wtorek, 13 listopada 2018

Dziewczyna z warkoczami - Anna H. Niemczynow

Paulina ma ciepły dom, kochających rodziców i oddaną przyjaciółkę Dagmarę. Jest młodą kobietą, niezwykle charyzmatyczną , prostolinijną i szczerą. Potrafi się cieszyć z każdej chwili, czerpie życie pełnymi garściami i zaraża innych swoim optymizmem i radością. Właśnie kończy studia pedagogiczne i od teraz na dobre ma wkroczyć w dorosłe życie. Jej dotychczasowe życie zmienia się diametralnie kiedy poznaje starszego od siebie Mikołaja. Nigdy nie podejrzewała, że najbliżsi mogą mieć przed nią tajemnice. Znajomość z Mikołajem wywoła burzę, a historia o dziewczynie z warkoczami którą snuje Mikołaj okaże się z pewnych powodów bardzo istotna nie tylko dla niego samego, ale i dla Pauli. 



Paula, jak już wcześnie wspomniałam jest bardzo oryginalną bohaterką. Wychowana w dobrym domu na grzeczną dziewczynkę i pilną uczennicę rzeczywiście taka jest, ale pod wpływem uczucia staje się dziewczyną prawdziwą spontaniczną, działającą pod wpływem impulsu i robiącą to, na co akurat ma ochotę, nie zważając na konwenanse. Jej zachowanie przypomina zachowanie nastolatki,ale nie ma w tym złego wydźwięku - jest beztroska, radosna, nie krępuje się - jest po prostu sobą. Chyba każdy z nas ma takie miejsca czy osoby, przy których czuje się w stu procentach swobodnie i nie musi ukrywać swoich wad i przywar. 

Dla Pauli właśnie taką osobą stał się Mikołaj - mężczyzna bądź co bądź sporo od niej starszy. Jego pojawienie się w życiu dziewczyny wywołuje chaos, ale jest też przyczynkiem do odkrycia prawdy o niej samej - prawdy, którą przez tyle lat udawało się ukrywać rodzicom przed ich jedyną córką. Skoro już o rodzicach mowa - nie ma wątpliwości, że bardzo, bardzo kochają Paulinę. Czasami ich miłość jest aż obezwładniająca. Dziewczyna ze wszystkich sił stara się spełniać ich oczekiwania. Ojciec jest zdecydowanie nadopiekuńczy, ale nie ma w tym chorobliwej obsesji - to po prostu miłość, która jest zbyt mocna, a jednocześnie zbyt krucha i niepewna. 

Pojawienie się Mikołaja ma wpływ nie tylko na życie Pauli, ale i na rodzinę Słupskich. Słupscy to rodzice Dagmary, przyjaciółki Pauliny. Jej matka, Hanna, zmaga się z chorobą alkoholową, a ojciec obwinia o jej stan. Dziewczyna nie ma łatwego życia. Jak sami mówią, Paula jest dla nich aniołem, promykiem który nad nimi czuwa. To właśnie do Słupskich przyjeżdża Mikołaj i dzięki Dagmarze poznaje Paulinę. 

Mikołaj jest dojrzałym mężczyzną, z pewnym bagażem doświadczeń i błędów. Ciągle wspomina dziewczynę z warkoczami - swoją dawną miłość, którą utracił. Była to tak silna miłość, że wciąż nie może o niej zapomnieć i mimo upływu lat rany które pozostały nie zabliźniły się, tylko wciąż bolą tak samo. Czy nowo rodzące się uczucie może być silniejsze?

Zawsze sceptycznie podchodzę do takich wątków, gdzie mężczyzna jest o wiele, wiele starszy od kobiety. I po raz drugi już jestem pozytywnie zaskoczona, ponieważ taki związek wcale nie musi być niesmaczny. Anna Niemczynow ukazała miłość dwójki ludzi, którzy pokochali się mimo różnicy wieku i przeciwności losu. Ta dwójka pasuje do siebie idealnie. Paula wnosi do życia Mikołaja świeżość, beztroskę i dziecięcą wręcz szczerość i radość, z Mikołaj naturalnym biegiem spraw się temu poddaje. Ten z kolei swoją dojrzałością i troską pokazuje prawdziwość swojego uczucia. Dla Mikołaja niejako powtarza się historia sprzed dwudziestu lat - wtedy też spotkał się z brakiem akceptacji ze strony najbliższych swojej ukochanej. 

