wtorek, 4 lipca 2017

Czytanie to nie jedyna moja pasja - rower!

Jakiś czas temu Klaudia  z  Z książką do łóżka  rzuciła hasło: czytanie to nie jedyna moja pasja. Często książkoholicy są postrzegani jako osoby nie mające życia poza książkami, osoby, które nie mają innych pasji i zainteresowań. W cotygodniowym cyklu postów, których pomysłodawczynią jest właśnie Klaudia chcemy pokazać, że książkoholicy mają inne pasje :) Mi przyszło podzielić się moją pasją z Wami w pierwszej "turze" postów. Być może nie zaskoczę Was, pewnie dla niektórych będzie to nawet nudne i takie zwyczajne, ale jednak - chcę się z Wami podzielić moim zamiłowaniem do jazdy na rowerze. Brzmi prosto, śmiesznie wręcz nie? Ale proszę, spójrzcie na to przez chwilę z mojej perspektywy. 



Dlaczego właściwie rower, a nie rolki albo bieganie? 

Mieszkam na wsi, na takim trochę odludziu. Pamiętam, jak dostałam swój pierwszy rower - taki trzykółkowy, drewniany. Miałam wtedy ze trzy latka i jeździłam tylko pod okiem taty. Potem dostałam taki rower z prawdziwego zdarzenia - większy, z podpórkami, czerwony. Jeszcze dobrze go nie wyciągnęli z samochodu, a ja już śmigałam po podwórku. Miałam wtedy z 5 lat? W sąsiedztwie mieszkał mój kuzyn i codziennie spotykaliśmy się na "naszym asfalcie" i całymi dniami - dosłownie , jeździliśmy na rowerze, bo nie mieliśmy w pobliżu placu zabaw ani innych atrakcji. Tak więc wychodziliśmy z domu o 9 rano i wracaliśmy po 20, z obdartymi kolanami, jak już nasze mamy traciły cierpliwość i zabierały nas do domu na siłę. Czasem to nawet na obiad nie szliśmy, tylko jedliśmy w pośpiechu na drodze. I właśnie to jest moje pierwsze skojarzenie z dzieciństwem: jazda na rowerze. Jeszcze dziś jak stoję w kuchni i widzę "nasz asfalt", szczególnie teraz, latem to oczyma wyobraźni widzę dzieciaki śmigające na rowerach i uważające to za najfajniejszą zabawę na świecie.

Potem nadszedł ten czas, kiedy byłam już na tyle duża, żeby móc jeździć rowerem do szkoły. Do podstawówki i gimnazjum miałam prawie 4 km, rodzice nie zawsze mogli nas odwozić, bo pracowali, a żadne autobusy nas nie dowoziły. Tak więc moim środkiem lokomocji stał się rower i przez całe gimnazjum, a nawet wcześniej w podstawówce jeździło się do szkoły rowerem. Oczywiście wtedy nie była to żadna atrakcja,  ale fajnie było, jak zamiast godziny drogi na nogach pokonywało się tę drogę w 20 minut rowerem. 

A potem poszłam do liceum oddalonego o 20 km od domu i o dojazdach rowerem mogłam zapomnieć.

Kiedy zaczęłam jeździć na rowerze nałogowo? 

W liceum jakoś zajęłam się czym innym. Nie miałam czasu na rower, bo wychodziłam z domu o 5:30, wracałam po 16, nauka, a nawet jeśli nie, to potem nie miałam już sił na aktywność fizyczną. Generalnie ten czas, kiedy byłam w liceum z pewnych powodów był dla mnie kiepskim czasem -czasem straconym. Nie chodzi o szkołę, bo byłam w cudownej szkole, ze wspaniałymi ludźmi i super nauczycielami, ale prywatnie przepadłam. Dopiero po pójściu na studia, właściwie od drugiego roku zaczęłam żyć pełnią życia. I wtedy wygrzebałam z garażu rower. Początkowo robiłam sobie krótkie trasy, takie 10 kilometrowe, po najbliższej okolicy. Zeszłej wiosny zaczęłam jeździć dalej i częściej. A tej wiosny uzależniłam się. Którejś niedzieli jadąc samochodem z chłopakiem niewiele myśląc zapytałam "Idziemy na rower?" No i poszliśmy.  

