czwartek, 15 sierpnia 2019

Życie Cię kocha, Lili - Anna H. Niemczynow

Gdzieś spotkałam się z opinią, że Życie Cię kocha, Lili, to najbardziej pozytywna książka tego roku. I chociaż do końca roku jeszcze trochę czasu zostało, to śmiem sądzić, że rzeczywiście tak jest. Bije z niej ogrom pozytywnej energii, radości, takiej cudownej, życiowej mądrości.

Bohaterką powieści jest tytułowa Lili, pracująca w czasopiśmie dla kobiet. Osóbka bardzo barwna, postać mega pozytywna, pełna energii i przekonana, że cały świat jej sprzyja. Lili to taki dobry duszek, który z każdej sytuacji, nawet trudnej stara się wydobyć coś pouczającego i pozytywnego. Uważa bowiem, że wszystko czego doświadcza, dzieje się z jakiegoś powodu, a trudności czynią ją silniejszą i mądrzejszą na przyszłość. Swoje pogodne usposobienie zawdzięcza babci Rózi – kobiecie, która ją wychowała i dla której Lili jest najważniejszą osobą na świecie. Rozalia, mimo bądź co bądź podeszłego wieku jest równie przebojowa co jej wnuczka – ba, to właśnie z niej wnuczka czerpała wzorzec i autorytet.

Choć pogodne usposobienie Lili bardzo pomaga jej w życiu, wcale nie jest powiedziane że ma lekko. Wręcz przeciwnie – poprzez swoją ufność i wiarę w ludzi jest trochę naiwna i odnoszę wrażenie, że łatwo jest nią manipulować. Ma romantyczną duszę i choć brutalnie zraniona przez swojego (ex) partnera mocno wierzy w miłość. A tej wiary dodają jej listy na drzewach, które ktoś rozwiesza w mieście „dla Pani z autobusu linii..” Lili mocno zaangażowała się w miłosną historię zapisaną na kartkach papieru i poprzyklejaną na drzewach, bardzo chce pomóc odnaleźć się dwójce ludzi których listy dotyczą.  Lili ma moc zjednywania sobie ludzi. Szybko zyskała sympatię swojej szefowej Brygidy i pomogła zrozumieć jej wiele ważkich spraw. Stały się przyjaciółkami, takimi prawdziwymi od serca,  a odkąd w życiu Brygidy pojawiła się Lili wiele się zmieniło, na lepsze.

Lilianna, jak każdy człowiek ma swoje słabości. Autorka wcale jej nie wybiela, przeciwnie – robi z niej człowieka takiego jak my – z wadami, słabościami i problemami. Wątek Rózi i jej przyjaciół – dystyngowanej, acz nieco szalonej damy Kordelii, artystki Giny i sąsiada Zdzicha jest przeuroczy! Zabawny, a jednocześnie uświadamiający istotę przyjaźni. Pokazuje też, że starość nie musi być wyrokiem, że nawet po siedemdziesiątce można czerpać z życia, robić wiele dobrego dla siebie i innych i być tak po prostu – pogodnym i szczęśliwym.

Życie Cię kocha, Lili to bardzo lekka lektura, którą czyta się przyjemnie i bez wysiłku. Ilość dobrej energii jaka z niej emanuje wywołuje euforię, która utrzymuje się przez długi czas po przeczytaniu książki. I co więcej, to kolejna książka Pani Ani, która zostawia po sobie ślad i czegoś uczy. A czego, to już kwestia bardzo indywidualna, jestem jednak pewna, że każdy czytelnik coś w niej wyniesie.

Książka jest ogromną dawką pozytywnej energii. Fajne są afirmację, których w sumie jest 52. Pewnie ciężko od razu byłoby stosować w swoim życiu wszystkie, ale ja osobiście wybrałam sobie dwie, które co dzień powtarzam – to wcale nie jest takie trudne! . Książki Anny H. Niemczynow mają niewątpliwie charakter terapeutyczny, a ta powieść jest jak taki plasterek na poranioną duszę. Ma działanie kojące, regenerujące, motywujące i otwiera oczy na jeden fakt: życie jest cudem, życie nas kocha. 

wtorek, 23 lipca 2019

Harry Potter i Przeklęte Dziecko - J.K.Rowling, J. Tiffany, J. Thorne

Ponad dziesięć lat temu zaczęła się moja przygoda z Harrym Potterem. Kilkakrotnie czytałam książki, wielokrotnie oglądałam filmy i gdy na rynku pojawiła się informacja o „ósmej” części poczułam ogromne rozczarowanie i niczym w zasadzie nieuzasadnione zniechęcenie. Jak można dopisywać coś do tak perfekcyjnie zamkniętej historii? Pierwsza myśl: motywacją były pieniądze, bo na słynnym Harrym Potterze można nieźle zarobić.  Nie potrafiłam się jednak oprzeć i po jakimś czasie zdobyłam egzemplarz scenariusza sztuki Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Książka leżała na półce ponad dwa lata i nic nie wskazywało na to bym po nią sięgnęła w najbliższym czasie. Aż do momentu, kiedy podczas wycieczki do Londynu trafiłam na dworzec King’s Cross i zobaczyłam na własne oczy peron 9 i ¾ i całą tę magiczną otoczkę. Po powrocie do domu wiedziałam już, że czas powrócić do Harry’ego i co prawda nie bez obaw sięgnęłam po zapomnianą lekturę. 

Jak się okazało, wcale nie było tak źle. Wiadomo, że to już nie „ten” Harry Potter, jego magia uległa lekkiemu zatarciu, ale wciąż odczuwany jest ten niepowtarzalny klimat – peronu na dworcu King’s Cross i pożegnań młodych czarodziejów z rodzinami, Expresu Hogwart, ogrom Hogwartu, wyjątkowość profesorów czy Tiary Przydziału. Bohaterowie sztuki są nam również w większości dobrze znani. Harry i Ginny Potterowie, Hermiona Granger-Weasley i Ron Weasley, Draco Malfoy oraz ich dzieci. Osobiście uważam, że dorośli bohaterowie są tacy, jacy być powinni. Jedynie trochę szkoda mi postaci Rona, bo w moim odczuciu został zepchnięty do rangi takiego brzydko mówiąc – pachołka Hermiony, który nie do końca wie kim jest i  co właściwie się dzieje. Bardzo, bardzo nad tym ubolewam bo Ron to wspaniały bohater, z poczuciem humoru, a tu ten humor został wykorzystany przeciwko niemu i zrobiono z niego błazna.

Strasznie mi się spodobało, że twórcy powiązali ze sobą losy bohaterów, którzy nienawidzili się w Hogwarcie – Harry’ego, Hermiony, Rona i Dracona Malfoya. Zabieg ten pokazuje, jak upływ lat działa na nienawiść, dawne krzywdy i nieporozumienia. Chociaż wciąż nie pałają do siebie przesadną sympatią, to ich stosunki są wystarczająco poprawne, a w niektórych momentach można by rzec, że nawet koleżeńskie. Oczywiście bez przesady. Łączy ich na pewno jedno – troska o swoje dzieci, i w obliczu zagrożenia potrafią się zjednoczyć i wspólnie stawić czoła złu, mimo uprzedzeń i dawnych zadr.
Historia dzieci Pottera i Malfoya jest początkowo bardzo podobna do historii ich ojców. Pada propozycja przyjaźni i tym razem nie ma odrzucenia. Scorpius – syn Dracona i Albus – syn Harry’ego zaprzyjaźniają się od pierwszego dnia. Wielka jest ich radość, gdy trafiają do tego samego domu w szkole. Niestety ta przyjaźń dzieje się kosztem innej przyjaźni, co pokazuje jak jesteśmy czasami uprzedzeni do innych ludzi przez wzgląd na przeszłość ich rodzin czy właśnie – nieporozumień między dorosłymi.

Oczywiście, nie brakuje elementów pokazujących jak bardzo zmienił się nasz świat od czasów pierwszego Harry’ego Pottera. Mimo, że nie jest to napisane wprost i być może sama sobie trochę domawiam, to w scenariuszu ma odzwierciedlenie ideologia gender. Scorpius i Albus są przyjaciółmi, choć w mojej opinii ta ich przyjaźń czasami znacząco wykracza poza ramy. Może to tylko siła mediów i przez wzgląd na to co się ostatnio dzieję odnajduję nawiązania wszędzie, a może rzeczywiście taki był zamysł autorów?

Cudownie było powrócić w mury Hogwartu. Spotkać się z moją ukochaną Minerwą McGonagal, powrócić do wydarzeń sprzed lat, odwiedzić nawet Dolinę Godryka i zobaczyć świat Harry’ego z nieco innej perspektywy.  Uważam, że Harry Potter i Przeklęte Dziecko to przyjemny powrót do lat dzieciństwa. Pokazanie życia czarodziejów których znaliśmy gdy byli dziećmi – jak większość z nas wtedy, podczas czytania jako dorosłych już ludzi. Dzięki temu miałam, wrażenie, że oni gdzieś tam żyją – ich życie nieubłaganie toczy się, tak jak życie każdego z nas – że tak jak my zakładają rodziny, mają dzieci, na czołach przybywa zmarszczek a los nie oszczędza im prozaicznych zmartwień i trudów codzienności. Tym, którzy są niezdecydowani nie odradzam, ani nie zachęcam. Polecam tylko, aby potraktować tę książkę z dystansem i nie traktować jej jako kontynuację, a bardziej jako przegląd z życia bohaterów. Jedno jest pewne – Harry Potter nadal czaruje, nadal zachwyca i pożera na długie godziny czytelnicze dusze. Gdybym tylko miała nadmiar czasu i brak książek do czytania, zabrałabym się od nowa za całą serię. I wiem, że kiedyś to w końcu zrobię.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Zatytułuj się. 

piątek, 19 lipca 2019

W promieniach szczęścia - Agata Przybyłek

Dziewiętnastoletnia Łucja jest wzorową studentką pierwszego roku prawa. Pochodzi z biednej rodziny, utrzymuje się ze stypendium, które jest jedynym źródłem jej dochodów. Ma duże ambicje i pragnie osiągnąć w życiu coś więcej, by mogła być z siebie dumna i by jej rodzice mogli być z niej dumni. Wszystko zmienia się, kiedy w dniu egzaminu znajduje na śmietniku dziecko.

Justyna cierpi na depresję. Wydarzenia z przeszłości boleśnie wracają i nie dają o sobie zapomnieć. Dopiero po latach dochodzi do głosu żal i wyrzuty sumienia. Pogrążona w smutku i marazmie rozpaczliwie szuka ukojenia, jednak to nie przychodzi. 

