niedziela, 10 września 2017

Po prostu bądź - Magdalena Witkiewicz

Tytuł: Po prostu bądź
Autor: Magdalena Witkiewicz
Ilość stron: 336
Moja ocena: 9/10


Po prostu bądź to druga książka Magdaleny Witkiewicz, którą miałam okazję przeczytać. 
Piękna okładka, zachęcający opis, setki pozytywnych recenzji i tysiące pochlebiających słów o powieści. Książkę miałam na półce od dawna i pożyczałam ją nawet wcześniej koleżankom i wszystkie oddawały mi ją ze łzami w oczach. Byłam ciekawa, czy ja zareaguję podobnie. O co więc tyle szumu? 

Paulina mieszka na wsi z rodzicami, którzy już zaplanowali jej przyszłość. Zostanie w domu i wraz z nimi będzie pracować na gospodarstwie. Ba! Mają dla niej już nawet męża. Chłopaka, którego zresztą Paulina kocha od dziecka - jak brata, bo on ma inne plany. Pola marzy jednak o czym innym. Chce wyjechać do Gdańska i tam studiować architekturę. Adrian, jej przyjaciel i niedoszły mąż pomaga jej z całych sił ziścić jej marzenie o studiowaniu. Wbrew rodzicom Paulina wyjeżdża na studia. Tam zaczyna nowe życie. Tam wszystko się zaczyna. 

W książkach Pani Witkiewicz jest coś, co wyróżnia je spośród pozostałych. Można powiedzieć, że autorka ma swój podpis, który zostawia pod każdą napisaną powieścią i po jej przeczytaniu, nawet nie znając nazwiska autora każdy fan wiedziałby, że ta książka wyszła spod pióra Pani Witkiewicz.
Jej książki są dopracowane w każdym calu. Chociaż historie może nie są zbyt skomplikowane, dramatyczne i nie poruszają poważnych spraw, to jest coś, co sprawia, że jej książki są lepsze i bardziej wartościowe od innych. Ta pisarka potrafi pisać o ważnych rzeczach w naturalny, prosty, przystępny sposób. Nie zamęcza czytelnika powagą sprawy, ale tak umiejętnie wplata istotne dla człowieka rzeczy w swoje powieści, że po skończeniu lektury uświadamiasz sobie, że dzięki Pani Magdzie znów zrozumiałeś coś ważnego. 

Bohaterowie są skonstruowani bez zarzutu. Ale to nie o bohaterów chodzi w głównej mierze w tej książce, a o historię jaką oni tworzą. Paulina jest pilną studentką, skupioną na tym, by osiągnąć swój cel mimo braku wsparcia ze strony rodziców i siostry. Aleks jest wykładowcą, który zauważa w Poli duży potencjał. Ich relacja powinna opierać się na zasadzie student - profesor, ale czy uczucie pyta o zdanie? 

Powieść Magdaleny Witkiewicz jest nazywana najpiękniejszą  historią o miłości. Zgodzę się z tym, że jest to piękna, wzruszająca powieść o miłości. Właśnie o miłość w tej powieści chodzi. O to, by pokazać, jak delikatna i krucha jest miłość. Jak łatwo jest tę miłość stracić, nawet dbając o nią i pielęgnując z największą starannością. O tym, jak ulotne są szczęśliwe momenty, jak bardzo niepewna jest miłość i jak wiele czynników wpływa na jej kształt, moc i trwałość. Jest o różnych rodzajach miłości. O miłości rodzicielskiej, przyjacielskiej, wreszcie tej romantycznej. O miłości zakazanej, a nawet o miłości bolesnej. Wszystko to jest ukryte między kartami, w historii Poli. 

Zapomniałam, że miłość to uczucie podobne do puszystej i miękkiej pierzynki, którą człowiek okrywa się w chłodne, zaśnieżone wieczory. Uczucie, którym człowiek owija się niczym ciepłym szalem. Z drugiej strony, jest krucha niczym lód. A po lodzie należy stąpać bardzo ostrożnie. Trochę strachu, euforia szczęścia. Niepokój i zachwyt. Życie.

Oprócz tego, że powieść traktuje o miłości, znajdujemy tam też inne wątki. O tym, że warto marzyć i dążyć do osiągnięcia postawionych sobie w życiu celów. O tym, że na wszystko potrzeba czasu. Mówi o tym, jak ważne jest wsparcie przyjaciół w trudnych chwilach. Porusza też smutniejsze sprawy. Pokazuje, że czasem nawet rodzice odwracają się od własnego dziecka. Historia Poli pokazuje jednak, że nawet po największej burzy wychodzi słońce. Że wszystkie wątki życia w jakimś punkcie się rozsupłają. Że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Że jedno wydarzenie pociąga za sobą sznur innych. Wreszcie, że warto doceniać każdy dzień spędzony z bliskimi, z ukochanym, z dzieckiem czy z przyjacielem. Bo każdy dzień jest dla człowieka wyjątkowy, jeden jedyny, nie da się go powtórzyć. 

..w życiu nie chodzi o to, by robić to, co wypada. Chodzi o to, by robić to, o czym marzysz. 

Z tej recenzji to właściwie wyszły mi bardziej moje przemyślenia. Ale tak, do tego właśnie składania ta książka. Do przemyśleń o miłości, ulotności życia, docenianiu tego, co daje każdy dzień. Co mogę jeszcze powiedzieć o książce? 

To przeurocza powieść, wzbudzająca masę emocji. Wzrusza, bawi, cieszy. Przede wszystkim - daje nadzieję i motywuje. Jest słodko-gorzką powieścią z domieszką pikanterii i goryczy. Będziesz się przy niej śmiać, płakać, wpadniesz w bezbrzeżną radość i nie unikniesz melancholijnego nastroju. To powieść - huśtawka. Raz na górze, raz na dole, ale wciąż odczuwasz niesamowitą przyjemność z czytania. Przez takie książki się płynie, połyka się je, a potem, (nie)stety, odczuwa książkowego kaca. 

Na sam koniec autorka daje czytelnikowi ukojenie. Ja jestem z zakończenia niesamowicie zadowolona, ale nie z powodu wątku romantycznego, a zupełnie innego. Ale to musicie już odkryć sami, aby nie psuć Wam przyjemności czytania. 

Po prostu bądź jest przepiękną, wzruszającą powieścią o kruchości ludzkich uczuć. Historia Poli pokazuje jak delikatna jest miłość, jak silna jest przyjaźń i jak wiele może znaczyć jeden dzień. Jest o trudnych życiowych wyborach, sytuacjach pozornie bez wyjścia i o tym, ile znaczy pomoc i wsparcie najbliższych. To historia o życiu w najczystszej postaci. Bez fajerwerków, tęcz i jednorożców. Czysta rzeczywistość. Nie wiem, co musiałabym napisać, żeby oddać to, co czuję myśląc o tej książce. Nie da się tego opisać - to trzeba przeczytać. 


sobota, 2 września 2017

Najlepszy powód, by żyć - Augusta Docher [przedpremierowo]

Tytuł: Najlepszy powód, by żyć  
Autor: Augusta Docher
Ilość stron: 400
Moja ocena: 9/10


Jest mi niezmiernie miło, że mogłam zostać ambasadorką książki Najlepszy powód, by żyć Augusty Docher i dzięki temu mam możliwość przedpremierowego przeczytania i zrecenzowania powieści.

Najlepszy powód, by żyć swoją premierę będzie miała 27 września, a ja już dzisiaj gorąco ją Wam polecam! Książkę możecie już zamówić na empik.com 

W okolicach premiery na blogu pojawi się też konkurs, w którym do wygrania będzie 1 egzemplarz książki, więc bądźcie czujni! 


Czuję na sobie coś mokrego, co oblepia mnie i szlafrok, a potem błysk i nagle jestem w ognistej kuli. Biała łuna rozpościera się przed oczami, oślepia więc zamykam oczy i zasłaniam się rękami, ale wciąż ją widzę. Nagle do mnie dociera, że się palę. Płonę, skwierczę, jestem żywą ludzką pochodnią.

Dominika budzi się kilka dni po wypadku, jest świadoma tego co się stało, a równocześnie pewna, że ukochany ojciec nigdy nie zrobiłby jej krzywdy. Podczas gdy on przebywa w więzieniu, dziewczyna walczy o życie w szpitalu. Nie dość, że już zawsze będzie miała blizny na ciele, to zagraża jej jeszcze amputacja nogi. A do tego chłopak, który wydawał się być tym jedynym, odsuwa się od niej… Jednak los stawia na jej drodze Tomka – młodego lekarza, który robi wszystko by pomóc dziewczynie. Podczas gdy chłopak zaczyna traktować ją bardzo poważnie, pojawia się jego brat Marcel – czarna owca rodziny, który dostrzega w niej coś więcej i postanawia walczyć o jej względy. 

Ale czy Dominika będzie potrafiła mu zaufać? I czy uwierzy w to, że ją też może ktoś pokochać? Czy po traumatycznych wydarzeniach dziewczyna znajdzie powód, by żyć? 

