wtorek, 31 października 2017

Żerca - Katarzyna Berenika Miszczuk

Żerca
Katarzyna Berenika Miszczuk 


Nie można żyć, żałując cały czas czegoś co się stało bądź nie stało. Trzeba cieszyć się życiem, które się ma.


Są tu jacyś fani perypetii szeptuchy? Ręka w górę! Tym razem jest jeszcze ciekawiej!

Po tragicznych wydarzeniach jakie miały miejsce podczas obchodów Nocy Kupały Gosia próbuje na nowo układać sobie życie. Strata przyjaciela, zaginięcie ukochanego i dług zaciągnięty u jednego z bogów wcale tego nie ułatwiają. Baba Jaga postanawia wyjechać na waka.. pielgrzymkę, a w wiosce pojawia się nowy żerca, nieziemsko przystojny Witek, który chętnie pociesza Gosię. Na domiar złego, w okolicy pojawia się myśliwy, który poluje na nadprzyrodzone istoty i zagraża przyjaciółce Gosi - Sławie. Młoda szeptucha musi stawić czoła nie tylko wiecznie chorym pacjentom, ale też problemom, które pojawiają się znikąd i wciąż mnożą. 

W tej części barw powieści dodaje przede wszystkim postać nowego żercy, który zajmuje miejsce Mszczuja w wiosce. Witek jest zabójczo przystojny, wykształcony i mądry, a co za tym idzie, niejedna panna chciałaby z nim nawiązać bliższą znajomość. Sęk w tym, że Witek zainteresował się Gosławą, która wciąż wzdycha do Mieszka. Ja osobiście postać Witka polubiłam od samego początku, choć z czasem stawał mi się coraz bardziej obcy. Witek i Mieszko (bo nie sposób ich w jakiś sposób porównywać) to zupełnie inne osobowości. Mieszko jest - dosłownie i w przenośni - z innej epoki. Wierzy w magię, bogów i niejednego w swoim życiu doświadczył. Natomiast Witek jest mężczyzną nowoczesnym, który bardziej wierzy w technologię i wszelkie udogodnienia niż w to, czego się uczył. W Witku spodobało mi się to, że wprowadził do książki powiew "normalności". To facet, który słucha rocka, zabiera kobietę na koncerty i jest zwyczajny w swojej prostocie. Jednakże.. gdy tylko na horyzoncie pojawia się Mieszko, Witek nie ma szans. Dla mnie oczywiście. Mimo tego, że Mieszko jest staromodny, że ma swoje za uszami i nie zawsze zachowuje się tak, jakby wypadało - wygrywa ten pojedynek. 

Żerca to moim zdaniem najlepsza część cyklu Kwiat paproci. Dzieje się na prawdę dużo, są niespodziewane zwroty akcji i takie rozwiązania niektórych sytuacji, które nigdy nie przeszłyby czytelnikowi nawet przez myśl. Jedno wydarzenie goni drugie i jest coraz bardziej zaskakujące. Poznajemy bliżej bogów, niektórzy zaskakują - szczególnie Mokosz, która wydawała mi się najbardziej obca i wroga, a okazała się bardzo pomocna, i nawet w pewnym sensie ją polubiłam. Bardzo żałuję, że jeden wątek został nieco spłycony. To znaczy - autorka robi takie COŚ, że czytelnikowi szczęka opada, a potem nagle ten wątek odchodzi kompletnie na bok i jest zapomniany. Za to na koniec, autorka wygrzebuje z głębi powieści ten konkretny wątek i zabija takiego klina, że głowa mała. To mi się akurat podoba i w tym znajduję wytłumaczenie tego, dlaczego wcześniej o tej jednej konkretnej rzeczy była tylko mała wzmianka, a potem bum! Szkoda tylko, że w zdaniu kończącym książkę. A może to i dobrze? Bo właśnie to sprawia, że tak bardzo chcę sięgnąć po kolejną część, żeby dowiedzieć się co dalej. 

Wątek miłosny wreszcie zaczyna się klarować i nabierać kształtów. Mieszko przechodzi pewną przemianę, moim zdaniem zdecydowanie na lepsze. Znika trochę tego średniowiecznego Mieszka, a wszystko to, by udowodnić Gosi, że jest dla niej gotów zrobić wiele, by pokazać swoje uczucie. Wciąż ta romantyczna strona powieści jest na bocznym torze, nienachalna, ale przewija się w tle i nadaje powieści barw i charakteru. Lubię takie wątki miłosne, które nie dominują całej fabuły, a są jedynie idealnym uzupełnieniem. 