W promieniach szczęścia to druga z serii książek z domkami. Pierwsza mnie totalnie oczarowała, nic więc dziwnego że i tu miałam spore oczekiwania. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona faktem, że dostałam coś zupełnie innego nie tylko ze względu na poruszaną tematykę, ale i kalibru powieści. Autorka wzięła sobie na warsztat bardzo, bardzo delikatny temat - porzucenie dziecka. Ukazała wszelkie konsekwencje takiego posunięcia, począwszy od tego jak dużą krzywdę matka wyrządza dziecku, jak i to, że każdy uczynek prędzej czy później będzie rozliczony, bo wszystko co czynimy wraca do nas. 

Łucja jako młoda kobieta, jeszcze nastolatka znajduje na śmietniku małą dziewczynkę, której nadaje imię Gloria. Bierze ją w swoje ramiona i czuje coś wyjątkowego. Gdy po długim czasie nikt nie zgłasza się do ośrodka adopcyjnego, sama postanawia jako samotna matka starać się o prawa do opieki nad Glorią. Dziewczynka nie jest w pełni zdrowa, ale ciepło i miłość jakie Łucja czuje w sercu zdają się wynagradzać wszelkie trudy i problemy. Postać Łucji to piękny przykład osoby, która poświęca swoje marzenia i plany dla dobra małego człowieka, który jest bezbronny, całkowicie zdany na czyjąś opiekę. Łucja to dziewczyna o wielkim sercu, która w wieku dziewiętnastu lat porzuciła studia, imała się każdej pracy, byleby tylko zapewnić jak najlepszy byt swojej córeczce - córeczce, którą biologiczna matka porzuciła na śmietniku. Należy dodać, że miłość jaką obdarzyła Glorię była piękna, czysta i tak silna jak żadna inna. 

Łucja jak każda młoda kobieta pragnie również innej miłości - tej romantycznej. Choć nigdy się nie skarży ani o tym nie myśli, potrzebuje kogoś kto by ją wspierał, otaczał troską i o nią dbał. Warunek jest jeden - musi pokochać nie tylko ją, ale i jej córeczkę. Kiedy na drodze Łucji staje Łukasz, świat nabiera innych barw. Nie robi sobie nadziei, nie odchodzi od zmysłów. Uczucie przychodzi raczej spokojnie, bez fajerwerków, bez rozgłosu.

Zupełnie inną perspektywę przedstawia nam Justyna. Od początku domyślałam się, kim ona jest i nie pomyliłam się. Opowiadając swoją historię, historię destrukcyjnego stopniowo się oczyszcza, wyrzuca z siebie to wszystko co dotąd zatruwało jej ciało i umysł. Dopiero po latach dociera do niej sens jej czynów, dochodzi do głosu żal, smutek, wyrzuty sumienia. Chce naprawić swoje błędy, ale na niektóre jest już za późno. 

Brakowało mi co prawda rozwinięcia niektórych wątków, pewnego dopełnienia. Odniosłam wrażenie, że powieść została trochę zbyt szybko zakończona, jakby urwana, ale może właśnie taki był zamysł autorki, by pozostawić czytelnikowi furtkę i samemu dopisać sobie historię Łucji, Glorii, Łukasza i Justyny. 

W promieniach szczęścia określiłabym jako słodko-gorzką powieś o blaskach i cieniach codziennego życia. Przede wszystkim jednak to piękna powieść o prawdziwej matczynej miłości, która nie musi być uwarunkowana więzami krwi. W promieniach szczęścia to nostalgiczna opowieść o dziewczynie, która powodowana miłością rzuca wszystko, by tylko zapewnić maleńkiej istotce dom, ciepło i miłość. Z drugiej strony, to również historia kobiety, która w pewnym momencie bardzo pogubiła się w życiu i dopiero po wielu latach w pełni rozumie swoje błędy. Nostalgiczna, przepełniona wzruszeniem, pełna życiowej mądrości.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Zatytułuj się. 

sobota, 13 lipca 2019

Listy zza grobu - Remigiusz Mróz

Remigiusz Mróz w nowej odsłonie bardzo miło zaskakuje! Choć serię o Chyłce uwielbiam to fajnie jest przeczytać coś innego, świeżego i na dodatek super wpasowującego się w mój czytelniczy gust. Po niezbyt udanym spotkaniu z Hashtagiem początkowo całkowicie miałam sobie odpuścić nową serię - bo wszystko na to wskazuje, że będzie to seria, ale całe szczęście, że w końcu się zdecydowałam! 

Dwadzieścia lat po śmierci ojca Kaja Burzyńska - Burza wciąż otrzymuje od niego listy. Z biegiem lat zaczyna dostrzegać w nich drugie dno. Tymczasem po dwudziestoletniej nieobecności do miasteczka wraca Seweryn Zaorski, patomorfolog najlepszy w swoim fachu. Kupuje zrujnowany dom rodzinny Kai i wraz z dwoma córeczkami zaczyna nowe życie. Podczas remontu odnajduje skrytkę w której ojciec Kai ukrył materiały rzucające nowe światło na sprawę sprzed dwóch dekad. Wraz z Kają szybko dochodzą do wniosku, że to co znalazł i listy które Burza otrzymuje są ze sobą połączone. 

Seweryn Zaorski, najnowszy bohater Remigiusza Mroza jest chyba najlepiej wykreowanym bohaterem autora. Samotny ojciec dwójki dzieci - czuły, troskliwy i opiekuńczy, gotów zrobić dla swoich córek wszystko. Diabelnie inteligentny i sprytny, z poczuciem humoru, wyjątkowo dokładny i skrupulatny w tym co robi. Być może trochę przypomina innych bohaterów autora, ale Seweryn jest oryginałem, jedynym w swoim rodzaju i od teraz moim ulubioną postacią od Mroza. Jest wokół niego otoczka tajemnicy, momentami nawet budzi grozę i potrafi bardzo zmieszać uczucia czytelnika względem niego, ale to tylko działa na jego korzyść. Pozostali bohaterowie powieści również są barwni i realni, jak choćby Kaja - dawna miłość Seweryna, żona aktualnego burmistrza i policjantka. Losy Kai i Seweryna splatają się nie tylko na płaszczyźnie prywatnej ale i zawodowej, dlatego powstaje mieszanka niemalże wybuchowa. 

Powieść wydaje się na pozór oczywista i niby od samego początku wskazuje to co powinno być tajemnicą. Wydawało mi się to jednak zbyt banalne jak na Mroza i oczekiwałam wyjaśnienia, które owszem, dostałam, ale i tak zupełnie inne niż się spodziewałam. Czy autor zaskakuje? Owszem, bardzo, choć uważam, że stać go było na coś bardziej zagmatwanego. Z drugiej strony, czasem najprostsze wyjaśnienia okazują się być tymi najmniej oczywistymi, więc element suspensu jak najbardziej jest i spełnił swoje zadanie. 

Po raz pierwszy w książce Mroza tak mocno zaznaczył się wątek obyczajowo - miłosny. I uważam, że w tym przypadku zadziałało to wyjątkowo korzystnie, bo połączenie wątku kryminalnego i zakazanej miłości jeszcze bardziej podgrzało atmosferę i pobudziło emocje czytelników. 

Tajemnice sprzed lat, rozwiązywanie zagadki, docieranie do śladów zbliżają Kaję i Seweryna, jednocześnie zbliżając ich do rozwikłania zagadki i przybliżają do dużego niebezpieczeństwa, które może być zagrożeniem nie tylko dla nich ale i dla ich rodzin. 

Listy zza grobu czyta się szybko, przyjemnie i ciężko jest odłożyć książkę, bo końcówka rozdziału to przyczynek do czegoś większego co mocno pobudza wyobraźnię. Autor jest mistrzem w pozostawianiu czytelnika w niepewności i chyba dzięki temu sprawia, że jego książki są nieodkładalne. Świetny thriller, który trzyma w napięciu, wątek obyczajowy nieco łagodzi fabułę, ale całość jest wręcz idealna. Książka w sam raz do poczytania, spędzenia miło popołudnia albo dwóch. Gwarantuję, że będziecie na wszelkie sposoby próbować odgadnąć tajemnicę i pewnie i tak wam się nie uda. A czy nie to lubimy najbardziej w takich książkach? 

Książka bierze udział w wyzwaniu Zatytułuj się. 

wtorek, 25 czerwca 2019

Tam gdzie serce Twoje - Krystyna Mirek

Krystyna Mirek to autorka którą poznałam stosunkowo niedawno i wciąż gdy sięgam po jej książki czuję trochę niepewności podszytej ekscytacją, zaciekawieniem i sporymi oczekiwaniami. Jak dotąd jeszcze nigdy się i nie zawiodłam i jestem pełna podziwu, że autorka tak pięknie pisze o codzienności, przemycając trudne życiowe sytuacje i tak dużo obrazów rzeczywistości, ile tylko zdoła zmieścić w powieści. Jednocześnie nie przytłacza i nie męczy czytelnika.

Tam gdzie serce Twoje to kolejna książka z ogromną dawką prawdziwego życia, nadziei i życiowej mądrości. Mąż Laury jest cenionym kardiochirurgiem. Kobieta poświęciła wszystko, całą siebie dla swojego małżeństwa. Żyją na wysokim poziomie, nie brakuje im niczego, co można by było zdobyć za pieniądze. Jednak okazuje się, że bogactwo, szacunek i poważanie w pewnych kręgach nie są wystarczające, kiedy w małżeństwie brakuje prawdziwej miłości. Zarówno Laura jak i jej mąż bardzo pragną dziecka, ale mają trudności z poczęciem. Z pokorą znosi oskarżenia zarówno ze strony męża jak i teścia, w końcu jednak presja i upokorzenie jakich zaznaje dają upust emocjom i o czwartej nad ranem rzuca wszystko i wyrusza na drugi koniec Polski. W małym sopockim pensjonacie Laura zaznaje ukojenia. Spotyka ludzi, którzy serdecznie ją przyjmują, i choć podobnie jak ona są pokiereszowani przez życie, znajduje w nich wsparcie i zrozumienie. Poznaje też pana Alberta, który lata temu znalazł skarb, ale nie potrafił się nim podzielić z bliskimi, przez co stracił rodzinę.

W bardzo przyjemnej i bądź co bądź lekkiej powieści autorka zawiera wiele życiowych prawd. Stawia przed czytelnikami mnóstwo pytań, zwraca uwagę na uniwersalne prawdy tak często spychane na boczny tor i zwyczajnie nie zauważane w natłoku codziennych spraw. Przede wszystkim mówi o pragnieniu dziecka, tak silnym, że aż bolesnym. Dziecko to cud i jego poczęcie powinno być świadome, od pierwszych chwil rodzice powinni pragnąć dziecka. Niestety w przypadku małżeństwa Laury to pragnienie jest destrukcyjne – z biegiem czasu małżonkowie zapominają o miłości a oskarżenia i wyrzuty zacierają istotę pragnienia dziecka. Ta powieść pokazuje też, że bardzo ważne jest aby małżeństwo było przede wszystkim razem – aby jedno było murem za drugim, aby współdziałać i tworzyć jedność. Ważne jest, by mąż i żona mieli jedno zdanie przeciwko – kolokwialnie mówiąc – światu. Często tę jedność zaburzają rodzice czy teściowie, na co niestety zbyt często, nieraz z szacunku albo nawet strachu się pozwala.

