wtorek, 8 stycznia 2019

PRZEDPREMIEROWO: Mów szeptem - Agnieszka Olejnik

30 stycznia 2019 roku wydana nakładem Wydawnictwa Kobiecego swoją premierę będzie miała książka Agnieszki Olejnik Mów szeptem. Miałam przyjemność przeczytać ją przedpremierowo i wiecie, to niesamowite uczucie, gdy czytając pierwszą książkę w Nowym Roku od razu trafia się na perełkę.


Mów szeptem, kiedy mówisz o miłości. 

Agnieszka Olejnik - szczęśliwa mama, nauczycielka i ogrodniczka. Cieszy się życiem i jego smakami. Zaraża Czytelników optymizmem zgodnie z zasadą, że dobrem należy się dzielić. 

Pisze powieści głównie obyczajowe, dla kobiet, ale w swoim dorobku ma też kryminały, książki dla młodzieży, a nawet literaturę dziecięcą. Cechą rozpoznawczą autorki jest piękny, estetyczny i elegancki język, niebanalność poruszanych tematów, odpowiednio dobrany, lekki styl, nieprzytłaczający powagą tematyki i niesamowita mądrość bijąca z kart powieści.

Mów szeptem to książka inne niż dotychczas: o nastolatkach – dla nastolatków i dorosłych, obyczajowa z domieszką kryminalnej zagadki.

Witek jest miłośnikiem Szekspira i geniuszem matematycznym, obdarzonym niebywałą pamięcią – jak sam twierdzi, nie potrafi zapomnieć czegoś, co już raz zobaczył. Ale naprawdę wyjątkowym czyni go to, że potrafi widzieć słowa jako kolory. Wit gorzej znosi kontakt ze światem niż jego rówieśnicy. Zewnętrzne bodźce są dla niego trudne do przyswojenia, nie potrafi nawet swobodnie rozmawiać, nie umie kłamać. Dopóki żyła jego matka, łatwiej mu było odnaleźć się w życiu. Po wypadku, w którym zginęli jego rodzice Witkiem zajęła się zapijaczona babcia. Dziewiętnastoletni Wit jest inny niż wszyscy i bardzo samotny.

Madelaine przyjeżdża do Polski z Irlandii, by tu zacząć nowe życie. Jest skryta i małomówna, ale to nie zniechęca Witka. Chłopak widzi ją w najpiękniejszych barwach – porównuje ją do jesiennego lasu. Magda- bo tak się przedstawia, mieszka sama. Chcąc sobie dorobić udziela korepetycji z języka angielskiego. Wyróżnia się tym, że nosi dziwaczne, oryginalne ubrania, w większości samodzielnie przez nią uszyte.

Witek i Magda nawiązują znajomość telefoniczną. Magda nie wie, kim jest jej rozmówca. Żadne z nich nie chce się angażować uczuciowo. Wit właściwie nie zna miłości, a Madelaine uważa, że miłość niesie za sobą ból i cierpienie. Gdy wpada w kłopoty, okazuje się, że muszą działać razem, aby ochronić siebie nawzajem.

Rzadko spotyka się tak wspaniale wykreowanych bohaterów, o których opowiada się z taką łatwością, i o których tak wiele chciałoby się opowiedzieć. Przede wszystkim są oryginalni, a jednocześnie tak naturalnie zwyczajni. Mimo wszystkich problemów i trudnej przeszłości są zwykłymi nastolatkami.

Witek ma trudności w dostosowaniu się do otaczającego go świata. Pani Beata, psycholog, jest jedyną osobą, której chłopak ufa. Sama psycholożka jest zafascynowana swoim pacjentem, bo nigdy nie spotkała tak nietypowego przypadku. Z kolei Madelaine jest bardzo skryta i tajemnicza. Ukrywa bolesną przeszłość i nikomu się nie zwierza ani nikomu nie ufa.

Nastolatkowie noszą w sobie ogrom bólu i samotności. Samotni z wyboru sami nie zdają sobie sprawy, jak bardzo potrzebują czyjejś obecności. Dopiero gdy odnajdują siebie nawzajem – w rozmowach przez telefon, zaczynają rozumieć, że pragną drugiego człowieka. Powoli nawiązuje się między nimi nić porozumienia i zaufania.

Akcja książki rozwija się stopniowo, w odpowiednio wyważonym tempie. Początek to proces poznawania się Magdy i Witka i budowania zaufania, po którym przychodzi punkt zwrotny, kulminacyjny – zdarzy się coś, co postawi młodych w niebezpieczeństwie. Ich przyjaźń zostanie wystawiona na wielką próbę. I przychodzi kolejny etap, który dla nich jest pewnego rodzaju walką o przetrwanie.

Ostatni raz zdarzyło mi się zarwać noc dla książki jeszcze w liceum – czyli dobre 5 lat temu. Aż do teraz, aż do Mów szeptem. Ta książka to emocjonalna bomba, tak bardzo wciągająca i absorbująca czytelnika, że cały świat zewnętrzny przestaje istnieć. Pozostajemy tylko my i para nastolatków. Cudowny Witek, który w chwilach bezradności cytuje Szekspira niezwykle odważna i mocno doświadczona przez życie Madelaine.

