czwartek, 15 sierpnia 2019

Życie Cię kocha, Lili - Anna H. Niemczynow

Gdzieś spotkałam się z opinią, że Życie Cię kocha, Lili, to najbardziej pozytywna książka tego roku. I chociaż do końca roku jeszcze trochę czasu zostało, to śmiem sądzić, że rzeczywiście tak jest. Bije z niej ogrom pozytywnej energii, radości, takiej cudownej, życiowej mądrości.

Bohaterką powieści jest tytułowa Lili, pracująca w czasopiśmie dla kobiet. Osóbka bardzo barwna, postać mega pozytywna, pełna energii i przekonana, że cały świat jej sprzyja. Lili to taki dobry duszek, który z każdej sytuacji, nawet trudnej stara się wydobyć coś pouczającego i pozytywnego. Uważa bowiem, że wszystko czego doświadcza, dzieje się z jakiegoś powodu, a trudności czynią ją silniejszą i mądrzejszą na przyszłość. Swoje pogodne usposobienie zawdzięcza babci Rózi – kobiecie, która ją wychowała i dla której Lili jest najważniejszą osobą na świecie. Rozalia, mimo bądź co bądź podeszłego wieku jest równie przebojowa co jej wnuczka – ba, to właśnie z niej wnuczka czerpała wzorzec i autorytet.

Choć pogodne usposobienie Lili bardzo pomaga jej w życiu, wcale nie jest powiedziane że ma lekko. Wręcz przeciwnie – poprzez swoją ufność i wiarę w ludzi jest trochę naiwna i odnoszę wrażenie, że łatwo jest nią manipulować. Ma romantyczną duszę i choć brutalnie zraniona przez swojego (ex) partnera mocno wierzy w miłość. A tej wiary dodają jej listy na drzewach, które ktoś rozwiesza w mieście „dla Pani z autobusu linii..” Lili mocno zaangażowała się w miłosną historię zapisaną na kartkach papieru i poprzyklejaną na drzewach, bardzo chce pomóc odnaleźć się dwójce ludzi których listy dotyczą.  Lili ma moc zjednywania sobie ludzi. Szybko zyskała sympatię swojej szefowej Brygidy i pomogła zrozumieć jej wiele ważkich spraw. Stały się przyjaciółkami, takimi prawdziwymi od serca,  a odkąd w życiu Brygidy pojawiła się Lili wiele się zmieniło, na lepsze.

Lilianna, jak każdy człowiek ma swoje słabości. Autorka wcale jej nie wybiela, przeciwnie – robi z niej człowieka takiego jak my – z wadami, słabościami i problemami. Wątek Rózi i jej przyjaciół – dystyngowanej, acz nieco szalonej damy Kordelii, artystki Giny i sąsiada Zdzicha jest przeuroczy! Zabawny, a jednocześnie uświadamiający istotę przyjaźni. Pokazuje też, że starość nie musi być wyrokiem, że nawet po siedemdziesiątce można czerpać z życia, robić wiele dobrego dla siebie i innych i być tak po prostu – pogodnym i szczęśliwym.

Życie Cię kocha, Lili to bardzo lekka lektura, którą czyta się przyjemnie i bez wysiłku. Ilość dobrej energii jaka z niej emanuje wywołuje euforię, która utrzymuje się przez długi czas po przeczytaniu książki. I co więcej, to kolejna książka Pani Ani, która zostawia po sobie ślad i czegoś uczy. A czego, to już kwestia bardzo indywidualna, jestem jednak pewna, że każdy czytelnik coś w niej wyniesie.

Książka jest ogromną dawką pozytywnej energii. Fajne są afirmację, których w sumie jest 52. Pewnie ciężko od razu byłoby stosować w swoim życiu wszystkie, ale ja osobiście wybrałam sobie dwie, które co dzień powtarzam – to wcale nie jest takie trudne! . Książki Anny H. Niemczynow mają niewątpliwie charakter terapeutyczny, a ta powieść jest jak taki plasterek na poranioną duszę. Ma działanie kojące, regenerujące, motywujące i otwiera oczy na jeden fakt: życie jest cudem, życie nas kocha. 

