Przeglądałam właśnie swoją biblioteczkę i znalazłam 5 pozycji, których już na pewno nie przeczytam ponownie, a są stosunkowo nowymi książkami i może akurat ktoś ma na nie ochotę Wszystkie są raz czytane. Chętnie się za nie wymienię (ewentualnie sprzedam). Co w zamian? Jestem otwarta na propozycje!
Jeśli zainteresowała Cię któraś z książek, napisz na e-mail: agat_a156@interia.pl, ewentualnie daj znać w komentarzu :)
Nick i Norah. Playlista dla dwojga - David Levithan, Rachel Cohn - stan idealny
Anatomia uległości - Augusta Docher - stan idealny
Panika - Lauren Oliver - stan idealny
Papierowe miasta - John Green - zagięty grzbiet, wyślę zdjęcia zainteresowanym
Ta książka bez wątpienia jest wyjątkowa. Colleen Hoover stworzyła coś, czego nie da się nie pokochać. I chociaż może nie jest to historia porywająca, z zapierającą w piersiach dech akcją i nieprzewidzianymi zwrotami akcji, Maybe someday przyprawi Was o szybsze bicie serca, wywoła śmiech, a niejednokrotnie też łzy.. Ta książka jest piękna.
Sydney znajduje się właśnie na rozdrożu. Jej chłopak od dawna zdradzał ją z najlepszą przyjaciółką, właśnie straciła pracę i na domiar złego, została pozbawiona dachu nad głową.
Ridge wiedzie szczęśliwe, poukładane życie u boku swojej dziewczyny, gra na gitarze tak, że porusza każdego. Jego muzyce brakuje jednego - teksów. Dziewczyna z naprzeciwka, która siaduje na balkonie i śpiewa do jego muzyki zaczyna go fascynować i Ridge postanawia ją bliżej poznać.
Wkrótce przekonują się, że razem mogą stworzyć coś wyjątkowego, coś, co nie ma prawa istnieć..
Historia Ridge'a i Sydney jest tak piękna, tak czysta, tak wzruszająca.. Ridge należy chyba do moich ulubionych męskich bohaterów - jest cudownie nieidealny, a równocześnie perfekcyjny. Każdy ma swoje wady i zalety, każdy ma swoje słabości, namiętności i coś, dzięki czemu życie nabiera sensu, dzięki czemu staje się piękniejsze. Dla Ridge'a takim czymś jest gra na gitarze i muzyka, którą tworzy. Poprzez muzykę potrafi wyrazić swoje uczucia, przekazać to, czego czasem nie da się wyrazić słowami. Oddziałuje na zmysły czytelnika i angażuje go bardzo mocno, a wszystko to nabiera jeszcze mocniejszego wyrazu dzięki playliście wraz z tekstami piosenek, jaka jest załączona w książce. Już na początku mamy kod QR który możemy sobie zeskanować i zostaniemy przeniesieni wprost na stronę z wszystkimi piosenkami z książki. Ja po przeczytaniu przez jakiś czas słuchałam tej playlisty w kółko (podobnie jak teraz). Sydney jest też bardzo pozytywną bohaterką. Wie, że to coś, co zaistniało między nią i Ridge nie ma prawa bytu i nie brnie w to za wszelką cenę, przeciwnie - stara się wycofać, bo nie chce, by ktoś przez nią cierpiał tak jak niedawno cierpiała ona. Niesamowicie podobały mi się postawy bohaterów, którzy pomimo uczucia, które między nimi się narodziło starali się zachować należycie, nie ranić osób trzecich i przede wszystkim - zapanować nad swoimi pragnieniami.
Ta książka należy do takich, co do których ciężko jest jednoznacznie się określić. Nie, źle to sformułowałam. Wątek romantyczny jest taki, co do którego niesamowicie trudno jest mieć sprecyzowane podejście. Bo bohaterowie wydają się być dla siebie stworzeni i z jednej strony z całego serca im kibicowałam, ale przecież była jeszcze jedna osoba, dziewczyna Ridge'a, której nie dało się nie lubić. Więc jak się określić - czy kibicować Sydney i Redge'owi czy ich potępić? Nie da się jednoznacznie określić, przynajmniej ja nie potrafię.
Colleen Hoover pisze pięknie. Język jest cudowny, doprecyzowany i stoi na najwyższym poziomie, podobnie jak styl. Poza tym nie wiem jak autorka to robi, ale to co wyprawia z czytelnikiem jest.. nie do opisania. Rozbraja emocjonalnie, angażuje zmysły, sprawia, że czujemy się częścią tej historii.