Autorka porusza też w szczególny sposób kwestię dóbr materialnych. Postać pana Alberta – starszego Pana, bardzo już doświadczonego przez życie i noszącego w sobie wiele przeżyć i historii pokazuje, że nie zawsze znalezienie cennego skarbu jest furtką do szczęścia. Czasami jest wręcz przeciwnie – gdy do głosu dojdzie zapomnienie możemy stracić coś o wiele cenniejszego niż kosztowny skarb. Historia Alberta to jednak nadzieja na to, że nawet po wielu latach możemy naprawić wyrządzone krzywdy, bo życie zawsze daje nam drugą szanse i nigdy nie skreśla żadnego człowieka.

Tam gdzie serce Twoje jest powieścią w sam raz na ten wakacyjny czas. Jest lekka, przyjemna, uroku dodaje jej morski, wakacyjny klimat.

Powieść Krystyny Mirek to kolejna historia ludzi, którzy pogubili się w życiu, ale wciąż bardzo mocno pragną żyć jego pełnią. To historia o trudnych życiowych wyborach, o potrzebie przebaczenia i wybaczaniu. Pokazuje, że największą siłą jest miłość i że to właśnie miłość jest największym skarbem, bezcennym. Tam gdzie serce Twoje to powieść o drugich szansach, przypomina o tym, co jest w życiu najważniejsze i czego się nie da kupić za pieniądze.


sobota, 15 czerwca 2019

Ostatni most – Dominika van Eijkelenborg

Nie ukrywam, że sięgnęłam po tę powieść przez wzgląd na to, że autorka jest holenderką i umieściła akcję tamże. Chyba nigdy wcześniej nie czytałam niderlandzkiej literatury, a jako że spędziłam w Holandii przeszło rok i trochę poznałam tamtejsze realia, byłam bardzo ciekawa jak to wygląda w książce. I jestem bardzo, bardzo pozytywnie zaskoczona Ostatnim mostem.

W wodzie w sobotni poranek zostaje znaleziony samochód z ciałem młodej kobiety. Okazuje się, że przyczyną śmierci nie jest jak by się wydawać mogło wypadek, a wykrwawienie do którego doszło w wyniku powikłań poporodowych.  Kilka godzin później kobieta będąca z dzieckiem na spacerze w śmietniku w parku znajduje niemowlę. Zagadkowe wydarzenia wyjaśniać będzie policjantka Marieke van Haan, która od dziecka ma awersję do wody. Dodatkowo właśnie pożegnała dziadka, który był jej mentorem i wzorem do naśladowania. Jak się okazuje, zostawił po sobie tajemnicę. Marieke pragnie poznać prawdę, z drugiej jednak strony boi się że ta prawda pobrudzi nieskalany dotąd w jej pamięci wizerunek ukochanego dziadka.

Jeszcze raz powtórzę, że jestem bardzo miło zaskoczona Ostatnim mostem. To książka idealna w swoim gatunku: trzyma w napięciu, w trakcie czytania dostajemy mnóstwo tropów i zagadek, które sami próbujemy rozwikłać. Jest bardzo tajemniczo, czasami strasznie. Przede wszystkim akcja powieści niesamowicie wciąga i nie sposób jest się od niej oderwać.

Główną bohaterką jest Marieke i właściwie to wokół niej skupia się cała fabuła. Marieke prowadzi śledztwo w sprawie śmierci Lisy Kloostry, w toku którego poznajemy wielu bohaterów, z których każdy jest oryginalny i miesza w fabule. Poznajemy rodzinę zmarłej Lisy i ludzi, w towarzystwie których przebywała. Właśnie dzięki temu możemy wyobrazić sobie w jakich warunkach żyła Lisa i czego musiała doświadczać.  Autorka w mistrzowski sposób przedstawiła portret psychologiczny dziewczyny – właśnie poprzez pokazanie jej towarzystwa i przez to co i jak ludzie o niej mówili. W trakcie czytania kilka razy zmieniały się moje odczucia względem Lisy – raz była dla mnie ofiarą, podczas gdy za chwilę uważałam że sama jest sobie winna, i tak moje zdanie cały czas się zmieniało.

Autorka bardzo fajnie łączy i przeplata wątki. Śledztwo które prowadzi Marieke pełne jest zakrętów i tropów. Jednocześnie dużo dowiadujemy się o prywatnym życiu policjantki. Jest bardzo pozytywną bohaterką – wyrazistą, pełną barw, twardo stąpającą po ziemi ale przy tym bardzo sympatyczną. Lubi swoją pracę i oddaje jej się całą sobą, ale jak każdy miewa chwile zwątpienia i niepewności. Przede wszystkim jednak, stara się postępować w zgodzie ze sobą i wykonywać swoje obowiązki najlepiej jak potrafi.

Pisarka doskonale oddała cały klimat i urok Holandii, pokazała jak wygląda codzienne życie. Miałam wrażenie, jakbym razem z bohaterami przechodziła się wzdłuż kanałów, wybrukowanymi uliczkami, pośród szeregowo zabudowanych domków. Świetne jest to, że Dominika van Eijkelenborg pokazała Holandię taką jaka jest na co dzień, a nie taką jaką znają turyści. W pewnym sensie czytanie tej książki było moją podróżą sentymentalną, i chyba pierwszy raz poczułam coś w rodzaju tęsknoty za tamtymi miejscami i ludźmi. Autorka przemyciła odrobinę historii, wzruszenia i pewną historię miłosną.

W książce zawarte są też wątki przemocy seksualnej, strachu i problemów z samoakceptacją. Bardzo zapadła mi w pamięć postać Karama, uchodźcy, Syryjczyka, który z bolącym sercem opowiada o swoim rodzinnym kraju i który przez status uchodźcy i kolor skóry jest traktowany gorzej niż inni. Jedynie on jednak wykazuje się odpowiedzialnością i zwyczajnie uczciwością, mimo, iż jest postrzegany jako ktoś komu nie można ufać. Myślę, że nie tylko w Holandii istnieje ten problem – stereotypowego myślenia i traktowania ludzi pochodzących z innego kraju, ludzi innego wyznania, często biedniejszych, zagubionych, którzy równie jak my pragną godnego, spokojnego życia.

Ostatni most to świetny kryminał, zawierający dokładnie wszystko co potrzeba.  Szukanie wyjaśnienia śmierci Lisy Kloostry przy okazji ujawnia wiele tajemnic z życia dziewczyny, jej rodziny i otoczenia. Równocześnie Marieke odkrywa prawdę o sobie i swojej rodzinie, co nigdy nie jest łatwym doświadczeniem. Przede wszystkim jednak książka trzyma w niepewności, wywołuje dreszczyk emocji i do samego końca ciężko jest odgadnąć prawdę, mimo, że pewne podejrzenia padają dosyć szybko. A na koniec i tak jest zaskakująco! 

Ostatni most znajduje się na liście bestsellerów Taniej Książki!

Książka bierze udział w wyzwaniu Zatytułuj się. 

piątek, 7 czerwca 2019

Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót – Stefan Darda

W dniu kiedy Jakub Domaradzki wychodzi z więzienia po ponad trzyletniej odsiadce, jego wujek popełnia samobójstwo. Olgierd Lang, znany i lubiany przemyski fryzjer w widowiskowy sposób żegna się z życiem, w samym sercu miasta. Jakub nie może uwierzyć, że jego wuj dobrowolnie targnął się na życie, a list pożegnalny który znalazł w domu jeszcze bardziej miesza mu w głowie. Siostrzeniec na własną rękę próbuje odkryć prawdę Tropy prowadzą do najcenniejszego zabytku Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej. Czy możliwe jest aby Olgierd Lang był powiązany z gemmą, tajemniczym tysiącletnim amuletem o – podobno – magicznej mocy?

Gdyby nie Magdalena Witkiewicz i Cymanowski Młyn który napisała razem ze Stefanem Dardą, pewnie nie zwróciłabym uwagi na tego autora. Tymczasem bardzo się cieszę, bo to coś dla mnie nowego i świeżego, na dodatek bardzo mi się podoba!

Przebudzenie zmarłego czasu. Powrót początkowo trochę mnie przerażało, bo książka nazwana jest horrorem, ale wcale tak strasznie nie było. Gwoli ścisłości, było może trzy, cztery momenty kiedy można było poczuć ciarki, ale nawet mnie, osoby bojaźliwej nie przestraszyły. Aczkolwiek dreszczyk emocji był. Trochę więc na wyrost książka nazwana jest horrorem i tu pewnie niektórzy fajni gatunku mogą być rozczarowani. Ale dostajemy wszakże wspaniałą mieszankę powieści obyczajowej i grozy, z historycznym akcentem i nutą fantastyki. Ja takie połączenia uwielbiam, więc nic dziwnego że książkę połknęłam w dwa dni.

Akcja powieści toczy się dwutorowo, choć skupia się wokół Kuby. Mężczyzna niesłusznie skazany po opuszczeniu zakładu karnego próbuje na nowo poukładać sobie życie, co w zderzeniu z rzeczywistością i nienawistnymi spojrzeniami ludzi wcale nie jest takie proste. Chce również uporządkować sprawy z przeszłości i wynagrodzić komuś pomoc, dzięki której został uniewinniony. Stefan Darda w taki jednak sposób operuje faktami, że nic nie jest takie oczywiste, nawet w tych pozornie prostych sprawach. Drugim wątkiem jest śmierć Olgierda i całe zamieszanie jakie powstało. Jakub dostaje w spadku mieszkanie po wuju i zakład fryzjerski. W liście Olgierd prosi siostrzeńca aby nie szukał. Ten jednak wbrew wszystkiemu nie potrafi odpuścić. Poznaje ludzi, którzy w jakiś sposób byli z wujem powiązani, odkrywa rąbki tajemnic i stara się złożyć wszystko w całość. Nic nie jest jednak takie jak się wydaje. Kiedy zaczynają dziać się dziwne rzeczy, słowa z listu stają się coraz bardziej złowieszcze i realne Jakub już sam nie wie czy zaczyna tracić zmysły, czy to co niemożliwe właśnie staje się prawdziwe.

Książkę czyta się w ekspresowym tempie. Wartka akcja, dreszczyk emocji, interesujące i barwne postaci doskonale ze sobą współgrają i sprawiają, że ciężko się oderwać. Bardzo interesująca postacią jest wspólnik Olgierda, Pan Ludwik. Mówi starą przemyską gwarą i choć czasem ciężko go zrozumieć, to ma w sobie mądrość starszego pokolenia i automatycznie wzbudza szacunek. To człowiek już zmęczony życiem, jednocześnie doświadczony, którego niełatwo zwieść. Tym większe potem jest zaskoczenie..