Jak często jeżdżę, jak daleko jeżdżę i czy planuję wcześniej trasę? 

Teraz jeżdżę kiedy tylko mogę. Wiadomo, że są obowiązki, ale przynajmniej 3 razy w tygodniu wsiadam na rower i pokonuję dłuższą trasę, taką minimum 50 kilometrową. W każdą niedzielę jeździ ze mną chłopak - on też zaczyna się powoli uzależniać. Zresztą jeżdżenie we dwójkę zawsze jest przyjemniejsze, bo możesz dzielić się z kimś swoją radością i wspólnie zachwycać pięknymi widokami. 



Jeżdżę tam, gdzie mnie akurat poniesie. Zawsze zaczynam od takiej kamienistej drogi niedaleko mojego domu, a potem to już spontaniczne decyzje. Nawet, jak planujemy sobie trasę, to jest to na zasadzie "dziś dojedziemy do Pilzna" albo "tym razem jedziemy do Jodłowej", ale nigdy nie myślimy jak tam dotrzemy - po prostu wszystko wychodzi w trakcie. Najfajniejsze są takie spontaniczne, niezaplanowane trasy - uwierzcie! 

Największą satysfakcje sprawiają mi długie trasy, gdzie jadę dłużej niż 2 godziny i przynajmniej 50 km. Od jakiegoś czasu zaczęłam używać Endomondo i mierzę trasy. Lubię tę aplikację, bo oprócz przebytych kilometrów mierzy mi prędkość, tempo, pokazuje sugerowane nawodnienie i znaczy trasę na mapce. I nie ma co ukrywać - to motywuje! 







Co mi daje jazda na rowerze?

Satysfakcję! 
Nie wyobrażacie sobie, jak ogromną satysfakcję daje pokonanie kilkudziesięciu kilometrów. To nic, że czasami padam z wysiłku i nie mam nawet sił na prysznic. 

Pomaga spalić kalorie
Ale jak przyjemnie!

Wyrabia kondycję. 
Odkąd jeżdżę na rowerze wolniej się męczę, jestem odporniejsza na zmęczenie i dłużej jestem pełna sił.

Energię. 
Nawet godzina jazdy na rowerze dodaje mi masę energii. Mogłabym wtedy góry przenosić. Na dodatek taka jazda na rowerze niesamowicie poprawia nastrój. 

Radość
I szczęście. Serio, czuję się wtedy taka szczęśliwa.. odchodzą wszystkie troski i zmartwienia, jestem tylko ja, rower i droga przede mną. Chwile zapomnienia, zupełnie za darmo.

Wzmacniam kręgosłup, wyrabiam mięśnie nóg, troszczę się o serce. 
Podczas jazdy na rowerze najbardziej pracują łydki i plecy. Mięśnie pleców podtrzymują dolny, lędźwiowy odcinek kręgosłupa, więc jazda na rowerze jest idealnym sposobem by je wzmocnić. Jazda na rowerze to też trening dla serca. Układ krążenia pracuje wydajniej, lepiej dotleniamy narządy wewnętrzne.

Niezapomniane wspomnienia
Zwłaszcza, jeśli jadę z kimś i mam się z kim nimi dzielić, a potem wspominać. Nawet teraz, po miesiącu czy dwóch miło jest powspominać te pierwsze trasy i próby, a jak fajnie będzie wrócić do tych czasów za 10 lat? Dlatego też, jak tylko mogę, uwieczniam wspomnienia na zdjęciach. 

Poznaję okolice. 
Mieszkam tutaj już prawie 22 lata, a dopiero jeżdżąc na rowerze zaczynam odkrywać, jak to wszystko jest powiązane. Ta droga prowadzi tu, a ta dalej jest świetnym skrótem, o którym nie miałam dotychczas pojęcia. 