Maybe someday to przepiękna książka o zakazanej, niewłaściwej miłości, kruchych uczuciach i granicy tak cienkiej, że wystarczy jedno niewłaściwe posunięcie i granica ta może się nieodwracalnie zatrzeć.. Powieść uświadamia, że dla niektórych muzyka może mieć zupełnie inne, większe znaczenie, że może być czymś, co daje nadzieję i sens. Książka jest przepełniona emocjami ukrytymi między słowami, nieśmiałymi posunięciami bohaterów. Zapewnia czytelnikowi niezapomniane wrażenia i gwarantuje, że czytając Maybe someday poczuje się coś więcej, a historia zapadnie w pamięć na dłużej. Bo nie jest to tylko kolejna romantyczna historia dwójki ludzi - to historia o lojalności, rozdarciu, które jest tak bolesne, nawet dla czytelnika, że czuje ból na swojej skórze. Miłość jest tu podana w subtelny, delikatny i dyskretny wręcz sposób. Sceny erotyczne - owszem są, ale są tak finezyjne, że aż chce się czytać. Polecam wszystkim, którzy chcą przeczytać inną historie romantyczną niż wszystkie, którzy chcą się wzruszyć i przeżyć coś nowego w swoim czytelniczym życiu. Musicie się jednak liczyć, że śmiać będziecie się przez łzy, a ból i smutek bohaterów niejednokrotnie odczujecie na własnej skórze.
Nie wiem czy wiecie, ale Collen Hoover w kwietniu odwiedzi 3 polskie miasta! Będzie też w Krakowie, do którego ja mam najbliżej, dokładnie 14 kwietnia. I tu mam do Was pytanie - wybiera się ktoś może do Krakowa? Chętnie bym pojechała, a jeszcze milej byłoby, gdyby był ktoś kogo kojarzę chociaż z blogosfery. Jeśli jedziecie, dajcie znać!
A dla tych, którzy nic na ten temat nie widzą - łapcie link do wydarzenia!
Poza tematem książkowym, a właściwie w temacie, ale trochę inaczej.. Ostatnio bardzo zaniedbałam bloga swojego i Wasze. Nie wiem co mnie tak nastraja, ale chwilowo mam kryzys i nie potrafię spędzać tutaj tak jak kiedyś kilka godzin dziennie. Wciąż wchodzę tu codziennie i zaglądam na Wasze blogi, ale rzadko komentuję i udzielam się. Mam jednak nadzieję, że ten kryzys minie, ale nie będę nic robić na siłę. Blogosfery nie opuszczam, nie wyobrażam sobie codzienności bez blogów, ale przez jakiś czas będę raczej cichym obserwatorem. Dalej będę publikować posty i będę starała się być u Was na bieżąco, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie, jeśli przez kilka dni z mojej strony będzie tylko cisza. :)
Życie Telli Holloway z dnia na dzień staje się nieszczęśliwe. Jej brat Cody jest chory, a lekarze nie potrafią postawić diagnozy i przepisać odpowiedni lek. Wraz z rodziną przeprowadza się do maleńkiej miejscowości z dala od ich miasta. Pewnego dnia dziewczyna znajduje tajemnicze niebieskie pudełko, a w nim instrukcję jak wystartować w Piekielnym Wyścigu. A całe przedsięwzięcie jest warte zachodu, bo nagrodą dla zwycięzcy Wyścigu jest lek, który zapewni bliskiej osobie powrót do zdrowia. Szkopuł w tym, że lek jest przewidziany tylko dla jednej osoby, a uczestników jest ponad setka. Tella jest zdolna dla swojego brata zrobić wszystko, dlatego bez większych wahań postanawia wystartować w Piekielnym Wyścigu. Do pomocy ma jedynie swoją pandorę, a zmagać musi się z żywiołami, musi walczyć z czterema ekosystemami – dżunglą, pustynią, oceanem i górami. Czy Telli uda się pokonać naturę i zdobyć lek dla ukochanego brata?
