czwartek, 29 grudnia 2016

Garść pierników, szczypta miłości - Natalia Sońska

Tytuł: Garść pierników, szczypta miłości
Autor: Natalia Sońska
Ilość stron: 363
Ocena: 6/10

Garść pierników, szczypta miłości kusi piękną, klimatyczną okładką przywodzącą na myśl ciepło i błogość. Nie tak łatwo jest się oprzeć. Czy wnętrze jest jednak równie wspaniałe, ciepłe i klimatyczne?

Hanna pracuje w redakcji czasopisma modowego "Pearl". Przed laty zraniona przez swojego byłego partnera, a obecnego szefa - Marka i równocześnie męża swojej przełożonej kobieta obiecuje, że nigdy więcej się nie zakocha. Uwielbia pracę dziennikarki, jednak redaktor naczelna wciąż powierza jej zadania, które sprawiają, że Hanna nie może rozwijać się zawodowo. W przypływie emocji zamienia się z przyjaciółką zadaniem do wykonania - Hania napisze za Kingę artykuł, a Kinga zredaguje wywiad. Zamiana sprawia, że kobieta poznaje Wiktora, biznesmena, na pozór stanowczego i chłodnego. Szybko przekonuje się, że mężczyzna jest troskliwy, czuły i opiekuńczy. Poukładany świat Hanny zaczyna się przewartościowywać, a z każdym dniem kobieta staje się szczęśliwsza.

Główni bohaterowie - Hania i Wiktor są bardzo dobrze wykreowani. Szczególnie swoją osobą ujął mnie właśnie Wiktor, który początkowo wydawał mi się zbyt pewnym siebie, przekonanym o własnej wyższości rekinem biznesu. Jak bardzo się myliłam! Dopiero późniejsze wydarzenia pokazały mi prawdziwą twarz Wiktora. Wiktora troskliwego i opiekuńczego, a przy tym silnego mężczyznę. Nie spodziewałabym się po nim takiej postawy. Nie chcę zdradzać szczegółów, bo ich odkrywanie sprawi Wam wiele radości, ale Wiktor mógłby zostać moim literackim mężem. Uwielbiam tego mężczyznę!
Hanię również polubiłam, może nie jest bohaterką idealną, ale nie mam jej nic do zarzucenia. Ujęła mnie jej troska i podejście do pewnych spraw. W tych właśnie momentach czuć było ciepło i miłość emanujące z książki, takie niewymuszone, czyste, proste i niewinne.
Drugoplanowi bohaterowie są też dobrze wykreowani, chociaż już pozostają bardziej w tle i nie widać tak wielu szczegółów jak w przypadku tych głównych bohaterów. 

Sama fabuła jest stosunkowo przyjemna, aczkolwiek osobiście nudziły mnie fragmenty w których poruszane były sprawy redakcji, pracy Hani i jej relacji z Markiem. Ten z kolei niesamowicie mnie irytował i nie mogłam znieść jego postaci.  Chociaż sprawy związane z redakcją były poważnie, to odniosłam wrażenie że czasem po przeczytaniu dziesięciu stron czytam o niczym. Za to fragmenty gdzie w grę wchodził Wiktor i jego rodzina były już zdecydowanie ciekawsze (i nie chodzi tu wcale o wątek miłosny). Wątek miłosny odgrywa w powieści dużą rolę, ale na szczęście nie jest przytłaczający ani przesłodzony. Fakt, moim zdaniem wszystko działo się zdecydowanie za szybko, bo w ciągu trzech tygodni wydarzyło się tyle, co w normalnym związku mogłoby się wydarzyć w ciągu roku, a może i więcej.. ale mimo to, ta historia nie jest wyolbrzymiona, ani  przesadnie nierealna. Mamy do czynienia z dorosłymi, ustatkowanymi ludźmi, a miłość jak wiadomo - to miłość, która kieruje się własną logiką i za nic ma nasze plany i zamiary

Powieść Natalii Sońskiej między kartami skrywa rodzącą się miłość - nie tylko tę, która rodzi się między kobietą a mężczyzną, ale również miłość znacznie głębszą, delikatną i czystą, która tak bardzo różni się od miłości połączonej z pożądaniem i pragnieniem bliskości. To powieść o poszukiwaniu szczęścia, odnajdywaniu celu w życiu i szukania własnego miejsca na ziemi. To również powieść o cierpieniu, godzeniu się z przeszłością, a także o sile jaka drzemie w człowieku i sile, jaką potrafi dać obecność drugiej osoby. Mimo, że nie jest to literatura wysokich lotów, nie porywa i nie wgniata w fotel to niesie proste, prawdziwe przesłanie, zwraca uwagę na to, co w życiu najważniejsze, rozczula, otula ciepłem. 

Przyznam szczerze, że tuż po lekturze byłam nieco zawiedziona, bowiem każda recenzja jaką czytałam wychwalała tę książkę pod niebosy. Spodziewałam się czegoś, co mnie porwie i zawładnie moim sercem. Tymczasem dostałam przyjemną, zimową lekturę o szczęściu, miłości i odkrywaniu swoich pragnień. Pełnokrwiści bohaterowie, ich historie, które się ze sobą zaplatają, ich problemy i trudny codzienności angażują czytelnika. Spodziewałam się więcej świątecznej, magicznej atmosfery. Nie zabrakło jednak ciepła, czułości i miłości. Czy polecam? Tak, ale nie stawiajcie sobie zbyt dużych oczekiwań - nastawcie się na przyjemną, lekką lekturę w sam raz na zimowy wieczór. :)


czwartek, 22 grudnia 2016

Przygotowania do Świąt Book TAG


Dziękuję Justyśce za nominację <3 Cudowny TAG! Jak Wam idą przygotowania do Świąt? Bo ja już dzisiaj ozdobiłam pokój, jutro czeka na mnie choinka i pieczenie pyszności! 
A tak na chwilę wytchnienia - zapraszam Was do przeczytania Świątecznego TAGu :) 




Oczywiście, że tak! W sumie to zakładam na półkę tylko światełka i ewentualnie jakieś świąteczne drobiazgi, ale biblioteczka musi mieć świąteczny klimat. 



1. Mój chłopak
  (tak, wiem, to nie rzecz, ale nie wyobrażam sobie że miałoby na takiej liście go nie być)
2. Książki
3. Truskawki i mandarynki
4. Rower 
5. Łyżwy
6. Kartki, pocztówki, listy 
7. Herbatę

i ta lista ciągnęłaby się w nieskończoność, ale te rzeczy pierwsze przyszły mi do głowy :) 


No to tak: postanowiłam, że w tym TAGu będę wymieniać tylko książki przeczytane w 2016, więc taką grubaśną przyjemną lekturą minionego roku była książka Cień wiatru Zafona (swoją drogą pierwsza, jaką przeczytałam w 2016). To książka z pogranicza gatunków, która niesamowicie wciąga i mimo, że bywa ciężka jest bardzo przyjemna! 


W moim najbliższym otoczeniu nie mam takich osób, ale brałam udział w dwóch około świątecznych wymiankach, więc ktoś został obdarowany przeze mnie książkami :) 
I tak do Dominiki trafił Tajemny ogień, a do Julity.. no właśnie, nie mogę zdradzić, bo jeszcze nie odebrała swojej paczki :) 


Pracownia dobrych myśli M. Witkiewicz  to takie przemiłe zaskoczenie, bo podchodziłam do tej autorki z obawą a zostałam bardzo, bardzo pozytywnie zaskoczona! A książka skradła moje serce <3 



Ojej.. hm, wkurzała mnie książka Jutra może nie być G. Gargaś, ale generalnie okazała się być w porządku, chociaż spodziewałam się czegoś lepszego. 