Inna postać zasługująca na uwagę to Róża. Starsza pani, dawna miłość Olgierda. To właśnie ona dużo Jakubowi wyjaśnia i rzuca inne światło na śmierć Olgierda.

Zdecydowanie najbarwniejszą postacią jest January Osóbka-Grudnik fascynujący się Przemyślem i jego historią. To on przybliża Kubie historię gemmy. Swoją drogą to bardzo ciekawa historia. Opowiedziana pobieżnie przez Stefana Dardę zachęciła mnie do sięgnięcia głębiej. I to jest świetne - to, że autor potrafi wtrącić wątek historyczny tak, aby dopełniał jego powieść, był na tyle wyczerpujący by nie pozostawiać luk ani niedomówień a jednocześnie tak ograniczony by zachęcić czytelnika do poczytania o tym więcej.

Stefan Darda wprowadza też wątki obyczajowe, jak chociażby temat przemocy, zastraszania w rodzinie i choroby. Poza tym autor pokazał też co siedzi w głównym bohaterze – doskonały portret psychologiczny sprawia że Jakub staje się nam w pewien sposób bliski i łatwo jest go zrozumieć.

Przebudzenie zmarłego czasu ma być czterotomowym cyklem. Jestem bardzo ciekawa kolejnych części, zwłaszcza po takim zakończeniu! Być może w następnych tomach będzie nieco straszniej (co wcale by mi nie przeszkadzało). Ważne, aby było równie tajemniczo, aby postaci pojawiające się w powieści były tak samo świetnie wykreowane jak te dotychczasowe. Powrót to mocno wciągająca powieść z wątkami kryminalnymi, historycznymi i fantastycznymi, przyprawiająca o gęsią skórkę. Jest świetnie, oby tak było dalej! Bo mam wrażenie, że to dopiero zapowiedź tego co będzie się działo. 

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Twoje fotografie - Tammy Robinson

Są takie książki, które bardzo mocno oddziałują na czytelnika. Czasami nie wyróżniają się nawet jakoś bardzo, nie poruszają ważnych tematów ani nie są szczególnie mądre, a jednak jest coś, co zapada w pamięć wyjątkowo głęboko i to właśnie ten element zapamiętujemy i wracamy do niego myślami. Czasami łapiemy się takiej rzeczy, niby drobnostki, która potem towarzyszy nam w życiu, zmienia nasze podejście do różnych spraw i pogląd na świat. Pierwszą taką książką dla mnie była Pollyanna, która nauczyła mnie cieszyć się z małych rzeczy i szukać pozytywów nawet w niepowodzeniach i porażkach. Potem były książki Agnieszki Olejnik, które pokazały mi że nie ma życiu takiej sytuacji z której nie ma wyjścia i choćby nie wiem co się działo, to świat się nie zawali, z jedynie życie nas poturbuje byśmy potem mogli wrócić mocniejsi i mądrzejsi o doświadczenie. Było jeszcze więcej książek, ale teraz jest czas na Twoje fotografie.  I ta książka uczy bardzo wiele. Przede wszystkim jednak, nauka jaką ja z niej czerpię to by dbać bardziej o siebie, swoje zdrowie, by nie przedkładać NIC ponad swoje zdrowie. A także, by cieszyć się każdą chwilą i na maksa wykorzystywać każdą jego minutę. 

W dniu swoich dwudziestych ósmych urodzin Ava dowiaduje się o wznowie raka, z którym walczyła trzy lata wcześniej. Gdy dociera do niej, że został jej maksymalnie rok życia Ava postanawia, że spełni swoje największe marzenie i urządzi wymarzone wesele. Brakuje jednak najważniejszego: Pana Młodego. Rodzina i znajomi Avy pragną pomóc jej zrealizować marzenie. Sprawa szybko zostaje nagłośniona przez media i dziewczyna otrzymuje mnóstwo wsparcia i pomocy. Sprawa jednak się komplikuje gdy do głosu dochodzą uczucia. Czy będzie miała na tyle odwagi by pozwolić sobie pokochać i sił, by potem się pożegnać? 

Twoje fotografie właściwie nie wyróżnia się bardzo spośród książek, które traktują o śmiertelnej chorobie i śmierci, jednak mocniej niż inne eksponuje odpowiednie uczucia i emocje. Niepostrzeżenie zmienia się stadium zaawansowania choroby bohaterki, ale ciche sygnały jakie daje choroba w książce są aż nadto wyraźne. Z Avy z dnia na dzień ulatuje życie i choć początkowo jest to ledwo zauważalne, z każdym dniem staje się coraz bardziej reale i widoczne. Dziewczyna ma ogromne szczęście, bo ma obok siebie ludzi którzy ją kochają: rodziców, przyjaciółki a także mnóstwo obcych ludzi którzy zaangażowali się w jej historię. Tym samym widzimy, jak bardzo cierpią osoby bliskie dziewczynie, jak trudna jest świadomość że być może spędzają z nią ostatni dzień, że być może nie będzie im dane nawet się pożegnać. 

Ava stara się każdy dzień wykorzystać maksymalnie. Nie chce pozwolić chorobie na to by przejęła kontrolę nad jej życiem i czas, który jej pozostał chce wykorzystać na swoich warunkach. Stara się nie odmawiać sobie przyjemności dlatego że jest chora- przeciwnie, pragnie jeszcze raz wykąpać się w jeziorze, zasnąć po gołym niebem, wypić ulubionego drinka. Chce też wzbudzić w ludziach świadomość i ostrzec ich przed tym, czego sama się nie zdołała ustrzec. Namawia ludzi by bardziej dbali o swoje zdrowie i o siebie. Aby nie bali się ryzykować, spełniać marzeń, czerpać z życia. Bo nigdy nie wiemy, ile nam zostało..

W życiu Avy pojawia się coś jeszcze - uczucie, o którym już dawno zapomniała, które jest dla niej niejako zabronione, bo przyniesie jedynie ból, cierpienie i rozpacz. Ava nie chciała się zakochać, jednak życie nieco zmodyfikowało jej plany. My czytelnicy cierpimy na samą myśl o tym co musi przeżywać Ava i James - wiedzą, że ich miłość będzie trwać krótko, jednakże uczucie jest silne, gorące i za nic ma zdrowy rozsądek. 

Twoje fotografie to powieść skłaniająca do refleksji i przemyśleń. To powieść, w której wraz z bohaterką przechodzimy przez wszystkie etapy choroby i cierpienia. Jednocześnie Ava wiele nas uczy i pokazuje, że warto żyć pełnią życia mimo wszystko. To książka po przeczytaniu której inaczej spojrzymy na otaczający nas świat, ludzi i przede wszystkim - na siebie. 



wtorek, 21 maja 2019

Dziewczyna z wieży - Katherine Arden

W średniowiecznej Rusi młoda kobieta ma niewielki wybór życiowej drogi: małżeństwo albo klasztor. Wasia jest sierotą, zostaje oskarżona o magię i wygnana z wioski. Dziewczynka przebiera się za chłopaka i ucieka przed niebezpieczeństwem. Wielki Książe Moskiewski wraz ze swoim bratem Aleksandrem pewnego dnia wyruszają by pokonać rozbójników i na drodze spotykają znakomitego młodzieńca. Jego tożsamość rozpoznaje jedynie Sasza, mnich wojownik, starszy brat Wasi. Okazuje się, że to właśnie dziewczynka uznawana za zmarłą i czarownicę może obronić Moskwę przez zagrożeniem nie tylko ze strony ludzi ale i tajemnych mocy.

Na wstępie zaznaczę, że Dziewczyna z wieży jest drugą książką trylogii Katherine Arden. Nie czytałam pierwszej części i mimo to bez trudu odnalazłam się w realiach tej powieści. Choć były nawiązania do Niedźwiedzia i Słowika, to bez wahania można czytać Dziewczynę nie znając poprzedniej części.

Miło jest od czasu do czasu poczytać fantastykę. Autorka przenosi nas do baśniowego świata średniowiecznej Rosji. Doskonale przedstawia rosyjską kulturę tamtego okresu, bardzo obrazowo opisuje codzienność biednych rosyjskich wsi i bogactwo Moskwy. Posługuje się plastycznym, barwnym językiem – słowami maluje mroźną zimę, tajemniczość lasu i grozę a zarazem piękno bezkresnej natury. Widać ogromny wkład autorki w powieść: to w jaki sposób opisuje średniowieczną Rosję, kulturę, tradycje i zwyczaje a także zwykłą codzienność wymagało z pewnością mnóstwa researchu i pracy aby nie odbiegało zbytnio od rzeczywistości. Równocześnie połączenie z elementami fantastycznymi tworzy wspaniałą, baśniową całość. Czytając przenosimy się do innego świata wykreowanego przez autorkę, a jednak rzeczywistego.

Wasia jest waleczna, charyzmatyczna, ciekawa świata i zdolna do buntu. Widzi więcej niż inni: leśne duszki, domowe duchy i demony. Ma dziką naturę, jest żądna przygód i nie da łatwo uwięzić się w klasztornych murach albo sidłach małżeństwa. Kocha życie, kocha siebie, kocha naturę. Jej najlepszym przyjacielem jest koń – Słowik, z którym rozumie się lepiej niż z kimkolwiek innym. Droga którą kroczy jest pełna niebezpieczeństw czyhających na życie dziewczyny, ma jednak opiekuna – demona Morozkę, który otacza ją opieką i czuwa nad jej życiem, i z każdym dniem coraz mocniej jedno pragnie towarzystwa drugiego.

Akcja powieści toczy się stosunkowo wolno, ale dzięki temu mamy czas na kontemplowanie słowiańskiej mitologii. Trzyma w napięciu, przyprawia o dreszczyk emocji, dostarcza wzruszeń.

W Dziewczynie z wieży zawarte są elementy baśni, począwszy od bajkowego klimatu, magii, tajemniczości, poprzez motyw przemiany bohaterki, poznawania samej siebie, dojrzewania, akceptacji. Mamy też wiele odcieni miłości, zderzenie wielu religii i kultur, ukazanie rodzinnych więzi. To powieść która ukazuje skomplikowane relacje międzyludzkie. To coś, co pozostaje bez zmiany mimo upływu wieków – od zawsze tak było, jest i pewnie będzie że uczucia i emocje to bardzo wrażliwy materiał, że dobro wraca, że człowiek jest zależny od drugiego człowieka i że łatwiej jest, mając kogoś obok.

