sobota, 29 maja 2021

Leśniczówka Wszebory - Joanna Tekieli

 


Ola traci z dnia na dzień pracę i szukając zajęcia trafia się nietypowa oferta: zredagowanie przewodnika po Wszeborowskim Parku Narodowym. Postanawia skorzystać z okazji i wkrótce wyjeżdża do Wszeborowa. Zostaje zakwaterowana w leśniczówce, za gospodarzy ma leśniczego, nieco gburowatego Andrzeja i jego dziesięcioletniego syna Maćka. Początki Oli w nowej pracy są trudne, jednak wkrótce okazuje się, że pobyt wśród dzikiej przyrody znacząco wpłynie na jej dalsze życie. 

Jak mi się spodobała ta książka! Dawno już nie przeczytałam książki w jeden dzień, a z Leśniczówką Wszebory właśnie tak było. Czyta się ją świetnie - tak jak wspomniałam szybko, jest lekka, zabawna, łączy wątek obyczajowy, jest odrobinka magii pod postacią słowiańskich mitów i wierzeń, jest maleńki akcent kryminalny - no po prostu bomba! Jest też romantycznie, ale tu za romantyzm odpowiada magiczny, nieco tajemniczy a zarazem sielski klimat leśniczówki w środku lasu, rozległy Wszeborowski Park Narodowy, a i maleńkie akcenty w relacjach międzyludzkich dodają tę szczyptę miłości. 

Uwielbiam książki, w które wplecione są wątki słowiańskiej mitologii i tutaj, choć są to delikatne akcenty tak właśnie jest. Stare, potężne lasy otaczające leśniczówkę sprzyjają takiemu klimatowi. Już na samym początku Ola spotyka się z nietypowym przywitaniem we Wszeborowie, przez starca o dziwnych, zamglonych oczach. Z biegiem czasu kobieta zaczyna dostrzegać coraz więcej dziwnych rzeczy, jednak dla mieszkańców leśniczówki są one codziennością. Mitologię słowiańską pokochałam dzięki książkom Katarzyny Bereniki Miszczuk z cyklu Kwiat Paproci, i uważam że jest najpiękniejsza z wszystkich dotąd mi znanych, poza tym dla mnie - Polki - najbliższa sercu i bardzo, bardzo cieszy mnie, że coraz częściej jest wspominana, dlatego ogromny plus dla autorki. Szkoda, że mitologii słowiańskiej nie mamy w szkole! 

Powieść ma niesamowity klimat, urok. Leśniczówka otoczona lasami, dzika przyroda, zwierzęta żyjące na wolności w swoim naturalnym środowisku, rzadkie gatunki roślin i stare okazy drzew to sceneria wręcz bajkowa. Ostatnio bardzo lubię książki, gdzie wyczuwa się klimat wsi, sielskości i pewnej beztroski i to właśnie jest to! Razem z bohaterami możemy wybrać się na piękne, dzikie szlaki, spędzić wieczory na balkonie w towarzystwie natury, napić się domowej roboty nalewki i podążać za rytmem wiejskiego życia, gdzie ratowanie rannych leśnych zwierząt czy pomoc w narodzinach cielaka jest codziennością i rzeczą zupełnie naturalną. Kocham takie klimaty, dlatego nie potrafię przestać się zachwycać! 

Bohaterowie książki są niezwykle sympatyczni, a słowne przepychanki Oli i Andrzeja bawiły mnie do łez! Maciek jest niesamowicie rezolutnym chłopcem, a jego dziecięca szczerość czasami rozbraja na łopatki. Również poboczni bohaterowie są barwni i ciekawi, dodają całej fabule smaczku. I jak to w małych, wiejskich społecznościach bywa wszyscy się znają, nic nie umknie uwadze sąsiadów. Ja mieszkając od dziecka na wsi doskonale odnalazłam się w klimacie tej powieści i jeszcze raz to powtórzę - uwielbiam ją!

Sięgając po książkę spodziewałam się że dostanę powieść z romansem w leśnej głuszy w tle, a dostałam coś zupełnie innego, coś co zdecydowanie mnie zaskoczyło, a przy tym oczarowało i w sobie rozkochało. Rzadko mi się to zdarza po przeczytaniu jednotomowej powieści, ale tu bardzo, bardzo, bardzo chciałabym aby powstała kontynuacja! Uwielbiam ją, tulę do serca i rezerwuję dla niej miejsce w pamięci na długi, długi czas. 

wtorek, 27 kwietnia 2021

Olszany. Kamienna róża - Agnieszka Litorowicz-Siegert





Olszany. Kamienna róża
to druga część olszańskiej serii Agnieszki Litorowicz-Siegert. Już pierwszy tom oczarował mnie klimatem pełnym tajemnic i niewyjaśnionych zjawisk, przepełnionym pewną magią i urokiem. Kamienna róża pod tym względem jest jeszcze lepsza, bo akcja powieści przenosi się na Kresy - do miasteczka Oszmiana na Białorusi. 

Tym razem bohaterkami powieści są znana nam doskonale z pierwszej części Julia i Justyna - Kalina, którą też dane nam było poznać w Drodze do domu. Kobiety, mimo, że początkowo nie zapałały do siebie sympatią postanawiają wspólnie wyruszyć w podróż w poszukiwaniu swoich korzeni. Julia - po to by poznać historię Kazimierza Borowicza- brata jej dziadka, po którym odziedziczyła dom w Olszanach, a Kalina by zwrócić pewien przedmiot na swoje miejsce a tym samym zdjąć rodzinną klątwę. 

Coś, co najbardziej mnie oczarowało to niepowtarzalny, swojski klimat Kresów sprzyjający powrotowi do przeszłości i odkrywaniu tajemnic z młodości swoich przodków. Opisy pięknej białoruskiej przyrody, miejsc i panujących tam zwyczajów są dla mnie największym atutem tej powieści. Nigdy nie myślałam o Białorusi - o Kresach, jako o destynacji swojej podróży, ale po  przeczytaniu tej pozycji zapragnęłam się tam udać i poczuć to co czuły bohaterki. Ludzie wydają tam się milsi, bardziej otwarci i gościnni - choć to wcale nie oznacza że są ufni i nazbyt chętni do natychmiastowego nawiązywania nowych znajomości. To miejsce, gdzie tradycja wydaje się być nadzwyczaj ważna, gdzie jakaś cząstka dawnych czasów została zaklęta i przetrwała w ludziach, w tamtejszych lasach i dworkach. Urokliwy Pałac Ogińskich w Zalesiu również znalazł swoje miejsce w powieści, a autorka tak pięknie ubrała w słowa jego otoczenie i historię, że czujemy się tak, jakbyśmy tam byli. 

Bardzo lubię takie historie, w których przeszłość miesza się z teraźniejszością, nie wszystko jest od razu do końca wyjaśnione, a odkrywanie tajemnicy stanowi dla czytelnika ogromną frajdę. To właśnie są Olszany. Czytałam tę książkę powoli, bo nie chciałam żeby się skończyła, choć w pewnym momencie już nie dałam rady się powstrzymywać i popłynęłam.

Szczególnie urzekł mnie wątek pewnej staruszki, zielarki, która odegrała niemałą rolę w poszukiwaniach Julii. Jest tak bardzo wzruszający, tak ciepły, klimatyczny..

Julia i Kalina podczas swojego pobytu w Białorusi spotykają wielu życzliwych, serdecznych ludzi, którzy z chęcią niosą pomoc. Jest starszy ksiądz, który pomaga ruszyć w poszukiwaniach, pewna artystyczna dusza, lekarz, gosposia z plebanii - wszyscy są tak barwni, tak żywi, tak życzliwi, że aż chce się z nimi spędzić jeszcze jeden dzień, jeszcze chwilę. 

Olszany. Kamienna róża to piękna powieść obyczajowa o sile tradycji, o rodzącej się przyjaźni, o wspólnym poszukiwaniu swoich korzeniu i odkrywaniu zaskakujących faktów z przeszłości. Lubię takie powieści, gdzie wątek miłosny jest jedynie tłem i w Kamiennej róży tak właśnie jest - choć powszechnie wiadomo, że miłość to ogromna wartość i bohaterowie doskonale o tym wiedzą, bo miłość przejawia się tu w małych gestach, bezinteresownej pomocy czy troski ojca i syna. Tutaj miłość pokazana jest subtelnie, delikatnie, nienachalnie. Jest perfekcyjnym uzupełnieniem wspaniałej całości. 

środa, 31 marca 2021

Wybór Charlotty - Agnieszka Olejnik

 



Uwielbiam powieści Jane Austen i uwielbiam powieści pisane współcześnie, ale stylizowane na tamten okres. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, jak dużym wyzwaniem dla autora jest napisanie takiej książki - nie tylko pod względem fabularnym, ale przede wszystkim językowym i stylistycznym, a poniekąd nawet i historycznym. Dlatego też do takich powieści podchodzę z drżeniem serca. 

Przy lekturze każdej książki Agnieszki Olejnik, powtarzam, że to moja ulubiona autorka i sięgam po nią w ciemno. Wybór Charlotty intrygował mnie od samego początku, gdy tylko się dowiedziałam, że taka książka powstaje. Jednak muszę przyznać, że miałam też obawy - bo jednak napisanie takiej powieści to ciężki orzech do zgryzienia. Takiej, żeby była logiczna, spójna, sensowna i na dodatek zaciekawiła czytelnika. Ale już po pierwszych rozdziałach wiedziałam, że jest dobrze. A im dalej czytałam, tym lepiej było i nie wiem czy dobrnęłam do połowy - całkowicie przepadłam.

Charlotta Riley jest panną niebrzydką i niegłupią, ale pozbawioną posagu i przez to skazaną na zamążpójście z rozsądku. Dziewczyna nie zamierza czekać aż ktoś inny podejmie za nią decyzję. Niepokorna i odważna postanawia wziąć los w swoje ręce i postanawia sama wybrać sobie męża - skoro nie dane jest jej wyjść za mąż z miłości, to chce to zrobić na własnych zasadach. Dopiero później - na przekór wszystkiemu, okazuje się że przemyślany plan Charlotty komplikuje.. miłość. 

