szokować są podane jakoś tak sucho i bez emocji. Sporo się dzieje i akcja toczy się dość wartko i nie jest nudno, ale zabrakło mi dreszczyku emocji, napięcia i chęci czytania i czytania kolejnego rozdziału.

Bardzo podoba mi się szata graficzna okładek tej serii. Tajemnicza, zmysłowa i elegancka. Za to duży plus. Styl autorki również jest na pozytyw - lekki i przystępny, język ładny, prosty.

Chociaż książka mnie nie porwała, to czytało się ją przyjemnie i nie wykluczam, że będę kontynuować serię, bo coś mnie do niej jednak ciągnie. Gdyby trochę podciągnąć wątek miłosny, oszlifować nieco bohaterów i dodać szczyptę emocji, myślę, że wyszłoby coś naprawdę bardzo fajnego. Może w kolejnych książkach tak właśnie jest? 

Książka bierze udział w wyzwaniu Zatytułuj się :)


niedziela, 2 września 2018

Szukam właśnie Ciebie - Agnieszka Olejnik

Agnieszka Olejnik to jedna z autorek która cały czas trzyma niesamowicie wysoki poziom. Z każdą książką stawia sobie coraz wyższą poprzeczkę. Pisze romantycznie, obyczajowo, zabawnie i kryminalnie. Pisze przede wszystkim mądrze i uczuciowo, idealnie dozuje odpowiednie emocje. Jej książki charakteryzują się lekkością, ale zawierają wiele nagiej prawdy o życiu, a nieraz bólu i cierpienia.

Piszę ten wstęp, ponieważ Szukam właśnie Ciebie jest inna niż wszystkie książki autorki. Chociaż utrzymana w tym ciepłym, znanym klimacie Pani Agnieszki to porusza bardzo, bardzo delikatną materię, sprawy, o których zazwyczaj nie mówi się głośno, a milczy niewygodnie.

Olga od dziecka miała w życiu pod górkę. Jako nastolatka trafiła wraz z młodszym braciszkiem do domu dziecka, a przed tym jej życie nie było usłane różami. Matka alkoholiczka i ojciec, który znika z dnia na dzień, brak odpowiedniego wzorca  bezradność młodej dziewczyny sprawiły, że Olga stała się osobą bojaźliwą, ale twardo stąpającą po ziemi. Jej jedynym marzeniem było stworzenie domu dla brata, Kuby. Chciała mu być matką, ojcem i siostrą w jednym.

Kiedy osiąga pełnoletniość, dostaje mieszkanie i własnymi siłami zaczyna tworzyć namiastkę domu dla siebie i Kuby. Znajduje pracę, która z czasem staje się jej pasją, stara się jak najlepiej wychowywać młodszego brata. Tak, by uniknąć błędów, które popełniła jej matka.

Oskar to chłopak, który pojawia się znikąd. Po wypadku któremu uległ nic nie pamięta, ale coś go przyciąga do Olgi. Wydaje mu się, że skądś ją zna i że coś łączy go z całą jej pogmatwaną historią. Ich znajomość zaczyna się dziwnie i z każdym dniem pojawia się więcej pytań i niedomówień, aż do pewnego kulminacyjnego momentu.

Książka jest podzielona na trzy części. Jedna jest przedstawiona z perspektywy Olgi, druga Oskara, a trzecia przenosi nas przed wydarzenia opisane w poprzednich częściach, aby wyjaśnić wszystko po kolei.

Olga nie marzy jak każda młoda dziewczyna o miłości nie z tej ziemi. Nie pragnie miłosnych uniesień ani przyspieszonego bicia serca. Ale zakazane uczucie samo do niej przychodzi, wkrada się nieproszone i osiedla w jej sercu.

Dla młodej dziewczyny, która zaczyna wkraczać w dorosłe życie,  niezwykle trudny musi być brak oparcia w osobie matki - osobie najbliższej, która jest dla nas ostoją i wsparciem. W przypadku Olgi to ona musiała dbać o brata, gdy matka się upijała i spędzała czas w ich domu z obcymi mężczyznami. Jeszcze trudniej jest trafić do domu dziecka - w obce środowisko, gdzie los taki jak Olgę spotkał dziesiątki dzieci. Każde z inną historią i przeszłością, skazane na siebie, bez wizji na przyszłość. Sam ten obraz jest bolesny i smutny.