Bohaterowie, zarówno ci główni jak i drugoplanowi są dobrze skonstruowani, wyraziści - z krwi i kości. Choć wydawać by się mogło, że Dominika zamknie się w sobie i przestanie walczyć; bohaterka okazała się bardzo inteligentną, rozważną i bystrą osobą. Pomimo tragedii, która ją spotkała, pomimo cierpienia, bólu i rozczarowań nie poddała się i stopniowo, nie bez trudności zaczęła sobie wszystko układać. Mimo iż nie miała przy sobie ukochanego ojca, starała się normalnie funkcjonować właśnie dla niego. Bardzo pomocny okazał się lekarz, który walczy o życie i zdrowie dziewczyny, a także jego brat - Marcel. To jeden z męskich bohaterów, który wzbudza cały wachlarz uczuć. Ciężko go rozgryźć, ale właśnie to jest w nim najlepsze.  Marcel, który pojawił się tak nagle w życiu dziewczyny, wzbudził we mnie pozytywne emocje, choć na początku wcale się na to nie zanosiło. Z czasem okazał się czułym, wrażliwym i bardzo opiekuńczym chłopakiem.

Książka pokazuje przede wszystkim to, że nieważny jest wygląd zewnętrzny, ale to, jakim człowiekiem się jest. Wiek zmienia człowieka, postarza jego ciało, a to co w środku się nie zmienia. Powierzchowność przeminie, a charakter i stosunek do drugiego człowieka pozostanie niezmieniony. To właśnie to jest najważniejsze i autorka znalazła piękny sposób na pokazanie tego.

Na uwagę zasługuje wątek miłosny, który nie jest dominujący w książce, aczkolwiek bardzo ważny. Jest rozbudowany, ładnie wyeksponowany, ale odniosłam wrażenie, że to właśnie wartości które opisałam wyżej są głównym elementem fabuły, a wątek miłosny cudownie to uzupełnia. Autorka opisuje stan zakochania, uczucia towarzyszące ludziom poznającym siebie, swoje ciała i charaktery. Serwuje przy tym czytelnikowi dawkę emocji, od rozdzierającego smutku i bólu przenikającego na wskroś do bezgranicznego szczęścia i radości. Pojawiają się też sceny erotyczne, które dodają powieści pikanterii. 

Książka jest utrzymana w takim tonie, by nie odbiegać od realiów i wiernie przedstawiać rzeczywistość. Napisana z wysoką dbałością o szczegóły, zarówno jeśli chodzi o język jak i stronę merytoryczną. Można to zauważyć choćby poprzez fakt, że Augusta Docher używa medycznych terminów, ale w taki sposób, by czytelnik nie miał problemów ze zrozumieniem.

Do tej pory czytałam 3 książki autorki, ale to właśnie ta najbardziej przypadła mi do gustu - być może dlatego, że najlepiej wpasowała się w moje czytelnicze upodobania. W każdym razie, dla mnie jest to najlepsza książka Augusty Docher. 

Najlepszy powód, by żyć to książka wzruszająca i dostarczająca wielu emocji. Smutna historia dziewczyny przysparza bólu i smutku, ale daje też nadzieję na lepsze dni i pokazuje, że prawdziwa miłość ma szansę przebić się przez trudne okoliczności. Pzrede wszystkim jednak pokazuje, że najważniejsze jest to, jakim jest się człowiekiem, a nie wygląd modelki i najdroższe ubrania. Historia Dominiki zaciekawiła mnie do tego stopnia, że nie mogłam odłożyć książki. Choć sam koniec nieco mnie zaskoczył, to uważam, że książka w stu procentach jest warta przeczytania i poleciłabym ją każdemu, kto gustuje w tego typu literaturze.

Za możliwość przeczytania książki serdeczniedziękuję Pani Monice z OMG Books. 


Recenzja również na:

wtorek, 29 sierpnia 2017

Posłaniec - Markus Zusak

Tytuł: Posłaniec
Autor: Markus Zusak
Ilość stron: 352
Moja ocena: 7/10 

Nikogo chyba nie zaskoczy, że po przeczytaniu fenomenalnej Złodziejki książek impulsywnie kupiłam Posłańca. Markus Zusak już wtedy mnie porwał i choć zdawałam sobie sprawę, że Złodziejce nic nie dorówna, chciałam poznać autora z innej strony.


Poznajcie Eda Kennedy'ego - nowojorskiego młodego taksówkarza, miłośnika gier karcianych i nieszczęśliwie zakochanego chłopaka. Wiedzie zwyczajne, nudne życie, aż do momentu, kiedy przypadkowo powstrzymuje napad na bank. Od tamtego dnia, nie dość że jest rozpoznawalny, to do jego domu zaczynają przychodzić karty - asy. Każdy as to inne wyzwanie dla Eda. I tak dzień po dniu chłopak przemierza miasto, pomagając ludziom, przeżywając z nimi ich tragedie i cierpienia. 

Sam główny bohater nie jest może zbyt ciekawą osobowością, ale to co dzieje się wokół niego stwarza wrażenie niesamowitości i dodaje Edowi barw. Generalnie, wydarzenia, które się rozgrywają tchnęły w niego życie. Z dniem, w którym Ed staje się Posłańcem kończy się jego nudna codzienność, a zaczynają się dziać rzeczy niezwykłe i mające znaczenie - nie tylko dla Eda, ale przede wszystkim dla ludzi, którzy spotkali go na swojej drodze. W tej historii zawiera się kilka innych, mniejszych historii. Historii ludzi, których nazwiska wraz z asami dostaje Ed.

Historie tych ludzi są różne. W większości smutne, bo to ludzie którzy w jakiś sposób potrzebują pomocy. Ale przede wszystkim te historie są piękne, bo ukazują prawdziwego człowieka, odkrywają jakie znaczenie mają pozornie małe rzeczy i uświadamiają, jakie wartości w życiu są najważniejsze. Najbardziej do mojego serca trafiła historia staruszki, której mąż wyruszył na wojnę. Druga historia, która utkwiła mi w pamięci to historia pewnej cudownej rodziny, gdzie wszyscy się kochają, a jedna brakuje im maleńkiej rzeczy to osiągnięcia pełni szczęścia. Ed w jakiś sposób wplata się w każdą z tych historii, robi zamieszanie, ale też niesie pomoc i nadaje im nowych barw. Sprawy, które dla niektórych są beznadziejne Ed rozwiązuje w prosty sposób. A to świadczy o tym, że czasem osoba niezaangażowana, patrząc z boku na nasze kłopoty potrafi wiele zdziałać dzięki świeżemu spojrzeniu. Trzeba tylko chcieć dać sobie pomóc.

Posłaniec nie jest powieścią do końca realistyczną. Generalnie, wszystko co się w książce dzieje jest możliwe, ale podszyte pewną dozą tajemniczości. Samo życie Eda i jego udział w całym tym zamieszaniu jest zagmatwane i nieco niejasne. Ma to swoje dobre strony, bo trzyma czytelnika w niepewności i dodaje dreszczyku emocji, ale niestety przez to książka traci na wiarygodności. Styl pisania autora jest podobny jak w Złodziejce książek. Bardzo przystępny, swobodny. Dzięki temu, że rozdziały są krótkie książkę czyta się bardzo płynnie i szybko.

Spośród kart książki, z biegiem akcji powoli wyłania się również jedna - zdawałoby się najważniejsza historia - historia Eda. Powoli tworzy nam się portret chłopaka, jego relacji z matką, rodzeństwem i ojcem. Ed nie czuje się jak ktoś ważny, nie ma poczucia własnej wartości. Nie ma dobrej pracy, dziewczyna, którą kocha ignoruje jego uczucia. Dzięki temu co robi, wyłania się obraz zupełnie innego Eda - Eda, który jest świetnym przykładem tego, że każdy człowiek jest coś wart, że otwarcie się na drugiego i bezinteresowna pomoc sprawia, że można stać się lepszym człowiekiem. Czasem wystarczy się rozejrzeć, by dostrzec coś, co wydaje się być nieosiągalne.

Zastanawiam się, jak określić moje odczucia względem tej książki, i wiem, że to co teraz napiszę dla wielu czytelników nie będzie miało sensu, ale uważam, że ta książka jest wrażliwa. Albo inaczej: trzeba wrażliwości, by odebrać tę książkę tak, by coś do naszego życia wniosła. Pozornie błaha powieść, ale wczytując się w nią do głosu dochodzi cała gama uczuć, emocji i myśli. To książka przede wszystkim o ludziach i uczuciach, ich tragediach, słabościach i cierpieniach, ale także o szczęściu. Ta książka uczy, by szukać radości w małych rzeczach, by cieszyć się z tego, co jest nam dane i doceniać to, czego na co dzień nie doceniamy.



czwartek, 24 sierpnia 2017

LBA #10

Za nominację dziękuję Kitty <3 
Wiem, że to było wieki temu.


1. Ideał faceta w 5 słowach?
Może być  w dwóch? Mój mężczyzna <3
No ale dobra, w pięciu: Mężczyzna, który jest ostoją kobiety.

2. Szminka, błyszczyk czy pomadka?
Tylko i wyłącznie pomadka. Nie używam szminki, byszczyki kiedyś lubiłam, ale teraz mnie denerwują. Najbardziej lubię lekko koloryzujące pomadki.