Mów szeptem jest powieścią niezwykłą, z pewnością najbardziej oryginalną w dorobku autorki. Niby realna, bo wszystko przedstawione jest bardzo wiarygodnie i obrazowo, a z drugiej strony podszyta nutką jakiejś magii i niezwykłości. Z pewnością zasługę mają tu bohaterowie, którymi chyba nie przestanę się zachwycać. Klimatem przypomina nieco uwielbianą przeze mnie Drugą szansę Katarzyny Bereniki Miszczuk - również pojawia się motyw szpitala psychiatrycznego i elementy grozy. Powieść jest jednak zupełnie inna, wymyka się wszelkim schematom. Na dodatek okładka tak cudnie pasuje do treści! Początkowo mi się nie podobała, bo była taka - jak to moja siostra określiła "nie-agnieszkoolejnikowa", ale po przeczytaniu stwierdzam, że nie mogło być idealniej. 

Agnieszka Olejnik porusza trudne tematy choroba i wynikające z niej trudności w odbieraniu świata i bodźców zewnętrznych. Samotność, pragnienie zrozumienia i bliskości, a równocześnie strach przed nią. Przemoc na tle seksualnym i ogrom bólu i blizn na duszy jakie na zawsze pozostają w człowieku. 

Czy może być mowa o miłości w przypadku tej dwójki? Obydwoje stawiają pierwsze kroki w dorosłym życiu, poznają siebie nawzajem i uczucie, które się między nimi rodzi.  Sama nie wiem, jak to opisać. Niewątpliwie jest między nimi coś niezwykłego. To coś bardzo delikatnego, płochliwego i kruchego, równocześnie jest bardzo czyste, zbudowane na zaufaniu, które jest solidną podstawą, równocześnie bywa chwiejne i niepewne.  Czy jest  jakieś uczucie silniejsze niż miłość, ale równie piękne? 

Mów szeptem to wyjątkowa powieść o dwójce młodych ludzi wrzuconych w dorosłe życie, bez ostrzeżenia, bez taryfy ulgowej. Bohaterowie - żywi, barwni, oryginalni są potężnym atutem książki. Historia Witka i Madelaine jest przepełniona samotnością, bólem i strachem. Trzyma czytelnika w niepewności, emocje przy czytaniu są ogromne, a książkę czyta się w zawrotnym tempie. Dla mnie Mów szeptem znajdzie się w trójce najlepszych książek autorki (których już przecież napisała sporo!). Na pewno spodoba się nastolatkom, jak również dorosłym. Piękna, tajemnicza, okraszona szczyptą jakiejś wyjątkowej magii, z odpowiednią dawką grozy powieść o samotności, inności i miłości czystszej i silniejszej niż jakiekolwiek uczucie. 


Za możliwość przeczytania książki przedpremierowo dziękuję autorce i Wydawnictwu Kobiecemu


piątek, 4 stycznia 2019

Zakochane Zakopane

Piękna okładka, melodyjnie brzmiący tytuł, nazwiska lubianych autorek kuszą czytelnika do sięgnięcia po Zakochane Zakopane. Rozświetlone ciepłym światłem okna pensjonatu zachęcają by zajrzeć do środka i zobaczyć, jacy ludzie przyjechali spędzić ostatnie dni roku w Zakopanem. Opowiadania są słodko-gorzkie, ale - jak się wymaga od takich zbiorów są przyjemne, ciepłe, cukierkowo urocze. Niestety nie wszystkie mnie porwały i chyba żadne nie wywołało we mnie zachwytu, ale były też takie które zapadły mi w pamięć i które czytało się znakomicie.

Jednym z takich opowiadań jest Idealna para, autorstwa Magdy Stachuli, której twórczości dotąd nie znałam. Pisarka stworzyła bardzo realnych bohaterów, idealnie pasujących do obecnych czasów. Żyjąc w dobie Internetu nie zdajemy sobie sprawy, że wiedziemy tam, mimowolnie, drugie życie. Historia Anity i Adama jest jedną z najbardziej prawdziwych i aktualnych, niestety również bolesnych, ale jednocześnie tętniących nadzieję i wiarą, że prawdziwa miłość wiele przetrzyma i pokona mnóstwo przeszkód i trudności.

Agnieszka Krawczyk w swoim opowiadaniu uczy, że małe kłamstewka to też kłamstwa, które w końcu wyjdą na jaw, oraz że nie można budować związku na kłamstwie, bo miłość to uczucie piękne i czyste, które nie powinno być pobrudzone oszustwem. Uczy też, że aby być akceptowanym przez innych, najpierw trzeba zaakceptować samego siebie.

Opowiadanie Krystyny Mirek to losy Marii i Franciszka. Po niemalże 20 latach małżeństwa ich uczucia są wciąż silne i gorące, choć młodzieńczą radość i wypieki na twarzy pokrył nieco kurz i mieszkanie pod jednym dachem z matką Franciszka. Marysia nigdy jednak nie narzekała, razem z mężem pracuje na wielohektarowym gospodarstwie i mimo tego, że obydwoje niewiele mają do powiedzenia przy apodyktycznej matce, potrafią żyć ze sobą w zgodzie i miłości i nie obwiniać siebie nawzajem o to, jak żyją. To piękne opowiadanie zwraca uwagę na wartości, które są tak ważne, a przez wielu uważane za staroświeckie: praca, rodzina, zgoda i szacunek. 

