piątek, 6 grudnia 2019

Tylko raz w roku - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Tylko raz w roku, to kolejna książka Agnieszki Lingas-Łoniewskiej po którą sięgnęłam. Lubię pióro autorki, choć nie czytam wszystkich książek, raczej tylko te które czuję że przypadną mi do gustu. Bardzo się cieszę, że przeczytałam tę właśnie powieść, bo moim zdaniem jest najlepszą (z tych które czytałam) książką autorki. Taka lekka i urocza, a jednocześnie mocno przyziemna i nie brakuje w niej emocji – w końcu mamy do czynienia z ich dilerką.

Wigilia to wyjątkowy dzień, jedyny taki w roku. Dzień cudów, dzień spełnionych marzeń, wyczekiwanych spotkań, rodzinnej atmosfery. Dla Eli jest to jednak najgorszy dzień w jej życiu. Dzień, w którym jej świat legł w gruzach. Jednakże przypadkowe spotkanie na wrocławskiej Pergoli tuż po wigilijnej wieczerzy odmienia jej życie – po raz drugi tego samego dnia, w ciągu kilku godzin. Nieoczekiwane spotkanie z Kamilem sprawia, że świat na chwilę się zatrzymuje, czas płynie wolnej, a dzień który do tej pory był katastrofą staje się jednym z najpiękniejszych w jej życiu. Podobnie zresztą dla Kamila, dla którego Ela jest kolorowym promykiem w surowym, poukładanym i do bólu poprawnym świecie jaki urządziła dla niego zasadnicza matka. Pomimo że znają się kilka godzin wyczuwa się między nimi nić porozumienia, swoistego rodzaju napięcie i budzące się w zmarzniętych sercach uczucie.

Od tego dnia każde z nich wraca na Pergolę, chociażby myślami i wspomina ich pierwsze spotkanie. Choć wydawać by się mogło, że ich miłość jest silna, czysta i nic nie jest w stanie jej pokonać, w życiu nigdy nie jest prosto i nie zawsze fabuła losu toczy się tak, jakbyśmy tego chcieli.

Rozstanie rodziców to był pierwszy cios dla Eli. Przeprogramowanie dotychczas ciepłego, rodzinnego życia, mimo że dziewczyna była już na tyle dojrzała by zrozumieć rodziców, nie było dla niej łatwe. Potem spadały kolejne ciosy: wyprowadzka ojca, choroba matki, niechęć matki Kamila do Eli. W Kamilu dziewczyna miała ogromne wsparcie i podporę, jednakże zaborcza matka chłopaka nie pozwalała cieszyć się młodym sobą nawzajem i ich szczęściem. Za wszelką cenę próbowała namieszać między nimi i niestety, choć nieświadomie obydwoje poddawali się jej matactwom.

Zarówno na Elę jak i Kamila w przeciągu tych sześciu lat – bo tyle trwa akcja spada mnóstwo problemów, nieszczęść a nawet tragedii. Trzeba jednak przyznać, że są silni i niełatwo jest ich złamać. Bez wątpienia życie daje im ostry wycisk i tylko siła własnej woli, upór i zdrowy rozsądek pozwala im przetrwać.

Sześć kolejnych Wigilii Eli i Kamila to wzloty i upadki. Początkowo momenty piękne i radosne – jak pierwsze porywy serca, jak zakochanie, poczucie bezpieczeństwa i ciepła. Później przychodzą te gorsze, szare dni wypełnione smutkiem i rozpaczą, bolesnymi wspomnieniami. Czy są razem, czy osobno, nie ma Wigilii, kiedy by o sobie nie myśleli. Choć rozdzieleni, wciąż są połączeniu uczuciem, które nie wygasło i wciąż się tli.

Kością niezgody – jak to w życiu, są nieporozumienia, niedomówienia i brak szczerej rozmowy. Niestety często ludzie którymi się otaczamy dają nam mylne pojęcie o pewnych sprawach i zrażeni obrazem jaki ktoś wykreował nie próbujemy nawet wyjaśnić tych spraw z tymi, których bezpośrednio dotyczą, często z osobami które są lub były kiedyś dla nas bardzo ważne.

Tylko raz w roku to książka idealna na święta. Ciepła, przyjemna, czyta się ją naprawdę niesamowicie szybko. Fajne jest to, że akcja toczy się głównie w Wigilię, ale bohaterowie wspominają miniony rok i jego najważniejsze momenty. Dzięki temu nie czujemy znudzenia akcją, ale też nie mamy wrażenia że na bohaterów spadają na raz wszystkie nieszczęścia. Ja jestem zachwycona, nie tylko świąteczną atmosferą, ale też świetną kreacją bohaterów, prostym w odbiorze językiem i całą gamą emocji – począwszy od wzruszeń, nadziei przez radość, smutek i złość.

Wszystkie książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, które do tej pory czytałam były bardzo emocjonalne i miały słodko-gorzkie zakończenia. Tu jest inaczej. Tu mamy słodkie, urocze zakończenie, ale chyba tego właśnie nam trzeba, tego wymaga się od świątecznych książek. Ciepła, nadziei, dziecięcej radości i wiary w lepsze jutro, wiary w lepszy nadchodzący rok i ufności w dobrą przyszłość. Dla mnie jest idealnie.

Tylko raz w roku BESTSELLEREM Taniej Książki! 

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Powiedz życiu tak, Lili - Anna H. Niemczynow

Lilianna Berg, wieczna optymistka, poszukiwaczka szczęścia i dobrej energii znów czaruje czytelników swoją radością i pozytywnym myśleniem. Pomimo przeszkód jakie na jej drodze stawia życie pomimo potknięć i mniejszych i większych kamyczków energiczna Lili stara się czerpać z życia to co najlepsze. Kolejne spotkanie z bohaterką jest równie udane co pierwsze. Lili, jej babcia i całe grono życzliwych ludzi to takie dobre promyczki, które małymi gestami, cichymi słowami i bijącym od nich ciepłem pokazują nam, że jesteśmy cudem, i że przy odrobinie wysiłku, kapce ciężkiej pracy i uporowi można naprawdę wiele osiągnąć!

Anna H. Niemczynow czerpie mądrość z życia. Choć Lili jest postrzegana jako zwariowana, pozytywna i szczęśliwa osoba, sama dobrze wie, że nie zawsze jest w życiu lekko. Jednakże jest na tyle uparta i nakierowana na szczęście, że co prawda nie bez trudu, ale skutecznie pokonuje wszelkie przeciwności losu. Jest przede wszystkim pozytywnie, jest barwnie, wesoło i tak najzwyczajniej miło. Choć tak jak w życiu - zdarzają się też momenty smutku, zwątpienia i niemocy. 

Niewątpliwie dobrym duszkiem Lili, powieści i nas - czytelników jest babcia Rózia. Osoba niezwykle ciepła, optymistyczna, ale też mądra. Babcia Rózia to taki nauczyciel życia. Pokazuje przede wszystkim że życie jest piękne, że daje nam mnóstwo możliwości i że każdy dzień jest cudem. Że my jesteśmy cudem i że właśnie my możemy działać cuda. Mówi o tym co takie ważne - o niesieniu bezinteresownej pomocy drugiemu człowiekowi, o uczciwości, zrozumieniu i tolerancji. To właśnie ona uświadamia, że warto walczyć o marzenia do samego końca. 

Dla Lili ten czas to swoisty powrót do przeszłości. Pomimo tego, że czasem odcinamy się od czegoś całkowicie, nie zdajemy sobie sprawy, że przeszłość wciąż jest i może doprosić się o naszą uwagę w najmniej spodziewanym momencie. To też nauka o tym, że na to kim jesteśmy właśnie teraz, jak wygląda nasze życie ogromny wpływ ma właśnie przeszłość - to ona poniekąd nas kształtuje. Choć nie da się zamknąć przeszłości, to na pewno warto ją przepracować i pogodzić się z nią. 

Osobiście uważam, że Lili to takie odwzorowani autorki - osoby niesamowicie pozytywnej, zawsze uśmiechniętej i potrafiącej docenić najmniejszy gest, osoby która tak często mówi "dziękuję", "jestem wdzięczna" i cały potok samych dobrych, pozytywnych słów! 

Powiedz życiu tak, Lili to powieść o przyjaźni, rodzinnych zawirowaniach i miłości. Jednakże największym atutem książki jest ogromna dawka pozytywnej energii. dobrego myślenia, barwnych, ciepłych i życzliwych bohaterów. Uważam, że niepotrzebne są nam poradniki o szczęściu, pozytywnym myśleniu i tym podobne - wystarczy przeczytać książki Ani, aby nauczyć się siebie kochać, nauczyć się wdzięczności i postrzegać siebie, świat i całe dobro które nas otacza jako małe cuda, które dzieją się codziennie. Po lekturze Lili nasuwa mi się jedna myśl: życie nas kocha, więc nie bójmy się na nie otwierać. 

|| NOWOŚCI TANIEJ KSIĄŻKI ||

czwartek, 28 listopada 2019

Szczypta nadziei - Agnieszka Olejnik

Szczypta nadziei Agnieszki Olejnik to druga część opowieści o mieszkańcach Dworku w Miłosnej
Nie wiem co jest w książkach Pani Agnieszki, że czyta mi się je niezwykle szybko, z zapartym tchem i nie sposób jest się od nich oderwać. Mimo tego, że czytałam wszystkie powieści napisane przez Panią Agnieszką, wciąż potrafi mnie zaskakiwać i nigdy nie wieje nudą. Biorąc do ręki książkę Agnieszki Olejnik czuję się jakbym wracała do domu - do czegoś pewnego, bezpiecznego i miłego i wiem, że tam będzie właśnie to, czego potrzebuje. 

