piątek, 6 grudnia 2019

Tylko raz w roku - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Tylko raz w roku, to kolejna książka Agnieszki Lingas-Łoniewskiej po którą sięgnęłam. Lubię pióro autorki, choć nie czytam wszystkich książek, raczej tylko te które czuję że przypadną mi do gustu. Bardzo się cieszę, że przeczytałam tę właśnie powieść, bo moim zdaniem jest najlepszą (z tych które czytałam) książką autorki. Taka lekka i urocza, a jednocześnie mocno przyziemna i nie brakuje w niej emocji – w końcu mamy do czynienia z ich dilerką.

Wigilia to wyjątkowy dzień, jedyny taki w roku. Dzień cudów, dzień spełnionych marzeń, wyczekiwanych spotkań, rodzinnej atmosfery. Dla Eli jest to jednak najgorszy dzień w jej życiu. Dzień, w którym jej świat legł w gruzach. Jednakże przypadkowe spotkanie na wrocławskiej Pergoli tuż po wigilijnej wieczerzy odmienia jej życie – po raz drugi tego samego dnia, w ciągu kilku godzin. Nieoczekiwane spotkanie z Kamilem sprawia, że świat na chwilę się zatrzymuje, czas płynie wolnej, a dzień który do tej pory był katastrofą staje się jednym z najpiękniejszych w jej życiu. Podobnie zresztą dla Kamila, dla którego Ela jest kolorowym promykiem w surowym, poukładanym i do bólu poprawnym świecie jaki urządziła dla niego zasadnicza matka. Pomimo że znają się kilka godzin wyczuwa się między nimi nić porozumienia, swoistego rodzaju napięcie i budzące się w zmarzniętych sercach uczucie.

Od tego dnia każde z nich wraca na Pergolę, chociażby myślami i wspomina ich pierwsze spotkanie. Choć wydawać by się mogło, że ich miłość jest silna, czysta i nic nie jest w stanie jej pokonać, w życiu nigdy nie jest prosto i nie zawsze fabuła losu toczy się tak, jakbyśmy tego chcieli.

Rozstanie rodziców to był pierwszy cios dla Eli. Przeprogramowanie dotychczas ciepłego, rodzinnego życia, mimo że dziewczyna była już na tyle dojrzała by zrozumieć rodziców, nie było dla niej łatwe. Potem spadały kolejne ciosy: wyprowadzka ojca, choroba matki, niechęć matki Kamila do Eli. W Kamilu dziewczyna miała ogromne wsparcie i podporę, jednakże zaborcza matka chłopaka nie pozwalała cieszyć się młodym sobą nawzajem i ich szczęściem. Za wszelką cenę próbowała namieszać między nimi i niestety, choć nieświadomie obydwoje poddawali się jej matactwom.

Zarówno na Elę jak i Kamila w przeciągu tych sześciu lat – bo tyle trwa akcja spada mnóstwo problemów, nieszczęść a nawet tragedii. Trzeba jednak przyznać, że są silni i niełatwo jest ich złamać. Bez wątpienia życie daje im ostry wycisk i tylko siła własnej woli, upór i zdrowy rozsądek pozwala im przetrwać.

Sześć kolejnych Wigilii Eli i Kamila to wzloty i upadki. Początkowo momenty piękne i radosne – jak pierwsze porywy serca, jak zakochanie, poczucie bezpieczeństwa i ciepła. Później przychodzą te gorsze, szare dni wypełnione smutkiem i rozpaczą, bolesnymi wspomnieniami. Czy są razem, czy osobno, nie ma Wigilii, kiedy by o sobie nie myśleli. Choć rozdzieleni, wciąż są połączeniu uczuciem, które nie wygasło i wciąż się tli.

Kością niezgody – jak to w życiu, są nieporozumienia, niedomówienia i brak szczerej rozmowy. Niestety często ludzie którymi się otaczamy dają nam mylne pojęcie o pewnych sprawach i zrażeni obrazem jaki ktoś wykreował nie próbujemy nawet wyjaśnić tych spraw z tymi, których bezpośrednio dotyczą, często z osobami które są lub były kiedyś dla nas bardzo ważne.

Tylko raz w roku to książka idealna na święta. Ciepła, przyjemna, czyta się ją naprawdę niesamowicie szybko. Fajne jest to, że akcja toczy się głównie w Wigilię, ale bohaterowie wspominają miniony rok i jego najważniejsze momenty. Dzięki temu nie czujemy znudzenia akcją, ale też nie mamy wrażenia że na bohaterów spadają na raz wszystkie nieszczęścia. Ja jestem zachwycona, nie tylko świąteczną atmosferą, ale też świetną kreacją bohaterów, prostym w odbiorze językiem i całą gamą emocji – począwszy od wzruszeń, nadziei przez radość, smutek i złość.