Bardzo spodobała mi się historia napisana przez Annę Niemczynow. Historia pewnej fryzjerki, Danusi, która uwielbia to co robi, oraz jednego z jej klientów – Miecia i jego trzech córek. Pisarka pięknie ukazała ojcowską miłość i troskę oraz to, ile trudu i wyrzeczeń kosztuje samotne wychowywanie dzieci. Córki Miecia to rezolutne dziewczynki, będące dla niego całym światem i sensem istnienia. Wprowadzają radość i śmiech do trudnego życia rodziny. Również Danusia wniesie do życia Miecia i jego córek odrobinę ciepła i radości. Podziwiam autorkę, bo potrafi nieskrępowanie pisać o Bogu, co jest nie lada wyzwaniem w dzisiejszych czasach. Mnie się to bardzo podoba.

Serce z brystolu opowiada o szkolnej miłości sprzed lat i nieoczekiwanym spotkaniu podczas wyjazdu. Ona – wciąż szukająca miłości, tkwiąca w niezdrowym związku jako ta trzecia, on – artysta szukający swojego miejsca. Dojrzali, bogatsi w doświadczenie. Czy dawne uczucie odżyje, a Małgorzata i PIOTR w końcu znajdą swoje miejsca przy sobie nawzajem ?

Opowiadanie Karoliny Wilczyńskiej uwiodło mnie tym, że nie jest typową historią miłosną. Agnieszka jest kobietą sukcesu. Pracuje w korporacji, której poświęca całe swoje życie zawodowe prywatne. Gdy zostaje wysłana na przymusowy urlop trafia do Zakopanego, jednak nie bez przeszkód. W drodze do tego zimowego miasta poznają Bernarda, który swoim ubiorem i stylem życia nie pasuje do Agnes, jednak gdy wyciąga pomocną dłoń, ona ją przyjmuje. Nie, nie zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia, ale dzięki Bernardowi, prostemu człowiekowi Agnieszka wiele zrozumiała i niejako przewartościowała swoje życie.

Magdalena Witkiewicz zabiera nas wraz z bohaterami w podróż z Gdańska do Zakopanego. Marta i Janusz są 20 lat po rozwodzie. Łączy ich tylko syn i niespodziewanie w Wigilię połączy ich samotność. To opowiadanie o zapominaniu dawnych krzywd i wybaczaniu, a także o pozwalaniu sobie na nowy początek.

Wszystkie opowiadania mają jeden punkt wspólny: Willę pod Jodłami. Właśnie w tym miejscu siódemka bohaterów, za sprawą wygranej w konkursie spędzi kilka dni zimy. Każdy z nich nosi w sobie jakąś zadrę, coś co nie pozwala im być w pełni szczęśliwymi. Opowiadania są na ogół optymistyczne, choć niepozbawione nutki goryczy. Zastanawiam się, czemu jest tak, że największą uwagę na ludzkie nieszczęścia zwracamy w święta, a chwilę później o tym zapominamy i znów wkraczamy do pogodni, nie mamy czasu dla rodziny, zajmujemy się tylko swoimi zmartwieniami i sprawami. Zakochane Zakopane to zbiór opowiadań pokazujący ludzkie niedoskonałości i problemy, a jednocześnie siłę i piękno miłości. Opowiadania czyta się szybciej niż jakąkolwiek książkę.

Autorki w swoich opowiadanych zwróciły uwagę na przeróżne wartości, w każdym z nich przewija się miłość. Każde jednak oprócz tego ma jakiś szczególny element, przesłanie, na które warto zwrócić uwagę.
Na to, że kłamstwo nie ma prawa bytu w związku.
Na to, że pokora i okazywanie szacunku do ogromne zalety.
Na piękno rodzicielskiej miłości.
Na to, że wierność jest fundamentem małżeństwa.
Na to, że nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń.
Na to, że nie wolno oceniać po wyglądzie i na to, że warto otwierać się na nowe.
Na to, że warto wybaczać.

Zbiór opowiadań siedmiu polskich autorek to bardziej opowiadania sylwestrowo-noworoczne niż świąteczne, dlatego idealnie wpasowuje się w te pierwsze styczniowe dni, więc jeśli jeszcze nie zdążyliście  przeczytać, a obawiacie się że straci urok, to śmiało, możecie czytać zapominając o obawach.

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Najlepsza siódemka 2018 roku - książkowo i prywatnie

Uwielbiam to podsumowanie, bo mam wtedy chwilkę na przejrzenie tego, co czytałam w mijającym roku, przypomnienie sobie tych książek i stwierdzenie, które zapadły mi w pamięć i zasługują na miano najlepszych przeczytanych w danym roku. 


Książkowo

W 2018 roku przeczytałam 40 książek,  z czego 30 to książki polskich autorów, a 10 to książki zagranicznych pisarzy. 

Spośród tych pozycji wybrałam siedem, które moim zdaniem są najlepsze - z różnych względów. To, że jakaś pozycja tutaj się nie pojawiła nie znaczy, że książki były złe - po prostu te zwróciły moją uwagę czymś, jakimś szczegółem. 