Miszczuk znana jest z humoru w powieściach, i nie brakuje go również w Żercy. Zabawne dialogi i sposób narracji nie raz dają czytelnikowi powód do śmiechu, co zdecydowanie ułatwia odbiór powieści, która bądź co bądź, nie należy do lekkich czytadełek. Owszem - jest napisana bardzo przyjaznym językiem, ale ilość postaci, nazw ziół i szeptuchowych specyfików, a także wydarzenia - te obecne i retrospekcje z przeszłości wymagają od czytelnika skupienia i uwagi. 

Uwielbiam tę powieść za niesamowity klimat, magię wyzierającą z kart powieści, wyraziste, barwne postaci, zabawne sceny i oryginalność. Bo bądź co bądź, ale nie spotkałam się z książkami o takiej tematyce. Słowiańskie klimaty, ludowość, alternatywna wizja Polski to pomysł nieszablonowy - to strzał w dziesiątkę! Myślę, że tych, którzy poznali już szeptuchę nie muszę namawiać do sięgnięcia po Żercę. A tych, którzy jeszcze nie znają serii Kwiat paproci, a skusili się tą recenzją, zachęcam do przeczytania Szeptuchy i Nocy Kupały, bo to jedyna okazja do takiej podróży po słowiańskiej Polsce. 

sobota, 14 października 2017

mini maratonowy tag książkowy - edycja 3

Już po raz trzeci stworzyłyśmy z dziewczynami z grupy Mini Maratony Czytelnicze nasz własny tag. Zabawa jest przy tym jak zwykle świetna! Zapraszam do poczytania!



Ola K., czyli książkowa grupa najlepszych przyjaciół (Jellyfish)
Pierwsze i chyba najbardziej odpowiednie co mi przyszło do głowy to Harry, Ron i Hermiona. Dla mnie to jest najlepszy przykład prawdziwej przyjaźni.

                                            


Jellyfish, czyli książka, którą chcesz w końcu przeczytać (Ola K.)
Chcę w końcu przeczytać Ławeczkę pod bzem Agnieszki Olejnik! Już się nie mogę doczekać, aż ją dorwę w swoje łapki, już niedługo! :)



Meredith, czyli najlepszy retelling bajkowy (KittyAilla)
Poddaje się. Nie czytałam chyba nigdy książki, która pasowałaby do tej kategorii. 

KittyAilla, czyli bohater, który świetnie pisze (książki, wiersze, opowiadania etc.) (Meredith)
Jedyne co przychodzi mi do głowy, to Sydney z Maybe Someday - pisała teksty do muzyki Ridge'a. 



Lilith Jones, czyli ulubiony film, który nie musi być ekranizacją książki (Justyśka)
Uwielbiam Oświadczyny po irlandzku, bo jest romantycznie, zabawnie i z masą przygód! A z tego co wiem, nie jest to film na podstawie żadnej książki, chyba, że się mylę?

Justyśka, czyli czym kierujesz się kupując książki (Lilith Jones)
Przede wszystkim tym, czy książka trafia w mój czytelniczy gust. To najważniejsze. Ostatnio często kupuję też książki kierując się nazwiskiem autora - mam takich autorów, których kupuję niemalże w ciemno. Przyznam też, że czasem kupuję przez wzgląd na piękna okładkę, ale to musi być poparte pierwszym kryterium, które tu wymieniłam.

Aleksandra B., czyli najlepsza książka z damską bohaterką (Kot Amator)
Akurat teraz mam taki humor, że A potem przyszła wiosna wydaje mi się książką wręcz perfekcyjną, a Pola, główna bohaterka, idealną przedstawicielką kobiet. 



Kot Amator, czyli piosenka, która idealnie oddaje klimat twojej ulubionej książki 
Maybe Someday - Griffin Peterson i książka Maybe Someday Colleen Hoover*

                                            

* to może nie jest moja ulubiona książka, ale piosenka i ta książka pasują idealnie więc musiałam to tu wstawić <3

Bookworm, czyli książka, która działa jak lekarstwo - zawsze poprawia ci samopoczucie (Dominika K.)
Zawsze kiedy wpadam w zły humor albo emocjonalny dołek sięgam po Pollyannę. Potrafi uświadomić, że w życiu należy cieszyć się z małych rzeczy, bo właśnie takie drobnostki tworzą szczęście. 



