czwartek, 21 maja 2020

Zrobię dla ciebie wszystko - Agata Przybyłek

Zrobię dla ciebie wszystko to już szósty "domek" Agaty Przybyłek. Niebawem premiera kolejnego, bo już 3 czerwca, na który czekam z niecierpliwością. "Domki" to taka seria, po którą sięgam już pewnikiem - nie muszę nawet czytać opisów - po prostu wiem, że autorka mnie nie zawiedzie. 


Zrobię dla ciebie wszystko jest wyjątkowy, bo jako jedyny do tej pory nawiązuje dosyć mocno do innego "domku" - Najlepsze co mnie spotkało. Ale nie obawiajcie się, jeśli ktoś nie czytał poprzedniego, bez trudu odnajdzie się w tej części bo powiązania są luźne. 

Ewa i Robert są szczęśliwym małżeństwem. Prowadzą pensjonat na Podhalu, wychowują córeczkę i wiodą sielskie życie, spełniając swoje marzenia. Tak poukładany świat może jednak zawalić się w jednej chwili. Kiedy Halinka ulega wypadkowi wszystko inne przestaje mieć znaczenie - liczy się tylko życie i zdrowie córeczki. Tym samym, tajemnica którą Ewa skrywała od lat musi wyjść na jaw. 

Powieść podzielona jest na trzy części. Część pierwsza to teraźniejszość, która dzieje się przed wypadkiem Halinki i tuż po nim. Potem autorka zabiera nas w przeszłość, do momentu młodości Ewy. Później czas zatacza koło i wracamy do teraźniejszości - czasu po wypadku dziewczynki. Największą część książki stanowi retrospekcja. To taka sielska wakacyjna opowieść o młodej dziewczynie, która wyjeżdża na wakacje do babci na wieś. Tam zawiązuje przyjaźń, spotyka swoją pierwszą miłość i razem z babcią oddaje się urokowi wsi. Autorka przepięknie opisuje słowami cuda natury i wiejskiego życia, wplata w fabułę miejscowe historie. Mnie szczególnie urzekła historia o kapliczce w środku lasu - ach, jakże chciałabym odnaleźć gdzieś takie miejsce! Czytelnik czuje niesamowity klimat lata, zapach zbóż i promienie słońca w upalny dzień.

Zrobię dla ciebie wszystko to powieść w której na jednej szali jest pierwsza miłość, ta porywcza, słodka a zarazem gwałtowna. Na drugiej szali jest miłość dojrzała, już spokojniejsza, a tym samym mocniejsza i potrafiąca o wiele więcej przetrzymać. Miłość powinna przetrwać wszystko - te dobre, ciepłe i słoneczne dni jak i burze, chłód  i nierzadko też rany zadawane przez drugą osobę, często nieświadomie. Taka właśnie jest miłość Roberta do Ewy. Ale czy nawet taka silna, dojrzała miłość nie ma prawa mieć zwątpienia? Przed Ewą i Robertem jest trudny czas walki o córeczkę, ale też o ich małżeństwo. O miłość, zaufanie i przebaczenie. 

Ta historia to też nauka o tym, jakie konsekwencje miewają błędy młodości i decyzje podjęte w przeszłości. Nawet jeśli robimy coś w dobrej wierze, nigdy nie mamy pewności, że kiedyś, za kilka lat prawda nie wyjdzie na jaw. Właśnie taką bolesną naukę odbiera Ewa. 

Autorka pisze bardzo realistyczne powieści, a ten domek jest chyba najbardziej rzeczywisty, aż do bólu. Przede wszystkim nie unika trudnych tematów, jak choćby tego, że choroba nie wybiera - może tak samo dotknąć kilkuletnie dziecko, dojrzałą kobietę jak i staruszka. Pisze o tym, że najważniejsza jest obecność bliskich, wsparcie rodziny i przyjaciół. 

Wszyscy bardzo oczekiwaliśmy w tej części Olgi i Janka - bohaterów Najlepsze co mnie spotkało. 
I owszem, pojawili się, choć dla mnie zdecydowanie było ich za mało. Ale mimo wszystko fajnie wiedzieć, że gdzieś tam na kartach powieści żyją i chyba mają się dobrze. 

Cieszę się, że relacja Roberta i Ewy z Olgą wygląda w taki właśnie sposób. Nie chcę zdradzać zbyt dużo, dla tych którzy jednak czytają "domki" po kolei. Powiem więc tylko tyle, że przyjaźń jest równie zaskakująca jak miłość i nigdy nie wiadomo kogo "dopadnie. 

Zrobię dla ciebie wszystko to piękna opowieść o sile macierzyństwa i trosce o dziecko. To historia matki, która jest w stanie poświęcić być może bezpowrotnie swoje szczęście by ratować życie ukochanej córeczki. To historia o pierwszej miłości i miłości dojrzałej, o przebaczeniu i sile prawdziwego uczucia. To opowieść generalnie lekka, idealna na lato, ale zdecydowanie dla tych, którzy lubią się wzruszyć i poczytać o poważniejszych tematach opisanych bardzo taktownie i subtelnie. 