Lubię śnieg! No dobra, może nie wtedy gdy zasypuje drogi tak, że nie da się przejechać, ale lubię jak jest biało. Lubię, jak skrzypi pod butami, jak otula drzewka i delikatnie prószy wieczorem przed Pasterką. Lubię śnieg, bo dzięki niemu czuć magię świąt i zimy. 



No dobra, to nie przypomina bałwana.. Ale wybrałam białe! No i niebieskie dwie, ale nie mogłam się powstrzymać :) 


Ugly love C.Hoover leżała u mnie od kwietnia, a przeczytałam ją kilka tygodni temu :) 


Dużo rzeczy kojarzy mi się ze Świętami. Choinka, Wigilia, śnieg, spotkania z rodziną i przyjaciółmi, góra jedzenia, ciepło.. ale chyba najbardziej ze Świętami kojarzy mi się Pasterka, taki kulminacyjny moment. I też taka moja mała tradycja, bo na Pasterkę chodzę już chyba od 13 lat :) 


Kurcze, nie mam chyba takiej książki. Ale mogę opowiedzieć o Pollyannie E.H. Porter. To króciutka książeczka, którą czytałam chyba jeszcze w drugiej klasie podstawówki. Opowiada o dziewczynce, która wszędzie szuka pozytywnych aspektów, mimo, że sama ma smutne i trudne życie. Można powiedzieć, że ta książka uświadomiła mi, że warto cieszyć się z małych rzeczy i szukać małych radości, bo otacza nas piękny świat i wspaniali ludzie. I teraz niejednokrotnie do tej książki powracam, gdy jest mi źle albo pod górkę. Taki zastrzyk pozytywnego myślenia bardzo pomaga! 



Wszystkie Agnieszki Olejnik! Tak, ta autorka pisze tak, że rozkochuje nie tylko w bohaterach, fabule ale i w sposobie i stylu pisania. Lekko, przyjemnie, z dbałością o szczegóły, po prostu cudownie! Ale, że mamy wymienić książkę, to postawię na A potem przyszła wiosna. Jest idealna!



Nie ma chyba takiej książki. Staram się unikać przesłodzonych, bo wiem, że może to się źle skończyć :D 



Bardzo podobają mi się okładki książek N. Sońskiej - Garść pierników, szczypta miłości i Obudź się, Kopciuszku 




Dzisiaj w Betlejem <3 To pierwsza kolęda jakiej się nauczyłam i chyba już zawsze będzie mi przypominać dzieciństwo. :) 


Tak jak co roku - ubieranie choinki, strojenie domu, pieczenie pierniczków, prezenty, wysyłanie kartek. Ja generalnie nie lubię tej całej otoczki Świąt, ale w tym roku wyjątkowo czuję Święta i staram się do nich nastawiać pozytywnie ;)


Druga szansa K. B. Miszczuk. No, może jej jedyną wadą jest to, że za szybko się kończy. Ale właśnie to, co jest w niej "nieidealne" dla mnie czyni ją idealną. Wiem, to skomplikowane :D 


Chciałam, na prawdę chciałam się zdecydować na jedną ale nie potrafię. Tak więc bardzo czekam na finał cyklu Wszystkie smaki życia Agnieszki Olejnik o tytule Apetyt na więcej, która ukaże się w kwietniu. Baaardzo czekam też na książkę tejże autorki, która ma się ukazać dopiero w grudniu 2017 roku, a może nawet i później, ale zakochałam się w niej za sprawą kilku słów które autorka napisała na jej temat na swoim blogu. Sama autorka książkę roboczo nazywa Mansardą pod aniołami
A premiera, na którą długo nie będę musiała czekać, bo będzie już w styczniu to Róża Agnieszki Opolskiej. :) 


Barszcz z uszkami! <3 Oczywiście domowe. Kocham, kocham, kocham ! I już się nie mogę doczekać! 


Dla mnie rodzina Rona Weasley'a z Harry'ego Potter'a jest cudowna. Duża, może nie bogata, ale kochająca się, troszcząca o siebie nawzajem i emanująca dobrem i ciepłem. I samo to, jak zatroszczyli się o Harry'ego, który dla nich stał się niemalże rodziną (no, a w końcu dosłownie) - wszystko to jest cudowne i godne pozazdroszczenia. 


Cały ostatni rozdział książki Zabłądziłam A. Olejnik <3 Nie mogę zdradzać, ale uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! Czasem nawet czytam go sobie tak w przypadkowym momencie :)


kolejność przypadkowa

1. Barszcz z uszkami
2. Ryba
3. Pasterka
4. Kolędy
5. Śnieg
6. Rodzina
7. Listy do M. !
8. Bliskość
9. Opłatek
10. Pierniki
11. Kolacja Wigilijna
12. Pierwsza gwiazdka! 



Często widziałam polecane Prawo Mojżesza i Pieśń Dawida, które zresztą bardzo chce przeczytać :) 



Listy do M i Listy do M 2. Są idealne na Święta, nasze polskie, wzruszające, zabawne, świąteczne. Ja nie wyobrażam sobie Świąt bez ich obejrzenia. I już nie mogę się doczekać, jak będę mogła je zobaczyć po raz kolejny w te Święta!

Taka najbardziej oczywista - Marley i ja. Nic innego mi aktualnie nie przychodzi do głowy :D 

Taki długi, a przebrnęłam przez niego tak szybko i wiecie co.. mało mi!


Wiecie co? Przegapiłam drugie urodziny bloga. Wczoraj mój blog skończył dwa latka! :) Miał być post, miało być kilka słów ode mnie, ale w tym świątecznym zabieganiu gdzieś mi to umknęło. Więc taki post pojawi się po Świętach, co prawda z opóźnieniem, ale ważne jest to, co Wam chcę przekazać, nieważne kiedy. 


Tak na zakończenie podzielę się z Wami piosenką, która ostatnio skradła moje serce <3                                            


poniedziałek, 19 grudnia 2016

Jak powietrze - Agata Czykierda-Grabowska

Tytuł: Jak powietrze
Autor: Agata Czykierda - Grabowska
Ilość stron: 476
Ocena: 8/10

Ta książka jest cudowna!

Uwielbiam odkrywać nowych autorów. Jeszcze bardziej uwielbiam gdy okazuje się, że ich książki porywają mnie i sprawiają, że zapominam o całym świecie. 
Na Jak powietrze natknęłam się przypadkiem. Kiedyś tam okładka rzuciła mi się w oczy, ale nie przywiązałam do niej żadnej uwagi, nawet nie przeczytałam opisu. A potem ta książka wpadła w moje ręce i teraz, po jej przeczytaniu śmiało mogę rzec, że to jedna z najlepszych książek New Adult jakie czytałam. Na dodatek polska! 

Oliwia pochodzi z bogatej dzielnicy Warszawy, studiuje, ma przystojnego chłopaka, jest bywalczynią znanych warszawskich klubów. Dominik mieszka na Pradze w obskurnej kamienicy, pracuje w warsztacie samochodowym i samotnie opiekuje się dwójką swojego rodzeństwa. Chłopak staje na drodze Oliwi - dosłownie i wskutek nieszczęśliwego wypadku młodzi poznają się i są na siebie skazani przez najbliższe dni. Choć pochodzą z dwóch różnych światów okazuje się, że w swoim towarzystwie czują się dobrze jak z nikim innym. 