Charlotta Riley jest bohaterką niezwykle barwną, początkowo wydaje się trochę skryta, ale z czasem pokazuje swój charakter. A charakter Charlotty bardzo mi się spodobał, bo jest dziewczyną dosyć śmiałą i sprytną, mądrą i na swój pozytywny sposób przebiegłą. Jest oddaną przyjaciółką, gotową do poświęceń, a jednocześnie myślącą bardzo zdroworozsądkowo. Lata jej dojrzewania przypadły na czas kiedy straciła najpierw matkę, potem kuzynkę, która niejako uczyła ją świata, a na koniec ojca. Być może przez to była nieco nieobeznana w życiu towarzyskim, generalnie w dorosłym życiu. Nieoczekiwanie przeżywa swoje pierwsze zauroczenie, swoje pierwsze - wydawać by się mogło wielkie uczucie. A później nadchodzi okrutne zderzenie z rzeczywistością, z którym zagubiona Charlotta radzi sobie nadzwyczaj dobrze. 

Charlottę jako bohaterkę bardzo polubiłam, ale jest ktoś, kto wzbudził we mnie większa sympatię i to w zasadzie wbrew logice, bo bohater jest oschły, apodyktyczny i nieco gruboskórny. Ale na przekór wszystkiemu od samego początku ogromnie polubiłam Cedrika - chyba za jego miłość do drzew, schowane głęboko dobre serce i nieco tajemniczą, nietuzinkową osobowość.

Podobała mi się forma jaką zastosowała pisarka w celu ukazania relacji Charlotty z mężem. Brakowało mi w ostatnio czytanych książkach takiego wątku miłosnego, który mnie wciągnie, który będę czytać z zaciekawieniem i wypiekami na twarzy. A tu właśnie to dostałam! Z ogromnym zaangażowaniem śledziłam losy A smaczku dodaje nutka erotyzmu, którą pięknie autorka wplotła w ten wątek miłosny - tak nienachalnie, subtelnie, z wyrafinowaniem - idealnie. 

Agnieszka Olejnik w swojej najnowszej powieści ukazała realia ówczesnego świata, XIX-wiecznej Anglii, skupiając się przede wszystkim na warunkach życia kobiet, na tym jak bardzo, choć nieświadomie, były podporządkowane życiu mężczyzn, zwłaszcza mężów. W moim odczuciu powieść jest świetnie poprowadzona, co nie jest łatwe w przypadku romansów, zwłaszcza tych historycznych.  Ogromnym atutem jest niesamowity angielski klimat, a najbardziej oczarowały mnie krajobrazy, które widziałam przed oczami w czasie czytania - zielone wzgórza ciągnące się aż po horyzont, urokliwe zatoczki i sekretne miejsca, które pokazują nam bohaterowie.  

Pokochałam Charlottę całym sercem, pokochałam ten klimat i poczułam się jakbym żyła w tamtym miejscu, w tamtym czasie. Do tego piękny język stylizowany na XIX wieczną Anglię, ale wcale nie trudny, świetny w odbiorze, odrobina erotyzmu i całe mnóstwo niezwykłego klimatu. Przepis na lekturę dla mnie idealną. 

sobota, 27 marca 2021

Zawsze i na zawsze - Klaudia Bianek

 



Uwaga! Może zawierać niewielkie spoilery z pierwszej części – nie więcej niż na okładce J .

Mozolnie odbudowywana radość życia i kruche szczęście, jakiego zaznała Eliza w związku z Filipem rozsypują się wraz z odkryciem szokującej prawdy. Przez moment uwierzyła, że jest jeszcze zdolna kogoś kochać, otworzyć serce dla innego mężczyzny niż ukochany zmarły mąż. Po kolejnym ciosie zadanym przez życie Eliza na powrót zamyka się w sobie, nie ma już siły żeby walczyć.

W pierwszej części najbardziej spodobał się wątek przeżywania żałoby – był dopracowany w każdym calu, pełny, doskonały. Kiedy myślę o „Zawsze  i na zawsze” i chcę znaleźć coś takiego –coś, co moim zdaniem jest zrobione w stu procentach i nic więcej nie można już dodać, przychodzi mi na myśl Jaś i jego rozwój jako dziecka z zespołem Downa. Duża część książki skupia się właśnie na chłopcu, który dostał szansę przebywania wśród rówieśników takich jak on – od których nie będzie odstawał, którzy będą go traktować jak równego sobie. Wszystkie momenty, wszystkie te małe postępy Jasia były ogromnie wzruszające i jakkolwiek by spojrzeć – optymistyczne. Autorka w ten sposób pokazała nam, że dziecko z zespołem Downa może wieść normalne życie, chodzić do przedszkola, uczyć się, rozwijać, robić postępy i dzięki tym małym kroczkom wywoływać wielki uśmiech na twarzach najbliższych.

Podoba mi się też to, jak Klaudia Bianek pokazała relacje między rodzeństwem – Emilką a Jasiem. Bez ubarwień, na surowo wręcz – Jaś wymaga wzmożonej opieki, a Emilka jako starsza, wiele potrafi zrozumieć. Zarówno Eliza jak i dziadkowie starają się, by Emilka w żaden sposób nie odczuła tego, że poświęcają jej mniej czasu, że jest w jakikolwiek sposób zaniedbywana, ale to bardzo trudne zadanie. I choć dziewczynka czasem odnosi mylne wrażenie że jest na drugim planie – jedno jest pewne. Mimo nawet i sprzeczek z młodszym bratem, potrafi stanąć za nim murem. I to kolejny piękny, wzruszający fragment książki, przy czytaniu którego czytelnikowi cieplej robi się na sercu.

Ta powieść jest tak wielowątkowa, tak ładnie rozbudowana, że o każdym jej aspekcie można by było napisać oddzielną opinię. Autorka niczego nie koloryzowała, pokazała życie takim jakie jest. Nie uniknęła tematu sporów i kłótni w wielopokoleniowej rodzinie. Rodzinie, która tak z sobą zżyta nagle się rozbija,  część jej członków ze sobą nie rozmawia, a część została zupełnie odrzucona.

Porusza też temat przyjaźni, pięknej przyjaźni która może wydarzyć się między osobą młodą, jaką jest Eliza i staruszką – Zofią Skalską.

W  tej części w moich oczach zyskał Filip. To poprzez jego postać pisarka pokazuje czytelnikowi jak silna może być nadzieja, jak bezinteresowna potrafi być miłość i jak długo można cierpliwie czekać na drugą osobę. To też powieść o przeszłości na którą nie mamy wpływu, o porzuceniu, poczuciu bycia niechcianym i niekochanym.

„Zawsze i na zawsze” to też swoista kontynuacja motywu żałoby – godzenia się ze stratą ukochanego,  symboliczne przejście do nowego etapu życia, zamknięcie pewnego rozdziału i rozpoczęcie nowego.

Pomimo tego, że w powieści wybrzmiewają echa nieracjonalnego czasami (ale to jedynie w moim odczuciu) zachowania czytelników z poprzedniej części, uważam że „Zawsze i na zawsze” jest o niebo, niebo lepsza niż „Życie po Tobie”. Bardziej dopracowana, rozbudowana, a wszystkie wątki łączą  się spójnie w logiczną, płynną całość.

„Zawsze i na zawsze” jest piękną, subtelną, wielowątkową powieścią o nadziei, kobiecej sile, miłości w różnych wymiarach. Porusza delikatny temat rodzinnych sporów, odrzucenia. Dzięki historii Jasia pokazuje, że dziecko z zespołem Downa może wieść stosunkowo normalne życie, być akceptowanym i kochanym tak samo jak zupełnie zdrowe dziecko. Mówi też o poczuciu bycia niechcianym, o przyjaźni i godzeniu się z życiem.

Na zakończenie powiem tyle – ostatni rozdział, nie mówiąc już o ostatnich stronach powieści, zostawiają czytelnika w takim zawieszeniu, że nawet jeśli miałaś w planie nie kontynuować serii (choć wątpię, że takie osoby są) to gwarantuję, że i tak sięgniesz po „Taką, jaka jesteś”. 

czwartek, 25 marca 2021

Życie po Tobie - Klaudia Bianek

 


Najpierw moją uwagę przykuła piękna okładka, taka subtelna, delikatna, wiosenna. Potem przeczytałam mnóstwo zachęcających opinii, aż wreszcie uległam. Nakręcona tak pozytywnym odbiorem debiutanckiej obyczajowej powieści Klaudii Bianek sięgnęłam po nią z ogromnymi oczekiwaniami. Od początku chciałam się delektować każdą stroną, chłonąć każde słowo. Nasza relacja na początku jednak okazała się dosyć chłodna. Ale potem - potem stało się coś, co sprawiło że historia Elizy wdarła się do mojego serca, zawładnęła nim i już wiedziałam, że jestem kupiona. 

W momencie gdy Eliza traci ukochanego męża, zmienia się cały jej świat. Mimo rozpaczy musi wciąć się w garść i stanąć na nogi, by zapewnić byt swoim ukochanym dzieciom. Ukojenia szuka z dala od miejskiego zgiełku, w niewielkiej miejscowości Lilecko. W rodzinnym domu, wśród bliskich powoli wraca do siebie. Gdy poznaje nowego sąsiada, Filipa, znajduje też przyjaźń, zrozumienie i wsparcie. Filip jest z zawodu weterynarzem, jest człowiekiem czułym i wartościowym. Coraz czulsze spojrzenia mogą okazać się początkiem czegoś nowego, silnego, a jednocześnie - nowym początkiem dla Elizy. 

Piękne są motywy tej powieści. Jest jednak taki jeden, szczególny aspekt tej powieści, który wyjątkowo chwycił mnie za serce. Piękne są emocje, uczucia i cała ta psychologiczna strona przeżywania żałoby. Tak, najbardziej do mojego serca trafił wątek opisujący to, co przeżywała Eliza po stracie ukochanego męża, mężczyzny jej życia. To było tak piękne, tak mocno uderzające w serce czytelnika. Taka miłość jaką wydarzyła się pomiędzy Elizą a Arturem, jednocześnie najpiękniejsza i w pewien sposób niszcząca, wydawałoby się - nie może się zdarzyć. A jednak, jednak autorka ubrała w słowa wszystkie te uczucia tak trafnie, tak do bólu realnie i zwyczajnie, że odnosimy wrażenie że to miłość, która łączy wiele par, ale dopiero gdy wydarzy się tragedia zdajemy sobie sprawę z jej ogromu.