wtorek, 23 lipca 2019

Harry Potter i Przeklęte Dziecko - J.K.Rowling, J. Tiffany, J. Thorne

Ponad dziesięć lat temu zaczęła się moja przygoda z Harrym Potterem. Kilkakrotnie czytałam książki, wielokrotnie oglądałam filmy i gdy na rynku pojawiła się informacja o „ósmej” części poczułam ogromne rozczarowanie i niczym w zasadzie nieuzasadnione zniechęcenie. Jak można dopisywać coś do tak perfekcyjnie zamkniętej historii? Pierwsza myśl: motywacją były pieniądze, bo na słynnym Harrym Potterze można nieźle zarobić.  Nie potrafiłam się jednak oprzeć i po jakimś czasie zdobyłam egzemplarz scenariusza sztuki Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Książka leżała na półce ponad dwa lata i nic nie wskazywało na to bym po nią sięgnęła w najbliższym czasie. Aż do momentu, kiedy podczas wycieczki do Londynu trafiłam na dworzec King’s Cross i zobaczyłam na własne oczy peron 9 i ¾ i całą tę magiczną otoczkę. Po powrocie do domu wiedziałam już, że czas powrócić do Harry’ego i co prawda nie bez obaw sięgnęłam po zapomnianą lekturę. 

Jak się okazało, wcale nie było tak źle. Wiadomo, że to już nie „ten” Harry Potter, jego magia uległa lekkiemu zatarciu, ale wciąż odczuwany jest ten niepowtarzalny klimat – peronu na dworcu King’s Cross i pożegnań młodych czarodziejów z rodzinami, Expresu Hogwart, ogrom Hogwartu, wyjątkowość profesorów czy Tiary Przydziału. Bohaterowie sztuki są nam również w większości dobrze znani. Harry i Ginny Potterowie, Hermiona Granger-Weasley i Ron Weasley, Draco Malfoy oraz ich dzieci. Osobiście uważam, że dorośli bohaterowie są tacy, jacy być powinni. Jedynie trochę szkoda mi postaci Rona, bo w moim odczuciu został zepchnięty do rangi takiego brzydko mówiąc – pachołka Hermiony, który nie do końca wie kim jest i  co właściwie się dzieje. Bardzo, bardzo nad tym ubolewam bo Ron to wspaniały bohater, z poczuciem humoru, a tu ten humor został wykorzystany przeciwko niemu i zrobiono z niego błazna.

Strasznie mi się spodobało, że twórcy powiązali ze sobą losy bohaterów, którzy nienawidzili się w Hogwarcie – Harry’ego, Hermiony, Rona i Dracona Malfoya. Zabieg ten pokazuje, jak upływ lat działa na nienawiść, dawne krzywdy i nieporozumienia. Chociaż wciąż nie pałają do siebie przesadną sympatią, to ich stosunki są wystarczająco poprawne, a w niektórych momentach można by rzec, że nawet koleżeńskie. Oczywiście bez przesady. Łączy ich na pewno jedno – troska o swoje dzieci, i w obliczu zagrożenia potrafią się zjednoczyć i wspólnie stawić czoła złu, mimo uprzedzeń i dawnych zadr.
Historia dzieci Pottera i Malfoya jest początkowo bardzo podobna do historii ich ojców. Pada propozycja przyjaźni i tym razem nie ma odrzucenia. Scorpius – syn Dracona i Albus – syn Harry’ego zaprzyjaźniają się od pierwszego dnia. Wielka jest ich radość, gdy trafiają do tego samego domu w szkole. Niestety ta przyjaźń dzieje się kosztem innej przyjaźni, co pokazuje jak jesteśmy czasami uprzedzeni do innych ludzi przez wzgląd na przeszłość ich rodzin czy właśnie – nieporozumień między dorosłymi.

Oczywiście, nie brakuje elementów pokazujących jak bardzo zmienił się nasz świat od czasów pierwszego Harry’ego Pottera. Mimo, że nie jest to napisane wprost i być może sama sobie trochę domawiam, to w scenariuszu ma odzwierciedlenie ideologia gender. Scorpius i Albus są przyjaciółmi, choć w mojej opinii ta ich przyjaźń czasami znacząco wykracza poza ramy. Może to tylko siła mediów i przez wzgląd na to co się ostatnio dzieję odnajduję nawiązania wszędzie, a może rzeczywiście taki był zamysł autorów?