Choć pozornie Oliwii niczego nie brakuje, dziewczynę przepełnia cierpienie i ból. Wydarzenia sprzed lat sprawiły, że Oliwia czuje się samotna i przez nikogo nie kochana - ojciec zdaje się jej nie zauważać, a Szymon, jej chłopak to wielka pomyłka. W jej życiu brakuje radości i jasnych dni przepełnionych śmiechem, ciepłem i miłością. Chociaż na zewnątrz dziewczyna stara się tego nie okazywać, gdy zostaje sama staje się smutna i przygnębiona. Dominik natomiast skrywa bolesną przeszłość, jest zamknięty w sobie i nie dopuszcza do siebie nikogo - nie chce znów cierpieć. Hania i Kacper - bliźniaki, jego siostra i brat są dla niego najważniejsi i stara się zapewnić im wszystko, czego potrzebują. Troszczy się o nich i mimo młodego wieku chce stworzyć im dom. Oddany rodzeństwu zapomina o sobie, w jego życiu nie ma miejsca na przyjemności czy marzenia.

Oliwia z impetem wpada w życie rodzeństwa. Dominik skazany na jej pomoc początkowo z rezerwą i nieufnością podchodzi do Oliwii - nie chce, by zraniła Hanię i Kacpra. Dzieciaki jednak od pierwszej chwili są zauroczone dziewczyną. Bardzo podobało mi się, jak autorka przedstawiła relację Oliwii i Kacpra. Kacper, pięcioletni chłopiec na wzór starszego brata jest zamknięty w sobie i z dystansem podchodzi do innych ludzi. Wstydzi się okazywania czułości. Z czasem to właśnie Oliwia jest jedyną osobą, którą Kacper do siebie dopuszcza i pozwala na czułe geste, nawet na przytulanie. Dziewczyna powoli zdobywa jego zaufanie, co nie jest łatwe w przypadku dziecka, zwłaszcza dziecka, które w przeszłości zostało zranione. Nowa osoba w życiu dzieci może wnieść wiele dobrego, ale niesie też obawy i możliwość zranienia, przed czym tak bardzo Dominik chce ustrzec swoje rodzeństwo. 

Nie jest chyba tajemnicą ani dużym zaskoczeniem, że pomoc i opieka nad dziećmi przynosi coś nowego. Oliwia i Dominik zbliżają się do siebie i pomimo początkowego dystansu zaczyna się rodzić między nimi uczucie. A właściwie uczucie uderza jak grom z jasnego nieba - serca zaczynają szybciej bić, dłonie drżeć, myśli wypełnia ta druga osoba.. Ale czy taka miłość ma szansę przetrwać? 
Ta książka różni się od innych. Nie ma tu ciągłych zwrotów akcji, intryg, trójkątów miłosnych. Jest za to wstydliwa i bolesna przeszłość, jest przepaść między światem Oliwii i Dominika i jest uczucie, które jest silniejsze niż przeciwności losu. Akcja książki toczy się spokojnie, tak lekko, radośnie. To taka historia, którą układa się w głowie przed snem - piękna, jak z filmu, która wydaje się być niemożliwa do spełnienia, a jednak realna. Historia, która być może nie zdarza się często, ale przytrafia się największym szczęściarzom.  Nic tu nie jest oderwane od rzeczywistości, wszystko trzyma się kupy. Owszem, są lekkie niedociągnięcia, ale tak znikają w tej cudownej całości, że są od ręki wybaczone. Styl autorki jest bardzo przyjemny w odbiorze, język prosty i płynny, dzięki czemu książkę czyta się łatwością i w ekspresowym tempie. 

Warto też zwrócić uwagę na relację Dominiki i jej ojca. Dziewczyna czuje się zapomniana i opuszczona, ale z biegiem czasu ich relacja ulega poprawie. Zaczynają ze sobą rozmawiać, więcej przebywać, dzielić się sobą. Przychodzi zrozumienie i wybaczenie, na nowo powstaje więź między ojcem a córką.

Mogłabym dużo pisać o uczuciu jakie połączyło Dominika i Oliwię. Dzięki Oliwii chłopak się otwiera, na jego twarzy coraz częściej gości uśmiech. Dodatkowo Dominik cieszy się, że jego rodzeństwo tak bardzo polubiło Oliwię, bo do oni są dla niego najważniejsi. Życie Hani i Kacpra, a tym samym Dominika nabrało kolorów, Oliwia wniosła do ich małego mieszkania śmiech, radość i szczęście. Oliwia natomiast wreszcie od lat zaczęła żyć pełnią życia, cieszyć się codziennością, a pustka jaka powstała w niej została wypełniona. Cudownym dopełnieniem powieści są sceny intymne, jakie przeżywa para młodych ludzi. Delikatne, subtelne, ale dodające powieści pikanterii i wywołujące rumieniec na twarzy. 

Jak powietrze to lekka, romantyczna powieść, którą mimo niemalże pięciuset stron pochłania się w kilka wieczorów. Pierwsza prawdziwa miłość, pierwsze tak silne uczucie. Ciężka przeszłość bohaterów, skrywane rany i blizny. Coś najbardziej ujmującego - opiekuńczość i dojrzałość Dominika oraz jego bezwarunkowa miłość do rodzeństwa. Powieść która porywa, wciąga i nie daje o sobie łatwo zapomnieć. Tak, to zdecydowanie jedna z najlepszych polskich powieści New Adult. Lepsza od tych zagranicznych! Sprawdźcie sami :) 

środa, 14 grudnia 2016

12 dni Świąt Dasha i Lily - Rachel Cohn, David Levithan

Tytuł: 12 dni Świąt Dasha i Lily
Autor: Rachel Cohn, David Levithan
Wydawnictwo: Bukowy Las
Ilość stron: 247
Ocena: 7/10

Rok temu w okresie bożonarodzeniowym poznaliśmy Dasha i Lily, bohaterów Księgi Wyzwań. Nastolatkowie zabrali nas w podróż po świątecznym Manhattanie, dostarczyli humoru i wprowadzili w ten magiczny nastrój. A teraz wracają do nas w 12 dniach Świąt Dasha i Lily.


Dash i Lily wciąż są razem, jednak upływ czasu i wydarzenia minionego roku odcisnęły ślad na ich relacji. Ukochany dziadek Lily przeżył zawał, dawna energia i zapał zostały stłumione i wymaga opieki. Lily poświęca się dla dziadka, rezygnując z własnych przyjemności i niepostrzeżenie oddalając się od Dasha. Dash zauważa dystans dziewczyny i stara się zbierać ich związek do kupy, ale z Lily sprawy nie są łatwe. Również Święta zeszły dla Lily na boczny tor - dziewczyna jakby kompletnie o nich zapomniała, a dotychczas czekała z niecierpliwością na ten magiczny czas. W końcu do interwencji dołącza Langston - brat Lily. Na 12 dni przed Świętami Dash i Langston z pomocą rodziny i przyjaciół próbują uratować Święta i sprawić, by Lily w końcu je poczuła. 


Jak miło jest powrócić do lubianych bohaterów sprzed roku! To tak, jakby spotkać dawno niewidzianego przyjaciela, który przez ten rok żył przecież swoim życiem, każdy dzień przynosił coś nowego, coś się zaczęło, coś skończyło. Dash przy Lily stał się radośniejszy i jaśniej patrzy na świat, a dla Lily Dash jest czymś stałym, opoką, wytchnieniem. W tej książce ich role na swój sposób się odwracają  - teraz to Lily jest przygnębiona i smutna, a Dash robi wszystko, by Lily znów się uśmiechała i poddała się magii świąt. Mimo młodego wieku nastolatków ich związek wydaje się być dojrzały, bo czy nie na tym to wszystko polega? Na tym by być, nawet wtedy gdy druga osoba powierzchownie zdaje się nie chcieć naszej obecności, na tym by wspierać w trudnych chwilach i próbować wywołać uśmiech na twarzy ukochanej osoby choćby na kilka sekund? Mimo, że Lily zdystansowała się i zamknęła w sobie Dash nie odpuszcza. I choć dziewczyna wysyła jasne sygnały: nie chcę cię, chłopak wie, że nie może jej zostawić, bo w głębi serca wie że Lily go potrzebuje. 