Wyobraźcie sobie taki obrazek: wielopokoleniowa rodzina mieszkająca w dużym, rodzinnym domu, otoczonym sadem, obok stadnina koni. Zapach wsi, zapach lata. Ludzie, którzy się kochają i wspierają, na których zawsze można liczyć. Sielanka, prawda? Mimo, że tak by się mogło wydawać, Klaudia Bianek porusza bardzo delikatne, trudne tematy. Żałoba, niepłodność, opieka nad dzieckiem z zespołem Downa, a także małe nieporozumienia, z którymi domownikom przychodzi się mierzyć każdego dnia. Autorka z ogromnym taktem, jednocześnie nie ubarwiając opisuje codzienność ludzi, którym przyszło się mierzyć z przeróżnymi problemami. 

Podziwiam Panią Klaudię za to, w jak naturalny sposób wplotła w powieść wątek dziecka z zespołem Downa. Dzięki historii Jasia dowiadujemy się jak wygląda opieka nad dzieckiem z wadą genetyczną, jak wiele trzeba poświęcić, ale też jak dużą radość sprawiają nawet niewielkie postępy, samodzielność w prostych czynnościach, uśmiech dziecka skierowany w stronę bliskiej osoby czy zaufanie, którym obdarzy kogoś spoza najbliższego otoczenia. 

Wiele jest takich trudnych tematów - jedne są rozwinięte, inne są tylko zaznaczone, ale nie zbagatelizowane. Mnie osobiście od początku ciekawi jak potoczą się losy Kuby i Oli - a Ola to moja ulubiona bohaterka, mimo, że drugoplanowa. Pokochałam tę dziewczynę całym sercem za szczerość, naturalność i siłę, jaką w sobie ma. 

Sam wątek znajomości Elizy i Filipa w moim odbiorze powieści zszedł na drugi plan. Nie uważam, że jest płytki czy słaby, po prostu bardziej skupiłam się na czym innym. Jednakże faktem jest, że to dzięki Filipowi Eliza zaczęła odzyskiwać wiarę w sens dalszego życia, dzięki niemu zaczęła budzić się ze swoistego letargu. To właśnie on stał się bodźcem, który wyzwolił w niej chęci do ruszenia dalej. On, i rozmowa z Zofią Skalską - staruszką, którą spotyka co tydzień na cmentarzu, kiedy obydwie kobiety odwiedzają zmarłych mężów. 

Czy widzę jakieś minusy powieści? Tak, widzę, ale w ogólnym rozrachunku giną w mnóstwie pozytywów. Eliza czasami mnie denerwowała, niektóre zachowania bohaterów wydawały mi się pozbawione logiki. 

Nie przypominam sobie, bym w ostatnim czasie czytała książkę tak mocno naszpikowaną emocjami. Klaudia Bianek jest dla mnie mistrzynią w operowaniu uczuciami nie tylko bohaterów, ale i czytelników. Życie po Tobie to powieść subtelna, piękna, delikatna. To powieść poruszająca istotę żałoby i jej przeżywania, powieść pokazująca nieidealne życie zwyczajnych ludzi, których mocno doświadcza życie. To również historia o kobiecej sile, miłości silniejszej od śmierci i mocy uczuć, które - choć nie zawsze jesteśmy gotowi to przyznać - rządzą naszym życiem. 

sobota, 20 marca 2021

Olszany. Powrót do domu - Agnieszka Litorowicz-Siegert


Lubicie książki z motywem powrotu do korzeni, rodzinne sagi, małe sielskie miasteczka i do tego dreszczyk grozy? Jeśli tak, to Olszany. Powrót do domu z pewnością przypadnie Wam do gustu!

Julia, główna bohaterka po rozstaniu z narzeczonym na kilka miesięcy przed planowanym ślubem potrzebuje złapać oddech z dala od obecnego życia. Na Pomorzu na Julię i jej matkę czekają nieuporządkowane sprawy rodzinne - posiadłość w Olszanach po dziadku Julii, który zmarł kilka lat temu. Dziewczyna nie była zżyta z dziadkiem, podobnie jak jej matka z ojcem, dlatego wyjazd do Olszan jest dla niej drogą ku zbadaniu swoich korzeni i poznaniu czegoś zupełnie nowego, dotąd nieznanego. 

Na miejscu zatrzymuje się w uroczym pensjonacie "Czarny Kamień" prowadzonym przez niezwykle charyzmatyczną Stellę. Szybko poznaje miejscowych mieszkańców, zaskarbiając sobie ich sympatię.  Sprawa domu w Olszanach okazuje się być dużo bardziej skomplikowana, niż początkowo wydawało się Julii. Tragiczne wydarzenie z przeszłości, które naznaczyło Olszany złą sławą wciąż powraca i utrudnia Julii uporządkowanie rodzinnych spraw. 

Olszany to wciągająca saga rodzinna, sięgająca wydarzeniami do czasów II wojny światowej. Na początek poznajemy historię Julii - najmłodszej z pokolenia. W trakcie odkrywania tajemnicy Olszan Julia przypadkowo poznaje historię swojej matki, o której nie miała pojęcia. Jednak najbardziej absorbująca okazuje się historia Ludwika - dziadka Julii - to właśnie ona dostarcza nam najwięcej emocji, strachu i wiedzy o dziejach rodziny Borowiczów. 

Julia podczas pobytu w Olszanach poznaje mieszkańców miasteczka. Bohaterowie powieści są sympatyczni, barwni, naprawdę świetnie wykreowani. Chociaż jest ich sporo, bez trudu odnajdujemy się w tym kto jest kim. Są postacie bardzo osobliwe, a dzięki temu fascynujące - jak na przykład Zofia, która interesuje się zjawiskami nadprzyrodzonymi, Basia - wielka pasjonatka ogrodnictwa czy Artur - - egzorcysta, miejscowy ksiądz o bardzo wyrozumiałym i mądrym podejściu do spraw religijności i duchowości. Ważną postacią w powieści jest Wiktor Zajbert mieszkający w sąsiedztwie Olszan i pomagający Julii w uporządkowaniu spraw spadku. 

Powieść jest bardzo klimatyczna, czyta się ją szybko i z przyjemnością odkrywamy kolejne elementy układanki. 

Dawno żadna książka nie sprawiła, żebym była tak totalnie oczarowana, żebym chciała ze ściśniętym gardłem powiedzieć: wow. Tej książce prawie się to udało, gdyby nie coś, czego zabrakło mi na samym końcu - większego dreszczyku emocji, większego zaskoczenia? Przez niemalże całą powieść historia posiadłości w Olszanach pełna była tajemnic, poszukiwania, a nawet grozy, takiego przyjemnego strachu towarzyszącego czytelnikowi podczas czytania. Potem nagle wszystkie tajemnice znalazły swoje rozwiązanie, choć dla mnie ono było trochę za słabe. Po naprawdę doskonałej historii, świetnie poprowadzonej, przepełnionej emocjami, wyjaśnienie tajemnicy dziadka Ludwika i Olszan okazało się dla mnie zbyt błahe, za mało emocjonujące. Mimo to, historia jest naprawdę ciekawa, intrygująca i wciągająca. Na tyle, że bez wahania sięgnę po drugi tom powieści. 

piątek, 12 marca 2021

Wszystkie nasze dni - Natalia Sońska




Nina robi w życiu to co kocha - prowadzi własną firmę, jest konsultantką ślubną i spełnia się organizując przyjęcia weselne. Sama jest zaręczona z Mateuszem, ale zapracowanie i zabieganie sprawiają, że nie ma głowy do zaplanowania własnego ślubu. Ukochany wiernie trwa przy jej boku i wydaje się, że unikanie przez Ninę tematu ślubu nie robi na nim wrażenia. Sam również oddaje się pracy i spychanie ślubu na dalszy plan nie jest dla niego aż tak istotne. Ktoś jednak w końcu straci cierpliwość..

Wszystkie nasze dni  Natalii Sońskiej to lekka, bardzo optymistyczna i kobieca książka. Czyta się ją bardzo szybko i przyjemnie, a wydarzenia w powieści skupiają się głównie wokół ślubu, jaki Nina organizuje dla jednej ze swoich klientek - Sylwii. Autorka zabiera czytelnika w sam środek ślubnych przygotowań - wszystko dzieje się dynamicznie. 

Bohaterowie są pełnokrwiści, energiczni, pełni życia. Są wykreowani na bardzo realnych, takich których możemy spotkać na ulicy, nie są papierowi. Polubiłam chyba wszystkich, bez wyjątku, ale największą sympatią darzę postać Mateusza - narzeczonego Niny. Taki mężczyzna u boku kobiety to skarb! Cierpliwy, wyrozumiały, a jednocześnie zdecydowany i męski. Pomiędzy Niną i Mateuszem widać uczucie, przeskakującą dobrą energię. Czuje się, że relacja jaka ich łączy jest wyjątkowa i zbudowana na przyjaźni, szacunku, zrozumieniu i oczywiście miłości. 

Oprócz życia zawodowego Niny poznajemy też bardzo dobrze jej życie prywatne. Poznajemy jej charakter, przyjaciół i przeszłość. "Normalna" dziewczyna, mająca swoje wady i zalety, słabości i rozterki, gorsze i lepsze dni. Odrobinę niezdecydowana, odkładająca pewne decyzje na bok, jednocześnie pełna dobrej, pozytywnej energii i pasji. Jest to chyba jedna z moich ulubionych bohaterek z książek Natalii.

Powieść pokazuje też, że dużą wartością w naszym życiu jest przyjaźń. Choć na co dzień otaczamy się wieloma ludźmi, wśród nich zazwyczaj jest tylko kilka osób, które są dla nas zawsze, które nas wysłuchają, wesprą, będą towarzystwem do płaczu, śmiechu, butelki wina i czary goryczy. Taka relacja łączy Ninę i Martę, relacja która trwa od lat i mimo odległości i mimo tego, że Nina ma wokół siebie inne życzliwe dusze, to właśnie Marta jest tą osobą, która potrafi ją zrozumieć jak nikt inny. 