Wszystkie książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, które do tej pory czytałam były bardzo emocjonalne i miały słodko-gorzkie zakończenia. Tu jest inaczej. Tu mamy słodkie, urocze zakończenie, ale chyba tego właśnie nam trzeba, tego wymaga się od świątecznych książek. Ciepła, nadziei, dziecięcej radości i wiary w lepsze jutro, wiary w lepszy nadchodzący rok i ufności w dobrą przyszłość. Dla mnie jest idealnie.

Tylko raz w roku BESTSELLEREM Taniej Książki! 

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Powiedz życiu tak, Lili - Anna H. Niemczynow

Lilianna Berg, wieczna optymistka, poszukiwaczka szczęścia i dobrej energii znów czaruje czytelników swoją radością i pozytywnym myśleniem. Pomimo przeszkód jakie na jej drodze stawia życie pomimo potknięć i mniejszych i większych kamyczków energiczna Lili stara się czerpać z życia to co najlepsze. Kolejne spotkanie z bohaterką jest równie udane co pierwsze. Lili, jej babcia i całe grono życzliwych ludzi to takie dobre promyczki, które małymi gestami, cichymi słowami i bijącym od nich ciepłem pokazują nam, że jesteśmy cudem, i że przy odrobinie wysiłku, kapce ciężkiej pracy i uporowi można naprawdę wiele osiągnąć!

Anna H. Niemczynow czerpie mądrość z życia. Choć Lili jest postrzegana jako zwariowana, pozytywna i szczęśliwa osoba, sama dobrze wie, że nie zawsze jest w życiu lekko. Jednakże jest na tyle uparta i nakierowana na szczęście, że co prawda nie bez trudu, ale skutecznie pokonuje wszelkie przeciwności losu. Jest przede wszystkim pozytywnie, jest barwnie, wesoło i tak najzwyczajniej miło. Choć tak jak w życiu - zdarzają się też momenty smutku, zwątpienia i niemocy. 

Niewątpliwie dobrym duszkiem Lili, powieści i nas - czytelników jest babcia Rózia. Osoba niezwykle ciepła, optymistyczna, ale też mądra. Babcia Rózia to taki nauczyciel życia. Pokazuje przede wszystkim że życie jest piękne, że daje nam mnóstwo możliwości i że każdy dzień jest cudem. Że my jesteśmy cudem i że właśnie my możemy działać cuda. Mówi o tym co takie ważne - o niesieniu bezinteresownej pomocy drugiemu człowiekowi, o uczciwości, zrozumieniu i tolerancji. To właśnie ona uświadamia, że warto walczyć o marzenia do samego końca. 

Dla Lili ten czas to swoisty powrót do przeszłości. Pomimo tego, że czasem odcinamy się od czegoś całkowicie, nie zdajemy sobie sprawy, że przeszłość wciąż jest i może doprosić się o naszą uwagę w najmniej spodziewanym momencie. To też nauka o tym, że na to kim jesteśmy właśnie teraz, jak wygląda nasze życie ogromny wpływ ma właśnie przeszłość - to ona poniekąd nas kształtuje. Choć nie da się zamknąć przeszłości, to na pewno warto ją przepracować i pogodzić się z nią. 

Osobiście uważam, że Lili to takie odwzorowani autorki - osoby niesamowicie pozytywnej, zawsze uśmiechniętej i potrafiącej docenić najmniejszy gest, osoby która tak często mówi "dziękuję", "jestem wdzięczna" i cały potok samych dobrych, pozytywnych słów! 

Powiedz życiu tak, Lili to powieść o przyjaźni, rodzinnych zawirowaniach i miłości. Jednakże największym atutem książki jest ogromna dawka pozytywnej energii. dobrego myślenia, barwnych, ciepłych i życzliwych bohaterów. Uważam, że niepotrzebne są nam poradniki o szczęściu, pozytywnym myśleniu i tym podobne - wystarczy przeczytać książki Ani, aby nauczyć się siebie kochać, nauczyć się wdzięczności i postrzegać siebie, świat i całe dobro które nas otacza jako małe cuda, które dzieją się codziennie. Po lekturze Lili nasuwa mi się jedna myśl: życie nas kocha, więc nie bójmy się na nie otwierać. 

|| NOWOŚCI TANIEJ KSIĄŻKI ||

czwartek, 28 listopada 2019

Szczypta nadziei - Agnieszka Olejnik

Szczypta nadziei Agnieszki Olejnik to druga część opowieści o mieszkańcach Dworku w Miłosnej
Nie wiem co jest w książkach Pani Agnieszki, że czyta mi się je niezwykle szybko, z zapartym tchem i nie sposób jest się od nich oderwać. Mimo tego, że czytałam wszystkie powieści napisane przez Panią Agnieszką, wciąż potrafi mnie zaskakiwać i nigdy nie wieje nudą. Biorąc do ręki książkę Agnieszki Olejnik czuję się jakbym wracała do domu - do czegoś pewnego, bezpiecznego i miłego i wiem, że tam będzie właśnie to, czego potrzebuje. 