Dominika K., czyli pierwsza książka, którą świadomie wypożyczyłaś z biblioteki i zapadła ci w pamięć (nie lektura) (Bookworm)
Mam trzy takie książki, które przychodzą mi do głowy. Taka, która miała duży wpływ na moje dalsze czytelnictwo to Harry Potter i Kamień Filozoficzny. Inna, którą też dosyć dobrze pamiętam to Momo, Z zapartym tchem przeczytałam  i do dziś  miło wspominam też Ronję, córka zbójnika. A taka "doroślejsza" książka to Córka czarownic Doroty Terakowskiej, którą uwielbiam! 

Paulina Ochęcka, czyli książka, po której przeczytaniu dopiero stwierdziłaś, że bardzo Ci się podobała (Lilijka)
W zasadzie to mam sporo takich książek. Często doceniam książki dopiero po dniu czy dwóch od przeczytania. Takie mocne uczucie, dopiero po przeczytaniu wzbudziła we mnie Złodziejka książek

Lilijka, czyli książka, która rozbawiła cię dialogami bohaterów (Paulina Ochęcka)
Pani Wiesia z Pracowni dobrych myśli była niezastąpiona w prowadzeniu dialogów z innymi bohaterami <3 

Magic Wizard, czyli twoja najukochańsza seria z dzieciństwa, do której powracasz/ kontynuujesz ją (KittyAilla)
Ania z Zielonego Wzgórza! Mam wszystkie części, takie stare wydanie, które czytałam w dzieciństwie. Wtedy wypożyczałam z biblioteki, a teraz, niedawno, udało mi się to samo wydanie zdobyć, co nie było wcale takie łatwe. Ale mam i czytam! <3

    *zdjęcie znalezione w Google

KittyAilla, czyli książka w której główny bohater lubi mieć wszystko pod kontrolą 
Oh, tak długo myślałam nad tą kategorią, a taka jest prosta! Oczywiście że Joanna Chyłka z książek Mroza!


Dziękuję, że mogę być z Wami! <3 

poniedziałek, 2 października 2017

Czereśnie zawsze muszą być dwie - Magdalena Witkiewicz

Czereśnie zawsze muszą być dwie
Magdalena Witkiewicz 



Od jakiegoś czasu jestem wielką zwolenniczką książek Magdaleny Witkiewicz. Niezmiennie moją ukochaną pozostaje Pracownia dobrych myśli, ale Czereśnie plasują się tuż za nią. Uwielbiam takie klimatyczne powieści, które są niemalże w każdym calu perfekcyjne. Taka właśnie jest książka, o której kilka słów postaram się Wam teraz opowiedzieć.


Zosia Krasnopolska na własnej skórze przekonuje się, że jedna mała decyzja może zmienić bieg życia. Gdy postanawia iść na wagary, nie wie jeszcze, że ten incydent zapoczątkuje falę wydarzeń, które doprowadzą je do dnia, kiedy otrzymuje w spadku od pani Stefanii zrujnowaną willę w Rudzie Pabianickiej. Stary dom otoczony sadem skrywa wiele tajemnic swoich poprzednich mieszańców. Zosia powoli zgłębia jego historię. Poznaje przy tym Szymona i pana Andrzeja, którzy pomagają jej odkryć przeszłość willi. A co najważniejsze, Zosia zaczyna odkrywać też co innego: uczy się ludzi, uczuć i tego, co w życiu jest na prawdę wartościowe. 

Nawet najbardziej niepozorna decyzja wpływa na nasze życie, a przeszłość zawsze wybrzmiewa w teraźniejszości. 

Teraz zacznę się rozpływać nad tym, jak pięknie pisze pani Magda Witkiewicz, i pewnie nie będzie to nic nowego. Zastanawiam się, co napisać, by przekonać Was, że ta książka jest wyjątkowa. I dochodzę do wniosku, że tego nie da się opisać - to trzeba przeczytać i samemu wyrobić sobie opinię. Ale powiem Wam chociaż, co mnie najbardziej urzekło w tej książce.