Cudownie było powrócić w mury Hogwartu. Spotkać się z moją ukochaną Minerwą McGonagal, powrócić do wydarzeń sprzed lat, odwiedzić nawet Dolinę Godryka i zobaczyć świat Harry’ego z nieco innej perspektywy.  Uważam, że Harry Potter i Przeklęte Dziecko to przyjemny powrót do lat dzieciństwa. Pokazanie życia czarodziejów których znaliśmy gdy byli dziećmi – jak większość z nas wtedy, podczas czytania jako dorosłych już ludzi. Dzięki temu miałam, wrażenie, że oni gdzieś tam żyją – ich życie nieubłaganie toczy się, tak jak życie każdego z nas – że tak jak my zakładają rodziny, mają dzieci, na czołach przybywa zmarszczek a los nie oszczędza im prozaicznych zmartwień i trudów codzienności. Tym, którzy są niezdecydowani nie odradzam, ani nie zachęcam. Polecam tylko, aby potraktować tę książkę z dystansem i nie traktować jej jako kontynuację, a bardziej jako przegląd z życia bohaterów. Jedno jest pewne – Harry Potter nadal czaruje, nadal zachwyca i pożera na długie godziny czytelnicze dusze. Gdybym tylko miała nadmiar czasu i brak książek do czytania, zabrałabym się od nowa za całą serię. I wiem, że kiedyś to w końcu zrobię.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Zatytułuj się. 

piątek, 19 lipca 2019

W promieniach szczęścia - Agata Przybyłek

Dziewiętnastoletnia Łucja jest wzorową studentką pierwszego roku prawa. Pochodzi z biednej rodziny, utrzymuje się ze stypendium, które jest jedynym źródłem jej dochodów. Ma duże ambicje i pragnie osiągnąć w życiu coś więcej, by mogła być z siebie dumna i by jej rodzice mogli być z niej dumni. Wszystko zmienia się, kiedy w dniu egzaminu znajduje na śmietniku dziecko.

Justyna cierpi na depresję. Wydarzenia z przeszłości boleśnie wracają i nie dają o sobie zapomnieć. Dopiero po latach dochodzi do głosu żal i wyrzuty sumienia. Pogrążona w smutku i marazmie rozpaczliwie szuka ukojenia, jednak to nie przychodzi. 

W promieniach szczęścia to druga z serii książek z domkami. Pierwsza mnie totalnie oczarowała, nic więc dziwnego że i tu miałam spore oczekiwania. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona faktem, że dostałam coś zupełnie innego nie tylko ze względu na poruszaną tematykę, ale i kalibru powieści. Autorka wzięła sobie na warsztat bardzo, bardzo delikatny temat - porzucenie dziecka. Ukazała wszelkie konsekwencje takiego posunięcia, począwszy od tego jak dużą krzywdę matka wyrządza dziecku, jak i to, że każdy uczynek prędzej czy później będzie rozliczony, bo wszystko co czynimy wraca do nas. 

Łucja jako młoda kobieta, jeszcze nastolatka znajduje na śmietniku małą dziewczynkę, której nadaje imię Gloria. Bierze ją w swoje ramiona i czuje coś wyjątkowego. Gdy po długim czasie nikt nie zgłasza się do ośrodka adopcyjnego, sama postanawia jako samotna matka starać się o prawa do opieki nad Glorią. Dziewczynka nie jest w pełni zdrowa, ale ciepło i miłość jakie Łucja czuje w sercu zdają się wynagradzać wszelkie trudy i problemy. Postać Łucji to piękny przykład osoby, która poświęca swoje marzenia i plany dla dobra małego człowieka, który jest bezbronny, całkowicie zdany na czyjąś opiekę. Łucja to dziewczyna o wielkim sercu, która w wieku dziewiętnastu lat porzuciła studia, imała się każdej pracy, byleby tylko zapewnić jak najlepszy byt swojej córeczce - córeczce, którą biologiczna matka porzuciła na śmietniku. Należy dodać, że miłość jaką obdarzyła Glorię była piękna, czysta i tak silna jak żadna inna. 

Łucja jak każda młoda kobieta pragnie również innej miłości - tej romantycznej. Choć nigdy się nie skarży ani o tym nie myśli, potrzebuje kogoś kto by ją wspierał, otaczał troską i o nią dbał. Warunek jest jeden - musi pokochać nie tylko ją, ale i jej córeczkę. Kiedy na drodze Łucji staje Łukasz, świat nabiera innych barw. Nie robi sobie nadziei, nie odchodzi od zmysłów. Uczucie przychodzi raczej spokojnie, bez fajerwerków, bez rozgłosu.