Zaskakujące jest, jak splatają się losy tych dwóch osób. Jedno uzupełnia drugie, z dwóch historii powstaje jedna, która łączy dwa - niby różne, a jednak tak powiązane wątki. Bardzo mi się podobało kilka końcowych rozdziałów, po pokazują, że nawet najbardziej pogmatwane historie mogą się kończyć dobrze. I wśród szarości, beznadziei i smutku pojawiają się promienie słońca, które potrafią przebić się przez ciemność i cierpienie i pokolorować czyjeś życie. 

Anna H. Niemczynow ma specyficzny styl pisania. Ciężko mi jest go określić, ale w ogólnym rozrachunku wypada zaskakująco dobrze: książkę czyta się lekko, język jest estetyczny, a tekst dopracowany. Niestety zdarzały się błędy typowo redakcyjne: brak przecinków, brak dużych liter na początku zdania czy literówki. Oczywiście nie zaburza to fabuły, aczkolwiek wymagający czytelnik na pewno zwróci na to uwagę. 

Sięgając po Dziewczynę z warkoczami spodziewałam się lekkiej historii, niewyróżniającej się niczym szczególnym. Tymczasem dostałam mądrą, dojrzałą powieść o wielkiej miłości, sile uczucia i przewrotności ludzkich losów i dążeniu do realizacji marzeń. Nie jest idealna, bo niektóre kwestie są mało realne, z zbiegi okoliczności zbyt naciągane, ale stanowi przyjemną odskocznię od codzienności i skłania do zadumy i przemyśleń. Na pewno zostanie na dłużej w pamięci, a ja przynajmniej będą ją wspominać z pewną nostalgią, ale i uśmiechem na ustach. 


Książka bierze udział w wyzwaniu czytelniczym Zatytułuj się u Ejotka.



wtorek, 6 listopada 2018

Bez złudzeń - Mia Sheridan


Mia Sheridan od dawna podbija (szczególnie młode) serca czytelniczek. Sama od dawna miałam na półce jedną pozycję autorki, ale to najnowszą książkę autorki - Bez złudzeń przeczytałam jako pierwszą. Wokół twórczości Mii krążą zachwyty, ale pojawiają się też te mniej pochlebne głosy i bardzo się cieszę, że dane mi było przeczytać jej powieść i wyrobić sobie własne zdanie, chociaż jak wiadomo, po jednej książce trudno jest ocenić całość twórczości pisarki.


Historia przedstawiona przez Mię Sheridan jest wyjątkowa w swej prostocie, chociaż wcale nie jest łatwa ani pospolita.

Crystal jest striptizerką w klubie dla panów. Nie jest dumna z tego co robi i czuje do siebie obrzydzenie, ale trudna sytuacja życiowa nie pozostawia jej wyboru. Pewnego wieczoru do klubu w którym pracuje przychodzi Gabriel - mężczyzna elegancki, ale z wielkim strachem w oczach. Szybko się okazuje, że Gabriel jako dziecko został porwany i przez sześć lat więziony. Dramatyczne przeżycia z dzieciństwa sprawiają, że teraz panicznie boi się dotyku i bliskości drugiej osoby i z pomocą Crystal chce to zmienić.

Crystal poznajemy już jako małą dziewczynkę i dzięki temu potrafimy zrozumieć jej zachowanie jako dorosłej już kobiety, która poniekąd z własnej woli wykonuje pracę striptizerki  i oddaje swoje ciało obcym mężczyznom. Wyraźnie widzimy pogardę jaką czuje do samej siebie w związku z tym co robi. Przyznam, że przez pewien czas ją krytykowałam, bo skoro tak bardzo nienawidziła tego co robi i siebie zarazem, to dlaczego tego nie zakończyła? Przecież wystarczy naprawdę mocno chcieć. Dotarło do mnie jednak, że do głosu dochodzi paraliżujący strach i obawa przed zmianami, a także desperacka walka o przeżycie każdego dnia. Okazuje się, że potrzebny był znacznie silniejszy bodziec niż tylko chęć zmian - tym bodźcem w przypadku Crystal okazała się miłość. Miłość, jaką ofiarował jej Gabriel, mężczyzna, który miłości bardzo się obawiał. Ich znajomość nie od początku potoczyła się tak jakby tego chcieli. Dopiero wypadek któremu uległa Crystal spowodował, że zaczęli się do siebie zbliżać i odkrywać swoje słabości, przełamywać lęki i wydobywać z siebie najlepsze cechy, stopniowo obnażając przed sobą swoje dusze. Miłość fizyczna przyszła znacznie później i dlatego uczucie które ich połączyło było tak silne, piękne i czyste - bo nie zdominowane cielesnym pożądaniem.