środa, 6 maja 2020

Jeszcze będzie przepięknie - Agnieszka Olejnik

Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie.. Jak bardzo te słowa wpasowują się w naszą rzeczywistość. Równie idealnie wpasowała się Agnieszka Olejnik z tytułem swojej najnowszej powieści. Jeszcze będzie przepięknie to trzeci i ostatni tom serii o Miłosnej. Niezmiennie książki tej autorki połykam w ekspresowym tempie i na końcu zostaje tylko mnóstwo emocji i żal, że to już koniec. 



Z bohaterami Dworku w Miłosnej i Szczypty nadziei bardzo się zżyłam, dlatego powrót do nich w najnowszej części był jak wizyta u dawno niewidzianych przyjaciół. Mieszkańcy dworku w Miłosnej są jak zwykle gościnni, pełni serdeczności i z otwartymi sercami zapraszają czytelników do swojego domu i życia.

Trzeci tom rozpoczyna się bezpośrednio po wydarzeniach drugiego tomu, w którym wydarzył się pewien cud. Każdy kolejny dzień jest więc ogromną nadzieją i wyczekiwaniem. Być może magia świąt, być może powoli budzący się do życia świat wraz z nadejściem wiosny sprawiają, że Igor i Monika z optymizmem patrzą na przyszłość. Zwłaszcza Monika pragnie odbudować rodzinę. Z kolei Igor wciąż czuje coś do kobiety, która nie jest jego żoną. Ada próbuje poukładać sobie życie na nowo i nieoczekiwanie (a może właśnie oczekiwanie- przynajmniej ja bardzo na to czekałam) koło niej coraz częściej pojawia się Kacper Majewski. Wiele zmian nadchodzi również u Radka, ale zdecydowanie najwięcej dzieje się za sprawą Dawida, który czuje, że dworek skrywa jakąś tajemnicę. I rzeczywiście tak jest. Tu z kolei dużą rolę odgrywa Pan Antoni, najstarszy mieszkaniec dworku. 

Bohaterów cyklu o Miłosnej można podzielić na dwie grupy: jedna to bohaterowie z sercem na dłoni, ciepli, otwarci, do których należą Pan Antoni, Dawid, Ada i Igor. Drudzy to bohaterowie skryci, którzy w żadnym wypadku nie są źli ale pogubieni i przeświadczeni, że są zdani tylko na siebie - jak Monika, Kacper Majewski czy Zuza. Polubiłam wszystkich, bez wyjątku, nawet Monikę, którą moim zdaniem ciężko jest polubić od pierwszej chwili, jednak z czasem zyskuje. Przede wszystkim tym, że tak bardzo walczy o rodzinę. W dzisiejszych czasach łatwiej jest przecież wziąć rozwód niż spróbować naprawić to co przez lata zaniedbane, pogruchotane przez czas i złe decyzje. Upór Moniki i silna wola pokazują, że czasami nawet z pozoru przegrane sytuacje warte są walki. Czy straconą miłość można odzyskać? Czy szacunek, bycie ze sobą i dzielona codzienność wystarczą, by na powrót tworzyć rodzinę? 

Bardzo zajmująca była dla mnie historia Zuzy i Nikodema. Dla przypomnienia, nastolatka zajmuje się bratem który cierpi na FAS. Matka alkoholiczka nie jest dla nich żadnym wsparciem, a właściwie sama wymaga opieki. Tragedia jaka spotyka rodzeństwo łamie Zuzę i mimo że ma wokół siebie życzliwych ludzi, dziewczyna nie potrafi przyjąć pomocy. Na szczęście przyjaciele nie zrażają się i wytrwale dążą do tego, by pomóc Zuzannie i Nikodemowi wrócić do innej - nowej normalności. To właśnie w tym wątku najmocniej pojawia się motyw przyjaźni i siły, jaką jest właśnie przyjaźń. 

Pan Antoni to bezsprzecznie mój ulubieniec. To taki ciepły, dobry człowiek, który choć już wiele przeżył wciąż jest pełen energii i emanuje dobrem. To przy nim najbardziej otwiera się Radek, to on wzbudza największe zaufanie wśród mieszkańców dworku i z jego zdaniem najbardziej liczy się Dawid. Sceny w których pojawia się Antoni są wzruszające i wiele uświadamiają - że człowiek jest kruchy, jego życie ulotne i czasami błahy czyn sprawia że przegapimy coś bardzo ważnego. Uczą też, że nawet mimo osiemdziesięciu lat każdego dnia można nauczyć się czegoś nowego i choćby ktoś posiadał bogactwo, naukowe tytuły i wiedzę z wielu dziedzin, drugi człowiek pozostaje zagadką dotąd, dopóki sam nie postanowi nam siebie pokazać. 