Zupełnie inną perspektywę przedstawia nam Justyna. Od początku domyślałam się, kim ona jest i nie pomyliłam się. Opowiadając swoją historię, historię destrukcyjnego stopniowo się oczyszcza, wyrzuca z siebie to wszystko co dotąd zatruwało jej ciało i umysł. Dopiero po latach dociera do niej sens jej czynów, dochodzi do głosu żal, smutek, wyrzuty sumienia. Chce naprawić swoje błędy, ale na niektóre jest już za późno. 

Brakowało mi co prawda rozwinięcia niektórych wątków, pewnego dopełnienia. Odniosłam wrażenie, że powieść została trochę zbyt szybko zakończona, jakby urwana, ale może właśnie taki był zamysł autorki, by pozostawić czytelnikowi furtkę i samemu dopisać sobie historię Łucji, Glorii, Łukasza i Justyny. 

W promieniach szczęścia określiłabym jako słodko-gorzką powieś o blaskach i cieniach codziennego życia. Przede wszystkim jednak to piękna powieść o prawdziwej matczynej miłości, która nie musi być uwarunkowana więzami krwi. W promieniach szczęścia to nostalgiczna opowieść o dziewczynie, która powodowana miłością rzuca wszystko, by tylko zapewnić maleńkiej istotce dom, ciepło i miłość. Z drugiej strony, to również historia kobiety, która w pewnym momencie bardzo pogubiła się w życiu i dopiero po wielu latach w pełni rozumie swoje błędy. Nostalgiczna, przepełniona wzruszeniem, pełna życiowej mądrości.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Zatytułuj się. 

sobota, 13 lipca 2019

Listy zza grobu - Remigiusz Mróz

Remigiusz Mróz w nowej odsłonie bardzo miło zaskakuje! Choć serię o Chyłce uwielbiam to fajnie jest przeczytać coś innego, świeżego i na dodatek super wpasowującego się w mój czytelniczy gust. Po niezbyt udanym spotkaniu z Hashtagiem początkowo całkowicie miałam sobie odpuścić nową serię - bo wszystko na to wskazuje, że będzie to seria, ale całe szczęście, że w końcu się zdecydowałam! 

Dwadzieścia lat po śmierci ojca Kaja Burzyńska - Burza wciąż otrzymuje od niego listy. Z biegiem lat zaczyna dostrzegać w nich drugie dno. Tymczasem po dwudziestoletniej nieobecności do miasteczka wraca Seweryn Zaorski, patomorfolog najlepszy w swoim fachu. Kupuje zrujnowany dom rodzinny Kai i wraz z dwoma córeczkami zaczyna nowe życie. Podczas remontu odnajduje skrytkę w której ojciec Kai ukrył materiały rzucające nowe światło na sprawę sprzed dwóch dekad. Wraz z Kają szybko dochodzą do wniosku, że to co znalazł i listy które Burza otrzymuje są ze sobą połączone. 

Seweryn Zaorski, najnowszy bohater Remigiusza Mroza jest chyba najlepiej wykreowanym bohaterem autora. Samotny ojciec dwójki dzieci - czuły, troskliwy i opiekuńczy, gotów zrobić dla swoich córek wszystko. Diabelnie inteligentny i sprytny, z poczuciem humoru, wyjątkowo dokładny i skrupulatny w tym co robi. Być może trochę przypomina innych bohaterów autora, ale Seweryn jest oryginałem, jedynym w swoim rodzaju i od teraz moim ulubioną postacią od Mroza. Jest wokół niego otoczka tajemnicy, momentami nawet budzi grozę i potrafi bardzo zmieszać uczucia czytelnika względem niego, ale to tylko działa na jego korzyść. Pozostali bohaterowie powieści również są barwni i realni, jak choćby Kaja - dawna miłość Seweryna, żona aktualnego burmistrza i policjantka. Losy Kai i Seweryna splatają się nie tylko na płaszczyźnie prywatnej ale i zawodowej, dlatego powstaje mieszanka niemalże wybuchowa. 

Powieść wydaje się na pozór oczywista i niby od samego początku wskazuje to co powinno być tajemnicą. Wydawało mi się to jednak zbyt banalne jak na Mroza i oczekiwałam wyjaśnienia, które owszem, dostałam, ale i tak zupełnie inne niż się spodziewałam. Czy autor zaskakuje? Owszem, bardzo, choć uważam, że stać go było na coś bardziej zagmatwanego. Z drugiej strony, czasem najprostsze wyjaśnienia okazują się być tymi najmniej oczywistymi, więc element suspensu jak najbardziej jest i spełnił swoje zadanie. 