Autorka w swojej najnowszej książce porusza wiele bardzo trudnych tematów, takich, o których naprawdę ciężko się mówi. Molestowanie nieletnich  i homoseksualizm, brak tolerancji ze strony rówieśników i problemy z zaakceptowaniem samego siebie i swojej seksualności to tylko jedne z wielu kwestii poruszonych przez Panią Olejnik.

Jednym z głównych tematów jest też ucieczka z domu,  zaginięcie ukochanej osoby, strata kogoś ważnego i coś, co mnie najbardziej zaciekawiło i z czym spotkałam się w książce po raz pierwszy - pamięć tkankowa.  To arcyciekawe zagadnienie, niezwykle interesujące i dające powody do przemyśleń. Czy istnieje coś takiego jak pamięć tkankowa? Czy ktoś może żyć innym życiem dlatego, że dostał narząd od kogoś? Pani Agnieszka porusza ten temat i skłania czytelnika do chwili zastanowienia. Podziwiam autorkę, że w tak ładny sposób wprowadziła tak skomplikowany temat do książki. Nie przytłaczając nim, bo nie jest to sprawa łatwa, ani nie narzucając swoich poglądów.

Szukam właśnie Ciebie to książka melancholijna i smutna. Bardzo realnie ukazuje barwy życia - zarówno te jasne, radosne jak i te ciemne, obejmujące strachem. Tym razem skupiamy się głównie na jednej emocji - smutku bohaterki i jej przekonaniu o braku sensu istnienia z powodu utraty wszystkich, których kochała. Ale jest też coś, co wciąż jednak Olgę trzyma przy życiu - nieumierająca nadzieja i wola walki. Dziewczyna nie poddaje się, mimo trudności, mnóstwa przeciwności i wielu znaków, że jest na przegranej pozycji. Za tę odwagę i upór w dążeniu do swojego niesamowicie jej podziwiam i jej zazdroszczę.  I właśnie to sprawia, że istnieje promyczek, światełko, które usilnie przekonuje, że nigdy nie można się poddawać. Że nawet po największej burzy może wreszcie wzejść słońce.



niedziela, 12 sierpnia 2018

Srebrna dziewczyna - Leslie Pietrzyk

W ostatnim czasie trafiam na książki, w których główna bohaterka nie ma imienia. Tym razem bezimienna jest bohaterka Srebrnej dziewczyny, książki Leslie Pietrzyk, która pojawiła się na rynku w otoczce tajemniczości. Nie mamy nawet konkretnego streszczenia fabuły, zaledwie strzępki opinii i delikatny zarys tego, o czym będziemy czytać. Budzi to w czytelniku ciekawość i zachęca do poznania historii, która opisywana jest jako wstrząsająca i zupełnie inna niż wszystkie historie.

Srebrną dziewczynę czytało mi się ciężko. Na wstępie mamy spis rozdziałów, które nie są poukładane w kolejności chronologicznej: zaczynamy od środka, potem jest początek i wreszcie zakończenie. W ogólnym rozrachunku nie jest jednak trudno się w tym wszystkim połapać, choć czasami pojawiają się wątpliwości i lekka dezorientacja, ale nie zmienia to zbytnio odbioru fabuły. Fabuła w zasadzie jest i jej nie ma. Cała sprawa toczy się wokół młodej dziewczyny - studentki, która przeniosła się z Iowa do Chicago. W Iowa zostawia swoją przeszłość, młodszą siostrę i chce rozpocząć nowe życie. Jest biedna, więc nie stać jej na luksusy, ale ucieczka z domu jest dla niej wystarczającym powodem by żyć skromne i niedoskonałe życie w Chicago. Już pierwszego dnia w akademiku poznaje Jess- dziewczynę z innej sfery; bogatą, przodującą we wszystkich dziedzinach życia. Dziewczyny łączy przyjaźń, taka, która zdarza się raz w życiu.

Akcja książki rozgrywa się w latach 80 XX wieku, dzięki czemu bardzo dobrze uwydatnione są różnice społeczne pomiędzy naszą bohaterką a Jess. Autorka poprzez historie dwóch studentek pokazuje jak wiele zdziałać mogą pieniądze i jak bardzo pieniądze dzielą ludzi, nawet gdy wydaje się, że łączą. Jeśli istnieje choćby ździebko kłamstwa w najdoskonalszej nawet przyjaźni, a w grę wchodzą też pieniądze, prędzej czy później coś pójdzie nie tak. Srebrna dziewczyna to powieść o trudnej kobiecej przyjaźni, bardzo skomplikowanej, niby czystej a wydaje się, że toksycznej.