Po pierwsze - uwielbiam historie, gdzie tłem jest willa, stary dom, czy kamienica. Dla mnie samo to już jest dużym plusem, a jeśli jeszcze tchnie się w taki budynek życie, dobierze odpowiednich bohaterów, odpowiednie charaktery - może z tego wyjść coś cudownego. Zrujnowana willa w Rudzie Pabianickiej ma niesamowity urok i klimat. Ja sobie wyobrażałam ten dom, pomieszczenia, stare meble, pozostawione przez dawnych mieszkańców, pamiętające ich dotyk, uśmiechy, radości i smutki. Przedmioty są cząstkami historii, swoistym nośnikiem pamięci - nawet filiżanka, która pamięta obecność dawnych mieszkańców jest elementem czyjegoś życia. Cudowne w tej książce było to, że z każdą kolejną stroną dowiadujemy się więcej o przeszłości willi i jej mieszkańców,  obraz domu się wyostrza i krystalizuje. 

Dom to nie tylko mury i szczelne okna. Dom to przede wszystkim ludzie. Śmiech, oddechy, głośne rozmowy i szepty

I w przypadku tej powieści Witkiewicz bohaterowie są znakomicie wykreowani. Zosi nie poznajemy w pełni od razu - raczej z biegiem powieści. Jest silną dziewczyną, a potem kobietą. Mimo młodego wieku i nieprzychylności rodziców potrafi postawić na swoim i osiągać postawione sobie cele. Życie nie jest jednak łatwe i boleśnie daje o tym Zosi znać. Gdy ucieka przed rzeczywistością do Rudy Pabianickiej, poznaje Szymona. Wtedy dowiaduje się czym jest prawdziwa przyjaźń i jak wygląda miłość. Szymon jest mężczyzną, który nie może pogodzić się z przeszłością, a pod aurą pogodnego człowieka skrywa się ogromny smutek. Zosia i Szymon wzajemnie sobie pomagają, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Nie ma bum! i zakochanie od pierwszego wejrzenia, ale powoli rozkwitające uczucie. Takie dojrzałe, aczkolwiek czasami wybuchowe, a czasami stłumione. 

Muszę wspomnieć o bohaterach, którzy co prawda nie są główni, ale są niesamowicie ważni w tej książce. To pani Stefania, od której zaczyna się cała sprawa z willą, i pan Andrzej, dzięki któremu Zosia poznaje historię swojego domu. Pani Witkiewicz często tworzy takich bohaterów - niby niepozornych, mało ważnych, ale bez nich cała historia nie miała by sensu. Tak jak w Pracowni dobrych myśli pokochałam panią Wiesię, tak tu moje serce skradł pan Andrzej.  Pan Andrzej to starszy człowiek, z bagażem doświadczeń i ogromnym sercem. Bardzo ciepły, taki.. kochany, bo nie umiem tego lepiej opisać. Właśnie przez wątek pana Andrzeja popłakałam się podczas lektury, co u mnie jest na prawdę rzadkością. 

W tle przewija się historia Henryka Dworaka, która sięga aż do czasów wojny, a wybrzmiewa do czasów obecnych. To właśnie Henryk był właścicielem willi. Ten wątek jest prowadzony w formie retrospekcji, ale jest pełny, wyrazisty. To taka historia w historii, swoją drogą - piękna, wzruszająca, acz smutna. Skomplikowana, bo jej rozwiązanie nadchodzi dopiero dziesiątki lat później. 

Autorka wprowadziła też coś nowego - dreszczyk strachu. Jest taki maleńki akcent, który co wrażliwszego czytelnika przyprawi o gęsią skórkę. Trochę tajemniczości połączone z nutką grozy - dla mnie ekstra! 

Czereśnie zawsze muszą być dwie to książka o skomplikowanych, poplątanych ludzkich losach. To bardzo delikatna, subtelna powieść o miłości, o tym, że człowiek jest ostoją drugiego człowieka, o przyjaźni, takiej pięknej, prawdziwej przyjaźni. To historia, która uświadamia, że każda podjęta decyzja ma dla nas jakieś znaczenie. Nie brakuje emocji i wzruszeń. To książka, która między wierszami skrywa wiele prawd, trzeba tylko je dostrzec, a potem odnaleźć je w swoim życiu.


Moja ocena: 9/10

Jedna rzecz, która mnie w książce najbardziej urzekła: 
postać pana Andrzeja 

środa, 20 września 2017

Powiedz mi szczerze book tag

Za nominację dziękuję Oli K. 