Akcja książki toczy się spokojnie, choć nie brakuje w niej zwrotów  i zaskakujących wydarzeń. Nieśpiesznie odkrywamy postać Crystal, bo to ona jest zdecydowanie bardziej tajemnicza. Gabriel mimo traumy z dzieciństwa jest znacznie bardziej otwarty. Uczymy się bohaterów tak, jak oni uczą się siebie nawzajem. Bohaterowie są niezwykle wyraziści i realni - zarówno wewnętrznie jak i  zewnętrznie. Trudno jest stworzyć bohatera tak aby czytelnik mógł go sobie wyobrazić na każdym etapie czytania i w każdej sytuacji, a Mii Sheridan to się udało i za to należy jej się podziw.

Pisarka w moim mniemaniu do perfekcji opanowała dobieranie i dozowanie czytelnikom emocji. Nie zarzuca ogromem uczuć naraz ani nie skąpi ich. Jest odpowiednia wyważona dawka, czasem wydaje się, że te emocje są nieco tłumione przez ostrożność autorki. Być może spodziewałam się większej emocjonalności przy czytaniu książki, więcej wzruszeń, śmiechu i szybciej bijącego serca, ale jednocześnie nie mam autorce nic do zarzucenia. Narracja jest pierwszoosobowa, prowadzona z punktu widzenia Crystal i Gabriela, dzięki czemu łatwiej jest nam ich zrozumieć i poznać, bo mamy bezpośredni wgląd w ich myśli i uczucia.

Książka jest zarówno piękna co bolesna, wywołuje u czytelnika tyle samo smutku co nadziei i radości. Autorka w powieści zawiera mądre przesłanie: każdy człowiek zasługuje na miłość i szacunek, każdy może wydostać się z największego bagna w jakim się znalazł i każdy jest wartościowy, tylko musi te wartości w sobie odkryć i oszlifować. Historia Crystal uczy też, że nie wolno kogoś skreślać przez wzgląd na pochodzenie, wykształcenie czy wykonywaną pracę, bo każdy człowiek to inny zlepek uczuć, doświadczeń i przeżyć.

Pierwsze spotkanie z twórczością Mii Sheridan uważam za udane i mogę z czystym sumieniem polecić tę książkę. Na pewno też będę sięgać po inne pozycje autorki, mimo że generalnie wolę inną literaturę, to uważam że Mia pisze bardzo ładnie, uczuciowo i w na pozór błahych historiach zawiera wiele życiowej prawdy, a jej książki są wspaniałymi lekcjami.


Za książkę dziękuję wydawnictwu Edipresse. 


niedziela, 4 listopada 2018

Krakowskie Targi Książki 2018

Od Krakowskich Targów Książki minął już tydzień, a ja dopiero dzisiaj złapałam chwilę czasu aby co nieco Wam o nich napisać. W tym roku na targi wybrałam się z siostrą, która na targach była po raz pierwszy. 

W tym roku wokół KTK rozszalała się burza, fala krytyki poleciała w stronę organizatorów, a ja jestem zdania, że poniekąd sami sobie jesteśmy winni, że tak dużo czytamy i robimy tłum na targach. Oczywiście to żartem, ale fakt jest taki, że byłam niesamowicie dumna z nas, Polaków, że tak licznie byliśmy obecni na targach, bo to świadczy o tym, że Polacy jednak czytają, i zdaje się że dużo. 

Miałam przyjemność być na targach w sobotę, dzień najbardziej tłoczny, ale też właśnie w sobotę jest najwięcej autorów i atrakcji. Nasz grafik był napięty, ale udało nam się odwiedzić wszystkich których chciałyśmy, pochodzić po stoiskach a nawet zaliczyć nadprogramowo spotkanie z Anną Lewandowską. 