3. Jakie okładki lubisz najbardziej? (np. tajemnicze, kolorowe, etc.) 
Nie mam tego sprecyzowanego, po prostu musi to być okładka, która w jakiś sposób przyciągnie mój wzrok. Kiedyś nie lubiłam, gdy na okładkach byli ludzie, a teraz wiem, że ładnie zrobiona okładka z ludźmi może być magiczna. Uwielbiam np. okładkę Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender, albo okładki książek A. Olejnik: A potem przyszła wiosna i Dziewczyna z porcelany. Okładki książek M. Witkiewicz, np. Pracownia dobrych myśli też ma przecudowną okładkę. Tak samo Maybe someday Colleen Hoover ma w sobie coś, co przyciąga wzrok i intryguje. Najbardziej więc lubię te okładki, które mają w sobie to coś, swoisty urok. Podrzucam Wam te kilka moich ulubionych <3


                         

4. Co sądzisz o homoseksualnych wątkach miłosnych?
Nie mam nic przeciwko temu, aczkolwiek ostatnio często trafiałam na takie książki i aktualnie trochę ten wątek mi się przejadł. Lubię, jak ten temat poruszają polscy autorzy. 

5. Gdybyś wpadła w ręce parodysty, jakie cechy by u ciebie przerysował lub jakie typowe zachowania by sparodiował, jak uważasz?
Kurcze, nie mam pojęcia. Zbyt często mówię "no". I zawsze jak gotuję wysuwam prawą nogę w bok, dopiero kilka tygodni temu mój chłopak mi to uświadomił. A poza tym, muszę mieć wszytko idealnie poukładane i zorganizowane, więc może coś z tym? :D 

6. Lubisz otaczać się zdjęciami?
KOCHAM! Robię masę zdjęć, wywołuję je, wkładam do albumów, zapisuję na płytkach. Na płytach i laptopie mam pewnie z 30 000 tysięcy zdjęć.. A wywołane mam obecnie około 800 :D Uważam, że zdjęcia są najlepszym sposobem żeby utrwalić wspomnienia, zatrzymać ulubione chwile, do których nie możemy wrócić fizycznie. Ale to właśnie fotografie pozwolą nam na chwilę przenieść się do tych ulubionych momentów.

7. Czy masz orientację w terenie, czy wszędzie potrafisz się zgubić?
Potrafię się zgubić, ale potrafię się też odnaleźć. Odkąd jeżdżę na rowerze nie boję się, że się zgubię. Odkryłam, że znaki drogowe, przydrożne mapki a nawet przystanki autobusowe są świetnymi punktami orientacyjnymi. A teraz, gdy przebywam zagranicą ta moja orientacja w terenie wydaje się być jeszcze silniejsza. 

8. Robisz własne zdjęcia książkom? Dlaczego tak/nie?
Tak! Po pierwsze - lubię robić zdjęcia. Po drugie - często wrzucam zdjęcia książek na instagrama, A po trzecie, uważam, że zrobienie własnego zdjęcia do recenzji nadaje tej opinii w pewien sposób osobowości. 

9. Spójrz na swoją biblioteczkę i wyobraź sobie, że możesz otrzymać autograf autora w tylko jednej pozycji, którą posiadasz. Jaka byłaby to książka i dlaczego?
Trudne pytanie. Postawię chyba na Harry Potter i Kamień Filozoficzny J.K. Rowling, bo to książka która sprawiła, że nieustannie od kilku (kilkunastu już?) lat czytam. 

10. Ulubiona królewna z bajki (np. Śpiąca Królewna, Królewna Śnieżka etc.)?
Jak byłam mała uwielbiałam księżniczkę Jasmine. I chyba dalej jest moją ulubioną. :) 



11. Jak nazywałabyś się w wiosce Smerfów?
Nie wiem, serio nie wiem. :D Może.. Łasuch? Nie to, że uwielbiam jeść (to też) ale uwielbiam gotować, piec, pichcić, zwłaszcza dla kogoś. Także mogłabym być Łasuchem. 

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Zły Romeo - Leisa Rayven

Tytuł: Zły Romeo
Autor: Leisa Rayven
Ilość stron: 400
Moja ocena: 7/10


Zły Romeo to książka, którą miałam okazję przeczytać dzięki Justi z Z miłości do książek.  Do tego typu literatury ostatnio podchodzę z rezerwą, ale jak była taka okazja, nie mogłam odmówić. 


Książkę przeczytałam przeszło miesiąc temu, ale akurat wtedy nałożyło się u mnie sporo spraw - stąd recenzja dopiero dziś (Justyś, mam nadzieję, że mi wybaczysz). 
Od miesiąca (dokładnie jutro będzie równiutki miesiąc) mieszkam i pracuję w Holandii. Powoli się tu odnajduję, ale spędzając w pracy 8 godzin i niespełna 2 na dojazdach zostaje mi niewiele czasu na cokolwiek innego. Poza tym niedługo zmieniam miejsce zamieszkania (teraz mieszkam na wsi, 25 km od pracy) więc znów będzie trochę zamieszania. Mam jednak nadzieję, że niebawem znajdę więcej czasu na bloga. Nawet jeśli nie będzie recenzji, to może opowiem Wam trochę o Holandii albo wymyślę jakiś fajny (mam nadzieję) cykl. :) 

Cassie to skromna dziewczyna z dobrego domu, która marzy by grać w teatrze. Podobne marzenie ma Ethan - niesamowicie zdolny młody chłopak, który ma reputację złego chłopca. Trafiają na casting do szkoły aktorskiej i na końcowym etapie przesłuchań zostają sobie przypisani do wspólnego odegrania sceny. Już wtedy świetnie ze sobą współpracują. W corocznym spektaklu który wystawia szkoła zagrali Romea i Julię. Podobnie jak w dramacie Szekspira, była im pisana wielka miłość, jednak i w tym przypadku nie wszystko poszło tak, jak pójść powinno. Po latach spotykają się na Broadwayu, w kolejnej sztuce, w której mają razem zagrać. Upływ czasu w tym przypadku niewiele jednak zmienił, a prędzej czy później musi dojść do konfrontacji i wyjaśnienia niezakończonych spraw z przeszłości.

Zacznijmy od bohaterów. Cassie początkowo wydała mi się fajną dziewczyną, jednak gdy zaczęłam ją poznawać ona zaczęła mnie strasznie irytować. Miała charakter i potrafiła trzymać się swojego,a także miała coś, co bardzo cenię - pasję. Aktorstwo to jej miłość, rodzaj sztuki któremu się poświęca i czuje całą sobą, każdą swoją cząsteczką. To na prawdę świetna sprawa - mieć coś, czemu można się oddawać, poświęcać, dawać z siebie wszystko i czerpać z tego przyjemność. Niestety, na tym zalety Cassie się kończą.  Miałam wrażenie, że praktycznie wszystko sprowadzało się u niej do myślenia o seksie. Niemalże każda sytuacja była "dobra" by przestawić się na myślenie o sprawach erotycznych. Czasami bywało to fajne -  w takim sensie, że dodawało powieści barw i pikanterii, jednak przez większość czasu było to zupełnie niepotrzebne i niezbyt na miejscu. Zauważyłam też, że nasza bohaterka miała tendencję do wyolbrzymiania niektórych spraw. Odniosłam wrażenie, że całą winą za zaistniałą sytuacje zrzuca na Ethana, a w moim odczuciu sama nie była święta. Jej zachowanie delikatnie mówiąc mnie wkurzało i niestety nie polubiłyśmy się.

Z kolei Ethan Holt to typowy bad boy, i chociaż miał swoje za uszami, to jego polubiłam zdecydowanie bardziej. Podobnie jak Cassie, jego pasją jest aktorstwo. Holt jest facetem o silnej osobowości, jest wytrwały i nie łatwo się poddaje. Podchodzi do relacji międzyludzkich z pewną dozą ostrożności. Na plus jest to, że autorka ukazała relację Ethana i jego rodziców. Ojciec nie popiera decyzji syna o aktorstwie, a syn z kolei za wszelką cenę chce pokazać, że to co robi jest dobre. Brak zrozumienia ze strony ojca ukazuje czytelnikowi inną stronę Ethana. Pokazuje, że jak każdy człowiek potrzebuje akceptacji i zrozumienia ze strony najbliższych, a także wsparcia i miłości. Jego postępowanie wobec Cassie było moim zdaniem normalne, chociaż nie do końca fair. Co nie zmienia faktu, że nie doszukałam się tego bardzo okrutnego Ethana, którego wciąż ukazywała Cassie. Jak wspomniałam - Ethan miał swoje za uszami, ale potrafił być czułym i kochanym facetem. A jak się okazało - potrafił też walczyć o swoje i nie poddawać się, mimo wielu przeciwności.

Mimo, że główna bohaterka nie wzbudziła mojej sympatii, co mogłoby się zdawać przekreśla pozytywny odbiór powieści, polecam tę książkę przez wzgląd na kilka innych rzeczy. Po pierwsze - cudowny Holt. Po drugie to bardzo emocjonująca historia (pomijając wynurzenia Cassie), po trzecie pozwala się oderwać od rzeczywistości i miło spędzić czas przy lekturze, a po czwarte, ta książka uświadamia, że młodość to czas prób i błędów, które mogą być naprawione nawet po latach - nic nie jest stracone, trzeba tylko chcieć. 

Zły Romeo to książka traktująca o młodości. O pożądaniu, odkrywaniu swojego ciała i swoich potrzeb, o spełnianiu  marzeń, przeżywaniu całym sobą tego, co wydaje się wtedy najważniejsze. O popełnianiu błędów, zbieraniu doświadczeń i wyprowadzaniu życia na właściwe tory, po wielu próbach, porażkach i zmarnowanych szansach, ale też po przeżyciu cudownych chwil i uzbieraniu pięknych wspomnień. Wreszcie to książka o miłości - tej silnej, namiętnej i burzliwej. Nieprzewidywalnej i niebezpiecznej. To powieść dająca nadzieję, że miłość przezwycięży wszystko i wszystko przetrwa. 

wtorek, 4 lipca 2017

Czytanie to nie jedyna moja pasja - rower!