1) Książka, która mieszka na Twojej półce najdłużej?
Harry Potter i Więzień Azkabanu. Pamiętam, że zaczęłam czytać Harry'ego Potter'a i przeczytałam dwie pierwsze części z biblioteki, a trzeciej akurat nie było, a że nie mogłam, no po prostu nie mogłam dłużej czekać, to kupiłam. A właściwie siostra kupiła mi na urodziny, ale ja jej sprytnie taki pomysł podsunęłam :D


2) Co czytasz obecnie? Jaką książkę przeczytałaś ostatnio? Jaka książka czeka na Ciebie w kolejce?
Obecnie czytam Czereśnie zawsze muszą być dwie (jestem może w 1/4 i już jestem zakochana), a ostatnio przeczytałam Po prostu bądź - obydwie Magdaleny Witkiewicz. W kolejce czeka na mnie Żerca Katarzyny Bereniki Miszczuk.





3) Jaką książkę wszyscy kochają, a Ty jej nienawidzisz?

Hm.. nie wiem, czy jest taka książka. Nienawidzę to chyba zbyt mocne słowo, ale wiem, że dużo osób uwielbia Niezgodną, a ja za nią po prostu nie przepadam.

4) Jaką książkę wciąż powtarzasz sobie, że przeczytasz, ale sama dobrze wiesz, że tego nie zrobisz?
I tu podobnie - chyba takiej nie mam. Jak już coś sobie postanowię, to raczej czytam.

5) Jaką książkę planujesz przeczytać na emeryturze?
Annę Kareninę po raz kolejny.

6) Odwieczny problem z ostatnią stroną - czytasz od razu czy spokojnie czekasz na to, jak skończysz całą książkę?
Czekam! Zawsze czekam, nienawidzę, jak ktoś czyta ostatnia stronę od razu. Brr.

7) Przedmowy, posłowia, wprowadzenia - są potrzebne czy to tylko marnowanie czasu i papieru?
Lubię czytać wszelkiego rodzaju prologi, epilogi, podziękowania itp, dlatego uważam, że to w żadnym wypadku marnowanie papieru! Takie rzeczy są potrzebne, bo gdzie, jak nie w takich miejscach autor może dodać coś od siebie, tak wprost dla czytelników?

8) Z jakim bohaterem książkowym chciałabyś zamienić się na życia?
Ja lubię swoje życie. Właśnie się tak zastanawiałam nad tym pytaniem i doszłam do wniosku, że moje życie jest piękne, choć niedoskonałe i nie zawsze łatwe. Ale moje. I nie wiem czy chciałabym się z kimś zamieniać, ale jeśli już to z Gwendolyn z Trylogii Czasu. Mogłabym się przenosić w czasie i miejscach! No i byłby Gideon.. :)



9) Czy masz jakąś książkę, którą wiążesz ze szczególnym okresem w swoim życiu?
Może inaczej - mam książkę, którą czytałam w czasie, który potem okazał się szczególnym w moim życiu. Ta książka zupełnie nie miała wpływu na to, co się wydarzyło, po prostu zapamiętałam, że akurat wtedy ją czytałam. Fakt, że tę książkę - a mowa o Drugiej szansie Katarzyny Bereniki Miszczuk wprost uwielbiam. A jeszcze dodatkowo miło mi się kojarzy, z tym właśnie szczególnym czasem w moim życiu. .

10) Opowiedz o książce, którą zdobyłaś w jakiś nietypowy sposób.
Nie jest to jakiś nietypowy sposób, ale Cień wiatru Zafona udało mi się zdobyć z biblioteki. Na pewno kojarzycie takie półki, różnie się nazywają,  u mnie na przykład Uwolnij książkę, z książkami do zabrania, albo do oddania swoich. No i tam właśnie udało mi się wypatrzeć Cień wiatru. Fart, prawda?



11) Jakiej książce pokazałaś najwięcej miejsc?
Baardzo dużo książek zobaczyło Kraków, bo tam często podróżowałam, ale poza tym, to chyba nie ma takich które zwiedziłyby ze mną wiele miejsc. Obecnie mam ze sobą cztery, które przejechały pół Polski, Niemcy, no i teraz leżą sobie w Holandii, w Uden. To Posłaniec, Po prostu bądź, Czereśnie zawsze muszą być dwie i Żerca. 

12) Lektura szkolna, która, gdy musiałaś ją przeczytać, zdawała się być koszmarem, ale później ją doceniłaś?
Ja lubiłam czytać lektury szkolne, jedyna jaka mi baardzo nie podeszła to Cierpienia młodego Wertera, ale wciąż jakoś nie potrafię jej docenić. 