Niestety, Lily w tej części trochę mnie irytowała. Być może ciężar który spadł na jej ramiona był dla niej zbyt wielki, być może minione wydarzenia ją przytłoczyły, ale denerwowało mnie gdy ciągle odpychała Dasha, dorabiała sobie swoje teorie odnośnie jego zachowania i odtrącała jego pomoc. Lily musiała sama uporać się ze swoimi problemami, wszystko "przetrawić" w swoim tempie, ale odtrącając Dasha odtrącała wsparcie ukochanej osoby. Dziewczyna z pewnością nie miała złych zamiarów, pewnie często sami nawet nieświadomie odpychamy bliskich gdy chcą nam pomóc, dlatego czasem warto przystanąć i spojrzeć, bo może właśnie ktoś próbuje wyciągnąć do nas przyjazną dłoń. 

Podoba mi się jak została ukazana relacja Dasha i brata Lily, Langstona. Jak na starszego brata przystało, Langston nie przepada za Dashem, a wszystko dlatego, że nie chce by ten skrzywdził jego młodszą siostrę. Langston kocha Lily i chce dla niej jak najlepiej, dlatego odkładając na bok swoje uprzedzenia i obawy zwraca się o pomoc do Dasha. Z biegiem czasu ich relacja przeradza się w przyjazną - no, bez przesady, ale starszy brat Lily zaczyna tolerować jej chłopaka i nawet w ich przekomarzaniach czuć nutkę sympatii. 

W moim mniemaniu książka nie tylko bawi i wprowadza w świąteczną atmosferę, ale niesie też ważne przesłanie. To, o czym już wspomniałam. Nigdy nie jesteśmy sami, zawsze obok jest ktoś kto nas wspiera i jest, mimo, że nie zawsze to zauważamy. Miłość to niesamowicie silne uczucie i czasami nie trzeba słów ani czułych gestów żeby to wyrazić. Czasami troska, przyniesienie choinki czy upieczenie pierniczków wyraża więcej niż milion przemyślanych słów. Bliskość i obecność - to wyraża najwięcej. 

12 dni Świąt Dasha i Lily zabiera czytelnika na powrót do grudniowego Manhattanu. Jest nieco smutniejsza, bohaterowie są starsi, a co za tym idzie dojrzalsi i widać w nich zmianę. Niezmienne jest jedno - ich uczucie. Trochę przyćmione, zakurzone i odrobinę zaniedbane, ale na tyle silne, by pod wpływem gestów i słów znów stało się jasnym, gorącym punktem codziennych trudów i zmagań. Nadchodzące Święta, rodzina - z jednej strony zżyta i kochająca jak rodzina Lily, z drugiej chłodna i skłócona jak rodzina Dasha, problemy nastolatków, siła miłości - o tym jest ta książka. Książka, którą czyta się w ekspresowym tempie, dobrze się przy tym bawiąc. Jeśli czytaliście Księgę Wyzwań na pewno i ta powieść Wam się spodoba! 




Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Bukowy Las

niedziela, 4 grudnia 2016

Grudzień w Aptece: Miłość z nutą imbiru - Agnieszka Olejnik

Tytuł: Miłość z nutą imbiru
Cykl: Wszystkie smaki życia (tom 2)
Autor: Agnieszka Olejnik
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 410
Ocena: 8/10

Fanpage autorki: Agnieszka Olejnik 



Pamiętacie Ewę i Klaudię ze Szczęścia na wagę? Dwa lata po wydarzeniach ze Szczęścia bohaterki wracają do czytelników w drugim tomie cyklu Wszystkie smaki życia


Ewa odnalazła szczęście u boku Andrzeja, ale wciąż brakuje jej stabilnego związku z poczuciem bezpieczeństwa w pakiecie. Klaudia wreszcie odnalazła siebie, ale znów niepostrzeżenie zaczęła się gubić i skrywać w sobie. Mirek i Tatiana mają synka, ale radość z obecności maleństwa przysłania szara codzienność.  Życie Andrzeja i Sławka, które wydawać by się mogło że wreszcie zaczyna się układać i prostować, znów zostaje brutalnie zakłócone. Tak jak w życiu - raz jest słodko, a raz gorzko. Bohaterowie muszą się zmagać z trudami życia, przełykać kolejne porażki, godzić się z bólem i cierpieniem, ale jest też druga strona. Są też radości małych rzeczy, kiełkująca nadzieja, cicha obecność życzliwych osób i wsparcie najbliższych. Miłość z nutą imbiru to książka rozbrajająca emocjonalnie, raz przytłacza smutną rzeczywistością, a za chwilę podnosi na duchu i otula ciepłem, które przejawia się w takich małych, zwyczajnych, ale jakże ważnych dla człowieka gestach drugiej osoby - matki, córki, przyjaciela czy babci. 

Książka jest wielowątkowa, chociaż skupia się na Ewie i Klaudii, wiemy również co się dzieje u Mirka i Tatiany, Andrzeja, Jima. Poszczególne wątki zazębiają się  i tworzą doskonale współgrającą całość. Mamy tutaj wielu bohaterów, przeróżne osobowości, każdy z bagażem życiowym i innymi problemami. Autorka przedstawia ich w taki sposób, że nawet te "czarne charaktery" nie są aż takie złe, jak wydawać by się mogło i nieraz czujemy współczucie i jakiegoś rodzaju zrozumienie. Bardzo polubiłam Tatianę, która w poprzedniej części nie wzbudziła we mnie cieplejszych uczuć i nawet Żaneta, która jest bezwzględna i działa tylko na swoją korzyść w jakimś stopniu znalazła u mnie zrozumienie. Jednego tylko bohatera nie potrafię do końca rozgryźć, a właściwie moich uczuć względem niego. Mowa o Jimmym, Irlandczyku ze szkoły językowej, do której uczęszcza Ewa. Bo jest naprawdę sympatycznym, troskliwym i zabawnym mężczyzną, ale jakoś nie potrafimy się z tym bohaterem dogadać.  

Muszę wspomnieć o jednym wątku, co prawda jest to wątek epizodyczny, ale mnie bardzo wzruszył i urzekł. Wszystko za sprawą starszej pani Aliny, której Andrzej remontował kuchnię. Kobieta zapomniana przez swoje dzieci (a może niechciana) z dnia na dzień staje się coraz bliższa Andrzejowi, jak matka albo babcia. To przed nią mężczyzna się otwiera i z biegiem czasu między nimi zawiązuje się coś w rodzaju nici przyjaźni. Przyjaźni bezinteresownej, pięknej, czystej. Pomimo różnicy wieku wiedzą, że mogą na siebie liczyć i stają się dla siebie wsparciem i opoką. Piękny, wzruszając wątek, przywracający wiarę w ludzkość, życzliwość i dobroć.

Miłość z nutą imbiru jest powieścią przede wszystkim dojrzałą, ukazującą trudy życia bez koloryzowania. Podejmuje trudne tematy - zdrady, homoseksualizmu, braku zrozumienia i akceptacji samych siebie, pokazuje jak kruchą istotą jest miłość i jak cenna jest ta jedyna, ta prawdziwa. Jest coś, co w książkach Agnieszki Olejnik bardzo lubię. Mimo tego, że tematy podejmowane przez autorkę nie zawsze są łatwe i przyjemne, a perypetie bohaterów nieraz są smutne i przytłaczające, to lekkość z jaką autorka pisze sprawia, iż czytając nie męczymy się powagą sytuacji. Pisarka w taki sposób dawkuje emocje, by czytelnik przeżywał całym sobą losy bohaterów, ale jednocześnie nie czuł się przytłoczony nimi. 

