wtorek, 21 maja 2019

Dziewczyna z wieży - Katherine Arden

W średniowiecznej Rusi młoda kobieta ma niewielki wybór życiowej drogi: małżeństwo albo klasztor. Wasia jest sierotą, zostaje oskarżona o magię i wygnana z wioski. Dziewczynka przebiera się za chłopaka i ucieka przed niebezpieczeństwem. Wielki Książe Moskiewski wraz ze swoim bratem Aleksandrem pewnego dnia wyruszają by pokonać rozbójników i na drodze spotykają znakomitego młodzieńca. Jego tożsamość rozpoznaje jedynie Sasza, mnich wojownik, starszy brat Wasi. Okazuje się, że to właśnie dziewczynka uznawana za zmarłą i czarownicę może obronić Moskwę przez zagrożeniem nie tylko ze strony ludzi ale i tajemnych mocy.

Na wstępie zaznaczę, że Dziewczyna z wieży jest drugą książką trylogii Katherine Arden. Nie czytałam pierwszej części i mimo to bez trudu odnalazłam się w realiach tej powieści. Choć były nawiązania do Niedźwiedzia i Słowika, to bez wahania można czytać Dziewczynę nie znając poprzedniej części.

Miło jest od czasu do czasu poczytać fantastykę. Autorka przenosi nas do baśniowego świata średniowiecznej Rosji. Doskonale przedstawia rosyjską kulturę tamtego okresu, bardzo obrazowo opisuje codzienność biednych rosyjskich wsi i bogactwo Moskwy. Posługuje się plastycznym, barwnym językiem – słowami maluje mroźną zimę, tajemniczość lasu i grozę a zarazem piękno bezkresnej natury. Widać ogromny wkład autorki w powieść: to w jaki sposób opisuje średniowieczną Rosję, kulturę, tradycje i zwyczaje a także zwykłą codzienność wymagało z pewnością mnóstwa researchu i pracy aby nie odbiegało zbytnio od rzeczywistości. Równocześnie połączenie z elementami fantastycznymi tworzy wspaniałą, baśniową całość. Czytając przenosimy się do innego świata wykreowanego przez autorkę, a jednak rzeczywistego.

Wasia jest waleczna, charyzmatyczna, ciekawa świata i zdolna do buntu. Widzi więcej niż inni: leśne duszki, domowe duchy i demony. Ma dziką naturę, jest żądna przygód i nie da łatwo uwięzić się w klasztornych murach albo sidłach małżeństwa. Kocha życie, kocha siebie, kocha naturę. Jej najlepszym przyjacielem jest koń – Słowik, z którym rozumie się lepiej niż z kimkolwiek innym. Droga którą kroczy jest pełna niebezpieczeństw czyhających na życie dziewczyny, ma jednak opiekuna – demona Morozkę, który otacza ją opieką i czuwa nad jej życiem, i z każdym dniem coraz mocniej jedno pragnie towarzystwa drugiego.

Akcja powieści toczy się stosunkowo wolno, ale dzięki temu mamy czas na kontemplowanie słowiańskiej mitologii. Trzyma w napięciu, przyprawia o dreszczyk emocji, dostarcza wzruszeń.

W Dziewczynie z wieży zawarte są elementy baśni, począwszy od bajkowego klimatu, magii, tajemniczości, poprzez motyw przemiany bohaterki, poznawania samej siebie, dojrzewania, akceptacji. Mamy też wiele odcieni miłości, zderzenie wielu religii i kultur, ukazanie rodzinnych więzi. To powieść która ukazuje skomplikowane relacje międzyludzkie. To coś, co pozostaje bez zmiany mimo upływu wieków – od zawsze tak było, jest i pewnie będzie że uczucia i emocje to bardzo wrażliwy materiał, że dobro wraca, że człowiek jest zależny od drugiego człowieka i że łatwiej jest, mając kogoś obok.

Dziewczyna z wieży to powieść pełna magii, czarów i tajemnic, ale też brutalności i mroku. Baśniowe motywy, dawne wierzenia i rosyjski klimat średniowiecznych wiosek i miast nadają powieści niepowtarzalnego uroku i klimatu. W książce toczy się odwieczna walka dobra ze złem, gdzie miłość, waleczność i odwaga stają naprzeciw złu, brutalności i niesprawiedliwości. Dziewczyna to piękna baśń dla starszych czytelników przekazująca uniwersalne prawdy. 


Zapraszam również po inne bestsellery do Taniej Książki, która świętuje swoje 13 urodziny! Swoją drogą, można wygrać 1000 zł na książki lub jeden z 13 zestawów 13 książek w konkursie. Chętni? :)

czwartek, 16 maja 2019

Zostań ile chcesz - Anna H. Niemczynow


Przyznam się, że Zostań ile chcesz przeczytałam tylko dlatego, aby w ramach wyzwania Zatytułuj się odhaczyć literkę „N”, od nazwiska autorki. Kiedyś czytałam inną książkę autorki i nawet mi się podobała, więc wiedziałam mniej więcej czego się spodziewać. Mimo wszystko bardzo miło zostałam zaskoczona, bo choć książka nie jest wybitna to jednak ma w sobie coś, co czyni ją inną.  Inną, w takim dobrym znaczeniu. Dla mnie tym czynnikiem inności stał się fakt, że historia jest inspirowana życiem autorki i dosyć długo tego nie wiedziałam. Potem wszystko zaczęło się klarować, czułam jakbym czytała – i w tym przypadku rzeczywiście tak było, o żywych ludziach, żyjących gdzieś w Polsce, poruszających się tymi samymi chodnikami, oddychających tym samym powietrzem i patrzących na to samo niebo co my, czytelnicy.


Zostań ile chcesz to książka pełna ciepła, ale nie w sensie rodzinnej atmosfery czy uczucia między bohaterami ale takiego ciepła bijącego od autorki, która pisze do nas w prostych słowach,  prostymi zdaniami, bez zbędnego patosu. Powieść jest piękna – taka książkowa, a jednocześnie bardzo prawdziwa. Styl pisania i sposób przekazywania historii sprawia, że jest ona nad wyraz rzeczywista i realna w odbiorze.


Alicja samotnie wychowuje córeczkę Polę. Pragnie jej zapewnić godziwe życie, dlatego pracuje na dwa etaty - najpierw w urzędzie, a wieczorami jako instruktorka fitness. Zdaje sobie sprawę, że nie poświęca córce wystarczająco dużo czasu, ale została sama z mieszkaniem, kredytem i codziennym utrzymaniem siebie i Poli. Jak każda kobieta pragnie miłości i bliskości, ale panicznie boi się zaangażować. Jak sama mówi, do pokochania jest nie tylko ona, ale też jej córeczka, która jest dla niej całym światem. Po cichu liczy na to, że uda się jej jeszcze odbudować związek z ojcem Poli, choć był dla niej destrukcyjny. Jest kobietą z przeszłością.. i w pewnym momencie poznaje Macieja. Mężczyznę po przejściach. Obydwoje poranieni, spragnieni normalności. Ona się boi, on od pierwszej chwili zwariował na jej punkcie. Ona przy nim staje się radosna, pogodna, ale gdy tylko się rozstają Alicja traci wiarę w ten związek. On jest uparty, ona jeszcze bardziej.. 


Ta książka mogłaby dawać nadzieję wielu kobietom. Motywować, podnosić na duchu i sprawiać, że znów będzie się chciało żyć. Czytając o Alicji, która tak wiele przeszła rodzi się w czytelniku przekonanie, że nie ma takiego bagna, z którego nie można by było się wydostać. I choć bardzo trudno jest zerwać z przeszłością i odciąć się od niej całkowicie, pozbawić się powrotu, nie da się ruszyć do przodu tkwiąc w tym co było. Przyszłość, choć bardzo niepewna i niewiadoma jest dla nas darem - czysta kartą, którą zapisujemy właśnie my. Bo to my mamy największy wpływ na nasza przyszłość. Postać Alicji pokazuje, że potrzeba odwagi, motywacji i przede wszystkim zaufania do ludzi aby zmienić swoje życie. Nie jest łatwo - przeciwnie, trzeba włożyć ogrom pracy i wysiłku aby odmienić swój los, ale warto. Naprawdę warto być szczęśliwym, przede wszystkim żyć w zgodzie ze sobą, naturą i Bogiem. Tego właśnie w tak piękny sposób uczy autorka. 

To też opowieść o mężczyźnie z trudną przeszłością. Mężczyźnie szukającym miłości, choć często pragnienie to zagłuszane jest  pożądaniem i przypadkowymi znajomościami. Maciej to mężczyzna wartościowy, choć zagubiony. Widać to chociażby w tym, jak traktuje swoją matką - z miłością, największym szacunkiem i troską. Również to jaki jest względem Alicji świadczy o jego uczciwości, szczerości i pokazuje, że jest po prostu dobry. A miłość, jaka wkrótce połączy Alicję i Macieja, choć druga, jest piękna - dobra, czysta. 

Myślę, że ta książka to idealna pozycja dla osób będących na życiowym zakręcie. Czytając ją mamy wrażenie, że nie jesteśmy sami ze swoimi problemami, że ktoś przecież przeżył coś podobnego. Plusem jest też fakt, że ta historia oparta jest na życiu autorki. Tym większy podziw, bo na pewno nie łatwo jest opowiadać o swoich przeżyciach, z drugiej strony to musi być bardzo oczyszczające. Pokłony dla autorki!

Bez wahania polecam tę książkę, każdemu. Jestem przekonana, że na długo pozostanie w Waszej pamięci, nie tylko jako tytuł, ale przede wszystkim życiowa mądrość w niej zawarta. 

Książka przeczytana w ramach wyzwania Zatytułuj się. 


                                                            Źródło grafiki: https://www.annaniemczynow.pl/zostan-ile-chcesz-recenzja-kasi-brzezinskiej/




sobota, 11 maja 2019

Dworek w Miłosnej - Agnieszka Olejnik

Przenieście się na chwilę do Miłosnej, niewielkiej miejscowości gdzie czas płynie wolniej, żyje się spokojniej i lżej, a natura jest człowiekowi o wiele bliższa i przyjaźniejsza niż w murach miasta. Zajrzyjcie do dworku, gdzie sielskie życie wiedzie 80-letnia Bogna Horyniec i ogrodnik Antoni. Zatrzymajcie się tam na dłużej, bo spośród kart książki wyłania się historia, którą opowiada samo życie, mury dworku, które pamiętają jeszcze wojnę i ludzie, którzy niejedno w życiu przeszli.

Na początku historii poznajemy 80-letnią Bognę, dystyngowaną damę, która ze spokojem już mówi o przejściu na tamten świat. Wyprawia przyjęcie urodzinowe, na które zaprasza swoje jedyne krewne - kuzynki Adę i Monikę. Okazuje się, że po jej śmierci to im przypadnie w spadku dworek. Ma tylko dwa warunki: Pan Antoni do końca życia będzie miał zapewnione mieszkanie w dworku i opiekę, a Ada i Monika muszą w dworku zamieszkać. O ile pierwszy warunek pozostaje bez dyskusji, tak rzucenie dotychczasowego życia i przeprowadzenie się do dworku początkowo jest mało realne. Zarówno Ada jak i Monika musiałyby całkowicie przeprogramować swoje życie - nie tylko zresztą swoje, ale też swoich rodzin. Nic nie wskazywało wtedy, że dwa lata później tak bardzo wszystko się zmieni, że dworek będzie pewną ostoją i ratunkiem dla Ady i jej syna Dawida, a także dla rodziny Moniki. 