7. Na krawędzi wszystkiego

To książka młodzieżowa, która wzbudziła we mnie emocje podobne do tych, kiedy lata temu zaczytywałam się w Zmierzchu, Szeptem czy Trylogii Czasu. Jest urocza, troszkę naiwna, ale cholernie emocjonująca i przede wszystkim dosyć oryginalna, bo choć schemat jest podobny, to temat bardzo nieoklepany. 


6. Bądź przy mnie zawsze

To pierwsza książka Agaty Przybyłek, którą przeczytałam. Bardzo mi się podobała, autorka pisze pięknie, lekko i zabawnie. Historię się pożera, ma to co w książkach kocham najbardziej: piękną historię miłosną z czasów wojny, starszą mądrą osobę z bagażem doświadczeń, młodych stojących u progu dorosłego życia. Piękna! 


5. November 9 

Książka uwielbiane Colleen Hoover. Przyznam, że ja do autorki nie pałam ogromną miłością, ale wiem, że ma rzesze fanek i w sumie - wcale się nie dziwię. Kilka lat temu pewnie sama szalałabym za autorką. November 9 to ogrom uczuć i emocji, cudowna, nietuzinkowa historia pokazująca siłę miłości, ogrom wyrzeczeń i istotę bycia z kimś. Piękna, cudowna. Jedna z najlepszych autorki. 



4. Muszę to wiedzieć

Porywający thriller z domieszką powieści obyczajowej. Ostatnio, poza Mrozem rzadko sięgam po dreszczowce, a to takie cudowne uczucie czytać coś co wywołuje gęsią skórkę! Muszę to wiedzieć właśnie tak zadziałała. Trzyma w niepewności i napięciu, sprawia że chcemy jak najszybciej dowiedzieć się co będzie dalej. 



3. Szczęście za horyzontem 

Zakochałam się w tej książce. Powieść obyczajowa w najlepszym wydaniu. Autorka pisze niesamowicie, wspaniale operuje emocjami. Opisuje ludzkie życie, słabości, potrzeby, ale też dobro, uczucia i walkę o lepsze jutro. To moje pierwsze spotkanie z pisarką, bardzo udane!




2. Wyśnione życie

To powieść obyczajowa, w której rzeczywistość miesza się z sennymi marzeniami. Znakomicie skonstruowana, z klimatem lat 80 ubiegłego wieku. Przepięknie napisana. 





1. Okruchy dobra

Historie siódemki bohaterów zamieszkujących krakowską kamienicę to zdecydowanie numer jeden tego roku. Niesie mądre przesłanie, pachnie świętami i dobrem. Ciepła, mądra, wzruszająca, przywracająca wiarę w ludzi. 






Prywatnie 

Być może nie powinnam tu o tym pisać, bo to blog o książkach, ale mamy to do siebie, że lubimy pisać o sobie i czytać o innych. 2018 rok przyniósł wiele zmian w moim życiu. 
Przede wszystkim - zaręczyłam się. To chyba najcudowniejsze wspomnienie lata :) Wróciłam do Polski, rozpoczęłam nową pracę. Kilkakrotnie odwiedziłam góry po dłuuugiej przerwie. Byłam na Targach Książki, spędziłam Święta z rodziną. spotykałam się ze znajomymi, byłam na ślubie przyjaciółki, jeździłam na spontaniczne wycieczki - niekoniecznie daleko :) Podjęłam kilka znaczących decyzji, których owoce mam nadzieję zobaczyć w przyszłym roku. 

Kochani, życzę Wam, aby 2019 rok przyniósł Wam siły do realizacji noworocznych postanowień, marzeń i planów. Aby dobro zawsze wygrywało ze złem. Szczęśliwego Nowego Roku!

sobota, 29 grudnia 2018

Randka pod jemiołą - Agnieszka Olejnik

Joanna jest szczęśliwą mężatką. Wykonuje swoje obowiązki wzorowo, jest przykładną żoną. Tym większy przeżywa szok, gdy nakrywa swojego męża z młodszą, szczuplejszą, i ogólnie atrakcyjniejszą kobietą. Jeszcze większym wstrząsem są dla niej słowa Kamila: to dopiero Marta, jego kochanka, pokazała mu czym jest miłość. W gruncie rzeczy to Aśki, swojej żony, nigdy nie kochał. Joanna jest zrozpaczona: wali jej się życie prywatne, z dnia na dzień nie ma gdzie mieszkać i na dodatek zawodowo też nie radzi sobie najlepiej. Z biegiem czasu i litrami wylanych łez, z pomocą rodziny i przyjaciół powoli zaczyna stawać na nogi i zmieniać się, a co za tym idzie – poznawać siebie na nowo.

Ubrana w świąteczną okładkę książka Pani Agnieszki może nieco zmylić. Tych, którzy oczekują świątecznej powieści muszę od razu uprzedzić: to raczej powieść obyczajowa, ze świątecznym akcentem, gdzie punkt kulminacyjny powieści przypada na okres Świąt Bożego Narodzenia, kiedy to mimo zimowej pory, śniegu i mrozu jest cieplej i milej niż w inne dni.