Po raz pierwszy w książce Mroza tak mocno zaznaczył się wątek obyczajowo - miłosny. I uważam, że w tym przypadku zadziałało to wyjątkowo korzystnie, bo połączenie wątku kryminalnego i zakazanej miłości jeszcze bardziej podgrzało atmosferę i pobudziło emocje czytelników. 

Tajemnice sprzed lat, rozwiązywanie zagadki, docieranie do śladów zbliżają Kaję i Seweryna, jednocześnie zbliżając ich do rozwikłania zagadki i przybliżają do dużego niebezpieczeństwa, które może być zagrożeniem nie tylko dla nich ale i dla ich rodzin. 

Listy zza grobu czyta się szybko, przyjemnie i ciężko jest odłożyć książkę, bo końcówka rozdziału to przyczynek do czegoś większego co mocno pobudza wyobraźnię. Autor jest mistrzem w pozostawianiu czytelnika w niepewności i chyba dzięki temu sprawia, że jego książki są nieodkładalne. Świetny thriller, który trzyma w napięciu, wątek obyczajowy nieco łagodzi fabułę, ale całość jest wręcz idealna. Książka w sam raz do poczytania, spędzenia miło popołudnia albo dwóch. Gwarantuję, że będziecie na wszelkie sposoby próbować odgadnąć tajemnicę i pewnie i tak wam się nie uda. A czy nie to lubimy najbardziej w takich książkach? 

Książka bierze udział w wyzwaniu Zatytułuj się. 

wtorek, 25 czerwca 2019

Tam gdzie serce Twoje - Krystyna Mirek

Krystyna Mirek to autorka którą poznałam stosunkowo niedawno i wciąż gdy sięgam po jej książki czuję trochę niepewności podszytej ekscytacją, zaciekawieniem i sporymi oczekiwaniami. Jak dotąd jeszcze nigdy się i nie zawiodłam i jestem pełna podziwu, że autorka tak pięknie pisze o codzienności, przemycając trudne życiowe sytuacje i tak dużo obrazów rzeczywistości, ile tylko zdoła zmieścić w powieści. Jednocześnie nie przytłacza i nie męczy czytelnika.

Tam gdzie serce Twoje to kolejna książka z ogromną dawką prawdziwego życia, nadziei i życiowej mądrości. Mąż Laury jest cenionym kardiochirurgiem. Kobieta poświęciła wszystko, całą siebie dla swojego małżeństwa. Żyją na wysokim poziomie, nie brakuje im niczego, co można by było zdobyć za pieniądze. Jednak okazuje się, że bogactwo, szacunek i poważanie w pewnych kręgach nie są wystarczające, kiedy w małżeństwie brakuje prawdziwej miłości. Zarówno Laura jak i jej mąż bardzo pragną dziecka, ale mają trudności z poczęciem. Z pokorą znosi oskarżenia zarówno ze strony męża jak i teścia, w końcu jednak presja i upokorzenie jakich zaznaje dają upust emocjom i o czwartej nad ranem rzuca wszystko i wyrusza na drugi koniec Polski. W małym sopockim pensjonacie Laura zaznaje ukojenia. Spotyka ludzi, którzy serdecznie ją przyjmują, i choć podobnie jak ona są pokiereszowani przez życie, znajduje w nich wsparcie i zrozumienie. Poznaje też pana Alberta, który lata temu znalazł skarb, ale nie potrafił się nim podzielić z bliskimi, przez co stracił rodzinę.

W bardzo przyjemnej i bądź co bądź lekkiej powieści autorka zawiera wiele życiowych prawd. Stawia przed czytelnikami mnóstwo pytań, zwraca uwagę na uniwersalne prawdy tak często spychane na boczny tor i zwyczajnie nie zauważane w natłoku codziennych spraw. Przede wszystkim mówi o pragnieniu dziecka, tak silnym, że aż bolesnym. Dziecko to cud i jego poczęcie powinno być świadome, od pierwszych chwil rodzice powinni pragnąć dziecka. Niestety w przypadku małżeństwa Laury to pragnienie jest destrukcyjne – z biegiem czasu małżonkowie zapominają o miłości a oskarżenia i wyrzuty zacierają istotę pragnienia dziecka. Ta powieść pokazuje też, że bardzo ważne jest aby małżeństwo było przede wszystkim razem – aby jedno było murem za drugim, aby współdziałać i tworzyć jedność. Ważne jest, by mąż i żona mieli jedno zdanie przeciwko – kolokwialnie mówiąc – światu. Często tę jedność zaburzają rodzice czy teściowie, na co niestety zbyt często, nieraz z szacunku albo nawet strachu się pozwala.

