wtorek, 3 marca 2020

Tatuażysta z Auschwitz - Heather Morris

Tatuażysta z Auschwitz to książka, która chyba jako pierwsza zapoczątkowała falę książek z Auschwitz w tytule i o takiej tematyce. Przez dwanaście lat czekała jako scenariusz, aż w końcu została wydana w 2018 roku jako powieść. Mimo kontrowersji i medialnego szumu jaki powstał wokół powieści Heather Morris w ostatnich dniach zdecydowałam się sięgnąć po Tatuażystę. 

Co ważne, na samym wstępie autorka zaznacza, że książka to fikcja literacka i choć spisana na podstawie wspomnień więźnia który przeżył obóz nie stanowi dokumentu historycznego.  Tym samym wszelkie dyskusje na temat zasadności oskarżeń jakie padają w stronę autorki powinny być ucięte. 

Lale trafia do Auschwitz w kwietniu 1942 roku. Już w pierwszych dniach jego pobytu w obozie zauważa go Pepan - człowiek, który tatuuje numery na przedramionach więźniów. Angażuje go jako swojego asystenta, a wkrótce Lale przejmuje pracę Pepana. Pewnego dnia w kolejce staje młoda kobieta - Gita. Lale zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia i obiecuje sobie, że przeżyje, uratuje ją i spędza razem resztę życia na wolności. W Auschwitz po raz pierwszy Lale i Gita rozmawiali, flirtowali, wymieniali pocałunki. Ich uczucie przetrwało nazistowskie piekło i być może to właśnie ono dało im siłę by walczyć o każdy kolejny dzień. Jako tatuażysta Lale miał nieco więcej możliwości, wykorzystywał więc swoją pozycję nie tylko po to by pomóc Gicie ale i innym więźniom. 

Tatuażysta z Auschwitz to dla mnie przede wszystkim lekcja człowieczeństwa. Ciężko jest ubrać w słowa emocje, bo myślę, że nie da się tego opisać. To, co przeżyli więźniowie Auschwitz to okropieństwa jakie nigdy nie powinny się wydarzyć. Mimo,  że uczymy się o tym w szkole, chyba dopiero kiedy jesteśmy dorosłymi ludźmi, w pełni świadomymi, jesteśmy w stanie zrozumieć niewielki procent z tego, co działo się podczas II wojny światowej w obozach koncentracyjnych. w latach szkolnych byłam w Muzeum w Oświęcimiu, jednak dopiero teraz do mnie dotarło jak niewiele wtedy rozumiałam. Teraz wiem, że muszę tam jeszcze wrócić i spojrzeć na to z perspektywy dorosłego człowieka, bardziej dojrzałego i świadomego. 

Liczby, statystki i dokumenty historyczne pokazujące ogrom zagłady to jedno, a życie jakie wiedli w Auschwitz zwykli ludzie, to drugie. Tatuażysta z Auschwitz pokazuje, że do obozu trafiali różni ludzie - zarówno ci którzy rzeczywiście mieli coś na sumieniu, jak i ci - i tu jest zdecydowana większość - niewinni, a właściwie winni.. swojego pochodzenia. Żydzi, Romowie, Polacy, Czesi, Słowacy.. dla oprawców byli tylko numerami. Zdolnymi lub niezdolnymi do pracy. Ludzie, którzy mimo odarcia ich z człowieczeństwa, godności i intymności potrafili kochać, pomagać sobie nawzajem, zawierać przyjaźnie, śmiać się, a nawet narażać swoje życie by ratować życie współwięźnia. 

Tak często czekamy na coś.. wyobrażacie sobie, że tamci ludzie przez kilka lat czekali na wolność? Na coś, co da nas jest tak oczywiste że nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.. Wielu z nich nie doczekało się wyzwolenia, wielu zginęło w przeddzień wyzwolenia obozów, będąc o krok od upragnionej wolności. 

Heather Morris spisała historię Lalego i Gity bardzo prostym, acz pięknym językiem. Książka jest bardzo przyjemna w odbiorze i przyszło mi do głowy, że to z takich książek powinniśmy się w szkole uczyć o obozach koncentracyjnych, piekle Auschwitz i II wojnie światowej. Nie muszę chyba mówić, że powieść wzrusza, porusza najczulsze struny duszy czytelnika. Świadomość, że to działo się naprawdę jeszcze mocniej działa na czytelnika. To właśnie jest powieść, którą powinien przeczytać każdy. 