Pod Expo byłyśmy już po 9, a 15 minut później stały kilkunastometrowe kolejki do wejścia, bo wejście otwarte było dopiero przed 10. Ale wszystko szło sprawnie. Przez pierwszą godzinę można było jeszcze w miarę swobodnie pochodzić, ale potem.. potem było ciężko. I może jestem dziwna, ale dla mnie to ma swój urok i wcale nie przeszkadzały mi tłumy ludzi, przepychanie się między stoiskami i stanie w kolejkach do autorów. Przedstawię Wam krótką fotorelację, równocześnie pochwalę się wszystkimi podpisami i zdjęciami, bo to cieszy najbardziej :) 


Pierwsze spotkanie z Agatą Przybyłek wspominam chyba najmilej ze wszystkich. Pani Agata jest bardzo miłą i ciepłą osóbką :) 

Potem biegusiem do Agaty Czykierdy-Grabowskiej. 


W między czasie spotkanie z Anną Lewandowską :) 

Z Augustą Docher bardzo miło rozmawiało się o powieści Cała ja. 



Magdalena Witkiewicz niezmiennie cieszy się ogromną popularnością i trzeba było swoje w kolejce odstać, ale warto było by chwilkę porozmawiać. Teraz jeszcze bardziej czekam na najnowszą powieść Pani Magdy!


Najbardziej wyczekiwałam spotkania z Krystyną Mirek, bo jestem wciąż zauroczona Szczęściem za horyzontem. A Pani Krysia jest przemiłą osobą, teraz jeszcze bardziej chce się czytać jej powieści. 


Na sam koniec Alek Rogoziński - to tutaj zdecydowanie najdłużej czekałam w kolejce :) 


Oprócz spotkań udało mi się zdobyć Paranoję Katarzyny Bereniki Miszczuk, jako że autorka podpisała specjalnie na targi kilkadziesiąt egzemplarzy najnowszej powieści. I udało mi się kupić akurat egzemplarz z autografem! 



A oprócz Paranoi kupiłam Zakochane Zakopane. Nie mogłam się oprzeć! Nie tylko dlatego, że uwielbiam góry i Zakopane, ale też dlatego że tyle nazwisk kusiło z okładki.. :) 





Zapowiedzi książek od Czwartej Strony - trochę uchylają tajemnicy :) 




I oczywiście mnóstwo zakładek <3 





Niewątpliwie dużą atrakcją był Polonez - a ja jako fanka PRL-owskich aut byłam wniebowzięta!  






To już chyba tyle, i wiecie co? Nie mogę się doczekać przyszłorocznych targów! 

sobota, 20 października 2018

Cała ja - Augusta Docher

Cała ja to już moje kolejne spotkanie z twórczością Augusty Docher. Z każdą kolejną książką przekonuję się, że autorka jest otwarta na różne style i gatunki. Pisze dla dorosłych i dla młodzieży, spod jej pióra wychodzą powieści obyczajowe jak i fantastyczne. I co najważniejsze - robi to dobrze.

Kiedy trafiłam na świeżutką pozycję Pani Augusty nie oczekiwałam zbyt wiele. Ale ta książka jest inna. Poważniejsza, poruszająca tak trudny i delikatny temat, że czasami aż boimy się o tym myśleć. Jednocześnie autorka podeszła do tego tematu z niezwykłą subtelnością i ogromnym taktem, dzięki czemu nie odczuwamy aż ta jego ciężaru i o wiele łatwiej jest go przyswoić. Nie mogę zdradzić o co konkretnie chodzi, bo zepsułabym Wam całą przyjemność z czytania, ale jestem przekonana, że Wasze odczucia będą zbieżne z moimi. 

Cała ja to historia dwóch młodych dziewczyn, które na pozór wydaja się być zupełnie różne.
Milena pochodzi z jednej z najbogatszych polskich rodzin. Niczego jej nie brakuje pod względem materialnym, jednak w niedalekiej przeszłości spotkała ja straszna tragedia - w wypadku zginął jej ukochany tata. Od tego czasu jej życie wypełnia smutek. Ponadto Milena ma kompleksy na punkcie swojego wyglądu i z tego właśnie powodu myśli, ze nie ma szczęścia w miłości. Z kart powieści wyłania się jasny i wyrazisty obraz dziewczyny.