Szczypta nadziei to powieść ubrana w piękną, zimową okładkę. Lubię te świąteczne książki Pani Agnieszki, bo choć mają sporo magicznego klimatu Świąt, to z powodzeniem można je czytać przez cały rok. 

Druga część opowiadająca o losach mieszkańców dworku w Miłosnej jest jeszcze lepsza niż pierwsza.  Pewne wątki się rozwiązują, inne jeszcze bardziej plączą, ktoś znajduje przyjaźń, a jeszcze ktoś inny próbuje uleczyć się z nieszczęśliwej miłości. Rytm życia w Miłosnej jest spokojny, nieśpieszny. Jest czas na pracę, aktywność fizyczną, obcowanie z naturą i na przyjemności.

Do dworku wraca Monika - niewierna żona Igora i chce odbudować rodzinę przez wzgląd na synka Radka. Sytuacja jest szczególnie niekomfortowa zwłaszcza dla Ady, bo po odejściu kuzynki pomiędzy nią a Igorem narodziło się uczucie, które teraz musi być zduszone. Cierpienie Ady i również Igora jest namacalne, widoczne na każdym kroku, ale dla dobra Radka rezygnują z uczucia. Jest to dla Ady tym trudniejsze, że Monika zaczyna się zwierzać kuzynce i szukać u niej przede wszystkim rozmowy i bliskości drugiej kobiety. Rozdarta pomiędzy uczciwością a chęcią ochronienia Radka przed kolejnym bólem Ada coraz mocniej wikła się w patową sytuację. 

Tymczasem Dawid zgłasza się na konkurs literacki i szukając pomysłu na pracę, odnajduje na strychu dworku dzienniki cioci Bogny. Chce zaangażować też Pana Antoniego i nakłonić go do opowiedzenia historii różnych przedmiotów dworku, które noszą w sobie wspomnienia i mają dla starszego pana szczególną wartość. Nastolatek jest zawiedziony, bo dzienniki cioci Bogny opisują najnowsze dzieje, ale jest przekonany że gdzieś są te stare, pamiętające czas wojny i powojenne życie dworku. Swoją drogą, coś czuję, że te dzienniki w końcu się odnajdą i mam na to nadzieję, bo jestem strasznie ciekawa, jaką tajemnicę mogą kryć. Za sprawą Dawida Pan Antoni zdradza nam odrobinę swojej tajemnicy - otwarcie przyznaje że od zawsze kochał Bognę i ubolewa nad tym, że nie zrobił nic by o tę miłość zawalczyć. 

Również za sprawą Dawida, który uległ niefortunnemu wypadkowi i złamał nogę mamy okazję bliżej poznać Zuzę i jej braciszka Nikodema. Zuza, na pozór nieprzyjemna, zawsze w mocnym makijażu od lat opiekuje się młodszym bratem, który cierpi na FAS. Mocno doświadczone przez życie rodzeństwo nieufnie podchodzi do dobroci jakiej doznają od Ady i Dawida. Z czasem jednak między nastolatkami nawiązuje się nić przyjaźni. Kto wie, co z tego wyniknie? 

Mam dwóch bohaterów, których szczególnie polubiłam. Jednym z nich jest Pan Antoni, a drugi to  to Kacper Majewski, wuefista Dawida. Początki znajomości jego i Ady nie były zbyt przyjemne - Ada postrzega Majewskiego jako szorstkiego, zamkniętego w sobie gbura. Nie wie, że Kacpra opuściła żona i teraz mieszka sam, zajmując się chorym ojcem. Po wypadku Dawida Kacper zagląda do dworku i tak poznaje Igora. Mężczyźni szybko znajdują wspólny język. Z czasem również Ada przekonuje się do Kacpra, który w gruncie rzeczy jest człowiekiem o wielkim sercu, o czym świadczy choćby jego podejście do zwierząt. Swoją drogą, bardzo chciałabym aby znajomość Kacpra z pewną kobietą poszła w cieplejszym kierunku.. chociaż nic na to nie wskazuje, może warto mieć iskierkę nadziei? :) 

Natomiast Pan Antoni to cudowny starszy człowiek, pełen pokory, starych - dobrych przyzwyczajeń, z dużą cierpliwością, ogromem ciepła i miłości, którą teraz przelewa na nowych mieszkańców dworku, zwłaszcza tych najmłodszych. 

Szczypta nadziei to książka o przyjaźni, blaskach i cieniach miłości oraz przede wszystkim o ogromnej nadziei. To powieść, która porusza nie tylko łatwe i przyjemne tematy, to przede wszystkim powieść, która pokazuje coś ważnego, coś wartościowego. Pokazuje, że przyjaźń nie zważa na wygląd, status społeczny, ale właśnie mimo tego wszystkiego rodzi się pomiędzy dwójką osób czasami zupełnie od siebie różnych, które odtąd, powoli zdobywając swoje zaufanie stają się sobie bliskie i mogą dzielić się swoimi problemami, mając pewność, że ta druga osoba doskonale zrozumie. To powieść o trosce o bliskich - czy o własnego syna, ojca czy niby zupełnie obcego człowieka, który jest dla nas jak rodzina. To powieść o walce z samym sobą, odwadze, cierpieniu, wytrwałości w dążeniu do celu, ale też bezradności wobec tego, co czasem szykuje nam życie. 

Ciepła, wzruszająca - szczególnie wtedy, kiedy w Wigilię Pan Antoni nazwał Monikę, Igora, Radka, Adę, Dawida, a nawet Zuzę i Nikodema swoją rodziną, czekając na ciche przyzwolenie, niejednemu czytelnikowi zakręci się łza w oku. To nie jest kolejna powieść do poczytania, którą zapomnimy zaraz po odłożeniu. To powieść z gatunku tych, które pozostają w nas na dłużej, otulają swoim naturalnym ciepłem, bijącą z niej życiową mądrością i pozytywną energią. 


Szczypta nadziei to kolejna książka Pani Agnieszki, którą pochłonęłam jednym tchem. Piękny, staranny i taki naturalny język autorki sprawia że czytanie jest jeszcze przyjemniejsze.  Jak często bywa w przypadku książek tej Pani, chciałam jak najszybciej ją przeczytać, jednocześnie ubolewając nad tym, że tak szybko skończę i będę musiała rozstać się z bohaterami. A bohaterów bardzo polubiłam, stali się mi bliscy i mam nadzieję, że wkrótce znowu się spotkamy. 


LUBIMY CZYTAĆ, a Ty? :)  || FANPAGE AUTORKI 
najnowsza powieść - ROZMERDANE ŚWIĘTA

Piosenka, która tak bardzo pasuje mi do tej powieści || PIERWSZA GWIAZDA - TGD ||




piątek, 22 listopada 2019

Mroczne dzieje Elizabeth Frankenstein - Kiersten White

Elizabeth ma zaledwie pięć lat kiedy trafia do domu Frankensteinów. Ma być dziewczynką do towarzystwa dla najstarszego syna sędziego Frankensteina – Victora. Victor jest wyjątkowo bystrym i mądrym chłopcem. Fascynuje go nauka i zgłębianie wiedzy o ludziach i procesach jakie w człowieku zachodzą. Elizabeth i Victor przypadają sobie do gustu od pierwszego momentu i odtąd spędzają wspólnie każdą chwilę. Dziewczynka również należy do ponadprzeciętnie rezolutnych i inteligentnych dzieci. Tylko ona potrafi zrozumieć Victora i uspokoić go.

Ta książka pokazuje bardzo wiele. Choć jest skierowana do młodego czytelnika niesie za sobą uniwersalne przesłanie. Mroczne dzieje Elizabeth Frankenstein to powieść, która pokazuje jak trudno jest znaleźć granicę pomiędzy chęcią zdobywania ponadprzeciętnej wiedzy a niebezpieczeństwem jakie niesie zbyt duża ciekawość.

Postać Elizabeth uświadamia czytelnikowi, że człowiek zdany jest często na drugiego człowieka. Próbuje się dostosować do czyichś potrzeb i oczekiwań, nie zważając na swoje zasady, wartości moralne, a często nawet sumienie. Elizabeth już jako mała dziewczynka musiała się dopasować do osobliwego domu Frankensteinów. Wiedziała, że jest zdana na ich łaskę i choć nie zawsze postępowała zgodnie z tym co mówiło jej serce, za wszelką cenę chciała zapewnić sobie byt. Jako nastolatka, prawdopodobnie w pewnym momencie już sama nie zdawała sobie sprawy, że robi okrutne rzeczy – była przekonana, że robi tak jak należy, zaślepiona zgubną miłością do Victora. Uważała, że jej najwyższym celem w życiu jest chronienie Victora i nie dopuszczała do siebie myśli, że to co on robi jest po prostu złe. Nie wątpię, że w Elizabeth było dobro - widoczne choćby poprzez jej postępowanie względem Justine, której uratowała życie. 
Analogiczne zachowania często są widoczne w dzisiejszym świecie – choć nie w tak drastycznych sytuacjach w jakie wplątali się Victor i Elizabeth. Chcemy być lepsi, chcemy zaskarbić sobie czyjąś przychylność nawet postępując wbrew sobie. Nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo jest to zgubne – zatracamy bowiem siebie by stać się kimś zupełnie innym, bez własnego zdania i poczucia własnej wartości.