Tatuażysta z Auschwitz to wstrząsające świadectwo człowieka który przeżył zagładę. To historia najpiękniejszej miłości zrodzonej w niewoli, która przetrwała piekło i która wydarzyła się naprawdę. 

czwartek, 6 lutego 2020

Jeszcze się kiedyś spotkamy - Magdalena Witkiewicz

Już na wstępie muszę zaznaczyć, że zabierając się za recenzję tej powieści wiem, że zwyczajnie braknie mi słów by opisać świetność tej książki i to, co czuję po jej lekturze. Minęło już kilka dni od jej przeczytania i dopiero teraz potrafię nazwać część uczuć i emocji jakie mi towarzyszyły podczas lektury. A wiem też, że jeszcze długo, długo będę wspominać tę historię i z upływem czasu coraz więcej rozumieć.

Wyjątkowe jest już samo to, że inspiracją do napisania książki była historia rodzinna autorki.
I choć Magdalena Witkiewicz podkreśla, że  bohaterowie książki to postaci fikcyjne i historia nie jest losami jej rodziny,  to widzimy jak ogromny ładunek emocjonalny nosi w sobie historia Adeli
i Franciszka oraz Justyny i Konrada.

Pisarka pokusiła się o przeniesienie czytelnika w czasie do II wojny światowej. Miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu autorskim w Krakowie, promującym tę książkę i bardzo dużo dzięki temu spotkaniu zrozumiałam. Wiem na przykład, że autorka zrobiła porządny research i sprawdzała nawet, co było grane w kinie w danym dniu! Tak więc mamy doskonałe odzwierciedlenie faktów historycznych. A historia obyczajowa która wyłania się z kart powieści jest przepiękna. Sam tytuł Jeszcze się kiedyś spotkamy niesie w sobie nutkę nostalgii. Książka opisuje losy młodziutkiej Adeli i zakochanego w niej do szaleństwa Franciszka w przededniu wojny i  w trakcie jej trwania. Uczucie jest ogromne, gorące i prawdziwe, tak bardzo prawdziwe jak nie zdarza się już w tych czasach. Podszyte strachem, niepewnością i niewiedzą czy uda się dotrwać kolejnego dnia. Jest piękne, jednocześnie przepełnione bólem. Jest w nim tyle samo radości co smutku powodowanego okrutnymi, wojennymi czasami. To są takie rzeczy o których ciężko mówić, które ciężko opisać i wyrazić słowami. Magdalenie Witkiewicz  na kartach powieści udało się oddać mnóstwo emocji towarzyszących temu uczuciu, miłości tak wielkiej, że potrafiła przetrwać wojnę i trwać jeszcze wiele, wiele lat później mimo tego, że nie wszystko było tak jakby sobie tego nasi bohaterowie życzyli.

Powieść rozgrywa się w dwóch ramach czasowych. Przez zdecydowaną większość czasu znajdujemy się w XX wieku, w czasach II wojny światowej kiedy poznajemy szczegółowo losy Adeli i Franciszka, Racheli, Joachima, Janka i Sabiny. To właśnie wtedy poznajemy okrucieństwo wojennej codzienności, strach, tęsknotę, czekanie na powrót męża, ojca i rozdzierający serce ból po utracie bliskich. Pokazuje jak wyglądała wojna od strony kobiet, i choć wiem, że losy Adeli i jej matki czy Klary i Racheli to fikcja, to mam duże przekonanie, że właśnie tak było - że nadzieja walczyła ze strachem o mężów, radość przeplatała się ze smutkiem, a krótkie, gwałtowne chwile szczęścia z niewymownym cierpieniem. Najtrudniejszy był chyba rozdział o Racheli - młodej Żydówce, najpierw opisanej jako pełną życia, pasji  i miłości dziewczynie, a chwilę później jako kolejny numer w obozie Auschwitz. Najpiękniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że mimo tak trudnych czasów ludzie potrafili się przyjaźnić, cieszyć codziennością i kochać bardzo mocno. Mimo niepewnego jutra zakochani pobierali się, rodziły się dzieci, kobiety pielęgnowały swoje ogrody i nigdy nie traciły ducha, wiary i nadziei na lepsze lata ojczyzny.