I wreszcie coś co lubię najbardziej w powieściach obyczajowych - wątek historyczny! Dawid z uporem próbuje rozgryźć jaką tajemnicę może kryć dworek. Wytrwale szuka brakujących dzienników ciotki Bogny i wreszcie trafia na trop. Rzeczywiście, dworek kryje w sobie tajemnicę - i to jaką! Jest cholernie ciekawie, aż ciarki przechodzą po plecach. Piękne jest to, że cała rodzina, włączając Antoniego, Zuzę i Nikosia angażują się w jej odkrywanie. Powrót do czasów II wojny światowej jest najtrudniejszy dla Antoniego, ale to właśnie on, wracając pamięcią do dzieciństwa opowiada mieszkańcom o trudnej rzeczywistości, w jakiej przyszło im wtedy żyć. To on uświadamia im, że oceniając ludzi i ich czyny należy patrzeć trochę inaczej niż gdybyśmy robili to dzisiaj. 

Podczas lektury towarzyszyło mi wiele emocji, jak zwykle bardzo różnych. Od smutku, strachu i niepewności po radość i niewysłowione szczęście. Jakże to cieszy, kiedy coś toczy się po nasze myśli! Książkę połknęłam w dwa dni i nawet kiedy nie czytałam, wciąż wracałam do niej myślami. Czytałam już wielu autorów, w tym wielu polskich i śmiem twierdzić, że żaden nie ma tak lekkiego i plastycznego pióra jak Agnieszka Olejnik. Przepięknie maluje słowami uczucia i emocje, nie wspominając już o bardziej przyziemnych rzeczach, jak tło powieści czy bohaterowie. Całość jest spójna, dopracowana w każdym calu. Warto też wspomnieć, że każda książka autorki porusza jakiś ważny aspekt w sposób naturalny i lekki, nie przytłaczając czytelnika.

Jeszcze będzie przepięknie to książka o różnych odcieniach miłości, o rodzinie i o walce o nią. To powieść o młodzieńczym zapale do odkrywania tajemnic, marzeniach, przemijaniu i stracie. Niepowtarzalnego klimatu powieści dodaje aura jaką roztacza wokół siebie stary dworek i jego otoczenie. Natura jest bliżej człowieka, ludzie są dla siebie bardziej ludzcy a dobro naprawdę wraca. Wątek nawiązujący do II wojny światowej dodaje całej historii tajemniczości i nostalgii. 



Zakończenie po trosze smutne, po trosze radosne jest takie właśnie jak lubię. Przecież w życiu też nie jest tylko kolorowo, czasami pojawiają się dni przepełnione smutkiem, zwątpieniem i goryczą. Gdzieś kończy się jedno życie, gdzie indziej rodzi nowe, pełne nieodkrytych dni. Bardzo podobało mi się to zakończenie. Dzięki temu, że autorka wybiegła kilka lat w przyszłość, wiemy co się dzieje z bohaterami po latach od ostatnich wydarzeń w dworku. Uwielbiam takie zabiegi, bo dzięki nim czuję, że bohaterowie nie "umierają" wraz z końcem książki ale żyją i możemy do nich wrócić i zajrzeć do ich życia jeszcze na moment, jeszcze na chwilę. I jeszcze niespodzianka od autorki na sam koniec. Przyznam, że potem bardzo długo o tym rozmyślałam. Ale o czym, to już musicie przeczytać sami. 

Jest mi bardzo przykro, że to już ostatnie spotkanie z mieszkańcami dworku. Ogromnie się z nimi zżyłam i jest mi tak zwyczajnie smutno, że to już koniec. Ale może... może kiedyś się spotkamy z tymi bohaterami w innej książce Pani Olejnik? Może będzie nam dane odwiedzić Radka albo Dawida i Zuzę na kartach innej powieści? 

piątek, 1 maja 2020

Chodźcie na Turbacz! KGP 1/28

Może część z Was wie, że moją drugą pasją po czytaniu książek, jest chodzenie po górach. Mam to szczęście, że mieszkam stosunkowo blisko Pienin, Tatr, Bieszczad i Gorców więc wyprawa w góry to czasami kwestia pomysłu i już za chwilę zmierzam w ich stronę. Poza tym moją pasję podziela mój mąż, moje siostry, szwagierki i przyjaciółka, więc wiem, że zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chętny na wyjazd, nawet z dnia na dzień. 

Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, jestem wdzięczna koronawirusowi, bo gdyby nie epidemia, to dzisiaj byłabym gdzieś pomiędzy Kuźnicami a Kasprowym Wierchem. Takie były plany już od lutego i zarezerwowany urlop w pracy.  Jednak życie samo weryfikuje nasze plany i zamiary. Ze względu na sytuację w Polsce i zamknięcie Tatr nie udało mi się dotrzeć na Kasprowy, postanowiłam jednak urlop wykorzystać, ale by uniknąć tłumów w góry wybrałam się kilka dni przed majówką. I tak jak wspomniałam, gdyby nie koronawirus, dalej nie poznałabym Gorców. 