Jak już wspomniałam historia jest dynamiczna, czyta się ją lekko i szybko, napisana jest prostym językiem. Wydaje się taka bardzo zwyczajna, przyziemna i dzięki temu bardzo fajnie się ją odbiera. Mamy wrażenie, że bohaterowie są ludźmi których spotykamy na co dzień, nie są wyidealizowani ani przerysowani. Są tak cudownie do bólu zwyczajni i to najbardziej oczarowało mnie w tej powieści.  Choć ja dosyć szybko zorientowałam się o co chodzi w pewnej sytuacji, to i tak uważam ją za świetną książkę. Odpręża, relaksuje, pozwala zapomnieć o codzienności. 
 

niedziela, 28 lutego 2021

Miłość warta wszystkiego - Agnieszka Jeż

 


Dawno żadna książka nie wywołała we mnie tylu emocji. Początkowo nasza relacja była nieco chłodna, bo historia Anny Matkowskiej i Marcina Zielińskiego wydawała się taka jak wiele innych - ona pracuje jako dziennikarka, on jako analityk w korporacji. Poznają się przez Internet, wybuchają uczucia i zaczyna się wielka miłość. Ale obok tej historii, gorącej, świeżej miłości toczy się zupełnie nieświadomie inna historia, już nie taka radosna i pogodna. Pozornie dwie różne historie w pewnym momencie zaplatają się w jedną. 

Jak nawet tytuł wskazuje - to powieść o miłości. Miłości tak silnej, że potrafi przetrwać wszystko. Powieść o miłości, która potrafi posunąć się do rzeczy okrutnych. Powieść o miłości w trudnych czasach wojennych, pięknej, gorącej, ale też bezwzględnej. 

Autorka podzieliła książkę na dwie przestrzenie czasowe - teraźniejszość, gdzie skupiła się na losach Anny i Marcina i przeszłość - czasy drugiej wojny światowej, gdzie opowiada historię Sary - młodziutkiej Żydówki pracującej w Zofiówce - sanatorium dla ludzi chorych umysłowo, słabych i cierpiących, Marii - przyjaciółce Sary i jednocześnie pielęgniarce w tym samym ośrodku i Janie - lekarzu pracującym w Zofiówce. 

Ja uwielbiam takie historie - teraźniejszość łączącą się z przeszłością. Bardzo lubię historie z czasów II wojny światowej, bo jak żadne inne uświadamiają, że mamy tendencję do niedoceniania tego, co obecnie mamy - wolności, poczucia bezpieczeństwa, dostatku w mniejszym lub większym stopniu. To są właśnie historie warte opowiadania - historie, które pokazują co przeszli nasi przodkowie byśmy mogli żyć w wolnym kraju, wolnym świecie. Nie są to historie proste i mimo, że często skupiają się na wątku miłosnym pokazują wstrząsającą rzeczywistość okrutnych czasów w historii. 

Miłość warta wszystkiego to emocjonalna bomba, zwłaszcza, że im głębiej poznajemy historię Sary i Jana, tym więcej dociera do nas cierpienia tej dwójki. Trudne wybory, decyzje niemożliwe do podjęcia - czy ratować siebie i ukochaną osobę, czy bezbronną siostrę lub brata - to rozterki które młodym ludziom towarzyszyły wtedy niemalże na co dzień. To mierzenie się z bólem straty najbliższych, a jednocześnie walka o przetrwanie. Agnieszka Jeż pokazuje, jak ogromną siłą jest wola życia, do czego jest w stanie posunąć się człowiek by ratować siebie, co jest w stanie zrobić by w tych trudnych czasach zaznać chociaż namiastki szczęścia. 

To powieść, po której przeczytaniu człowiek zadaje sobie pytanie: co teraz? Jak zaakceptować nową rzeczywistość, gdy niemalże całe życie okazuje się zbudowane na kłamstwie? Wreszcie - jak skonfrontować się z tą nową rzeczywistością? 

Długo nie mogłam się pozbierać po przeczytaniu tej książki. Łzy i ogromny smutek przeplatały się z promykami nadziei i radości - radości takiej przytłumionej, ostrożnej. Nie wiedziałam jak mam nazwać emocje, które czułam podczas czytania ostatnich stron. Chyba najtrafniejsze byłoby: zagubienie i ogromna chęć poznania dalszych losów bohaterów. Odkrycia tego, jak oni poradzą sobie z tak trudną dla nich sytuacją i przytulenie ich wszystkich do serca. 

czwartek, 25 lutego 2021

Podróż Cilki - Heather Morris

 



Podróż Cilki to książka, która swego czasu wzbudzała wśród czytelników wiele kontrowersji. Oparta jest na prawdziwej historii Cilki Kelin, kobiety, która przeżyła Auschwitz a potem obóz na Syberii. 
Autorka już na wstępie zaznacza, że życie Cilki było inspiracją, wydarzenia zawarte w powieści starała się oddać jak najwiarygodniej, a pisanie powieści poprzedziła wieloma wywiadami, czytaniem literatury obozowej, odwiedzeniem miejsc, w których niegdyś przebywała Cilka. Nie wszystko jednak co jest w powieści zawarte jest autentyczne - wiele kwestii, jak na przykład rozmowy kobiet przybywających w obozie są dziełem wyobraźni opartym na solidnym reaserchu. 

Podróż Cilki zaczyna się w momencie wyzwolenia więźniów z Auschwitz. Nie dla każdego oznaczało to wolność - Cilka trafia do obozu w Workucie, na Syberii. Niezależnie od pogody i panujących temperatur kobiety tam zesłane pracują w kopalni, przy węglu. Każda z kobiet niesie na barkach inny ciężar, inną historię. Wydawać by się mogło że wspólne cierpienie powinno je jednoczyć, jednak każdy dzień jest rywalizacją - o pożywienie, cieplejsze miejsce przy piecu, o lepsze miejsce pracy. Zazdrość i nienawiść jest wszechobecna, ale każda z nich walczy o przetrwanie. To kolejna powieść, która pokazuje do czego zdolny jest człowiek, który rozpaczliwie pragnie żyć. Do jakiego okrucieństwa jest w stanie się posunąć, by przeżyć jeszcze jeden dzień, a każdy kolejny wciąż będzie niepewny. 

Autorka bez ogródek opisuje warunki jakie panowały w barakach kobiecych i to, co się tam działo. Rywalizacja między sobą, donoszenie - to jeszcze nic. Najgorsze dla kobiet były naloty mężczyzn, którzy brutalnie, bez cienia skrupułów przychodzili w nocy do kobiet i gwałcili je.  Niejednokrotnie w obozach rodziły się dzieci, które były chowane przy matkach do drugiego roku życia, a potem separowane od matek. Tylko te najsilniejsze zdołały przeżyć. 

O wielkim szczęściu mogły mówić te kobiety, którym udało się zdobyć lepsza pracę, jak na przykład praca w stołówce, szwalni czy lazarecie - czyli miejscu, gdzie trafiali chorzy. Dawało to nie tylko względne poczucie bezpieczeństwa, ale też większe racje żywnościowe, a nawet dostęp do jedzenia, które kobiety mogły przemycić i podzielić między siebie. Cilka już na początku pobytu w Workucie trafiła do pracy w lazarecie. Tam w pełni oddała się chorym i cierpiącym, niosąc pomoc najlepiej jak umiała, niejednokrotnie ryzykując swoją bezpieczną pozycję, a nawet narażając swoje życie. 

Podróż Cilki to nie tylko powieść o tematyce obozowej - w moim odczuciu jest to powieść o ogromnej sile kobiet, o tym jak wiele może przetrwać kobiece ciało i umysł.  O miłości która zaistniała choć nikt sobie jej nie wyobrażał. Autorka bardzo wyraźnie oddaje uczucia i emocje głównej bohaterki, co pozwala czytelnikowi mocniej zrozumieć, co przeżywali ludzie w niewoli podczas wojny i po niej. Wywarła na mnie ogromne wrażenie, dla mnie jest lepsza niż "Tatuażysta z Auschwitz". Trudna, bolesna, ale dzięki swej surowości i brutalności rzeczywista i do bólu prawdziwa.

piątek, 12 lutego 2021

Pani Churchill - Marie Benedict

 



Pani Churchill to kolejna książka Marie Benedict opowiadająca o kobiecie żyjącej u boku swojego sławnego męża. Z przykrością jednak muszę stwierdzić, że jest pierwszą, która nieco mnie rozczarowała. W porównaniu z innymi pozycjami autorki ta zawiera sporo trudnej treści, długie, nużące opisy, a treść o wydźwięku politycznym przysłania to, czego oczekiwałam - czyli historii o życiu codziennym Clementine Churchill i państwa Churchillów. Akcja książki rozgrywa się na przestrzeni lat obejmując obydwie wojny światowe. Więc może moje rozczarowanie jest bezzasadne? Może życie prywatne Churchillów skupiało się na działaniach antywojennych i politycznych rozgrywkach? Być może Pani Churchill rzeczywiście miała do powiedzenia tak samo dużo jak Winston Churchill, jeśli chodzi o przebieg wojny? 

Historię Clementine i Winstona poznajemy od samego początku, od momentu ich poznania się. Jest też pięknie zarysowane pochodzenie zarówno Clementine jak i Winstona, ich pozycje społeczne. Początkowo dostajemy więcej codzienności, takiego prawdziwego życia - są nawet opisane momenty zakochiwania się w sobie, pierwsze rozterki i obawy, radości i małe sukcesy. Przełomowym momentem jest dzień, w którym zostają małżeństwem. Wtedy sielanka powoli odchodzi na bok, a do głosu dochodzi polityka. Clementine jednak od samego początku wiedziała, na co się pisze i sprawia wrażenie osoby, której polityczne utarczki i dążenie męża do zajęcia lepszej pozycji sprawa radość, satysfakcję i z dużą przyjemnością aktywnie w nim uczestniczy. Życie Pani Churchill było w pełni podporządkowane mężowi - nawet okres ciąż, połogu i późniejszego macierzyństwa postrzegała jako pewną niedogodność. Była jednak dobrą matką, a jej matczyne serce niejednokrotnie krwawiło z bólu. Bez wątpienia była silną kobietą, taką, która uczestniczyła w wojennych rozgrywkach na równi z mężem, choć nigdy nie na pierwszym planie. 

Najpierw I Wojna Światowa, a potem II Wojna Światowa zmieniły losy świata. Dotknęły przede wszystkim zwykłych ludzi, ale na ich losy mieli wpływ ci wielcy. Państwo Churchill zrobili wiele dobrego dla zwykłych śmiertelników. Chcieli być wśród nich, co noc po bombardowaniach patrolowali miasto i schrony. Byli blisko, a głównie za sprawą Clementine paskudny los ludzi stawał się nieco lepszy. 