Druga rama czasowa to współczesność. Wnuczka Adeli, Justyna najpierw opowiada o wielkiej miłości - o tym jak czeka na swojego ukochanego, który wyjechał do Stanów żeby zarobić na ich lepszy byt. Później opowiada o swoim niezbyt udanym małżeństwie, a wreszcie o metaforycznej walce jaką postanawia o nie stoczyć. Razem z Konradem Justyna odkrywa tajemnicę Adeli i Franciszka - po wielu, wielu latach. Właśnie wtedy zaczyna dostrzegać podobieństwa między losami Adeli i jej własnymi.  Jak się okazuje, ma w sobie wiele z babci Adeli, a już na pewno upór i wytrwałość w swoich postanowieniach.

Jeszcze się kiedyś spotkamy to też książka o czekaniu. A właściwie o tym, że czasami nie warto czekać - na lepszy moment, na uroczystą okazję, nawet na miłość. Jeśli masz na coś ochotę - zrób to, nie czekaj. Jeśli chcesz zmienić coś w swoim życiu - zmień, nie czekaj. Bo potem może być za późno.. Piękną metaforą są filiżanki z niezapominajkami, które Adela dostała w zaręczynowym prezencie od Franciszka. Choć symbolika jest ogromna, bo to symbol spełnionej obietnicy i wyczekanego spotkania, to też pokazuje, że czasami to, na co tak czekamy, po zbyt długim oczekiwaniu może zupełnie stracić smak.

Bez wątpienia ta powieść zasługuje na zachwyt, jaki jest nad nią roztoczony. To zdecydowanie moja ulubiona książka Magdaleny Witkiewicz i nie bez powodu została nominowana w kategorii Literatury obyczajowej w plebiscycie Lubimy czytać.   Jeśli jeszcze nie oddaliście swojego głosu, warto go dobrze wykorzystać! 

piątek, 31 stycznia 2020

Summer - Justyna Dziura


Justyna Dziura to młodziutka pisarka - debiutantka, która swoją pierwszą książka podbija serca wielu czytelniczek. Pochodząca z Gorlic, żona, mama, blogerka, czytelniczka. A ja mam to szczęście, że znamy się od kilku lat! To niesamowite uczucie, gdy osoba którą znasz zaczyna pisać i jakiś czas później tę książkę wydaje. Justynko, jestem dumna! Ogromne gratulacje!

Summer po trudnym związku i traumatycznych przeżyciach boi się komukolwiek zaufać. Stara się żyć normalnie, jednak codzienność nie jest dla niej tak łatwa i oczywista jak dla rówieśników. Dopiero gdy w mieście pojawia się jej dawny przyjaciel, Summer zaczyna odzyskiwać poczucie bezpieczeństwa i wiarę w to, że jej życie znów może mieć barwy i smak. Niestety, kiedy dziewczyna pozbierała się i poukładała sobie na nowo swoje życie wracają duchy przeszłości. Jej były chłopak, Damon, nie daje o sobie zapomnieć. Jest w stanie posunąć się do potwornych czynów, by odzyskać Summer. Pieczołowicie układana codzienność młodej kobiety z dnia na dzień zaczyna się sypać. To co ogromem pracy i wysiłku udało się jej odbudować nagle rozpada się kawałek po kawałku. 

Kiedy Summer poznaje zabójczo przystojnego chłopaka, wszystko zapowiada się dobrze. Budzą się w niej pierwsze, młodzieńcze uczucia, czuje się doceniana i zachwycona tym, że ktoś się o nią troszczy. Nie spodziewa się, że związek z Damonem zniszczy ją. Mężczyzna bardzo dbał o swoją kobietę, niczego jej nie brakuje. Mogli wieść beztroskie życie. Wszystko się zmienia, kiedy do głosu dochodzi chorobliwa zazdrość, która przeradza się w żądzę kontrolowania życia Sam. Początkowo Summer poddaje się manipulacjom, a szybko dowiaduje się też, że niezgoda z poglądami jej chłopaka nie jest mile widziany ze strony Damona. Któregoś dnia ciche słowo sprzeciwu przeradza się w tragedię...