Każdy bohater jest inny i co innego uosabia. Wszyscy są świetnie wykreowani: pełni, z wadami i zaletami i całym wachlarzem przeżyć i emocji. Możemy wczuć się w każdego z nich i zrozumieć ich zachowania. W powieści obecni są przedstawiciele trzech pokoleń i każde z nich jest w pewien sposób scharakteryzowane. 

Bogna i Antoni to najstarsze pokolenie. Bije od nich siła spokoju, ogrom życiowego doświadczenia i mądrość, ale nie taka wyuczona, a życiowa - a to coś znacznie cenniejszego. Gdzieś między wierszami pojawia się coś jeszcze - żal i smutek z powodu utraconych szans.

Kolejne pokolenie to Ada, Monika i jej mąż Igor. Wciąż młodzi, popełniający błędy, niepewni siebie i szukający idealnego życia. Są w takim momencie, kiedy życie najmocniej ich doświadcza i choć miotają się w codzienności - wierzą i mają nadzieję, że przed nimi jeszcze wiele pięknych dni.
Najmłodsi- Dawid, Patrycja i Radek to nastolatkowie i dzieci, dopiero uczący się świata. Wkraczają w dorosłość, niejednokrotnie brutalnie się z nią zderzając. Muszą stawić czoła braku tolerancji ze strony rówieśników i zrozumienia od dorosłych.

Dworek w Miłosnej to historia o codzienności, która z każdym dniem zaskakuje i przynosi coś nowego. Czasem są to cudowne chwile, przepełnione szczęściem i radością, a czasem trzeba zmagać się ze smutkiem i cierpieniem. Autorka z właściwą sobie delikatnością i taktem porusza trudne tematy. Mówi o starości i przemijaniu, ubiera w emocje bohaterów i mocno oddziałuje na czytelnika. Bognę, choć nie dane nam było dobrze jej poznać od razu polubiłam. To postać ciepła,  która jednocześnie budzi respekt i szacunek. Podobnie Pan Antoni, którego akurat mamy szansę lepiej poznać. To bohater pełen życiowej mądrości i mimo swojego wieku pełen pozytywnej energii. Chętnie spędza czas z młodszym pokoleniem, a dzieci - jak choćby Radek lgną do niego. Nie było mu dane zostać ojcem, ale dla Radka, kilkuletniego chłopca ogromnie poranionego przez życie jest niczym najukochańszy dziadek. 

W powieści pojawiają się wątki obyczajowe: motyw zdrady, złamanego serca, pragnienia prawdziwej miłości. Autorka pokazuje, jak duży wpływ na dzieci ma rozstanie rodziców i jak mocno to przeżywają. Wydawać by się mogło, że temat powieści jest oklepany, jednakże urokliwy klimat dworku w Miłosnej sprawia, że książka jest wyjątkowa i zasługuje na polecenie. Na dodatek zakończenie mocno wzbudza ciekawość - nie mogę się już doczekać drugiego tomu!

Dworek w Miłosnej to powieść która czaruje ciepłem, emocjami i historią wypływającą z samego dworku. To powieść o miłości: jej blaskach i cieniach, wzlotach i upadkach. To historia tętniąca życiem, młodością, dobrą energią czerpaną z przyrody i otoczenia. To powieść o przemijaniu, godzeniu się z życiem i o walce, jaką trzeba stoczyć aby po trudnych i bolesnych przeżyciach wyjść na prostą i na powrót dostrzegać piękno świata. 


Dworek w Miłosnej i inne wydawnicze nowości w atrakcyjnych cenach znajdziecie na Tania Książka. :) 

środa, 1 maja 2019

Najlepsze co mnie spotkało - Agata Przybyłek

Najlepsze co mnie spotkało to już czwarta książka z "domkowej" serii Agaty Przybyłek. To od tej serii zaczęłam przygodę z autorką i bardzo, bardzo mi się ta przygoda spodobała.

Ta książka jest dla mnie wyjątkowa bo łączy dwie moje pasje. Oczywiście literaturę samą w sobie oraz góry. Akcja książki rozgrywa się w górach i na Kasprowym Wierchu. Nie byłam jeszcze nigdy na tym szczycie, więc tym chętniej czytałam historię i równie mocno rodził się we mnie zapał by jak najszybciej iść w góry. Nawet niedawno byłam, ale pogoda nie pozwoliła na wyjście na Kasprowy Wierch. Ale nic straconego, bo prędzej czy później ruszę śladami bohaterów. 

Olga na okres wakacji przeprowadza się do swojego ojca na Podhale, gdzie ten prowadzi pensjonat. Nie jest zbytnio szczęśliwa z tego powodu, bo po tym jak zostawił ją i jej matkę i związał się z inną kobietą, ich relacje nie należą do najlepszych. Na miejscu Olga poznaje Janka, młodego górala pracującego w restauracji na Kasprowym Wierchu. Janek to mężczyzna pewnie stąpający po ziemi, jednocześnie wrażliwy. To bohater z gatunku tych, którzy kradną serca czytelniczek od pierwszego momentu. No i na dodatek góral! Żywiołowy, charakterny, z radością podchodzący do życia.

Kiedy Olga i Janek poznają się bliżej, okazuje się, że nie tylko dziewczyna ma tajemnice. Każde z nich w jakiś sposób jest już doświadczone przez życie i blizny z przeszłości wciąż czasami dają o sobie znać. Agata Przybyłek pięknie jednak opisuje ich losy, splata je ze sobą i powoli odkrywa ich lęki, troski i żale. Jak zawsze - po burzy wychodzi słońce i również w przypadku tej dwójki pojawiają się jaśniejsze promienie, które zwiastować mogą tylko jedno - wreszcie w ich życiu nadchodzi nowe, dobre. 

Autorka przedstawia sytuacje z prawdziwego życia. W tej powieści skupia się na relacjach rodzinnych, zwłaszcza na relacji dziecka z rodzicem, który układa sobie życie u boku nowego partnera. Ojciec Olgi, Robert, chce odbudować relacje z córką, mimo że ta nie wykazuje takiej chęci. Tym samym pokazuje, że każda decyzja, każda niezakończona sprawa prędzej czy później powróci ze wszystkimi konsekwencjami. To powieść o tym, że aby wkroczyć w coś nowego i zacząć nowe życie najpierw trzeba zamknąć przeszłość - tylko w ten sposób, bez żadnych obciążeń można z czystym sumieniem ruszyć do przodu. 

Autorka napisała niezwykle emocjonującą historię - to chyba najbardziej wzruszająca i dotykająca najdelikatniejszych strun powieść serii. Jest taka piękna, czysta. Podobnie miłość Olgi i Janka - rozwija się powoli, wszystko jest tak, jak być powinno. To prawdziwe uczucie, a nie tylko pożądanie i chwilowa namiętność. To coś znacznie więcej, coś, co zdarza się człowiekowi raz w życiu i wiadomo wtedy od razu, że to jest "to". 
Pisarka sporo miejsca powieści poświęciła mężczyznom - z jednej strony ojciec Olgi, który chce naprawić rodzinne więzi i odbudować relację z córką, a z drugiej młody chłopak, Janek, który Olgę obdarza wyjątkowym uczuciem. Dużo jest męskich emocji i generalnie męskiego punktu widzenia. Domyślam się, że niełatwo kobiecie wejść w skórę mężczyzny, dlatego należą się autorce wyrazy uznania. 

Coś co mnie bezsprzecznie urzekło to niesamowite opisy krajobrazów Podhala. Realistyczne i malownicze, kuszą, zwłaszcza tych, którzy lubią góry. Dzięki temu powieść jest bardzo klimatyczna, oddaje niesamowitą magię Tatr, gór. Aż chce się rzucić wszystko i jechać w góry!

Powieść jest złożona, ale wszystkie jej elementy łącza się w doskonałą całość. Mamy wrażenie, że jest pełna, że niczego jej nie brakuje. Jest tak, jak ma być. Jest idealnie. 

Najlepsze co mnie spotkało to przepiękna historia miłości z pięknymi podhalańskimi krajobrazami w tle. Przede wszystkim jednak to powieść o rodzinie i naprawianiu rodzinnych więzi, odbudowywaniu zaufania i wybaczaniu, a także o żegnaniu się z przeszłością. To powieść, która wzrusza i wywołuje masę emocji. Daje poczucie ogromnej satysfakcji po przeczytaniu i nie pozwala szybko o sobie zapomnieć. 

Po Najlepsze co mnie spotkało i inne nowości zapraszam do księgarni Tania Książka. :) 

środa, 10 kwietnia 2019

Śmierć w blasku fleszy - Alek Rogoziński

Wiele dobrego nasłuchałam się o autorze, miałam nawet przyjemność poznać go na Targach Książki w Krakowie. To bardzo pozytywny człowiek, zaraża optymizmem, jest bardzo otwarty, energiczny i pozytywnie nastawiony.  O tym, żeby w ogóle sięgnąć po jego twórczość pomyślałam za sprawą Pani Magdaleny Witkiewicz, która popełniła z Alkiem już dwie książki. I rzeczywiście, pierwszą pozycją autora jaką przeczytałam była książka napisana w duecie z Magdaleną Witkiewicz. Podobało mi się, bardzo, dlatego też chciałam w końcu przeczytać coś od autora solo. Padło na najnowszą Śmierć w blasku fleszy. I być może na początek trafiłam na nie najlepszą lekturę, albo moje oczekiwania były zbyt wygórowane, bo trochę się rozczarowałam. Aczkolwiek – książkę czytało się rewelacyjnie, płynnie i lekko. To pozycja idealna na leniwe popołudnie, z nutką niepewności, odpowiednią dozą humoru i intrygi.

Głównymi bohaterami książki są Krystyna i Weronika Rośnickie – matka i córka. Matka prowadzi agencję modelek, a córka jest jedną z nich, chociaż niekoniecznie ma ku temu predyspozycje. Krystyna słynie z oschłości i obojętności, natomiast Weronika bez skrupułów potrafi kierować matką i jej działaniami tak, by zyskać to czego aktualnie pragnie. Nawet po trupach do celu.  Niemałą rolę odgrywa też Damian Czerwiec – mężczyzna który miał wiele kobiet w kręgu modelingu, między innymi właśnie Weronikę. Po przeciwnej stronie mamy Mario i Miśkę, a także Stefę – matkę Miśki, która niespodziewanie zjawia się z wizytą u córki. Gdy na pokazie organizowanym przez przyjaciół dochodzi do morderstwa do akcji wkracza Stefania jako samozwańcza detektyw.