Jakiś czas temu Klaudia  z  Z książką do łóżka  rzuciła hasło: czytanie to nie jedyna moja pasja. Często książkoholicy są postrzegani jako osoby nie mające życia poza książkami, osoby, które nie mają innych pasji i zainteresowań. W cotygodniowym cyklu postów, których pomysłodawczynią jest właśnie Klaudia chcemy pokazać, że książkoholicy mają inne pasje :) Mi przyszło podzielić się moją pasją z Wami w pierwszej "turze" postów. Być może nie zaskoczę Was, pewnie dla niektórych będzie to nawet nudne i takie zwyczajne, ale jednak - chcę się z Wami podzielić moim zamiłowaniem do jazdy na rowerze. Brzmi prosto, śmiesznie wręcz nie? Ale proszę, spójrzcie na to przez chwilę z mojej perspektywy. 



Dlaczego właściwie rower, a nie rolki albo bieganie? 

Mieszkam na wsi, na takim trochę odludziu. Pamiętam, jak dostałam swój pierwszy rower - taki trzykółkowy, drewniany. Miałam wtedy ze trzy latka i jeździłam tylko pod okiem taty. Potem dostałam taki rower z prawdziwego zdarzenia - większy, z podpórkami, czerwony. Jeszcze dobrze go nie wyciągnęli z samochodu, a ja już śmigałam po podwórku. Miałam wtedy z 5 lat? W sąsiedztwie mieszkał mój kuzyn i codziennie spotykaliśmy się na "naszym asfalcie" i całymi dniami - dosłownie , jeździliśmy na rowerze, bo nie mieliśmy w pobliżu placu zabaw ani innych atrakcji. Tak więc wychodziliśmy z domu o 9 rano i wracaliśmy po 20, z obdartymi kolanami, jak już nasze mamy traciły cierpliwość i zabierały nas do domu na siłę. Czasem to nawet na obiad nie szliśmy, tylko jedliśmy w pośpiechu na drodze. I właśnie to jest moje pierwsze skojarzenie z dzieciństwem: jazda na rowerze. Jeszcze dziś jak stoję w kuchni i widzę "nasz asfalt", szczególnie teraz, latem to oczyma wyobraźni widzę dzieciaki śmigające na rowerach i uważające to za najfajniejszą zabawę na świecie.

Potem nadszedł ten czas, kiedy byłam już na tyle duża, żeby móc jeździć rowerem do szkoły. Do podstawówki i gimnazjum miałam prawie 4 km, rodzice nie zawsze mogli nas odwozić, bo pracowali, a żadne autobusy nas nie dowoziły. Tak więc moim środkiem lokomocji stał się rower i przez całe gimnazjum, a nawet wcześniej w podstawówce jeździło się do szkoły rowerem. Oczywiście wtedy nie była to żadna atrakcja,  ale fajnie było, jak zamiast godziny drogi na nogach pokonywało się tę drogę w 20 minut rowerem. 

A potem poszłam do liceum oddalonego o 20 km od domu i o dojazdach rowerem mogłam zapomnieć.

Kiedy zaczęłam jeździć na rowerze nałogowo? 

W liceum jakoś zajęłam się czym innym. Nie miałam czasu na rower, bo wychodziłam z domu o 5:30, wracałam po 16, nauka, a nawet jeśli nie, to potem nie miałam już sił na aktywność fizyczną. Generalnie ten czas, kiedy byłam w liceum z pewnych powodów był dla mnie kiepskim czasem -czasem straconym. Nie chodzi o szkołę, bo byłam w cudownej szkole, ze wspaniałymi ludźmi i super nauczycielami, ale prywatnie przepadłam. Dopiero po pójściu na studia, właściwie od drugiego roku zaczęłam żyć pełnią życia. I wtedy wygrzebałam z garażu rower. Początkowo robiłam sobie krótkie trasy, takie 10 kilometrowe, po najbliższej okolicy. Zeszłej wiosny zaczęłam jeździć dalej i częściej. A tej wiosny uzależniłam się. Którejś niedzieli jadąc samochodem z chłopakiem niewiele myśląc zapytałam "Idziemy na rower?" No i poszliśmy.  

Jak często jeżdżę, jak daleko jeżdżę i czy planuję wcześniej trasę? 

Teraz jeżdżę kiedy tylko mogę. Wiadomo, że są obowiązki, ale przynajmniej 3 razy w tygodniu wsiadam na rower i pokonuję dłuższą trasę, taką minimum 50 kilometrową. W każdą niedzielę jeździ ze mną chłopak - on też zaczyna się powoli uzależniać. Zresztą jeżdżenie we dwójkę zawsze jest przyjemniejsze, bo możesz dzielić się z kimś swoją radością i wspólnie zachwycać pięknymi widokami. 



Jeżdżę tam, gdzie mnie akurat poniesie. Zawsze zaczynam od takiej kamienistej drogi niedaleko mojego domu, a potem to już spontaniczne decyzje. Nawet, jak planujemy sobie trasę, to jest to na zasadzie "dziś dojedziemy do Pilzna" albo "tym razem jedziemy do Jodłowej", ale nigdy nie myślimy jak tam dotrzemy - po prostu wszystko wychodzi w trakcie. Najfajniejsze są takie spontaniczne, niezaplanowane trasy - uwierzcie! 

Największą satysfakcje sprawiają mi długie trasy, gdzie jadę dłużej niż 2 godziny i przynajmniej 50 km. Od jakiegoś czasu zaczęłam używać Endomondo i mierzę trasy. Lubię tę aplikację, bo oprócz przebytych kilometrów mierzy mi prędkość, tempo, pokazuje sugerowane nawodnienie i znaczy trasę na mapce. I nie ma co ukrywać - to motywuje! 







Co mi daje jazda na rowerze?

Satysfakcję! 
Nie wyobrażacie sobie, jak ogromną satysfakcję daje pokonanie kilkudziesięciu kilometrów. To nic, że czasami padam z wysiłku i nie mam nawet sił na prysznic. 

Pomaga spalić kalorie
Ale jak przyjemnie!

Wyrabia kondycję. 
Odkąd jeżdżę na rowerze wolniej się męczę, jestem odporniejsza na zmęczenie i dłużej jestem pełna sił.

Energię. 
Nawet godzina jazdy na rowerze dodaje mi masę energii. Mogłabym wtedy góry przenosić. Na dodatek taka jazda na rowerze niesamowicie poprawia nastrój. 

Radość
I szczęście. Serio, czuję się wtedy taka szczęśliwa.. odchodzą wszystkie troski i zmartwienia, jestem tylko ja, rower i droga przede mną. Chwile zapomnienia, zupełnie za darmo.

Wzmacniam kręgosłup, wyrabiam mięśnie nóg, troszczę się o serce. 
Podczas jazdy na rowerze najbardziej pracują łydki i plecy. Mięśnie pleców podtrzymują dolny, lędźwiowy odcinek kręgosłupa, więc jazda na rowerze jest idealnym sposobem by je wzmocnić. Jazda na rowerze to też trening dla serca. Układ krążenia pracuje wydajniej, lepiej dotleniamy narządy wewnętrzne.

Niezapomniane wspomnienia
Zwłaszcza, jeśli jadę z kimś i mam się z kim nimi dzielić, a potem wspominać. Nawet teraz, po miesiącu czy dwóch miło jest powspominać te pierwsze trasy i próby, a jak fajnie będzie wrócić do tych czasów za 10 lat? Dlatego też, jak tylko mogę, uwieczniam wspomnienia na zdjęciach. 

Poznaję okolice. 
Mieszkam tutaj już prawie 22 lata, a dopiero jeżdżąc na rowerze zaczynam odkrywać, jak to wszystko jest powiązane. Ta droga prowadzi tu, a ta dalej jest świetnym skrótem, o którym nie miałam dotychczas pojęcia. 

Kilka słów na zachętę 

Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcić Was do jazdy na rowerze. Nie tylko zadbacie o swoje zdrowie i kondycję, ale też będziecie czerpać z tego ogrom przyjemności. Sami sobie dodacie energii, poczujecie bezgraniczną radość ze zmęczenia. Będziecie mieć okazję podziwiać cudowne widoki, które są na wyciągnięcie ręki, a których nie zauważacie na co dzień. I wreszcie - stworzycie sobie piękne wspomnienia. 





niedziela, 2 lipca 2017

Samotna gwiazda - Paullina Simons

Tytuł: Samotna gwiazda
Autor: Paullina Simons
Ilość stron: 576
Moja ocena: 5/10

Nie pamiętam kiedy ostatnio poszłam do biblioteki bez tytułu w głowie, który chcę pożyczyć.  Chyba od dwóch lat mam ciągłe plany czytelnicze i nie ma miejsca na "przypadkowe" książki. Aż niedawno koleżanka, początkująca czytelniczka poprosiła mnie bym poszła z nią do biblioteki i pomogła jej coś wybrać. I wtedy na półce zauważyłam dwa egzemplarze tej właśnie książki i spontanicznie, razem z koleżanką ją wypożyczyłam. O autorce oczywiście wiele słyszałam, ale jeszcze nic nie czytałam. Czy Samotna gwiazda to dobry wybór na początek przygody z nową autorką?