Dzieje Elizabeth pokazują, że każdy człowiek potrzebuje miłości, bliskości i akceptacji społeczeństwa. Każdy potrzebuje rodziny, bezpiecznego miejsca na ziemi i pewności, że ktoś stanie za nami gdy będziemy w potrzebie. 

Powstaje też pytanie, na które trudno odpowiedzieć: czy postępowanie Victora jako nastolatka a potem młodego mężczyzny wystarczy aby nazwać go mordercą? Czy to jedynie ponadprzeciętnie inteligentny umysł, który nie potrafi postawić sobie granic, być może wcale nie z własnej winy? Przecież ciekawość i chęć poznania świata nie jest zła sama w sobie - jedynie niekontrolowana może prowadzić do zguby i autodestrukcji. Bez wątpienia Victor był diabelnie inteligentny -nie zmienia to jednak faktu, że to chłopiec którego boi się własna matka. Im starszy się staje, tym bardziej widać, że w tym dążeniu do realizacji swojego celu więcej jest szaleństwa i zaborczości niż fascynacji nauką. 

I kto tak właściwie ciągnął kogo w dół? Eizabeth Victora - Elizabeth która szczerze go kochała, pragnęła go chronić i zatraciła się w tym tak mocno, że nie zdołała wychwycić granicy, czy Victor Elizabeth - Victor który wykorzystywał dobroć dziewczyny i jej przebiegłość? 

To właśnie Elizabeth nauczyła Victora kłamać, kolorować prawdę i robić tak, by chronić przede wszystkim swój interes. To ona walczyła o niego, niejednokrotnie ratowała jego dobre imię i ryzykowała własnym życiem. Autorka opisuje narodziny potwora, dążenie - dosłownie - po trupach do celu. 

Mimo tej całej brutalności, strachu i potworności są też inne, znacznie przyjemniejsze aspekty. Przede wszystkim prawdziwa przyjaźń, miłość i w końcu wyzwolenie samego siebie od fałszu i kłamstw w których żyło się przez wiele lat. 

Dawno już nie czytałam tak wciągającej książki dla młodzieży. Chociaż uważam, że Mroczne dzieje to książka którą ze spokojem mogą czytać również starsi czytelnicy. Wartka akcja, nietuzinkowi bohaterowie, ciekawe nawiązanie do słynnego Frankensteina to nie jedyne atuty książki. Autorka posługuje się językiem bardzo barwnym, plastycznym, trzyma w napięciu i dawkuje emocje.

Przede wszystkim jednak to książka niezwykle klimatyczna, czasami przyprawiająca o ciarki. Odrobinkę straszna, ciut tajemnicza. A dla mnie to jedna z ciekawszych książek przeczytanych w tym roku. 

KSIĄŻKI DLA MŁODZIEŻY na Tania Książka

Mroczne dzieje Elizabeth Frankenstein możecie kupić na Tania Książka w rewelacyjnej cenie!

Przeczytana w ramach wyzwania Zatytułuj się

niedziela, 10 listopada 2019

Krakowskie Targi Książki - spotkania z autorami - fotorelacja

Spotkania z autorami na Targach Książki to dla wielu najważniejsze punkty całej imprezy. Samych spotkań w ciągu czterech dni jest mnóstwo, tysiące czytelników czekają w kolejkach do autorów by zdobyć autograf, zrobić sobie wspólne zdjęcie i zamienić kilka słów. Wszystkie spotkania bardzo miło wspominam, są jednak takie które mocniej utkwią mi w pamięci i na pewno na dłużej. Niektóre autorki (bo w tym roku były to same kobiety) są tak sympatyczne i tak łatwo się z nimi rozmawia, jakbyśmy się znały od lat! Bardzo ciepło wspominam spotkanie z Alicją Sinicką, z którą rozmawiało się jak z przyjaciółką, z Agatą Przybyłek i z Agnieszką Olejnik - to właśnie spotkanie na które najbardziej wyczekiwałam. Wszystkie spotkania jednak to takie moje małe święto. Nie udało mi się tylko dotrzeć do Remigiusza Mroza, bo jak widziałam co się działo, to zwyczajnie nie miałam ochoty brać udziału w tym cyrku. Teraz będzie znacznie więcej zdjęć niż pisania, zatem zapraszam na małą fotorelację ze spotkań z autorami. 

Sobota

Na pierwszy ogień - Katarzyna Berenika Miszczuk, która podpisała mi Obsesję oraz świeżutko zakupioną Jagę



PS. Uwielbiam wianki! A Katarzyna Miszczuk wyglądała w swoim cudownie :) 


Drugą autorką którą miałam przyjemność spotkać - po raz pierwszy - była Agnieszka Krawczyk, która podpisała Zakochane Zakopane i Najmilszy prezent. Aż wstyd, ale oprócz opowiadania świątecznego nie czytałam jeszcze żadnej książki autorki, więc mam nadzieje, że to pierwsze spotkanie będzie udane. 




Pomiędzy jednym a drugim spotkaniem udało mi się złapać Nataszę Sochę. Pokój kołysanek to przepiękna, wzruszająca powieść którą teraz mam z autografem. 


Uwielbiam koszulkę Nataszy! 


Agata Przybyłek to przemiła, ciepła osóbka! Uwielbiam jej serię z domkami i z rozmowy z autorką dowiedziałam się co nieco o serii. No i udało mi się zdobyć podpis w Najlepsze co mnie spotkało i w świeżutkim Bądź moim światłem



Jedno z najfajniejszych sobotnich spotkań to spotkanie z Alicją Sinicką. Ala jest niesamowicie sympatyczną, miłą, otwartą i pełną pozytywnej energii osóbką. Rozmawiałyśmy dobrych kilka (a może kilkanaście) minut i gdyby nie kolejka to mam wrażenie, że mogłybyśmy przegadać tak całą godzinę. Ala poświęcała każdemu tyle samo uwagi i uśmiechu. I wcale nie zraziło jej to, że nie czytałam jeszcze Winnej, którą dla mnie podpisała. 




Magdalena Kordel podpisała mi Serce z piernika, które w końcu muszę przeczytać! Teraz będzie większa motywacja. 



Nie mogłabym pominąć spotkania z Magdaleną Witkiewicz, to chyba już czwarte z tą autorką. Ale to taka fajna, taka miła osoba, że nie sposób pominąć spotkanie :) No i oczywiście Uwierz w Mikołaja z autografem będzie smakować lepiej ;) Oprócz tego mam autograf również w Po prostu bądź - pierwszej książce Pani Magdy jaką przeczytałam. 



Niemalże w ostatniej chwili udało mi się załapać na spotkanie z Krystyną Mirek. Autorka podpisała Tam gdzie serce twoje i nowiutki Świąteczny sekret. 



Ostatnie spotkanie w sobotę należało do Anny H. Niemczynow. Pełne dobrej energii, ciepła, pięknych gestów i słów. I wreszcie mam Życie Cię kocha, Lili, z autografem! 





Niedziela 

W niedzielę spotkań było mniej, było za to to najbardziej wyczekiwane - spotkanie z Agnieszką Olejnik, której przeczytałam wszystkie książki i którą biorę w ciemno. Zawsze. Cudownie było spotkać ulubioną autorkę, porozmawiać nie tylko na książkowe tematy. To najlepsze spotkanie tej edycji Targów! :) Na dodatek, mam podpisaną Szczyptę nadziei. 





Później spotkałam się z Jagną Kaczanowską i Justyną Bednarek, autorkami Ogrodu Zuzanny i Okruchów dobra, które uważam za najlepszą świąteczną książkę. Autorki są mega pozytywnymi osóbkami, które ciągle mogą się śmiać! 




(Kusił mnie mem z tych zdjęć.. Jednakże moje zdolności graficzne mogłyby ponieść klęskę w starciu z tym zadaniem.) 

Ostatnie spotkanie - z Magdą Stachulą, która podpisała Zakochane Zakopane




Tegoroczne Targi Książki w Krakowie obfitowały u mnie w spotkania z autorami, sporo zdobytych autografów, trochę zakupionych i wymienionych książek. Przede wszystkim jednak to były cudowne dwa dni w świecie literatury. Patrząc na ilość ludzi na targach nie wydaje się, że w Polsce się nie czyta. To bardzo budujące i aż serce rośnie widząc tylu czytelników zafascynowanych książkami i literaturą.  Przez całe dwa dni towarzyszył mi mąż - bardzo cierpliwie znosił moje wybuchy ekscytacji, bieganie pomiędzy wydawnictwami, przeciskanie się przez tłumy ludzi i targanie książek. Jest też autorem wszystkich zdjęć. Dziękuję!





niedziela, 3 listopada 2019

Krakowskie Targi Książki

Za nami bardzo książkowy weekend, obfitujący w spotkania, zakupy i mnóstwo czytelniczych emocji Międzynarodowe Krakowskie Targi Książki to dla wielu z nas wielkie święto na które wyczekujemy cały rok. Trwające cztery dni wydarzenie znane jest nie tylko w Polsce ale i na świecie, a stolicę małopolski odwiedzają znakomici pisarze i ludzie literatury z kraju i zagranicy. W tym roku po raz pierwszy świętowałam dwa dni - w sobotę i niedzielę i zdecydowanie są to najlepsze targi odkąd jeżdżę - od 4 lat. 