Tella Holloway ma szesnaście lat. Do tej pory wiodła beztroskie życie, kiedy nagle spada na nią pasmo nieszczęść – choroba brata, przeprowadzka i wreszcie Piekielny Wyścig. Jak na swój wiek, dziewczyna zachowuje się jednak bardzo dojrzale i bez wahania poświęca się dla brata. Bohaterka skupia w sobie najlepsze cechy –wiele bohaterów serii młodzieżowych jest rozlazła, roztkliwia się nad sobą i użala wiecznie nad swoim losem – w tym przypadku nie musicie się tego obawiać. Dziewczyna jest silna, pewna siebie, ale też wrażliwa i uczuciowa. Kiedy pomiędzy nią a Guyem zaczyna kiełkować uczucie, nie wzdycha jednak ciągle do niego i ten wątek nie dominuje całości książki – jest jedynie przyjemnym dopełnieniem. Guy również wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Początkowo szorstki i opryskliwy, z czasem staje się oparciem nie tylko dla Telli, ale dla całej grupy. Skoro już jestem przy grupie, to pokrótce opiszę kompanię w jakiej wędruje Tella. Przywódczynią jest Harper, dziewczyna piękna, młoda, która wydaje się być twarda i niezależna. Następnie Caroline, kobieta po trzydziestce – krucha i wrażliwa, Dink, około ośmioletni chłopiec, Levi i Ransom – przebojowi, dwunastoletni bliźniacy, których trzymają się żarty, Titus – chłopak bardzo podejrzany, któremu w żadnym wypadku nie można zaufać i Tella oraz Guy. Jak widzicie, uczestnicy są w różnym wieku, różnej płci.. ale każdy pragnie lekarstwa dla kogoś, kogo kocha.
Sam pomysł na książkę wydał mi się niesamowity. Były już w młodzieżówkach wątki walki, wyścigów, rywalizacji, ale zawsze, a przynajmniej ja zawsze na takie książki trafiałam, chodziło o coś większego – o ocalenie świata, przywrócenie dawnego porządku czy przeprowadzenie rewolucji. Tu pobudki są jak najbardziej zrozumiałe – lek. Lek dla kogoś, kto jest częścią naszego świata.
Akcja książki początkowo toczy się powoli, żeby z biegiem czasu coraz bardziej przyspieszać, aż wreszcie dochodzi do momentu, kiedy już nie ma mowy o tym, by móc odłożyć książkę. Zmagania bohaterów budują napięcie, trzymają w niepewności, momentami czuć grozę, strach, serce przyspiesza, pędzisz szaleńczo przez kolejne strony. Bardzo ciekawe jest też historia o tym, co doprowadziło do powstania Piekielnego Wyścigu. Mnie osobiście ta część powieści zszokowała i bardzo zaintrygowała.
Jeżeli obawiacie się schematu, mam dla was pocieszenie. Chociaż można zauważyć elementy innych historii, są one tak subtelne i nienachalne, że dla większości czytelników w ogóle nie będą mieć znaczenia. Powieść sama w sobie jest absolutnie oryginalna i nietuzinkowa.
Język i styl autorki są świetne- czyta się szybko i przyjemnie. Naprawdę dawno tak nie pochłonęła mnie lektura młodzieżówki. Przez powieść się wręcz płynie, stylistycznie jest dopracowana i dopięta na ostatni guzik.
Ogień i woda to książka która wybija się ponad schemat, jest inna niż wszystkie młodzieżówki, jednocześnie wciąga bez reszty i trzyma w napięciu do ostatnich stron. Świetni bohaterowie, niebanalny cel jaki im przyświeca w Piekielnym Wyścigu i wartka akcja czynią książkę wciągającą, momentami przerażającą i odbierającą dech w piersiach. Polecam wszystkim, którzy lubią dobre książki młodzieżowe, w których coś się dzieje, które nie są zdominowane przez wątek miłosny i od których oczekują zastrzyku emocji!
Tytuł: Wichrowe Wzgórza Autor: Emily Bronte Ilość stron: 336 Ocena: 9/10 Skąd: biblioteka
Mały chłopiec, Heathcliff, jako osierocone dziecko trafia do domu Earnshawów. Wychowując się w tej zamożnej rodzinie, obdarza odwzajemnioną miłością Katarzynę, córkę swoich przybranych rodziców. Prześladowany przez przyszłego dziedzica Hindleya, poznaje też smak nienawiści. Gdy przekonuje się, że konwenanse mogą pokonać nawet najsilniejszą miłość, znika na trzy lata, aby powrócić jako dysponujący fortuną niewiadomego pochodzenia, demoniczny i bezwzględny mściciel. Od tego momentu nikomu w rodzinie nie będzie łatwo znaleźć własne szczęście.