Szczypta nadziei to powieść ubrana w piękną, zimową okładkę. Lubię te świąteczne książki Pani Agnieszki, bo choć mają sporo magicznego klimatu Świąt, to z powodzeniem można je czytać przez cały rok. 

Druga część opowiadająca o losach mieszkańców dworku w Miłosnej jest jeszcze lepsza niż pierwsza.  Pewne wątki się rozwiązują, inne jeszcze bardziej plączą, ktoś znajduje przyjaźń, a jeszcze ktoś inny próbuje uleczyć się z nieszczęśliwej miłości. Rytm życia w Miłosnej jest spokojny, nieśpieszny. Jest czas na pracę, aktywność fizyczną, obcowanie z naturą i na przyjemności.

Do dworku wraca Monika - niewierna żona Igora i chce odbudować rodzinę przez wzgląd na synka Radka. Sytuacja jest szczególnie niekomfortowa zwłaszcza dla Ady, bo po odejściu kuzynki pomiędzy nią a Igorem narodziło się uczucie, które teraz musi być zduszone. Cierpienie Ady i również Igora jest namacalne, widoczne na każdym kroku, ale dla dobra Radka rezygnują z uczucia. Jest to dla Ady tym trudniejsze, że Monika zaczyna się zwierzać kuzynce i szukać u niej przede wszystkim rozmowy i bliskości drugiej kobiety. Rozdarta pomiędzy uczciwością a chęcią ochronienia Radka przed kolejnym bólem Ada coraz mocniej wikła się w patową sytuację. 

Tymczasem Dawid zgłasza się na konkurs literacki i szukając pomysłu na pracę, odnajduje na strychu dworku dzienniki cioci Bogny. Chce zaangażować też Pana Antoniego i nakłonić go do opowiedzenia historii różnych przedmiotów dworku, które noszą w sobie wspomnienia i mają dla starszego pana szczególną wartość. Nastolatek jest zawiedziony, bo dzienniki cioci Bogny opisują najnowsze dzieje, ale jest przekonany że gdzieś są te stare, pamiętające czas wojny i powojenne życie dworku. Swoją drogą, coś czuję, że te dzienniki w końcu się odnajdą i mam na to nadzieję, bo jestem strasznie ciekawa, jaką tajemnicę mogą kryć. Za sprawą Dawida Pan Antoni zdradza nam odrobinę swojej tajemnicy - otwarcie przyznaje że od zawsze kochał Bognę i ubolewa nad tym, że nie zrobił nic by o tę miłość zawalczyć. 

Również za sprawą Dawida, który uległ niefortunnemu wypadkowi i złamał nogę mamy okazję bliżej poznać Zuzę i jej braciszka Nikodema. Zuza, na pozór nieprzyjemna, zawsze w mocnym makijażu od lat opiekuje się młodszym bratem, który cierpi na FAS. Mocno doświadczone przez życie rodzeństwo nieufnie podchodzi do dobroci jakiej doznają od Ady i Dawida. Z czasem jednak między nastolatkami nawiązuje się nić przyjaźni. Kto wie, co z tego wyniknie? 

Mam dwóch bohaterów, których szczególnie polubiłam. Jednym z nich jest Pan Antoni, a drugi to  to Kacper Majewski, wuefista Dawida. Początki znajomości jego i Ady nie były zbyt przyjemne - Ada postrzega Majewskiego jako szorstkiego, zamkniętego w sobie gbura. Nie wie, że Kacpra opuściła żona i teraz mieszka sam, zajmując się chorym ojcem. Po wypadku Dawida Kacper zagląda do dworku i tak poznaje Igora. Mężczyźni szybko znajdują wspólny język. Z czasem również Ada przekonuje się do Kacpra, który w gruncie rzeczy jest człowiekiem o wielkim sercu, o czym świadczy choćby jego podejście do zwierząt. Swoją drogą, bardzo chciałabym aby znajomość Kacpra z pewną kobietą poszła w cieplejszym kierunku.. chociaż nic na to nie wskazuje, może warto mieć iskierkę nadziei? :) 

Natomiast Pan Antoni to cudowny starszy człowiek, pełen pokory, starych - dobrych przyzwyczajeń, z dużą cierpliwością, ogromem ciepła i miłości, którą teraz przelewa na nowych mieszkańców dworku, zwłaszcza tych najmłodszych. 