Autorka porusza też w szczególny sposób kwestię dóbr materialnych. Postać pana Alberta – starszego Pana, bardzo już doświadczonego przez życie i noszącego w sobie wiele przeżyć i historii pokazuje, że nie zawsze znalezienie cennego skarbu jest furtką do szczęścia. Czasami jest wręcz przeciwnie – gdy do głosu dojdzie zapomnienie możemy stracić coś o wiele cenniejszego niż kosztowny skarb. Historia Alberta to jednak nadzieja na to, że nawet po wielu latach możemy naprawić wyrządzone krzywdy, bo życie zawsze daje nam drugą szanse i nigdy nie skreśla żadnego człowieka.

Tam gdzie serce Twoje jest powieścią w sam raz na ten wakacyjny czas. Jest lekka, przyjemna, uroku dodaje jej morski, wakacyjny klimat.

Powieść Krystyny Mirek to kolejna historia ludzi, którzy pogubili się w życiu, ale wciąż bardzo mocno pragną żyć jego pełnią. To historia o trudnych życiowych wyborach, o potrzebie przebaczenia i wybaczaniu. Pokazuje, że największą siłą jest miłość i że to właśnie miłość jest największym skarbem, bezcennym. Tam gdzie serce Twoje to powieść o drugich szansach, przypomina o tym, co jest w życiu najważniejsze i czego się nie da kupić za pieniądze.


sobota, 15 czerwca 2019

Ostatni most – Dominika van Eijkelenborg

Nie ukrywam, że sięgnęłam po tę powieść przez wzgląd na to, że autorka jest holenderką i umieściła akcję tamże. Chyba nigdy wcześniej nie czytałam niderlandzkiej literatury, a jako że spędziłam w Holandii przeszło rok i trochę poznałam tamtejsze realia, byłam bardzo ciekawa jak to wygląda w książce. I jestem bardzo, bardzo pozytywnie zaskoczona Ostatnim mostem.

W wodzie w sobotni poranek zostaje znaleziony samochód z ciałem młodej kobiety. Okazuje się, że przyczyną śmierci nie jest jak by się wydawać mogło wypadek, a wykrwawienie do którego doszło w wyniku powikłań poporodowych.  Kilka godzin później kobieta będąca z dzieckiem na spacerze w śmietniku w parku znajduje niemowlę. Zagadkowe wydarzenia wyjaśniać będzie policjantka Marieke van Haan, która od dziecka ma awersję do wody. Dodatkowo właśnie pożegnała dziadka, który był jej mentorem i wzorem do naśladowania. Jak się okazuje, zostawił po sobie tajemnicę. Marieke pragnie poznać prawdę, z drugiej jednak strony boi się że ta prawda pobrudzi nieskalany dotąd w jej pamięci wizerunek ukochanego dziadka.

Jeszcze raz powtórzę, że jestem bardzo miło zaskoczona Ostatnim mostem. To książka idealna w swoim gatunku: trzyma w napięciu, w trakcie czytania dostajemy mnóstwo tropów i zagadek, które sami próbujemy rozwikłać. Jest bardzo tajemniczo, czasami strasznie. Przede wszystkim akcja powieści niesamowicie wciąga i nie sposób jest się od niej oderwać.

Główną bohaterką jest Marieke i właściwie to wokół niej skupia się cała fabuła. Marieke prowadzi śledztwo w sprawie śmierci Lisy Kloostry, w toku którego poznajemy wielu bohaterów, z których każdy jest oryginalny i miesza w fabule. Poznajemy rodzinę zmarłej Lisy i ludzi, w towarzystwie których przebywała. Właśnie dzięki temu możemy wyobrazić sobie w jakich warunkach żyła Lisa i czego musiała doświadczać.  Autorka w mistrzowski sposób przedstawiła portret psychologiczny dziewczyny – właśnie poprzez pokazanie jej towarzystwa i przez to co i jak ludzie o niej mówili. W trakcie czytania kilka razy zmieniały się moje odczucia względem Lisy – raz była dla mnie ofiarą, podczas gdy za chwilę uważałam że sama jest sobie winna, i tak moje zdanie cały czas się zmieniało.