Państwo Churchill spędzili razem całe życie. Nie było to łatwe życie, ale przez wiele lat małżeństwa dla niego była zawsze tylko ona, a dla niej - tylko on. 

Pani Churchill to książka nie tylko o niezwykle silnej i wpływowej, choć stojącej z boku kobiecie, ale też potężna dawka wiedzy o Anglii w czasie wojen światowych. Marie Benedict tą powieścią pokazuje wycinek historii o niebanalnym znaczeniu dla nas, dla miejsca i czasu w którym teraz jesteśmy. Przez cały okres edukacji szkolnej nie dowiedziałam się tyle o Churchillu i Anglii z tamtego okresu, co podczas czytania tej książki. I mimo małego rozczarowania uważam, że to książka po którą warto sięgnąć i na pewno zrobiłabym to ponownie. 








piątek, 22 stycznia 2021

Otwórz się na miłość - Natalia Sońska

 



Jakże ta książka mnie poruszyła! Jak dużo w niej odnalazłam siebie, jak wiele emocji mi dostarczyła!
Dawno nie przeżywałam książki tak bardzo całą sobą. A główna bohaterka - Ania to kobieta, z którą mam więcej wspólnego niż mogłabym się spodziewać. 


Otwórz się na miłość jest piątą książką z serii zakopiańskiej Natalii Sońskiej. Mam takie ciche marzenie, żeby ta seria nigdy się nie kończyła. To, że powieść ma ten niesamowity zimowy, zakopiański klimat jest oczywiste. To, że autorka zabiera nas w góry, prowadzi tatrzańskimi szlakami przez Dolinę Kościeliską i Dolinę Strążyską, że czaruje magią gór, to już w tej serii tradycja. To, że jest Pani Aniela, kochana, mądra góralka, służąca dobrą radą, staruszka o wielkim sercu i domu zawsze otwartym dla zbłąkanych duszyczek, to miód na serce. Nie spodziewałam się jednak, że w takiej niepozornej, wydawałoby się nieco cukierkowej świątecznej powieści znajdę tak dużo siebie, tak wiele strun mojego serca poruszy, i  że tak mocno ją przeżyję. 

Jestem bardzo wdzięczna autorce, że podjęła w powieści temat mobbingu w pracy. Ania, główna bohaterka, oprócz tego że zmaga się z brakiem asertywności, lękiem w relacjach z innymi, nadopiekuńczą i zaborczą matką staje się ofiarą mobbingu ze strony swojego przełożonego. 

Choć w dzisiejszych czasach coraz odważniej poruszamy problemy społeczne, temat mobbingu jest wciąż w moim mniemaniu na boku. Mobbing w pracy to temat trudny, ale dlatego jest tak istotne, by o nim mówić. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że są ofiarami mobbingu, dopóki nie jest już za późno. Taka sytuacja, niezależnie od tego czy pracujemy umysłowo czy fizycznie, niszczy zarówno zdrowie psychiczne i fizyczne, równowagę emocjonalną, wpływa na nasze relacje z bliskimi, na stosunki w pracy z współpracownikami, bo rodzi się zazdrość czy rywalizacja. Bardzo rzadko ofiary mobbingu decydują się podjąć kroki formalne, a to takie ważne - nie tylko ze względu na samego siebie, ale też kolejne, potencjalne ofiary mobbera. 

Ania, główna bohaterka, to bardzo ciepła, serdeczna i wrażliwa osoba. Przez brak asertywności nie potrafi sobie poradzić z nadopiekuńczą matką, która kontroluje ją na każdym kroku. Ania pracuje zdalnie, mało wychodzi z domu. Stroni od ludzi i na pozór czuje się dobrze w swoim kokonie bezpieczeństwa. Wszystko się zmienia, kiedy pewnego popołudnia przypadkowe spotkanie w galerii handlowej wywraca jej poukładany świat do góry nogami. 

W tym właśnie momencie dostrzegamy tę ciepłą, rozgrzewającą serce stronę powieści. Autorka pokazuje piękną przyjaźń dwójki zupełnie różnych kobiet. Pokazuje rodzące się uczucie, to jak Ania z dnia na dzień, bardzo ostrożnie buduje zaufanie względem drugiego człowieka, jak powoli wychodzi ze swojej skorupki i otwiera się na życie. 

Jak już wspomniałam, zimowy, zakopiański klimat kupił mnie całkowicie. Uwielbiam góry i teraz, gdy podróżowanie jest nieco trudniejsze, taka wycieczka na tatrzański szlak z bohaterami powieści na moment ukoiła tęsknotę za szlakiem. 


Po Otwórz się na miłość spokojnie można sięgnąć bez względu na porę roku. Ze względu na okrutnie ważny temat jaki porusza, chciałabym aby dotarła do jak największego grona czytelników. Może dzięki historii Ani, ktoś też się odważy i uwolni od tego, co powoli go niszczy? To opowieść o silnej kobiecie, która choć na pozór krucha powoli odkrywa radość z przebywania z ludźmi, buduje zaufanie i wychodzi ze swojej strefy komfortu. Do tego szczypta górskiej magii, mądrości pani Anieli, urokliwego zimowego klimatu sprawiają, że książka jest łatwa w odbiorze i utula czytelnika.
Ciepła, mądra pełna uczuć, emocji i wzruszeń. 








środa, 22 lipca 2020

Córka nazisty - Max Czornyj

Czy możemy ponosić odpowiedzialność za czyny bliskich nam osób? Czy możemy obarczać się winą, bo ktoś z kogo krwi jesteśmy zrodzeni dopuścił się okrucieństwa? 

Greta, starsza kobieta mimo tego że cierpi na Alzheimera wciąż pamięta, że jest córką człowieka, który zło miał w genach. Jest córką nazisty. Jest przekonana, że ona też jest naznaczona złem i musi dźwigać piętno które zafundował jej ojciec. Żyje w świadomości, że nie ma w niej dobra. I nie może poradzić sobie sama ze sobą, dlatego uczęszcza na terapię, która ma pomóc jej przebrnąć spokojniej przez jesień życia. 

Pewnego dnia dostaje do przeczytania pamiętnik Anny, która razem z matką trafiła do obozu w Majdanku. Coś, co miało być wyzwoleniem dla Grety, pogrąża ją w coraz większym smutku i przygnębieniu. Jednocześnie jej pamięć się odblokowuje i sama zaczyna przypominać sobie wiele istotnych spraw z przeszłości, a także to, kim była Anna. 

Historia Grety to niezwykle trudny powrót do przeszłości. Podczas czytania dziennika Anny, przeszłość wraca do starszej kobiety ze zdwojoną siłą. Wracają emocje i uczucia które towarzyszyły jej kilkadziesiąt lat temu, a do tego Greta przeżywa przeszłe wydarzenia w obecnej chwili - z na nowo rozdrapanymi ranami, z nowymi emocjami i bólem. 



Córka nazisty to też powieść o trudnych wyborach, tych z gatunku niemożliwych. To też opowieść o tym, że dzieci często padają ofiarą poczynań rodziców i choć są niewinne i nie mają żadnego wpływu na to co robią dorośli, są postrzegane dokładnie w taki sam sposób jak ich rodzice. Pod tym względem przesłanie jest absolutnie ponadczasowe - bo czy córka nazisty musi być zła, nawet jeśli nie popierała poglądów ojca? Czy dziecko, nieświadome w pewnym stopniu czynów ojca może go nie kochać? 
Czy zasługuje na obelgi, krzywe spojrzenia i łatkę "ona jest zła, bo jej ojciec był nazistą". Czy dziecko, którego ojciec jest alkoholikiem zasługuje na to samo miano? Czy to, że rodzicie kłócą się z sąsiadami ma być jednoznaczne z tym, że ich dzieci nie mogą się ze sobą bawić? Niestety tak skonstruowany jest nasz świat, że rzeczywiście czasami przyjmujemy postawy i zachowania przodków, ale równie często jesteśmy niesłusznie, odgórnie postrzegani dokładnie tak jak oni. To powieść, która porusza temat tego, czy można odpokutować grzechy rodziców i wziąć na siebie odpowiedzialność za ich postępowanie. 

Wreszcie ta książka to piękna historia miłości, która się nie poddaje. Miłości, która nie powinna, a może nigdy nie wydarzyłaby się gdyby nie wojna. Miłości ogromnej, silnej i niezmiennej. 

Książek w tematyce obozowej w ostatnich latach jest naprawdę ogrom i choć mnóstwo z nich jest oparta na faktach i mocno uświadamia czytelnikowi brutalność i okrucieństwo wojny, nie spotkałam się jeszcze z tak skonstruowaną. Po raz pierwszy czytałam książkę z perspektywy tej złej strony, z perspektywy kogoś, kto był bliską osobą oprawcy. Zderzenie dwóch perspektyw to wprowadzenie do powieści dziennika Anny, co dla mnie jest szalenie ciekawym rozwiązaniem. Max Czornyj wprowadził powiew świeżości do tej tematyki i to się bardzo, bardzo chwali. 

Córka nazisty niesie dla mnie ważne przesłanie. Nieważne czyim jesteśmy dzieckiem, to my sami decydujemy o tym, kim my będziemy. Nawet jeśli wciąż będziemy postrzegani przez pryzmat rodziców, to my powinniśmy czuć się komfortowo sami ze sobą. Bo nikt nie przeżyje za nas życia, a o jego kształcie decydują nasze poglądy, przekonania, a przede wszystkim czyny. 

Córka nazisty to książka, którą zapamiętam na dłużej i wiem, że nieraz będę do niej wracać pamięcią, a takich książek jest niewiele. To powieść z doskonale poprowadzonym wątkiem psychologicznym, subtelnym wątkiem miłosnym, ukazująca jak ogromny wpływ na człowieka ma inny człowiek, osadzona w realiach II wojny światowej. Powieść o trudnych wyborach, odpowiedzialności za czyny przodków. Wciąga od pierwszych stron, wzrusza i prowokuje do przemyślenia swojego życia. 

To coś zupełnie innego, niż Max Czornyj serwował nam do tej pory. Ale jest cholernie, cholernie dobrym kawałkiem literatury. 




poniedziałek, 20 lipca 2020

Poranki na Miodowej 1 - Joanna Szarańska

Usiądź wygodnie na ławeczce, huśtawce albo w fotelu. Zaopatrz się w ulubione dodatki do czytania: kubek z herbatą, czekoladki albo paczkę suszonych owoców. Zarezerwuj sobie trochę czasu, bo na Miodowej spotka cię wiele dobra i na pewno będziesz chciał zostać na dłużej. 