źródło: Lubimy Czytać
Nawet nie wiecie, jak ciężko jest recenzować klasyki, zwłaszcza coś takiego jak Emily Bronte czy Jane Austen. Wichrowe Wzgórza to absolutny mistrz w swoim gatunku i będzie mi ciężko napisać coś sensownie, żeby niczego nie ująć tej książce.
Akcja powieści rozgrywa się na przełomie XVIII i XIX wieku w Wichrowych Wzgórzach i Drozdowym Gnieździe. Posiadłości te należą do dwóch rodzin- odpowiednio do Earnshawów i Lintonów. Stary Earnshaw podczas jednej z podróży do Liverpoolu, spotyka i przygarnia małego cygańskiego chłopca - Heathcliffa. Jego rodzina nie jest zadowolona, gdy wraca do domu z przybłędą i początkowo wszyscy odnoszą się do niego niechętnie. Po jakimś czasie do Heathcliffa bardzo przywiązuje się córka Earnshawa, Katy. Chłopiec jednak nie ma łatwo - Hindley, prawowity spadkobierca Wichrowego Wzgórza robi wszystko, by mu uprzykrzyć życie. Dodatkowo Katy poznaje Edgara Lintona i to właśnie na nim skupia teraz niemalże całą swoją uwagę. Wydarzenia te zostawiają ślad w Heathcliffie - z zagubionego, cichego chłopca staje się nieznośnym, zgorzkniałym młodzieńcem a potem bezwzględnym mężczyzną.
Bohaterowie są niepowtarzalni, jedyni w swoim rodzaju. Od początku polubiłam Heathcliffa, mimo, że wiele mu brakowało do ideału, a z każdą stroną stawał się coraz bardziej zgorzkniały i rozgoryczony. Jego postępowanie niejednokrotnie mnie oburzało i w żadnym wypadku go nie popierałam, ale wiedziałam, że w głębi serca jest zranionym, skrzywdzonym mężczyzną. Uwielbiałam go od początku do końca i nic tego nie zmieni. Heathcliff jest tajemniczy i zamknięty w sobie, Katarzyna rozpieszczona i zarozumiała. Obydwoje jednak się zmieniają pod wpływem tej drugiej osoby, a uczucie jakie ich połączyło jest silne, gorące i.. nie ma szansy na przetrwanie. Nie da się jednak oszukać miłości i wraca ona w najmniej niespodziewanych momentach i okazuje się być niszczycielską siłą.
Powieść ma typowo gotycki charakter, akcja rozgrywa się w Yorkshire, co dodatkowo stwarza unikalny klimat i udziela się czytelnikowi. Być może to zasługa epoki, być może nazwiska pisarki, a być może tego że Wichrowe Wzgórza są uznawane z klasykę, ale czuje się tą niesamowitą atmosferę, inny świat, taki dostojny i wyrafinowany - aż chciałoby się żyć w tamtych czasach! Oprócz wątku Heathcliffa i Katarzyny są też poboczne wątki, które przeplatają się przez powieść, opowiadają losy innych bohaterów, jednocześnie wciąż nawiązując do głównych bohaterów.
Jeśli ktoś by powiedział, że jest to książka tylko o miłości, nie zgodziłabym się. Bronte stworzyła świetny portret psychologiczny bohatera - Heathcliffa, człowieka, który jest znikąd, jest traktowany jak zwierzę, a mimo wszystko potrafi kochać całym sobą do tego stopnia, że to miłość go wykańcza. Uczucia jakie żywi do Katarzyny są tak silne, że okazują się czynnikiem destrukcyjnym.
Rzadko się zdarza, by literatura klasyczna wciągnęła mnie w takim stopniu. Tutaj jednak z każdą stroną byłam pochłonięta historią Heathcliffa coraz bardziej i czytałam jak szalona. Wiem też, że będę chciała za jakiś czas przeczytać ją ponownie.
Wichrowe Wzgórza to piękna, wzruszająca powieść przenikająca czytelnika wyjątkowym, nieco tajemniczym klimatem. Nie jest to zwykły romans - to historia ludzi nieszczęśliwych, nie mogących odnaleźć się w swoim życiu i tym, co zgotował dla nich los. Wielka, obłąkańcza wręcz miłość przeradza się w destrukcyjną siłę, która niszczy wszystko co napotka na swojej drodze. Bo my - swoje, a miłość - swoje. Heathcliff, przez niektórych nienawidzony, przez innych, pewnie tak jak przeze mnie uwielbiany jest bohaterem niezwykle złożonym - z wierzchu gruboskórny, a w środku wrażliwy i uczuciowy.