Sama okładka nawiązuje już do Świąt. Akcja książki zaczyna się w październiku i powoli, razem z bohaterami zbliżamy się do grudnia. Atmosferę Świąt czuć w przygotowaniach, obecności rodziny, życzliwości bliskich. Święta Bożego Narodzenia to czas życzliwości i nadziei, a dla niektórych czas na podjęcie pierwszych kroków ku zmianom. I tak po tych wszystkich ponurych, szarych dniach przychodzi lepszy czas, niosący radość i przede wszystkim nadzieję. Pewne sprawy prostują się, zostają wyjaśnione, przychodzi wybaczenie. Tak jest też w przypadku naszych bohaterów. Gdzieś zaczyna wschodzić słońce, pojawiają się ciepłe promyki i.. no właśnie - i co będzie dalej? Tego dowiemy się w kolejnej części! 

Miłość z nutą imbiru to powieść wzbudzająca masę emocji, piękna a jednocześnie brutalnie rzeczywista, wzruszająca i ciepła, ale z goryczą i smutkiem przeplatającymi się między wierszami. Książka o trudnych wyborach, niełatwych decyzjach, radzeniu sobie ze swoimi niedoskonałościami, o przezwyciężaniu siebie i pokonywaniu własnych słabości. Wreszcie o akceptacji, potrzebie miłości i ciepła dłoni drugiej osoby. Słodko-gorzka, taka jak życie. 

Za książkę dziękuję autorce. :) 

Lubimy czytać: RECENZJA 

czwartek, 1 grudnia 2016

Grudzień w Aptece






Naszła mnie ochota na zmiany. Może to przez ten śnieg? Nasypało u mnie w nocy i teraz od razu czuć, że nadszedł grudzień. Lubicie grudzień? Bo ja mam co do tego miesiąca mieszane uczucia. Z jednej strony uwielbiam zimowy klimat, wiecie, herbatki, kocyki, książki, ale nie lubię Świąt. Same Święta są okej, lubię spędzać je w gronie rodziny i przyjaciół ale nie lubię tej całej medialnej otoczki, komercji na każdym kroku.. Dlatego wolę przeżywać Święta po swojemu, w serduchu przede wszystkim. 

Ale miało być o zmianach. Ostatnio mój blog umiera. A ja go tak bardzo kocham, tak bardzo lubię Was, moich czytelników i Wasze blogi.. tyle, że gdzieś po drodze straciłam serce do tego miejsca. Ale tak mnie tchnęło. Grudzień! Zmiany! Bo czemu zmiany mają być od nowego roku albo na wiosnę? Grudzień jest idealny na zmiany!! :) 

Myślałam przede wszystkim o zmianie nazwy i adresu bloga. Ale z drugiej strony przyzwyczaiłam się do Apteki i póki co chyba tak zostanie. Być może będzie nowy szablon. Być może coś nowego się pojawi. 

Grudzień dla Apteki jest wyjątkowy, bo to w grudniu Apteka powstała. Dwa lata! Uwierzycie? Różnie nam z Apteką było, ale zawsze prędzej czy później do niej wracam. 

A teraz stawiam na tematyczny grudzień. Taki Grudzień w Aptece. Będą recenzje książek świąteczno-zimowych, będą posty z serii 7 najlepszych, bo kończy się rok to i nadchodzi czas podsumowań. Marzy mi się jeszcze cykl postów dotyczących czytania polskich autorów, ale nazwa i jego forma dopiero powoli mi się klaruje. Chciałabym z cyklem wystartować jeszcze w tym roku, mam nadzieję, że się uda! A w dalszych planach - jeszcze więcej polskich autorów! 

Dzisiaj króciutko, ale coś mnie tak tchnęło i postanowiłam że ten post będzie pierwszym krokiem ku zmianom. 

I żeby nie być gołosłownym - widzimy się (albo czytamy? :D ) w sobotę z pierwszą grudniową, zimową recenzją :)


niedziela, 27 listopada 2016

Ugly Love - Colleen Hoover

Tytuł: Ugly Love      
Autor: Colleen Hoover
Wydawnictwo: Otwarte
Ilość stron: 344
Ocena: 8/10

Zauważyłam, że ostatnio na blogu posty pojawiają się w niedzielę - tak jakoś się złożyło, że w tygodniu uczelnia, a sobota to taki dzień na ogarnięcie wszystkiego i jeszcze moment na odpoczynek. A w niedzielę siadam i piszę post, bo tęsknię za blogowaniem i Waszymi blogami. 

Tak więc dzisiejszego niedzielnego popołudnia mam dla Was recenzję książki Ugly Love Colleen Hoover. Jest ktoś kto o niej nie słyszał? 

Tate, początkująca pielęgniarka wprowadza się do mieszkania swojego brata. Nie spodziewa się jednak, że od pierwszego dnia w nowym miejscu jej życie zacznie się komplikować. Wszystko za sprawą przystojnego pilota Milesa. Mężczyzna ustala tylko jedną regułę: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Jak jednak powszechnie wiadomo, człowiek swoje, a serce swoje. Gdy sytuacja wymyka się spod kontroli ożywają bolesne wspomnienia, uczucia zaczynają dusić, eksplodują, przestają obowiązywać wszelkie zasady..

Już przy lekturze Maybe Someday doświadczyłam na własnej skórze niezwykłej umiejętności Colleen Hoover: ta kobieta pisze książki emocjami, te książki przeżywa się całym sobą, docierają do najgłębszego zakamarka naszego umysłu, całe nasze ciało reaguje na to, co czytamy. Ponadto tworzy takich bohaterów, których nie da się nie lubić, nawet tych "trzecich". Hoover jest mistrzynią w budowaniu napięcia i nadawaniu rytmu powieści, wszystko dzieje się niby spokojnie, bez większych rewelacji, ale w pewnym momencie uświadamiamy sobie, że gdzieś po drodze rozdarła, rozszarpała nasze biedne serce na kawałki.. Niepostrzeżenie, bez pytania o zgodę, bez naszej wiedzy. Po prostu to się dzieje. W pewnym momencie jesteśmy kukiełką Colleen, która robi z nami dokładnie to co chce. Sprawia, że nie jesteśmy po prostu czytelnikiem. Jesteśmy ofiarą. 

Bohaterowie są świetnie wykreowani, zarówno ci głowni - Tate i Miles, jak i ci którzy są gdzieś tam w tle. Najwięcej uwagi skupia na Milesie, bo między tym co dzieje się obecnie pisarka przemyca historię Milesa sprzed sześciu lat. Piękną, subtelną, która z czasem przeradza się w bolesną, w taką, która może odebrać chęć do życia. Wiemy, co się wydarzyło w życiu tego dwudziestokilkuletniego mężczyzny i mimo tego, że traktuje teraz Tate z chłodem  rezerwą nie potrafimy być na niego złym. Więcej - doskonale rozumiemy jego pobudki i usprawiedliwiamy jego zachowanie. Z kolei Tate, nieświadoma całego bólu i cierpienia jakie Miles w sobie nosi nie rozumie postępowania chłopaka. Mur jaki wokół siebie postawił jest nie do przebicia, a Tate próbując się przez niego przedostać, czy chociażby zajrzeć naraża się na cierpienie.

Fabuła jest nieskomplikowana, niektórzy powiedzą, że to historia jakich w literaturze wiele. Historia trudnej, brzydkiej miłości niosącej ogrom bólu, cierpienia i łez. Różnica polega na tym, że ta historia żyje w nas, angażuje czytelnika, rozdziera, potem składa. Najpierw powoduje smutek, a potem pociesza.. i tak w kółko.  Chociaż wydawałoby się, że to miłość gra tu główną rolę, ja dostrzegam coś innego. Moim zdaniem ta powieść traktuje o przebaczeniu. O tym, jak ważne jest by przebaczać innym, by wybaczać sobie błędy młodości, by wreszcie wybaczyć sobie. Nie całe zło w naszym życiu jest naszą winą. Najważniejsze jest to, by znaleźć odwagę i spojrzeć prawdzie w oczy. A potem przebaczyć, bo dzięki temu łatwiej będzie żyć. 