To zupełnie inne miejsce niż Tatry. Tu człowiek naprawdę czuje się bliżej Boga, bliżej natury. Człowiek czuje się bardziej człowiekiem.  Szlak z Nowego Targu na Turbacz jest niesamowity. Nawet nie chodzi o widoki, ale o jego surową naturalność. Pełen jest pomników, kapliczek i budek na drzewach, które upamiętniają ludzi i wydarzenia które zmieniały nasz kraj. Przestałam je liczyć dość szybko, zachwycałam się ich pięknem. 







Zielony szlak z Nowego Targu nie jest trudny, wymagający troszkę wysiłku fizycznego przy kilku podejściach, ale nawet dzieci radzą sobie z nimi bez większego trudu. Ludzi na szlaku nie było dużo, więcej niestety przy schronisku. W drodze wszyscy są tak naturalnie życzliwi, z daleka słychać "cześć, dzień dobry!". Uwielbiam ten zwyczaj gór! Gorce w swej prostocie są piękne, zazdroszczę ludziom, którzy tam żyją. Wydaje się, że życie toczy się tam inaczej, jakoś tak spokojniej, wolniej.. Wiem, że jeszcze niejeden raz tam wrócę. 





Udało nam się też zobaczyć krokusy, które niezmiennie robią niesamowite wrażenie.



Opis szlaku: Nowy Targ - Kowaniec (parking przy Polanie Długiej)* - Polana Upłaz - Polana Sralówki - Polana Długie Młaki - schronisko Turbacz - Turbacz - schronisko Turbacz - Polana Wisielakówka - Kaplica Papieska na Polanie Rusnakowej - Bukowina Miejsca - Kowaniec

* - w kwietniu parking był darmowy :) 

Czas przejścia, włączając czas na odpoczynek, czas na podziwianie pięknych widoków (a zatrzymywaliśmy się naprawdę często, bo widoki zapierają dech w piersiach)  i czytanie napisów na kapliczkach i pomnikach, tam i z powrotem zajął nam 4 godziny 20 minut. Nie liczyłam pobytu pod schroniskiem, gdzie zjedliśmy przepyszną i tanią szarlotkę. 


W drodze powrotnej wstąpiliśmy na teren Kaplicy Papieskiej, którą Jan Paweł II pobłogosławił z helikoptera, podróżując na Gorcami. Msze święte w kaplicy odbywają się od maja do października. 



Już jakiś czas nosiłam się z zamiarem rozpoczęcia zdobywania Korony Gór Polski.  Właśnie wyprawa na Turbacz była tym impulsem i tak, teraz zaczynam poznawać wszystkie góry Polski. Tym samym Turbacz to mój 1/28. Jakże się ogromnie cieszę!








wtorek, 3 marca 2020

Tatuażysta z Auschwitz - Heather Morris

Tatuażysta z Auschwitz to książka, która chyba jako pierwsza zapoczątkowała falę książek z Auschwitz w tytule i o takiej tematyce. Przez dwanaście lat czekała jako scenariusz, aż w końcu została wydana w 2018 roku jako powieść. Mimo kontrowersji i medialnego szumu jaki powstał wokół powieści Heather Morris w ostatnich dniach zdecydowałam się sięgnąć po Tatuażystę. 

Co ważne, na samym wstępie autorka zaznacza, że książka to fikcja literacka i choć spisana na podstawie wspomnień więźnia który przeżył obóz nie stanowi dokumentu historycznego.  Tym samym wszelkie dyskusje na temat zasadności oskarżeń jakie padają w stronę autorki powinny być ucięte. 

Lale trafia do Auschwitz w kwietniu 1942 roku. Już w pierwszych dniach jego pobytu w obozie zauważa go Pepan - człowiek, który tatuuje numery na przedramionach więźniów. Angażuje go jako swojego asystenta, a wkrótce Lale przejmuje pracę Pepana. Pewnego dnia w kolejce staje młoda kobieta - Gita. Lale zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia i obiecuje sobie, że przeżyje, uratuje ją i spędza razem resztę życia na wolności. W Auschwitz po raz pierwszy Lale i Gita rozmawiali, flirtowali, wymieniali pocałunki. Ich uczucie przetrwało nazistowskie piekło i być może to właśnie ono dało im siłę by walczyć o każdy kolejny dzień. Jako tatuażysta Lale miał nieco więcej możliwości, wykorzystywał więc swoją pozycję nie tylko po to by pomóc Gicie ale i innym więźniom. 