Czytanie tej powieści jest jak długi spacer, na którym ktoś opowiada nam niezwykłą historię - idziesz, nie zauważając upływu czasu, coraz bardziej angażujesz się w historię, jednocześnie odczuwasz klimat, czujesz trawę pod stopami, zapach wrzosów i ciepłe promienie słońca smagające Twoją twarz, albo ulewny deszcz, który zaskakuje nagle w połowie drogi. Przeżywasz każde niepowodzenie bohaterów historii, cieszysz się z ich szczęścia i cierpisz razem z nimi. Ani się obejrzysz, poznasz coś pięknego, a potem musisz wrócić do domu.. Ale w głowie wciąż siedzi Ci historia, historia tak piękna i bolesna, że nie sposób zamknąć ją w zakamarku głowy i o niej zapomnieć.
Tytuł: Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender Autor: Leslye Walton Wydawnictwo: Sine Qua Non Ilość stron: 299 Ocena: 9/10 Skąd: egzemplarz recenzencki
Love makes us such fools ♥
Ach, co to była za książka! Sama nie wiem, od czego zacząć..
Poznajcie Avę Lavender. Ava nie jest zwykłą dziewczyną, chociaż bardzo chciałaby nią być. Ava ma skrzydła. Kto z nas nie marzył o tym, by mieć skrzydła, by móc latać? To, co dla jednych może być marzeniem, dla Avy jest przekleństwem. A teraz przenieście się do XX-wiecznej Ameryki, pozwólcie poprowadzić przez historię rodziny Avy, sięgając aż do losów jej pradziadków - Beauregarda Roux i Maman. Oddajcie się lekturze i wyruszcie w podróż poprzez lata i kontynenty, by wraz z Avą odkryć przeszłość, rodzinne tajemnice, owiane smutkiem i miłością. Pozwólcie, by ogarnął Was niesamowity klimat, by magia wdarła się w szarą rzeczywistość i by choć na chwilę zatarły się granice między tym co realne a tym, co nadprzyrodzone. Książka ma niesamowity klimat i atmosferę, magia unosi się między słowami, wydaje się, jakby mieszkała na każdej stronicy. Autorka stworzyła coś tak nastrojowego i wyjątkowego, że ciężko jest mi wyjść z podziwu nad aurą jaka otacza historię rodu Avy Lavender. W żadnej innej książce nie spotkałam się z tak specyficznym, oryginalnym klimatem - brak mi słów, by w pełni wyrazić swój zachwyt. Czytając miałam wrażenie, jakbym sama była częścią historii - bez trudu mogłam sobie wyobrazić piekarnię Emilienne, poczuć zapach świeżego pieczywa, przebywać w domu na wzgórzu wraz z Viviane i Gabem. Powieść angażuje zmysły czytelnika - opisuje miejsca w których przebywają bohaterowie, przedstawia zapachy i kołysze dźwiękami . Powieść roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, jest przepełniona smutkiem i melancholią, ale też tymi pozytywnymi emocjami - płochliwą miłością, cichą troską, nieprzymuszonym poświęceniem. Skoro już mowa o miłości - nie znajdziecie tutaj przesłodzonego wątku romantycznego. Ale poznacie, czym jest prawdziwa miłość, miłość ponad pożądaniem i namiętnościami, miłość, która jest ponad wszystkim. Miłość cichą, spokojną i czystą, ale też trudną, bolesną i raniącą. Znajdziecie tu wiele odcieni miłości, ale ani przez chwilę nie pomyślicie, że jest tandetna. Książka ukazuje też siłę prawdziwej przyjaźni, jaka połączyła Avę - dziewczynkę ze skrzydłami i Cardigan. Relacja między tymi dwiema dziewczynami jest piękna - Cardigan jako pierwsza zaakceptowała Avę taką jaka była, to ona spędzała z nią czas, wprowadzała ją w życie, wreszcie ona pokazała Avie jak może wyglądać świat poza jej domem. Myślę, że to, co połączyło te dziewczyny to uczucie silne i harmonijne - to przyjaźń, jakiej każdy człowiek powinien w swoim życiu doświadczyć. Ava jest bohaterką niezwykle interesującą, nie tylko przez wzgląd na to, że ma skrzydła, ale również za sprawą swojej rodziny. Członkowie jej rodziny byli dość osobliwi, przez wzgląd na niecodzienne zdolności, jakie posiadali. Trzon powieści stanowią trzy kobiety z rodu Roux - Emilienne, Viviane i Ava. Bez nich ta powieść nie