poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Zły Romeo - Leisa Rayven

Tytuł: Zły Romeo
Autor: Leisa Rayven
Ilość stron: 400
Moja ocena: 7/10


Zły Romeo to książka, którą miałam okazję przeczytać dzięki Justi z Z miłości do książek.  Do tego typu literatury ostatnio podchodzę z rezerwą, ale jak była taka okazja, nie mogłam odmówić. 


Książkę przeczytałam przeszło miesiąc temu, ale akurat wtedy nałożyło się u mnie sporo spraw - stąd recenzja dopiero dziś (Justyś, mam nadzieję, że mi wybaczysz). 
Od miesiąca (dokładnie jutro będzie równiutki miesiąc) mieszkam i pracuję w Holandii. Powoli się tu odnajduję, ale spędzając w pracy 8 godzin i niespełna 2 na dojazdach zostaje mi niewiele czasu na cokolwiek innego. Poza tym niedługo zmieniam miejsce zamieszkania (teraz mieszkam na wsi, 25 km od pracy) więc znów będzie trochę zamieszania. Mam jednak nadzieję, że niebawem znajdę więcej czasu na bloga. Nawet jeśli nie będzie recenzji, to może opowiem Wam trochę o Holandii albo wymyślę jakiś fajny (mam nadzieję) cykl. :) 

Cassie to skromna dziewczyna z dobrego domu, która marzy by grać w teatrze. Podobne marzenie ma Ethan - niesamowicie zdolny młody chłopak, który ma reputację złego chłopca. Trafiają na casting do szkoły aktorskiej i na końcowym etapie przesłuchań zostają sobie przypisani do wspólnego odegrania sceny. Już wtedy świetnie ze sobą współpracują. W corocznym spektaklu który wystawia szkoła zagrali Romea i Julię. Podobnie jak w dramacie Szekspira, była im pisana wielka miłość, jednak i w tym przypadku nie wszystko poszło tak, jak pójść powinno. Po latach spotykają się na Broadwayu, w kolejnej sztuce, w której mają razem zagrać. Upływ czasu w tym przypadku niewiele jednak zmienił, a prędzej czy później musi dojść do konfrontacji i wyjaśnienia niezakończonych spraw z przeszłości.

Zacznijmy od bohaterów. Cassie początkowo wydała mi się fajną dziewczyną, jednak gdy zaczęłam ją poznawać ona zaczęła mnie strasznie irytować. Miała charakter i potrafiła trzymać się swojego,a także miała coś, co bardzo cenię - pasję. Aktorstwo to jej miłość, rodzaj sztuki któremu się poświęca i czuje całą sobą, każdą swoją cząsteczką. To na prawdę świetna sprawa - mieć coś, czemu można się oddawać, poświęcać, dawać z siebie wszystko i czerpać z tego przyjemność. Niestety, na tym zalety Cassie się kończą.  Miałam wrażenie, że praktycznie wszystko sprowadzało się u niej do myślenia o seksie. Niemalże każda sytuacja była "dobra" by przestawić się na myślenie o sprawach erotycznych. Czasami bywało to fajne -  w takim sensie, że dodawało powieści barw i pikanterii, jednak przez większość czasu było to zupełnie niepotrzebne i niezbyt na miejscu. Zauważyłam też, że nasza bohaterka miała tendencję do wyolbrzymiania niektórych spraw. Odniosłam wrażenie, że całą winą za zaistniałą sytuacje zrzuca na Ethana, a w moim odczuciu sama nie była święta. Jej zachowanie delikatnie mówiąc mnie wkurzało i niestety nie polubiłyśmy się.

Z kolei Ethan Holt to typowy bad boy, i chociaż miał swoje za uszami, to jego polubiłam zdecydowanie bardziej. Podobnie jak Cassie, jego pasją jest aktorstwo. Holt jest facetem o silnej osobowości, jest wytrwały i nie łatwo się poddaje. Podchodzi do relacji międzyludzkich z pewną dozą ostrożności. Na plus jest to, że autorka ukazała relację Ethana i jego rodziców. Ojciec nie popiera decyzji syna o aktorstwie, a syn z kolei za wszelką cenę chce pokazać, że to co robi jest dobre. Brak zrozumienia ze strony ojca ukazuje czytelnikowi inną stronę Ethana. Pokazuje, że jak każdy człowiek potrzebuje akceptacji i zrozumienia ze strony najbliższych, a także wsparcia i miłości. Jego postępowanie wobec Cassie było moim zdaniem normalne, chociaż nie do końca fair. Co nie zmienia faktu, że nie doszukałam się tego bardzo okrutnego Ethana, którego wciąż ukazywała Cassie. Jak wspomniałam - Ethan miał swoje za uszami, ale potrafił być czułym i kochanym facetem. A jak się okazało - potrafił też walczyć o swoje i nie poddawać się, mimo wielu przeciwności.