Paullina Simons opowiada historię czwórki przyjaciół: Chloe, Hannah, Blake i Masona. Znają się od lat, są ze sobą bardzo zżyci, a nawet tworzą pary: cicha i skromna Chloe i gwiazda szkoły Mason, i piękna, przebojowa Hannah i prosty chłopak - Blake, którego marzeniem jest mieć własną firmę transportową. Chloe od dziecka marzy, by zwiedzić Barcelonę i wraz z Hannah postanawiają po zakończeniu szkoły wyruszyć w podróż ich życia. Do dziewcząt dołączają się Blake i Mason. Ich podróż jednak ulega pewnym zmianom, i zanim dotrą do Barcelony muszą zawitać do kilku europejskich państw, między innymi do Łotwy i Polski. Wymarzona wakacyjna podróż okazuje się być czymś znacznie więcej - przede wszystkim próbą dla ich przyjaźni, a także odkrywaniem, na czym polega dorosłe życie.

Bohaterowie to taka mieszanka - Chloe wydała mi się trochę taka bezosobowa, choć autorka dała czytelnikowi sposobność by dobrze ją poznać. Jest fajnie wykreowana, ale nie wzbudziła we mnie praktycznie żadnych uczuć - jej przeżycia nie robiły na mnie większego wrażenia. Hannah nie polubiłam w ogóle, dopiero pod koniec książki wzbudziła we mnie iskierkę sympatii, choć przez cały czas nie potrafiłam zrozumieć jej postępowania. Masona w ogóle nie miałam okazji poznać i polubić i jedyną postacią, którą od samego początku polubiłam i zżyłam się był Blake. Ten chłopak - trochę zdziecinniały, szalony, z mnóstwem irracjonalnych pomysłów wniósł w tę powieść wiele barw i ciepła. Blake zdecydowanie jest wart sympatii, mimo, że czasem był kapryśny i marudny jak dziecko - co w zasadzie miało swoje uzasadnienie. Jest jeszcze jeden bohater wart uwagi - Johny- chłopak, którego poznają w podróży. To on najwięcej namieszał w tej powieści. Nie rozumiem zachwytu dziewcząt nad nim, bo  w moich oczach był zadufanym w sobie wszystkowiedzącym dupkiem, do którego.. no dobra, do którego momentami można było mieć słabość.  Ale generalnie nie trawię typka i nie lubię takich bohaterów. 

Jak dowiedziałam się, że część akcji będzie rozgrywać się w Polsce to byłam bardzo zaciekawiona i ucieszona, bo miło czytać zagranicznych autorów, którzy wspominają o Polsce. Nie wyobrażacie sobie, jak się zawiodłam.. Oczywiście jak tylko bohaterowie wsiedli do polskiego pociągu natknęli się na pijacką imprezę, nie wspominając o tym, że pociąg był mega opóźniony.. Podróżujecie pociągami? Bo mi ostatnio często się zdarza, i zawsze był na czas, nie wspominając już o tym, by w pociągu ktoś spożywał alkohol albo urządzał sobie zakrapianą imprezę. Trafili oczywiście na najgorszy hostel, który był mega drogi a w środku brud, syf i oczywiście - napaleni pijani faceci którzy dobierali się do każdej dziewczyny. Na domiar wszystkiego, w Polsce zostali oszukani, okradzeni, a nawet pobici. No dobra - to książka, ale to przykre, że został wykreowany taki obraz Polski i Polaków, a historia idzie w świat. Serio, zrobiło mi się niesamowicie przykro i straciłam w tamtym momencie entuzjazm co do tej książki. 

Z pozytywów, coś czego nie można odmówić autorce to świetne budowanie napięcie i granie emocjami. Mimo, że historia mnie nie porwała, to były takie momenty, przy których emocje sięgały zenitu, przyspieszało bicie serca i generalnie byłam jedną wielką emocją. To zapisuje na duży plus, bo rzadko się zdarza, żeby autor tak wyraziście i mocno oddawał uczucia bohaterów i tak umiejętnie opisywał towarzyszące ich przeżyciom emocje. 

Na plus należy również zapisać zakończenie, a właściwie sto ostatnich stron książki. Nie spodziewałam się, że takie będzie rozwiązanie. Spodziewałam się czegoś bardziej oczywistego i niemalże do samego końca byłam pewna, że to wszystko inaczej się potoczy. A tu proszę - niespodzianka. I uważam, że takie zakończenie było strzałem w dziesiątkę. Właśnie zakończenie podniosło moją ocenę tej książki, bo zaręczam Wam, że na pewno się takiego czegoś nie spodziewacie. Mnie bardzo satysfakcjonuje i uważam, że autorka nie mogła zrobić tego lepiej. 

Książka Paulliny Simons nie wywarła na mnie takiego wrażenia jak oczekiwałam. Trochę mnie zirytowała, ale generalnie czytało mi się ją z lekkością. Była emocjonująca, aczkolwiek historia nie porwała mnie i nie zawładnęła moim sercem. Ciężko jest mi ją polecać lub odradzać - to już zostawiam Waszej indywidualnej decyzji. 

sobota, 24 czerwca 2017

Kiermasz - sprzedam książki!

Hej!

W związku z zakończeniem pewnego etapu w moim życiu, rozpoczęciem nowego i nadchodzącymi zmianami jestem zmuszona zrobić małe porządki w biblioteczce. Części książek w życiu się nie pozbędę, i jeśli będzie trzeba będę je przewozić w kartonach z miejsca na miejsce. Są jednak takie, do których nie czuję się jakoś bardzo przywiązana i po dłuższym zastanowieniu i sto razy postawionym sobie pytaniem "ale na pewno będziesz w stanie się z nią rozstać?" postanowiłam poszukać im nowego domu. 

Do każdej ceny należy doliczyć koszt wysyłki (10,80 zł list polecony). Osobom zainteresowanym mogę podesłać więcej zdjęć. Jeśli ktoś jest chętny na którąś książkę, to proszę o wiadomość na e-mail: agat_a156@interia.pl 

Całkiem obcy człowiek 
Lato Eden 
stan idealny
12 zł / sztuka 

Księga wyzwań Dasha i Lily - widoczne ślady użytkowania
12 dni Świąt Dasha i Lily - stan idealny 
11 zł / sztuka 


Dziewczyna z Dzielnicy Cudów
Akuszer bogów
stan idealny
15 zł / sztuka
znalazły nowy dom :)

Podaruj mi miłość
stan idealny
15 zł 

Zawsze stanę przy tobie
stan idealny
10 zł 

Prawdodziejka
stan idealny
15 zł 

Pół wieku na czarno
stan idealny
12 zł 

Mówisz pomidor a ja na to: zamknij się!
widoczne ślady użytkowania
5 zł

Emma
The house

książki po angielsku 
widoczne ślady użytkowania, wydania kieszonkowe
3 zł / sztuka 
( w tym przypadku wysyłka około 7 zł) 

E-mail: agat_a156@interia.pl 

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Córka kata - Oliver Pötzsch

Tytuł: Córka kata
Autor: Oliver Pötzsch
Ilość stron: 460 
Moja ocena: 7/10


W Schongau dochodzi do brutalnych morderstw na dzieciach, a oskarżenie pada na akuszerkę - Martę Stechlin, która jest posądzana o współprace z diabłem. Ludzie szybko okrzykują ją czarownicą,  sytuacji nie polepsza fakt, że na ciałach zamordowanych dzieci odnajdują czarnoksięskie symbole. Jednak kat - Jakub Kuisl, jego córka Magdalena i młody medyk Simon wierzą w niewinność akuszerki i na własną rękę próbują odnaleźć sprawcę. 

opis z lubimyczytac.pl


Córkę kata miałam okazję przeczytać dzięki Book Tourowi - inaczej pewnie nie sięgnęłabym po tę książkę. Dlatego bardzo, bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na udział w ciemno bo Córka kata to książka, za jakimi ostatnio tęsknię! 

Ciężko jest mi zacząć tę recenzję - jest wiele kwestii, które chciałabym poruszyć i boję się, że z tego wszystkiego o połowie zapomnę. Byłam przekonana, że książka będzie czystym kryminałem, a tymczasem dostałam świetny kryminał, z historycznym tłem i nawet nutką fantastyki. To właśnie taka książka, która ma taki swój specyficzny klimat, nie do podrobienia, nie dająca się określić jednym gatunkiem. W pewien sposób przypomina mi Cień wiatru - pod względem klimatu, aury i uczuć jakie towarzyszyły mi podczas czytania. Z pewnością jest wciągająca i trzyma czytelnika w napięciu, ale dla mnie to taka książka, którą muszę czytać powoli, i przez dłuższy okres delektować się nią.

Akcja powieści rozgrywa się w średniowieczu i tak też jest stylizowana. Na plus jest to, że język jakim posługuje się autor jest zrozumiały, nie ma archaizmów i stylizowania na siłę języka na średniowieczny. Podczas lektury przenosimy się do innego świata, kilka wieków wstecz i to czuć, co jest ogromną zaletą, bo w moim mniemaniu do spore wyzwanie dla autora, by zabrał czytelnika w taką podróż i zrobił to w taki sposób, by ten się zapomniał. Ja podczas czytania byłam zupełnie w innym świecie - w średniowiecznym bawarskim miasteczku, pośród prostych ludzi, żyjąca tamtymi zdarzeniami i aferami. 