Tatuażysta z Auschwitz to dla mnie przede wszystkim lekcja człowieczeństwa. Ciężko jest ubrać w słowa emocje, bo myślę, że nie da się tego opisać. To, co przeżyli więźniowie Auschwitz to okropieństwa jakie nigdy nie powinny się wydarzyć. Mimo,  że uczymy się o tym w szkole, chyba dopiero kiedy jesteśmy dorosłymi ludźmi, w pełni świadomymi, jesteśmy w stanie zrozumieć niewielki procent z tego, co działo się podczas II wojny światowej w obozach koncentracyjnych. w latach szkolnych byłam w Muzeum w Oświęcimiu, jednak dopiero teraz do mnie dotarło jak niewiele wtedy rozumiałam. Teraz wiem, że muszę tam jeszcze wrócić i spojrzeć na to z perspektywy dorosłego człowieka, bardziej dojrzałego i świadomego. 

Liczby, statystki i dokumenty historyczne pokazujące ogrom zagłady to jedno, a życie jakie wiedli w Auschwitz zwykli ludzie, to drugie. Tatuażysta z Auschwitz pokazuje, że do obozu trafiali różni ludzie - zarówno ci którzy rzeczywiście mieli coś na sumieniu, jak i ci - i tu jest zdecydowana większość - niewinni, a właściwie winni.. swojego pochodzenia. Żydzi, Romowie, Polacy, Czesi, Słowacy.. dla oprawców byli tylko numerami. Zdolnymi lub niezdolnymi do pracy. Ludzie, którzy mimo odarcia ich z człowieczeństwa, godności i intymności potrafili kochać, pomagać sobie nawzajem, zawierać przyjaźnie, śmiać się, a nawet narażać swoje życie by ratować życie współwięźnia. 

Tak często czekamy na coś.. wyobrażacie sobie, że tamci ludzie przez kilka lat czekali na wolność? Na coś, co da nas jest tak oczywiste że nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.. Wielu z nich nie doczekało się wyzwolenia, wielu zginęło w przeddzień wyzwolenia obozów, będąc o krok od upragnionej wolności. 

Heather Morris spisała historię Lalego i Gity bardzo prostym, acz pięknym językiem. Książka jest bardzo przyjemna w odbiorze i przyszło mi do głowy, że to z takich książek powinniśmy się w szkole uczyć o obozach koncentracyjnych, piekle Auschwitz i II wojnie światowej. Nie muszę chyba mówić, że powieść wzrusza, porusza najczulsze struny duszy czytelnika. Świadomość, że to działo się naprawdę jeszcze mocniej działa na czytelnika. To właśnie jest powieść, którą powinien przeczytać każdy. 

Tatuażysta z Auschwitz to wstrząsające świadectwo człowieka który przeżył zagładę. To historia najpiękniejszej miłości zrodzonej w niewoli, która przetrwała piekło i która wydarzyła się naprawdę. 

czwartek, 6 lutego 2020

Jeszcze się kiedyś spotkamy - Magdalena Witkiewicz

Już na wstępie muszę zaznaczyć, że zabierając się za recenzję tej powieści wiem, że zwyczajnie braknie mi słów by opisać świetność tej książki i to, co czuję po jej lekturze. Minęło już kilka dni od jej przeczytania i dopiero teraz potrafię nazwać część uczuć i emocji jakie mi towarzyszyły podczas lektury. A wiem też, że jeszcze długo, długo będę wspominać tę historię i z upływem czasu coraz więcej rozumieć.

Wyjątkowe jest już samo to, że inspiracją do napisania książki była historia rodzinna autorki.
I choć Magdalena Witkiewicz podkreśla, że  bohaterowie książki to postaci fikcyjne i historia nie jest losami jej rodziny,  to widzimy jak ogromny ładunek emocjonalny nosi w sobie historia Adeli
i Franciszka oraz Justyny i Konrada.

Pisarka pokusiła się o przeniesienie czytelnika w czasie do II wojny światowej. Miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu autorskim w Krakowie, promującym tę książkę i bardzo dużo dzięki temu spotkaniu zrozumiałam. Wiem na przykład, że autorka zrobiła porządny research i sprawdzała nawet, co było grane w kinie w danym dniu! Tak więc mamy doskonałe odzwierciedlenie faktów historycznych. A historia obyczajowa która wyłania się z kart powieści jest przepiękna. Sam tytuł Jeszcze się kiedyś spotkamy niesie w sobie nutkę nostalgii. Książka opisuje losy młodziutkiej Adeli i zakochanego w niej do szaleństwa Franciszka w przededniu wojny i  w trakcie jej trwania. Uczucie jest ogromne, gorące i prawdziwe, tak bardzo prawdziwe jak nie zdarza się już w tych czasach. Podszyte strachem, niepewnością i niewiedzą czy uda się dotrwać kolejnego dnia. Jest piękne, jednocześnie przepełnione bólem. Jest w nim tyle samo radości co smutku powodowanego okrutnymi, wojennymi czasami. To są takie rzeczy o których ciężko mówić, które ciężko opisać i wyrazić słowami. Magdalenie Witkiewicz  na kartach powieści udało się oddać mnóstwo emocji towarzyszących temu uczuciu, miłości tak wielkiej, że potrafiła przetrwać wojnę i trwać jeszcze wiele, wiele lat później mimo tego, że nie wszystko było tak jakby sobie tego nasi bohaterowie życzyli.