Mimo, że główna bohaterka nie wzbudziła mojej sympatii, co mogłoby się zdawać przekreśla pozytywny odbiór powieści, polecam tę książkę przez wzgląd na kilka innych rzeczy. Po pierwsze - cudowny Holt. Po drugie to bardzo emocjonująca historia (pomijając wynurzenia Cassie), po trzecie pozwala się oderwać od rzeczywistości i miło spędzić czas przy lekturze, a po czwarte, ta książka uświadamia, że młodość to czas prób i błędów, które mogą być naprawione nawet po latach - nic nie jest stracone, trzeba tylko chcieć. 

Zły Romeo to książka traktująca o młodości. O pożądaniu, odkrywaniu swojego ciała i swoich potrzeb, o spełnianiu  marzeń, przeżywaniu całym sobą tego, co wydaje się wtedy najważniejsze. O popełnianiu błędów, zbieraniu doświadczeń i wyprowadzaniu życia na właściwe tory, po wielu próbach, porażkach i zmarnowanych szansach, ale też po przeżyciu cudownych chwil i uzbieraniu pięknych wspomnień. Wreszcie to książka o miłości - tej silnej, namiętnej i burzliwej. Nieprzewidywalnej i niebezpiecznej. To powieść dająca nadzieję, że miłość przezwycięży wszystko i wszystko przetrwa. 

wtorek, 4 lipca 2017

Czytanie to nie jedyna moja pasja - rower!

Jakiś czas temu Klaudia  z  Z książką do łóżka  rzuciła hasło: czytanie to nie jedyna moja pasja. Często książkoholicy są postrzegani jako osoby nie mające życia poza książkami, osoby, które nie mają innych pasji i zainteresowań. W cotygodniowym cyklu postów, których pomysłodawczynią jest właśnie Klaudia chcemy pokazać, że książkoholicy mają inne pasje :) Mi przyszło podzielić się moją pasją z Wami w pierwszej "turze" postów. Być może nie zaskoczę Was, pewnie dla niektórych będzie to nawet nudne i takie zwyczajne, ale jednak - chcę się z Wami podzielić moim zamiłowaniem do jazdy na rowerze. Brzmi prosto, śmiesznie wręcz nie? Ale proszę, spójrzcie na to przez chwilę z mojej perspektywy. 



Dlaczego właściwie rower, a nie rolki albo bieganie? 

Mieszkam na wsi, na takim trochę odludziu. Pamiętam, jak dostałam swój pierwszy rower - taki trzykółkowy, drewniany. Miałam wtedy ze trzy latka i jeździłam tylko pod okiem taty. Potem dostałam taki rower z prawdziwego zdarzenia - większy, z podpórkami, czerwony. Jeszcze dobrze go nie wyciągnęli z samochodu, a ja już śmigałam po podwórku. Miałam wtedy z 5 lat? W sąsiedztwie mieszkał mój kuzyn i codziennie spotykaliśmy się na "naszym asfalcie" i całymi dniami - dosłownie , jeździliśmy na rowerze, bo nie mieliśmy w pobliżu placu zabaw ani innych atrakcji. Tak więc wychodziliśmy z domu o 9 rano i wracaliśmy po 20, z obdartymi kolanami, jak już nasze mamy traciły cierpliwość i zabierały nas do domu na siłę. Czasem to nawet na obiad nie szliśmy, tylko jedliśmy w pośpiechu na drodze. I właśnie to jest moje pierwsze skojarzenie z dzieciństwem: jazda na rowerze. Jeszcze dziś jak stoję w kuchni i widzę "nasz asfalt", szczególnie teraz, latem to oczyma wyobraźni widzę dzieciaki śmigające na rowerach i uważające to za najfajniejszą zabawę na świecie.