Niebieska koperta, którą Małgorzata znajduje pewnego dnia w skrzynce może pochodzić tylko od jednego nadawcy. Jeden list, kilkanaście skreślonych zdań i życie Małgorzaty zupełnie się zmienia. Musi powrócić do małego miasteczka, w którym spędziła - niełatwe zresztą dzieciństwo. A tam czeka ją powrót do przeszłości i zmierzenie się z wieloma dylematami natury moralnej. Poza tym, powrót do przeszłości, zwłaszcza tej bolesnej nigdy nie jest łatwy. 

Małgorzata jako kilkulatka trafiła na Miodową, do nieznanej wcześniej ciotki Wandy. Kobieta wydawała się oschła, zimna i wyniosła. Mała Małgosia, nie dość że w pewien sposób opuszczona przez ojca, nie znająca matki trafia do obcego domu, do ciotki która jej nie rozumie. Relacje międzyludzkie są jednak okrutnie skomplikowane, a pozory bardzo często mylą. Jednak czasami dopiero po wielu latach, latach cierpienia i smutku odkrywamy prawdę. 

Zrobiło się poważnie, a tak naprawdę Poranki na Miodowej 1 to niezwykle ciepła, klimatyczna i przyjemna lektura. Jest urokliwe miasteczko, pachnąca świeżymi wypiekami piekarnia i księgarnia pełna cudownych książek. Basia, właścicielka piekarni jest dobrą duszą ulicy Miodowej. To taka osoba, do której można przyjść z płaczem i radością, której się ufa i która zawsze wyciągnie opiekuńcze ramiona. 

Małgorzata z kolei to moja bratnia dusza. Ja już na 21 stronie wiedziałam, że tak będzie, bo Małgorzata uwielbia jesień. Ja też kocham jesień, a wiele ludzi uważa jesień za zło okraszone deszczem i pluchami. Dla mnie i dla Małgorzaty jesień jest magiczna. Poza tym, Małgorzata kocha góry i podobnie jak u mnie jej przygoda z górami zaczęła się od Tatr. U mnie to już pasja i uzależnienie, bo ja przynajmniej 3 razy w roku muszę jechać w góry, by móc naładować baterie i normalnie funkcjonować ;) 

Poranki na Miodowej 1 to przepiękna opowieść o przewrotności ludzkiego losu, a przede wszystkim o skomplikowanych relacjach między ludźmi, nie tylko tych rodzinnych. To powieść o żalu, smutku i noszonej w sercu urazie. Ale też o przebaczeniu i odnajdywaniu spokoju. Czasem potrzeba na to lat, czasem tragicznych wydarzeń. Życie samo pisze scenariusze i plącze nasze ścieżki, ale na końcu zawsze znajdujemy cel. 

                                        

Na Miodowej Małgorzata wreszcie odnajduje odpowiedzi na pytania, chociaż każda rozwiązana zagadka rodzi jeszcze więcej nieznanych. Dla Małgorzaty to też czas, w którym uświadamia sobie wiele o swoim niezbyt udanym związku. Wkrótce jednak kobieta stanie przed ogromnie trudną decyzją, która wpłynie na jej przyszłość. 

Joanna Szarańska oczarowała mnie swoim lekkim piórem i tym, w jak subtelny sposób mówi o rzeczach trudnych i istotnych. To moje pierwsze spotkanie z autorką, bardzo udane i na pewno nie ostatnie. A na Miodową wrócę na pewno, bo taki klimat nierzadko zdarza się w powieściach. 

poniedziałek, 13 lipca 2020

Fotoprzewodniki: Paryż i Włochy

Lubicie podróżować? Ja przyznam szczerze, że magię podróżowania odkryłam stosunkowo niedawno - gdy poznałam mojego obecnego już męża, wtedy chłopaka. Właśnie wtedy zaczęły się nasze wycieczki, początkowo małe, samochodem, rowerem, a potem już te większe. Palcem po mapie tez lubimy podróżować, bo jest tyle pięknych miejsc do zobaczenia!

Od dawna marzyłam o czterech europejskich miastach: Barcelona, Londyn, Paryż i Rzym. Dwa pierwsze udało mi się już zobaczyć, kolejne czekają. I mimo, że ten tok jest szalony i nieprzewidywalny, po cichutku liczę na jesienny Paryż. 

Na razie jednak wracam do podróży palcem po mapie i tu z pomocą przychodzą piękne fotoprzewodniki wydane przez Oficynę Wydawniczą Alma-Press. Wydawnictwo przekazało w nasze ręce album o Paryżu i Włoszech. 



Paryż to miasto magiczne, jedyne w swoim rodzaju. Myślę, że w Paryżu można spędzić tydzień, a wciąż nie zobaczy się wszystkiego. Katedra Notre Dame, Wieża Eiffla, Luwr, Łuk Tryumfalny to tylko wierzchołek niesamowitych miejsc i zabytków. Fotoprzewodnik pokazuje wszystkie te miejsca, które warto zobaczyć - te popularne jak i mniej znane, a jednak równie warte poświęcenia na nie czasu. 




Bonjour Paris!

Mekka artystów i intelektualistów. Najwybitniejsze dzieła sztuki w osławionych muzeach. Aromatyczne poranki w kafejkach, wieczorne spacery po bulwarach nad Sekwaną, urokliwe uliczki i kolorowe stragany z kwiatami. Paryż – najbardziej eleganckie i romantyczne miasto na świecie – zachwyca niezwykłym klimatem i poetyckością, o której śpiewali bardowie.

Przewodnik po Paryżu ukazuje historię, sztukę i kulturę tego wyjątkowego miasta. Prowadzi czytelników od galerii sztuki po antykwariaty, od najczęściej na świecie odwiedzanego cmentarza po stacje metra i wszystkie 37 mostów.

Książka, opatrzona ponad dwustoma fascynującymi fotografiami, pozwala lepiej przyjrzeć temu najbardziej niezwykłemu miastu świata i odkryć jego magię.

Alastair Horne – dziennikarz, podróżnik oraz wykładowca i doktorant w British Library i Bath Spa University. Miłośnik Paryża – miasta, które odwiedza regularnie od ponad 20 lat.


Z kolei Włochy to państwo wyjątkowe. Sam kształt na mapie czyni je chyba najbardziej rozpoznawalnym państwem na świecie. Włoska kuchnia jest również znana bardzo szeroko, bo kto z nas nie zna spaghetti albo pizzy? Krzywa wieża w Pizie, Koloseum, Bazylika Świętego Piotra no i Rzym.. Można się rozmarzyć ;) 




Buongiorno Italia!

Włochy, zajmujące piąte miejsce na liście najczęściej odwiedzanych państw świata. Tłumy turystów spieszą, aby zobaczyć najstarszy Uniwersytet Boloński, Bazylikę Świętego Piotra w Rzymie będącą największym kościołem na świecie oraz Krzywą Wieżę w Pizie, najbardziej odchyloną od pionu budowlą.

Włochy są znane również jako kraj pizzy, spaghetti i wspaniałej kawy. To także piaszczyste wyspy, cudowne krajobrazy, ekskluzywne kurorty i ścieżki pachnące aromatycznymi ziołami. To setki kilometrów podziemnych korytarzy, tuneli i jaskiń, które - jak wszystkie drogi - prowadzą do Rzymu...

Przewodnik po Włoszech, opatrzony ponad dwustoma fascynującymi fotografiami, to znakomity sposób na odkrywanie tego najpiękniejszego kraju na świecie.

Claudia Martin jest podróżniczką i autorką popularnych przewodników, m.in. cyklu Lonely Planet, Time Out czy Cadogan Guides. Spod jej pióra wyszło wiele książek historycznych i edukacyjnych przeznaczonych dla dzieci oraz dla dorosłych


Fotoprzewodniki są wykonane z pięknego, twardego papieru. Fotografie są po prostu przecudne, a co najważniejsze - przewodniki zawierają wartościowe treści. Na pewno przydadzą się podczas planowania podróży, ale sprawdzą się również jako albumy, dla tych, którzy chcą o Paryżu lub Włoszech po prostu czegoś się dowiedzieć. Przewodniki mają około 220 stron, wypełnionych przepiękną treścią i fotografiami. Dzięki poręcznemu formatowi sprawdzą się również w podróży. Dzięki fotoprzewodnikom zobaczymy miejsca, o których nie piszą zwykłe przewodniki. Poczujemy niesamowity klimat Paryża i poczujemy zapach Włoch. 






Fotoprzewodniki można kupić na stronie wydawcy w atrakcyjnych cenach: 
i w Empiku. 






czwartek, 4 czerwca 2020

Powiedz mi, jak będzie - Sylwia Trojanowska

Już kilka dni temu skończyłam czytać Powiedz mi, jak będzie Sylwii Trojanowskiej i dalej nie wiem jak zabrać się za napisanie tej opinii. Dawno nie było mi tak ciężko poukładać myśli w słowa, przelać emocje w zdania które miałyby sens i oddawały chociaż niewielki procent tego, co naprawdę chcę powiedzieć.



A chcę powiedzieć, że ta powieść to emocjonalna bomba, przepełniona tęsknotą i rozdzierającym serce cierpieniem. Sylwia Trojanowska w tej powieści wyraziła słowami cały ten ból i cholerną niesprawiedliwość jakich doświadczają matki które tracą dziecko, matki które nie zdążyły nawet powitać dziecka na tym świecie i kobiety które tak bardzo pragną być matkami, a z jakichś powodów nie mogą. 

Być może zupełnie odpuściłabym sobie pisanie tej recenzji, ale spróbuję, bo mam nadzieję że może skłonię kogoś do przeczytania tej książki i choć jedną kobietę, która ma dość, która nie ma sił do walki, która chce się poddać, zachęcę do tego by się nie poddawała i jeszcze raz podjęła rękawicę jaką rzuca jej los i stanęła twarzą w twarz z życiem. 

Trzy pary, trzy historie i jedno wydarzenie, które niespodziewanie drogi obcych dotychczas ludzi się krzyżują. 

Anna i Wojciech nie byli idealnie dobrani, nie szukali uczucia, a jednak od początku znajomości wiedzieli, że ich relacja będzie wyjątkowa. 