Powieść rozgrywa się w dwóch ramach czasowych. Przez zdecydowaną większość czasu znajdujemy się w XX wieku, w czasach II wojny światowej kiedy poznajemy szczegółowo losy Adeli i Franciszka, Racheli, Joachima, Janka i Sabiny. To właśnie wtedy poznajemy okrucieństwo wojennej codzienności, strach, tęsknotę, czekanie na powrót męża, ojca i rozdzierający serce ból po utracie bliskich. Pokazuje jak wyglądała wojna od strony kobiet, i choć wiem, że losy Adeli i jej matki czy Klary i Racheli to fikcja, to mam duże przekonanie, że właśnie tak było - że nadzieja walczyła ze strachem o mężów, radość przeplatała się ze smutkiem, a krótkie, gwałtowne chwile szczęścia z niewymownym cierpieniem. Najtrudniejszy był chyba rozdział o Racheli - młodej Żydówce, najpierw opisanej jako pełną życia, pasji  i miłości dziewczynie, a chwilę później jako kolejny numer w obozie Auschwitz. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że mimo tak trudnych czasów ludzie potrafili się przyjaźnić, cieszyć codziennością i kochać bardzo mocno. Mimo niepewnego jutra zakochani pobierali się, rodziły się dzieci, kobiety pielęgnowały swoje ogrody i nigdy nie traciły ducha, wiary i nadziei na lepsze lata ojczyzny.

Druga rama czasowa to współczesność. Wnuczka Adeli, Justyna najpierw opowiada o wielkiej miłości - o tym jak czeka na swojego ukochanego, który wyjechał do Stanów żeby zarobić na ich lepszy byt. Później opowiada o swoim niezbyt udanym małżeństwie, a wreszcie o metaforycznej walce jaką postanawia o nie stoczyć. Razem z Konradem Justyna odkrywa tajemnicę Adeli i Franciszka - po wielu, wielu latach. Właśnie wtedy zaczyna dostrzegać podobieństwa między losami Adeli i jej własnymi.  Jak się okazuje, ma w sobie wiele z babci Adeli, a już na pewno upór i wytrwałość w swoich postanowieniach.

Jeszcze się kiedyś spotkamy to też książka o czekaniu. A właściwie o tym, że czasami nie warto czekać - na lepszy moment, na uroczystą okazję, nawet na miłość. Jeśli masz na coś ochotę - zrób to, nie czekaj. Jeśli chcesz zmienić coś w swoim życiu - zmień, nie czekaj. Bo potem może być za późno.. Piękną metaforą są filiżanki z niezapominajkami, które Adela dostała w zaręczynowym prezencie od Franciszka. Choć symbolika jest ogromna, bo to symbol spełnionej obietnicy i wyczekanego spotkania, to też pokazuje, że czasami to, na co tak czekamy, po zbyt długim oczekiwaniu może zupełnie stracić smak.

Bez wątpienia ta powieść zasługuje na zachwyt, jaki jest nad nią roztoczony. To zdecydowanie moja ulubiona książka Magdaleny Witkiewicz i nie bez powodu została nominowana w kategorii Literatury obyczajowej w plebiscycie Lubimy czytać.   Jeśli jeszcze nie oddaliście swojego głosu, warto go dobrze wykorzystać! 

piątek, 31 stycznia 2020

Summer - Justyna Dziura


Justyna Dziura to młodziutka pisarka - debiutantka, która swoją pierwszą książka podbija serca wielu czytelniczek. Pochodząca z Gorlic, żona, mama, blogerka, czytelniczka. A ja mam to szczęście, że znamy się od kilku lat! To niesamowite uczucie, gdy osoba którą znasz zaczyna pisać i jakiś czas później tę książkę wydaje. Justynko, jestem dumna! Ogromne gratulacje!

Summer po trudnym związku i traumatycznych przeżyciach boi się komukolwiek zaufać. Stara się żyć normalnie, jednak codzienność nie jest dla niej tak łatwa i oczywista jak dla rówieśników. Dopiero gdy w mieście pojawia się jej dawny przyjaciel, Summer zaczyna odzyskiwać poczucie bezpieczeństwa i wiarę w to, że jej życie znów może mieć barwy i smak. Niestety, kiedy dziewczyna pozbierała się i poukładała sobie na nowo swoje życie wracają duchy przeszłości. Jej były chłopak, Damon, nie daje o sobie zapomnieć. Jest w stanie posunąć się do potwornych czynów, by odzyskać Summer. Pieczołowicie układana codzienność młodej kobiety z dnia na dzień zaczyna się sypać. To co ogromem pracy i wysiłku udało się jej odbudować nagle rozpada się kawałek po kawałku. 