Potem nadszedł ten czas, kiedy byłam już na tyle duża, żeby móc jeździć rowerem do szkoły. Do podstawówki i gimnazjum miałam prawie 4 km, rodzice nie zawsze mogli nas odwozić, bo pracowali, a żadne autobusy nas nie dowoziły. Tak więc moim środkiem lokomocji stał się rower i przez całe gimnazjum, a nawet wcześniej w podstawówce jeździło się do szkoły rowerem. Oczywiście wtedy nie była to żadna atrakcja,  ale fajnie było, jak zamiast godziny drogi na nogach pokonywało się tę drogę w 20 minut rowerem. 

A potem poszłam do liceum oddalonego o 20 km od domu i o dojazdach rowerem mogłam zapomnieć.

Kiedy zaczęłam jeździć na rowerze nałogowo? 

W liceum jakoś zajęłam się czym innym. Nie miałam czasu na rower, bo wychodziłam z domu o 5:30, wracałam po 16, nauka, a nawet jeśli nie, to potem nie miałam już sił na aktywność fizyczną. Generalnie ten czas, kiedy byłam w liceum z pewnych powodów był dla mnie kiepskim czasem -czasem straconym. Nie chodzi o szkołę, bo byłam w cudownej szkole, ze wspaniałymi ludźmi i super nauczycielami, ale prywatnie przepadłam. Dopiero po pójściu na studia, właściwie od drugiego roku zaczęłam żyć pełnią życia. I wtedy wygrzebałam z garażu rower. Początkowo robiłam sobie krótkie trasy, takie 10 kilometrowe, po najbliższej okolicy. Zeszłej wiosny zaczęłam jeździć dalej i częściej. A tej wiosny uzależniłam się. Którejś niedzieli jadąc samochodem z chłopakiem niewiele myśląc zapytałam "Idziemy na rower?" No i poszliśmy.  

Jak często jeżdżę, jak daleko jeżdżę i czy planuję wcześniej trasę? 

Teraz jeżdżę kiedy tylko mogę. Wiadomo, że są obowiązki, ale przynajmniej 3 razy w tygodniu wsiadam na rower i pokonuję dłuższą trasę, taką minimum 50 kilometrową. W każdą niedzielę jeździ ze mną chłopak - on też zaczyna się powoli uzależniać. Zresztą jeżdżenie we dwójkę zawsze jest przyjemniejsze, bo możesz dzielić się z kimś swoją radością i wspólnie zachwycać pięknymi widokami. 



Jeżdżę tam, gdzie mnie akurat poniesie. Zawsze zaczynam od takiej kamienistej drogi niedaleko mojego domu, a potem to już spontaniczne decyzje. Nawet, jak planujemy sobie trasę, to jest to na zasadzie "dziś dojedziemy do Pilzna" albo "tym razem jedziemy do Jodłowej", ale nigdy nie myślimy jak tam dotrzemy - po prostu wszystko wychodzi w trakcie. Najfajniejsze są takie spontaniczne, niezaplanowane trasy - uwierzcie! 

Największą satysfakcje sprawiają mi długie trasy, gdzie jadę dłużej niż 2 godziny i przynajmniej 50 km. Od jakiegoś czasu zaczęłam używać Endomondo i mierzę trasy. Lubię tę aplikację, bo oprócz przebytych kilometrów mierzy mi prędkość, tempo, pokazuje sugerowane nawodnienie i znaczy trasę na mapce. I nie ma co ukrywać - to motywuje! 







Co mi daje jazda na rowerze?

Satysfakcję! 
Nie wyobrażacie sobie, jak ogromną satysfakcję daje pokonanie kilkudziesięciu kilometrów. To nic, że czasami padam z wysiłku i nie mam nawet sił na prysznic. 

Pomaga spalić kalorie
Ale jak przyjemnie!

Wyrabia kondycję. 
Odkąd jeżdżę na rowerze wolniej się męczę, jestem odporniejsza na zmęczenie i dłużej jestem pełna sił.

Energię. 
Nawet godzina jazdy na rowerze dodaje mi masę energii. Mogłabym wtedy góry przenosić. Na dodatek taka jazda na rowerze niesamowicie poprawia nastrój. 

Radość
I szczęście. Serio, czuję się wtedy taka szczęśliwa.. odchodzą wszystkie troski i zmartwienia, jestem tylko ja, rower i droga przede mną. Chwile zapomnienia, zupełnie za darmo.