Pierwsze co zwróciło moją uwagę, to przedstawienie bohaterów, jak w sztuce. Dobrze, że jest ten spis bo bohaterów jest sporo i naprawdę ciężko jest się w nich połapać, nie mówiąc już o tym kto jest kim. Spis dużo ułatwia, ale i tak pogubiłam się wśród zbyt dużej ilości postaci. Z drugiej strony, dzięki takiemu chaosowi trudniej było odgadnąć kto jest mordercą. A sam spis bohaterów wprowadza nas w pewne przedstawienie, i tak właśnie pisana jest ta książka – jak sztuka teatralna, gdzie równocześnie na scenie występuje tylko kilkorga aktorów, a całość łączy się w jeden duży spektakl.

Bohaterowie, prawdopodobnie przez to że jest ich po prostu dużo, są wykreowani pobieżnie, bez wchodzenia w szczegóły ich osobowości. Są za to bardzo dobrze przedstawieni od strony psychologicznej. Poznajemy pobudki jakie kierowały każdym z nich, bo generalnie każdy z nich jest podejrzany. Autorowi udało się namieszać w postaciach i wydarzeniach na tyle, że do końca nie wiedziałam kto stoi za zbrodnią. Alek Rogoziński tak sprytnie poplątał wątki i zeznania, popodrzucał kilka poszlaków by na koniec i tak wywieść czytelnika  w pole. I bardzo dobrze! Za to należy się ogromny, ogromny plus.

Coś, za co czytelniczki uwielbiają książki Alka to humor. Komedia kryminalna to szalenie interesujące połączenie. Nie mam wątpliwości co do kryminalnej strony książki – jest morderstwo, intryga, niewiadoma, śledztwo. Czytelnik próbuje sam rozwikłać kryminalną zagadkę świetnie się przy tym bawiąc. Natomiast jeśli chodzi o stronę humorystyczną, to w moim odczuciu jest nieco gorzej. Zaznaczam, że byłam nastawiona na dużą dawkę humoru. A tutaj było zabawnie, głównie za sprawą Stefanii, ale jedyny moment który spowodował że roześmiałam się na głos to końcowa scena (też ze Stefanią). Lekkością i swobodnym, plastycznym językiem autor wiele nadrabia, ale oczekiwałam więcej powodów do uśmiechu.

Śmierć w blasku fleszy, najnowsza powieść Alka Rogozińskiego to idealna lektura na leniwe popołudnie. Czyta się szybko, można się sporo nagimnastykować żeby odgadnąć kto zabił,  a i tak na koniec będzie zaskoczenie.  Powieść jest bardzo dobrym połączeniem wątków kryminalnych i komediowych, a styl pisania autora jest ogromnym atutem. Mimo, że nie do końca spełniła moje (wygórowane) oczekiwania, z chęcią sięgnę po inne książki autora.


Za książkę dziękuję wydawnictwu Edipresse. 

wtorek, 2 kwietnia 2019

Prosty układ - K. A. Figaro

Już jutro, 3 kwietnia premierę będzie miała debiutancka powieść K. A. Figaro - Prosty układ. Książka skusiła mnie już samym opisem. Dawno nie czytałam też literatury tego typu, więc byłam pewna, że nie będę porównywała i kategoryzowała. Mam jednak bardzo mieszane odczucia co do tej pozycji. Niewątpliwie na korzyść autorki działa fakt, że jest to debiut, o czym dowiedziałam się właściwie pod koniec czytania i dzięki temu niektóre błędy się wybacza. Sama fabuła wnosi trochę świeżości i wymyka się schematom, co jest dużym pozytywem, ale główna bohaterka - Łucja Zarzycka pogrążyła tę książkę. Nie polubiłyśmy się i nie wiem, czy cokolwiek jest w stanie to zmienić. 

Tuż po przeczytani opis książki miałam wrażenie, że to właśnie bohaterowie są jej największym atutem. O ile Dymitr rzeczywiście spełnił moje oczekiwania bez większych zastrzeżeń, tak postać Łucji pozostawia wiele do życzenia. Denerwowała mnie swoją infantylnością,, naiwnością i bezmyślnością. Ja rozumiem, że zakochany człowiek nie zawsze postępuje racjonalnie, ale ona od początku miała problem z rozwagą. Dodatkowo co chwilę musiała zapalić papierosa i gdy po raz setny o tym czytałam po prostu czułam..zażenowanie. Być może jest to czepianie się drobnostek, nie zmienia to jednak faktu, że bardzo mnie to irytowało.

Dymitr też nie jest ideałem, choć zdecydowanie bliżej mu do niego niż Łucji. Młody, obrzydliwie bogaty, dyrektor w dużej firmie. Imię Dymitr idealnie oddaje jego usposobienie i charakter. Apodyktyczny, tajemniczy, nie znoszący sprzeciwu ani tym bardziej odmowy. Lubi kontakty z kobietami, a Łucja nie chce mu ulec, co dodatkowo podsyca jego pragnienie. Z góry wiadomo, że to typ faceta, który nie chce się angażować w żaden związek, nie chce okazywać uczuć ani czuć się w żaden sposób ograniczony. Nie interesuje go nic poza układem, który proponuje kobietom. Z kolei Łucja pragnie czegoś więcej: ciepła, bliskości i miłości, choć zraniona w przeszłości bardzo się tego boi. Wie, że to "coś" z Dymitrem, bo nie można tego nazwać związkiem przyniesie jej rozczarowanie, lecz mimo to postanawia w to brnąć. Dobrą stroną Łucji są jej przyjaciółki - wierne, oddane, gotowe skoczyć za nią w ogień. To piękna, silna przyjaźń. Niestety odniosłam wrażenie, że dziewczyny zatrzymały się na poziomie 16-17 lat,  bo choć mają po 20-kilka, na tyle wskazuje ich zachowanie i decyzje które podejmują.  Dziewczyny właśnie ukończyły studia, autorka między kartami przemyca trochę tego studenckiego życia. Jednakowoż zwraca też uwagę na to, że Łucja, Roksana i Natalia stają właśnie stoją właśnie u progu nowego etapu w życiu i mają wiele trudnych decyzji do podjęcia. Każda z nich pragnie też tego co kształtuje człowieka i czyni jego życie wartościowym - miłości, bezpieczeństwa, stabilizacji. Zauważymy tu elementy typowe dla powieści young adult - skupia się na młodych ludziach, ich wkraczaniu w dorosłe, samodzielne życie, przeżywaniu miłosnych uniesień. To bardzo burzliwy okres w życiu człowieka,  a gdy dodatkowo do głosu dochodzą emocje i uczucia, nic nie jest proste. 

Prosty układ to w zamyśle autorki powieść erotyczne. Sporo w niej takich elementów - scen pikantnych, erotycznych. Generalnie nie mam większych zastrzeżeń, choć czasami zdarzały się, w moim odczuciu elementy zbyt wulgarne i trochę niesmaczne. 

Fabuła jest spokojna, z niewielkimi emocjonalnymi wstrząsami co pewien czas. Niektóre elementy są aż nazbyt przewidywalne, ale są też takie, które bardzo zaskakują. Na plus jest to, że książkę czyta się szybko i płynnie.

Styl autorki, jak na debiut oceniam na dobry plus. Jest lekki, nie zauważyłam błędów merytorycznych ani logicznych. Język jest swobodny, może trochę nazbyt luźny, ale wierze, że to kwestia wprawy i z kolejną książką będzie coraz lepiej, bo widzę duży potencjał. Jak na debiut, jest naprawdę bardzo dobrze. 

Od połowy książki odnosiłam wrażenie, że historia nie zamknie się w jednej książce. Nie wiem czy rzeczywiście tak jest - moim zdaniem to nie jest koniec historii Łucji i Dymitra. Na chwilę obecną nie wiem jednak, czy sięgnęłabym po  kontynuację - nie mówię jednak "nie". 

Prosty układ, debiutancka powieść K. A. Figaro to historia Łucji i Dymitra, którzy przyciągają się jak magnes, ale wciąż coś staje im na przeszkodzie. Historia dwójki młodych ludzi, okraszona erotyzmem, pożądaniem i czymś, co próbuje się przedostać przez mur zasad i obojętności to książka w sam raz dla osób poszukujących niewymagającej, przyjemnej i lekkiej lektury. 

środa, 20 marca 2019

Miłość z błękitnego nieba - Krystyna Mirek

Angelika Niemirska przyjeżdża do zimowego Krakowa w celach służbowych i od samego początku jest negatywnie nastawiona. Na co dzień mieszka w Monachium i pracuje w tamtejszej korporacji, ale wciąż pamięta bolesną przeszłość i powody, dla których uciekła przed laty z Krakowa. Podpisanie ważnej umowy da jej upragnioną niezależność, jednak najpierw musi pokonać swojego przeciwnika, Daniela, który jest wprawiony w boju jakim są negocjacje, zwłaszcza z kobietami. Dla każdego z nich podpisanie kontraktu na swoich warunkach jest ogromną szansą i przepustką do lepszej przyszłości. Są w stanie zrobić wszystko, by osiągnąć swój cel takimi metodami, jakimi tylko potrafią. 

Angelika jest kobietą niezależną, twardo stąpającą po ziemi. Nie godzi się na żadne ustępstwa. Wiele w życiu przeszła i była zmuszona przedwcześnie dorosnąć, dlatego teraz z rezerwą podchodzi do innych, prawie nikomu nie ufa i nie pozwala sobie na okazywanie żadnych uczuć. Początkowo jej nie polubiłam, jednak z czasem gdy zaczęła się odsłaniać zrozumiałam jej dystans i zaczęłam podziwiać, że pomimo tego co doświadczyła potrafiła stanąć na nogi i osiągnąć sukces. 

Daniel z kolei jest kobieciarzem, beztroskim dużym chłopcem, który mimo ogromnego pragnienia jego rodziców nie myśli o założeniu rodziny. Mieszka w starej kamienicy tuż przy krakowskim rynku - w klimatycznym, magicznym wręcz miejscu. Uwielbia Kraków. Nie przypuszcza, że kiedykolwiek kobieta zawróci mu w głowie na tyle, że będzie w stanie dla niej rzucić wszystko. 

Angelika jest bohaterką, którą poznajemy z wielu stron i w różnych momentach jej życia. Sama zabiera nas w podróż do przeszłości i opowiada o tym, o czym nigdy nikomu nie była w stanie powiedzieć. Dopiero pojawienie się mężczyzny w jej życiu powoduje, że otwiera się i wyjawia wszystko to, co przez lata ciążyło jej na duszy. Widzimy wszystko to co przeżywała, wiemy jakie emocje nią targały i obserwujemy trudny proces dorastania i kształtowania osobowości, ogrom pracy nad sobą i poświęcenie aż wreszcie próbę przełamania się i skonfrontowania z przeszłością. 