Początkowo nie byłam przekonana do bohaterów. Byli mi obcy, jacyś tacy dalecy i kompletnie nie mogłam się z nimi dogadać. Jednak z biegiem czasu zaczęłam się do nich przekonywać i w konsekwencji bardzo polubiłam kata, który prócz swojej niechlubnej profesji pasjonował się też ziołami i medycyną, z przyjemnością pomagał ludziom przyrządzając ziołowe specyfiki. To taki trochę paradoks - był katem, odbierał ludziom życie, a "po godzinach" zajmował się ich leczeniem - co prawda domowymi sposobami, ale nieraz bardziej skutecznymi niż tymi, którymi dysponował medyk. Kat z jednej strony jest człowiekiem bezwzględnym, silnym i apodyktycznym, ale z drugiej strony jest uczuciowy i ponad wszystko ceni sobie prawdę. Dużą wartością jest dla niego rodzina, co być może nie wynika bezpośrednio z powieści, ale jego podejście do córki, do oskarżonej kobiety i dzieci pokazuje, że jest człowiekiem mądrym, wrażliwym i pragnącym dobra dla najbliższych. Moją ulubioną postacią jest Simon - medyk, a właściwie syn miejscowego medyka. Simon bardziej ufa katowi niż własnemu ojcu i to właśnie kat jest dla niego autorytetem, jeśli chodzi o sposoby leczenia. Na dodatek darzy córkę Jakuba- Magdalenę cieplejszymi uczuciami, co nie spotyka się z aprobatą żadnej z rodzin ani ludzi z miasta. Mimo to, kat i Simon darzą się szacunkiem i potrafią świetnie współpracować.

Jako minusy muszę zaznaczyć okładkę - moim zdaniem jest paskudna, ale kryje świetną historię, więc wybaczone. A drugi minus, już poważniejszy to zakończenie. Nawet mnie specjalnie nie zaskoczyło, chociaż było dość nieprzewidywalne, ale wydało mi się takie spłycone, za krótkie, miałam wrażenie jakby było napisane na odczep. To nie tak, że zepsuło całą historię, ale spodziewałam się czegoś większego. Mimo to, przy lekturze świetnie się bawiłam.

Córka kata to powieść, którą czyta się z zaciekawieniem, Średniowieczny kryminał, z odrobiną historii w tle, oryginalni i niebanalni bohaterowie, żywo poprowadzona akcja sprawiają, że książka wyróżnia się na tle innych. Polecam wszystkim, którzy lubią książki z osobliwym, niepowtarzalnym klimatem i aurą.






czwartek, 15 czerwca 2017

Lato Eden - Liz Flanagan

Tytuł: Lato Eden
Autor: Liz Flanagan 
Ilość stron: 311
Wydawnictwo: IUVI
Moja ocena: 7/10


Dla Jess ten dzień miał być taki zwykle - codzienne poranne czynności, wyjście do szkoły, spotykanie z przyjaciółmi. Jednak nic nie jest tak, jak być powinno. Jej najlepsza przyjaciółka - Eden znika. Nie zostawia po sobie śladu. Tragiczne wydarzenia z przeszłości potęgują strach o Eden. Jess i Eden są nierozłączne - ale czy znają się aż tak dobrze, że Jess uda się w porę odnaleźć Eden?


Na początek muszę wspomnieć o czymś, co chyba po raz pierwszy przeważyło o decyzji, że przeczytam tę książkę. Rzadko zwracam uwagę na okładkę zanim przeczytam opis - to znaczy, jeśli nie spodoba mi się opis, a okładka jest piękna to i tak nie decyduję się na czytanie. A tutaj opis przypadł mi tak średnio do gustu, jednak jak zobaczyłam okładkę, już wiedziałam, że muszę tę książkę mieć. Jeszcze bardziej spodobało mi się to, że okładka doskonale oddane treść i główną bohaterkę - Eden. 

Eden poznajemy głównie dzięki Jess. Jej retrospekcje o przyjaciółce w czasie poszukiwania powoli rysują nam obraz Eden - tajemniczej, przebojowej dziewczyny, która pod pozornie silną i twardą powłoką jest słaba i zagubiona. Praktycznie przez całą powieść nie poznajemy Eden, nie pokazuje nam siebie wprost, a jedynie widzimy ją oczami przyjaciół. Dlatego moim zdaniem okładka pasuje idealnie - niby przedstawia główną bohaterkę, ale odwróconą tyłem - nie widzimy jej twarzy, jej oczu, a więc tego, co w człowieku najważniejsze. Niby jest blisko, a jednak nieosiągalna, tajemnicza, zmuszająca do tego, by ją odkrywać. I taka właśnie jest Eden. Ma trudny charakter, chce by ją odkrywano, pragnie uwagi, ale jest zagubiona i popełnia błędy, które w konsekwencji mogą doprowadzić do tragedii. Eden swoim sprzecznym zachowaniem pokazuje, że źle się czuje sama ze sobą, choć nie chce się do tego przyznać i wciąż poszukuje siebie. 

Kiedy Eden znika, wszyscy stają na głowie by ją odnaleźć. Zdawać by się mogło, że kilka godzin nieobecności nastolatki nie jest powodem, by wszczynać taką aferę. Ale ten przypadek jest inny - w rodzinie Eden niedawno miał miejsce tragiczny wypadek. Dziewczyna przechodzi trudny okres, ostatni czas był dla niej ciężki,a jej ekstrawaganckie zachowanie daje powody ku temu, by myśleć o najgorszym. Jess za wszelką cenę chce odnaleźć przyjaciółkę. Wydawało jej się, że zna ją jak nikt inny. Dziewczyny są ze sobą bardzo zżyte i widzą o sobie niemalże wszystko. Przed laty to właśnie Eden "uratowała" Jess i pomogła jej się pozbierać, kiedy to straciła wiarę w sens życia. To Eden była dla niej najlepszą przyjaciółką, ostoją, ucieczką, bezpieczeństwem. Teraz ona musi uratować Eden i robi wszystko co w jej mocy, ale okazuje się, że wcale nie zna przyjaciółki tak dobrze. Wyrusza na poszukiwania jej śladami, ale co rusz natyka się na przeszkody. 

Lato Eden to książka o przyjaźni. Pokazuje, jak wygląda prawdziwa przyjaźń. Przyjaźń, to nie tylko wspólne imprezy, śmiech i radość, ale także chwile słabości, płacz, a nawet kłótnie i ciche dni. Przyjaźń nieraz wystawiana jest na próbę, a tragiczne wydarzenia i trudne sytuacje życiowe najlepiej ją weryfikują. Ta książka uświadamia, że w przyjaźni, jak i w życiu nie zawsze jest kolorowo, czasem trzeba pokonać wiele trudności, stawić czoła przeciwnościom, przeboleć milczenie i kłamstwa, może czasem być krok od utraty czegoś, by docenić to, co w życiu jest najważniejsze. Relacja Eden i Jess jest silna i prawdziwa, ale burzliwa. Brak rozmowy i dążenia do porozumienia wystawia ich przyjaźń na wielką próbę, ale czy nie tak jest w życiu? Ta powieść moim zdaniem jest jedną z tych, która najlepiej i najprawdziwiej oddaje istotę przyjaźni. 

Oprócz tej najistotniejszej myśli, autorka porusza szereg innych tematów, równie ważnych, aczkolwiek ukazanych w mniejszym stopniu. Porusza temat pierwszych miłości i uniesień, akceptacji samych siebie, problemów nastolatków. Zwraca uwagę na to, że nastolatki często zagubione nie proszą o pomoc, a sami próbują rozwiązać swoje problemy, a niepowodzenia mogą doprowadzić nawet do prób samobójczych. Kreacja bohaterek ukazuje, że ten trudny dla każdego nastolatka okres to wewnętrzna walka ze samym sobą, ogrom niepewności, strachu i borykanie się z własnymi słabościami i ułomnościami. 

Styl autorki jest prosty, czasami wydawało mi się, że aż zbyt prosty. Pisze jednak ładnie, zrozumiale. Wydanie książki jest przepiękne- sama okładka cieszy oczy, a do pracy wydawnictwa nie mam żadnych zastrzeżeń. 

Powieść Liz Flanagan wzbudza w czytelniku wiele emocji. Lato Eden to książka poruszająca i dająca do myślenia. Porusza trudne tematy i nie należy do lekkich czytadełek, ale mimo swojej powagi czyta się ją lekko i z przyjemnością. To książka o przyjaźni, poszukiwaniu i akceptacji samego siebie, a także o trudnych wyborach i ich konsekwencjach. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu IUVI




niedziela, 11 czerwca 2017

Wyniki konkursu z "Gdzie jest skrzynia z karabinami?"

Z małym poślizgiem, ale przyszedł czas na ogłoszenie wyników konkursu, w którym do wygrania była książka Artura Pacuły - Gdzie jest skrzynia z karabinami? 



Co prawda regulamin konkursu przewidywał, że aby losowanie się odbyło musi się zgłosić 10 osób, a zgłosiło się tylko 8, ale po konsultacji z autorem postanowiłam mimo to wylosować zwycięzcę. 

Można było zdobyć dodatkowe losy, za bycie w "top komentujących" i takie losy zdobyły 
Kitty Ailla (3 dodatkowe) i martucha180 (2 dodatkowe).





Nie przedłużając, zwycięzcą jest...


Kitty Ailla!