Główna bohaterka jest postacią bardzo nostalgiczną. Miała bardzo przykrą przeszłość, trudne dzieciństwo i przyspieszony kurs dorastania. Autorka porusza niezwykle trudne tematy, jak molestowanie czy przemoc seksualna. To są właśnie te rzeczy, o których nie mówi się głośno. Leslie Pietrzyk pisze o tym bardzo ostrożnie, podchodzi do czytelnika z tematem powoli, tak by nie spłoszyć odbiorcy. Dzięki temu zabiegowi silniej odczuwamy emocje bohaterki. Łatwiej jest nam się utożsamić z bohaterką, jej strachem i lękami, a także obawą. Mimo, że dziewczyna uciekła z patologicznego domu wciąż wraca tam myślami, bo zostawiła siostrzyczkę, którą spotyka to samo co ją. Nienawidzi siebie za to, bo bardzo kocha Grace i chce dla niej jak najlepiej. 

Pisarka stworzyła szereg postaci, jednak żadna z nich nie zapada wyjątkowo w pamięć. Niby są rzeczywiste, ale jednocześnie nijakie. Jess i jej siostra Penny pod skorupą życzliwości i przebojowości są osobami zawistnymi i fałszywymi, ale też zagubionymi. Główna bohaterka, choć skrzywdzona przez najbliższych, sama robi to osobie, która teraz jest dla niej najważniejsza. Wszystko, co dzieje się w życiu bohaterów jest pogmatwane, bohaterki wikłają się w coraz dziwniejsze sytuacje, które mogłyby mieć naprawdę proste rozwiązanie. 

Książka ta w swojej fabule kryje prawdę o kobiecej przyjaźni i różnych odcieniach miłości. Przede wszystkim o pragnieniu miłości i zapychaniu tej "dziury" w sercu uczuciami, które tak często są mylone z miłością. Ale autorka ukazuje przede wszystkim miłość siostrzaną, taką, która jest, zawsze. Pokazuje, jak ulotne jest życie i uświadamia, że warto doceniać tych, którzy są z nami na co dzień. To też książka o marzeniach, tych małych i dużych. Dla jednych to rzeczy zwyczajne, dla innych to marzenia. 

Autorka rzuca między bohaterów mnóstwo kłamstw, niedopowiedzeń. Zdrady, brak lojalności i błędy przeszłości wychodzą na jaw w najmniej oczekiwanym momencie. Postać głównej bohaterki jest bardzo skomplikowana i można by było napisać obszerną jej charakterystykę, analizować zachowania, emocje i jej postawę. Bezimienna, jednak z bagażem doświadczeń, trudną przeszłością i wielką nadzieją na lepsze jutro. Choć jej postępowanie nie zawsze na to wskazuje, w głębi serca jest dobrą osobą, nieco tylko pogubioną i potrzebującą wsparcia i naprowadzenia na odpowiednią ścieżkę. 

Nie mam żadnych zastrzeżeń do pióra autorki, bo pod kątem technicznym, stylistycznym i językowym jest idealnie. Jednak sama powieść mnie nie zachwyciła. Owszem, można wyciągnąć wiele wniosków, nie mogę powiedzieć też, że to jest powieść niewartościowa. Nie znalazłam w niej tego czegoś, co by mnie zachwyciło. Może miałam za duże oczekiwania, a może po prostu nie trafiło do mnie jej przesłanie. Może gdyby fabuła była bardziej spójna, a akcja nieco zaostrzona łatwiej byłoby mi się przekonać do tej książki. 

Srebrna dziewczyna to powieść o kobiecej przyjaźni, trudnej przeszłości i dążeniem do wyrwania się ze szponów przemocy i nienawiści. To powieść o kobietach, które popełniają błędy i gubią się w swoim życiu, ale czas sprawia, że zaczynają walczyć o siebie i swoją przyszłość. Historia bohaterki i jej siostry pokazuje jak ogromna jest siostrzana miłość, jak wiele jest się w stanie zrobić dla drugiej osoby oraz jak wielką władzę nad człowiekiem ma strach. 

Książka bierze udział w wyzwaniu Zatytułuj się. 

Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękuję wydawnictwu IUVI.