W książce spotykamy bohaterów poprzednich powieści z tej serii – Igę ze swoją zdolnością do przekręcania nazw oraz Agatę, która zresztą jest żoną brata Joanny – Grześka, a także tych pojawiających się niejako w tle powieści- Rafała i Basię, Zoję i braci Korneckich. Poznajemy też nową bohaterkę – starszą Panią Rozalię, mieszkającą w drewnianym domu nad rzeką w skromnych warunkach. Pani Rózia jest stateczną starszą Panią, elegancką i szykowną. Za towarzyszkę ma swoją kozę Nostrę. Wyczekuje powrotu syna z Ameryki, który od lat tam przybywa pod pretekstem zrobienia kariery muzycznej.

Od samego początku polubiłam Panią Rózię. To kobieta dumna, towarzyska i wciąż pełna życiowej energii. To właśnie u niej, dzięki pomocy Igi i Agaty Aśka znajduje tymczasowe lokum. Chociaż taka sytuacja dla obydwu Pań początkowo była niezręczna, z czasem świetnie się ze sobą dogadały, chętnie spędzały czas w swoim towarzystwie i stały się przyjaciółkami. Pani Rozalia swoją życiową mądrością niejednokrotnie służyła Joannie dobrą radą. Mówiła wprost jak widzi sprawy i co o nich myśli, bez owijania w bawełnę. Dzięki niej Joanna odżyła, zaczęła odważniej patrzeć w przyszłość i robić więcej dla siebie, a mniej dla opinii innych. Znalazła swoją pasję, zaczęła siebie akceptować, bo wcześniej miała kompleksy na tle swojej figury. Oczywiście nie obyło by się bez wsparcia najbliższych, choćby wtedy gdy niefortunnie tuż przed Świętami wylądowała ze stopą gipsie, a także Maćka Korneckiego (który- swoją drogą przyczynił się do ubezwładnienia stopy Joanny). To właśnie on będzie przyprawiał Joannę o szybsze bicie serca, młodzieńcze porywy serca, ukłucia zazdrości.. i wszystko to, co towarzyszy człowiekowi przy zakochaniu. Bo mimo tego, że Joanna zarzeka się, że nie potrzebuje mężczyzny a wręcz nie chce teraz mężczyzny, to Kornecki zawróci jej w głowie.

Randka pod jemiołą, choć moim zdaniem nieco słabsza niż poprzednie części serii jest równie zabawna co Ławeczka pod bzem i Cała w fiołkach. Duża dawka humoru to zasługa przede wszystkim Igi, która choć występuje epizodycznie niezmiennie bawi czytelników przekręcaniem nazw i związków wyrazowych. Ale i główna bohaterka potrafi ubawić czytelnika swoimi perypetiami. To bardzo lekka i przyjemna powieść dająca wiele powodów do śmiechu. Pani Agnieszka bardzo sprytnie przemyca w kolejnych wersach powieści życiowe mądrości i wskazówki jak żyć, by żyło nam się lepiej. Robi to absolutnie nienachalnie, w żadnym wypadku nie narzuca swojego światopoglądu, ale pokazuje, że można żyć łatwiej, przyjemniej i zdrowiej. Powieść przepełniona jest rodzinnym ciepłem, serdecznością i wzajemną pomocą. Pokazuje, jak ważna jest rodzina i jej więzi. Pokazuje, że każdy człowiek może znaleźć się na życiowym zakręcie i wcale nie musi to wyjść na złe.

Oczywiście głównym tematem poruszanym przez autorkę jest zdrada małżeńska. Niestety, coraz częściej dotyka naszych bliskich i znajomych, jest coraz śmielej akceptowana przez społeczeństwo i w obecnych czasach nie szokuje już tak bardzo jak kiedyś. Powoli opada do rangi normalności, co jest bardzo przykre, bo – przynajmniej dla mnie- małżeństwo to coś więcej niż tylko papierek, wspólny majątek i wspólne życie. Autorka pokazała co doprowadza do zdrady, jak wygląda życie małżonków gdy wszystko wyjdzie na jaw i to, że zawsze jedna ze stron cierpi bardziej, choć wina zazwyczaj jest po obu stornach, nawet jeśli to ta jedna osoba zdradziła. Zawsze są znaki, sygnały i błędy które popełniamy – może zbytnia uległość albo apodyktyczność? Może zaniedbanie męża czy żony, wykręcanie się pracą, zamiast poszukiwania okazji ku temu by spędzać razem czas – choćby poprzez wspólne śniadanie, spacer czy wykonywanie domowych obowiązków. Myślę, że warto się nad tym zastanowić – nie wtedy kiedy będzie się już świeciła pomarańczowa lampka na alarm, ale właśnie wtedy gdy wszystko jest dobrze – tak, aby to pielęgnować i nie dopuścić do włączenia alarmu.

Powieść Agnieszki Olejnik otula ciepłem i rodzinną atmosferą. Uświadamia, że w życiu ważne jest by żyć w zgodzie ze samym sobą, by nie odmawiać sobie małych przyjemności i nie tkwić w czymś, co nie przynosi nam satysfakcji – szczególnie na polu zawodowym. To również książka, która pokazuje jak ważna jest przyjaźń, wsparcie przyjaciół i bezinteresowna pomoc. Dodatkowo nutka świątecznej atmosfery powoduje, że książka jest.. przytulna. W tle czuć zapach pierniczków, słychać rodzinny gwar, nad głowami wisi jemioła skłaniająca do czułości. I co najważniejsze - przecież w Wigilijny wieczór mogą zdarzyć się cuda! Być może i Joanna jakiegoś doświadczy?

poniedziałek, 24 grudnia 2018

Wesołych Świąt!