Krystyna Mirek pisze książki bardzo życiowe, pozbawione ubarwień i sztucznego dramatyzmu, który dodawałby książce wymuszonej atrakcyjności. Myślę, że właśnie ta surowość i ukazywanie życia dokładnie takim jakie jest, z wszystkimi jego przywarami, smutkami i niesprawiedliwościami czyni jej książki wyjątkowymi. Lubimy czytać takie powieści, bo odnajdujemy w nich kawałki siebie. Widzimy, że nie tylko my mamy takie problemy, że nie tylko my borykamy się codziennie z wieloma trudnościami. Takie książki dodają siły i wiary w to, że może być lepiej. Motywują do działania i pomagają zrozumieć, że życie składa się z wielu smutków i małych szczęść, które swą mocą przewyższają to co złe i potrafią dać takiego kopa, taką siłę do działania i chęć walki jak nic innego. 

Potrafi jednym małym fragmentem tak bardzo wzruszyć, że  nie sposób powstrzymać łzy. Tym samym skłania do przemyśleń i zwraca uwagę to co naprawdę w życiu ważne: rodzina, zdrowie, przyjaźń i miłość. 

Miłość z błękitnego nieba urzeka swoją banalnością i prostotą. W niezwykle subtelny sposób porusza trudne tematy, jakimi są między innymi ciężkie dzieciństwo bez ojca, relacje z matką, która ucieka w przelotne romanse od problemów i przyspieszony kurs dorosłości, kiedy nastolatka musi zająć się swoim młodszym rodzeństwem bo w przeciwnym wypadku wszyscy się stoczą. Są też rozstania, które rozdzierają serca na pół, ból który potem pozostaje, strach przed stawieniem czoła rzeczywistości po latach i ogromne pragnienie odbudowania tego co kiedyś zostało stracone. 

Miłość z błękitnego nieba to książka z gatunku tych, która na gorąco po przeczytaniu wydaje nam się zwyczajna, niczym nie wyróżniająca się spośród innych. Dopiero po jakimś czasie dociera do nas wydźwięk powieści, wracają te piękne momenty jak i te, które mocno poruszają i skłaniają do przemyśleń albo i do pewnych czynów, jak choćby docenienie tego, że mamy dach nad głową, rodzinę, osobę której możemy się wyżalić. To powieść dla kobiet i o kobietach, na najwyższym poziomie, która oprócz miło spędzonego czasu z lekturą zostawia w pamięci ślad i uświadamia, co jest w życiu naprawdę istotne. 


Jeśli zastanawiacie się czy warto po nią sięgnąć - bez wahania powiem, że warto. Jak zwykle niezawodna Tania Książka oferuje Miłość z błękitnego nieba w ekstra cenie. Zerknijcie również na inne książki dla kobiet :) 




środa, 13 marca 2019

Cymanowski Młyn - Magdalena Witkiewicz i Stefan Darda

Najpierw uwagę przyciągnęła okładka. Mroczna, tajemnicza i bardzo kusząca,  by zobaczyć co ukrywa. Później zaczęły się pojawiać pierwsze pochlebne recenzje, następnie instagram został zalany falą przepięknych zdjęć. Nie potrafiłam się oprzeć pokusie (ale w sumie-po co ;) ) i niedługo po premierze sięgnęłam po pięknie brzmiący tytuł - Cymanowski Młyn.

Twórczość Magdaleny Witkiewicz nie jest mi obca. Królowa obyczajówek i specjalistka od szczęśliwych zakończeń w połączeniu z mistrzem grozy, Stefanem Dardą, którego pióra wcześniej nie znałam napisali niezwykle interesującą książkę.

Małżeństwo Moniki i Macieja przechodzi głęboki kryzys. Nieoczekiwanie dostają w prezencie voucher na tygodniowy pobyt w kaszubskim gospodarstwie agroturystycznym Cymanowski Młyn, z dala od Warszawy, wygód i udogodnień. Perspektywa spędzenia razem czasu napawa Monikę nadzieją. Liczy, że wspólny wyjazd dobrze im zrobi i uratuje ich mocno już poturbowane małżeństwo. Cymanowski Młyn, jak się okazuje położony jest na uboczu, wśród bagien i lasów. Miejsce wymarzone na romantyczny wyjazd we dwoje, bez obowiązków, bez wścibskich spojrzeń, bez zasięgu i internetu.. niestety nie dla Macieja. Monika za to w pełni docenia niecodzienność tych dni, kiedy nie musi myśleć o korporacji w której pracuje i o ruinach swojego małżeństwa. Właścicielem posiadłości jest Jerzy Zawiślak który wraz z synem Łukaszem stara się utrzymać to miejsce przy życiu. Wokół Cymanowskiego Młyna krąży legenda o topielcu, który w czasie wojny miał zatonąć w okolicznych trzęsawiskach i teraz nawiedza tereny wokół Cymanowskiego Młyna. Z kolei Łukasz z biegiem czasu zaczyna Monice przypominać jej narzeczonego sprzed lat, Piotra. Z każdą stroną fabuła się zagęszcza, a pozory coraz bardziej zaczynają mylić. 

Bohaterowie są realni, niepozbawieni wad. Monika pragnąca ratować małżeństwo, Maciej uciekający w pracę. Starszy Pan Jerzy wyjątkowo mocno pragnący dobra syna i Łukasz - nieprzenikniony, tajemniczy. 

Cymanowski Młyn jest naprawdę świetną mieszanką powieści obyczajowej i grozy. Autorzy pokazują rzeczywisty, naturalny obraz polskiej wsi, wsi pachnącej domowym chlebem, malinową nalewką (wyczuwam tu pióro Pani Magdy), sielskość i brak pośpiechu, ale też to, że każdy wie wszystko o innych mieszkańcach wsi i nic nie da się ukryć. Doskonale pokazują specyfikę małych społeczeństw. Sam pensjonat sprawia wrażenie przytulnego, do którego z chęcią się ucieka z zabieganego świata, a równocześnie ma duszę i historię zapamiętaną przez mury, co czyni go nieco tajemniczym i poniekąd strasznym. Są w nim takie małe szczegóły, detale, które przyprawiają o delikatny dreszczyk. 

Fabuła historii toczy się leniwie, tak samo jak życie na wsi. Losy bohaterów jakby dostosowują się do miejsca, w którym się aktualnie znajdują. Nic nie zwiastuje nagłego zwrotu akcji, stopniowo jednak zaczynają się dziać dziwne rzeczy, które nie do końca można wytłumaczyć. Jestem osobą z natury strachliwą, więc wzmianki  o duchach czy upiorach, czytane dodatkowo pod osłoną nocy robią na mnie spore wrażenie. A gdy dodatkowo na jaw wychodzą tajemnice sprzed lat zaczyna się robić naprawdę gorąco. Oprócz wspomnianych wątków obyczajowych i grozy, dochodzi jeszcze kryminalny. Jest tajemniczo, mrocznie, diabelnie interesująco. Właśnie to wszystko sprawia, że od pewnego momentu książkę ciężko jest odłożyć. W moim odczuciu została zachowana równowaga między gatunkami. Widać, gdzie więcej do powiedzenia miała Magdalena Witkiewicz, a gdzie Stefan Darda, ale najważniejsze to to, że wszystko jest spójne i poszczególne wątki doskonale do siebie pasują. 

Brakowało mi trochę rozwinięcia niektórych wątków, wyjaśnienia co tak naprawdę się wydarzyło. Pewne kwestie zostały potraktowane po macoszemu, urwane i zamiecione pod dywan. Pozostaje się tylko domyślać prawdy. A wielka szkoda, bo zostaje niedosyt, w tym gorszym znaczeniu. 

Cymanowski Młyn to powieść idealna dla miłośników powieści obyczajowych, w których coś się dzieje. Elementy grozy nadają historii tajemniczości i wywołują ciarki na plecach. Lekki styl i odpowiednio dobrane momenty pobudzenia emocji czytelnika sprawiają, że książka jest wręcz nieodkładalna. Książkę czyta się w mgnieniu oka, w sam raz na jeden wieczór. 


Cymanowski Młyn w świetnej cenie, również w eBooku i inne książki dla kobiet kupicie w księgarni internetowej Tania Książka.

czwartek, 14 lutego 2019

Setna Królowa - Emily R. King

Ostatnio coraz rzadziej sięgam po pozycje młodzieżowe, z dwóch powodów – pierwszy to taki, że po prostu z takich książek już wyrosłam, a drugi to to, że ciężko znaleźć taką pozycję, a zazwyczaj serię, bez oklepanych, utartych schematów. Dlatego też sięgając po Setną Królową nie miałam zbyt dużych oczekiwań. I nie zawiodłam się, co więcej, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona.

Kalinda od dziecka mieszka w Siostrzeństwie. Wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką Jayą pragną zostać w zakonie na zawsze i służyć innym. Dziewczyna cierpi na częste gorączki, przez co nie nadaje się nawet na służącą, nie mówiąc już o kurtyzanie czy żonie. Gdy do zakonu przybywa benefaktor, którym jest sam radża Tarek nikt nie spodziewa się, że jako kandydatkę na swoją żonę wybierze Kalindę. Aby mogła zostać setną królową, musi pokonać w walce rywalki, które chciałyby być na jej miejscu, a są kurtyzanami Tarka. Kali nie potrafi walczyć, bo jej choroba wykluczała ją często z treningów, a po drugie – wcale nie chce stać się królową. Pojawienie się Kalindy w pałacu radży może jednak odmienić losy setek kobiet.

Setna królowa to książka żywiołowa, barwna, a azjatycki klimat dodaje jej pewnej atrakcyjności. Wszystko praktycznie mi w niej grało – począwszy od bohaterów, poprzez oryginalność fabuły, suspens i styl autorki.

Bohaterowie wymykają się schematom. Osiemnastoletnia Kalinda, wychowanka zakonu, mimo trawiącej jej ciało gorączki potrafi wykazać się wielką odwagą i wiernością przyjaźni. Nie potrafiła patrzeć, jak ktoś umyślnie i z pełną premedytacją rani Jayę i świadoma swojej słabości potrafiła stanąć w jej obronie. Nie lęka się też radży i wbrew rozsądkowi buntuje się mu, widząc jakim jest tyranem. Nie ułatwia jej życia prawda o sobie, którą stopniowa odkrywa I która zmienia wszystko w co dotychczas wierzyła. Na dodatek jej serce zaczyna bić szybciej przy kapitanie Naiku, ale ich związek nie ma prawa bytu, bo Kali ma zostać żoną radży, a Deven jest kapitanem jej straży.

Kapitan Naik to bohater, który z pewnością zaskarbi sobie serca czytelniczek. Silny, stanowczy, apodyktyczny, ale w tym pozytywnym znaczeniu. Ma swoje zasady, ale ponad wszystko ceni sobie prawdę i sprawiedliwość. Kalinda staje się mu droga już od pierwszych chwil. Pragnie ją chronić, choć jest świadom, że niewiele może. Jednakże gdy tylko ta dwójka jest w pobliżu siebie, przeskakują iskry, jest ogromne napięcie i wszystkie te gwałtowne, gorące emocje, które towarzyszą rodzącemu się uczuciu.

Radża Tarek to tyran, dla którego Kali ma się stać półśrodkiem do realizacji pewnego celu. Jest bezwzględny, pozbawiony skrupułów i sumienia. Usprawiedliwia go jedynie ból w oczach, który Kalinda dostrzega gdy mówi o swojej pierwszej miłości.