13) Książki nowe czy używane?
Uwielbiam używane, podniszczone książki, takie, które widać, że były czytane. Dla mnie właśnie takie książki mają dusze. Ale nowe, prosto z drukarni, jeszcze pachnące nowością też są przecudowne. Nie mam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie - te i te są dla mnie wyjątkowe na swój sposób. 

14) Czytałaś coś Dana Browna?
Nie i póki co nie zamierzam.

15) Ekranizacja, która podobała Ci się bardziej niż książka?
Trzy metry nad niebem. Film mi się podobał, byłam zachwycona, a potem przeczytałam książkę.. Czytało mi się ją ciężko i niefajnie. Wtedy właśnie stwierdziłam, że to jedyna ekranizacja która podoba mi się bardziej niż literacki pierwowzór. 


16) Czy czytałaś kiedyś książkę, która sprawiła, że poczułaś się głodna?
Chyba nie. Przynajmniej nic takiego mi nie przychodzi teraz do głowy.  :D 

17) Czy jest osoba, z której polecenia książki zawsze czytasz?
I tu raczej też nie. "Zawsze" to zbyt mocne określenie, ale są osoby z których polecenia czytam bardzo dużo książek. Głównie blogerki, które czytam i wiem, że mają podobne upodobania czytelnicze jak ja. 

18) Książka, która nie jest jedną z tych, po które często sięgasz, ale która bardzo ci się podobała?
Hm.. rzadko sięgam po biografie czy autobiografie, ale Moja walka o każdy metr, czyli autobiografia Thomasa Morgensterna niesamowicie mi się podobała! Może przez to, że Morgiego uwielbiam jako skoczka i jako człowieka, a jego książka jeszcze bardziej utwierdziła mnie w tym przekonaniu. 

niedziela, 10 września 2017

Po prostu bądź - Magdalena Witkiewicz

Tytuł: Po prostu bądź
Autor: Magdalena Witkiewicz
Ilość stron: 336
Moja ocena: 9/10


Po prostu bądź to druga książka Magdaleny Witkiewicz, którą miałam okazję przeczytać. 
Piękna okładka, zachęcający opis, setki pozytywnych recenzji i tysiące pochlebiających słów o powieści. Książkę miałam na półce od dawna i pożyczałam ją nawet wcześniej koleżankom i wszystkie oddawały mi ją ze łzami w oczach. Byłam ciekawa, czy ja zareaguję podobnie. O co więc tyle szumu? 

Paulina mieszka na wsi z rodzicami, którzy już zaplanowali jej przyszłość. Zostanie w domu i wraz z nimi będzie pracować na gospodarstwie. Ba! Mają dla niej już nawet męża. Chłopaka, którego zresztą Paulina kocha od dziecka - jak brata, bo on ma inne plany. Pola marzy jednak o czym innym. Chce wyjechać do Gdańska i tam studiować architekturę. Adrian, jej przyjaciel i niedoszły mąż pomaga jej z całych sił ziścić jej marzenie o studiowaniu. Wbrew rodzicom Paulina wyjeżdża na studia. Tam zaczyna nowe życie. Tam wszystko się zaczyna. 

W książkach Pani Witkiewicz jest coś, co wyróżnia je spośród pozostałych. Można powiedzieć, że autorka ma swój podpis, który zostawia pod każdą napisaną powieścią i po jej przeczytaniu, nawet nie znając nazwiska autora każdy fan wiedziałby, że ta książka wyszła spod pióra Pani Witkiewicz.
Jej książki są dopracowane w każdym calu. Chociaż historie może nie są zbyt skomplikowane, dramatyczne i nie poruszają poważnych spraw, to jest coś, co sprawia, że jej książki są lepsze i bardziej wartościowe od innych. Ta pisarka potrafi pisać o ważnych rzeczach w naturalny, prosty, przystępny sposób. Nie zamęcza czytelnika powagą sprawy, ale tak umiejętnie wplata istotne dla człowieka rzeczy w swoje powieści, że po skończeniu lektury uświadamiasz sobie, że dzięki Pani Magdzie znów zrozumiałeś coś ważnego. 