Powieść jest piękna, delikatna, wzruszająca. Bohaterowie są tacy, których nie da się nie lubić. Są wzloty i upadki, chwile radości i szczęścia, ale też te smutne i bolesne. Nie brakuje tu namiętności, w niektórych sytuacjach z bohaterów aż kipi pożądanie. Pikanterii powieści dodają sceny erotyczne, które czyta się z wypiekami na twarzy. Takich scen nie brakuje, aczkolwiek są utrzymane w dobrym smaku - co nie zmienia faktu, że jest gorąco!

Ugly Love to piękna powieść o miłości, przebaczaniu i odnajdywaniu siebie. To historia, którą przeżywamy całym sobą, emocje są wszechobecne i przenikają czytelnika na wskroś. Czujesz szczęście bohaterów i ich ból, razem z nimi cieszysz się i cierpisz. To powieść, która wciąga, niszczy, buduje, rozbija i na nowo składa w całość. Historia, choć wydawać może się banalna jest niezwykła. Colleen Hoover po raz kolejny kradnie serca czytelników i zakładam, że nie jest to ostatni raz. 




niedziela, 20 listopada 2016

Pracownia dobrych myśli - Magdalena Witkiewicz

Tytuł: Pracownia dobrych myśli
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 312
Ocena: 9/10


Pracownia dobrych myśli to moje pierwsze spotkanie z Magdaleną Witkiewicz. Zawsze boję się tych "pierwszych spotkań", bo czasem mogę trafić na gorszą książkę lub taką, która nie wpasuje się do końca w mój gust i potem będę zniechęcona do autora. W tym przypadku jednak Pracownia dobrych myśli była strzałem w dziesiątkę! 


Przy ulicy Przytulnej 26 stoi kamienica, a w niej snują się losy jej mieszkańców. Mieszkańcy kamienicy to przekrój różnych osobowości, o zupełnie innych charakterach, postaci barwne i oryginalne. Mieszka tu artystka Grażyna i jej syn Florian - miłośnik florystyki, Ewa z córeczką, od miesięcy nie mogąca pozbierać się po stracie męża, osiemdziesięcioletnia pani Wiesia, która większość czas spędza w oknie i pan Zbyszek. Każde z ich ma swoje bolączki, każdemu życie rzuca inne kłody pod nogi. Żyją sami sobie, aż do dnia w którym do kamienicy wprowadza się Giga. To właśnie ona niepostrzeżenie zaczyna zbliżać do siebie mieszkańców Przytulnej 26 i zaplatać ich losy.

Bohaterowie są tak różni, tak oryginalni a zarazem prawdziwi i zwyczajni, że bez problemu możemy się pośród nich odnaleźć. Moje serce skradła pani Wiesia, osiemdziesięcioletnia kobieta, która pamięta najstarsze dzieje kamienicy, kiedy to babka Floriana prowadziła tu pracownię krawiecką. Ta sama pani Wiesia spędza dnie w oknie na poduszce, by "pilnować" mieszkańców, poza tym pani Wiesia zawsze uważała żeby "jakich kłopotów nie było", bo Wiesława bardzo kłopotów nie lubiła, szła z postępem, bo w końcu "telewizję ogląda i gazety czyta", a i nawet sobie tablet sprawiła! Starsza pani jest też znana z tego, że wszystkim ofiaruje swoją nalewkę z malin, oczywiście "ku zdrowotności!", a raz to i kulki ku zdrowotności sobie sprawiła. Jedno mogę wam zagwarantować - tak sympatycznej pani Wiesi nigdzie nie znajdziecie, a ile Wam dostarczy śmiechu! 

Giga jest najmłodszą lokatorką kamienicy, właśnie dostała pracę w telewizji. Niestety nie jest tak kolorowo, jakby się mogło wydawać - okrutna szefowa uprzykrza dziewczynie życie. Florian marzy o własnej kwiaciarni i  w końcu udaje mu się stworzyć magiczne miejsce na parterze kamienicy i to właśnie ta kwiaciarnia staje się swoistego rodzaju sercem budynku. Ewa w końcu zaczyna widzieć swoje życie w cieplejszych barwach, a pan Zbyszek, jest postacią nieco tajemniczą - wiemy jednak, że za sprawą Wiesi ogląda z sąsiadką programy po 22, i że od czasu do czasu odwiedza go w mieszkaniu rehabilitantka. Której pani Wiesia bardzo nie lubi, swoją drogą. 

Losy bohaterów początkowo nie są ze sobą powiązane - a przynajmniej tak odbiera to czytelnik, ale z czasem wszystko zaczyna się układać, pewnie wątki zaplatają się ze sobą, wyjaśniają się niektóre sytuacje, rodzi się przyjaźń, na Przytulną wraca miłość, uśmiech, ciepło i światło. 

Książka rozgrzewa serce czytelnika, jest takim ukojeniem, ucieczką od szarej codzienności. Na pozór zwykła "poczytajka", ale ma w sobie masę pozytywnej energii, masę ciepła i nadziei. Przepełniona jest dobrymi myślami, prostymi słowami, czułymi gestami, radością i szczęściem bijącymi z kart powieści.  Nasi bohaterowie - podobnie ja my - również zmagają się z problemami codzienności i to sprawia, że książka jest realna i nie przekoloryzowana. Czasem jest smutno i nostalgicznie ale przeważają zdecydowanie te momenty, kiedy śmiejemy się do łez. To pierwsza książka od wielu miesięcy, która rozbawiła mnie tak, że śmiałam się na głos. 

Magdalena Witkiewicz pisze bardzo prostym, plastycznym i żywym językiem. Powieść jest łatwa i lekka w odbiorze, czyta się płynnie i bardzo szybko. Jest to też książka, którą przeczytałam w jeden dzień - po prostu nie sposób jest się oderwać! Perypetie bohaterów są tak interesujące, okraszone odpowiednią dawką humoru i goryczy, że nie ma szans, by przerwać lekturę w byle jakim momencie, chyba że jest się do tego zmuszonym. Sama z siebie na pewno bym jej nie odłożyła! Poza tym autorka pisze w taki sposób, że angażuje czytelnika  w swoją historię, a nie tylko podaje napisany tekst - tutaj czytając, przeżywasz wszystko razem z bohaterami. Uwielbiam to uczucie, kiedy czuję się integralną częścią książki, a zdarzyło mi się to drugi raz - przy okazji czytania właśnie Pracowni dobrych myśli, a wcześniej przy książkach Agnieszki Olejnik. 