Oprócz radży Kalinda i Deven mają jeszcze jednego wroga – potężną armię bhutów, ludzi, którzy posiadają moce I przez wzgląd na nie zostali wygnani. Wśród nich jest Brac, który wie jak pomóc Kali zwalczyć wyniszczające ją gorączki, a jak się później okazuje, jest też kimś ważnym dla Devena.

Brac przez kontakt z nimi naraża się na ogromne niebezpieczeństwo. Pojawia się pytanie, czy bhutowie naprawdę są ich wrogami czy sprzymierzeńcami w walce, którą niechybnie wkrótce Kalinda stoczy z radżą i panującym system politycznym.

W Setnej Królowej jest wiele elementów typowej młodzieżówki, ale w oryginalnej odsłonie. Przykładowo wątek miłosny poprowadzony jest z delikatnością, jednocześnie wyczuwalne napięcie między bohaterami przyprawia i czytelnika o szybsze bicie serca. Dzięki temu, że ten wątek nie zajmuje głównego miejsca w fabule z radością kibicujemy bohaterom. Jest też pięknie ukazana przyjaźń, wierność przyjaciołom i ludziom, którzy są dla nas ważni.

Autorka zgrabnie wprowadziła element fantastyki poprzez wątek bhutów. Czarny charakter jest wyjątkowo paskudny, mimo, iż jest człowiekiem. Ale to właśnie to sprawia, że ktoś – człowiek, tak bardzo wyprany z ludzkości jest tak złą postacią. Oczywiście początek całej tej historii ma miejsce wiele lat temu, a Kalinda jest pierwszą osobą -rewolucjonistką, która odważyła się sprzeciwić. Nie bez powodu oczywiście jest nią właśnie ona.

W tej historii nic nie jest takie, jak się wydaje, a ludzie, których Kali zna od lat nie są tymi, za kogo się podają.

Zbierając plusy powieści w jedność, na pierwszy plan wysuwają się świetni bohaterowie: Kalinda, kapitan Naik, a nawet bhuta Brac, którego ja bardzo polubiłam. Następnie jest ciekawa fabuła z azjatyckim akcentem I akcja trzymająca czytelnika w niepewności do samego końca. Styl autorki ułatwia czytanie I lekki odbiór powieści, a zakończenie trzyma w napięciu i zachęca do kontynuowania przygody z serią.

Setna Królowa to pozycja zdecydowanie zasługująca na uwagę. Wyróżnia się nie tylko piękną okładką, ale przede wszystkim niebanalnością tematu i wspaniałymi bohaterami. Proporcje między dobrem a złem są idealnie wyważone, akcja wartka, z wieloma suspensami. To książka o walce z bezprawiem, okrutnym traktowaniem ludzi, w szczególności kobiet. Wreszcie, to powieść o pięknej przyjaźni i rodzącej się miłości.


Setną Królową oraz inne znakomite książki dla młodzieży w atrakcyjnych cenach znajdziecie w księgarni internetowej Tania książka.  Również w ebooku!






czwartek, 7 lutego 2019

Nie ma jak u mamy - Magdalena Witkiewicz

Magdalena Witkiewicz, specjalistka od szczęśliwych zakończeń, w 2008 roku popełniła Milaczka, który skradł serca czytelniczek. Teraz, 10 lat później autorka zabiera nas znów do Milenki i jej życia, w którym od tamtego czasu zaszło sporo zmian. Napisanie Nie ma jak u mamy to moim zdaniem był bardzo trafiony pomysł. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam zaglądać do bohaterów kilka lat później.

Uwaga! Tekst zawiera informacje o poprzednich częściach.

Milenka od 10 alt jest żoną Jacka Wolickiego oraz mamą Poli i Franka, a także macochą rezolutnej Zuzanny Wolickiej, dobrze nam znanej z poprzednich części jako Bachor. Zuzanna Wolicka z uroczej dziewczynki wyrosła na młodą kobietkę. Zofia Kruk wraz ze swoim mężem Staszkiem wiedzie szczęśliwe życie w ogromnym domu na skraju lasu. Ponadto w książce spotykają się trzy inne bohaterki. Uporządkowana i zasadnicza Edyta, Aniela, która ma ciężko w życiu i fotografka Kamila. Wszystkie są matkami. I to właśnie o tym – o matkach i córkach jest ta książka.

Magdalena Witkiewicz z lekkością opowiada jak potoczyły się losy Milenki i jej bliskich. Przemyca też sporo życiowej mądrości, ale skupia się głównie na macierzyństwie, Poprzez wprowadzenie trzech nowych bohaterek ukazuje, jak różne mogą być relacje matki z córką. Edyta i jej matka nie dogadują się praktycznie w ogóle. Córka czuje się wciąż krytykowana, a matka niedoceniona. Aniela z kolei ze swoją mamą jest bardzo zżyta i wciąż się o nią martwi, z wzajemnością. Kamila nie ma matki i to właśnie ona najbardziej docenia to, co jest między matką a córką. Wszystkie też już same są mamami i starają się wychowywać jak najlepiej swoje dzieci.

Nie ma jak u mamy pokazuje, jak zmienił się warsztat autorki przez ostatnie lata. Ja czytałam całą serię niedawno więc mam porównanie na świeżo. Lekki styl, łatwość odbioru pozostają bez zmian. Natomiast książki czyta się teraz płynniej, zdania są ładniej skonstruowane. Niestety, Nie ma jak u mamy nie ma tylu zabawnych aspektów co poprzednie z tej serii, mnie jest humor, ale może powaga tematu nie do końca na to pozwala. Zabrakło mi więcej Parysa Antonio, a dorosła niemalże Zuzanna, choć wciąż próbująca ratować świat spoważniała i tym samym pozbawiła czytelnika największego źródła humoru.

Autorka pisze bardzo wzruszająco. O mamach przede wszystkim, ale tez o życiu. O codzienności, rodzinie, zabieganiu, o przyjaźni, o tym, że czasami w natłoku codziennych spraw zapominamy o tym co najważniejsze.

Pisze o tym, że matka jest wyjątkową osobą w życiu każdego człowieka, mimo, że tak często o tym zapominamy. Bo to właśnie mama jest tym kimś, kto zawsze pomoże, wesprze i wybaczy, choćby nie wiadomo jak skomplikowane były z nią relacje. I że nie tylko biologiczna matka może być dla kogoś mamą. Książka jest na przemian smutna, poprzetykana życiowymi bolączkami, na przemian przybrana w barwy radości, przyjaźni, miłości i dobra. Odrobina humoru, głównie za sprawą Zofii Kruk tym razem, dodaje powieści lekkości i zabawnego wydźwięku. Zuzanna wprowadza powiew młodości i świeżości, przeżywa pierwsze zauroczenie i coś większego, co rodzi się w jej sercu. Jak na nastolatkę jest dosyć naiwna, ale cały w tym jej urok i wdzięk. Milaczek i Jacek są szczęśliwym małżeństwem, chociaż nie bez różnych perypetii. Wyłania się prawdziwy obraz rodziny – niedoskonałej, z wieloma rysami, ale z wszechobecną miłością, nie zawsze wyrażaną słowami.

Nie ma jak u mamy to bardzo przyjemne zwieńczenie serii o Milaczku. Wzruszająca powieść o matkach, miłości i przyjaźni, o rodzinie i o tym, co w życiu jest ważne, tak po prostu. Skłania do przemyśleń, ale przede wszystkim uświadamia, że mama jest osobą wyjątkową. Dbajcie o Wasze mamy, tak jak umiecie i możecie.

Książka bierze udział w wyzwaniu Zatytułuj się. 

sobota, 26 stycznia 2019

Drzewo Anioła - Lucinda Riley

Poznajcie trzy wyjątkowe kobiety: Gretę, Cheskę i Avę. Matkę, córkę i wnuczkę. Zajrzyjcie do niezwykle pięknej, okazałej posiadłości Marchmont w Walii, gdzie życie płynie inaczej. wraz z Gretą wybierzcie się w podróż po zakamarkach jej pamięci. Razem z Cheską poznajcie blaski i cienie aktorstwa. I bądźcie z Avą, gdy będzie odkrywała pełną tajemnic i tragedii historię swojej rodziny.


Sięgając po Drzewo Anioła spodziewałam się sagi rodzinnej takiej jakich wiele, rozgrywającej się w czasie Świąt. Na samym początku muszę wytknąć błąd w opisie na okładce. Córka Grety ma na imię Cheska, Francesca, nie Ava, tak jak napisał wydawca. Ava to jej wnuczka. Niestety ten błąd jest dosyć rażący i początkowo konfundujący. Poza tym książka wydana jest przepięknie. Twarda oprawa, idealne połączenie kolorów, lśniące elementy i  niezwykle przyjemna faktura okładki czynią to wydanie eleganckim. Książka jest dosyć obszerna, ma ponad 500 stron, ale historia jest tak bardzo wciągająca, że czyta się ją jednym tchem. Mnie przypomina trochę moją ukochaną Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender, ale ci, którzy nie polubili Avy Lavender niech się w żadnym wypadku nie zrażają, bo to tylko moje luźne skojarzenie.

Greta jest młodą kobietą, marzącą o karierze aktorki. Póki co występuje w teatrze w innym charakterze. Pewnego wieczoru poznaje amerykańskiego oficera. Ich krótka znajomość owocuje ciążą Grety, z którą niestety zostaje sama. Z pomocą przychodzi jej przyjaciel Daniel. Zabiera ją do swojej posiadłości Marchmont, gdzie zajmuje się nią LJ, matka Davida. Wkrótce Greta rodzi, a kilka lat później zmuszona jest uciekać ze swoją córeczką, Cheską do Londynu. Tam Cheska w wieku czterech lat staje się dziecięcą gwiazdą. Niestety nie wszystko jest takie jak się wydaje na ekranie. Życie Grety i Cheski jest usłane wieloma cierniami. Wypadek, któremu ulega Greta sprawia, ze traci pamięć. Nie pamięta niczego co wydarzyło się przed wypadkiem i historia jej życia jest dla niej czarną plamą przez ponad 20 lat.

Książka jest swoistym procesem, w którym Greta przypomina sobie całe swoje życie i wszystkie te rzeczy, przed którymi chronił ją jej przyjaciel David, o których być może lepiej byłoby nie pamiętać. Moje uczucia co do Grety są różne. Gdy była młodą dziewczyną bardzo jej współczułam. Kiedy Cheska zaczęła karierę aktorską w myślach ganiłam Gretę za surowe zasady z jakimi wychowywała córę i nacisk jaki na nią wywierała. Faktem było, że Cheska stała się narzędziem do zrealizowania niespełnionych marzeń z dzieciństwa Grety. Matka nie zauważała, że z jej córką zaczyna dziać się coś złego, bo była zbyt skupiona na tym by jej Cheska była znana i uwielbiana przez fanów. Nie zauważyła, że córka dorasta i że bardziej potrzebuje matki niż agentki, której rolę pełniła Greta. Niewątpliwe jest jednak to, że Greta bardzo Cheskę kochała, przelała bowiem na nią całą swą miłość o śmierci jej drugiego dziecka - Johnny'ego.