Wzmacniam kręgosłup, wyrabiam mięśnie nóg, troszczę się o serce. 
Podczas jazdy na rowerze najbardziej pracują łydki i plecy. Mięśnie pleców podtrzymują dolny, lędźwiowy odcinek kręgosłupa, więc jazda na rowerze jest idealnym sposobem by je wzmocnić. Jazda na rowerze to też trening dla serca. Układ krążenia pracuje wydajniej, lepiej dotleniamy narządy wewnętrzne.

Niezapomniane wspomnienia
Zwłaszcza, jeśli jadę z kimś i mam się z kim nimi dzielić, a potem wspominać. Nawet teraz, po miesiącu czy dwóch miło jest powspominać te pierwsze trasy i próby, a jak fajnie będzie wrócić do tych czasów za 10 lat? Dlatego też, jak tylko mogę, uwieczniam wspomnienia na zdjęciach. 

Poznaję okolice. 
Mieszkam tutaj już prawie 22 lata, a dopiero jeżdżąc na rowerze zaczynam odkrywać, jak to wszystko jest powiązane. Ta droga prowadzi tu, a ta dalej jest świetnym skrótem, o którym nie miałam dotychczas pojęcia. 

Kilka słów na zachętę 

Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcić Was do jazdy na rowerze. Nie tylko zadbacie o swoje zdrowie i kondycję, ale też będziecie czerpać z tego ogrom przyjemności. Sami sobie dodacie energii, poczujecie bezgraniczną radość ze zmęczenia. Będziecie mieć okazję podziwiać cudowne widoki, które są na wyciągnięcie ręki, a których nie zauważacie na co dzień. I wreszcie - stworzycie sobie piękne wspomnienia. 





niedziela, 2 lipca 2017

Samotna gwiazda - Paullina Simons

Tytuł: Samotna gwiazda
Autor: Paullina Simons
Ilość stron: 576
Moja ocena: 5/10

Nie pamiętam kiedy ostatnio poszłam do biblioteki bez tytułu w głowie, który chcę pożyczyć.  Chyba od dwóch lat mam ciągłe plany czytelnicze i nie ma miejsca na "przypadkowe" książki. Aż niedawno koleżanka, początkująca czytelniczka poprosiła mnie bym poszła z nią do biblioteki i pomogła jej coś wybrać. I wtedy na półce zauważyłam dwa egzemplarze tej właśnie książki i spontanicznie, razem z koleżanką ją wypożyczyłam. O autorce oczywiście wiele słyszałam, ale jeszcze nic nie czytałam. Czy Samotna gwiazda to dobry wybór na początek przygody z nową autorką?


Paullina Simons opowiada historię czwórki przyjaciół: Chloe, Hannah, Blake i Masona. Znają się od lat, są ze sobą bardzo zżyci, a nawet tworzą pary: cicha i skromna Chloe i gwiazda szkoły Mason, i piękna, przebojowa Hannah i prosty chłopak - Blake, którego marzeniem jest mieć własną firmę transportową. Chloe od dziecka marzy, by zwiedzić Barcelonę i wraz z Hannah postanawiają po zakończeniu szkoły wyruszyć w podróż ich życia. Do dziewcząt dołączają się Blake i Mason. Ich podróż jednak ulega pewnym zmianom, i zanim dotrą do Barcelony muszą zawitać do kilku europejskich państw, między innymi do Łotwy i Polski. Wymarzona wakacyjna podróż okazuje się być czymś znacznie więcej - przede wszystkim próbą dla ich przyjaźni, a także odkrywaniem, na czym polega dorosłe życie.

Bohaterowie to taka mieszanka - Chloe wydała mi się trochę taka bezosobowa, choć autorka dała czytelnikowi sposobność by dobrze ją poznać. Jest fajnie wykreowana, ale nie wzbudziła we mnie praktycznie żadnych uczuć - jej przeżycia nie robiły na mnie większego wrażenia. Hannah nie polubiłam w ogóle, dopiero pod koniec książki wzbudziła we mnie iskierkę sympatii, choć przez cały czas nie potrafiłam zrozumieć jej postępowania. Masona w ogóle nie miałam okazji poznać i polubić i jedyną postacią, którą od samego początku polubiłam i zżyłam się był Blake. Ten chłopak - trochę zdziecinniały, szalony, z mnóstwem irracjonalnych pomysłów wniósł w tę powieść wiele barw i ciepła. Blake zdecydowanie jest wart sympatii, mimo, że czasem był kapryśny i marudny jak dziecko - co w zasadzie miało swoje uzasadnienie. Jest jeszcze jeden bohater wart uwagi - Johny- chłopak, którego poznają w podróży. To on najwięcej namieszał w tej powieści. Nie rozumiem zachwytu dziewcząt nad nim, bo  w moich oczach był zadufanym w sobie wszystkowiedzącym dupkiem, do którego.. no dobra, do którego momentami można było mieć słabość.  Ale generalnie nie trawię typka i nie lubię takich bohaterów. 