Czytelnicy poznają bohaterkę w trudnym dla niej okresie - właśnie w tym czasie, kiedy próbuje pozbierać się po zakończeniu destrukcyjnego związku. Jest bezbarwna, wyczerpana codziennością, pozbawiona jakiejkolwiek iskry życia i energii. Nie widzi sensu przyszłości, nie chce walczyć o siebie ani o każdy kolejny dzień. Jest wrakiem człowieka. Dopiero gdy do miasta wraca jej dawny przyjaciel Summer powoli zaczyna wracać do siebie. Widzimy ogromną przemianę jaka zaszła w bohaterce. Autorka pokazuje też, że największą wartością w życiu człowieka jest drugi człowiek - bliscy, którzy są z nami na dobre i na złe, którzy nie odwrócą się i nie opuszczą nas kiedy nie będziemy w formie. To właśnie rodzina i przyjaciele potrafią czynić cuda. Bez nich bylibyśmy nikim.

Związek Summer i Damona to również doskonale pokazana zależność pomiędzy mężczyzną i kobietą. To, co początkowo wydaje się piękne, namiętne i dobre z biegiem czasu może się przerodzić w chorobliwą relację, w której górę bierze jedna ze stron. Powinniśmy być świadomi tego, że związek polega na kompromisie dwóch osób, szanowaniu siebie nawzajem i przede wszystkim zaufaniu. Kiedy któreś z ogniw zaczyna szwankować to już pierwszy sygnał ostrzegający, że coś nie do końca jest tak, jak być powinno. To niestety pokazuje też, że miłość jest ślepa. Że czasami jesteśmy tak zapatrzeni w drugą osobę, że nie potrafimy dostrzec, że zaczyna nami manipulować albo co gorsza - zdajemy sobie z tego sprawę i pozwalamy na to.

Justyna Dziura pokusiła się o poruszenie naprawdę trudnego tematu jakim jest przemoc w związku. Nie chodzi wyłącznie o przemoc fizyczną, ale też psychiczną i emocjonalną. Czasami to co z zewnątrz, w towarzystwie wygląda na szczęśliwy związek w środku jest zepsute. Niestety w dzisiejszych czasach doskonale potrafimy ukrywać emocje i mało mówimy o uczuciach. Żyjemy szybko, bardziej online i nie mamy czasu na docenienie tego co naprawdę ma wartość. Jest jednak jedno ważne przesłanie - nawet najbardziej apodyktyczny partner może zostać pokonany. Nie możemy pozwalać sobą manipulować i pozwalać się krzywdzić.

Gdybym nie znała Justyny i nie podczytywała Summer jeszcze zanim ujrzała światło dzienne, trudno byłoby mi uwierzyć że to debiut. Językowo doskonała, wszystko trzyma się kupy, nie ma niewyjaśnionych wątków. Autorka pokusiła się o przeplatanie przeszłości z teraźniejszością, co wcale nie jest łatwym zadaniem, zwłaszcza dla początkującej pisarki. Tu jednak wyszło świetnie, dodało książce emocji i pozwoliło na całościowy pogląd na życie Summer.

Choć okładka wygląda sielsko, kojarzy się z latem, wakacyjną przygodą i lekką historią to książka jest nieco bardziej złożona. Porusza trudne tematy, jest nacechowana mocno emocjami. Co jednak najważniejsze, Summer to przestroga przed destrukcyjną relacją damsko-męską i nadzieja na to, że z każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji można wyjść. To powieść o miłości, przyjaźni i bliskości. To powieść o tym, że mamy obok ludzi którzy nas kochają i zawsze bez względu na okoliczności będą wspierać. Doskonały debiut, piękna historia. 

niedziela, 5 stycznia 2020

Najmilszy prezent - Agnieszka Krawczyk

Najmilszy prezent to pierwsza książka Agnieszki Krawczyk po jaką sięgnęłam. Nowa seria to idealny moment na rozpoczęcie przygody z twórczością autorki. Ulica Wierzbowa to cykl o sąsiadach z ulicy Wierzbowej. Historia skupia się wokół Flory Majewskiej - najstarszej mieszkanki ulicy, osoby nieco tajemniczej, ale bardzo ciepłej i miłej. Starsza pani co rok przygotowuje dla sąsiadów świąteczne kartki. Tym razem pisze obszerne listy, a w każdym z nich zamieszcza dobrą radę, przestrogę czy po prostu ciekawy przepis - niekoniecznie kulinarny. 