Dziewczyna z wieży to powieść pełna magii, czarów i tajemnic, ale też brutalności i mroku. Baśniowe motywy, dawne wierzenia i rosyjski klimat średniowiecznych wiosek i miast nadają powieści niepowtarzalnego uroku i klimatu. W książce toczy się odwieczna walka dobra ze złem, gdzie miłość, waleczność i odwaga stają naprzeciw złu, brutalności i niesprawiedliwości. Dziewczyna to piękna baśń dla starszych czytelników przekazująca uniwersalne prawdy. 


Zapraszam również po inne bestsellery do Taniej Książki, która świętuje swoje 13 urodziny! Swoją drogą, można wygrać 1000 zł na książki lub jeden z 13 zestawów 13 książek w konkursie. Chętni? :)

czwartek, 16 maja 2019

Zostań ile chcesz - Anna H. Niemczynow


Przyznam się, że Zostań ile chcesz przeczytałam tylko dlatego, aby w ramach wyzwania Zatytułuj się odhaczyć literkę „N”, od nazwiska autorki. Kiedyś czytałam inną książkę autorki i nawet mi się podobała, więc wiedziałam mniej więcej czego się spodziewać. Mimo wszystko bardzo miło zostałam zaskoczona, bo choć książka nie jest wybitna to jednak ma w sobie coś, co czyni ją inną.  Inną, w takim dobrym znaczeniu. Dla mnie tym czynnikiem inności stał się fakt, że historia jest inspirowana życiem autorki i dosyć długo tego nie wiedziałam. Potem wszystko zaczęło się klarować, czułam jakbym czytała – i w tym przypadku rzeczywiście tak było, o żywych ludziach, żyjących gdzieś w Polsce, poruszających się tymi samymi chodnikami, oddychających tym samym powietrzem i patrzących na to samo niebo co my, czytelnicy.


Zostań ile chcesz to książka pełna ciepła, ale nie w sensie rodzinnej atmosfery czy uczucia między bohaterami ale takiego ciepła bijącego od autorki, która pisze do nas w prostych słowach,  prostymi zdaniami, bez zbędnego patosu. Powieść jest piękna – taka książkowa, a jednocześnie bardzo prawdziwa. Styl pisania i sposób przekazywania historii sprawia, że jest ona nad wyraz rzeczywista i realna w odbiorze.


Alicja samotnie wychowuje córeczkę Polę. Pragnie jej zapewnić godziwe życie, dlatego pracuje na dwa etaty - najpierw w urzędzie, a wieczorami jako instruktorka fitness. Zdaje sobie sprawę, że nie poświęca córce wystarczająco dużo czasu, ale została sama z mieszkaniem, kredytem i codziennym utrzymaniem siebie i Poli. Jak każda kobieta pragnie miłości i bliskości, ale panicznie boi się zaangażować. Jak sama mówi, do pokochania jest nie tylko ona, ale też jej córeczka, która jest dla niej całym światem. Po cichu liczy na to, że uda się jej jeszcze odbudować związek z ojcem Poli, choć był dla niej destrukcyjny. Jest kobietą z przeszłością.. i w pewnym momencie poznaje Macieja. Mężczyznę po przejściach. Obydwoje poranieni, spragnieni normalności. Ona się boi, on od pierwszej chwili zwariował na jej punkcie. Ona przy nim staje się radosna, pogodna, ale gdy tylko się rozstają Alicja traci wiarę w ten związek. On jest uparty, ona jeszcze bardziej.. 


Ta książka mogłaby dawać nadzieję wielu kobietom. Motywować, podnosić na duchu i sprawiać, że znów będzie się chciało żyć. Czytając o Alicji, która tak wiele przeszła rodzi się w czytelniku przekonanie, że nie ma takiego bagna, z którego nie można by było się wydostać. I choć bardzo trudno jest zerwać z przeszłością i odciąć się od niej całkowicie, pozbawić się powrotu, nie da się ruszyć do przodu tkwiąc w tym co było. Przyszłość, choć bardzo niepewna i niewiadoma jest dla nas darem - czysta kartą, którą zapisujemy właśnie my. Bo to my mamy największy wpływ na nasza przyszłość. Postać Alicji pokazuje, że potrzeba odwagi, motywacji i przede wszystkim zaufania do ludzi aby zmienić swoje życie. Nie jest łatwo - przeciwnie, trzeba włożyć ogrom pracy i wysiłku aby odmienić swój los, ale warto. Naprawdę warto być szczęśliwym, przede wszystkim żyć w zgodzie ze sobą, naturą i Bogiem. Tego właśnie w tak piękny sposób uczy autorka. 

To też opowieść o mężczyźnie z trudną przeszłością. Mężczyźnie szukającym miłości, choć często pragnienie to zagłuszane jest  pożądaniem i przypadkowymi znajomościami. Maciej to mężczyzna wartościowy, choć zagubiony. Widać to chociażby w tym, jak traktuje swoją matką - z miłością, największym szacunkiem i troską. Również to jaki jest względem Alicji świadczy o jego uczciwości, szczerości i pokazuje, że jest po prostu dobry. A miłość, jaka wkrótce połączy Alicję i Macieja, choć druga, jest piękna - dobra, czysta. 

Myślę, że ta książka to idealna pozycja dla osób będących na życiowym zakręcie. Czytając ją mamy wrażenie, że nie jesteśmy sami ze swoimi problemami, że ktoś przecież przeżył coś podobnego. Plusem jest też fakt, że ta historia oparta jest na życiu autorki. Tym większy podziw, bo na pewno nie łatwo jest opowiadać o swoich przeżyciach, z drugiej strony to musi być bardzo oczyszczające. Pokłony dla autorki!

Bez wahania polecam tę książkę, każdemu. Jestem przekonana, że na długo pozostanie w Waszej pamięci, nie tylko jako tytuł, ale przede wszystkim życiowa mądrość w niej zawarta. 

Książka przeczytana w ramach wyzwania Zatytułuj się. 


                                                            Źródło grafiki: https://www.annaniemczynow.pl/zostan-ile-chcesz-recenzja-kasi-brzezinskiej/




sobota, 11 maja 2019

Dworek w Miłosnej - Agnieszka Olejnik

Przenieście się na chwilę do Miłosnej, niewielkiej miejscowości gdzie czas płynie wolniej, żyje się spokojniej i lżej, a natura jest człowiekowi o wiele bliższa i przyjaźniejsza niż w murach miasta. Zajrzyjcie do dworku, gdzie sielskie życie wiedzie 80-letnia Bogna Horyniec i ogrodnik Antoni. Zatrzymajcie się tam na dłużej, bo spośród kart książki wyłania się historia, którą opowiada samo życie, mury dworku, które pamiętają jeszcze wojnę i ludzie, którzy niejedno w życiu przeszli.

Na początku historii poznajemy 80-letnią Bognę, dystyngowaną damę, która ze spokojem już mówi o przejściu na tamten świat. Wyprawia przyjęcie urodzinowe, na które zaprasza swoje jedyne krewne - kuzynki Adę i Monikę. Okazuje się, że po jej śmierci to im przypadnie w spadku dworek. Ma tylko dwa warunki: Pan Antoni do końca życia będzie miał zapewnione mieszkanie w dworku i opiekę, a Ada i Monika muszą w dworku zamieszkać. O ile pierwszy warunek pozostaje bez dyskusji, tak rzucenie dotychczasowego życia i przeprowadzenie się do dworku początkowo jest mało realne. Zarówno Ada jak i Monika musiałyby całkowicie przeprogramować swoje życie - nie tylko zresztą swoje, ale też swoich rodzin. Nic nie wskazywało wtedy, że dwa lata później tak bardzo wszystko się zmieni, że dworek będzie pewną ostoją i ratunkiem dla Ady i jej syna Dawida, a także dla rodziny Moniki. 

Każdy bohater jest inny i co innego uosabia. Wszyscy są świetnie wykreowani: pełni, z wadami i zaletami i całym wachlarzem przeżyć i emocji. Możemy wczuć się w każdego z nich i zrozumieć ich zachowania. W powieści obecni są przedstawiciele trzech pokoleń i każde z nich jest w pewien sposób scharakteryzowane. 

Bogna i Antoni to najstarsze pokolenie. Bije od nich siła spokoju, ogrom życiowego doświadczenia i mądrość, ale nie taka wyuczona, a życiowa - a to coś znacznie cenniejszego. Gdzieś między wierszami pojawia się coś jeszcze - żal i smutek z powodu utraconych szans.

Kolejne pokolenie to Ada, Monika i jej mąż Igor. Wciąż młodzi, popełniający błędy, niepewni siebie i szukający idealnego życia. Są w takim momencie, kiedy życie najmocniej ich doświadcza i choć miotają się w codzienności - wierzą i mają nadzieję, że przed nimi jeszcze wiele pięknych dni.
Najmłodsi- Dawid, Patrycja i Radek to nastolatkowie i dzieci, dopiero uczący się świata. Wkraczają w dorosłość, niejednokrotnie brutalnie się z nią zderzając. Muszą stawić czoła braku tolerancji ze strony rówieśników i zrozumienia od dorosłych.

Dworek w Miłosnej to historia o codzienności, która z każdym dniem zaskakuje i przynosi coś nowego. Czasem są to cudowne chwile, przepełnione szczęściem i radością, a czasem trzeba zmagać się ze smutkiem i cierpieniem. Autorka z właściwą sobie delikatnością i taktem porusza trudne tematy. Mówi o starości i przemijaniu, ubiera w emocje bohaterów i mocno oddziałuje na czytelnika. Bognę, choć nie dane nam było dobrze jej poznać od razu polubiłam. To postać ciepła,  która jednocześnie budzi respekt i szacunek. Podobnie Pan Antoni, którego akurat mamy szansę lepiej poznać. To bohater pełen życiowej mądrości i mimo swojego wieku pełen pozytywnej energii. Chętnie spędza czas z młodszym pokoleniem, a dzieci - jak choćby Radek lgną do niego. Nie było mu dane zostać ojcem, ale dla Radka, kilkuletniego chłopca ogromnie poranionego przez życie jest niczym najukochańszy dziadek. 

W powieści pojawiają się wątki obyczajowe: motyw zdrady, złamanego serca, pragnienia prawdziwej miłości. Autorka pokazuje, jak duży wpływ na dzieci ma rozstanie rodziców i jak mocno to przeżywają. Wydawać by się mogło, że temat powieści jest oklepany, jednakże urokliwy klimat dworku w Miłosnej sprawia, że książka jest wyjątkowa i zasługuje na polecenie. Na dodatek zakończenie mocno wzbudza ciekawość - nie mogę się już doczekać drugiego tomu!

Dworek w Miłosnej to powieść która czaruje ciepłem, emocjami i historią wypływającą z samego dworku. To powieść o miłości: jej blaskach i cieniach, wzlotach i upadkach. To historia tętniąca życiem, młodością, dobrą energią czerpaną z przyrody i otoczenia. To powieść o przemijaniu, godzeniu się z życiem i o walce, jaką trzeba stoczyć aby po trudnych i bolesnych przeżyciach wyjść na prostą i na powrót dostrzegać piękno świata. 