Jak dowiedziałam się, że część akcji będzie rozgrywać się w Polsce to byłam bardzo zaciekawiona i ucieszona, bo miło czytać zagranicznych autorów, którzy wspominają o Polsce. Nie wyobrażacie sobie, jak się zawiodłam.. Oczywiście jak tylko bohaterowie wsiedli do polskiego pociągu natknęli się na pijacką imprezę, nie wspominając o tym, że pociąg był mega opóźniony.. Podróżujecie pociągami? Bo mi ostatnio często się zdarza, i zawsze był na czas, nie wspominając już o tym, by w pociągu ktoś spożywał alkohol albo urządzał sobie zakrapianą imprezę. Trafili oczywiście na najgorszy hostel, który był mega drogi a w środku brud, syf i oczywiście - napaleni pijani faceci którzy dobierali się do każdej dziewczyny. Na domiar wszystkiego, w Polsce zostali oszukani, okradzeni, a nawet pobici. No dobra - to książka, ale to przykre, że został wykreowany taki obraz Polski i Polaków, a historia idzie w świat. Serio, zrobiło mi się niesamowicie przykro i straciłam w tamtym momencie entuzjazm co do tej książki. 

Z pozytywów, coś czego nie można odmówić autorce to świetne budowanie napięcie i granie emocjami. Mimo, że historia mnie nie porwała, to były takie momenty, przy których emocje sięgały zenitu, przyspieszało bicie serca i generalnie byłam jedną wielką emocją. To zapisuje na duży plus, bo rzadko się zdarza, żeby autor tak wyraziście i mocno oddawał uczucia bohaterów i tak umiejętnie opisywał towarzyszące ich przeżyciom emocje. 

Na plus należy również zapisać zakończenie, a właściwie sto ostatnich stron książki. Nie spodziewałam się, że takie będzie rozwiązanie. Spodziewałam się czegoś bardziej oczywistego i niemalże do samego końca byłam pewna, że to wszystko inaczej się potoczy. A tu proszę - niespodzianka. I uważam, że takie zakończenie było strzałem w dziesiątkę. Właśnie zakończenie podniosło moją ocenę tej książki, bo zaręczam Wam, że na pewno się takiego czegoś nie spodziewacie. Mnie bardzo satysfakcjonuje i uważam, że autorka nie mogła zrobić tego lepiej. 

Książka Paulliny Simons nie wywarła na mnie takiego wrażenia jak oczekiwałam. Trochę mnie zirytowała, ale generalnie czytało mi się ją z lekkością. Była emocjonująca, aczkolwiek historia nie porwała mnie i nie zawładnęła moim sercem. Ciężko jest mi ją polecać lub odradzać - to już zostawiam Waszej indywidualnej decyzji. 

sobota, 24 czerwca 2017

Kiermasz - sprzedam książki!

Hej!

W związku z zakończeniem pewnego etapu w moim życiu, rozpoczęciem nowego i nadchodzącymi zmianami jestem zmuszona zrobić małe porządki w biblioteczce. Części książek w życiu się nie pozbędę, i jeśli będzie trzeba będę je przewozić w kartonach z miejsca na miejsce. Są jednak takie, do których nie czuję się jakoś bardzo przywiązana i po dłuższym zastanowieniu i sto razy postawionym sobie pytaniem "ale na pewno będziesz w stanie się z nią rozstać?" postanowiłam poszukać im nowego domu. 