Akcja książki rozgrywa się w latach czterdziestych, pięćdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku. Lata osiemdziesiąte to w książce teraźniejszość. Właśnie wtedy pojawia się dorosła Cheska - gwiazda Hollywood. Ta bohaterka budzi we mnie skrajne emocje. W swoim życiu wyrządziła wiele podłości, ale nie była wtedy w pełni zdrowa na umyśle. Nie miała odpowiedniego wzorca, była pozbawiona dzieciństwa i młodości. Stała się kobietą bezwzględną, pozbawioną skrupułów, stawiającą karierę ponad wszystko - potrafiła nawet porzucić swoją córkę dla sławy. Być może na taki kształt osobowości Cheski miały wpływ błędy Grety w jej wychowaniu.

Oprócz tych postaci, które budzą w czytelniku skrajne emocje mamy też bohaterów ciepłych, pełnych serdeczności, niosących pomoc i pociechę. Takimi bohaterami są Ava, David, LJ, Mary, a nawet Owen. Wszystkie te postaci, choć drugoplanowe, nadają powieści wyjątkowego charakteru. David, przez tak długi i trudny czas opiekujący się Gretą, potem Cheską i Avą. Najwierniejszy przyjaciel Grety, która po utracie pamięci miała tylko jego i jemu jednemu ufała. LJ, jego zwariowana, kochająca Marchmont matka. Mary, wierna służąca pomimo wielu okropności jakie spotkały posiadłość i jej mieszkańców. Nawet Owen, który skrywa swoje cierpienie, pomimo tego, że zawiódł wtedy gdy był najbardziej potrzebny w gruncie rzeczy był dobrym człowiekiem. Wszyscy ci bohaterowie są w jakiś sposób skrzywdzeni przez wojnę, bo żyli w tych czasach, kiedy wojna odiła swoje piętno na ludziach.Zaskakująca dla mnie jest postać Avy. Porzucona przez matkę, wychowywana przez LJ stała się zupełnie innym człowiekiem niż jej matka i babka. Ava jest w pełni oddana Marchmont. Kocha naturę, zwierzęta, chce zostać weterynarzem. Na przykładzie Avy widać, ja ogromny wpływ na osobowość człowieka ma wychowanie. 

Wśród bohaterów obecna jest miłość, w każdej chyba postaci. Ta pierwsza, młodzieńca, potem dojrzała romantyczna, miłość taka, która potrafi przetrwać wiele lat w ukryciu, miłość rodzicielska, bezinteresowna. Aż wreszcie miłość, która doprowadza do szaleństwa, taka, jakiej doświadczyła Cheska. Być może to właśnie to uczucie, które przyszło do niej w tak młodym wieku, nieoczekiwanie, uczucie zakazane sprawiło, że Cheska stała się szalona. 

Lucinda Riley wykreowała doskonałe portrety psychologiczne bohaterów. Odczuwamy ich emocje, strach, cierpienie. Drzewo Anioła jest nostalgiczną powieścią, raczej smutną, pełną zaskoczeń. Niektóre fragmenty przyprawiają o gęsią skórkę.  Czytelnikowi towarzyszy dreszczyk emocji, współczucie, ogromna ciekawość. Powieść jest historią wielopokoleniowej rodziny mocno doświadczonej przez życie. Obecna jest miłość, śmierć, sława, przyjaźń, choroba i cierpienie. Ale jest też nadzieja i wybaczenie, a nawet radość przebijająca się przez smutek i tragedie jakich doświadczyli bohaterowie. 

Drzewo Anioła to pasjonująca powieść o trzech kobietach, których życie szybko wrzuciło w dorosłość i nie oszczędzało im bólu, cierpienia i problemów. To historia niezwykle wciagająca, z adekwatnie wyważonymi elementami pobudzającymi odpowiednie emocje czytelnika. To historia o sile miłości, o miłości rodzicielskiej, o smutku i sławie, bólu po stracie bliskich, a także o niebezpieczeństwie jakie niesie za sobą nieodpowiednia miłość. To znakomita rodzinna saga przyprawiająca o ciarki na plecach. Czas przy jej czytaniu ucieka bardzo szybko, a historia Marchmont, jego mieszkańców i Grety oraz Cheski na długo pozostanie w pamięci, bo jest pisana samym życiem. 


Książka przeczytana w ramach wyzwania  Zatytułuj się

wtorek, 22 stycznia 2019

Tylko jeden wieczór - Krystyna Mirek


Twórczość Pani Krysi Mirek poznałam bardzo niedawno, bo dopiero przy okazji premiery Szczęścia za horyzontem. Przepadłam jednak od samego początku, dlatego po Tylko jeden wieczór sięgnęłam bez wahania i z ogromną ufnością, że czeka mnie wartościowa, ciepła i pełna mądrości życiowej lektura. I nie zawiodłam się, choć zupełnie inaczej wyobrażałam sobie tę książkę. Jestem jednak w pełni usatysfakcjonowana tym, co dostałam.


Amelia Diamond jest popularną i uwielbianą przez widzów aktorką. Sławę zdobyła wcielając się w rolę matki Polki w wieczornym serialu. Prywatnie Amelia, a właściwie Sylwia Nowak, bo tak brzmi jej prawdziwe imię, ma męża i dwójkę dzieci. Dla świata tworzą szczęśliwą, kochającą się rodzinę, żyjącą w domu pełnym ciepła i miłości. Szefowa Amelii wymaga, aby jej wizerunek był nienaganny. Rzeczywistość jednak jest inna. Rodzina mija się mieszkając pod jednym dachem, uczucie między Sylwią i jej mężem Wojtkiem już dawno wygasło, dziećmi zajmuje się opiekunka, a całą rodzinę mocniej łączą relacje biznesowe niż więzy krwi. Przed kamerami udają idealną rodzinę. Sytuacja komplikuje się, gdy umiera siostra Sylwii i ktoś musi zająć się jej córką, Julką. Sylwia jest pełna obaw, bo dotąd nikt nie miał wstępu do jej rodziny i domu. Tymczasem pojawienie się siostrzenicy sprawi, że będą musieli grać nie tylko przed kamerami, ale i wtedy, kiedy gasną flesze i zostaje surowa rzeczywistość.

Drugim torem toczy się opowieść o Pani Zosi – sprzątaczce, która zatrudniona jest w biurowcu gdzie słynna aktorka wynajmuje pomieszczenia biurowe. Pani Zosia stała się powierniczką i jedyną przyjaciółką Amelii. Jej życie jest zupełnie różne od życia Sylwii. Niewiele ma, ma za to wspaniałą rodzinę, trójkę dzieci, wnuki i mnóstwo miłości. Tak jak w życiu tak i w rodzinie Pani Zosi nie jest jednak idealnie. Jej syn Marcin, wbrew woli swojej żony zrobił coś, przez co bardzo nadszarpnął zaufanie żony i teraz musi je odbudować. Tegoroczne Święta zapowiadają się nieco smutniej niż zwykle, bo z daleka czuć napiętą atmosferę między Marcinem i Hanią, zwłaszcza, że ta kilka dni przed Świętami spakowała jego walizki i Marcin zamieszkał u rodziców. W rodzinie Zosi i Kazia jest jednak ogromna siła i wsparcie – zarówno to kierowane do Marcina, jak i do Hani.

Rodzina – to coś więcej, niż tylko słowo, wzorcowy model rodziców i dzieci (najlepiej dwójki, bo taki model rodziny współczesny świat). To coś więcej niż tylko dom i ludzie. Rodzina to ogrom miłości, wsparcia, pomocy, godziny i lata spędzonego razem czasu, a nierzadko też wspólnego łączenia się w cierpieniu i zmagania się z problemami. Rodzina to siła, najwyższa wartość. Podobnie dom, to coś więcej niż tylko mury, piękne meble i ogród. Dom to miejsce, które tworzy rodzina - to ściany które znają śmiech, radość, płacz dziecka, chwile smutku i chwile największego szczęścia. To meble, które noszą ślady spotkań i szeptanych słów. To wreszcie ludzie, którzy żyją razem pod jednym dachem połączeni szczególną więzią.

Sylwia, zanim została rozpoznawalną aktorką miała wszystko to, co opisałam powyżej. Nie miała jednak pieniędzy, nawet na to by zapewnić byt swoim dzieciom. Czarę goryczy przepełnił dzień, w którym zabrakło jej trzydziestu złotych na kupienie leków dla chorego synka. Wtedy właśnie poszła na casting. Wygrała. I jej życie zaczęło ulegać diametralnej zmianie. Początkowo zmiany nadchodziły powoli: najpierw zaczęło się od lepszych ubrań, potem lepsze szkoły dla dzieci, zajęcia pozalekcyjne, pomoc domowa. W końcu Amelia Diamond kupiła luksusowy dom, w którym jej rodzina powoli ulegała destrukcji. Wreszcie został chłód, obojętność i mnóstwo kłamstw. Sylwia pogubiła się w swoim życiu, to pewne. Nie wiadomo kiedy zaczęła się oddalać od bliskich i stawać bardziej Amelią niż Sylwią. Ani przez chwilę nie pomyślałam o niej jako o złej osobie. Przez maskę wyniosłości i sławy dostrzec można było kobietę, która gdzieś po drodze straciła to, co w życiu najcenniejsze. Kobietę tak naprawdę smutną i zmęczoną podwójnym życiem.

Wydaje się, że na karierze Amelii ucierpiała cała rodzina. Dzieci zostały niemalże pozbawione rodziców, małżeństwo Sylwii i Wojtka od dawna jest fikcją. Wojtek czuje się przytłoczony przez żonę, niepotrzebny, pozbawiony męskości.

Pojawienie się w ich domu Julki wywołuje burzę. Wszyscy muszą udawać zgraną i szczęśliwą rodzinę, co jest bardzo trudnym zadaniem, jeśli nie widzą skierowanych na ich twarze kamer. Sylwia postrzega Julkę jako problem, którego trzeba się jak najszybciej pozbyć. Oczywiście zapewniając jej dostatnie życie, szkołę z internatem i opiekę finansową. Sytuację komplikuje fakt, że Kacper, syn Sylwii i Julka stali się niemalże nierozłączni, i mimo że są bliskim kuzynostwem pomiędzy nimi przeskakują iskry, które nie zwiastują niczego dobrego.

Krystyna Mirek ukazała nagą prawdę o tym, jak wygląda życie sławnych ludzi. Muszą ciągle mieć się na baczności, liczyć się z tym, że zwykłe wyjście do sklepu wiąże się z obecnością fotoreporterów, fanów. Nie mogą sobie pozwolić na codzienny ubiór czy brak makijażu. Życie takich ludzi to ciągłe napięcie. Nie mają poczucia swobody i bezpieczeństwa. Pokazuje, jak bardzo popularność zmienia czyjeś życie. Choć nie zawsze jest tak, że traci się przez to to co najważniejsze, to zawsze popularność przynosi zmiany i ograniczenia.