Paula natomiast to postać skryta i owiana otoczką tajemniczości. Jest dziewczyną samotnie mieszkającą w Grabówku, nie ma żadnych znajomych, nie wyróżnia się niczym szczególnym, nie wiemy nic o jej przeszłości. Jest szarą myszką pragnącą ukryć się przed światem. 

To co Pani Augusta zrobiła jest nie do opisania. Autorka bardzo pięknie pisze o rzeczach trudnych. Czasami wydawać by się mogło, że ogrom cierpień i niefortunnych zbiegów okoliczności jakie spadają na bohaterki są nierealne i przerysowane, ale to co przydarzyło się Milenie albo Pauli mogło przydarzyć się każdej z nas. Tyle bólu i cierpienia jakie spotkały Milenę ciężko udźwignąć, a jednak dziewczyna potrafiła zawalczyć i stawić czoła życiu, kiedy wydawało się, że nic nie jest już w stanie jej uratować. Najpierw śmierć ojca i  pechowy związek, potem jeszcze bardziej niefortunne zakochanie się w o wiele starszym od niej przyjacielu rodziny - Jacku, aż w końcu rewelacje jakie po latach wychodzą na jaw to zbyt wiele dla tak młodej osoby.  Siła miłości potrafi jednak czynić cuda.

Paula również nie ma lekko. Jej historia jest mniej burzliwa i chyba bardziej do mnie trafiła. Wyłania się z niej obraz narodzin prawdziwej przyjaźni. Za sprawą młodego pół Polaka, pół Holendra dziewczyna poznaje też nowe oblicze miłości - czystej, bezpiecznej i radosnej, choć bardzo się przed nią wzbrania. Widać, jak z dnia na dzień Paula odżywa, staje się pogodna i pewna siebie. Ale też nie ma łatwo i musi stawić czoła przeszkodom, choćby takim jak napastowanie w pracy czy bolesna przeszłość niedająca o sobie zapomnieć. 

Przyznam że Paweł - Paul od samego początku wzbudził moją sympatię i całym sercem mu kibicowałam. Podobała mi się jego postawa i przede wszystkim to, że nie stchórzył gdy głos zabrały demony z przeszłości Pauli. Paweł to bardzo odpowiedzialny młody mężczyzna, który z pewnością skradnie serca wielu czytelniczek. 

Cała ja to powieść nie tylko o ranach z przeszłości i cierpieniu. Bohaterki muszą zmierzyć się z własnymi lękami i pokonać pewne granice, przede wszystkim te siedzące w głowie. To powieść o tym, jak trudno jest przebaczać, ale równocześnie o tym, jak oczyszczające jest przebaczenie, na początek samemu sobie. Cała ja naznaczona jest bólem ale też nadzieją. Pokazuje jak wiele złego może wyrządzić kłamstwo i tajemnice. Przede wszystkim jednak to historia o trudnych decyzjach i wyborach niemalże niemożliwych, o trudach dorastania, miłości porywczej, młodzieńczej i tej spokojnej, dojrzałej. Czyta się z zapartym tchem. Emocjonalny rollercoaster. 

niedziela, 14 października 2018

Wielka wymiana książkowa Przeczytaj i podaj dalej

Od pewnego czasu na mojej półce miejsce kurczy się w zastraszającym tempie (mimo że przecież wcale nie kupuję książek!). I oczywiście są takie książki, których za nic nie oddam, ale są też takie, które z bólem bo z bólem, ale chętnie oddam w dobre ręce, żeby dostały jeszcze drugie życie, a nie kurzyły się na półce. Z pomocą przychodzi akcja organizowana przez Save the Magic Moments i Socjopatkę.  Akcja jest prosta: wystawiamy swoje książki na wymianę i szukamy u innych książek które nas zainteresują. I wymieniamy się! 

Mam nadzieję, że chociaż część moich książek znajdzie nowy dom. Dawajcie znać czy coś Was zainteresowało! :) 

stan idealny


stan bardzo dobry


stan bardzo dobry

stan idealny


stan idealny


stan dobry

stan dostateczny

stan bardzo dobry

stan idealny


stan idealny


(w języku angielskim)
stan dostateczny

stan dobry

czwartek, 4 października 2018

Szczęście za horyzontem - Krystyna Mirek

Szczęście za horyzontem 
 Krystyna Mirek




Uwielbiam odkrywać nowych autorów, a zwłaszcza polskich. Chociaż o Pani Krystynie Mirek słyszałam już dawno, to wciąż brakowało sposobności by zapoznać się z jej twórczością. W końcu zdarzyła się okazja i sięgnęłam po Szczęście za horyzontem. Początkowo z obawami i pewnym dystansem, ale szybko przekonałam się, że bez potrzeby. 