Do każdej ceny należy doliczyć koszt wysyłki (10,80 zł list polecony). Osobom zainteresowanym mogę podesłać więcej zdjęć. Jeśli ktoś jest chętny na którąś książkę, to proszę o wiadomość na e-mail: agat_a156@interia.pl 

Całkiem obcy człowiek 
Lato Eden 
stan idealny
12 zł / sztuka 

Księga wyzwań Dasha i Lily - widoczne ślady użytkowania
12 dni Świąt Dasha i Lily - stan idealny 
11 zł / sztuka 


Dziewczyna z Dzielnicy Cudów
Akuszer bogów
stan idealny
15 zł / sztuka
znalazły nowy dom :)

Podaruj mi miłość
stan idealny
15 zł 

Zawsze stanę przy tobie
stan idealny
10 zł 

Prawdodziejka
stan idealny
15 zł 

Pół wieku na czarno
stan idealny
12 zł 

Mówisz pomidor a ja na to: zamknij się!
widoczne ślady użytkowania
5 zł

Emma
The house

książki po angielsku 
widoczne ślady użytkowania, wydania kieszonkowe
3 zł / sztuka 
( w tym przypadku wysyłka około 7 zł) 

E-mail: agat_a156@interia.pl 

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Córka kata - Oliver Pötzsch

Tytuł: Córka kata
Autor: Oliver Pötzsch
Ilość stron: 460 
Moja ocena: 7/10


W Schongau dochodzi do brutalnych morderstw na dzieciach, a oskarżenie pada na akuszerkę - Martę Stechlin, która jest posądzana o współprace z diabłem. Ludzie szybko okrzykują ją czarownicą,  sytuacji nie polepsza fakt, że na ciałach zamordowanych dzieci odnajdują czarnoksięskie symbole. Jednak kat - Jakub Kuisl, jego córka Magdalena i młody medyk Simon wierzą w niewinność akuszerki i na własną rękę próbują odnaleźć sprawcę. 

opis z lubimyczytac.pl


Córkę kata miałam okazję przeczytać dzięki Book Tourowi - inaczej pewnie nie sięgnęłabym po tę książkę. Dlatego bardzo, bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na udział w ciemno bo Córka kata to książka, za jakimi ostatnio tęsknię! 

Ciężko jest mi zacząć tę recenzję - jest wiele kwestii, które chciałabym poruszyć i boję się, że z tego wszystkiego o połowie zapomnę. Byłam przekonana, że książka będzie czystym kryminałem, a tymczasem dostałam świetny kryminał, z historycznym tłem i nawet nutką fantastyki. To właśnie taka książka, która ma taki swój specyficzny klimat, nie do podrobienia, nie dająca się określić jednym gatunkiem. W pewien sposób przypomina mi Cień wiatru - pod względem klimatu, aury i uczuć jakie towarzyszyły mi podczas czytania. Z pewnością jest wciągająca i trzyma czytelnika w napięciu, ale dla mnie to taka książka, którą muszę czytać powoli, i przez dłuższy okres delektować się nią.

Akcja powieści rozgrywa się w średniowieczu i tak też jest stylizowana. Na plus jest to, że język jakim posługuje się autor jest zrozumiały, nie ma archaizmów i stylizowania na siłę języka na średniowieczny. Podczas lektury przenosimy się do innego świata, kilka wieków wstecz i to czuć, co jest ogromną zaletą, bo w moim mniemaniu do spore wyzwanie dla autora, by zabrał czytelnika w taką podróż i zrobił to w taki sposób, by ten się zapomniał. Ja podczas czytania byłam zupełnie w innym świecie - w średniowiecznym bawarskim miasteczku, pośród prostych ludzi, żyjąca tamtymi zdarzeniami i aferami. 


Początkowo nie byłam przekonana do bohaterów. Byli mi obcy, jacyś tacy dalecy i kompletnie nie mogłam się z nimi dogadać. Jednak z biegiem czasu zaczęłam się do nich przekonywać i w konsekwencji bardzo polubiłam kata, który prócz swojej niechlubnej profesji pasjonował się też ziołami i medycyną, z przyjemnością pomagał ludziom przyrządzając ziołowe specyfiki. To taki trochę paradoks - był katem, odbierał ludziom życie, a "po godzinach" zajmował się ich leczeniem - co prawda domowymi sposobami, ale nieraz bardziej skutecznymi niż tymi, którymi dysponował medyk. Kat z jednej strony jest człowiekiem bezwzględnym, silnym i apodyktycznym, ale z drugiej strony jest uczuciowy i ponad wszystko ceni sobie prawdę. Dużą wartością jest dla niego rodzina, co być może nie wynika bezpośrednio z powieści, ale jego podejście do córki, do oskarżonej kobiety i dzieci pokazuje, że jest człowiekiem mądrym, wrażliwym i pragnącym dobra dla najbliższych. Moją ulubioną postacią jest Simon - medyk, a właściwie syn miejscowego medyka. Simon bardziej ufa katowi niż własnemu ojcu i to właśnie kat jest dla niego autorytetem, jeśli chodzi o sposoby leczenia. Na dodatek darzy córkę Jakuba- Magdalenę cieplejszymi uczuciami, co nie spotyka się z aprobatą żadnej z rodzin ani ludzi z miasta. Mimo to, kat i Simon darzą się szacunkiem i potrafią świetnie współpracować.