Kochani, 

życzę Wam aby Dzieciątko zamieszkało w Waszych Sercach i Wam błogosławiło. 

Życzę Wam, by w te Święta najważniejsza była rodzina. Byście spędzili ten czas z najbliższymi, w ciepłej, domowej atmosferze, wśród śmiechów ukochanych.  Aby każdy dzień przynosił dobro i oby każde dobro przez Was czynione - do Was wracało. 
Życzę Wam miłości prawdziwej, zdrowia i tylko takich chwil w życiu, które wspomina się z uśmiechem. 
Życzę Wam, byście potrafili docenić to, czego na co dzień nie doceniamy i nie dostrzegamy. 
Życzę Wam, by spełniły się Wasze marzenia. 

Pamiętajcie, że to, co najważniejsze, nie jest zapakowane w ozdobny papier i położone pod choinką. 

Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku! 

czwartek, 20 grudnia 2018

Pokój kołysanek - Natasza Socha

Kolejna świąteczna książka, jaką przeczytałam tej zimy jest zupełnie różna od poprzednich. Po pierwsze, inspiracja do jej napisania była prawdziwa historia. Po drugie, jest o wiele poważniejsza, wcale nie taka radosna i porusza naprawdę delikatny temat.

Osiemdziesięciopięcioletni Joachim jest wyjątkowym wolontariuszem. W poznańskim szpitalu przytula noworodki - wcześniaki. Podparta badaniami teoria mówiąca, że przytulanie, głaskanie i dotyk mają pozytywny wypływ na rozwój niemowlęcia i usprawniają procesy zachodzące w organizmie maleństwa są wystarczającą motywacją dla starszego pana. Joachim co dzień spędza z wcześniakami kilka godzin. Opowiada im historie ze swoich licznych podróży po świecie. I tylko jednej historii nie może z siebie wydusić, historii, do której co jakiś czas odpływa myślami. A zaczyna się zawsze od pewnego imienia: Helena...

Natasza Socha podzieliła Pokój kołysanek na dwie części. Jedna to to, co dzieje się obecnie, a druga to retrospekcja w formie wspomnień Joachima z lat 50-70 ubiegłego wieku. Akcja rozgrywa się w ciągu 24 dni grudnia - zarówno obecnie, jak i w przeszłości. Stąd też podział na 24 rozdziały - każdy z nich to nowy dzień. Dlatego też powieść przypomina trochę formą kalendarz adwentowy.

Pokój kołysanek jest powieścią bardzo refleksyjną i na swój sposób smutną. Mimo, że mamy do czynienia z narodzinami nowego życia, któremu na ogół towarzyszy radość, tutaj jest inaczej. Narodzinom wcześniaków towarzyszy przede wszystkim strach o maleństwo, bo każda minuta jest walka o kolejny oddech, każdy dzień jest bojem i kilka gram wagi, o przeżycie.

Chociaż Joachim  wszystkie dzieci otacza jednakową troską i czułością, to szczególnie ważny jest dla niego jeden chłopiec - chłopiec bez imienia, którego matka boi się do niego przywiązać w obawie, że go straci, a ojciec wymeldował się z ojcostwa po przedwczesnych narodzinach syna. Chłopiec waży osiemset gram - jak jego matka porównała - tyle co kiść winogron. Ta historia jest bardzo wzruszająca i pokazuje, jak bardzo kruchej jest życie, tym bardziej takie zamknięte w kilkuset gramowym, maleńkim ciałku dziecka, którego nie można nawet wziąć na ręce, bo jest zbyt delikatne. Pokazuje, co muszą przeżyć rodzice dziecka narodzonego przedwcześnie, ile łez, strachu, cierpienia, miłości i przeróżnych emocji im towarzyszy. 

Bohaterowie powieści są oryginalni, ale wykreowani z pewną surowością, bez ubarwień. Jest siostra Maria, kobieta o wielkim sercu, ale nie pokazująca tego na zewnątrz. Marta, matka chłopca bez imienia, która jest kłębkiem bólu i cierpienia. Adam - Mada,barista, z którego wyparowało życie. Wszystkie te postaci są przepełnione melancholią, jest w nich coś, co nie pozwala im być w pełni szczęśliwymi.

Joachim jest postacią zdecydowanie najbarwniejszą. Wiele już w życiu doświadczył i u jego schyłku chce przysłużyć się innym - tym, którzy dopiero zaczynają swój bieg. Swoją postawą daruje noworodkom coś bezcennego, coś czego nie można zapakować w ładny papier i położyć pod choinką. To bliskość i czułość, iskierka życia.

Z teraźniejszością przeplata się przeszłość. Opowieści o podróżach po całym świecie, wspomnienie młodości, kiedy to Joachim trafił do Koralików, a tam spotkał najpiękniejsze oczy świata.

***

Helena była młoda, energiczna i w pełni poświęcała się dzieciom z Koralików  - domu dziecka, który założyła wraz z Rozalią. Dwudziestokilkuletni Joachim trafił tam gdy poszukiwał pracy albo swojego miejsca na ziemi. Było to tuż po wojnie, dlatego nie było łatwo. Helena go zauroczyła od pierwszej chwili. To ona nauczyła go, że czułość, bliskość i dotyk są cenniejsze niż wszelkie bogactwa świata. Jednak los bywa przewrotny i nie zawsze wszystko układa się tak, jak człowiek to sobie wyobraża.