Nie pamiętam kiedy ostatnio pochłonęłam książkę w trzy dni. Uwierzcie, że kiedy książka naprawdę wciąga, przeszkody typu dużo obowiązków czy brak czasu nagle okazują się do przeskoczenia. Wtedy czyta się bez opamiętania, wykorzystuje każdą wolną chwile. Uwielbiam ten stan.

Szczęście za horyzontem to historia Justyny, której życie zmienia się w wyniku jednej niefortunnej decyzji. Traci wszystko co stanowiło jej uporządkowane, eleganckie życie: pracę, mieszkanie i partnera. Drugim torem biegnie historia Janka, wdowca i ojca wychowującego trójkę dzieci. Mężczyzna żyje w skrajnej nędzy i mimo ogromnych starań nie potrafi zapewnić swojej rodzinie lepszych warunków. Ich drogi się krzyżują zupełnie przypadkiem, a spotkanie tych dwojga na zawsze odmienia życie Janka i Justyny. 

W pierwszej chwili myślałam, że nie polubię Justyny, bo jest zupełnie inną osobą niż ja. Nie podobał mi się jej styl życia, ani decyzje jakie podejmowała, a już w zupełności nie rozumiałam jej postępowania. Szybko jednak, dzięki tej powieści nauczyłam się, żeby nie oceniać ludzi po wyglądzie czy po samym zachowaniu. I o ironio, nauczyła mnie tego sama bohaterka. Potem poszło już jak z płatka. Zaprzyjaźniłam się z Justyną i patrząc z perspektywy czasu, nawet potrafię ją zrozumieć. Zaszła w niej jednak głęboka przemiana i stała się zupełnie nową, lepszą osobą. 

Inaczej było w przypadku Janka - tego polubiłam od razu, mimo, że powierzchownie wydaje się być oschłym, surowym mężczyzną, nieczułym na krzywdę własnych dzieci. Mimo tego, w głębi serca czułam, że jest dobrym człowiekiem, mocno doświadczonym przez los i ostrożnie podchodzącym do życia - i nie pomyliłam się. 

Ogromną moją sympatię zdobyły dzieci Janka - Wiktor, Emilka i Leoś. Te dzieci, mimo, że żyją ubogo i nie mają takich wygód jak inne dzieci, potrafią cieszyć się z każdej drobnostki, są gotowe wskoczyć za sobą w ogień i całym sercem kochają ojca. To właśnie ta książka uświadomiła mi też, że im mniej mamy, tym więcej rzeczy potrafimy w życiu docenić. 

Moją sympatię zdobyła też babcia Łabędzka, co dziwne, bo jest ukazana w książce jako plotkara, kobieta bezwzględna nie mająca serca. Wydaje się, że jest przeciwko własnemu zięciowi i wnukom, chociaż to jedyne jej bliskie osoby. Czuję jednak, że pod skorupą surowości kryje się kobieta która nie potrafi okazać miłości, choć bardzo jej pragnie i wiele jej w sobie ma. I choć Justyna jej nie polubiła, myślę, że są w pewien sposób do siebie podobne i przy odrobinie chęci i szczerej rozmowie, mogłyby się dogadać i sobie pomóc.

Wszyscy bohaterowie - ci główni, którzy grają główną rolę, jak i ci troszkę mniej ważni, aż do występujących w tle są wspaniale wykreowani. Barwni i żywi, dzięki czemu książka wypada naturalnie. 

Historia Justyny i Janka - bo teraz już tak można ją nazywać to historia dwójki ludzi zagubionych w świecie, szukających odkupienia. Nie jest to powieść o wielkiej miłości, bo skupia się na zupełnie czym innym, ale gdzieś tam spomiędzy kart wyłania się uczucie. Czasami wydawała mi się trochę nierealna - zwłaszcza początek, ale szybko o tym zapomniałam i dałam się porwać. Nie ma tu zbędnych dramatów, bo historia sama w sobie jest nieco gorzka, i bardzo podoba mi się, że pisarka nie dodawała niczego na siłę. Pani Krystyna bardzo prawdziwie ukazuje realia polskiej wsi. Sama pochodzę ze wsi i wiem, że w tak niewielkiej społeczności każde niecodzienne wydarzenie jest przez długi czas na językach mieszkańców. 