Brawo dla organizatorów Targów!
Po raz pierwszy od lat nie trzeba było stać w godzinowej kolejce do wejścia, jak w poprzednich latach. Już od bramy wejściowej były wyznaczone wejścia: dla gości, dla autorów, dla blogerów i osób posiadających bilety oraz do kas. To niesamowicie ułatwiło wejście i nie czekaliśmy w kolejce nawet minuty. Zdaję sobie sprawę, że przy tysiącach ludzi przybywających na targi to wcale ni jest łatwe. Tym bardziej: brawo, brawo, jeszcze raz brawo - nareszcie! 

Strzałem w dziesiątkę było utworzenie stref relaksu i postawienie ławeczek na trzeciej hali. O ile w sobotę na miejsce do odpoczynku trzeba było zapolować, tak w niedzielę już o wiele łatwiej było znaleźć wygodny fotel i chwilę odpocząć. Przy całodniowym pobycie to bardzo przyjemna perspektywa. 

Nie byłoby możliwości poruszania i odnalezienia się, gdyby nie mapy-plany targów. Od lat się sprawdzają w wersji papierowej, są naprawdę przejrzyste i ładnie opisane. Na prawdę nie wyobrażam sobie poruszania się bez tych planów. Na szczęście były dostępne tuż przy wejściu i w informacji. Punkty informacji również były bardzo pomocne, a panie i panowie którzy je obsługiwali poinformowani i uprzejmi. 

Organizowane akcje. Nie tylko spotkania z autorami, ale konkursy, automat z książkami, akcja książka za książkę (oddajesz książkę - dostajesz rabat na nową) czy z półki na półkę. Szczególnie ta druga, organizowana przez lubimyczytac.pl strasznie mi się spodobała! O akcji więcej niżej. 

Nie podobała mi się organizacja spotkania z Remigiuszem Mrozem. Okej, autor jest niesamowicie lubiany i wcale nie dziwiły mnie tłumy fanów. Najsmutniejsze jest to, że byli tacy którzy kulturalnie czekali w kolejce już nawet 3 godziny przed spotkaniem i... nie dostali się. Bo obok utworzyła się druga "kolejka", a raczej dzicz która wpychała się na siłę. Organizatorzy mogli przewidzieć, że tak będzie i mogli utworzyć kolejki z barierek - jak zresztą było w innych salach, a tu tego zabrakło. Za to niestety duży minus. 

Niezmiennie też pozostaje na targach problem tłoku i bardzo ciasnych przejść pomiędzy stoiskami. Spotkania z autorami organizowane są przez większość wydawnictw na mikroskopijnej przestrzeni. W tłumie ciężko jest się poruszać i nawet oddychać. Zdaję sobie sprawę, że to kwestia budynku, ale warto byłoby pomyśleć na przyszłość o zapewnieniu większej przestrzeni.

Dużym minusem jest też to, że osoby które posiadają bilety jednodniowe nie mogą opuścić hali i wrócić na przykład za godzinę na tym samym bilecie. Wielka szkoda, bo na hali jest naprawdę tłoczno, a często czekamy na spotkanie z autorem kilkadziesiąt minut czy nawet kilka godzin. To idealna okazja by się przewietrzyć i zaczerpnąć świeżego powietrza. Jednakże kupowanie biletu po raz drugi zniechęca.. i wcale mnie to nie dziwi. A gdyby tak można było wyjść i wrócić, to z pewnością byłoby luźniej na halach, w strefach wypoczynku i kawiarniach. 


Targowe zdobycze. Czyli autografy, zakupy i wymiana

Pierwszy stosik, to książki które już miałam i zabrałam z domu by zdobyć autograf. 

Udało mi się spotkać z Katarzyną Bereniką Miszczuk, Nataszą Sochą, Alicją Sinicką, autorkami Zakochane Zakopane, m.in. Magdą Stachulą i Agnieszką Krawczyk, Justyną Bednarek i Jagną Kaczanowską, Anią Niemczynow, Magdaleną Witkiewicz, Magdaleną Kordel, Agatą Przybyłek i Krystyną Mirek. Więcej o spotkaniach będzie w drugiej części relacji. :) 




Drugi stosik, to książki kupione na targach - we wszystkich udało mi się też zdobyć autografy. Jak widać, dominują książki świąteczne, bo Krakowskie Targi Książki to pierwszy wysyp takich książek. Niedługo zatem zacznę się wprowadzać w świąteczny klimat :) 

Jesteś powołany i stworzony do szczęścia - Ojciec Leon Knabit
Uwierz w Mikołaja - Magdalena Witkiewicz
Bądź moim światłem - Agata Przybyłek
Najmilszy prezent - Agnieszka Krawczyk 
Jaga - Katarzyna Berenika Miszczuk
Świąteczny sekret - Krystyna Mirek
Przestań narzekać, zacznij żyć - Ojciec Leon Knabit
Szczypta nadziei - Agnieszka Olejnik 



Trzeci stosik - ten który najbardziej cieszy, to książki wygrane i wymienione w wymianie organizowanej przez Lubimy czytać - Z półki na półkę

Jestem pod wrażeniem tej akcji i świetnego pomysłu! Każdy uczestnik targów mógł przynieść 5 książek na wymianę i tyle samo potem odebrać. Na wymianę były książki od wydawnictw oraz te, które przynieśli inni uczestnicy. Byłam pozytywnie zaskoczona, bo można było upolować naprawdę fajne książki! I tak razem z mężem z wymiany przywieźliśmy w sumie 6 książek: 

Dziewczyna, która czytała w metrze
Anielski kokon
Na gwiaździstych morzach - ta cieszy mnie szczególnie, bo od dawna na nią polowałam
Droga do marzeń
Blisko mnie
Słodkie życie

We wspólnym rytmie - wygrana w akcji Zdjęcie z książką 




W drugiej części relacji opowiem trochę o spotkaniach z autorami. Jedno jest pewne.. już się nie mogę doczekać przyszłych targów! 




sobota, 2 listopada 2019

O chłopcu który ujarzmił wiatr - William Kamkwamba, Bryan Mealer

O chłopcu który ujarzmił wiatr to prawdziwa historia Williama, który jako nastolatek ocalił mieszkańców rodzinnej wioski przed nieuniknioną śmiercią głodową.

W 2001 roku afrykańską wioskę nawiedziła straszliwa klęska głodu. Z powodu braku pieniędzy chłopiec musiał porzucić szkołę. Jednakże dzięki swojemu uporowi i kreatywności udało mu się odmienić życie setek ludzi. William Kamkwamba postanowił skonstruować wiatrak z części, które udało mu się znaleźć na złomowisku. Maszyna pozwoliła mu doprowadzić prąd do gospodarstw i nawodnić pola, ratując przed śmiercią głodową mieszkańców wioski.

Opowieść rozpoczyna się od wczesnego dzieciństwa Williama. Poznajemy osoby bliskie chłopcu, jego rodzinę, dom i środowisko w którym żyje. Chłopiec od dziecka wraz z rodzeństwem pomaga rodzicom na farmie kukurydzy. Jest bardzo zdolny i od najmłodszych lat drzemie w nim pragnienie zdobywania wiedzy. Ucząc się w szkole jest zafascynowany wieloma rzeczami, by w okresie wczesnego dojrzewania znaleźć coś czemu poświęca się w pełni. Zgłębiania wiedzy o elektryczności to hobby które fascynuje Williama i które chłopak bardzo chce zgłębiać. Klęska głodu która opanowała Malawię w 2001 pogruchotała marzenia Williama o dalszej nauce i rozwoju. Jednak nie poddał się i zrobił coś, co zmieniło losy mieszkańców wioski.

O chłopcu który ujarzmił wiatr to połączenie powieści przygodowej i biografii. Oprócz losów chłopca poznajemy kulturę afrykańską, zwyczaje i tradycje panujące w Malawi, na przykład szamańskie obrzędy. Poznajemy też tę brutalną stronę codzienności – walkę o przetrwanie, trudy codziennego zmagania ze zwykłymi czynnościami i niełatwe warunki życia mieszkańców. Klęska suszy jaka dotknęła kraj jest opisana w bardzo wiarygodny sposób – mocno przemawia do czytelnika i nie oszczędza przykrych szczegółów.

Wszystko co opisuje książka jest o tyle wiarygodne i rzeczywiste, że wydarzenia poznajemy z perspektywy głównego bohatera, który zarazem jest współautorem książki. To także sprawia, że mocniej przeżywamy wzloty i upadki Williama, mocniej przeżywamy to co on czuje i czego doświadcza.

Książka przede wszystkim pokazuje, że nauka, ciężka praca i determinacja w dążeniu do celu są najważniejszym krokiem do sukcesu. Pokazuje też barierę jaka jest pomiędzy nami – ludźmi żyjącymi w krajach rozwiniętych a ludźmi żyjącymi w krajach Trzeciego Świata. To my nie potrafimy docenić tego co mamy, tego co dla nas jest oczywiste – woda, prąd, zmieniające się pory roku. To co dla nas jest oczywistością, dla nich jest szczytem marzeń. To również triumf Williama – po tym jak poprzez swój upór ocalił mieszkańców rodzinnej wioski udało mu się wyjechać do Stanów Zjednoczonych, gdzie ukończył studia i rozpoczął pracę w organizacjach pomocy krajom trzeciego świata, działających na rzecz rozwoju i poprawy szkolnictwa w Afryce i Azji.