Dworek w Miłosnej i inne wydawnicze nowości w atrakcyjnych cenach znajdziecie na Tania Książka. :) 

środa, 1 maja 2019

Najlepsze co mnie spotkało - Agata Przybyłek

Najlepsze co mnie spotkało to już czwarta książka z "domkowej" serii Agaty Przybyłek. To od tej serii zaczęłam przygodę z autorką i bardzo, bardzo mi się ta przygoda spodobała.

Ta książka jest dla mnie wyjątkowa bo łączy dwie moje pasje. Oczywiście literaturę samą w sobie oraz góry. Akcja książki rozgrywa się w górach i na Kasprowym Wierchu. Nie byłam jeszcze nigdy na tym szczycie, więc tym chętniej czytałam historię i równie mocno rodził się we mnie zapał by jak najszybciej iść w góry. Nawet niedawno byłam, ale pogoda nie pozwoliła na wyjście na Kasprowy Wierch. Ale nic straconego, bo prędzej czy później ruszę śladami bohaterów. 

Olga na okres wakacji przeprowadza się do swojego ojca na Podhale, gdzie ten prowadzi pensjonat. Nie jest zbytnio szczęśliwa z tego powodu, bo po tym jak zostawił ją i jej matkę i związał się z inną kobietą, ich relacje nie należą do najlepszych. Na miejscu Olga poznaje Janka, młodego górala pracującego w restauracji na Kasprowym Wierchu. Janek to mężczyzna pewnie stąpający po ziemi, jednocześnie wrażliwy. To bohater z gatunku tych, którzy kradną serca czytelniczek od pierwszego momentu. No i na dodatek góral! Żywiołowy, charakterny, z radością podchodzący do życia.

Kiedy Olga i Janek poznają się bliżej, okazuje się, że nie tylko dziewczyna ma tajemnice. Każde z nich w jakiś sposób jest już doświadczone przez życie i blizny z przeszłości wciąż czasami dają o sobie znać. Agata Przybyłek pięknie jednak opisuje ich losy, splata je ze sobą i powoli odkrywa ich lęki, troski i żale. Jak zawsze - po burzy wychodzi słońce i również w przypadku tej dwójki pojawiają się jaśniejsze promienie, które zwiastować mogą tylko jedno - wreszcie w ich życiu nadchodzi nowe, dobre. 

Autorka przedstawia sytuacje z prawdziwego życia. W tej powieści skupia się na relacjach rodzinnych, zwłaszcza na relacji dziecka z rodzicem, który układa sobie życie u boku nowego partnera. Ojciec Olgi, Robert, chce odbudować relacje z córką, mimo że ta nie wykazuje takiej chęci. Tym samym pokazuje, że każda decyzja, każda niezakończona sprawa prędzej czy później powróci ze wszystkimi konsekwencjami. To powieść o tym, że aby wkroczyć w coś nowego i zacząć nowe życie najpierw trzeba zamknąć przeszłość - tylko w ten sposób, bez żadnych obciążeń można z czystym sumieniem ruszyć do przodu. 

Autorka napisała niezwykle emocjonującą historię - to chyba najbardziej wzruszająca i dotykająca najdelikatniejszych strun powieść serii. Jest taka piękna, czysta. Podobnie miłość Olgi i Janka - rozwija się powoli, wszystko jest tak, jak być powinno. To prawdziwe uczucie, a nie tylko pożądanie i chwilowa namiętność. To coś znacznie więcej, coś, co zdarza się człowiekowi raz w życiu i wiadomo wtedy od razu, że to jest "to". 
Pisarka sporo miejsca powieści poświęciła mężczyznom - z jednej strony ojciec Olgi, który chce naprawić rodzinne więzi i odbudować relację z córką, a z drugiej młody chłopak, Janek, który Olgę obdarza wyjątkowym uczuciem. Dużo jest męskich emocji i generalnie męskiego punktu widzenia. Domyślam się, że niełatwo kobiecie wejść w skórę mężczyzny, dlatego należą się autorce wyrazy uznania. 

Coś co mnie bezsprzecznie urzekło to niesamowite opisy krajobrazów Podhala. Realistyczne i malownicze, kuszą, zwłaszcza tych, którzy lubią góry. Dzięki temu powieść jest bardzo klimatyczna, oddaje niesamowitą magię Tatr, gór. Aż chce się rzucić wszystko i jechać w góry!

Powieść jest złożona, ale wszystkie jej elementy łącza się w doskonałą całość. Mamy wrażenie, że jest pełna, że niczego jej nie brakuje. Jest tak, jak ma być. Jest idealnie. 

Najlepsze co mnie spotkało to przepiękna historia miłości z pięknymi podhalańskimi krajobrazami w tle. Przede wszystkim jednak to powieść o rodzinie i naprawianiu rodzinnych więzi, odbudowywaniu zaufania i wybaczaniu, a także o żegnaniu się z przeszłością. To powieść, która wzrusza i wywołuje masę emocji. Daje poczucie ogromnej satysfakcji po przeczytaniu i nie pozwala szybko o sobie zapomnieć. 

Po Najlepsze co mnie spotkało i inne nowości zapraszam do księgarni Tania Książka. :) 

środa, 10 kwietnia 2019

Śmierć w blasku fleszy - Alek Rogoziński

Wiele dobrego nasłuchałam się o autorze, miałam nawet przyjemność poznać go na Targach Książki w Krakowie. To bardzo pozytywny człowiek, zaraża optymizmem, jest bardzo otwarty, energiczny i pozytywnie nastawiony.  O tym, żeby w ogóle sięgnąć po jego twórczość pomyślałam za sprawą Pani Magdaleny Witkiewicz, która popełniła z Alkiem już dwie książki. I rzeczywiście, pierwszą pozycją autora jaką przeczytałam była książka napisana w duecie z Magdaleną Witkiewicz. Podobało mi się, bardzo, dlatego też chciałam w końcu przeczytać coś od autora solo. Padło na najnowszą Śmierć w blasku fleszy. I być może na początek trafiłam na nie najlepszą lekturę, albo moje oczekiwania były zbyt wygórowane, bo trochę się rozczarowałam. Aczkolwiek – książkę czytało się rewelacyjnie, płynnie i lekko. To pozycja idealna na leniwe popołudnie, z nutką niepewności, odpowiednią dozą humoru i intrygi.

Głównymi bohaterami książki są Krystyna i Weronika Rośnickie – matka i córka. Matka prowadzi agencję modelek, a córka jest jedną z nich, chociaż niekoniecznie ma ku temu predyspozycje. Krystyna słynie z oschłości i obojętności, natomiast Weronika bez skrupułów potrafi kierować matką i jej działaniami tak, by zyskać to czego aktualnie pragnie. Nawet po trupach do celu.  Niemałą rolę odgrywa też Damian Czerwiec – mężczyzna który miał wiele kobiet w kręgu modelingu, między innymi właśnie Weronikę. Po przeciwnej stronie mamy Mario i Miśkę, a także Stefę – matkę Miśki, która niespodziewanie zjawia się z wizytą u córki. Gdy na pokazie organizowanym przez przyjaciół dochodzi do morderstwa do akcji wkracza Stefania jako samozwańcza detektyw.

Pierwsze co zwróciło moją uwagę, to przedstawienie bohaterów, jak w sztuce. Dobrze, że jest ten spis bo bohaterów jest sporo i naprawdę ciężko jest się w nich połapać, nie mówiąc już o tym kto jest kim. Spis dużo ułatwia, ale i tak pogubiłam się wśród zbyt dużej ilości postaci. Z drugiej strony, dzięki takiemu chaosowi trudniej było odgadnąć kto jest mordercą. A sam spis bohaterów wprowadza nas w pewne przedstawienie, i tak właśnie pisana jest ta książka – jak sztuka teatralna, gdzie równocześnie na scenie występuje tylko kilkorga aktorów, a całość łączy się w jeden duży spektakl.

Bohaterowie, prawdopodobnie przez to że jest ich po prostu dużo, są wykreowani pobieżnie, bez wchodzenia w szczegóły ich osobowości. Są za to bardzo dobrze przedstawieni od strony psychologicznej. Poznajemy pobudki jakie kierowały każdym z nich, bo generalnie każdy z nich jest podejrzany. Autorowi udało się namieszać w postaciach i wydarzeniach na tyle, że do końca nie wiedziałam kto stoi za zbrodnią. Alek Rogoziński tak sprytnie poplątał wątki i zeznania, popodrzucał kilka poszlaków by na koniec i tak wywieść czytelnika  w pole. I bardzo dobrze! Za to należy się ogromny, ogromny plus.

Coś, za co czytelniczki uwielbiają książki Alka to humor. Komedia kryminalna to szalenie interesujące połączenie. Nie mam wątpliwości co do kryminalnej strony książki – jest morderstwo, intryga, niewiadoma, śledztwo. Czytelnik próbuje sam rozwikłać kryminalną zagadkę świetnie się przy tym bawiąc. Natomiast jeśli chodzi o stronę humorystyczną, to w moim odczuciu jest nieco gorzej. Zaznaczam, że byłam nastawiona na dużą dawkę humoru. A tutaj było zabawnie, głównie za sprawą Stefanii, ale jedyny moment który spowodował że roześmiałam się na głos to końcowa scena (też ze Stefanią). Lekkością i swobodnym, plastycznym językiem autor wiele nadrabia, ale oczekiwałam więcej powodów do uśmiechu.

Śmierć w blasku fleszy, najnowsza powieść Alka Rogozińskiego to idealna lektura na leniwe popołudnie. Czyta się szybko, można się sporo nagimnastykować żeby odgadnąć kto zabił,  a i tak na koniec będzie zaskoczenie.  Powieść jest bardzo dobrym połączeniem wątków kryminalnych i komediowych, a styl pisania autora jest ogromnym atutem. Mimo, że nie do końca spełniła moje (wygórowane) oczekiwania, z chęcią sięgnę po inne książki autora.


Za książkę dziękuję wydawnictwu Edipresse. 

wtorek, 2 kwietnia 2019

Prosty układ - K. A. Figaro

Już jutro, 3 kwietnia premierę będzie miała debiutancka powieść K. A. Figaro - Prosty układ. Książka skusiła mnie już samym opisem. Dawno nie czytałam też literatury tego typu, więc byłam pewna, że nie będę porównywała i kategoryzowała. Mam jednak bardzo mieszane odczucia co do tej pozycji. Niewątpliwie na korzyść autorki działa fakt, że jest to debiut, o czym dowiedziałam się właściwie pod koniec czytania i dzięki temu niektóre błędy się wybacza. Sama fabuła wnosi trochę świeżości i wymyka się schematom, co jest dużym pozytywem, ale główna bohaterka - Łucja Zarzycka pogrążyła tę książkę. Nie polubiłyśmy się i nie wiem, czy cokolwiek jest w stanie to zmienić. 