Jeśli szukacie książki idealnej na jesienny wieczór, Pracownia dobrych myśli będzie strzałem w dziesiątkę. Lekka i przyjemna, z dawką świetnego humoru i falą pozytywnej energii otuli, rozgrzeje, rozczuli i wciągnie bezpowrotnie do kamienicy przy Przytulnej 26. Gwarantuję, że pokochasz bohaterów książki (śmiem twierdzić, że pani Wiesia podobnie jak mi skradnie Ci serce), będziesz razem z nimi przeżywać każdy dzień, a po skończeniu będzie Ci ich bardzo brakować. Nie przepadam za powieściami obyczajowymi, które są rozłożone na kilka części, ale jak nigdy chciałabym dowiedzieć się co słychać u mieszkańców kamienicy. 
Uwielbiam i polecam całym sercem! <3


niedziela, 13 listopada 2016

Trawers - Remigiusz Mróz

Tytuł: Trawers
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Filia
Ilość stron: 569
Ocena: 8/10


W czasie gdy na tatrzańskim szlaku zostaje odnaleziony martwy turysta, w Kościelisku przebywa grupa kilkudziesięciu uchodźców, którzy zostali tymczasowo zakwaterowani w szkole. Sprawę komplikuje fakt, że przy ofierze została znaleziona syryjska moneta, naturalną rzeczą jest więc, że podejrzenia padają na uchodźców. Rozpoczyna się dochodzenie, robi się gorąco na tle kulturowym i religijnym, a z każdym dniem sprawa nabiera coraz większego rozgłosu. Tymczasem prokurator Dominika Wadryś-Hansen musi się uderzyć w pierś i przyznać, że Wiktor Forst został niesłusznie skazany, bo wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że Bestia z Giewontu powróciła.. 


Ciężko jest mi porównać trzeci tom do poprzednich. Nie jest ani gorszy, ani lepszy, jest po prostu utrzymany na dobrym, wysokim poziomie. Chociaż objętościowo ta część jest zdecydowanie najgrubsza, to nie nudzi, wciąga, trzyma w napięciu i sprawia, że ciężko jest odłożyć ją na dłużej niż kilka godzin. (Bo kiedyś trzeba chodzić na uczelnię albo posprzątać dom :D ) 

Wiktor Forst tym razem nie może działać, bo odbywa wyrok w krakowskim więzieniu. Besta dosięga go jednak nawet tam - były komisarz dostaje dla niego jasne, dla innych co najwyżej dwuznaczne sygnały i musi działać, bo być może od niego zależy życie wielu osób. Wiem, że są fani postaci Forsta jak i zagorzali jego wrogowie. Ja komisarza bardzo polubiłam, mimo, że czasami był chamski i bezczelny.  Chyba to mi się w nim najbardziej podobało. I jeszcze upór i dążenie do swojego za wszelką cenę. Chociaż w tej części Wiktor miał pewne niefajne uzależnienie, to nawet to nie zdołało mnie co do niego zniechęcić.

Sama fabuła jest ściśle powiązana z poprzednimi tomami, tym razem do głosu dochodzi jeszcze wątek polityczny i kwestia uchodźców. Temat bardzo aktualny i poruszony przez autora w delikatny, acz dobitny sposób. Remigiusz Mróz czyni bohaterem książki grupę kilkudziesięciu uchodźców, którzy w Polsce szukają schronienia i lepszego życia. Napotykają się jednak z niechęcią Polaków, którzy są do nich wrogo nastawieni. Są tacy, którzy swoją niechęć jawnie okazują ale na tym się kończy; są niestety też tacy którzy swoje poglądy popierają niechlubnymi czynami. Myślę, że autor tym wątkiem oddał prawdziwy, nieco smutny obraz naszego społeczeństwa. Oczywiście, każdy ma własne poglądy i opinię na dany temat, ale w Trawersie Remigiusz Mróz naświetlił ten problem z punktu widzenia kilku grup społecznych. I ten obraz jest przerażający.

Tak jak poprzednio, tłem wszystkich zbrodni są majestatyczne Tatry. Góry uwielbiane są przez wielu, a w książkach z komisarzem stają się miejscem zbrodni, tragedii. Stają się tajemnicze, niebezpieczne, mroczne.

Czytelnik obserwuje całą akcję z punktu widzenia albo Forsta albo prokurator Wadryś-Hansen. Są też wzmianki, krótkie, z punktu widzenia samego mordercy, dzięki czemu czytelnik może nieco lepiej poznać Bestię, wniknąć w jego umysł, aczkolwiek nie daje to (przynajmniej mi) żadnych konkretów, które pomogłyby rozszyfrować tożsamość zabójcy.  Kiedy już dowiedziałam się kim na prawdę jest morderca, byłam bardzo mocno zaskoczona. Nie chce zdradzać nic więcej. Wiem tylko tyle, że sama tej osoby na pewno bym nie podejrzewała. A czy to w kryminałach nie jest najważniejsze? Żeby być zaskoczonym, zszokowany? Dla mnie zdecydowanie to jest istotne i tutaj ogromny, ogromny plus!

Miłym akcentem w Trawersie jest pojawienie się bohaterów z innej serii autora - mowa tutaj o Joannie Chyłce i Kormaku. Chociaż nie ma ich dużo, to fajnie że są. Zawsze lubię spotykać w lekturze bohaterów z innych książek. To takie nieoczekiwane, niespodziewane ale bardzo miłe spotkanie.  Zwłaszcza, że Chyłkę uwielbiam! A w połączeniu z Forstem - dwie silne osobowości, które nie do końca zważają na prawo i konwenanse- mieszanka wybuchowa!

Remigiusz Mróz gra na emocjach czytelnika, pisze w taki sposób, że książkę czyta się bardzo szybko i płynnie, pojawia się ostrzejszy język wtedy, gdy wymaga tego sytuacja. Przede wszystkim wszystko jest spójne i logiczne, w tej części również wątek sensacyjno-"nierealny" odgrywa mniejsza rolę, także wszystko jest jak najbardziej realistyczne. Intryga jest poprowadzona bardzo dobrze, a zakładam że niełatwo jest uknuć coś tak, by przez trzy części nie straciło gdzieś po drodze sensu.

Tak więc trylogia z komisarzem Wiktorem Forstem doczekała się finału. I to nie byle jakiego! Trawers uważam za naprawdę dobrą książkę, utrzymaną na wysokim poziomie. Tak jak wspomniałam, Wiktor Forst to bohater którego bardzo polubiłam mimo wszystkich jego wad i niedoskonałości. Wątek kryminalny, z górami w tle jest genialnie poprowadzony, trzymający w napięciu i niepewności. Zakończenie, pomijając już ujawnienie tożsamości mordercy jest szokujące, trochę rozczarowujące (ale nie czytelnika, raczej samego Forsta). Trawers, jak i całą serię uważam za świetny polski kryminał. I oczywiście utwierdzam się w przekonaniu, że chcę więcej Mroza.



____________________________________

Zapraszam Was do polubienia fanpage 
powstałego z inicjatywy Wiktorii :) 
Niedługo ruszamy z polecajkami i dyskusjami, a w przyszłości będą też zabawy, konkursy i inne atrakcje dla moli książkowych! :) 


wtorek, 8 listopada 2016

Mini maratonowy TAG książkowy 2


Jakiś czas temu powstał Mini maratonowy TAG książkowy, czyli TAG grupy Mini maratony czytelnicze. Poprzednim razem bawiłyśmy się świetnie, więc Kitty wyszła z inicjatywą powtórzenia zabawy - i oto jesteśmy! 
Pozwoliłam sobie wykorzystać grafiki przygotowane przez Kitty. :) 


Suomi dla Ola K. - bohater z zasadami
Zastanawiałam się i nawet zostawiłam ten punkt na koniec aż przyszło mi do głowy coś oczywistego. Geralt z Wiedźmina! Co jak co, ale nasz wiedźmin miał zasady i ich przestrzegał. 

Ola K. dla Suomi - bohaterka z obsesją na jakimś punkcie
Gosia z Szeptuchy miała obsesję na punkcie czystości, higieny, mycia i.. kleszczy. Generalnie, była kobietą na wskroś nowoczesną, a wylądowała na wsi, która jej zdaniem jest odcięta od cywilizacji.. Efekty można sobie wyobrazić :D Albo lepiej, przeczytać! :) 



Meredith dla Justyśka - fajna bohaterka-mama 
Tutaj do głowy przychodzi mi od razu Rosie z Love, Rosie. Poradziła sobie mimo swojego młodego wieku, nigdy się nie poddała i była przy tym dobrą matką.