Jako minusy muszę zaznaczyć okładkę - moim zdaniem jest paskudna, ale kryje świetną historię, więc wybaczone. A drugi minus, już poważniejszy to zakończenie. Nawet mnie specjalnie nie zaskoczyło, chociaż było dość nieprzewidywalne, ale wydało mi się takie spłycone, za krótkie, miałam wrażenie jakby było napisane na odczep. To nie tak, że zepsuło całą historię, ale spodziewałam się czegoś większego. Mimo to, przy lekturze świetnie się bawiłam.

Córka kata to powieść, którą czyta się z zaciekawieniem, Średniowieczny kryminał, z odrobiną historii w tle, oryginalni i niebanalni bohaterowie, żywo poprowadzona akcja sprawiają, że książka wyróżnia się na tle innych. Polecam wszystkim, którzy lubią książki z osobliwym, niepowtarzalnym klimatem i aurą.






czwartek, 15 czerwca 2017

Lato Eden - Liz Flanagan

Tytuł: Lato Eden
Autor: Liz Flanagan 
Ilość stron: 311
Wydawnictwo: IUVI
Moja ocena: 7/10


Dla Jess ten dzień miał być taki zwykle - codzienne poranne czynności, wyjście do szkoły, spotykanie z przyjaciółmi. Jednak nic nie jest tak, jak być powinno. Jej najlepsza przyjaciółka - Eden znika. Nie zostawia po sobie śladu. Tragiczne wydarzenia z przeszłości potęgują strach o Eden. Jess i Eden są nierozłączne - ale czy znają się aż tak dobrze, że Jess uda się w porę odnaleźć Eden?


Na początek muszę wspomnieć o czymś, co chyba po raz pierwszy przeważyło o decyzji, że przeczytam tę książkę. Rzadko zwracam uwagę na okładkę zanim przeczytam opis - to znaczy, jeśli nie spodoba mi się opis, a okładka jest piękna to i tak nie decyduję się na czytanie. A tutaj opis przypadł mi tak średnio do gustu, jednak jak zobaczyłam okładkę, już wiedziałam, że muszę tę książkę mieć. Jeszcze bardziej spodobało mi się to, że okładka doskonale oddane treść i główną bohaterkę - Eden. 

Eden poznajemy głównie dzięki Jess. Jej retrospekcje o przyjaciółce w czasie poszukiwania powoli rysują nam obraz Eden - tajemniczej, przebojowej dziewczyny, która pod pozornie silną i twardą powłoką jest słaba i zagubiona. Praktycznie przez całą powieść nie poznajemy Eden, nie pokazuje nam siebie wprost, a jedynie widzimy ją oczami przyjaciół. Dlatego moim zdaniem okładka pasuje idealnie - niby przedstawia główną bohaterkę, ale odwróconą tyłem - nie widzimy jej twarzy, jej oczu, a więc tego, co w człowieku najważniejsze. Niby jest blisko, a jednak nieosiągalna, tajemnicza, zmuszająca do tego, by ją odkrywać. I taka właśnie jest Eden. Ma trudny charakter, chce by ją odkrywano, pragnie uwagi, ale jest zagubiona i popełnia błędy, które w konsekwencji mogą doprowadzić do tragedii. Eden swoim sprzecznym zachowaniem pokazuje, że źle się czuje sama ze sobą, choć nie chce się do tego przyznać i wciąż poszukuje siebie. 