***

Dla mnie to właśnie ta część historii jest najpiękniejsza. Bo pokazuje, że nawet w najcięższym czasie można znaleźć odrobinę radości, ciepła i ludzkiej dobroci. Jest najradośniejsza, mimo, że jej zakończenie nadchodzi wiele lat później i okupione jest wieloma latami wyrzutów sumienia, wewnętrznego bólu i dziesiątkami "gdyby".

Powieść Nataszy Sochy nastraja melancholijnie, wzrusza tak, że nie sposób powstrzymać łzy. Pod koniec wszystko jednak się prostuje, bo każda sytuacja w życiu ma swoje zakończenie.

Samo zakończenie książki jest smutne, ale mimo to nastraja optymistycznie. A epilog otwiera furtkę nowej historii, którą ja już sobie kształtuję w głowie. Lubię takie zakończenia, bo mam świadomość, że historia nie zakończyła się wraz z ostatnią stroną, ale jest coś więcej, historia dalej się toczy.

Pokój kołysanek to książka która zabiera w refleksyjną podróż. Skłania do przemyśleń na temat kruchości życia, zwłaszcza takiego tchniętego w bezradne małe ciałko. Pokazuje, że życie jest delikatne i łatwo gaśnie, jak tlący się płomień świeczki. Uświadamia też, jak bardzo ważna jest wola walki i wsparcie najbliższych. Postać Joachima reprezentuje w moim mniemaniu starszych ludzi, którzy u kresu swojej ziemskiej wędrówki chcą być komuś potrzebni, o czym my, młodzi, tak często zapominamy. Warto jest pokazywać starszym - naszym dziadkom czy innym bliskim, że mimo podeszłego wieku i obniżonej sprawności fizycznej są nam potrzebni, choćby w udzieleniu dobrej rady czy pobawieniu się z naszymi pociechami. Przede wszystkim jednak autorka uświadamia, że bliskość, czułość, dotyk, przytulenie - to rzeczy bezcenne, bez których człowiek nie może normalnie funkcjonować. Pokój kołysanek zasługuje na miano najbardziej wzruszającej książki roku i chyba zawierającej największe, najmądrzejsze przesłanie. Kochajmy, okazujmy czułość, bądźmy dla innych. 


Ten i inne bestsellery możecie kupić w atrakcyjnych cenach w księgarni internetowej Tania Książka. 





czwartek, 13 grudnia 2018

Okruchy dobra - Justyna Bednarek & Jagna Kaczanowska

Boże Narodzenie to czas wyjątkowy, jedyny taki w roku. Czas,który każdy z nas chciałby przeżyć dobrze, w gronie ludzi, których kochamy. To taki czas, który chciałoby się, żeby trwał cały rok. I nie chodzi tu o prezenty, choinkę czy góry jedzenia. Chodzi o dobro które emanuje z ludzi, wspólnie spędzony czas, spotkania, powroty i te wszystkie małe chwile, które tworzą tę wyjątkową atmosferę i miłe wspomnienia. 

Znane z Ogrodu Zuzanny autorki znów stworzyły coś pięknego. Świąteczna opowieść Okruchy dobra to historie siódemki bohaterów, których losy splatają się w Wigilię, 24 grudnia, w jednej z krakowskich kamienic.

Chciałabym napisać wszystko, oddać w kilkudziesięciu słowach to, co w tej książce jest tak wspaniałe, ale się nie da. Dlatego ta recenzja może będzie trochę chaotyczna, ale to wszystko przez to, że tyle chciałabym Wam opowiedzieć..

Jowita straciła już nadzieję na powrót męża z Holandii. Pogodziła się z brakiem kontaktu i tym, że prawdopodobnie ma tam nową "rodzinę". Tylko jak ma to wytłumaczyć córeczce, Zosi, która czeka na tatę z nosem przylepionym do szyby, bo wierzy, że przecież tata musi być z nimi w Święta? Na dodatek Jowita nie ma pieniędzy by wyprawić Wigilię, a co dopiero na prezent dla Zosi..

Małgorzata, zgorzkniała staruszka wierzy, że w jej mieszkaniu zadomowiły się duchy. I już nawet nauczyła się z nimi żyć. Jest przekonana, że straszy ją zmarły mąż, z którym nigdy nie była szczęśliwa. Do Świąt jest pesymistycznie nastawiona, bo po kłótni ze swoją córką będzie spędzać je sama, nie licząc towarzystwa duchów. Niespodziewania jednak, zjawia się gość..

Szymon przyjeżdża do Krakowa w przeddzień Wigilii. Od jednej rozmowy ma zależeć jego dalsza kariera. Przez całe życie żyjąc w cieniu kuzyna jako ten gorszy w końcu chce się wykazać. Niestety po drodze popełnił błędy, które nie tak łatwo będzie naprawić. Nieoczekiwanie z dobrą radą przychodzi na pozór oschła ciotka Małgorzata.

Anna Wigilię spędza sama, z własnego wyboru. Świeżo po rozwodzie nie ma ochoty na gwarne Święta w domu rodzinnym. Dzień przed Wigilią przygarnia małego, zziębniętego kotka.