Obraz rodziny, jaki wyłania się z historii Sylwii nie jest zbyt optymistyczny.

Równolegle jednak mamy drugą rodzinę: rodzinę Zosi i Kazia, gdzie wszyscy się wspierają, szanują, cieszą swoją obecnością. Ich dom przepełniony jest miłością, i mimo małego metrażu i niewygórowanego standardu jest pełen ciepła i radości. Wypełnia go dziecięca radość i zrozumienie. Każdy mieszkaniec i gość tego domu jest szczęśliwy w tym szczególnym wigilijnym dniu. Nawet Hania, synowa Zosi czuje się tu lepiej niż w swoim rodzinnym domu, mimo że niejako wyrzuciła jej syna z domu. To w teściowej Hania znajduje zrozumienie i wsparcie i zupełnie naturalne jest dla niej to, że spędza Święta w domu teściów mimo kryzysu w małżeństwie. Ta historia pokazuje jak ogromna siła drzemie w rodzinie. Pokazuje jej najlepsze strony.

Również Amelia pod wpływem pewnych wydarzeń wiele zrozumie i ku uciesze Wojtka coraz więcej będzie w niej z Sylwii niż ze sławnej aktorki.

Tylko jeden wieczór to niezwykle mądra powieść o rodzinie, miłości i sławie. Pokazuje, jak bardzo człowiek może się zmienić pod wpływem popularności, biedy albo pod wpływem drugiej osoby. Świąteczna otoczka dodaje powieści powagi i równocześnie daje nadzieję na zmianę. Tylko jeden wieczór pokazuje dwie rodziny – jedną dużą, szczęśliwą i silną. Podstawa drugiej rodziny jest mocno nadwątlona, każdy żyje swoim życiem, brak wzajemnego szacunku i rozmowy. Zderzenie tych dwóch historii pokazuje jednak, że każda sytuacja w życiu człowieka może się zmienić i nigdy nie jest za późno na ratowanie czegoś, co kiedyś stanowiło cały czyjś świat. Rodzina, nawet taka poturbowana przez życie, z zakurzonymi uczuciami i wieloma trudnymi chwilami to jednak rodzina. Wartość, o którą warto walczyć.

czwartek, 17 stycznia 2019

Cicha 5. Świąteczny zbiór opowiadań.

Chociaż Święta już za nami i niewiele zostało z tamtej atmosfery, to ja zaczytuję się jeszcze w świątecznych pozycjach. Za oknem śnieg (wreszcie!), choinka jeszcze mruga, to i świąteczne opowiadania czyta się przyjemnie.

Wyśmienite polskie autorki napisały siedem opowiadań o mieszkańcach kamienicy przy ulicy Cichej 5. Opowiadania są różnorodne: są zabawne, słodko-gorzkie, wzruszające, a co najważniejsze, wszystkie subtelnie pouczające. Nie opiszę tu każdego z nich, bo każde jest wyjątkowe i o każdym można by było napisać oddzielną recenzję. Ostatnio czytałam Zakochane Zakopane – zbiór opowiadań napisany w podobnym składzie i jestem miło zaskoczona, ponieważ Cicha 5 wywarła na mnie o niebo lepsze wrażenie niż tegoroczny zbiór.

Bohaterowie opowiadań stanowią pewną zwartą społeczność. Wszyscy są mieszkańcami tej samej kamienicy. I znów -nie ma wśród nich żadnej szczęśliwej rodziny ani kogoś, kto byłby pozbawiony zmartwień i trosk. Ale gdyby tak było, to o czym pisać?

Mamy za to wśród bohaterów samotnego mężczyznę po czterdziestce, który na Święta wylatuje na wczasy, a nieoczekiwanie w jego mieszkaniu w Wigilijny poranek pojawiają się dwie zdradzone kobiety. Jest też starszy ojciec, który chcąc zapewnić córkom dostatnie życie po śmierci żony zatracił się w pracy i równocześnie stracił swoje córki. Rzeźbiarz, któremu żona odebrała syna dostanie w wigilijny wieczór prezent od losu. Starsza pani, która usłyszy smutną diagnozę, jej wnuk Kola – wieczny optymista i pewien niebieski język, który pokochają tysiące internautów. Jest też historia kobiety, której mąż ginie w tragicznym wypadku, a ona zostaje sama z córką, i historia serca, które ratuje komuś życie. Poznajemy losy senatora i jego pięknej, młodej i mądrej żony. Aż wreszcie, na deser dostajemy historię starszej pani, kobiety o wielkim sercu, która skrywa pewną tajemnicę.

Nie potrafię wskazać opowiadania, które spodobało mi się najbardziej. Nie dlatego, że żadne się niczym szczególnym nie wyróżnia, ale dlatego, że wszystkie są naprawdę znakomite. Złapało mnie za serce opowiadanie Magdaleny Witkiewicz – historia starszej pani, która w pewien nietypowy sposób pomaga innym. Mimo, że mieszka sama i nigdy nie miała męża ma wokół siebie wiele przyjaznych dusz, jak choćby Marcina, młodego listonosza z sąsiedztwa. To opowiadanie jest bardzo w stylu Witkiewicz- zabawne, wzruszające i przeplatające teraźniejszość z tym co było ponad pięćdziesiąt lat temu. Bardzo charyzmatyczne, z ogromnym zastrzykiem wiary w ludzi i tego, że potrafią bezinteresownie czynić dobro.

Oczarowało mnie też opowiadanie Kasi Michalak, które choć jest bardzo krótkie, niesie ogromny ładunek emocjonalny i ważne przesłanie. To historia starszego człowieka, ojca trzech córek, które życie rozrzuciło po świecie. Nie marzy o niczym innym, byleby tylko jego ukochane dziewczynki były znów blisko niego, chociaż w ten wyjątkowy dzień. Wie, że popełnił wiele błędów i już się nawet z tym pogodził, jednak trudno jest mu spędzać kolejną Wigilię w samotności.

Historia rzeźbiarza uczy, że każde dziecko potrzebuje ojca, a rodzicielska miłość jest najsilniejsza i zawsze chce dobra dla dziecka.
Historia Agnieszki uczy, że starość i choroba nie muszą być wyrokiem, a radość z życia można czerpać w każdym wieku.
Historia senatora i jego żony uczy, że miłość za nic ma nasze plany i zamiary.
Opowieść Magdaleny Witkiewicz pokazuje, że dobra to potężna wartość, że zawsze wraca i że nie wolno oceniać ludzi po pozorach.
Opowieść o ojcu trzech córek pokazuje, że nadzieja nigdy nie umiera, a miłość potrafi wiele wybaczyć.
Opowieść o mężczyźnie i dwóch zdradzonych kobietach pokazuje, że miłość przychodzi nieoczekiwanie.
Opowieść o sercu, matce i córce, które straciły męża i ojca uczy, że strata bliskiej osoby niesie ból i cierpienie, ale nie można się im poddać, bo życie toczy się dalej i warto żyć, choćby dla kogoś, kto nas potrzebuje.

Każda historia jest wyjątkowa, każda porusza inną strunę w duszy człowieka. Wrażliwość, smutek, radość, nadzieję, wiarę w dobro. Wszystko to jest w nich na pierwszym planie, ogarnięte miłością i oczekiwaniem na nadchodzący wyjątkowy czas. Wszystkie są ciepłe, urocze, naładowane pozytywną energią i optymizmem. Czuć w nich napięcie oczekiwania na tej wyjątkowy, wigilijny wieczór, emocje bohaterów, którzy dźwigają na swoich barkach różne ciężary i świąteczną atmosferę cudów i wszechobecnego dobra.

wtorek, 8 stycznia 2019

PRZEDPREMIEROWO: Mów szeptem - Agnieszka Olejnik

30 stycznia 2019 roku wydana nakładem Wydawnictwa Kobiecego swoją premierę będzie miała książka Agnieszki Olejnik Mów szeptem. Miałam przyjemność przeczytać ją przedpremierowo i wiecie, to niesamowite uczucie, gdy czytając pierwszą książkę w Nowym Roku od razu trafia się na perełkę.


Mów szeptem, kiedy mówisz o miłości. 

Agnieszka Olejnik - szczęśliwa mama, nauczycielka i ogrodniczka. Cieszy się życiem i jego smakami. Zaraża Czytelników optymizmem zgodnie z zasadą, że dobrem należy się dzielić. 

Pisze powieści głównie obyczajowe, dla kobiet, ale w swoim dorobku ma też kryminały, książki dla młodzieży, a nawet literaturę dziecięcą. Cechą rozpoznawczą autorki jest piękny, estetyczny i elegancki język, niebanalność poruszanych tematów, odpowiednio dobrany, lekki styl, nieprzytłaczający powagą tematyki i niesamowita mądrość bijąca z kart powieści.

Mów szeptem to książka inne niż dotychczas: o nastolatkach – dla nastolatków i dorosłych, obyczajowa z domieszką kryminalnej zagadki.

Witek jest miłośnikiem Szekspira i geniuszem matematycznym, obdarzonym niebywałą pamięcią – jak sam twierdzi, nie potrafi zapomnieć czegoś, co już raz zobaczył. Ale naprawdę wyjątkowym czyni go to, że potrafi widzieć słowa jako kolory. Wit gorzej znosi kontakt ze światem niż jego rówieśnicy. Zewnętrzne bodźce są dla niego trudne do przyswojenia, nie potrafi nawet swobodnie rozmawiać, nie umie kłamać. Dopóki żyła jego matka, łatwiej mu było odnaleźć się w życiu. Po wypadku, w którym zginęli jego rodzice Witkiem zajęła się zapijaczona babcia. Dziewiętnastoletni Wit jest inny niż wszyscy i bardzo samotny.

Madelaine przyjeżdża do Polski z Irlandii, by tu zacząć nowe życie. Jest skryta i małomówna, ale to nie zniechęca Witka. Chłopak widzi ją w najpiękniejszych barwach – porównuje ją do jesiennego lasu. Magda- bo tak się przedstawia, mieszka sama. Chcąc sobie dorobić udziela korepetycji z języka angielskiego. Wyróżnia się tym, że nosi dziwaczne, oryginalne ubrania, w większości samodzielnie przez nią uszyte.

Witek i Magda nawiązują znajomość telefoniczną. Magda nie wie, kim jest jej rozmówca. Żadne z nich nie chce się angażować uczuciowo. Wit właściwie nie zna miłości, a Madelaine uważa, że miłość niesie za sobą ból i cierpienie. Gdy wpada w kłopoty, okazuje się, że muszą działać razem, aby ochronić siebie nawzajem.

Rzadko spotyka się tak wspaniale wykreowanych bohaterów, o których opowiada się z taką łatwością, i o których tak wiele chciałoby się opowiedzieć. Przede wszystkim są oryginalni, a jednocześnie tak naturalnie zwyczajni. Mimo wszystkich problemów i trudnej przeszłości są zwykłymi nastolatkami.

Witek ma trudności w dostosowaniu się do otaczającego go świata. Pani Beata, psycholog, jest jedyną osobą, której chłopak ufa. Sama psycholożka jest zafascynowana swoim pacjentem, bo nigdy nie spotkała tak nietypowego przypadku. Z kolei Madelaine jest bardzo skryta i tajemnicza. Ukrywa bolesną przeszłość i nikomu się nie zwierza ani nikomu nie ufa.