Szczypta nadziei to książka o przyjaźni, blaskach i cieniach miłości oraz przede wszystkim o ogromnej nadziei. To powieść, która porusza nie tylko łatwe i przyjemne tematy, to przede wszystkim powieść, która pokazuje coś ważnego, coś wartościowego. Pokazuje, że przyjaźń nie zważa na wygląd, status społeczny, ale właśnie mimo tego wszystkiego rodzi się pomiędzy dwójką osób czasami zupełnie od siebie różnych, które odtąd, powoli zdobywając swoje zaufanie stają się sobie bliskie i mogą dzielić się swoimi problemami, mając pewność, że ta druga osoba doskonale zrozumie. To powieść o trosce o bliskich - czy o własnego syna, ojca czy niby zupełnie obcego człowieka, który jest dla nas jak rodzina. To powieść o walce z samym sobą, odwadze, cierpieniu, wytrwałości w dążeniu do celu, ale też bezradności wobec tego, co czasem szykuje nam życie. 

Ciepła, wzruszająca - szczególnie wtedy, kiedy w Wigilię Pan Antoni nazwał Monikę, Igora, Radka, Adę, Dawida, a nawet Zuzę i Nikodema swoją rodziną, czekając na ciche przyzwolenie, niejednemu czytelnikowi zakręci się łza w oku. To nie jest kolejna powieść do poczytania, którą zapomnimy zaraz po odłożeniu. To powieść z gatunku tych, które pozostają w nas na dłużej, otulają swoim naturalnym ciepłem, bijącą z niej życiową mądrością i pozytywną energią. 


Szczypta nadziei to kolejna książka Pani Agnieszki, którą pochłonęłam jednym tchem. Piękny, staranny i taki naturalny język autorki sprawia że czytanie jest jeszcze przyjemniejsze.  Jak często bywa w przypadku książek tej Pani, chciałam jak najszybciej ją przeczytać, jednocześnie ubolewając nad tym, że tak szybko skończę i będę musiała rozstać się z bohaterami. A bohaterów bardzo polubiłam, stali się mi bliscy i mam nadzieję, że wkrótce znowu się spotkamy. 


LUBIMY CZYTAĆ, a Ty? :)  || FANPAGE AUTORKI 
najnowsza powieść - ROZMERDANE ŚWIĘTA

Piosenka, która tak bardzo pasuje mi do tej powieści || PIERWSZA GWIAZDA - TGD ||




piątek, 22 listopada 2019

Mroczne dzieje Elizabeth Frankenstein - Kiersten White

Elizabeth ma zaledwie pięć lat kiedy trafia do domu Frankensteinów. Ma być dziewczynką do towarzystwa dla najstarszego syna sędziego Frankensteina – Victora. Victor jest wyjątkowo bystrym i mądrym chłopcem. Fascynuje go nauka i zgłębianie wiedzy o ludziach i procesach jakie w człowieku zachodzą. Elizabeth i Victor przypadają sobie do gustu od pierwszego momentu i odtąd spędzają wspólnie każdą chwilę. Dziewczynka również należy do ponadprzeciętnie rezolutnych i inteligentnych dzieci. Tylko ona potrafi zrozumieć Victora i uspokoić go.

Ta książka pokazuje bardzo wiele. Choć jest skierowana do młodego czytelnika niesie za sobą uniwersalne przesłanie. Mroczne dzieje Elizabeth Frankenstein to powieść, która pokazuje jak trudno jest znaleźć granicę pomiędzy chęcią zdobywania ponadprzeciętnej wiedzy a niebezpieczeństwem jakie niesie zbyt duża ciekawość.

Postać Elizabeth uświadamia czytelnikowi, że człowiek zdany jest często na drugiego człowieka. Próbuje się dostosować do czyichś potrzeb i oczekiwań, nie zważając na swoje zasady, wartości moralne, a często nawet sumienie. Elizabeth już jako mała dziewczynka musiała się dopasować do osobliwego domu Frankensteinów. Wiedziała, że jest zdana na ich łaskę i choć nie zawsze postępowała zgodnie z tym co mówiło jej serce, za wszelką cenę chciała zapewnić sobie byt. Jako nastolatka, prawdopodobnie w pewnym momencie już sama nie zdawała sobie sprawy, że robi okrutne rzeczy – była przekonana, że robi tak jak należy, zaślepiona zgubną miłością do Victora. Uważała, że jej najwyższym celem w życiu jest chronienie Victora i nie dopuszczała do siebie myśli, że to co on robi jest po prostu złe. Nie wątpię, że w Elizabeth było dobro - widoczne choćby poprzez jej postępowanie względem Justine, której uratowała życie. 
Analogiczne zachowania często są widoczne w dzisiejszym świecie – choć nie w tak drastycznych sytuacjach w jakie wplątali się Victor i Elizabeth. Chcemy być lepsi, chcemy zaskarbić sobie czyjąś przychylność nawet postępując wbrew sobie. Nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo jest to zgubne – zatracamy bowiem siebie by stać się kimś zupełnie innym, bez własnego zdania i poczucia własnej wartości.