O chłopcu który ujarzmił wiatr to powieść pokazująca triumf marzeń, nauki i silnej woli. Powieść, która wzbudza motywację, wiarę w siebie i swoje marzenia. To książka dla tych którzy nie wierzą w swoje możliwości i dla tych, którzy potrzebują impulsu do działania.

Zapraszam po nowości - O chłopcu który ujarzmił wiatr i nie tylko do Taniej Książki. 

piątek, 11 października 2019

Historia naszych pożegnań - Agata Przybyłek

Basia pracuje jako kucharka i razem z bratem Julianem mieszka w skromnym mieszkaniu socjalnym. Rodzeństwu nie powodzi się najlepiej, dlatego kobieta podejmuje dodatkową pracę jako opiekunka pewnej staruszki, swojej imienniczki. Barbara, niezwykle ciepła i przyjaźnie usposobiona opowiada jej historię wielkiej i romantycznej miłości. Zaczęło się od przypadkowego spotkania z Tadeuszem. Rodzące się pomiędzy nimi uczucie splata się z historią miłosną niemieckiego malarza sprzed wojny i polskiej dziewczyny.

Basia i Julian, Barbara i Tadeusz, Anna i Josef – trzy różne historie, w różnych czasach, które ostatecznie coś połączy.

Historia naszych pożegnań to powieść wielowątkowa, pokazująca wszystkie strony życia i barwy miłości. To powieść niezwykle życiowa, sprawiająca wrażenie, że przecież to wszystko mogło wydarzyć się naprawdę, tuż obok nas. To bardzo piękna, mądra powieść o samym życiu.

Basia i Julian to młode osoby, mocno doświadczone przez życie. Julian jest w technikum i pragnie pomóc siostrze w ich utrzymaniu, dlatego często podejmuje się dorywczych prac. Jego rówieśnicy nie rozumieją z jakimi problemami się boryka, co jest częstą przyczyną nieporozumień i przykrych sytuacji. Fakt, że chłopak mieszka z siostrą w mieszkaniu socjalnym na wsi, z dala od miasta w żaden sposób nie poprawia jego sytuacji. Rodzeństwo często ledwie wiąże koniec z końcem, często muszą podejmować trudne decyzje, nie tylko finansowe. Mimo problemów starają się żyć jak najlepiej, cieszyć z całych rzeczy i doceniać to, co dla innych jest rutyną.

Pani Barbara to starsza osoba, niewidząca, która najbardziej ze wszystkiego potrzebuje towarzystwa. Pojawienie się w jej życiu Basi znów na chwilę przywraca barwy i chęć do życia. Snute historie na spacerach przynoszą Barbarze pewne oczyszczenie i przede wszystkim radość, że może się z kimś nimi podzielić. Przenosimy się w zupełnie inny świat, a historia opowiadana przez staruszkę jest niezwykle piękna i romantyczna.

Osobiście jestem zakochana w historii Anny i Josefa – historii miłosnej polskiej młodej dziewczyny do Niemca, która sama w sobie nie jest łatwa, a fakt, że przypada w czasie wojny dodatkowo komplikuje i tak skomplikowaną już miłość. Dodatkowo uprzedzenie rodziców dziewczyny do niemieckiego malarza i złe spojrzenia innych ludzi uprzykrzają życie młodym zakochanym. Ja uwielbiam takie historie, z odrobiną tragizmu i jednoczesnym przeświadczeniem, że tak trudna miłość, w czasie wojny, jest mocniejsza i prawdziwsza niż jakakolwiek inna.

Powieść jest bardzo emocjonalna, porusza w czytelniku te najczulsze struny. Tematem przewodnim jest miłość: ta pomiędzy rodzeństwem, romantyczna, zakazana, prawdziwa. Pokazuje, że życie ma wiele barw i nigdy nie wiemy co czeka nas za zakrętem, co czeka nas kolejnego dnia. Autorka porusza kwestię szufladkowania ludzi i utykania pewnych zachowań w schematy, które często bywają bardzo krzywdzące, podobnie jak niesprawiedliwa i pochopna ocena. Pokazuje, jak smutna może być samotność, zwłaszcza ta, która doskwiera starszym ludziom, nieraz zapomnianym przez najbliższych. Nie zdajemy sobie sprawy, że właśnie ci starsi ludzie to ogromne skarby, którzy chętnie podzielą się z nami swoją historią, swoimi przeżyciami i doświadczeniami. Ważne jest, by wykorzystywać czas, który dostajemy od życia za darmo w pełni, na sto procent, tak, by za kilkadziesiąt lat nie żałować ani chwili.

Zakończenie jest przewrotne, jednocześnie przywołujące na twarz uśmiech.

Po Bądź przy mnie zawsze ta książka jest moją ulubioną z domkowej serii.

Zapraszam do Taniej Książki po nowości w super cenach!

wtorek, 17 września 2019

Fangirl - Rainbow Rowell

Staram się nie określać książek tym słowem, ale w tym przypadku muszę, bo takie określenie pasuje najlepiej: ta książka jest fajna!

Już dawno wyrosłam z młodzieżówek i miałam duże obawy przed sięgnięciem po tę pozycję, ale tak długo czekała na swoją kolej na półce, że stwierdziłam, że im dłużej będę odkładać, tym starsza będę i tym większe będą obawy 😊

I muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczona, bo książkę nie dość że czyta się szybko, to wciąga i wcale nie odniosłam wrażenia że jest skierowana wyłącznie do nastolatków. Owszem, jest o nastolatkach, ich pierwszych miłosnych rozterkach i akcja rozgrywa się w trakcie roku szkolnego a głównym miejscem akcji jest szkolny akademik, ale mają też problemy, z którymi zmagać muszą się dorośli ludzie.

Głównymi bohaterkami książki są siostry bliźniaczki, Cath i Wren. Rozpoczynają właśnie nowy etap w w swoim życiu, i za sprawą decyzji Wren, ku wielkiej rozpaczy Cath po raz pierwszy robią coś osobno. Wren jest duszą towarzystwa, śmiałą, odważną i przebojową. Cath z kolei jest nieśmiałą, nieco wycofana. Uwielbia pisać fanfik o swoim ulubionym czarodzieju Simonie Snow, który swoją drogą zdobył większą popularność w sieci niż książki na którym jest oparty. Do tej pory razem z Wren tworzyły historię o młodym czarodzieju, a teraz Cath została z tym sama. W życiu Cath pojawia się Regan – jej współlokatorka, starsza od niej i inaczej podchodząca do życia, jednakże z czasem stają się sobie bliskie. Poznaje również Leviego, który cały czas przesiaduje w ich pokoju. Jest również ktoś, dla kogo serce Cath zabije mocniej.

Cath i Wren wychowywane były przez ojca, ich matka zostawiła je gdy były małymi dziewczynkami. Po latach chce odzyskać kontakt z córkami, ale tylko jedna z dziewcząt jest ku temu skłonna. Cath nie ufa jej i uważa, że krzywdy jakie wyrządziła im i ojcu są niewybaczalne. Ojciec bliźniaczek także zmaga się z problemami. Uciekając od problemów, ucieka w pracę, co już kilkakrotnie skończyło się dla niego bardzo źle. Cath obwinia siebie za stan ojca, bo sądzi, że gdyby była na miejscu (a nie w oddalonej o kilkaset kilometrów szkole) udałoby się uniknąć przykrych przeżyć. Oprócz tego, Cath musi zmagać się z problemem adaptacji w nowym miejscu, przełamywaniem lęków, barier. Czasem musi nauczyć się robić coś, co nie do końca jest jej na rękę.

Mimo wszystko, książkę czyta się z lekkością i uśmiechem. Miło było powrócić do tego typu literatury i dostać coś naprawdę przyjemnego. Przez chwilę poczułam się jakbym znów miała naście lat i całą sobą przeżywałam to, co bohaterowie. Fangirl to powiew świeżości i młodości, który warto sobie zafundować na jesienny wieczór. 


Przeczytana w ramach wyzwania Zatytułuj się. 


wtorek, 27 sierpnia 2019

Opiekunka - Sheryl Browne

Kilkuletnia Grace w tragicznym pożarze traci wszystko – dom, rodzinę, siostrę. Śledztwo w sprawie tragedii prowadzi min. młody policjant Mark. Dziewięć lat później w pożarze swój dom traci Jade – młoda, samotna dziewczyna, sąsiadka Marka i Melissy. W przypływie empatii Melissa proponuje kobiecie, by ta na pewien czas zatrzymała się u nich. Tak się składa, że Mel i Mark mają dwójkę dzieci, a Melissa potrzebuje pomocy w opiece nad córkami. Mark jest policjantem, Melissa artystką. Są idealnym małżeństwem, mimo, że bardzo długo starali się o potomstwo i przeżyli niejeden cios, włącznie z utratą wymarzonego dziecka. Jade spada im jak z nieba. Są nią zachwyceni, bo bardzo szybko załapała znakomity kontakt z Evie i Poppy . Nie zauważają jednak, że od momentu pojawienia się w ich domu Jade, małżeństwo zaczyna się od siebie oddalać, coraz częściej kłócić i wzajemnie obwiniać.