Autorka bardzo fajnie łączy i przeplata wątki. Śledztwo które prowadzi Marieke pełne jest zakrętów i tropów. Jednocześnie dużo dowiadujemy się o prywatnym życiu policjantki. Jest bardzo pozytywną bohaterką – wyrazistą, pełną barw, twardo stąpającą po ziemi ale przy tym bardzo sympatyczną. Lubi swoją pracę i oddaje jej się całą sobą, ale jak każdy miewa chwile zwątpienia i niepewności. Przede wszystkim jednak, stara się postępować w zgodzie ze sobą i wykonywać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi.

Pisarka doskonale oddała cały klimat i urok Holandii, pokazała jak wygląda codzienne życie. Miałam wrażenie, jakbym razem z bohaterami przechodziła się wzdłuż kanałów, wybrukowanymi uliczkami, pośród szeregowo zabudowanych domków. Świetne jest to, że Dominika van Eijkelenborg pokazała Holandię taką jaka jest na co dzień, a nie taką jaką znają turyści. W pewnym sensie czytanie tej książki było moją podróżą sentymentalną, i chyba pierwszy raz poczułam coś w rodzaju tęsknoty za tamtymi miejscami i ludźmi. Autorka przemyciła odrobinę historii, wzruszenia i pewną historię miłosną.

W książce zawarte są też wątki przemocy seksualnej, strachu i problemów z samoakceptacją. Bardzo zapadła mi w pamięć postać Karama, uchodźcy, Syryjczyka, który z bolącym sercem opowiada o swoim rodzinnym kraju i który przez status uchodźcy i kolor skóry jest traktowany gorzej niż inni. Jedynie on jednak wykazuje się odpowiedzialnością i zwyczajnie uczciwością, mimo, iż jest postrzegany jako ktoś komu nie można ufać. Myślę, że nie tylko w Holandii istnieje ten problem – stereotypowego myślenia i traktowania ludzi pochodzących z innego kraju, ludzi innego wyznania, często biedniejszych, zagubionych, którzy równie jak my pragną godnego, spokojnego życia.

Ostatni most to świetny kryminał, zawierający dokładnie wszystko co potrzeba.  Szukanie wyjaśnienia śmierci Lisy Kloostry przy okazji ujawnia wiele tajemnic z życia dziewczyny, jej rodziny i otoczenia. Równocześnie Marieke odkrywa prawdę o sobie i swojej rodzinie, co nigdy nie jest łatwym doświadczeniem. Przede wszystkim jednak książka trzyma w niepewności, wywołuje dreszczyk emocji i do samego końca ciężko jest odgadnąć prawdę, mimo, że pewne podejrzenia padają dosyć szybko. A na koniec i tak jest zaskakująco! 

Ostatni most znajduje się na liście bestsellerów Taniej Książki!

Książka bierze udział w wyzwaniu Zatytułuj się. 

piątek, 7 czerwca 2019

Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót – Stefan Darda

W dniu kiedy Jakub Domaradzki wychodzi z więzienia po ponad trzyletniej odsiadce, jego wujek popełnia samobójstwo. Olgierd Lang, znany i lubiany przemyski fryzjer w widowiskowy sposób żegna się z życiem, w samym sercu miasta. Jakub nie może uwierzyć, że jego wuj dobrowolnie targnął się na życie, a list pożegnalny który znalazł w domu jeszcze bardziej miesza mu w głowie. Siostrzeniec na własną rękę próbuje odkryć prawdę Tropy prowadzą do najcenniejszego zabytku Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej. Czy możliwe jest aby Olgierd Lang był powiązany z gemmą, tajemniczym tysiącletnim amuletem o – podobno – magicznej mocy?

Gdyby nie Magdalena Witkiewicz i Cymanowski Młyn który napisała razem ze Stefanem Dardą, pewnie nie zwróciłabym uwagi na tego autora. Tymczasem bardzo się cieszę, bo to coś dla mnie nowego i świeżego, na dodatek bardzo mi się podoba!

Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót początkowo trochę mnie przerażało, bo książka nazwana jest horrorem, ale wcale tak strasznie nie było. Gwoli ścisłości, było może trzy, cztery momenty kiedy można było poczuć ciarki, ale nawet mnie, osoby bojaźliwej nie przestraszyły. Aczkolwiek dreszczyk emocji był. Trochę więc na wyrost książka nazwana jest horrorem i tu pewnie niektórzy fajni gatunku mogą być rozczarowani. Ale dostajemy wszakże wspaniałą mieszankę powieści obyczajowej i grozy, z historycznym akcentem i nutą fantastyki. Ja takie połączenia uwielbiam, więc nic dziwnego że książkę połknęłam w dwa dni.

Akcja powieści toczy się dwutorowo, choć skupia się wokół Kuby. Mężczyzna niesłusznie skazany po opuszczeniu zakładu karnego próbuje na nowo poukładać sobie życie, co w zderzeniu z rzeczywistością i nienawistnymi spojrzeniami ludzi wcale nie jest takie proste. Chce również uporządkować sprawy z przeszłości i wynagrodzić komuś pomoc, dzięki której został uniewinniony. Stefan Darda w taki jednak sposób operuje faktami, że nic nie jest takie oczywiste, nawet w tych pozornie prostych sprawach. Drugim wątkiem jest śmierć Olgierda i całe zamieszanie jakie powstało. Jakub dostaje w spadku mieszkanie po wuju i zakład fryzjerski. W liście Olgierd prosi siostrzeńca aby nie szukał. Ten jednak wbrew wszystkiemu nie potrafi odpuścić. Poznaje ludzi, którzy w jakiś sposób byli z wujem powiązani, odkrywa rąbki tajemnic i stara się złożyć wszystko w całość. Nic nie jest jednak takie jak się wydaje. Kiedy zaczynają dziać się dziwne rzeczy, słowa z listu stają się coraz bardziej złowieszcze i realne Jakub już sam nie wie czy zaczyna tracić zmysły, czy to co niemożliwe właśnie staje się prawdziwe.

Książkę czyta się w ekspresowym tempie. Wartka akcja, dreszczyk emocji, interesujące i barwne postaci doskonale ze sobą współgrają i sprawiają, że ciężko się oderwać. Bardzo interesująca postacią jest wspólnik Olgierda, Pan Ludwik. Mówi starą przemyską gwarą i choć czasem ciężko go zrozumieć, to ma w sobie mądrość starszego pokolenia i automatycznie wzbudza szacunek. To człowiek już zmęczony życiem, jednocześnie doświadczony, którego niełatwo zwieść. Tym większe potem jest zaskoczenie..

Inna postać zasługująca na uwagę to Róża. Starsza pani, dawna miłość Olgierda. To właśnie ona dużo Jakubowi wyjaśnia i rzuca inne światło na śmierć Olgierda.

Zdecydowanie najbarwniejszą postacią jest January Osóbka-Grudnik fascynujący się Przemyślem i jego historią. To on przybliża Kubie historię gemmy. Swoją drogą to bardzo ciekawa historia. Opowiedziana pobieżnie przez Stefana Dardę zachęciła mnie do sięgnięcia głębiej. I to jest świetne - to, że autor potrafi wtrącić wątek historyczny tak, aby dopełniał jego powieść, był na tyle wyczerpujący by nie pozostawiać luk ani niedomówień a jednocześnie tak ograniczony by zachęcić czytelnika do poczytania o tym więcej.

Stefan Darda wprowadza też wątki obyczajowe, jak chociażby temat przemocy, zastraszania w rodzinie i choroby. Poza tym autor pokazał też co siedzi w głównym bohaterze – doskonały portret psychologiczny sprawia że Jakub staje się nam w pewien sposób bliski i łatwo jest go zrozumieć.

Przebudzenie zmarłego czasu ma być czterotomowym cyklem. Jestem bardzo ciekawa kolejnych części, zwłaszcza po takim zakończeniu! Być może w następnych tomach będzie nieco straszniej (co wcale by mi nie przeszkadzało). Ważne, aby było równie tajemniczo, aby postaci pojawiające się w powieści były tak samo świetnie wykreowane jak te dotychczasowe. Powrót to mocno wciągająca powieść z wątkami kryminalnymi, historycznymi i fantastycznymi, przyprawiająca o gęsią skórkę. Jest świetnie, oby tak było dalej! Bo mam wrażenie, że to dopiero zapowiedź tego co będzie się działo.