Dzieje Elizabeth pokazują, że każdy człowiek potrzebuje miłości, bliskości i akceptacji społeczeństwa. Każdy potrzebuje rodziny, bezpiecznego miejsca na ziemi i pewności, że ktoś stanie za nami gdy będziemy w potrzebie. 

Powstaje też pytanie, na które trudno odpowiedzieć: czy postępowanie Victora jako nastolatka a potem młodego mężczyzny wystarczy aby nazwać go mordercą? Czy to jedynie ponadprzeciętnie inteligentny umysł, który nie potrafi postawić sobie granic, być może wcale nie z własnej winy? Przecież ciekawość i chęć poznania świata nie jest zła sama w sobie - jedynie niekontrolowana może prowadzić do zguby i autodestrukcji. Bez wątpienia Victor był diabelnie inteligentny -nie zmienia to jednak faktu, że to chłopiec którego boi się własna matka. Im starszy się staje, tym bardziej widać, że w tym dążeniu do realizacji swojego celu więcej jest szaleństwa i zaborczości niż fascynacji nauką. 

I kto tak właściwie ciągnął kogo w dół? Eizabeth Victora - Elizabeth która szczerze go kochała, pragnęła go chronić i zatraciła się w tym tak mocno, że nie zdołała wychwycić granicy, czy Victor Elizabeth - Victor który wykorzystywał dobroć dziewczyny i jej przebiegłość? 

To właśnie Elizabeth nauczyła Victora kłamać, kolorować prawdę i robić tak, by chronić przede wszystkim swój interes. To ona walczyła o niego, niejednokrotnie ratowała jego dobre imię i ryzykowała własnym życiem. Autorka opisuje narodziny potwora, dążenie - dosłownie - po trupach do celu. 

Mimo tej całej brutalności, strachu i potworności są też inne, znacznie przyjemniejsze aspekty. Przede wszystkim prawdziwa przyjaźń, miłość i w końcu wyzwolenie samego siebie od fałszu i kłamstw w których żyło się przez wiele lat. 

Dawno już nie czytałam tak wciągającej książki dla młodzieży. Chociaż uważam, że Mroczne dzieje to książka którą ze spokojem mogą czytać również starsi czytelnicy. Wartka akcja, nietuzinkowi bohaterowie, ciekawe nawiązanie do słynnego Frankensteina to nie jedyne atuty książki. Autorka posługuje się językiem bardzo barwnym, plastycznym, trzyma w napięciu i dawkuje emocje.

Przede wszystkim jednak to książka niezwykle klimatyczna, czasami przyprawiająca o ciarki. Odrobinkę straszna, ciut tajemnicza. A dla mnie to jedna z ciekawszych książek przeczytanych w tym roku. 

KSIĄŻKI DLA MŁODZIEŻY na Tania Książka

Mroczne dzieje Elizabeth Frankenstein możecie kupić na Tania Książka w rewelacyjnej cenie!

Przeczytana w ramach wyzwania Zatytułuj się

niedziela, 10 listopada 2019

Krakowskie Targi Książki - spotkania z autorami - fotorelacja

Spotkania z autorami na Targach Książki to dla wielu najważniejsze punkty całej imprezy. Samych spotkań w ciągu czterech dni jest mnóstwo, tysiące czytelników czekają w kolejkach do autorów by zdobyć autograf, zrobić sobie wspólne zdjęcie i zamienić kilka słów. Wszystkie spotkania bardzo miło wspominam, są jednak takie które mocniej utkwią mi w pamięci i na pewno na dłużej. Niektóre autorki (bo w tym roku były to same kobiety) są tak sympatyczne i tak łatwo się z nimi rozmawia, jakbyśmy się znały od lat! Bardzo ciepło wspominam spotkanie z Alicją Sinicką, z którą rozmawiało się jak z przyjaciółką, z Agatą Przybyłek i z Agnieszką Olejnik - to właśnie spotkanie na które najbardziej wyczekiwałam. Wszystkie spotkania jednak to takie moje małe święto. Nie udało mi się tylko dotrzeć do Remigiusza Mroza, bo jak widziałam co się działo, to zwyczajnie nie miałam ochoty brać udziału w tym cyrku. Teraz będzie znacznie więcej zdjęć niż pisania, zatem zapraszam na małą fotorelację ze spotkań z autorami. 

Sobota

Na pierwszy ogień - Katarzyna Berenika Miszczuk, która podpisała mi Obsesję oraz świeżutko zakupioną Jagę



PS. Uwielbiam wianki! A Katarzyna Miszczuk wyglądała w swoim cudownie :) 


Drugą autorką którą miałam przyjemność spotkać - po raz pierwszy - była Agnieszka Krawczyk, która podpisała Zakochane Zakopane i Najmilszy prezent. Aż wstyd, ale oprócz opowiadania świątecznego nie czytałam jeszcze żadnej książki autorki, więc mam nadzieje, że to pierwsze spotkanie będzie udane. 