Opiekunka to thriller psychologiczny najwyższej klasy. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, jak doskonałe portrety psychologiczne bohaterów wykreowała autorka. Nie tylko zresztą bohaterowie, ale też wydarzenia są nacechowane emocjami bardzo mocno i ogromnie działają na uczucia czytelnika. Autorka porusza wiele ważkich tematów, ale uwaga – nie przytłacza. Choć wydaje się, że może jest za dużo tragedii, to jednak wszystko ze sobą naturalnie współgra. Sam motyw pożaru i utraty całego dobytku jest już trudny. W międzyczasie w miasteczku dochodzi do porwania małej dziewczynki. Mark, który sam kilka lat temu stracił dziecko podchodzi do tej sprawy wyjątkowo uczuciowo. Za wszelką cenę chce odnaleźć dziewczynkę i skrócić cierpienia rodziców. Podczas gdy on oddaje się pracy, w jego domu Jade przejmuje stery. Zasiewa ziarna niepokoju, maleńkie drobinki wątpliwości a nawet oskarżeń, które kiełkują podlewane drobnostkami. Mark nie zauważa, że w jego małżeństwie zaczyna dziać się coś złego. A autorka doskonale pokazuje proces rozpadania się małżeństwa i rodziny. Od pierwszej, maleńkiej, zdaje się nic nie znaczącej sprzeczki, poprzez nieporozumienia, niedomówienia, wzajemne oskarżenia, aż do wybuchu. Niewiarygodne jest to, jak długo może trwać taki proces, jak bardzo jest niezauważalny do momentu aż się wszystko zaczyna walić, a małe rzeczy kumulują się w potężną, destrukcyjną siłę. Mark i Melissa stopniowo zaczynają się od siebie oddalać, coraz mniej ze sobą rozmawiają, stają się podejrzliwi, padają słowa oskarżeń. Jest tylko jedna osoba, której taki stan rzeczy się podoba.. 

Drugą rzecz, jaką bardzo szczegółowo opisała autorka to proces załamania Melissy. To kobieta, która po stracie ukochanego dziecka popadła w depresję. Przy pomocy męża, jego obecności i bliskości udało jej się przezwyciężyć chorobę i normalnie funkcjonować. Melissa ucieka w sztukę – to coś, co uwielbia robić, co sprawia jej przyjemność i jednocześnie stanowi źródło dochodu. Gdy właśnie w tym polu kobieta zaczyna odnosić porażki, jej uporządkowane życie zaczyna się chwiać. Gdy dochodzą jeszcze problemy w małżeństwie bezpieczeństwo psychiczne Melissy jest mocno naruszone. Początkowo niewielkie trudności z koncentracją przeradzają się w emocjonalną burzę. Melissa nie jest w stanie pracować, opiekować się dziećmi, nie jest w stanie nawet zająć się sama sobą. Większość czasu przesypia, tkwi w marazmie, a chwile w których jest świadoma przeradzają się w małżeńskie sprzeczki. Nie bez znaczenia jest fakt, że ktoś pomógł Melissie doprowadzić się do takiego stanu. Robił to jednak tak umiejętnie, że nikt nie zdołał się zorientować. Autorka w ten sposób pokazuje, jak kruchym i wrażliwym materiałem jest ludzka psychika, jak łatwo jest kogoś zmanipulować i przedrzeć się w zakamarki ludzkiej wrażliwości i poczucia własnego ja.

Sheryl Brown pokazuje również, że zaufanie nieodpowiedniej osobie często bywa zgubne. Zwłaszcza, jeśli chodzi o opiekę nad dziećmi, istotami bezbronnymi, ufnymi i niewinnymi. Zaufanie nieodpowiedniej osobie może prowadzić do tragedii – ile się słyszy o porwaniach, uprowadzeniach czy choćby mniej drastyczny przykład – przemocy nad dziećmi.

Opiekunka to znakomity thriller psychologiczny bardzo mocno działający na wyobraźnię. Opisuje proces rozpadu małżeństwa i załamania psychicznego człowieka. Pokazuje, jak destrukcyjną siłą jej zazdrość i chore wyobrażenia o sobie i innych ludziach. Bardzo wciągający, bardzo dobry. Zdecydowanie jeden z najlepszych, jakie udało mi się przeczytać w tym roku.

Książka bierze udział w wyzwaniu Zatytułuj się. 

czwartek, 15 sierpnia 2019

Życie Cię kocha, Lili - Anna H. Niemczynow

Gdzieś spotkałam się z opinią, że Życie Cię kocha, Lili, to najbardziej pozytywna książka tego roku. I chociaż do końca roku jeszcze trochę czasu zostało, to śmiem sądzić, że rzeczywiście tak jest. Bije z niej ogrom pozytywnej energii, radości, takiej cudownej, życiowej mądrości.

Bohaterką powieści jest tytułowa Lili, pracująca w czasopiśmie dla kobiet. Osóbka bardzo barwna, postać mega pozytywna, pełna energii i przekonana, że cały świat jej sprzyja. Lili to taki dobry duszek, który z każdej sytuacji, nawet trudnej stara się wydobyć coś pouczającego i pozytywnego. Uważa bowiem, że wszystko czego doświadcza, dzieje się z jakiegoś powodu, a trudności czynią ją silniejszą i mądrzejszą na przyszłość. Swoje pogodne usposobienie zawdzięcza babci Rózi – kobiecie, która ją wychowała i dla której Lili jest najważniejszą osobą na świecie. Rozalia, mimo bądź co bądź podeszłego wieku jest równie przebojowa co jej wnuczka – ba, to właśnie z niej wnuczka czerpała wzorzec i autorytet.

Choć pogodne usposobienie Lili bardzo pomaga jej w życiu, wcale nie jest powiedziane że ma lekko. Wręcz przeciwnie – poprzez swoją ufność i wiarę w ludzi jest trochę naiwna i odnoszę wrażenie, że łatwo jest nią manipulować. Ma romantyczną duszę i choć brutalnie zraniona przez swojego (ex) partnera mocno wierzy w miłość. A tej wiary dodają jej listy na drzewach, które ktoś rozwiesza w mieście „dla Pani z autobusu linii..” Lili mocno zaangażowała się w miłosną historię zapisaną na kartkach papieru i poprzyklejaną na drzewach, bardzo chce pomóc odnaleźć się dwójce ludzi których listy dotyczą.  Lili ma moc zjednywania sobie ludzi. Szybko zyskała sympatię swojej szefowej Brygidy i pomogła zrozumieć jej wiele ważkich spraw. Stały się przyjaciółkami, takimi prawdziwymi od serca,  a odkąd w życiu Brygidy pojawiła się Lili wiele się zmieniło, na lepsze.

Lilianna, jak każdy człowiek ma swoje słabości. Autorka wcale jej nie wybiela, przeciwnie – robi z niej człowieka takiego jak my – z wadami, słabościami i problemami. Wątek Rózi i jej przyjaciół – dystyngowanej, acz nieco szalonej damy Kordelii, artystki Giny i sąsiada Zdzicha jest przeuroczy! Zabawny, a jednocześnie uświadamiający istotę przyjaźni. Pokazuje też, że starość nie musi być wyrokiem, że nawet po siedemdziesiątce można czerpać z życia, robić wiele dobrego dla siebie i innych i być tak po prostu – pogodnym i szczęśliwym.

Życie Cię kocha, Lili to bardzo lekka lektura, którą czyta się przyjemnie i bez wysiłku. Ilość dobrej energii jaka z niej emanuje wywołuje euforię, która utrzymuje się przez długi czas po przeczytaniu książki. I co więcej, to kolejna książka Pani Ani, która zostawia po sobie ślad i czegoś uczy. A czego, to już kwestia bardzo indywidualna, jestem jednak pewna, że każdy czytelnik coś w niej wyniesie.

Książka jest ogromną dawką pozytywnej energii. Fajne są afirmację, których w sumie jest 52. Pewnie ciężko od razu byłoby stosować w swoim życiu wszystkie, ale ja osobiście wybrałam sobie dwie, które co dzień powtarzam – to wcale nie jest takie trudne! . Książki Anny H. Niemczynow mają niewątpliwie charakter terapeutyczny, a ta powieść jest jak taki plasterek na poranioną duszę. Ma działanie kojące, regenerujące, motywujące i otwiera oczy na jeden fakt: życie jest cudem, życie nas kocha. 

wtorek, 23 lipca 2019

Harry Potter i Przeklęte Dziecko - J.K.Rowling, J. Tiffany, J. Thorne

Ponad dziesięć lat temu zaczęła się moja przygoda z Harrym Potterem. Kilkakrotnie czytałam książki, wielokrotnie oglądałam filmy i gdy na rynku pojawiła się informacja o „ósmej” części poczułam ogromne rozczarowanie i niczym w zasadzie nieuzasadnione zniechęcenie. Jak można dopisywać coś do tak perfekcyjnie zamkniętej historii? Pierwsza myśl: motywacją były pieniądze, bo na słynnym Harrym Potterze można nieźle zarobić.  Nie potrafiłam się jednak oprzeć i po jakimś czasie zdobyłam egzemplarz scenariusza sztuki Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Książka leżała na półce ponad dwa lata i nic nie wskazywało na to bym po nią sięgnęła w najbliższym czasie. Aż do momentu, kiedy podczas wycieczki do Londynu trafiłam na dworzec King’s Cross i zobaczyłam na własne oczy peron 9 i ¾ i całą tę magiczną otoczkę. Po powrocie do domu wiedziałam już, że czas powrócić do Harry’ego i co prawda nie bez obaw sięgnęłam po zapomnianą lekturę. 