Kiedy Summer poznaje zabójczo przystojnego chłopaka, wszystko zapowiada się dobrze. Budzą się w niej pierwsze, młodzieńcze uczucia, czuje się doceniana i zachwycona tym, że ktoś się o nią troszczy. Nie spodziewa się, że związek z Damonem zniszczy ją. Mężczyzna bardzo dbał o swoją kobietę, niczego jej nie brakuje. Mogli wieść beztroskie życie. Wszystko się zmienia, kiedy do głosu dochodzi chorobliwa zazdrość, która przeradza się w żądzę kontrolowania życia Sam. Początkowo Summer poddaje się manipulacjom, a szybko dowiaduje się też, że niezgoda z poglądami jej chłopaka nie jest mile widziany ze strony Damona. Któregoś dnia ciche słowo sprzeciwu przeradza się w tragedię...

Czytelnicy poznają bohaterkę w trudnym dla niej okresie - właśnie w tym czasie, kiedy próbuje pozbierać się po zakończeniu destrukcyjnego związku. Jest bezbarwna, wyczerpana codziennością, pozbawiona jakiejkolwiek iskry życia i energii. Nie widzi sensu przyszłości, nie chce walczyć o siebie ani o każdy kolejny dzień. Jest wrakiem człowieka. Dopiero gdy do miasta wraca jej dawny przyjaciel Summer powoli zaczyna wracać do siebie. Widzimy ogromną przemianę jaka zaszła w bohaterce. Autorka pokazuje też, że największą wartością w życiu człowieka jest drugi człowiek - bliscy, którzy są z nami na dobre i na złe, którzy nie odwrócą się i nie opuszczą nas kiedy nie będziemy w formie. To właśnie rodzina i przyjaciele potrafią czynić cuda. Bez nich bylibyśmy nikim.

Związek Summer i Damona to również doskonale pokazana zależność pomiędzy mężczyzną i kobietą. To, co początkowo wydaje się piękne, namiętne i dobre z biegiem czasu może się przerodzić w chorobliwą relację, w której górę bierze jedna ze stron. Powinniśmy być świadomi tego, że związek polega na kompromisie dwóch osób, szanowaniu siebie nawzajem i przede wszystkim zaufaniu. Kiedy któreś z ogniw zaczyna szwankować to już pierwszy sygnał ostrzegający, że coś nie do końca jest tak, jak być powinno. To niestety pokazuje też, że miłość jest ślepa. Że czasami jesteśmy tak zapatrzeni w drugą osobę, że nie potrafimy dostrzec, że zaczyna nami manipulować albo co gorsza - zdajemy sobie z tego sprawę i pozwalamy na to.

Justyna Dziura pokusiła się o poruszenie naprawdę trudnego tematu jakim jest przemoc w związku. Nie chodzi wyłącznie o przemoc fizyczną, ale też psychiczną i emocjonalną. Czasami to co z zewnątrz, w towarzystwie wygląda na szczęśliwy związek w środku jest zepsute. Niestety w dzisiejszych czasach doskonale potrafimy ukrywać emocje i mało mówimy o uczuciach. Żyjemy szybko, bardziej online i nie mamy czasu na docenienie tego co naprawdę ma wartość. Jest jednak jedno ważne przesłanie - nawet najbardziej apodyktyczny partner może zostać pokonany. Nie możemy pozwalać sobą manipulować i pozwalać się krzywdzić.

Gdybym nie znała Justyny i nie podczytywała Summer jeszcze zanim ujrzała światło dzienne, trudno byłoby mi uwierzyć że to debiut. Językowo doskonała, wszystko trzyma się kupy, nie ma niewyjaśnionych wątków. Autorka pokusiła się o przeplatanie przeszłości z teraźniejszością, co wcale nie jest łatwym zadaniem, zwłaszcza dla początkującej pisarki. Tu jednak wyszło świetnie, dodało książce emocji i pozwoliło na całościowy pogląd na życie Summer.