Pomiędzy jednym a drugim spotkaniem udało mi się złapać Nataszę Sochę. Pokój kołysanek to przepiękna, wzruszająca powieść którą teraz mam z autografem. 


Uwielbiam koszulkę Nataszy! 


Agata Przybyłek to przemiła, ciepła osóbka! Uwielbiam jej serię z domkami i z rozmowy z autorką dowiedziałam się co nieco o serii. No i udało mi się zdobyć podpis w Najlepsze co mnie spotkało i w świeżutkim Bądź moim światłem



Jedno z najfajniejszych sobotnich spotkań to spotkanie z Alicją Sinicką. Ala jest niesamowicie sympatyczną, miłą, otwartą i pełną pozytywnej energii osóbką. Rozmawiałyśmy dobrych kilka (a może kilkanaście) minut i gdyby nie kolejka to mam wrażenie, że mogłybyśmy przegadać tak całą godzinę. Ala poświęcała każdemu tyle samo uwagi i uśmiechu. I wcale nie zraziło jej to, że nie czytałam jeszcze Winnej, którą dla mnie podpisała. 




Magdalena Kordel podpisała mi Serce z piernika, które w końcu muszę przeczytać! Teraz będzie większa motywacja. 



Nie mogłabym pominąć spotkania z Magdaleną Witkiewicz, to chyba już czwarte z tą autorką. Ale to taka fajna, taka miła osoba, że nie sposób pominąć spotkanie :) No i oczywiście Uwierz w Mikołaja z autografem będzie smakować lepiej ;) Oprócz tego mam autograf również w Po prostu bądź - pierwszej książce Pani Magdy jaką przeczytałam. 



Niemalże w ostatniej chwili udało mi się załapać na spotkanie z Krystyną Mirek. Autorka podpisała Tam gdzie serce twoje i nowiutki Świąteczny sekret. 



Ostatnie spotkanie w sobotę należało do Anny H. Niemczynow. Pełne dobrej energii, ciepła, pięknych gestów i słów. I wreszcie mam Życie Cię kocha, Lili, z autografem! 





Niedziela 

W niedzielę spotkań było mniej, było za to to najbardziej wyczekiwane - spotkanie z Agnieszką Olejnik, której przeczytałam wszystkie książki i którą biorę w ciemno. Zawsze. Cudownie było spotkać ulubioną autorkę, porozmawiać nie tylko na książkowe tematy. To najlepsze spotkanie tej edycji Targów! :) Na dodatek, mam podpisaną Szczyptę nadziei. 





Później spotkałam się z Jagną Kaczanowską i Justyną Bednarek, autorkami Ogrodu Zuzanny i Okruchów dobra, które uważam za najlepszą świąteczną książkę. Autorki są mega pozytywnymi osóbkami, które ciągle mogą się śmiać! 




(Kusił mnie mem z tych zdjęć.. Jednakże moje zdolności graficzne mogłyby ponieść klęskę w starciu z tym zadaniem.) 

Ostatnie spotkanie - z Magdą Stachulą, która podpisała Zakochane Zakopane




Tegoroczne Targi Książki w Krakowie obfitowały u mnie w spotkania z autorami, sporo zdobytych autografów, trochę zakupionych i wymienionych książek. Przede wszystkim jednak to były cudowne dwa dni w świecie literatury. Patrząc na ilość ludzi na targach nie wydaje się, że w Polsce się nie czyta. To bardzo budujące i aż serce rośnie widząc tylu czytelników zafascynowanych książkami i literaturą.  Przez całe dwa dni towarzyszył mi mąż - bardzo cierpliwie znosił moje wybuchy ekscytacji, bieganie pomiędzy wydawnictwami, przeciskanie się przez tłumy ludzi i targanie książek. Jest też autorem wszystkich zdjęć. Dziękuję!





niedziela, 3 listopada 2019

Krakowskie Targi Książki

Za nami bardzo książkowy weekend, obfitujący w spotkania, zakupy i mnóstwo czytelniczych emocji Międzynarodowe Krakowskie Targi Książki to dla wielu z nas wielkie święto na które wyczekujemy cały rok. Trwające cztery dni wydarzenie znane jest nie tylko w Polsce ale i na świecie, a stolicę małopolski odwiedzają znakomici pisarze i ludzie literatury z kraju i zagranicy. W tym roku po raz pierwszy świętowałam dwa dni - w sobotę i niedzielę i zdecydowanie są to najlepsze targi odkąd jeżdżę - od 4 lat. 