Tuż po przeczytani opis książki miałam wrażenie, że to właśnie bohaterowie są jej największym atutem. O ile Dymitr rzeczywiście spełnił moje oczekiwania bez większych zastrzeżeń, tak postać Łucji pozostawia wiele do życzenia. Denerwowała mnie swoją infantylnością,, naiwnością i bezmyślnością. Ja rozumiem, że zakochany człowiek nie zawsze postępuje racjonalnie, ale ona od początku miała problem z rozwagą. Dodatkowo co chwilę musiała zapalić papierosa i gdy po raz setny o tym czytałam po prostu czułam..zażenowanie. Być może jest to czepianie się drobnostek, nie zmienia to jednak faktu, że bardzo mnie to irytowało.

Dymitr też nie jest ideałem, choć zdecydowanie bliżej mu do niego niż Łucji. Młody, obrzydliwie bogaty, dyrektor w dużej firmie. Imię Dymitr idealnie oddaje jego usposobienie i charakter. Apodyktyczny, tajemniczy, nie znoszący sprzeciwu ani tym bardziej odmowy. Lubi kontakty z kobietami, a Łucja nie chce mu ulec, co dodatkowo podsyca jego pragnienie. Z góry wiadomo, że to typ faceta, który nie chce się angażować w żaden związek, nie chce okazywać uczuć ani czuć się w żaden sposób ograniczony. Nie interesuje go nic poza układem, który proponuje kobietom. Z kolei Łucja pragnie czegoś więcej: ciepła, bliskości i miłości, choć zraniona w przeszłości bardzo się tego boi. Wie, że to "coś" z Dymitrem, bo nie można tego nazwać związkiem przyniesie jej rozczarowanie, lecz mimo to postanawia w to brnąć. Dobrą stroną Łucji są jej przyjaciółki - wierne, oddane, gotowe skoczyć za nią w ogień. To piękna, silna przyjaźń. Niestety odniosłam wrażenie, że dziewczyny zatrzymały się na poziomie 16-17 lat,  bo choć mają po 20-kilka, na tyle wskazuje ich zachowanie i decyzje które podejmują.  Dziewczyny właśnie ukończyły studia, autorka między kartami przemyca trochę tego studenckiego życia. Jednakowoż zwraca też uwagę na to, że Łucja, Roksana i Natalia stają właśnie stoją właśnie u progu nowego etapu w życiu i mają wiele trudnych decyzji do podjęcia. Każda z nich pragnie też tego co kształtuje człowieka i czyni jego życie wartościowym - miłości, bezpieczeństwa, stabilizacji. Zauważymy tu elementy typowe dla powieści young adult - skupia się na młodych ludziach, ich wkraczaniu w dorosłe, samodzielne życie, przeżywaniu miłosnych uniesień. To bardzo burzliwy okres w życiu człowieka,  a gdy dodatkowo do głosu dochodzą emocje i uczucia, nic nie jest proste. 

Prosty układ to w zamyśle autorki powieść erotyczne. Sporo w niej takich elementów - scen pikantnych, erotycznych. Generalnie nie mam większych zastrzeżeń, choć czasami zdarzały się, w moim odczuciu elementy zbyt wulgarne i trochę niesmaczne. 

Fabuła jest spokojna, z niewielkimi emocjonalnymi wstrząsami co pewien czas. Niektóre elementy są aż nazbyt przewidywalne, ale są też takie, które bardzo zaskakują. Na plus jest to, że książkę czyta się szybko i płynnie.

Styl autorki, jak na debiut oceniam na dobry plus. Jest lekki, nie zauważyłam błędów merytorycznych ani logicznych. Język jest swobodny, może trochę nazbyt luźny, ale wierze, że to kwestia wprawy i z kolejną książką będzie coraz lepiej, bo widzę duży potencjał. Jak na debiut, jest naprawdę bardzo dobrze. 

Od połowy książki odnosiłam wrażenie, że historia nie zamknie się w jednej książce. Nie wiem czy rzeczywiście tak jest - moim zdaniem to nie jest koniec historii Łucji i Dymitra. Na chwilę obecną nie wiem jednak, czy sięgnęłabym po  kontynuację - nie mówię jednak "nie". 

Prosty układ, debiutancka powieść K. A. Figaro to historia Łucji i Dymitra, którzy przyciągają się jak magnes, ale wciąż coś staje im na przeszkodzie. Historia dwójki młodych ludzi, okraszona erotyzmem, pożądaniem i czymś, co próbuje się przedostać przez mur zasad i obojętności to książka w sam raz dla osób poszukujących niewymagającej, przyjemnej i lekkiej lektury. 

środa, 20 marca 2019

Miłość z błękitnego nieba - Krystyna Mirek

Angelika Niemirska przyjeżdża do zimowego Krakowa w celach służbowych i od samego początku jest negatywnie nastawiona. Na co dzień mieszka w Monachium i pracuje w tamtejszej korporacji, ale wciąż pamięta bolesną przeszłość i powody, dla których uciekła przed laty z Krakowa. Podpisanie ważnej umowy da jej upragnioną niezależność, jednak najpierw musi pokonać swojego przeciwnika, Daniela, który jest wprawiony w boju jakim są negocjacje, zwłaszcza z kobietami. Dla każdego z nich podpisanie kontraktu na swoich warunkach jest ogromną szansą i przepustką do lepszej przyszłości. Są w stanie zrobić wszystko, by osiągnąć swój cel takimi metodami, jakimi tylko potrafią. 

Angelika jest kobietą niezależną, twardo stąpającą po ziemi. Nie godzi się na żadne ustępstwa. Wiele w życiu przeszła i była zmuszona przedwcześnie dorosnąć, dlatego teraz z rezerwą podchodzi do innych, prawie nikomu nie ufa i nie pozwala sobie na okazywanie żadnych uczuć. Początkowo jej nie polubiłam, jednak z czasem gdy zaczęła się odsłaniać zrozumiałam jej dystans i zaczęłam podziwiać, że pomimo tego co doświadczyła potrafiła stanąć na nogi i osiągnąć sukces. 

Daniel z kolei jest kobieciarzem, beztroskim dużym chłopcem, który mimo ogromnego pragnienia jego rodziców nie myśli o założeniu rodziny. Mieszka w starej kamienicy tuż przy krakowskim rynku - w klimatycznym, magicznym wręcz miejscu. Uwielbia Kraków. Nie przypuszcza, że kiedykolwiek kobieta zawróci mu w głowie na tyle, że będzie w stanie dla niej rzucić wszystko. 

Angelika jest bohaterką, którą poznajemy z wielu stron i w różnych momentach jej życia. Sama zabiera nas w podróż do przeszłości i opowiada o tym, o czym nigdy nikomu nie była w stanie powiedzieć. Dopiero pojawienie się mężczyzny w jej życiu powoduje, że otwiera się i wyjawia wszystko to, co przez lata ciążyło jej na duszy. Widzimy wszystko to co przeżywała, wiemy jakie emocje nią targały i obserwujemy trudny proces dorastania i kształtowania osobowości, ogrom pracy nad sobą i poświęcenie aż wreszcie próbę przełamania się i skonfrontowania z przeszłością. 

Krystyna Mirek pisze książki bardzo życiowe, pozbawione ubarwień i sztucznego dramatyzmu, który dodawałby książce wymuszonej atrakcyjności. Myślę, że właśnie ta surowość i ukazywanie życia dokładnie takim jakie jest, z wszystkimi jego przywarami, smutkami i niesprawiedliwościami czyni jej książki wyjątkowymi. Lubimy czytać takie powieści, bo odnajdujemy w nich kawałki siebie. Widzimy, że nie tylko my mamy takie problemy, że nie tylko my borykamy się codziennie z wieloma trudnościami. Takie książki dodają siły i wiary w to, że może być lepiej. Motywują do działania i pomagają zrozumieć, że życie składa się z wielu smutków i małych szczęść, które swą mocą przewyższają to co złe i potrafią dać takiego kopa, taką siłę do działania i chęć walki jak nic innego. 

Potrafi jednym małym fragmentem tak bardzo wzruszyć, że  nie sposób powstrzymać łzy. Tym samym skłania do przemyśleń i zwraca uwagę to co naprawdę w życiu ważne: rodzina, zdrowie, przyjaźń i miłość. 

Miłość z błękitnego nieba urzeka swoją banalnością i prostotą. W niezwykle subtelny sposób porusza trudne tematy, jakimi są między innymi ciężkie dzieciństwo bez ojca, relacje z matką, która ucieka w przelotne romanse od problemów i przyspieszony kurs dorosłości, kiedy nastolatka musi zająć się swoim młodszym rodzeństwem bo w przeciwnym wypadku wszyscy się stoczą. Są też rozstania, które rozdzierają serca na pół, ból który potem pozostaje, strach przed stawieniem czoła rzeczywistości po latach i ogromne pragnienie odbudowania tego co kiedyś zostało stracone. 

Miłość z błękitnego nieba to książka z gatunku tych, która na gorąco po przeczytaniu wydaje nam się zwyczajna, niczym nie wyróżniająca się spośród innych. Dopiero po jakimś czasie dociera do nas wydźwięk powieści, wracają te piękne momenty jak i te, które mocno poruszają i skłaniają do przemyśleń albo i do pewnych czynów, jak choćby docenienie tego, że mamy dach nad głową, rodzinę, osobę której możemy się wyżalić. To powieść dla kobiet i o kobietach, na najwyższym poziomie, która oprócz miło spędzonego czasu z lekturą zostawia w pamięci ślad i uświadamia, co jest w życiu naprawdę istotne. 


Jeśli zastanawiacie się czy warto po nią sięgnąć - bez wahania powiem, że warto. Jak zwykle niezawodna Tania Książka oferuje Miłość z błękitnego nieba w ekstra cenie. Zerknijcie również na inne książki dla kobiet :) 




środa, 13 marca 2019

Cymanowski Młyn - Magdalena Witkiewicz i Stefan Darda

Najpierw uwagę przyciągnęła okładka. Mroczna, tajemnicza i bardzo kusząca,  by zobaczyć co ukrywa. Później zaczęły się pojawiać pierwsze pochlebne recenzje, następnie instagram został zalany falą przepięknych zdjęć. Nie potrafiłam się oprzeć pokusie (ale w sumie-po co ;) ) i niedługo po premierze sięgnęłam po pięknie brzmiący tytuł - Cymanowski Młyn.

Twórczość Magdaleny Witkiewicz nie jest mi obca. Królowa obyczajówek i specjalistka od szczęśliwych zakończeń w połączeniu z mistrzem grozy, Stefanem Dardą, którego pióra wcześniej nie znałam napisali niezwykle interesującą książkę.