Akcja toczy się w urokliwym miasteczku Uroczyn w okresie około świątecznym. Przy ulicy Wierzbowej usytuowanych jest dziewięć domów. Ludzie zamieszkujący każdy z domów są oryginalni, każdy z nich inny, a przede wszystkim - wszyscy są zwyczajnymi ludźmi, takimi którzy mieszkają obok nas. W jednym z domów mieszka Hanna z córeczką Nelą i chorym synkiem. To właśnie choroba dziecka sprawiła, że mąż Hani opuścił rodzinę. Tuż obok mieszka apodyktyczna Ewa Zięba z mężem, kolejno Jola Cieplik - starsza pani która uwielbia nadawać drugie życie starym przedmiotom z krewną Niką. Następny dom od niedawna zamieszkuje młody lekarz Paweł Zaruski, który bardzo szybko zyskał sympatię rezolutnej Neli. Jest też Zygmunt próbujący wyhodować idealną różę na cześć zmarłej żony. Nieco specyficzni są mieszkańcy dwóch domów: Bekierscy  i Konopińscy. Jest też opuszczony dom, który po wielu latach wreszcie znalazł właściciela - artystę rzeźbiarza, Ksawerego. 

Bohaterowie książki są zwykłymi ludźmi. To jest najważniejsze i najlepsze w całej historii - poczucie, że mamy do czynienia z człowiekiem z krwi i kości, zmagającym się z takimi samymi problemami jak my. Ich losy są jak samo życie - samotność, ucieczka przed odpowiedzialnością, zdrada, choroba czy wreszcie rodzinne nieporozumienia. Są też pozytywne aspekty, jak zawiązywanie nowych znajomości, bezinteresowna sąsiedzka pomoc. Właśnie to jest tak mocno uwydatnione, to, co tak rzadko jest spotykane w dzisiejszym świecie - pomoc płynąca z serca, nie z chęci osiągnięcia korzyści, zgoda, poczucie wspólnoty i świadomości, że mamy w kimś wsparcie. 

W powieści jest taki niesamowity klimat - czegoś nieuchwytnego, starych czasów gdzie liczyły się ludzkie emocje, ludzkie relacje, kiedy więcej robiło się samemu a kupowało mniej gotowego plastiku. Zapach pierniczków, własnoręcznie przygotowywane atramenty z tego co daje natura, obcowanie z naturą i czerpanie z życia w pełnej rozciągłości. Szukanie samodzielnych rozwiązań i wykorzystywanie każdej rzeczy wtórnie, a nie wyrzucanie przy pierwszej lepszej usterce czy po prostu - gdy się nam znudzi. Nie jest to typowa powieść świąteczna, choć dobijamy na końcu do Wigilii i Bożego Narodzenia. Gdybym miała ją jakoś określić to powiedziałabym, że to książka o przygotowaniach do świąt - przede wszystkim tych w naszych sercach. 

Co prawda każdy z bohaterów jest w pewien sposób sympatyczny, i jak się okazało - zależy im na wspólnym dobry. Jednak mam swoich ulubieńców: Florę, Hannę, Nelę, Pawła i Zygmunta. To ich losy ciekawią mnie najbardziej. Z całego serca kibicuje tym bohaterom i już zakończenie książki daje czytelnikom dużo nadziei. Mam również nadzieję na rychłe spotkanie.

Najmilszy prezent to cudowna książka o ludzkiej dobroci, bezinteresownej sąsiedzkiej pomocy z tak trudnych czasach dla relacji międzyludzkich. To również powieść o samotności i przemijaniu, ale także o ogromie nadziei, zaufaniu i poszukiwaniu szczęścia. Jest przy tym takim ogromnym, ciepłym ładunkiem pozytywnej, dobrej energii. Na samą myśl o bohaterach robi się ciepło na sercu. Autorka pokazuje, że są jeszcze życzliwi ludzie, że są wspólnoty i uczucia. Przede wszystkim jednak pisze o codzienności - zwykłej, szarej, która jednak potrafi być magiczna w swojej prostocie. Nie mogę się doczekać drugiej części i mam nadzieję, że nie będę musiała długo czekać. 