Brawo dla organizatorów Targów!
Po raz pierwszy od lat nie trzeba było stać w godzinowej kolejce do wejścia, jak w poprzednich latach. Już od bramy wejściowej były wyznaczone wejścia: dla gości, dla autorów, dla blogerów i osób posiadających bilety oraz do kas. To niesamowicie ułatwiło wejście i nie czekaliśmy w kolejce nawet minuty. Zdaję sobie sprawę, że przy tysiącach ludzi przybywających na targi to wcale ni jest łatwe. Tym bardziej: brawo, brawo, jeszcze raz brawo - nareszcie! 

Strzałem w dziesiątkę było utworzenie stref relaksu i postawienie ławeczek na trzeciej hali. O ile w sobotę na miejsce do odpoczynku trzeba było zapolować, tak w niedzielę już o wiele łatwiej było znaleźć wygodny fotel i chwilę odpocząć. Przy całodniowym pobycie to bardzo przyjemna perspektywa. 

Nie byłoby możliwości poruszania i odnalezienia się, gdyby nie mapy-plany targów. Od lat się sprawdzają w wersji papierowej, są naprawdę przejrzyste i ładnie opisane. Na prawdę nie wyobrażam sobie poruszania się bez tych planów. Na szczęście były dostępne tuż przy wejściu i w informacji. Punkty informacji również były bardzo pomocne, a panie i panowie którzy je obsługiwali poinformowani i uprzejmi. 

Organizowane akcje. Nie tylko spotkania z autorami, ale konkursy, automat z książkami, akcja książka za książkę (oddajesz książkę - dostajesz rabat na nową) czy z półki na półkę. Szczególnie ta druga, organizowana przez lubimyczytac.pl strasznie mi się spodobała! O akcji więcej niżej. 

Nie podobała mi się organizacja spotkania z Remigiuszem Mrozem. Okej, autor jest niesamowicie lubiany i wcale nie dziwiły mnie tłumy fanów. Najsmutniejsze jest to, że byli tacy którzy kulturalnie czekali w kolejce już nawet 3 godziny przed spotkaniem i... nie dostali się. Bo obok utworzyła się druga "kolejka", a raczej dzicz która wpychała się na siłę. Organizatorzy mogli przewidzieć, że tak będzie i mogli utworzyć kolejki z barierek - jak zresztą było w innych salach, a tu tego zabrakło. Za to niestety duży minus. 

Niezmiennie też pozostaje na targach problem tłoku i bardzo ciasnych przejść pomiędzy stoiskami. Spotkania z autorami organizowane są przez większość wydawnictw na mikroskopijnej przestrzeni. W tłumie ciężko jest się poruszać i nawet oddychać. Zdaję sobie sprawę, że to kwestia budynku, ale warto byłoby pomyśleć na przyszłość o zapewnieniu większej przestrzeni.

Dużym minusem jest też to, że osoby które posiadają bilety jednodniowe nie mogą opuścić hali i wrócić na przykład za godzinę na tym samym bilecie. Wielka szkoda, bo na hali jest naprawdę tłoczno, a często czekamy na spotkanie z autorem kilkadziesiąt minut czy nawet kilka godzin. To idealna okazja by się przewietrzyć i zaczerpnąć świeżego powietrza. Jednakże kupowanie biletu po raz drugi zniechęca.. i wcale mnie to nie dziwi. A gdyby tak można było wyjść i wrócić, to z pewnością byłoby luźniej na halach, w strefach wypoczynku i kawiarniach. 


Targowe zdobycze. Czyli autografy, zakupy i wymiana

Pierwszy stosik, to książki które już miałam i zabrałam z domu by zdobyć autograf. 

Udało mi się spotkać z Katarzyną Bereniką Miszczuk, Nataszą Sochą, Alicją Sinicką, autorkami Zakochane Zakopane, m.in. Magdą Stachulą i Agnieszką Krawczyk, Justyną Bednarek i Jagną Kaczanowską, Anią Niemczynow, Magdaleną Witkiewicz, Magdaleną Kordel, Agatą Przybyłek i Krystyną Mirek. Więcej o spotkaniach będzie w drugiej części relacji. :) 




Drugi stosik, to książki kupione na targach - we wszystkich udało mi się też zdobyć autografy. Jak widać, dominują książki świąteczne, bo Krakowskie Targi Książki to pierwszy wysyp takich książek. Niedługo zatem zacznę się wprowadzać w świąteczny klimat :) 

Jesteś powołany i stworzony do szczęścia - Ojciec Leon Knabit
Uwierz w Mikołaja - Magdalena Witkiewicz
Bądź moim światłem - Agata Przybyłek
Najmilszy prezent - Agnieszka Krawczyk 
Jaga - Katarzyna Berenika Miszczuk
Świąteczny sekret - Krystyna Mirek
Przestań narzekać, zacznij żyć - Ojciec Leon Knabit
Szczypta nadziei - Agnieszka Olejnik 



Trzeci stosik - ten który najbardziej cieszy, to książki wygrane i wymienione w wymianie organizowanej przez Lubimy czytać - Z półki na półkę