miałaby szans istnieć. Fani rodzinnych sag odnajdą w tej książce wszystko, czego wymaga się od powieści tego typu. Na wzmiankę zasługuje też Nathaniel Sorrows, który w pewnym momencie nadaje powieści zupełnie inny wydźwięk. Kiedy jego fascynacja Avą przeradza się w obsesję, dziewczyna nie zdaje sobie sprawy w jakim jest niebezpieczeństwie. Przypadkowe pojawienie się Nathaniela w jej życiu odmienia je bowiem na zawsze. Osobiście moją sympatię wzbudził Gabe - bohater, który kojarzy mi się niezwykle dobrze. Gdy tylko o nim myślę, oczyma wyobraźni widzę silne ramiona, czuję zapach drewna sosnowego i przenika we mnie siła spokoju Gabe'a. Gabe jest taką ostoją, a ponadto wykazał się ogromną cierpliwością, taktem i jednocześnie uporem - taki mężczyzna to skarb! Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender jest przepiękną powieścią.Realizm magiczny nie tylko nadaje powieści niesamowity klimat, ale tworzy coś unikalnego. Język i styl autorki są na najwyższym poziomie, czytając miałam wrażenie, jakby książka była pisana w innej epoce, ale w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Książka wzbudziła we mnie masę emocji - wzruszenie, radość, strach, melancholię, pozostawiła mnie w takim zawieszeniu - na samą myśl o tej powieści czuje rozrzewnienie. Czuję się tak, jakbym wróciła po podróży, ale wciąż przebywała w innym miejscu - wspominam wciąż wydarzenia, bohaterów, smaki i zapachy. Polubiłam wszystkich, z wyjątkiem Nathaniela - każdy bohater jest specyficzny, oryginalny, ale jednocześnie bardzo realny - czułam się tak, jakbym ich znała od lat, jakby byli moimi przyjaciółmi. Muszę wspomnieć o okładce. Jest piękna! To właśnie w okładce się zakochałam, a czytając opis tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że muszę ją przeczytać. Okładka jest niesamowita, przyciąga wzrok od pierwszej chwili, a treść - treść jest jeszcze lepsza! Na początku książki jest piękne drzewo genealogiczne, które niejednokrotnie okazało się bardzo pomocne podczas czytania. Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender to powieść perfekcyjna. Przepiękna, wzruszająca, odrobinę tajemnicza, przepełniona smutkiem, magią i miłością. Losy rodu Roux są tragiczne, ale jednocześnie dają nadzieję i podnoszą na duchu. Jestem oczarowana atmosferą i aurą jaka towarzyszy historii Avy Lavender. Wszystkie wątki są dopracowane, przeplatają się ze sobą, tworzą idealną całość. Oryginalni bohaterowie i niezwykła historia sprawiły, że przepadłam bez reszty. Chciałabym chociaż przez chwilę móc być częścią powieści, żyć wśród bohaterów, przychodzić do piekarni Emilienne, zostać przyjaciółką Avy i Viviane, spotkać takiego mężczyznę jak Gabe i tak wierną, oddaną i wyrozumiałą przyjaciółkę jak Cardigan, zaznać tak czystej i pięknej miłości. Jestem pewna, że to uczucie, uczucie którego nie potrafię opisać i zaduma jeszcze długo będą mi towarzyszyły na myśl o tej książce. Polecam, bo jest wyjątkowa. Literatura na najwyższym poziomie. Ta książka ma w sobie to coś czego oczekuje się od najlepszych książek. Na koniec moje ukochane cytaty, spośród wielu, ale zdecydowałam się podzielić się z Wami tymi trzema: Miłość potrafi zrobić z nas głupców. Miłość, jak powszechnie wiadomo, kieruje się własną logiką, za nic mając nasze plany czy zamiary.
Może byłaby to trwalsza, głębsza miłość: prawdziwa i stabilna istota, która mieszkałaby w tym domu, korzystała z łazienki, jadła ich jedzenie, przenikała pościel we śnie. Miłość, która pocieszałaby ją w płaczu, która zasypiałaby z klatką piersiową przyciśniętą do jej pleców.
Książkę możecie kupić na empik.com, dokładnie TUTAJ
Recenzja dostępna także na: www.matras.com Lubimy czytać www.bonito.pl www.empik.com
Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non