Jak się okazało, wcale nie było tak źle. Wiadomo, że to już nie „ten” Harry Potter, jego magia uległa lekkiemu zatarciu, ale wciąż odczuwany jest ten niepowtarzalny klimat – peronu na dworcu King’s Cross i pożegnań młodych czarodziejów z rodzinami, Expresu Hogwart, ogrom Hogwartu, wyjątkowość profesorów czy Tiary Przydziału. Bohaterowie sztuki są nam również w większości dobrze znani. Harry i Ginny Potterowie, Hermiona Granger-Weasley i Ron Weasley, Draco Malfoy oraz ich dzieci. Osobiście uważam, że dorośli bohaterowie są tacy, jacy być powinni. Jedynie trochę szkoda mi postaci Rona, bo w moim odczuciu został zepchnięty do rangi takiego brzydko mówiąc – pachołka Hermiony, który nie do końca wie kim jest i  co właściwie się dzieje. Bardzo, bardzo nad tym ubolewam bo Ron to wspaniały bohater, z poczuciem humoru, a tu ten humor został wykorzystany przeciwko niemu i zrobiono z niego błazna.

Strasznie mi się spodobało, że twórcy powiązali ze sobą losy bohaterów, którzy nienawidzili się w Hogwarcie – Harry’ego, Hermiony, Rona i Dracona Malfoya. Zabieg ten pokazuje, jak upływ lat działa na nienawiść, dawne krzywdy i nieporozumienia. Chociaż wciąż nie pałają do siebie przesadną sympatią, to ich stosunki są wystarczająco poprawne, a w niektórych momentach można by rzec, że nawet koleżeńskie. Oczywiście bez przesady. Łączy ich na pewno jedno – troska o swoje dzieci, i w obliczu zagrożenia potrafią się zjednoczyć i wspólnie stawić czoła złu, mimo uprzedzeń i dawnych zadr.
Historia dzieci Pottera i Malfoya jest początkowo bardzo podobna do historii ich ojców. Pada propozycja przyjaźni i tym razem nie ma odrzucenia. Scorpius – syn Dracona i Albus – syn Harry’ego zaprzyjaźniają się od pierwszego dnia. Wielka jest ich radość, gdy trafiają do tego samego domu w szkole. Niestety ta przyjaźń dzieje się kosztem innej przyjaźni, co pokazuje jak jesteśmy czasami uprzedzeni do innych ludzi przez wzgląd na przeszłość ich rodzin czy właśnie – nieporozumień między dorosłymi.

Oczywiście, nie brakuje elementów pokazujących jak bardzo zmienił się nasz świat od czasów pierwszego Harry’ego Pottera. Mimo, że nie jest to napisane wprost i być może sama sobie trochę domawiam, to w scenariuszu ma odzwierciedlenie ideologia gender. Scorpius i Albus są przyjaciółmi, choć w mojej opinii ta ich przyjaźń czasami znacząco wykracza poza ramy. Może to tylko siła mediów i przez wzgląd na to co się ostatnio dzieję odnajduję nawiązania wszędzie, a może rzeczywiście taki był zamysł autorów?

Cudownie było powrócić w mury Hogwartu. Spotkać się z moją ukochaną Minerwą McGonagal, powrócić do wydarzeń sprzed lat, odwiedzić nawet Dolinę Godryka i zobaczyć świat Harry’ego z nieco innej perspektywy.  Uważam, że Harry Potter i Przeklęte Dziecko to przyjemny powrót do lat dzieciństwa. Pokazanie życia czarodziejów których znaliśmy gdy byli dziećmi – jak większość z nas wtedy, podczas czytania jako dorosłych już ludzi. Dzięki temu miałam, wrażenie, że oni gdzieś tam żyją – ich życie nieubłaganie toczy się, tak jak życie każdego z nas – że tak jak my zakładają rodziny, mają dzieci, na czołach przybywa zmarszczek a los nie oszczędza im prozaicznych zmartwień i trudów codzienności. Tym, którzy są niezdecydowani nie odradzam, ani nie zachęcam. Polecam tylko, aby potraktować tę książkę z dystansem i nie traktować jej jako kontynuację, a bardziej jako przegląd z życia bohaterów. Jedno jest pewne – Harry Potter nadal czaruje, nadal zachwyca i pożera na długie godziny czytelnicze dusze. Gdybym tylko miała nadmiar czasu i brak książek do czytania, zabrałabym się od nowa za całą serię. I wiem, że kiedyś to w końcu zrobię.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Zatytułuj się. 

piątek, 19 lipca 2019

W promieniach szczęścia - Agata Przybyłek

Dziewiętnastoletnia Łucja jest wzorową studentką pierwszego roku prawa. Pochodzi z biednej rodziny, utrzymuje się ze stypendium, które jest jedynym źródłem jej dochodów. Ma duże ambicje i pragnie osiągnąć w życiu coś więcej, by mogła być z siebie dumna i by jej rodzice mogli być z niej dumni. Wszystko zmienia się, kiedy w dniu egzaminu znajduje na śmietniku dziecko.

Justyna cierpi na depresję. Wydarzenia z przeszłości boleśnie wracają i nie dają o sobie zapomnieć. Dopiero po latach dochodzi do głosu żal i wyrzuty sumienia. Pogrążona w smutku i marazmie rozpaczliwie szuka ukojenia, jednak to nie przychodzi. 

W promieniach szczęścia to druga z serii książek z domkami. Pierwsza mnie totalnie oczarowała, nic więc dziwnego że i tu miałam spore oczekiwania. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona faktem, że dostałam coś zupełnie innego nie tylko ze względu na poruszaną tematykę, ale i kalibru powieści. Autorka wzięła sobie na warsztat bardzo, bardzo delikatny temat - porzucenie dziecka. Ukazała wszelkie konsekwencje takiego posunięcia, począwszy od tego jak dużą krzywdę matka wyrządza dziecku, jak i to, że każdy uczynek prędzej czy później będzie rozliczony, bo wszystko co czynimy wraca do nas. 

Łucja jako młoda kobieta, jeszcze nastolatka znajduje na śmietniku małą dziewczynkę, której nadaje imię Gloria. Bierze ją w swoje ramiona i czuje coś wyjątkowego. Gdy po długim czasie nikt nie zgłasza się do ośrodka adopcyjnego, sama postanawia jako samotna matka starać się o prawa do opieki nad Glorią. Dziewczynka nie jest w pełni zdrowa, ale ciepło i miłość jakie Łucja czuje w sercu zdają się wynagradzać wszelkie trudy i problemy. Postać Łucji to piękny przykład osoby, która poświęca swoje marzenia i plany dla dobra małego człowieka, który jest bezbronny, całkowicie zdany na czyjąś opiekę. Łucja to dziewczyna o wielkim sercu, która w wieku dziewiętnastu lat porzuciła studia, imała się każdej pracy, byleby tylko zapewnić jak najlepszy byt swojej córeczce - córeczce, którą biologiczna matka porzuciła na śmietniku. Należy dodać, że miłość jaką obdarzyła Glorię była piękna, czysta i tak silna jak żadna inna. 

Łucja jak każda młoda kobieta pragnie również innej miłości - tej romantycznej. Choć nigdy się nie skarży ani o tym nie myśli, potrzebuje kogoś kto by ją wspierał, otaczał troską i o nią dbał. Warunek jest jeden - musi pokochać nie tylko ją, ale i jej córeczkę. Kiedy na drodze Łucji staje Łukasz, świat nabiera innych barw. Nie robi sobie nadziei, nie odchodzi od zmysłów. Uczucie przychodzi raczej spokojnie, bez fajerwerków, bez rozgłosu.

Zupełnie inną perspektywę przedstawia nam Justyna. Od początku domyślałam się, kim ona jest i nie pomyliłam się. Opowiadając swoją historię, historię destrukcyjnego stopniowo się oczyszcza, wyrzuca z siebie to wszystko co dotąd zatruwało jej ciało i umysł. Dopiero po latach dociera do niej sens jej czynów, dochodzi do głosu żal, smutek, wyrzuty sumienia. Chce naprawić swoje błędy, ale na niektóre jest już za późno. 

Brakowało mi co prawda rozwinięcia niektórych wątków, pewnego dopełnienia. Odniosłam wrażenie, że powieść została trochę zbyt szybko zakończona, jakby urwana, ale może właśnie taki był zamysł autorki, by pozostawić czytelnikowi furtkę i samemu dopisać sobie historię Łucji, Glorii, Łukasza i Justyny. 