Nastolatkowie noszą w sobie ogrom bólu i samotności. Samotni z wyboru sami nie zdają sobie sprawy, jak bardzo potrzebują czyjejś obecności. Dopiero gdy odnajdują siebie nawzajem – w rozmowach przez telefon, zaczynają rozumieć, że pragną drugiego człowieka. Powoli nawiązuje się między nimi nić porozumienia i zaufania.

Akcja książki rozwija się stopniowo, w odpowiednio wyważonym tempie. Początek to proces poznawania się Magdy i Witka i budowania zaufania, po którym przychodzi punkt zwrotny, kulminacyjny – zdarzy się coś, co postawi młodych w niebezpieczeństwie. Ich przyjaźń zostanie wystawiona na wielką próbę. I przychodzi kolejny etap, który dla nich jest pewnego rodzaju walką o przetrwanie.

Ostatni raz zdarzyło mi się zarwać noc dla książki jeszcze w liceum – czyli dobre 5 lat temu. Aż do teraz, aż do Mów szeptem. Ta książka to emocjonalna bomba, tak bardzo wciągająca i absorbująca czytelnika, że cały świat zewnętrzny przestaje istnieć. Pozostajemy tylko my i para nastolatków. Cudowny Witek, który w chwilach bezradności cytuje Szekspira niezwykle odważna i mocno doświadczona przez życie Madelaine.

Mów szeptem jest powieścią niezwykłą, z pewnością najbardziej oryginalną w dorobku autorki. Niby realna, bo wszystko przedstawione jest bardzo wiarygodnie i obrazowo, a z drugiej strony podszyta nutką jakiejś magii i niezwykłości. Z pewnością zasługę mają tu bohaterowie, którymi chyba nie przestanę się zachwycać. Klimatem przypomina nieco uwielbianą przeze mnie Drugą szansę Katarzyny Bereniki Miszczuk - również pojawia się motyw szpitala psychiatrycznego i elementy grozy. Powieść jest jednak zupełnie inna, wymyka się wszelkim schematom. Na dodatek okładka tak cudnie pasuje do treści! Początkowo mi się nie podobała, bo była taka - jak to moja siostra określiła "nie-agnieszkoolejnikowa", ale po przeczytaniu stwierdzam, że nie mogło być idealniej. 

Agnieszka Olejnik porusza trudne tematy choroba i wynikające z niej trudności w odbieraniu świata i bodźców zewnętrznych. Samotność, pragnienie zrozumienia i bliskości, a równocześnie strach przed nią. Przemoc na tle seksualnym i ogrom bólu i blizn na duszy jakie na zawsze pozostają w człowieku. 

Czy może być mowa o miłości w przypadku tej dwójki? Obydwoje stawiają pierwsze kroki w dorosłym życiu, poznają siebie nawzajem i uczucie, które się między nimi rodzi.  Sama nie wiem, jak to opisać. Niewątpliwie jest między nimi coś niezwykłego. To coś bardzo delikatnego, płochliwego i kruchego, równocześnie jest bardzo czyste, zbudowane na zaufaniu, które jest solidną podstawą, równocześnie bywa chwiejne i niepewne.  Czy jest  jakieś uczucie silniejsze niż miłość, ale równie piękne? 

Mów szeptem to wyjątkowa powieść o dwójce młodych ludzi wrzuconych w dorosłe życie, bez ostrzeżenia, bez taryfy ulgowej. Bohaterowie - żywi, barwni, oryginalni są potężnym atutem książki. Historia Witka i Madelaine jest przepełniona samotnością, bólem i strachem. Trzyma czytelnika w niepewności, emocje przy czytaniu są ogromne, a książkę czyta się w zawrotnym tempie. Dla mnie Mów szeptem znajdzie się w trójce najlepszych książek autorki (których już przecież napisała sporo!). Na pewno spodoba się nastolatkom, jak również dorosłym. Piękna, tajemnicza, okraszona szczyptą jakiejś wyjątkowej magii, z odpowiednią dawką grozy powieść o samotności, inności i miłości czystszej i silniejszej niż jakiekolwiek uczucie. 


Za możliwość przeczytania książki przedpremierowo dziękuję autorce i Wydawnictwu Kobiecemu


piątek, 4 stycznia 2019

Zakochane Zakopane

Piękna okładka, melodyjnie brzmiący tytuł, nazwiska lubianych autorek kuszą czytelnika do sięgnięcia po Zakochane Zakopane. Rozświetlone ciepłym światłem okna pensjonatu zachęcają by zajrzeć do środka i zobaczyć, jacy ludzie przyjechali spędzić ostatnie dni roku w Zakopanem. Opowiadania są słodko-gorzkie, ale - jak się wymaga od takich zbiorów są przyjemne, ciepłe, cukierkowo urocze. Niestety nie wszystkie mnie porwały i chyba żadne nie wywołało we mnie zachwytu, ale były też takie które zapadły mi w pamięć i które czytało się znakomicie.

Jednym z takich opowiadań jest Idealna para, autorstwa Magdy Stachuli, której twórczości dotąd nie znałam. Pisarka stworzyła bardzo realnych bohaterów, idealnie pasujących do obecnych czasów. Żyjąc w dobie Internetu nie zdajemy sobie sprawy, że wiedziemy tam, mimowolnie, drugie życie. Historia Anity i Adama jest jedną z najbardziej prawdziwych i aktualnych, niestety również bolesnych, ale jednocześnie tętniących nadzieję i wiarą, że prawdziwa miłość wiele przetrzyma i pokona mnóstwo przeszkód i trudności.

Agnieszka Krawczyk w swoim opowiadaniu uczy, że małe kłamstewka to też kłamstwa, które w końcu wyjdą na jaw, oraz że nie można budować związku na kłamstwie, bo miłość to uczucie piękne i czyste, które nie powinno być pobrudzone oszustwem. Uczy też, że aby być akceptowanym przez innych, najpierw trzeba zaakceptować samego siebie.

Opowiadanie Krystyny Mirek to losy Marii i Franciszka. Po niemalże 20 latach małżeństwa ich uczucia są wciąż silne i gorące, choć młodzieńczą radość i wypieki na twarzy pokrył nieco kurz i mieszkanie pod jednym dachem z matką Franciszka. Marysia nigdy jednak nie narzekała, razem z mężem pracuje na wielohektarowym gospodarstwie i mimo tego, że obydwoje niewiele mają do powiedzenia przy apodyktycznej matce, potrafią żyć ze sobą w zgodzie i miłości i nie obwiniać siebie nawzajem o to, jak żyją. To piękne opowiadanie zwraca uwagę na wartości, które są tak ważne, a przez wielu uważane za staroświeckie: praca, rodzina, zgoda i szacunek. 

Bardzo spodobała mi się historia napisana przez Annę Niemczynow. Historia pewnej fryzjerki, Danusi, która uwielbia to co robi, oraz jednego z jej klientów – Miecia i jego trzech córek. Pisarka pięknie ukazała ojcowską miłość i troskę oraz to, ile trudu i wyrzeczeń kosztuje samotne wychowywanie dzieci. Córki Miecia to rezolutne dziewczynki, będące dla niego całym światem i sensem istnienia. Wprowadzają radość i śmiech do trudnego życia rodziny. Również Danusia wniesie do życia Miecia i jego córek odrobinę ciepła i radości. Podziwiam autorkę, bo potrafi nieskrępowanie pisać o Bogu, co jest nie lada wyzwaniem w dzisiejszych czasach. Mnie się to bardzo podoba.

Serce z brystolu opowiada o szkolnej miłości sprzed lat i nieoczekiwanym spotkaniu podczas wyjazdu. Ona – wciąż szukająca miłości, tkwiąca w niezdrowym związku jako ta trzecia, on – artysta szukający swojego miejsca. Dojrzali, bogatsi w doświadczenie. Czy dawne uczucie odżyje, a Małgorzata i PIOTR w końcu znajdą swoje miejsca przy sobie nawzajem ?

Opowiadanie Karoliny Wilczyńskiej uwiodło mnie tym, że nie jest typową historią miłosną. Agnieszka jest kobietą sukcesu. Pracuje w korporacji, której poświęca całe swoje życie zawodowe prywatne. Gdy zostaje wysłana na przymusowy urlop trafia do Zakopanego, jednak nie bez przeszkód. W drodze do tego zimowego miasta poznają Bernarda, który swoim ubiorem i stylem życia nie pasuje do Agnes, jednak gdy wyciąga pomocną dłoń, ona ją przyjmuje. Nie, nie zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia, ale dzięki Bernardowi, prostemu człowiekowi Agnieszka wiele zrozumiała i niejako przewartościowała swoje życie.

Magdalena Witkiewicz zabiera nas wraz z bohaterami w podróż z Gdańska do Zakopanego. Marta i Janusz są 20 lat po rozwodzie. Łączy ich tylko syn i niespodziewanie w Wigilię połączy ich samotność. To opowiadanie o zapominaniu dawnych krzywd i wybaczaniu, a także o pozwalaniu sobie na nowy początek.

Wszystkie opowiadania mają jeden punkt wspólny: Willę pod Jodłami. Właśnie w tym miejscu siódemka bohaterów, za sprawą wygranej w konkursie spędzi kilka dni zimy. Każdy z nich nosi w sobie jakąś zadrę, coś co nie pozwala im być w pełni szczęśliwymi. Opowiadania są na ogół optymistyczne, choć niepozbawione nutki goryczy. Zastanawiam się, czemu jest tak, że największą uwagę na ludzkie nieszczęścia zwracamy w święta, a chwilę później o tym zapominamy i znów wkraczamy do pogodni, nie mamy czasu dla rodziny, zajmujemy się tylko swoimi zmartwieniami i sprawami. Zakochane Zakopane to zbiór opowiadań pokazujący ludzkie niedoskonałości i problemy, a jednocześnie siłę i piękno miłości. Opowiadania czyta się szybciej niż jakąkolwiek książkę.

Autorki w swoich opowiadanych zwróciły uwagę na przeróżne wartości, w każdym z nich przewija się miłość. Każde jednak oprócz tego ma jakiś szczególny element, przesłanie, na które warto zwrócić uwagę.
Na to, że kłamstwo nie ma prawa bytu w związku.
Na to, że pokora i okazywanie szacunku do ogromne zalety.
Na piękno rodzicielskiej miłości.
Na to, że wierność jest fundamentem małżeństwa.
Na to, że nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń.
Na to, że nie wolno oceniać po wyglądzie i na to, że warto otwierać się na nowe.
Na to, że warto wybaczać.

Zbiór opowiadań siedmiu polskich autorek to bardziej opowiadania sylwestrowo-noworoczne niż świąteczne, dlatego idealnie wpasowuje się w te pierwsze styczniowe dni, więc jeśli jeszcze nie zdążyliście  przeczytać, a obawiacie się że straci urok, to śmiało, możecie czytać zapominając o obawach.