Bohaterowie są skonstruowani bez zarzutu. Ale to nie o bohaterów chodzi w głównej mierze w tej książce, a o historię jaką oni tworzą. Paulina jest pilną studentką, skupioną na tym, by osiągnąć swój cel mimo braku wsparcia ze strony rodziców i siostry. Aleks jest wykładowcą, który zauważa w Poli duży potencjał. Ich relacja powinna opierać się na zasadzie student - profesor, ale czy uczucie pyta o zdanie? 

Powieść Magdaleny Witkiewicz jest nazywana najpiękniejszą  historią o miłości. Zgodzę się z tym, że jest to piękna, wzruszająca powieść o miłości. Właśnie o miłość w tej powieści chodzi. O to, by pokazać, jak delikatna i krucha jest miłość. Jak łatwo jest tę miłość stracić, nawet dbając o nią i pielęgnując z największą starannością. O tym, jak ulotne są szczęśliwe momenty, jak bardzo niepewna jest miłość i jak wiele czynników wpływa na jej kształt, moc i trwałość. Jest o różnych rodzajach miłości. O miłości rodzicielskiej, przyjacielskiej, wreszcie tej romantycznej. O miłości zakazanej, a nawet o miłości bolesnej. Wszystko to jest ukryte między kartami, w historii Poli. 

Zapomniałam, że miłość to uczucie podobne do puszystej i miękkiej pierzynki, którą człowiek okrywa się w chłodne, zaśnieżone wieczory. Uczucie, którym człowiek owija się niczym ciepłym szalem. Z drugiej strony, jest krucha niczym lód. A po lodzie należy stąpać bardzo ostrożnie. Trochę strachu, euforia szczęścia. Niepokój i zachwyt. Życie.

Oprócz tego, że powieść traktuje o miłości, znajdujemy tam też inne wątki. O tym, że warto marzyć i dążyć do osiągnięcia postawionych sobie w życiu celów. O tym, że na wszystko potrzeba czasu. Mówi o tym, jak ważne jest wsparcie przyjaciół w trudnych chwilach. Porusza też smutniejsze sprawy. Pokazuje, że czasem nawet rodzice odwracają się od własnego dziecka. Historia Poli pokazuje jednak, że nawet po największej burzy wychodzi słońce. Że wszystkie wątki życia w jakimś punkcie się rozsupłają. Że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Że jedno wydarzenie pociąga za sobą sznur innych. Wreszcie, że warto doceniać każdy dzień spędzony z bliskimi, z ukochanym, z dzieckiem czy z przyjacielem. Bo każdy dzień jest dla człowieka wyjątkowy, jeden jedyny, nie da się go powtórzyć. 

..w życiu nie chodzi o to, by robić to, co wypada. Chodzi o to, by robić to, o czym marzysz. 

Z tej recenzji to właściwie wyszły mi bardziej moje przemyślenia. Ale tak, do tego właśnie składania ta książka. Do przemyśleń o miłości, ulotności życia, docenianiu tego, co daje każdy dzień. Co mogę jeszcze powiedzieć o książce? 

To przeurocza powieść, wzbudzająca masę emocji. Wzrusza, bawi, cieszy. Przede wszystkim - daje nadzieję i motywuje. Jest słodko-gorzką powieścią z domieszką pikanterii i goryczy. Będziesz się przy niej śmiać, płakać, wpadniesz w bezbrzeżną radość i nie unikniesz melancholijnego nastroju. To powieść - huśtawka. Raz na górze, raz na dole, ale wciąż odczuwasz niesamowitą przyjemność z czytania. Przez takie książki się płynie, połyka się je, a potem, (nie)stety, odczuwa książkowego kaca. 

Na sam koniec autorka daje czytelnikowi ukojenie. Ja jestem z zakończenia niesamowicie zadowolona, ale nie z powodu wątku romantycznego, a zupełnie innego. Ale to musicie już odkryć sami, aby nie psuć Wam przyjemności czytania. 

Po prostu bądź jest przepiękną, wzruszającą powieścią o kruchości ludzkich uczuć. Historia Poli pokazuje jak delikatna jest miłość, jak silna jest przyjaźń i jak wiele może znaczyć jeden dzień. Jest o trudnych życiowych wyborach, sytuacjach pozornie bez wyjścia i o tym, ile znaczy pomoc i wsparcie najbliższych. To historia o życiu w najczystszej postaci. Bez fajerwerków, tęcz i jednorożców. Czysta rzeczywistość. Nie wiem, co musiałabym napisać, żeby oddać to, co czuję myśląc o tej książce. Nie da się tego opisać - to trzeba przeczytać.