Małżeństwo Moniki i Macieja przechodzi głęboki kryzys. Nieoczekiwanie dostają w prezencie voucher na tygodniowy pobyt w kaszubskim gospodarstwie agroturystycznym Cymanowski Młyn, z dala od Warszawy, wygód i udogodnień. Perspektywa spędzenia razem czasu napawa Monikę nadzieją. Liczy, że wspólny wyjazd dobrze im zrobi i uratuje ich mocno już poturbowane małżeństwo. Cymanowski Młyn, jak się okazuje położony jest na uboczu, wśród bagien i lasów. Miejsce wymarzone na romantyczny wyjazd we dwoje, bez obowiązków, bez wścibskich spojrzeń, bez zasięgu i internetu.. niestety nie dla Macieja. Monika za to w pełni docenia niecodzienność tych dni, kiedy nie musi myśleć o korporacji w której pracuje i o ruinach swojego małżeństwa. Właścicielem posiadłości jest Jerzy Zawiślak który wraz z synem Łukaszem stara się utrzymać to miejsce przy życiu. Wokół Cymanowskiego Młyna krąży legenda o topielcu, który w czasie wojny miał zatonąć w okolicznych trzęsawiskach i teraz nawiedza tereny wokół Cymanowskiego Młyna. Z kolei Łukasz z biegiem czasu zaczyna Monice przypominać jej narzeczonego sprzed lat, Piotra. Z każdą stroną fabuła się zagęszcza, a pozory coraz bardziej zaczynają mylić. 

Bohaterowie są realni, niepozbawieni wad. Monika pragnąca ratować małżeństwo, Maciej uciekający w pracę. Starszy Pan Jerzy wyjątkowo mocno pragnący dobra syna i Łukasz - nieprzenikniony, tajemniczy. 

Cymanowski Młyn jest naprawdę świetną mieszanką powieści obyczajowej i grozy. Autorzy pokazują rzeczywisty, naturalny obraz polskiej wsi, wsi pachnącej domowym chlebem, malinową nalewką (wyczuwam tu pióro Pani Magdy), sielskość i brak pośpiechu, ale też to, że każdy wie wszystko o innych mieszkańcach wsi i nic nie da się ukryć. Doskonale pokazują specyfikę małych społeczeństw. Sam pensjonat sprawia wrażenie przytulnego, do którego z chęcią się ucieka z zabieganego świata, a równocześnie ma duszę i historię zapamiętaną przez mury, co czyni go nieco tajemniczym i poniekąd strasznym. Są w nim takie małe szczegóły, detale, które przyprawiają o delikatny dreszczyk. 

Fabuła historii toczy się leniwie, tak samo jak życie na wsi. Losy bohaterów jakby dostosowują się do miejsca, w którym się aktualnie znajdują. Nic nie zwiastuje nagłego zwrotu akcji, stopniowo jednak zaczynają się dziać dziwne rzeczy, które nie do końca można wytłumaczyć. Jestem osobą z natury strachliwą, więc wzmianki  o duchach czy upiorach, czytane dodatkowo pod osłoną nocy robią na mnie spore wrażenie. A gdy dodatkowo na jaw wychodzą tajemnice sprzed lat zaczyna się robić naprawdę gorąco. Oprócz wspomnianych wątków obyczajowych i grozy, dochodzi jeszcze kryminalny. Jest tajemniczo, mrocznie, diabelnie interesująco. Właśnie to wszystko sprawia, że od pewnego momentu książkę ciężko jest odłożyć. W moim odczuciu została zachowana równowaga między gatunkami. Widać, gdzie więcej do powiedzenia miała Magdalena Witkiewicz, a gdzie Stefan Darda, ale najważniejsze to to, że wszystko jest spójne i poszczególne wątki doskonale do siebie pasują. 

Brakowało mi trochę rozwinięcia niektórych wątków, wyjaśnienia co tak naprawdę się wydarzyło. Pewne kwestie zostały potraktowane po macoszemu, urwane i zamiecione pod dywan. Pozostaje się tylko domyślać prawdy. A wielka szkoda, bo zostaje niedosyt, w tym gorszym znaczeniu. 

Cymanowski Młyn to powieść idealna dla miłośników powieści obyczajowych, w których coś się dzieje. Elementy grozy nadają historii tajemniczości i wywołują ciarki na plecach. Lekki styl i odpowiednio dobrane momenty pobudzenia emocji czytelnika sprawiają, że książka jest wręcz nieodkładalna. Książkę czyta się w mgnieniu oka, w sam raz na jeden wieczór. 


Cymanowski Młyn w świetnej cenie, również w eBooku i inne książki dla kobiet kupicie w księgarni internetowej Tania Książka.

czwartek, 14 lutego 2019

Setna Królowa - Emily R. King

Ostatnio coraz rzadziej sięgam po pozycje młodzieżowe, z dwóch powodów – pierwszy to taki, że po prostu z takich książek już wyrosłam, a drugi to to, że ciężko znaleźć taką pozycję, a zazwyczaj serię, bez oklepanych, utartych schematów. Dlatego też sięgając po Setną Królową nie miałam zbyt dużych oczekiwań. I nie zawiodłam się, co więcej, jestem bardzo pozytywnie zaskoczona.

Kalinda od dziecka mieszka w Siostrzeństwie. Wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką Jayą pragną zostać w zakonie na zawsze i służyć innym. Dziewczyna cierpi na częste gorączki, przez co nie nadaje się nawet na służącą, nie mówiąc już o kurtyzanie czy żonie. Gdy do zakonu przybywa benefaktor, którym jest sam radża Tarek nikt nie spodziewa się, że jako kandydatkę na swoją żonę wybierze Kalindę. Aby mogła zostać setną królową, musi pokonać w walce rywalki, które chciałyby być na jej miejscu, a są kurtyzanami Tarka. Kali nie potrafi walczyć, bo jej choroba wykluczała ją często z treningów, a po drugie – wcale nie chce stać się królową. Pojawienie się Kalindy w pałacu radży może jednak odmienić losy setek kobiet.

Setna królowa to książka żywiołowa, barwna, a azjatycki klimat dodaje jej pewnej atrakcyjności. Wszystko praktycznie mi w niej grało – począwszy od bohaterów, poprzez oryginalność fabuły, suspens i styl autorki.

Bohaterowie wymykają się schematom. Osiemnastoletnia Kalinda, wychowanka zakonu, mimo trawiącej jej ciało gorączki potrafi wykazać się wielką odwagą i wiernością przyjaźni. Nie potrafiła patrzeć, jak ktoś umyślnie i z pełną premedytacją rani Jayę i świadoma swojej słabości potrafiła stanąć w jej obronie. Nie lęka się też radży i wbrew rozsądkowi buntuje się mu, widząc jakim jest tyranem. Nie ułatwia jej życia prawda o sobie, którą stopniowa odkrywa I która zmienia wszystko w co dotychczas wierzyła. Na dodatek jej serce zaczyna bić szybciej przy kapitanie Naiku, ale ich związek nie ma prawa bytu, bo Kali ma zostać żoną radży, a Deven jest kapitanem jej straży.

Kapitan Naik to bohater, który z pewnością zaskarbi sobie serca czytelniczek. Silny, stanowczy, apodyktyczny, ale w tym pozytywnym znaczeniu. Ma swoje zasady, ale ponad wszystko ceni sobie prawdę i sprawiedliwość. Kalinda staje się mu droga już od pierwszych chwil. Pragnie ją chronić, choć jest świadom, że niewiele może. Jednakże gdy tylko ta dwójka jest w pobliżu siebie, przeskakują iskry, jest ogromne napięcie i wszystkie te gwałtowne, gorące emocje, które towarzyszą rodzącemu się uczuciu.

Radża Tarek to tyran, dla którego Kali ma się stać półśrodkiem do realizacji pewnego celu. Jest bezwzględny, pozbawiony skrupułów i sumienia. Usprawiedliwia go jedynie ból w oczach, który Kalinda dostrzega gdy mówi o swojej pierwszej miłości.

Oprócz radży Kalinda i Deven mają jeszcze jednego wroga – potężną armię bhutów, ludzi, którzy posiadają moce I przez wzgląd na nie zostali wygnani. Wśród nich jest Brac, który wie jak pomóc Kali zwalczyć wyniszczające ją gorączki, a jak się później okazuje, jest też kimś ważnym dla Devena.

Brac przez kontakt z nimi naraża się na ogromne niebezpieczeństwo. Pojawia się pytanie, czy bhutowie naprawdę są ich wrogami czy sprzymierzeńcami w walce, którą niechybnie wkrótce Kalinda stoczy z radżą i panującym system politycznym.

W Setnej Królowej jest wiele elementów typowej młodzieżówki, ale w oryginalnej odsłonie. Przykładowo wątek miłosny poprowadzony jest z delikatnością, jednocześnie wyczuwalne napięcie między bohaterami przyprawia i czytelnika o szybsze bicie serca. Dzięki temu, że ten wątek nie zajmuje głównego miejsca w fabule z radością kibicujemy bohaterom. Jest też pięknie ukazana przyjaźń, wierność przyjaciołom i ludziom, którzy są dla nas ważni.

Autorka zgrabnie wprowadziła element fantastyki poprzez wątek bhutów. Czarny charakter jest wyjątkowo paskudny, mimo, iż jest człowiekiem. Ale to właśnie to sprawia, że ktoś – człowiek, tak bardzo wyprany z ludzkości jest tak złą postacią. Oczywiście początek całej tej historii ma miejsce wiele lat temu, a Kalinda jest pierwszą osobą -rewolucjonistką, która odważyła się sprzeciwić. Nie bez powodu oczywiście jest nią właśnie ona.

W tej historii nic nie jest takie, jak się wydaje, a ludzie, których Kali zna od lat nie są tymi, za kogo się podają.

Zbierając plusy powieści w jedność, na pierwszy plan wysuwają się świetni bohaterowie: Kalinda, kapitan Naik, a nawet bhuta Brac, którego ja bardzo polubiłam. Następnie jest ciekawa fabuła z azjatyckim akcentem I akcja trzymająca czytelnika w niepewności do samego końca. Styl autorki ułatwia czytanie I lekki odbiór powieści, a zakończenie trzyma w napięciu i zachęca do kontynuowania przygody z serią.

Setna Królowa to pozycja zdecydowanie zasługująca na uwagę. Wyróżnia się nie tylko piękną okładką, ale przede wszystkim niebanalnością tematu i wspaniałymi bohaterami. Proporcje między dobrem a złem są idealnie wyważone, akcja wartka, z wieloma suspensami. To książka o walce z bezprawiem, okrutnym traktowaniem ludzi, w szczególności kobiet. Wreszcie, to powieść o pięknej przyjaźni i rodzącej się miłości.


Setną Królową oraz inne znakomite książki dla młodzieży w atrakcyjnych cenach znajdziecie w księgarni internetowej Tania książka.  Również w ebooku!