Choć okładka wygląda sielsko, kojarzy się z latem, wakacyjną przygodą i lekką historią to książka jest nieco bardziej złożona. Porusza trudne tematy, jest nacechowana mocno emocjami. Co jednak najważniejsze, Summer to przestroga przed destrukcyjną relacją damsko-męską i nadzieja na to, że z każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji można wyjść. To powieść o miłości, przyjaźni i bliskości. To powieść o tym, że mamy obok ludzi którzy nas kochają i zawsze bez względu na okoliczności będą wspierać. Doskonały debiut, piękna historia. 

niedziela, 5 stycznia 2020

Najmilszy prezent - Agnieszka Krawczyk

Najmilszy prezent to pierwsza książka Agnieszki Krawczyk po jaką sięgnęłam. Nowa seria to idealny moment na rozpoczęcie przygody z twórczością autorki. Ulica Wierzbowa to cykl o sąsiadach z ulicy Wierzbowej. Historia skupia się wokół Flory Majewskiej - najstarszej mieszkanki ulicy, osoby nieco tajemniczej, ale bardzo ciepłej i miłej. Starsza pani co rok przygotowuje dla sąsiadów świąteczne kartki. Tym razem pisze obszerne listy, a w każdym z nich zamieszcza dobrą radę, przestrogę czy po prostu ciekawy przepis - niekoniecznie kulinarny. 

Akcja toczy się w urokliwym miasteczku Uroczyn w okresie około świątecznym. Przy ulicy Wierzbowej usytuowanych jest dziewięć domów. Ludzie zamieszkujący każdy z domów są oryginalni, każdy z nich inny, a przede wszystkim - wszyscy są zwyczajnymi ludźmi, takimi którzy mieszkają obok nas. W jednym z domów mieszka Hanna z córeczką Nelą i chorym synkiem. To właśnie choroba dziecka sprawiła, że mąż Hani opuścił rodzinę. Tuż obok mieszka apodyktyczna Ewa Zięba z mężem, kolejno Jola Cieplik - starsza pani która uwielbia nadawać drugie życie starym przedmiotom z krewną Niką. Następny dom od niedawna zamieszkuje młody lekarz Paweł Zaruski, który bardzo szybko zyskał sympatię rezolutnej Neli. Jest też Zygmunt próbujący wyhodować idealną różę na cześć zmarłej żony. Nieco specyficzni są mieszkańcy dwóch domów: Bekierscy  i Konopińscy. Jest też opuszczony dom, który po wielu latach wreszcie znalazł właściciela - artystę rzeźbiarza, Ksawerego. 

Bohaterowie książki są zwykłymi ludźmi. To jest najważniejsze i najlepsze w całej historii - poczucie, że mamy do czynienia z człowiekiem z krwi i kości, zmagającym się z takimi samymi problemami jak my. Ich losy są jak samo życie - samotność, ucieczka przed odpowiedzialnością, zdrada, choroba czy wreszcie rodzinne nieporozumienia. Są też pozytywne aspekty, jak zawiązywanie nowych znajomości, bezinteresowna sąsiedzka pomoc. Właśnie to jest tak mocno uwydatnione, to, co tak rzadko jest spotykane w dzisiejszym świecie - pomoc płynąca z serca, nie z chęci osiągnięcia korzyści, zgoda, poczucie wspólnoty i świadomości, że mamy w kimś wsparcie. 

W powieści jest taki niesamowity klimat - czegoś nieuchwytnego, starych czasów gdzie liczyły się ludzkie emocje, ludzkie relacje, kiedy więcej robiło się samemu a kupowało mniej gotowego plastiku. Zapach pierniczków, własnoręcznie przygotowywane atramenty z tego co daje natura, obcowanie z naturą i czerpanie z życia w pełnej rozciągłości. Szukanie samodzielnych rozwiązań i wykorzystywanie każdej rzeczy wtórnie, a nie wyrzucanie przy pierwszej lepszej usterce czy po prostu - gdy się nam znudzi. Nie jest to typowa powieść świąteczna, choć dobijamy na końcu do Wigilii i Bożego Narodzenia. Gdybym miała ją jakoś określić to powiedziałabym, że to książka o przygotowaniach do świąt - przede wszystkim tych w naszych sercach. 

Co prawda każdy z bohaterów jest w pewien sposób sympatyczny, i jak się okazało - zależy im na wspólnym dobry. Jednak mam swoich ulubieńców: Florę, Hannę, Nelę, Pawła i Zygmunta. To ich losy ciekawią mnie najbardziej. Z całego serca kibicuje tym bohaterom i już zakończenie książki daje czytelnikom dużo nadziei. Mam również nadzieję na rychłe spotkanie.

Najmilszy prezent to cudowna książka o ludzkiej dobroci, bezinteresownej sąsiedzkiej pomocy z tak trudnych czasach dla relacji międzyludzkich. To również powieść o samotności i przemijaniu, ale także o ogromie nadziei, zaufaniu i poszukiwaniu szczęścia. Jest przy tym takim ogromnym, ciepłym ładunkiem pozytywnej, dobrej energii. Na samą myśl o bohaterach robi się ciepło na sercu. Autorka pokazuje, że są jeszcze życzliwi ludzie, że są wspólnoty i uczucia. Przede wszystkim jednak pisze o codzienności - zwykłej, szarej, która jednak potrafi być magiczna w swojej prostocie. Nie mogę się doczekać drugiej części i mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać. 

Książka przeczytana w ramach wyzwania Zatytułuj się.