Kiedy Eden znika, wszyscy stają na głowie by ją odnaleźć. Zdawać by się mogło, że kilka godzin nieobecności nastolatki nie jest powodem, by wszczynać taką aferę. Ale ten przypadek jest inny - w rodzinie Eden niedawno miał miejsce tragiczny wypadek. Dziewczyna przechodzi trudny okres, ostatni czas był dla niej ciężki,a jej ekstrawaganckie zachowanie daje powody ku temu, by myśleć o najgorszym. Jess za wszelką cenę chce odnaleźć przyjaciółkę. Wydawało jej się, że zna ją jak nikt inny. Dziewczyny są ze sobą bardzo zżyte i widzą o sobie niemalże wszystko. Przed laty to właśnie Eden "uratowała" Jess i pomogła jej się pozbierać, kiedy to straciła wiarę w sens życia. To Eden była dla niej najlepszą przyjaciółką, ostoją, ucieczką, bezpieczeństwem. Teraz ona musi uratować Eden i robi wszystko co w jej mocy, ale okazuje się, że wcale nie zna przyjaciółki tak dobrze. Wyrusza na poszukiwania jej śladami, ale co rusz natyka się na przeszkody. 

Lato Eden to książka o przyjaźni. Pokazuje, jak wygląda prawdziwa przyjaźń. Przyjaźń, to nie tylko wspólne imprezy, śmiech i radość, ale także chwile słabości, płacz, a nawet kłótnie i ciche dni. Przyjaźń nieraz wystawiana jest na próbę, a tragiczne wydarzenia i trudne sytuacje życiowe najlepiej ją weryfikują. Ta książka uświadamia, że w przyjaźni, jak i w życiu nie zawsze jest kolorowo, czasem trzeba pokonać wiele trudności, stawić czoła przeciwnościom, przeboleć milczenie i kłamstwa, może czasem być krok od utraty czegoś, by docenić to, co w życiu jest najważniejsze. Relacja Eden i Jess jest silna i prawdziwa, ale burzliwa. Brak rozmowy i dążenia do porozumienia wystawia ich przyjaźń na wielką próbę, ale czy nie tak jest w życiu? Ta powieść moim zdaniem jest jedną z tych, która najlepiej i najprawdziwiej oddaje istotę przyjaźni. 

Oprócz tej najistotniejszej myśli, autorka porusza szereg innych tematów, równie ważnych, aczkolwiek ukazanych w mniejszym stopniu. Porusza temat pierwszych miłości i uniesień, akceptacji samych siebie, problemów nastolatków. Zwraca uwagę na to, że nastolatki często zagubione nie proszą o pomoc, a sami próbują rozwiązać swoje problemy, a niepowodzenia mogą doprowadzić nawet do prób samobójczych. Kreacja bohaterek ukazuje, że ten trudny dla każdego nastolatka okres to wewnętrzna walka ze samym sobą, ogrom niepewności, strachu i borykanie się z własnymi słabościami i ułomnościami. 

Styl autorki jest prosty, czasami wydawało mi się, że aż zbyt prosty. Pisze jednak ładnie, zrozumiale. Wydanie książki jest przepiękne- sama okładka cieszy oczy, a do pracy wydawnictwa nie mam żadnych zastrzeżeń. 

Powieść Liz Flanagan wzbudza w czytelniku wiele emocji. Lato Eden to książka poruszająca i dająca do myślenia. Porusza trudne tematy i nie należy do lekkich czytadełek, ale mimo swojej powagi czyta się ją lekko i z przyjemnością. To książka o przyjaźni, poszukiwaniu i akceptacji samego siebie, a także o trudnych wyborach i ich konsekwencjach. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu IUVI




niedziela, 11 czerwca 2017

Wyniki konkursu z "Gdzie jest skrzynia z karabinami?"

Z małym poślizgiem, ale przyszedł czas na ogłoszenie wyników konkursu, w którym do wygrania była książka Artura Pacuły - Gdzie jest skrzynia z karabinami? 



Co prawda regulamin konkursu przewidywał, że aby losowanie się odbyło musi się zgłosić 10 osób, a zgłosiło się tylko 8, ale po konsultacji z autorem postanowiłam mimo to wylosować zwycięzcę. 

Można było zdobyć dodatkowe losy, za bycie w "top komentujących" i takie losy zdobyły 
Kitty Ailla (3 dodatkowe) i martucha180 (2 dodatkowe).





Nie przedłużając, zwycięzcą jest...


Kitty Ailla!

Gratuluję!