Kinga, młoda ginekolog była pewna, że mężczyzna z którym jest to ten na całe życie. Nigdy nie zauważała kolegi z pracy. 

Ola, zawsze zapracowana, w momencie gdy poznała Mateusza zapragnęła od życia czegoś więcej. 

Nie sposób napisać o tej książce nie wspominając o czym tak naprawdę jest. A jest o macierzyństwie, o problemach z płodnością i utrzymaniem ciąży, o stracie dziecka i bezsilności. O tym, co teraz jest tak powszechne, a o czym wciąż się niewiele mówi. Ale jak mówić o poronieniach? Jak mówić o śmierci kilkuletniego dziecka, jak mówić o tak ogromnym pragnieniu dziecka, że aż boli? To nie jest proste. Co więcej, jak łatwo jest kogoś zranić swoimi komentarzami i uwagami, tak często nieświadomie. Jak wyrazić cierpienie kobiety, która tęskni za swoim dzieckiem - tym, którego nigdy nie miała albo które straciła? 

Sylwia Trojanowska wszystko to ubrała w słowa tak subtelne i delikatne, jak tylko to jest możliwe. Opowiadając trzy historie, przybliżyła nam bohaterki które zmagają się z bolesną diagnozą, z utratą dziecka. Chociaż historia Oli wzruszyła mnie najmocniej - po prostu wciągnęła, tak bardzo zaabsorbowała że nie byłam w stanie oderwać się od niej mimo że łzy lały się ciurkiem, to i tak najbardziej ruszyła mną relacja Kingi, młodej ginekolog, która na nocnym dyżurze przyjmuje pacjentkę z kolejnym już poronieniem. Dopiero przy lekturze tej książki dotarło do mnie jak trudne musi być dla lekarza odbieranie kobietom nadziei, jak silnym trzeba być człowiekiem by potem wrócić do swojego codziennego życia i nie zadręczać się tym, co dla nich jest de facto - pracą.. 

Nie można też zapominać o mężczyznach, bo oni, choć są nieco z boku, też cierpią. Co prawda nie noszą pod sercem dziecka, nie przeżywają rozczarowań kolejną jedną kreską tak mocno jak kobieta, wreszcie nie obwiniają swojego ciała za to, że życie które się w nim rozwijało nagle zgasło. Ale też przeżywają i nieraz muszą być silni za dwoje. 

Nagle otworzyły się drzwi i do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna. Na jego szczupłej twarzy rysowało się przerażenie. Widząc go, kobieta zasłoniła oczy. Mężczyzna bez namysłu podszedł do niej i ukucnął przy jej głowie. Po chwili milczenia zaczął coś szeptać w jej stronę. Potem pocałował ją, najpierw w czoło, po ojcowsku,a  potem w obie dłonie. (...)
Dobrze znała to pełne przerażenia spojrzenie, widziała je nie raz. Mężczyźni wstydzą się łez, uważają je za oznakę słabości, ale w tamtej sali, sąsiadującej z gabinetem numer pięć, męskimi łzami można było napełnić niemałe jezioro. 

Ale w tym wszystkim, w całym tym bólu, rozpaczy i cierpieniu jest też co innego. Jest miłość, taka ogromna miłość. Miłość matki do dziecka, tak silna że mimo bólu i cierpienia to właśnie miłość zwycięża. Jest też miłość kobiety i mężczyzny, miłość tak wielka, że potrafi przetrwać wiele burz i niepowodzeń. I jest w końcu nadzieja i wskazówka, że istnieje jeszcze jedna droga. Że jest ktoś, kto pragnie naszej miłości i tylko tyle - bezpieczeństwa, domu, ciepła. O adopcji mówi się niewiele, bo to równie trudny temat. I choć decyzja o adopcji należy na pewno do tych najtrudniejszych w życiu, to Sylwia Trojanowska pokazuje w swojej książce, że ta droga do macierzyństwa jest. I nigdy nie przekonywałabym nikogo do takiej kroku - bo to decyzja niemal intymna, ale warto wiedzieć, że istnieje taka opcja. 

Powiedz mi, jak będzie to książka która na zawsze zostanie w moim sercu i chyba na zawsze zapamiętam historię Oli, Anny i Kingi. A ktoś, kto przeżył coś takiego jak któraś z tych kobiet w tej historii znajdzie kawałek siebie, znajdzie kogoś kto tak doskonale zrozumie jej cierpienie. Znajdzie też ukojenie, bo nie będzie już sama. Nie obawiajcie się czytać tej powieści. Ja się bardzo obawiałam i mocno ją przeżyłam, ale teraz wychodzę z niej silniejsza. Pani Sylwio - chapeau bas. 

niedziela, 31 maja 2020

Maj czytelniczo

Maj czytelniczo wypadł u mnie zaskakująco dobrze! Przeczytałam aż osiem książek - aż, bo zazwyczaj w miesiącu czytam cztery albo pięć. Wróciłam do książek które czytałam w dzieciństwie i które teraz postrzegam inaczej. Przeczytałam kolejne książki z serii Stacja Jagodno, najnowszy domek Agaty Przybyłek, finał trylogii o Miłosnej Agnieszki Olejnik i finał serii "Garść pierników, szczypta miłości" Natalii Sońskiej a także książkę, która była dla mnie emocjonalną bombą i na długo zostanie w moim sercu.

I choć wszystkie książki które przeczytałam w tym miesiącu są naprawdę znakomite, to zdecydowanie moim majowym sercem zawładnęła "Powiedz mi, jak będzie" Sylwii Trojanowskiej. To taka książka przez którą nie da się przejść bez łez. Porusza, dominuje nasze myśli. Nie da się jej przeczytać i zapomnieć. Miałam dzisiaj pisać recenzję, ale nie dam rady. Musi chwilę we mnie "odsiedzieć" i dopiero wtedy może uda mi się sklecić kilka słów, które i tak nie oddadzą tego co powinno być o niej powiedziane. 


O "Jeszcze będzie przepięknie" Agnieszki Olejnik pisałam więcej TU.  Po prawie miesiącu od jej przeczytania wciąż na myśl o niej pojawiają się ciepłe uczucia. 

"Kropla zazdrości, morze miłości" Natalii Sońskiej to finał serii, którą zaczęłam czytać trzy lata temu. Wiecie jak fajnie jest czasem po tak długiej nieobecności powrócić do życia bohaterów? 

Najnowszy domek Agaty Przybyłek "Zrobię dla ciebie wszystko" - najnowszy jeszcze przez 3 dni, bo już szykuje się następna premiera to książka o której też pisałam - tu znajdziecie recenzję

Czytanie kolejnych książek z serii Stacja Jagodno to miód na serce, idealne na deszczowe dni i na słoneczne popołudnia. To książki które otulają, są sielskie, ale niepozbawione nieraz gorzkiej rzeczywistości. 



I wreszcie książki o Ani z Zielonego Wzgórza - "Ania na uniwersytecie" i "Ania z Szumiących Topoli". Czytałam je w szkole podstawowej, całą serię. Teraz wracam do niej i upływ lat sprawia, że inaczej je odbieram. Jedno jest pewne - te książki są absolutnie ponadczasowe, zmienia się jedynie nasz ich odbiór. Zamierzam kontynuować czytanie tej serii. 



Udało mi się też zdobyć drugi szczyt do kolekcji Korony Gór Polski. W maju nie zdążę już opublikować nic więcej na ten temat, ale w czerwcu nadrobię!

czwartek, 21 maja 2020

Zrobię dla ciebie wszystko - Agata Przybyłek

Zrobię dla ciebie wszystko to już szósty "domek" Agaty Przybyłek. Niebawem premiera kolejnego, bo już 3 czerwca, na który czekam z niecierpliwością. "Domki" to taka seria, po którą sięgam już pewnikiem - nie muszę nawet czytać opisów - po prostu wiem, że autorka mnie nie zawiedzie. 


Zrobię dla ciebie wszystko jest wyjątkowy, bo jako jedyny do tej pory nawiązuje dosyć mocno do innego "domku" - Najlepsze co mnie spotkało. Ale nie obawiajcie się, jeśli ktoś nie czytał poprzedniego, bez trudu odnajdzie się w tej części bo powiązania są luźne. 

Ewa i Robert są szczęśliwym małżeństwem. Prowadzą pensjonat na Podhalu, wychowują córeczkę i wiodą sielskie życie, spełniając swoje marzenia. Tak poukładany świat może jednak zawalić się w jednej chwili. Kiedy Halinka ulega wypadkowi wszystko inne przestaje mieć znaczenie - liczy się tylko życie i zdrowie córeczki. Tym samym, tajemnica którą Ewa skrywała od lat musi wyjść na jaw. 

Powieść podzielona jest na trzy części. Część pierwsza to teraźniejszość, która dzieje się przed wypadkiem Halinki i tuż po nim. Potem autorka zabiera nas w przeszłość, do momentu młodości Ewy. Później czas zatacza koło i wracamy do teraźniejszości - czasu po wypadku dziewczynki. Największą część książki stanowi retrospekcja. To taka sielska wakacyjna opowieść o młodej dziewczynie, która wyjeżdża na wakacje do babci na wieś. Tam zawiązuje przyjaźń, spotyka swoją pierwszą miłość i razem z babcią oddaje się urokowi wsi. Autorka przepięknie opisuje słowami cuda natury i wiejskiego życia, wplata w fabułę miejscowe historie. Mnie szczególnie urzekła historia o kapliczce w środku lasu - ach, jakże chciałabym odnaleźć gdzieś takie miejsce! Czytelnik czuje niesamowity klimat lata, zapach zbóż i promienie słońca w upalny dzień.

Zrobię dla ciebie wszystko to powieść w której na jednej szali jest pierwsza miłość, ta porywcza, słodka a zarazem gwałtowna. Na drugiej szali jest miłość dojrzała, już spokojniejsza, a tym samym mocniejsza i potrafiąca o wiele więcej przetrzymać. Miłość powinna przetrwać wszystko - te dobre, ciepłe i słoneczne dni jak i burze, chłód  i nierzadko też rany zadawane przez drugą osobę, często nieświadomie. Taka właśnie jest miłość Roberta do Ewy. Ale czy nawet taka silna, dojrzała miłość nie ma prawa mieć zwątpienia? Przed Ewą i Robertem jest trudny czas walki o córeczkę, ale też o ich małżeństwo. O miłość, zaufanie i przebaczenie. 