Justyśka dla Meredth - bohater nie bojący się nowych wyzwań
Astrid z ostatnio przeczytanej przeze mnie książki Tytany. Dziewczyna nie bała się wyzwań, podejmowania ryzyka i niebezpieczeństwa, a przy tym uparcie dążyła do celu. Idealnie mi pasuje do tej kategorii.



KittyAilla dla Jellyfih - główny bohater jest studentem 
Michał z Dziewczyny z porcelany był studentem. Co prawda jego studiowanie zdecydowanie nie jest głównym wątkiem, jedynie przewija się gdzieś w tle, ale studentem jest! :)

Jellyfish dla KittyAilla - silna, twarda i harda bohaterka
A może Wiktoria z serii Katarzyny Bereniki Miszczuk? Tak, myślę, że Wiktoria była silna i twarda, a hardości też zdecydowanie nie można jej odmówić :) 




bookworm dla Patrycja ‘Pyciaaa’ - bohaterka, która odbywa podróż (w przenośni)
Allyson z książki Ten jeden dzień Gayle Forman odbywa podwójną podróż - bo podróżuje dosłownie, ale podczas tej podróży i przez cały okres po niej uświadamia sobie czego chce, do czego chce dążyć i co dla niej jest w życiu najważniejsze. Taka swoistego rodzaju podróż w głąb siebie uświadamia Allyson wiele o niej samej i jej życiu. 

Patrycia ‘Pyciaaa’ dla bookworm - książka, która wywołała w tobie niemożliwą do opanowania burzę emocji
Ostatnio czytałam Skazani na ból Agnieszki Lingas-Łoniewskiej i co jak co, ale emocji tam nie brakowało. To książka która wdziera się w czytelnika, kradnie serce, rozdziera ja na strzępki, a potem próbuje to biedne serce poskładać.. 





Miasto Książek dla Doomisia - książka idealna według ciebie 
Tutaj musi się pojawić Agnieszka Olejnik, pytanie tylko z którą książką? Stawiam na Zabłądziłam. To przepiękna, ciepła i wzruszająca powieść o dojrzewaniu, odpowiedzialności, słodko-gorzkiej pierwszej miłości. Do tego zakończenie takie jak najbardziej lubię - pozostawiające czytelnikowi pewien margines. Tak, to zdecydowanie książka idealna.

Doomisia dla Miasto Książek - książka z miastem, w którym chciałabyś się znaleźć
Długo się zastanawiałam i mam! Cień wiatru, Barcelona. Hiszpania to kraj który bardzo chciałabym odwiedzić, a Barcelona byłaby chyba koniecznym punktem takiej wycieczki.





Życie w książkach dla WiktoriaCzytaRazemZWami - dobra książka z motywem mitologii 
Szeptucha Miszczuk <3 A najlepsze w niej jest to, że mamy tutaj naszą rodzimą, słowiańską mitologię. I niesamowity klimat, do tego świetnych bohaterów i dawkę humoru. Uwielbiam!

WiktoriaCzytaRazemZWami dla Życie w książkach - najlepszy klasyk, jaki czytałeś
Duma i uprzedzenie Austen. Klasyka sama w sobie, przepiękna książka!


Jeśli macie ochotę pobawić się razem z nami, śmiało! :) 
A ja jestem bardzo ciekawa wykonania TAGu przez inne dziewczyny z grupy! 

niedziela, 6 listopada 2016

Krakowskie Targi Książki - mój pierwszy raz!

W tym roku po raz pierwszy mogłam uczestniczyć w Krakowskich Targach Książki. Impreza trwała od czwartku aż do niedzieli. Zazdroszczę wszystkim, którzy mieszkają w Krakowie i mają większe możliwości niż osoby dojeżdżające. Ja pojawiłam się na Targach w sobotę, 29 października i niestety byłam ograniczona czasowo (pociąg nie poczeka na mola książkowego), ale mimo wszystko udało mi się dotrzeć do wszystkich autorów których chciałam spotkać i jeszcze przy okazji trochę rozejrzeć. 

Jakie są moje wrażenia? 

Po pierwsze, byłam zarejestrowana jako blogerka i dotarłam pod EXPO jeszcze przed 10:00, toteż bez czekania w kolejce udało mi się wejść na Targi.  Pół godziny później nie było już tak łatwo, bowiem sale targowe zapełniały się w zaskakująco szybkim tempie. Godzinę później ciężko już było się przecisnąć. 
Jednak mimo to uważam że Targi Książki to coś, czego każdy zapalony czytelnik chociaż raz powinien doświadczyć. To niepowtarzalna okazja spotkania innych moli książkowych, blogerów, ale przede wszystkim autorów, którzy dla nas piszą. Możliwość porozmawiania z autorem, zamienienia z nim chociażby kilku zdań jest niesamowita! Tak jak cała atmosfera Targów Książki. Cudowny klimat, gdzie się nie obejrzysz - książki, przecudne gadżety książkowe, promocje, okazje, wydawnictwa przygotowują dla czytelników coraz to lepsze oferty - słowem - żyć, nie umierać! (I mieć w nadmiarze gotówki).
Tak jak już wspominałam, w tym roku byłam ograniczona czasowo. Mam jednak nadzieję, że za rok uda mi się być na Targach chociaż na dwa dni. Już chciałabym to powtórzyć! Gdzieś tam pojawił się też pomysł wyjazdu na Warszawskie Targi Książki i chociaż mam o wiele dalej, nie wiem jak będę stała wtedy z pisaniem mojej pracy licencjackiej i generalnie jak się wszystko poukłada, ale na chwilę obecną, będąc pod wpływem Krakowskich Targów - chcę zobaczyć też jak wygląda to w Warszawie. Ale do tego jeszcze sporo czasu. A teraz kilka zdjęć z Targów :)



Przed wejściem, z moją towarzyszką targów, 
bez narzekań oczekującą ze mną w każdej kolejce 
i najlepszym fotografem. Dziękuję! <3 





Pierwsze spotkanie z autorką - Katarzyną Bereniką Miszczuk. Sama autorka jest przemiłą, przesympatyczną osobą, a do tego wpisuje cudowne dedykacje <3 A te kilka minut rozmowy - bezcenne! 


Magdalena Witkiewicz. 
Równie miłe spotkanie, autorka jest bardzo ciepłą osobą, a Pracownia dobrych myśli z pewnością przyjemniej będzie się czytać z dedykacją i autografem. 



W między czasie udało mi się spotkać z Olą i Kitty! <3 Nareszcie poznałam Was na żywo. Szkoda tylko, że tak krótko się widziałyśmy, ale wszystkie miałyśmy napięte grafiki a tłumy i czas zdecydowanie nie działały na naszą korzyść :D Ale mam nadzieję, że kiedyś uda nam się spotkać na dłużej! :) 



Ostatnią autorką, którą udało mi się spotkać i z którą bardzo chciałam się spotkać była Agnieszka Lingas - Łoniewska. Cudem, bo miałam ostatnie 15 minut, a kolejki do Pani Agnieszki były ogroomne. Jednak udało się! Pani Agnieszka jest bardzo sympatyczną osobą, z którą mogłam chwilkę porozmawiać i utwierdzić się jedynie w przekonaniu, że pisze sercem. Byłam świeżo po lekturze Skazanych na ból, a to sprawiło, że to spotkanie było dla mnie bardzo ważne i emocjonujące. 


Jeśli chodzi o same zdobycze targowe, to nie ma ich wiele, bo zakupiłam tylko jedną książkę. Ale oczywiście najchętniej wyniosłabym stamtąd pół hali :D



A to książki, które miałam na Targach i w których zdobyłam jakże cenne autografy :) 



No to co... do zobaczenia za rok! :)