Książka przeczytana w ramach wyzwania Zatytułuj się. 

sobota, 28 grudnia 2019

Wszystko, czego pragnę w te święta - Anna Langner

Lekka, przyjemna i szybka do przeczytania lektura na okres świąt Bożego Narodzenia. 

Ewa to kobieta przed trzydziestką, która mogłoby się wydawać osiągnęła w życiu wszystko. Ma świetną, dobrze płatną pracę, mieszkanie w samym centrum miasta i do tego wymarzony samochód. Ale czy to naprawdę wystarczy, żeby być szczęśliwym? Gdzie w tym wszystkim czas dla rodziny, przyjaciół? I co najważniejsze, gdzie w tym wszystkim czas na związek? Na prawdziwą miłość? Święta to jak co roku czas, w którym Ewa na chwilę zapomina o pracy i wyjeżdża do rodziców na wieś. Tym razem postanawia jednak wykorzystać urlop także na to, by przemyśleć czego tak na prawdę pragnie od życia. Przyjeżdżając do rodzinnego domu, spotyka nie tylko barta bliźniaka, a także tajemniczego, przystojnego mężczyznę, który od samego początku działa jej na nerwy.  Kim jest i co robi w jej domu? Choć wydawać by się mogło, że święta, będą dla Ewy odpoczynkiem i spokojem, Bruno zadba o to, by było zupełnie inaczej.. Do czego zaprowadzi ją znajomość z młodym, intrygującym mężczyzną? 


„To prawda, potrzebujemy czasem od siebie odetchnąć. Etap, kiedy nie można oderwać od siebie rąk i wytrzymać rozłąki, zawsze kiedyś się kończy. Ale mimo wszystko ta miłość, inna niż na początku, nadal jest miłością. Spokojniejszą, bez fajerwerków i szybkiego bicia serca, z większą ilością pretensji, ale i z większym wsparciem. Wspólne problemy, rutyna osłabiają związek tylko na moment. Jeśli para to przetrwa i wyciągnie z tego lekcje, związek jeszcze się umocni.” 


Książka od samego początku bardzo wciąga i nie można oderwać od niej oczu. Ciekawie przedstawiona jest postać Bruna, który na początku kojarzył mi się bardziej z facetem za bardzo pewnym siebie, pozbawionym uczuć, który może mieć każdą kobietę. Po pewnym czasie wszystko zaczyna się komplikować i nic nie wydaje się już takie pewne. Anna Langner w niebanalny sposób opisuje różne oblicza miłości. Pokazuje, że nie wszystko jest proste, a na prawdziwą miłość też trzeba sobie zapracować i przede wszystkim do niej dojrzeć. Na pewno nie łatwo jest zmienić swoje dotychczasowe życie i zacząć wszystko od nowa, o czym przekonała się główna bohaterka powieści. Dość mocno zaintrygowała mnie tutaj postać nieco tajemniczego Adama, która do samego końca trzyma w dużej niepewności. Okraszona odrobiną erotyzmu dodaje pikanterii świątecznemu, uroczemu klimatowi. Mimo wszystko można ją spokojnie czytać cały rok. 

Wszystko, czego pragnę w te święta to bardzo emocjonująca, klimatyczna i niezwykła lektura, w sam raz na święta. Nie tylko pozwala miło spędzić ten leniwy czas, ale też zwraca uwagę na to co najważniejsze: aby czasem zwolnić, spędzić czas z bliskimi i zastanowić się, co jest najważniejsze.

Ta i inne książki dla kobiet w super cenach na Tania Książka. 

piątek, 6 grudnia 2019

Tylko raz w roku - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Tylko raz w roku, to kolejna książka Agnieszki Lingas-Łoniewskiej po którą sięgnęłam. Lubię pióro autorki, choć nie czytam wszystkich książek, raczej tylko te które czuję że przypadną mi do gustu. Bardzo się cieszę, że przeczytałam tę właśnie powieść, bo moim zdaniem jest najlepszą (z tych które czytałam) książką autorki. Taka lekka i urocza, a jednocześnie mocno przyziemna i nie brakuje w niej emocji – w końcu mamy do czynienia z ich dilerką.