Ta historia to też nauka o tym, jakie konsekwencje miewają błędy młodości i decyzje podjęte w przeszłości. Nawet jeśli robimy coś w dobrej wierze, nigdy nie mamy pewności, że kiedyś, za kilka lat prawda nie wyjdzie na jaw. Właśnie taką bolesną naukę odbiera Ewa. 

Autorka pisze bardzo realistyczne powieści, a ten domek jest chyba najbardziej rzeczywisty, aż do bólu. Przede wszystkim nie unika trudnych tematów, jak choćby tego, że choroba nie wybiera - może tak samo dotknąć kilkuletnie dziecko, dojrzałą kobietę jak i staruszka. Pisze o tym, że najważniejsza jest obecność bliskich, wsparcie rodziny i przyjaciół. 

Wszyscy bardzo oczekiwaliśmy w tej części Olgi i Janka - bohaterów Najlepsze co mnie spotkało. 
I owszem, pojawili się, choć dla mnie zdecydowanie było ich za mało. Ale mimo wszystko fajnie wiedzieć, że gdzieś tam na kartach powieści żyją i chyba mają się dobrze. 

Cieszę się, że relacja Roberta i Ewy z Olgą wygląda w taki właśnie sposób. Nie chcę zdradzać zbyt dużo, dla tych którzy jednak czytają "domki" po kolei. Powiem więc tylko tyle, że przyjaźń jest równie zaskakująca jak miłość i nigdy nie wiadomo kogo "dopadnie. 

Zrobię dla ciebie wszystko to piękna opowieść o sile macierzyństwa i trosce o dziecko. To historia matki, która jest w stanie poświęcić być może bezpowrotnie swoje szczęście by ratować życie ukochanej córeczki. To historia o pierwszej miłości i miłości dojrzałej, o przebaczeniu i sile prawdziwego uczucia. To opowieść generalnie lekka, idealna na lato, ale zdecydowanie dla tych, którzy lubią się wzruszyć i poczytać o poważniejszych tematach opisanych bardzo taktownie i subtelnie. 






środa, 6 maja 2020

Jeszcze będzie przepięknie - Agnieszka Olejnik

Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie.. Jak bardzo te słowa wpasowują się w naszą rzeczywistość. Równie idealnie wpasowała się Agnieszka Olejnik z tytułem swojej najnowszej powieści. Jeszcze będzie przepięknie to trzeci i ostatni tom serii o Miłosnej. Niezmiennie książki tej autorki połykam w ekspresowym tempie i na końcu zostaje tylko mnóstwo emocji i żal, że to już koniec. 



Z bohaterami Dworku w Miłosnej i Szczypty nadziei bardzo się zżyłam, dlatego powrót do nich w najnowszej części był jak wizyta u dawno niewidzianych przyjaciół. Mieszkańcy dworku w Miłosnej są jak zwykle gościnni, pełni serdeczności i z otwartymi sercami zapraszają czytelników do swojego domu i życia.

Trzeci tom rozpoczyna się bezpośrednio po wydarzeniach drugiego tomu, w którym wydarzył się pewien cud. Każdy kolejny dzień jest więc ogromną nadzieją i wyczekiwaniem. Być może magia świąt, być może powoli budzący się do życia świat wraz z nadejściem wiosny sprawiają, że Igor i Monika z optymizmem patrzą na przyszłość. Zwłaszcza Monika pragnie odbudować rodzinę. Z kolei Igor wciąż czuje coś do kobiety, która nie jest jego żoną. Ada próbuje poukładać sobie życie na nowo i nieoczekiwanie (a może właśnie oczekiwanie- przynajmniej ja bardzo na to czekałam) koło niej coraz częściej pojawia się Kacper Majewski. Wiele zmian nadchodzi również u Radka, ale zdecydowanie najwięcej dzieje się za sprawą Dawida, który czuje, że dworek skrywa jakąś tajemnicę. I rzeczywiście tak jest. Tu z kolei dużą rolę odgrywa Pan Antoni, najstarszy mieszkaniec dworku. 

Bohaterów cyklu o Miłosnej można podzielić na dwie grupy: jedna to bohaterowie z sercem na dłoni, ciepli, otwarci, do których należą Pan Antoni, Dawid, Ada i Igor. Drudzy to bohaterowie skryci, którzy w żadnym wypadku nie są źli ale pogubieni i przeświadczeni, że są zdani tylko na siebie - jak Monika, Kacper Majewski czy Zuza. Polubiłam wszystkich, bez wyjątku, nawet Monikę, którą moim zdaniem ciężko jest polubić od pierwszej chwili, jednak z czasem zyskuje. Przede wszystkim tym, że tak bardzo walczy o rodzinę. W dzisiejszych czasach łatwiej jest przecież wziąć rozwód niż spróbować naprawić to co przez lata zaniedbane, pogruchotane przez czas i złe decyzje. Upór Moniki i silna wola pokazują, że czasami nawet z pozoru przegrane sytuacje warte są walki. Czy straconą miłość można odzyskać? Czy szacunek, bycie ze sobą i dzielona codzienność wystarczą, by na powrót tworzyć rodzinę? 

Bardzo zajmująca była dla mnie historia Zuzy i Nikodema. Dla przypomnienia, nastolatka zajmuje się bratem który cierpi na FAS. Matka alkoholiczka nie jest dla nich żadnym wsparciem, a właściwie sama wymaga opieki. Tragedia jaka spotyka rodzeństwo łamie Zuzę i mimo że ma wokół siebie życzliwych ludzi, dziewczyna nie potrafi przyjąć pomocy. Na szczęście przyjaciele nie zrażają się i wytrwale dążą do tego, by pomóc Zuzannie i Nikodemowi wrócić do innej - nowej normalności. To właśnie w tym wątku najmocniej pojawia się motyw przyjaźni i siły, jaką jest właśnie przyjaźń. 

Pan Antoni to bezsprzecznie mój ulubieniec. To taki ciepły, dobry człowiek, który choć już wiele przeżył wciąż jest pełen energii i emanuje dobrem. To przy nim najbardziej otwiera się Radek, to on wzbudza największe zaufanie wśród mieszkańców dworku i z jego zdaniem najbardziej liczy się Dawid. Sceny w których pojawia się Antoni są wzruszające i wiele uświadamiają - że człowiek jest kruchy, jego życie ulotne i czasami błahy czyn sprawia że przegapimy coś bardzo ważnego. Uczą też, że nawet mimo osiemdziesięciu lat każdego dnia można nauczyć się czegoś nowego i choćby ktoś posiadał bogactwo, naukowe tytuły i wiedzę z wielu dziedzin, drugi człowiek pozostaje zagadką dotąd, dopóki sam nie postanowi nam siebie pokazać. 

I wreszcie coś co lubię najbardziej w powieściach obyczajowych - wątek historyczny! Dawid z uporem próbuje rozgryźć jaką tajemnicę może kryć dworek. Wytrwale szuka brakujących dzienników ciotki Bogny i wreszcie trafia na trop. Rzeczywiście, dworek kryje w sobie tajemnicę - i to jaką! Jest cholernie ciekawie, aż ciarki przechodzą po plecach. Piękne jest to, że cała rodzina, włączając Antoniego, Zuzę i Nikosia angażują się w jej odkrywanie. Powrót do czasów II wojny światowej jest najtrudniejszy dla Antoniego, ale to właśnie on, wracając pamięcią do dzieciństwa opowiada mieszkańcom o trudnej rzeczywistości, w jakiej przyszło im wtedy żyć. To on uświadamia im, że oceniając ludzi i ich czyny należy patrzeć trochę inaczej niż gdybyśmy robili to dzisiaj. 

Podczas lektury towarzyszyło mi wiele emocji, jak zwykle bardzo różnych. Od smutku, strachu i niepewności po radość i niewysłowione szczęście. Jakże to cieszy, kiedy coś toczy się po nasze myśli! Książkę połknęłam w dwa dni i nawet kiedy nie czytałam, wciąż wracałam do niej myślami. Czytałam już wielu autorów, w tym wielu polskich i śmiem twierdzić, że żaden nie ma tak lekkiego i plastycznego pióra jak Agnieszka Olejnik. Przepięknie maluje słowami uczucia i emocje, nie wspominając już o bardziej przyziemnych rzeczach, jak tło powieści czy bohaterowie. Całość jest spójna, dopracowana w każdym calu. Warto też wspomnieć, że każda książka autorki porusza jakiś ważny aspekt w sposób naturalny i lekki, nie przytłaczając czytelnika.

Jeszcze będzie przepięknie to książka o różnych odcieniach miłości, o rodzinie i o walce o nią. To powieść o młodzieńczym zapale do odkrywania tajemnic, marzeniach, przemijaniu i stracie. Niepowtarzalnego klimatu powieści dodaje aura jaką roztacza wokół siebie stary dworek i jego otoczenie. Natura jest bliżej człowieka, ludzie są dla siebie bardziej ludzcy a dobro naprawdę wraca. Wątek nawiązujący do II wojny światowej dodaje całej historii tajemniczości i nostalgii. 



Zakończenie po trosze smutne, po trosze radosne jest takie właśnie jak lubię. Przecież w życiu też nie jest tylko kolorowo, czasami pojawiają się dni przepełnione smutkiem, zwątpieniem i goryczą. Gdzieś kończy się jedno życie, gdzie indziej rodzi nowe, pełne nieodkrytych dni. Bardzo podobało mi się to zakończenie. Dzięki temu, że autorka wybiegła kilka lat w przyszłość, wiemy co się dzieje z bohaterami po latach od ostatnich wydarzeń w dworku. Uwielbiam takie zabiegi, bo dzięki nim czuję, że bohaterowie nie "umierają" wraz z końcem książki ale żyją i możemy do nich wrócić i zajrzeć do ich życia jeszcze na moment, jeszcze na chwilę. I jeszcze niespodzianka od autorki na sam koniec. Przyznam, że potem bardzo długo o tym rozmyślałam. Ale o czym, to już musicie przeczytać sami. 

Jest mi bardzo przykro, że to już ostatnie spotkanie z mieszkańcami dworku. Ogromnie się z nimi zżyłam i jest mi tak zwyczajnie smutno, że to już koniec. Ale może... może kiedyś się spotkamy z tymi bohaterami w innej książce Pani Olejnik? Może będzie nam dane odwiedzić Radka albo Dawida i Zuzę na kartach innej powieści?