Gratuluję! 



sobota, 27 maja 2017

Prawdodziejka - Susan Dennard

Tytuł: Prawdodziejka
Autor: Susan Dennard
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 391
Moja ocena: 7/10

Jak ja dawno nie czytałam fantastyki! Takiej fantastyki z prawdziwego zdarzenia, z całkowicie fikcyjnym światem, oryginalnymi bohaterami i ciekawą fabułą. Prawdodziejka to książka, która przypomniała mi, za co uwielbiam fantastykę.


Iselut jest więziodziejką - wiedźmą, która widzi nici więzi - emocji i uczuć u innych, natomiast Safiya jest bardzo rzadko spotykaną wiedźmą - prawdodziejką, która potrafi wyczuć, gdy ktoś kłamie. Właśnie ten fakt sprawia, że Safi i Iselut często wpadają w tarapaty i muszą uciekać z domu. Uciekać nie jest łatwo - młode wiedźmy są ścigane przez krwiodzieja, a różne osoby chcą je wykorzystać by osiągnąć swoje cele. Pojawiają się też ludzie, którzy chcą im pomóc, ale nic jest tak łatwe i proste, jakby się mogło wydawać.

Susan Dennard to powiew świeżości w fantastyce. Po raz pierwszy na autorkę natknęłam się właśnie poprzez Prawdodziejkę i od pierwszej książki polubiłam jej styl, sposób pisania i kreowania bohaterów.

Safi i Iselut są więziosiostrami - gdyby zaszła taka potrzeba, mogłyby za sobą skoczyć w ogień. Jedna drugą zawsze ratuje z tarapatów i nigdy nie zostawi bez pomocy. To coś więcej niż przyjaźń, niż siostrzana miłość - więź która łączy więziosiostry jest niezwykle silna. Dziewczyny wiedza, że mogą na siebie liczyć zawsze, w każdej sytuacji - jedna w drugiej ma wsparcie niezależnie od wszystkiego. Główne bohaterki są dobrze wykreowane - brakowało mi trochę wyjaśnienia, skąd się w ogóle wzięły, ale ich wygląd, charaktery, uczucia i emocje nimi targające na obecną chwile są żywe, barwne i realne.

Na uwagę zasługuje też książę Merik. Podobnie jak Safi i Iseul jest świetnie przedstawiony czytelnikowi, znamy jego pobudki do działania, wychodzi na jaw jego prawdziwe oblicze, a nie tylko to, które pokazuje swoim podwładnym. Jest odpowiedzialny za swoich ludzi i chce jak najlepiej dla swojego kraju. Nie jest bezwzględnym władcą, który pragnie bogactw i wygód tylko dla siebie, ale człowiekiem, który kieruje się dobrem i bezpieczeństwem innych. Chyba za to tak go polubiłam - za to, że mając w ręku możliwości, nie wykorzystuje ich wyłącznie po to, by osiągnąć korzyści dla siebie. 

Safi i Merik to połączenie wybuchowe - od samego początku jest między nimi napięcie, ale czy to pożądanie, czy nienawiść? Jedno jest pewne: przy tej dwójce nie można się nudzić! Większość scen z ich udziałem w mniejszym lub większym stopniu przybierała humorystyczny odcień. 

Początkowo ciężko było mi się połapać w świecie wykreowanym przez autorkę. Aż się prosiło o mapkę! (Uwielbiam książki fantasy z mapkami). Z biegiem czasu jednak przyswoiłam nazwy, załapałam kto, co i gdzie. Świat przedstawiony w książce jest dosyć złożony i rozległy. Sama historia jest złożona, bo pod każdą z pomniejszych kryje się inna, coraz większa, prowadząca do poważniejszej sprawy, która ma o wiele większy zasięg niż mogłoby się zdawać. Jest dużo intryg i tajemnic, niektórzy bohaterowie są nieprzeniknieni i nie wiadomo, czy są sojusznikami, czy wrogami.  Ale właśnie to dodaje książce atrakcyjności - niepewność, która wciąga, bohaterowie, których trudno rozgryźć. 

Najlepsze w powieściach fantasy jest to, że można stworzyć coś nowego, nierealnego i nikt się do tego nie może przyczepić, bo to przecież fantasy, wyobraźnia autora. Susan Dennard stworzyła coś nowego. W Prawdodziejce bohaterowie mają swoje moce, obecna jest magia w oryginalnym wydaniu. W ten sposób mamy prawdodziejkę, wiatrodziejów, więziodziejów, ogniodziejów czy wododziejów. Każde specjalizuje się w czym innym - prawdodziejka wie, kiedy ktoś kłamie, wiatrodziej potrafi panować nad powietrzem, ogniodziej nad ogniem i dodatkowo ma moc uzdrawiania. 

Prawdodziejka to powieść która porywa czytelnika: podczas czytania towarzyszy nam niepewność, ciekawość i masa emocji.  Ucieczka Safi i Iselut jest pełna niebezpieczeństw czyhających na każdym kroku, ludzi, którym nie widzą czy mogą ufać i nieprzewidzianych wydarzeń, które komplikują całą sytuację. Polityczne tło nadaje powieści charakteru i poszerza horyzont wydarzeń. Uknute intrygi i tajemnice stopniowo zaczynają wychodzić na jaw, sprawiając, że trzymają czytelnika w napięciu i nie pozwalają odłożyć książki na potem. A zakończenie sprawiło, że chcę jak najszybciej dowiedzieć się co dalej będzie się działo z bohaterami. Co bardzo ważne - zabawne sceny z udziałem Safi i Merika oraz napięcie między nimi dodają powieści lekkości i barw - są takimi chwilami wytchnienia pomiędzy walką z przeciwnościami. Prawdodziejka to fantastyka w wydaniu, jakie lubię najbardziej! 


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN


Lubimy czytać | Matras | Empik | Bonito 




środa, 17 maja 2017

Immunitet - Remigiusz Mróz

Tytuł: Immunitet
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 648
Moja ocena: 8/10


Immunitet jest czwartą książką opowiadającą o przygodach przebojowej prawniczki Joanny Chyłki. Tym razem do Joanny zgłasza się najmłodszy w historii sędzia Trybunały Konstytucyjnego, a zarazem jej kolega ze studiów, który został oskarżony o morderstwo popełnione przed laty. Jako że dla prawniczki nie ma rzeczy niemożliwych, postanawia zająć się sprawą, mimo, że wszystko wskazuje na to, iż jej klient jest winny. W sprawie niezmiennie pomaga jej aplikant Kordian Oryński. 

Remigiusza Mroza polubiłam już od pierwszej książki jaką przeczytałam. Ta jest już siódmą z kolei i wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem pióra autora. Wydawać by się mogło, że czwarta książka o perypetiach tej samej prawniczki może być już nudna, wątki zaczną się powtarzać i tym samym nie uda się uniknąć schematyczności. Jednak nie w tym przypadku - tu za każdym razem czytelnik dostaje coś innego.

Joanna Chyłka, która w pewnym momencie popadła w nałóg w tym tomie zaczyna odbijać się od dna. Głównym wątkiem w książce jest oczywiście sprawa oskarżonego sędziego i prawnicy za wszelką cenę próbują ją rozwikłać, jednak obok tej sprawy pojawiają się przebłyski życia prywatnego zarówno Joanny jak i Kordiana. Twarda i bezkompromisowa prawniczka skrywa bolesną przeszłość i w tym tomie autor uchyla czytelnikom rąbka tajemnicy dotyczącej wydarzeń sprzed lat, które ukształtowały Joannę. Kordian w swoich działaniach wyraża więcej, niż mogłyby to uczynić słowa. W sytuacji kryzysowej jest zdeterminowany i gotów poświęcić wszystko, by tylko ratować Chyłkę. W Immunitecie relacja Joanny i Kordiana zdaje się wchodzić na nowy poziom. Autor umiejętnie porusza się pośród damsko-męskich uczuciowych zawirowań. Wydawać by się mogło, że już, już ich relacja nabierze nowych barw a tymczasem-  nie, nie ma tak łatwo. 

Immunitet, podobnie jak inne książki Pana Mroza czyta się szybko, jednym tchem. Czytelnik zapomina, że w książce jest sporo prawniczych terminów, bo autor tak umiejętnie je wplata w akcje i tłumaczy, że bez problemu można się we wszystkim połapać. Nie brakuje zwrotów akcji, charakterystycznych dla Chyłki zagrań i odpowiedniej dawki humoru. Niezmiennie rozbrajają mnie dialogi prowadzone przez prawniczy duet. Na ponad sześciuset stronach nie nudziłam się nawet przez chwilę - a to jest ogromny wyczyn dla autora, aby nie zanudzić czytelnika. Przeciwnie, autor tak konstruuje historię, by przez cały czas trzymać czytelnika w napięciu i nie dać mu odetchnąć. Trudno jest się oderwać od książek Mroza. 

A co mnie najbardziej w tej książce zszokowało? Zakończenie. To już nawet nie zakończenie dotyczące sprawy prowadzonej przez Chyłkę i Oryńskiego, ale zakończenie dotyczące wyłącznie Chyłki. Nie wiem, jak autor wpadł na taki pomysł - no dobra, z ostatnimi przygodami Chyłki to nie jest znów takie dziwne, ale.. Chyłka? Serio? Ona jest chyba ostatnią osobą, którą bym o coś takiego posądziła. Dlatego tak bardzo, bardzo, bardzo nie mogę się doczekać aż sięgnę po Inwigilację (jestem na 8 (!) miejscu oczekujących w bibliotece :(( ) bo nie potrafię sobie wyobrazić Joanny w takiej sytuacji. Jestem niesamowicie ciekawa, co tym razem wymyślił autor, jak będzie postępować Chyłka i jaka będzie w tym wszystkim rola Kordiana. 