Roman nie dogaduje się z nastoletnim synem. Kacper obarcza ojca odpowiedzialnością za to, co spotkało jego matkę. Mężczyzna nie pragnie niczego bardziej od tego, by syn był szczęśliwy i by znów było jak dawniej.

Na krakowskim rynku dorożkarz Ignacy ze swoim koniem Adagio czekają na pasażerów. Zarówno Ignacy jak i Adagio mają już swoje lata, a piękne, okazała dorożki są chętniej wybierane przez turystów i krakowian. Dorożka Ignacego jest jednak zaczarowana, potrafi odmienić człowieka. 

Karolina straciła chęć do życia. Nieudane związki, a teraz choroba, która zdaje się być wyrokiem. Mieszkanie po babci w krakowskiej kamienicy jest puste, bez życia, tak jak właścicielka. Ogromny stół nie zaznał gwaru, radości, śmiechów dzieci.. Los jednak sprawia, że w Wigilię spotykają się przy nim niby obce sobie osoby i wreszcie zaczyna przybierać wszystko jasne barwy. 

Każdy z bohaterów zmaga się ze swoimi problemami, słabościami i bólem. W ten wyjątkowy czas każdy z nich chciałby aby było jak najlepiej. Ale nie zawsze jest tak, jakbyśmy chcieli. Najpiękniejsze jest to, że ci bohaterowie, w tych wszystkich swoich cierpieniach potrafią okazać serce innym. Bezinteresowną pomoc, okruch dobra, gest, który nie wymaga wiele wysiłku ani poświęceń, a dla kogoś znaczy tak wiele. Każdy z nas co dzień mija ludzi na ulicy, w pracy, szkole, spotyka w sklepie, przychodni czy banku. Nieraz odwracamy wzrok na widok żebraka, udajemy że śpimy żeby nie ustąpić miejsca staruszce w autobusie. Nie mamy czasu by odwiedzić babcię, nie widzimy, że mama potrzebuje pomocy. A wystarczy tak niewiele, by sprawić komuś radość,wywołać uśmiech na czyjejś twarzy. 

Cała siódemka bohaterów, i nie tylko oni, spotykają się w Wigilię u Karoliny. Obcy sobie ludzie zaczynają ze sobą rozmawiać i aż dziw, jak wiele mogą zdziałać, pod warunkiem, że będą działać razem. Jak wiele sytuacji pozornie bez wyjścia można rozwiązać z czyjąś pomocą. 

Autorki stworzyły pełnokrwistych bohaterów. Skupiły się głównie na ich charakterach i  uczuciach towarzyszących im w tym wyjątkowym czasie. Każdego z nich poznajemy bardzo dobrze, bo pisarki pokazały nie tylko to co tu i teraz, ale ukazały ich historię, drogę do miejsca, czasu i sytuacji w jakiej obecnie się znajdują. Początkowo pomyślałam: dlaczego każdy z nich ma pod górkę, czy chociaż jeden nie może być szczęśliwy? Ale potem uświadomiłam sobie, że to właśnie jest samo życie. 

Zawsze zastanawiam się, jak działają duety pisarskie. Z pewnością niełatwo jest pisać z kimś książkę, bo można mieć zupełnie różne wizje. Panie Justyna i Jagna piszą niesamowicie. Ich historie są barwne, zabawne, wzruszające, a przede wszystkim prawdziwe. Pisza plastycznym językiem, prostymi słowami. Czytanie Okruchów dobra to przyjemność na najwyższym poziomie. Tej książki się nie czyta - ją się połyka. 

Uroku książce dodaje świąteczny, magiczny Kraków. To miasto samo w sobie ma coś wyjątkowego, a w zimowej szacie jest jeszcze piękniejsze. Miło jest czytać książkę, której akcja rozgrywa się w mieście, które znam. Autorki poprowadziły czytelnika klimatycznymi uliczkami, zaprosiły do przytulnych kamienic i zabrały na wycieczkę po bajkowo-świątecznym krakowskim rynku. Dzięki tak wspaniałej kreacji miejsca akcji czułam się tak, jakbym tam była i aż nabrałam ochoty na małą wycieczkę do Krakowa. 

Okruchy dobra to powieść o wybaczaniu, akceptacji swoich niedoskonałości i czyichś wad. To książka o tym, że człowiek jest słaby i często się potyka, a sztuką jest się podnieść i naprawić błędy. To też lekcja, która uczy, że człowiek jest silny tylko wtedy, gdy ma obok drugiego człowieka. To powieść o wszystkich odcieniach miłości, o czynieniu dobra, pokonywaniu trudności. W świątecznej szacie ma o wiele mocniejszy wydźwięk, gdyż jak wiemy to czas wyjątkowy. Okruchy dobra to magiczna, otulająca nadzieją i wypełniająca serca ciepłem powieść o ludziach, których spotykamy na co dzień. To książka, która pokazuje, że cuda się zdarzają. Czyjś powrót do domu, wybaczenie, znalezienie sensu życia i postanowienie naprawienia błędów - to nic innego jak małe cuda, które dzieją się w człowieku. To jedna z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w 2018 roku. I życzyłabym sobie, abym za rok mogła znów zajrzeć do bohaterów w Święta i zobaczyć, jak potoczyły się ich losy.. ;)