Wigilia to wyjątkowy dzień, jedyny taki w roku. Dzień cudów, dzień spełnionych marzeń, wyczekiwanych spotkań, rodzinnej atmosfery. Dla Eli jest to jednak najgorszy dzień w jej życiu. Dzień, w którym jej świat legł w gruzach. Jednakże przypadkowe spotkanie na wrocławskiej Pergoli tuż po wigilijnej wieczerzy odmienia jej życie – po raz drugi tego samego dnia, w ciągu kilku godzin. Nieoczekiwane spotkanie z Kamilem sprawia, że świat na chwilę się zatrzymuje, czas płynie wolnej, a dzień który do tej pory był katastrofą staje się jednym z najpiękniejszych w jej życiu. Podobnie zresztą dla Kamila, dla którego Ela jest kolorowym promykiem w surowym, poukładanym i do bólu poprawnym świecie jaki urządziła dla niego zasadnicza matka. Pomimo że znają się kilka godzin wyczuwa się między nimi nić porozumienia, swoistego rodzaju napięcie i budzące się w zmarzniętych sercach uczucie.

Od tego dnia każde z nich wraca na Pergolę, chociażby myślami i wspomina ich pierwsze spotkanie. Choć wydawać by się mogło, że ich miłość jest silna, czysta i nic nie jest w stanie jej pokonać, w życiu nigdy nie jest prosto i nie zawsze fabuła losu toczy się tak, jakbyśmy tego chcieli.

Rozstanie rodziców to był pierwszy cios dla Eli. Przeprogramowanie dotychczas ciepłego, rodzinnego życia, mimo że dziewczyna była już na tyle dojrzała by zrozumieć rodziców, nie było dla niej łatwe. Potem spadały kolejne ciosy: wyprowadzka ojca, choroba matki, niechęć matki Kamila do Eli. W Kamilu dziewczyna miała ogromne wsparcie i podporę, jednakże zaborcza matka chłopaka nie pozwalała cieszyć się młodym sobą nawzajem i ich szczęściem. Za wszelką cenę próbowała namieszać między nimi i niestety, choć nieświadomie obydwoje poddawali się jej matactwom.

Zarówno na Elę jak i Kamila w przeciągu tych sześciu lat – bo tyle trwa akcja spada mnóstwo problemów, nieszczęść a nawet tragedii. Trzeba jednak przyznać, że są silni i niełatwo jest ich złamać. Bez wątpienia życie daje im ostry wycisk i tylko siła własnej woli, upór i zdrowy rozsądek pozwala im przetrwać.

Sześć kolejnych Wigilii Eli i Kamila to wzloty i upadki. Początkowo momenty piękne i radosne – jak pierwsze porywy serca, jak zakochanie, poczucie bezpieczeństwa i ciepła. Później przychodzą te gorsze, szare dni wypełnione smutkiem i rozpaczą, bolesnymi wspomnieniami. Czy są razem, czy osobno, nie ma Wigilii, kiedy by o sobie nie myśleli. Choć rozdzieleni, wciąż są połączeniu uczuciem, które nie wygasło i wciąż się tli.

Kością niezgody – jak to w życiu, są nieporozumienia, niedomówienia i brak szczerej rozmowy. Niestety często ludzie którymi się otaczamy dają nam mylne pojęcie o pewnych sprawach i zrażeni obrazem jaki ktoś wykreował nie próbujemy nawet wyjaśnić tych spraw z tymi, których bezpośrednio dotyczą, często z osobami które są lub były kiedyś dla nas bardzo ważne.

Tylko raz w roku to książka idealna na święta. Ciepła, przyjemna, czyta się ją naprawdę niesamowicie szybko. Fajne jest to, że akcja toczy się głównie w Wigilię, ale bohaterowie wspominają miniony rok i jego najważniejsze momenty. Dzięki temu nie czujemy znudzenia akcją, ale też nie mamy wrażenia że na bohaterów spadają na raz wszystkie nieszczęścia. Ja jestem zachwycona, nie tylko świąteczną atmosferą, ale też świetną kreacją bohaterów, prostym w odbiorze językiem i całą gamą emocji – począwszy od wzruszeń, nadziei przez radość, smutek i złość.