W promieniach szczęścia określiłabym jako słodko-gorzką powieś o blaskach i cieniach codziennego życia. Przede wszystkim jednak to piękna powieść o prawdziwej matczynej miłości, która nie musi być uwarunkowana więzami krwi. W promieniach szczęścia to nostalgiczna opowieść o dziewczynie, która powodowana miłością rzuca wszystko, by tylko zapewnić maleńkiej istotce dom, ciepło i miłość. Z drugiej strony, to również historia kobiety, która w pewnym momencie bardzo pogubiła się w życiu i dopiero po wielu latach w pełni rozumie swoje błędy. Nostalgiczna, przepełniona wzruszeniem, pełna życiowej mądrości.

Książka przeczytana w ramach wyzwania Zatytułuj się. 

sobota, 13 lipca 2019

Listy zza grobu - Remigiusz Mróz

Remigiusz Mróz w nowej odsłonie bardzo miło zaskakuje! Choć serię o Chyłce uwielbiam to fajnie jest przeczytać coś innego, świeżego i na dodatek super wpasowującego się w mój czytelniczy gust. Po niezbyt udanym spotkaniu z Hashtagiem początkowo całkowicie miałam sobie odpuścić nową serię - bo wszystko na to wskazuje, że będzie to seria, ale całe szczęście, że w końcu się zdecydowałam! 

Dwadzieścia lat po śmierci ojca Kaja Burzyńska - Burza wciąż otrzymuje od niego listy. Z biegiem lat zaczyna dostrzegać w nich drugie dno. Tymczasem po dwudziestoletniej nieobecności do miasteczka wraca Seweryn Zaorski, patomorfolog najlepszy w swoim fachu. Kupuje zrujnowany dom rodzinny Kai i wraz z dwoma córeczkami zaczyna nowe życie. Podczas remontu odnajduje skrytkę w której ojciec Kai ukrył materiały rzucające nowe światło na sprawę sprzed dwóch dekad. Wraz z Kają szybko dochodzą do wniosku, że to co znalazł i listy które Burza otrzymuje są ze sobą połączone. 

Seweryn Zaorski, najnowszy bohater Remigiusza Mroza jest chyba najlepiej wykreowanym bohaterem autora. Samotny ojciec dwójki dzieci - czuły, troskliwy i opiekuńczy, gotów zrobić dla swoich córek wszystko. Diabelnie inteligentny i sprytny, z poczuciem humoru, wyjątkowo dokładny i skrupulatny w tym co robi. Być może trochę przypomina innych bohaterów autora, ale Seweryn jest oryginałem, jedynym w swoim rodzaju i od teraz moim ulubioną postacią od Mroza. Jest wokół niego otoczka tajemnicy, momentami nawet budzi grozę i potrafi bardzo zmieszać uczucia czytelnika względem niego, ale to tylko działa na jego korzyść. Pozostali bohaterowie powieści również są barwni i realni, jak choćby Kaja - dawna miłość Seweryna, żona aktualnego burmistrza i policjantka. Losy Kai i Seweryna splatają się nie tylko na płaszczyźnie prywatnej ale i zawodowej, dlatego powstaje mieszanka niemalże wybuchowa. 

Powieść wydaje się na pozór oczywista i niby od samego początku wskazuje to co powinno być tajemnicą. Wydawało mi się to jednak zbyt banalne jak na Mroza i oczekiwałam wyjaśnienia, które owszem, dostałam, ale i tak zupełnie inne niż się spodziewałam. Czy autor zaskakuje? Owszem, bardzo, choć uważam, że stać go było na coś bardziej zagmatwanego. Z drugiej strony, czasem najprostsze wyjaśnienia okazują się być tymi najmniej oczywistymi, więc element suspensu jak najbardziej jest i spełnił swoje zadanie. 

Po raz pierwszy w książce Mroza tak mocno zaznaczył się wątek obyczajowo - miłosny. I uważam, że w tym przypadku zadziałało to wyjątkowo korzystnie, bo połączenie wątku kryminalnego i zakazanej miłości jeszcze bardziej podgrzało atmosferę i pobudziło emocje czytelników. 

Tajemnice sprzed lat, rozwiązywanie zagadki, docieranie do śladów zbliżają Kaję i Seweryna, jednocześnie zbliżając ich do rozwikłania zagadki i przybliżają do dużego niebezpieczeństwa, które może być zagrożeniem nie tylko dla nich ale i dla ich rodzin. 

Listy zza grobu czyta się szybko, przyjemnie i ciężko jest odłożyć książkę, bo końcówka rozdziału to przyczynek do czegoś większego co mocno pobudza wyobraźnię. Autor jest mistrzem w pozostawianiu czytelnika w niepewności i chyba dzięki temu sprawia, że jego książki są nieodkładalne. Świetny thriller, który trzyma w napięciu, wątek obyczajowy nieco łagodzi fabułę, ale całość jest wręcz idealna. Książka w sam raz do poczytania, spędzenia miło popołudnia albo dwóch. Gwarantuję, że będziecie na wszelkie sposoby próbować odgadnąć tajemnicę i pewnie i tak wam się nie uda. A czy nie to lubimy najbardziej w takich książkach? 

Książka bierze udział w wyzwaniu Zatytułuj się. 

wtorek, 25 czerwca 2019

Tam gdzie serce Twoje - Krystyna Mirek

Krystyna Mirek to autorka którą poznałam stosunkowo niedawno i wciąż gdy sięgam po jej książki czuję trochę niepewności podszytej ekscytacją, zaciekawieniem i sporymi oczekiwaniami. Jak dotąd jeszcze nigdy się i nie zawiodłam i jestem pełna podziwu, że autorka tak pięknie pisze o codzienności, przemycając trudne życiowe sytuacje i tak dużo obrazów rzeczywistości, ile tylko zdoła zmieścić w powieści. Jednocześnie nie przytłacza i nie męczy czytelnika.

Tam gdzie serce Twoje to kolejna książka z ogromną dawką prawdziwego życia, nadziei i życiowej mądrości. Mąż Laury jest cenionym kardiochirurgiem. Kobieta poświęciła wszystko, całą siebie dla swojego małżeństwa. Żyją na wysokim poziomie, nie brakuje im niczego, co można by było zdobyć za pieniądze. Jednak okazuje się, że bogactwo, szacunek i poważanie w pewnych kręgach nie są wystarczające, kiedy w małżeństwie brakuje prawdziwej miłości. Zarówno Laura jak i jej mąż bardzo pragną dziecka, ale mają trudności z poczęciem. Z pokorą znosi oskarżenia zarówno ze strony męża jak i teścia, w końcu jednak presja i upokorzenie jakich zaznaje dają upust emocjom i o czwartej nad ranem rzuca wszystko i wyrusza na drugi koniec Polski. W małym sopockim pensjonacie Laura zaznaje ukojenia. Spotyka ludzi, którzy serdecznie ją przyjmują, i choć podobnie jak ona są pokiereszowani przez życie, znajduje w nich wsparcie i zrozumienie. Poznaje też pana Alberta, który lata temu znalazł skarb, ale nie potrafił się nim podzielić z bliskimi, przez co stracił rodzinę.

W bardzo przyjemnej i bądź co bądź lekkiej powieści autorka zawiera wiele życiowych prawd. Stawia przed czytelnikami mnóstwo pytań, zwraca uwagę na uniwersalne prawdy tak często spychane na boczny tor i zwyczajnie nie zauważane w natłoku codziennych spraw. Przede wszystkim mówi o pragnieniu dziecka, tak silnym, że aż bolesnym. Dziecko to cud i jego poczęcie powinno być świadome, od pierwszych chwil rodzice powinni pragnąć dziecka. Niestety w przypadku małżeństwa Laury to pragnienie jest destrukcyjne – z biegiem czasu małżonkowie zapominają o miłości a oskarżenia i wyrzuty zacierają istotę pragnienia dziecka. Ta powieść pokazuje też, że bardzo ważne jest aby małżeństwo było przede wszystkim razem – aby jedno było murem za drugim, aby współdziałać i tworzyć jedność. Ważne jest, by mąż i żona mieli jedno zdanie przeciwko – kolokwialnie mówiąc – światu. Często tę jedność zaburzają rodzice czy teściowie, na co niestety zbyt często, nieraz z szacunku albo nawet strachu się pozwala.

Autorka porusza też w szczególny sposób kwestię dóbr materialnych. Postać pana Alberta – starszego Pana, bardzo już doświadczonego przez życie i noszącego w sobie wiele przeżyć i historii pokazuje, że nie zawsze znalezienie cennego skarbu jest furtką do szczęścia. Czasami jest wręcz przeciwnie – gdy do głosu dojdzie zapomnienie możemy stracić coś o wiele cenniejszego niż kosztowny skarb. Historia Alberta to jednak nadzieja na to, że nawet po wielu latach możemy naprawić wyrządzone krzywdy, bo życie zawsze daje nam drugą szanse i nigdy nie skreśla żadnego człowieka.

Tam gdzie serce Twoje jest powieścią w sam raz na ten wakacyjny czas. Jest lekka, przyjemna, uroku dodaje jej morski, wakacyjny klimat.

Powieść Krystyny Mirek to kolejna historia ludzi, którzy pogubili się w życiu, ale wciąż bardzo mocno pragną żyć jego pełnią. To historia o trudnych życiowych wyborach, o potrzebie przebaczenia i wybaczaniu. Pokazuje, że największą siłą jest miłość i że to właśnie miłość jest największym skarbem, bezcennym. Tam gdzie serce Twoje to powieść o drugich szansach, przypomina o tym, co jest w życiu najważniejsze i czego się nie da kupić za pieniądze.