Jestem pod wrażeniem tej akcji i świetnego pomysłu! Każdy uczestnik targów mógł przynieść 5 książek na wymianę i tyle samo potem odebrać. Na wymianę były książki od wydawnictw oraz te, które przynieśli inni uczestnicy. Byłam pozytywnie zaskoczona, bo można było upolować naprawdę fajne książki! I tak razem z mężem z wymiany przywieźliśmy w sumie 6 książek: 

Dziewczyna, która czytała w metrze
Anielski kokon
Na gwiaździstych morzach - ta cieszy mnie szczególnie, bo od dawna na nią polowałam
Droga do marzeń
Blisko mnie
Słodkie życie

We wspólnym rytmie - wygrana w akcji Zdjęcie z książką 




W drugiej części relacji opowiem trochę o spotkaniach z autorami. Jedno jest pewne.. już się nie mogę doczekać przyszłych targów! 




sobota, 2 listopada 2019

O chłopcu który ujarzmił wiatr - William Kamkwamba, Bryan Mealer

O chłopcu który ujarzmił wiatr to prawdziwa historia Williama, który jako nastolatek ocalił mieszkańców rodzinnej wioski przed nieuniknioną śmiercią głodową.

W 2001 roku afrykańską wioskę nawiedziła straszliwa klęska głodu. Z powodu braku pieniędzy chłopiec musiał porzucić szkołę. Jednakże dzięki swojemu uporowi i kreatywności udało mu się odmienić życie setek ludzi. William Kamkwamba postanowił skonstruować wiatrak z części, które udało mu się znaleźć na złomowisku. Maszyna pozwoliła mu doprowadzić prąd do gospodarstw i nawodnić pola, ratując przed śmiercią głodową mieszkańców wioski.

Opowieść rozpoczyna się od wczesnego dzieciństwa Williama. Poznajemy osoby bliskie chłopcu, jego rodzinę, dom i środowisko w którym żyje. Chłopiec od dziecka wraz z rodzeństwem pomaga rodzicom na farmie kukurydzy. Jest bardzo zdolny i od najmłodszych lat drzemie w nim pragnienie zdobywania wiedzy. Ucząc się w szkole jest zafascynowany wieloma rzeczami, by w okresie wczesnego dojrzewania znaleźć coś czemu poświęca się w pełni. Zgłębiania wiedzy o elektryczności to hobby które fascynuje Williama i które chłopak bardzo chce zgłębiać. Klęska głodu która opanowała Malawię w 2001 pogruchotała marzenia Williama o dalszej nauce i rozwoju. Jednak nie poddał się i zrobił coś, co zmieniło losy mieszkańców wioski.

O chłopcu który ujarzmił wiatr to połączenie powieści przygodowej i biografii. Oprócz losów chłopca poznajemy kulturę afrykańską, zwyczaje i tradycje panujące w Malawi, na przykład szamańskie obrzędy. Poznajemy też tę brutalną stronę codzienności – walkę o przetrwanie, trudy codziennego zmagania ze zwykłymi czynnościami i niełatwe warunki życia mieszkańców. Klęska suszy jaka dotknęła kraj jest opisana w bardzo wiarygodny sposób – mocno przemawia do czytelnika i nie oszczędza przykrych szczegółów.

Wszystko co opisuje książka jest o tyle wiarygodne i rzeczywiste, że wydarzenia poznajemy z perspektywy głównego bohatera, który zarazem jest współautorem książki. To także sprawia, że mocniej przeżywamy wzloty i upadki Williama, mocniej przeżywamy to co on czuje i czego doświadcza.

Książka przede wszystkim pokazuje, że nauka, ciężka praca i determinacja w dążeniu do celu są najważniejszym krokiem do sukcesu. Pokazuje też barierę jaka jest pomiędzy nami – ludźmi żyjącymi w krajach rozwiniętych a ludźmi żyjącymi w krajach Trzeciego Świata. To my nie potrafimy docenić tego co mamy, tego co dla nas jest oczywiste – woda, prąd, zmieniające się pory roku. To co dla nas jest oczywistością, dla nich jest szczytem marzeń. To również triumf Williama – po tym jak poprzez swój upór ocalił mieszkańców rodzinnej wioski udało mu się wyjechać do Stanów Zjednoczonych, gdzie ukończył studia i rozpoczął pracę w organizacjach pomocy krajom trzeciego świata, działających na rzecz rozwoju i poprawy szkolnictwa w Afryce i Azji.

O chłopcu który ujarzmił wiatr to powieść pokazująca triumf marzeń, nauki i silnej woli. Powieść, która wzbudza motywację, wiarę w siebie i swoje marzenia. To książka dla tych którzy nie wierzą w swoje możliwości i dla tych, którzy potrzebują impulsu do działania.

Zapraszam po nowości - O chłopcu który ujarzmił wiatr i nie tylko do Taniej Książki.