Wszystkie książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, które do tej pory czytałam były bardzo emocjonalne i miały słodko-gorzkie zakończenia. Tu jest inaczej. Tu mamy słodkie, urocze zakończenie, ale chyba tego właśnie nam trzeba, tego wymaga się od świątecznych książek. Ciepła, nadziei, dziecięcej radości i wiary w lepsze jutro, wiary w lepszy nadchodzący rok i ufności w dobrą przyszłość. Dla mnie jest idealnie.

Tylko raz w roku BESTSELLEREM Taniej Książki! 

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Powiedz życiu tak, Lili - Anna H. Niemczynow

Lilianna Berg, wieczna optymistka, poszukiwaczka szczęścia i dobrej energii znów czaruje czytelników swoją radością i pozytywnym myśleniem. Pomimo przeszkód jakie na jej drodze stawia życie pomimo potknięć i mniejszych i większych kamyczków energiczna Lili stara się czerpać z życia to co najlepsze. Kolejne spotkanie z bohaterką jest równie udane co pierwsze. Lili, jej babcia i całe grono życzliwych ludzi to takie dobre promyczki, które małymi gestami, cichymi słowami i bijącym od nich ciepłem pokazują nam, że jesteśmy cudem, i że przy odrobinie wysiłku, kapce ciężkiej pracy i uporowi można naprawdę wiele osiągnąć!

Anna H. Niemczynow czerpie mądrość z życia. Choć Lili jest postrzegana jako zwariowana, pozytywna i szczęśliwa osoba, sama dobrze wie, że nie zawsze jest w życiu lekko. Jednakże jest na tyle uparta i nakierowana na szczęście, że co prawda nie bez trudu, ale skutecznie pokonuje wszelkie przeciwności losu. Jest przede wszystkim pozytywnie, jest barwnie, wesoło i tak najzwyczajniej miło. Choć tak jak w życiu - zdarzają się też momenty smutku, zwątpienia i niemocy. 

Niewątpliwie dobrym duszkiem Lili, powieści i nas - czytelników jest babcia Rózia. Osoba niezwykle ciepła, optymistyczna, ale też mądra. Babcia Rózia to taki nauczyciel życia. Pokazuje przede wszystkim że życie jest piękne, że daje nam mnóstwo możliwości i że każdy dzień jest cudem. Że my jesteśmy cudem i że właśnie my możemy działać cuda. Mówi o tym co takie ważne - o niesieniu bezinteresownej pomocy drugiemu człowiekowi, o uczciwości, zrozumieniu i tolerancji. To właśnie ona uświadamia, że warto walczyć o marzenia do samego końca. 

Dla Lili ten czas to swoisty powrót do przeszłości. Pomimo tego, że czasem odcinamy się od czegoś całkowicie, nie zdajemy sobie sprawy, że przeszłość wciąż jest i może doprosić się o naszą uwagę w najmniej spodziewanym momencie. To też nauka o tym, że na to kim jesteśmy właśnie teraz, jak wygląda nasze życie ogromny wpływ ma właśnie przeszłość - to ona poniekąd nas kształtuje. Choć nie da się zamknąć przeszłości, to na pewno warto ją przepracować i pogodzić się z nią. 

Osobiście uważam, że Lili to takie odwzorowani autorki - osoby niesamowicie pozytywnej, zawsze uśmiechniętej i potrafiącej docenić najmniejszy gest, osoby która tak często mówi "dziękuję", "jestem wdzięczna" i cały potok samych dobrych, pozytywnych słów! 

Powiedz życiu tak, Lili to powieść o przyjaźni, rodzinnych zawirowaniach i miłości. Jednakże największym atutem książki jest ogromna dawka pozytywnej energii. dobrego myślenia, barwnych, ciepłych i życzliwych bohaterów. Uważam, że niepotrzebne są nam poradniki o szczęściu, pozytywnym myśleniu i tym podobne - wystarczy przeczytać książki Ani, aby nauczyć się siebie kochać, nauczyć się wdzięczności i postrzegać siebie, świat i całe dobro które nas otacza jako małe cuda, które dzieją się codziennie. Po lekturze Lili nasuwa mi się jedna myśl: życie nas kocha, więc nie bójmy się na nie otwierać. 

|| NOWOŚCI TANIEJ KSIĄŻKI ||