Immunitet po raz kolejny zabiera czytelnika do prawniczego świata, by wraz z niezwykłym prawniczym duetem zagłębić się w skomplikowaną sprawę. Remigiusz Mróz w tym tomie pokazuje więcej Chyłki prywatnie. Jak zwykle jest dużo humoru, ciętego języka Joanny, zawirowań, zagadek do rozwiązania i niewygodnych prawd. Tę obszerną powieść czyta się bardzo szybko - jednym tchem. I tak jak wspomniałam - zakończenie wprawia w takie osłupienie, że przez kolejne dziesięć minut czytelnik siedzi z książką w ręku i bezgłośnie powtarza "co?".  Myślę, że miłośników Chyłki i Oryńskiego nie muszę przekonywać do sięgnięcia po książkę. A tych, którzy jeszcze twórczości Remigiusza Mroza nie znają (są tacy?) gorąco zachęcam. Jeśli lubicie thrillery, okraszone humorem, oryginalnych bohaterów i zagadki pozornie nie do rozgryzienia - to książki dla Was. 

poniedziałek, 15 maja 2017

Konkurs: wygraj książkę "Gdzie jest skrzynia z karabinami?"

Moi drodzy,
mam przyjemność zaprosić Was do udziału  w konkursie, w którym do wygrania jest książka przygodowa Artura Pacuły Gdzie jest skrzynia z karabinami? 

Na temat książki zachwycałam się TU, więc jeśli ktoś jeszcze nie jest przekonany - zapraszam do recenzji. 

I cóż - zapraszam do udziału w konkursie, na prawdę warto!



Regulamin konkursu


1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Apteka Literacka – bookworm.

2. Sponsorem nagrody jest autor książki – Artur Pacuła.

3. Nagrodą w konkursie jest książka Gdzie jest skrzynia z karabinami? Artura Pacuły.

4. Konkurs trwa od 15 maja do 1 czerwca 2017 roku. 

5. Zwycięzca zostanie wybrany w drodze losowania. Istnieje możliwość zdobycia dodatkowych losów.

6. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na blogu w ciągu 3 dni od jego zakończenia.

7. W konkursie mogą wziąć udział osoby posiadające adres korespondencyjny na terenie Polski.

8. W konkursie mogą wziąć również osoby nieposiadające bloga.

9. Aby konkurs został rozstrzygnięty, musi się zgłosić minimum 10 osób.

10. Aby wziąć udział w konkursie należy:

a. być publicznym obserwatorem bloga (warunek niekonieczny)
b. udostępnić banner konkursowy na blogu/Google +/Facebooku
c. podać e-mail
d. zgłosić się w komentarzu według wzoru

11. Wzór zgłoszenia:

Obserwuję jako: (opcjonalnie)
E-mail:
Banner: (linki do miejsc, gdzie jest udostępniony) 
Zapoznałem/am się z regulaminem. 


12. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych /Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm./



Dodatkowe losy

Dodatkowe losy można zdobyć na dwa sposoby:
  •  udostępniając banner konkursowy w więcej niż jednym miejscu 
  •  w dniu zakończeniu konkursu być w „top” komentujących (1 miejsce – 3 losy, 2 i 3 miejsce – 2 losy, 4 i 5 miejsce – 1 los) 

Zapraszam!



wtorek, 9 maja 2017

Gdzie jest skrzynia z karabinami? - Artur Pacuła

Tytuł: Gdzie jest skrzynia z karabinami? 
Autor: Artur Pacuła
Ilość stron: 356
Moja ocena: 8/10

Dwa lata temu miałam przyjemność poznać wspaniałą grupkę dzieciaków: Igora, Monikę, Alę i Mirasa. W książce Gdzie jest korona cara? nastoletni poszukiwacze przygód spędzali czas na obozie wspinaczkowym na Zamku Czocha, który niespodziewanie przerodził się w niezapomnianą przygodę, z poszukiwaniem skarbu w roli głównej. Ogromną niespodzianką była dla mnie druga książka z przygodach bohaterów. 
Tym razem wszystko zaczyna się od Igora, który ma spędzić część wakacji u swojego wujka w Katowicach. Chłopak jest zniechęcony, bo co można robić z dala od przyjaciół i to w mieście, w wakacje? Wyjazd zaczyna się niefortunnie, ale przykra sytuacja stawia mu na drodze Krzyśka i szybko się zaprzyjaźniają. 

Coś, co mi się bardzo spodobało w książce to kreacja bohaterów. Dzieciaki są nad wyraz mądrymi i poukładanymi nastolatkami. Niejednokrotnie wykazują się sprytem, umiejętnością strategicznego myślenia i co najważniejsze - umiejętnością pracy w zespole. Stanowią zgraną paczkę, są ze sobą bardzo zżyci i wiedzą, że każde z nich może liczyć na pomoc i  wsparcie ze strony pozostałych. Wiadomo, że nie da się uniknąć wpływu mediów i nowinek technologicznych na dzisiejszą młodzież i ten wpływ jest również widoczny w zachowaniu bohaterów, ale coś, co podoba mi się najbardziej - te dzieciaki wolą spędzać czas na podwórku, grając w piłkę, na szukaniu przygód i aktywności fizycznej niż przed komputerem. Ponadto postawy bohaterów pokazują, że Internet to nie tylko pożeracz czasu, ale też narzędzie, którego umiejętne użytkowanie może przynieść wiele korzyści. 

Czytając tę książkę przypomniało mi się dzieciństwo. Mogłam na chwilę powrócić do tamtych czasów, gdzie największym problemem było to, że mama swoim wołaniem na obiad odrywała nas od zabawy, a zdarte kolana były oznaką świetnie spędzonego dnia. Igora, Monikę, Mirasa i Alę znamy już z poprzedniej części - młodzi poszukiwacze przygód, zdeterminowani, angażujący się w przygodę całym sercem, nie znający słów "poddajemy się". W tej książce do grupki przyjaciół dołącza Krzysiek, który otwiera im furtkę do nowej przygody.

Autor znów umiejętnie wplata wątek historyczny- tym razem Powstania Śląskie, ale nie przerażajcie się! Jest on bardzo subtelnie przedstawiony i stanowi tło historii o zaginionych karabinach. Tutaj pojawia się dziadek Krzyśka - pan Sobotta, który dręczony przez zawistnych ludzi za wszelką cenę chce wyjaśnić stare dzieje. Pan Sobotta jest niesamowicie ciepłym człowiekiem, który wiele w życiu przeszedł i doświadczył. Jest takim statecznym starszym panem, który jednak nie raz nieźle "dał czadu" - uwielbiam takich bohaterów! Zresztą wszyscy bohaterowie kreowani przez Pana Artura są realistyczni, pełnokrwiści. Mają swoją rodzinną historię, zmartwienia i pasje - nie są płascy, ale pełni życia i barw.

Fabuła książki "kręci się" wokół poszukiwania zaginionych karabinów. Są stare pamiątki i listy, w których nastolatkowie szukają wskazówek do odkrycia tajemnicy. Ale między przygodami przewijają się też inne wątki - choćby historia Śląska, czy problemy rodzinne bohaterów. Dla mnie niemałą atrakcją były dialogi prowadzone przez bohaterów w języku śląskim. Nauczyłam się nawet kilku słów po śląsku! Dodatkowo te trudniejsze sformułowania, których znaczenie niekoniecznie da się wyłapać z kontekstu były wyjaśnione, więc nie mam nic do zarzucenia. 

Styl pisania Pana Artura jest lekki, swobodny, sprawiający, że książkę czyta się płynnie i z przyjemnością. Historia nie jest naciągana - choć wiadomo, to książka przygodowa, więc niektóre wątki muszą być uatrakcyjnione. Powieść czyta się szybko, z zaciekawieniem i zapartym tchem. Dialogi są realistyczne, akcja wartka, a bohaterów nie da się nie lubić. Gdzie jest skrzynia z karabinami? na pewno spodoba się młodym wielbicielom książek przygodowych, chociaż ja, mając 22 lata bawiłam się przy niej na prawdę świetnie. Dla mnie to nie tylko rewelacyjna książka dla młodzieży, podkreślająca najważniejsze w życiu wartości, ale też swoistego rodzaju podróż do przeszłości - do dzieciństwa, beztroskich, szczęśliwych dni. Polecam ją zatem każdemu, kto chce przeżyć wraz z bohaterami świetną przygodę, powrócić do starych, dobrych czasów. 

Gdzie jest skrzynia z karabinami? to rewelacyjna powieść przygodowa, z wątkiem historycznym i tajemnicą z czasów II wojny światowej w tle. To powieść o przyjaźni, silnej więzi między nastolatkami, wsparciu, wzajemnym zaufaniu i pasji. Jeśli sami nie macie ochoty przeczytać - polećcie swojemu dziecku, młodszemu rodzeństwu, kuzynce czy kuzynowi. Mało jest tak mądrych i wartościowych książek - o polskich nastolatkach, osadzona w polskich realiach. Jeszcze raz - gorąco polecam!


Bardzo serdecznie dziękuję Panu Arturowi za książkę! Czytanie jej było dla mnie niesamowitą przygodą, pozwalającą na chwile zapomnienia i powrót do dzieciństwa. :)