Styl Krystyny Mirek jest dokładnie taki jak lubię: lekki, plastyczny, a język prosty i przyjemny w odbiorze. Czytałam z zapartym tchem. Rzadko się wzruszam, a w przypadku tej powieści zdarzyło mi się to kilkakrotnie.  I miałam ten trudny dylemat czytelnika: czytać jak najszybciej, żeby już się dowiedzieć co będzie, czy jak najdłużej by móc się rozkoszować powieścią? 

Zakończenie książki wzruszyło mnie najmocniej. I tak się zastanawiam, czy będzie kontynuacja? Bo właściwie zakończenie jest otwarte,ale czy autorka pokusi się o opowiedzenie nam dalszych losów bohaterów? Z jednej strony jestem ich bardzo ciekawa, ale z drugiej - czy tak jak jest, nie jest idealnie? 

Szczęście z horyzontem to przepiękna, poruszająca powieść o ludzkiej słabości, popełnianiu błędów i poszukiwaniu drogi. To również historia o matczynej miłości, poświęceniu i bezinteresowności. Autorka pokazuje przede wszystkim, że nie mamy prawa oceniać ludzi po pozorach i że z każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji jest wyjście. Wzruszająca, przepełniona ciepłem, okruchami szczęścia i miłością powieść o blaskach i cieniach codzienności. Niosąca pozytywną energię i zastrzyk nadziei. 


Za książkę dziękuję  Wydawnictwu Edipresse Książki.


poniedziałek, 1 października 2018

Premiery października, na które czekam

Chociaż dawno nie robiłam podsumowań ani planów na kolejny miesiąc, tak dziś naszła mnie ochota żeby troszkę popisać o wrześniowych dokonaniach i październikowych planach. Będzie to takie trochę pisanie bez składu i ładu i niekoniecznie o książkach. ;-)

Po pierwsze - we wrześniu przeczytałam przepiękną książkę, która mocno chwyciła mnie za serce. Szczęście za horyzontem, bo o niej mowa, to pierwsza książka Krystyny Mirek jaką przeczytałam. Nie znałam autorki, ale tą powieścią od razu mnie uwiodła. Dawno nie pochłonęłam książki w 3 dni, dawno nie czułam tylu emocji podczas czytania. Niebawem ukaże się recenzja, w której opowiem Wam nieco więcej o książce.



Wrzesień był też dla mnie miesiącem powrotu to rzeczywistości, bowiem w sierpniu wróciłam na stałe do Polski i początkowo ciężko było znów przestawić się na inny tryb życia. Dopiero we wrześniu z każdym dniem przychodziła stabilizacja, pewnego rodzaju rutyna i nowy początek. Bardzo mi się ta nowa rutyna podoba i jestem przeszczęśliwa, że znów jestem tu, gdzie jest moje miejsce - wśród znajomych lasów, górek i dolin i najważniejsze - wśród bliskich. 

Wrzesień to miesiąc wielu decyzji i zarazem początek realizacji marzeń. 

I wreszcie udało mi się pojechać w góry! Tęskniłam, a teraz jeszcze bardziej chcę tam wrócić, bo uwielbiam górskie wędrówki i to uczucie, kiedy stoję na szczycie. 


Październik za to to miesiąc książek! Znalazłam aż cztery premiery, które muszę mieć i muszę przeczytać. 






Pierwsze trzy są już co prawda w świątecznej szacie graficznej i tematyce, więc pewnie część z nich zostawię sobie na troszkę późniejszy czas. 

I najważniejsze - ostatni weekend października to Targi Książki w Krakowie! Byłam 2 lata temu i już się nie mogę doczekać tegorocznej edycji. Kto z Was będzie? Ja już od dawna wypatruję planu targów, rozpiski spotkań z autorami. Będę na pewno w sobotę, ale jeśli w inny dzień będzie się działo coś interesującego, to też postaram się być. Nie mogę się doczekać! 


Dla wielu październik to powrót na studia, szaro-bura pogoda i znienawidzona przez sporą część jesień. Ja październik witam z uśmiechem i pozytywnymi myślami. I tego samego Wam życzę. Będzie cudownie!