Kilka słów na zachętę 

Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcić Was do jazdy na rowerze. Nie tylko zadbacie o swoje zdrowie i kondycję, ale też będziecie czerpać z tego ogrom przyjemności. Sami sobie dodacie energii, poczujecie bezgraniczną radość ze zmęczenia. Będziecie mieć okazję podziwiać cudowne widoki, które są na wyciągnięcie ręki, a których nie zauważacie na co dzień. I wreszcie - stworzycie sobie piękne wspomnienia. 





niedziela, 2 lipca 2017

Samotna gwiazda - Paullina Simons

Tytuł: Samotna gwiazda
Autor: Paullina Simons
Ilość stron: 576
Moja ocena: 5/10

Nie pamiętam kiedy ostatnio poszłam do biblioteki bez tytułu w głowie, który chcę pożyczyć.  Chyba od dwóch lat mam ciągłe plany czytelnicze i nie ma miejsca na "przypadkowe" książki. Aż niedawno koleżanka, początkująca czytelniczka poprosiła mnie bym poszła z nią do biblioteki i pomogła jej coś wybrać. I wtedy na półce zauważyłam dwa egzemplarze tej właśnie książki i spontanicznie, razem z koleżanką ją wypożyczyłam. O autorce oczywiście wiele słyszałam, ale jeszcze nic nie czytałam. Czy Samotna gwiazda to dobry wybór na początek przygody z nową autorką?


Paullina Simons opowiada historię czwórki przyjaciół: Chloe, Hannah, Blake i Masona. Znają się od lat, są ze sobą bardzo zżyci, a nawet tworzą pary: cicha i skromna Chloe i gwiazda szkoły Mason, i piękna, przebojowa Hannah i prosty chłopak - Blake, którego marzeniem jest mieć własną firmę transportową. Chloe od dziecka marzy, by zwiedzić Barcelonę i wraz z Hannah postanawiają po zakończeniu szkoły wyruszyć w podróż ich życia. Do dziewcząt dołączają się Blake i Mason. Ich podróż jednak ulega pewnym zmianom, i zanim dotrą do Barcelony muszą zawitać do kilku europejskich państw, między innymi do Łotwy i Polski. Wymarzona wakacyjna podróż okazuje się być czymś znacznie więcej - przede wszystkim próbą dla ich przyjaźni, a także odkrywaniem, na czym polega dorosłe życie.

Bohaterowie to taka mieszanka - Chloe wydała mi się trochę taka bezosobowa, choć autorka dała czytelnikowi sposobność by dobrze ją poznać. Jest fajnie wykreowana, ale nie wzbudziła we mnie praktycznie żadnych uczuć - jej przeżycia nie robiły na mnie większego wrażenia. Hannah nie polubiłam w ogóle, dopiero pod koniec książki wzbudziła we mnie iskierkę sympatii, choć przez cały czas nie potrafiłam zrozumieć jej postępowania. Masona w ogóle nie miałam okazji poznać i polubić i jedyną postacią, którą od samego początku polubiłam i zżyłam się był Blake. Ten chłopak - trochę zdziecinniały, szalony, z mnóstwem irracjonalnych pomysłów wniósł w tę powieść wiele barw i ciepła. Blake zdecydowanie jest wart sympatii, mimo, że czasem był kapryśny i marudny jak dziecko - co w zasadzie miało swoje uzasadnienie. Jest jeszcze jeden bohater wart uwagi - Johny- chłopak, którego poznają w podróży. To on najwięcej namieszał w tej powieści. Nie rozumiem zachwytu dziewcząt nad nim, bo  w moich oczach był zadufanym w sobie wszystkowiedzącym dupkiem, do którego.. no dobra, do którego momentami można było mieć słabość.  Ale generalnie nie trawię typka i nie lubię takich bohaterów. 

Jak dowiedziałam się, że część akcji będzie rozgrywać się w Polsce to byłam bardzo zaciekawiona i ucieszona, bo miło czytać zagranicznych autorów, którzy wspominają o Polsce. Nie wyobrażacie sobie, jak się zawiodłam.. Oczywiście jak tylko bohaterowie wsiedli do polskiego pociągu natknęli się na pijacką imprezę, nie wspominając o tym, że pociąg był mega opóźniony.. Podróżujecie pociągami? Bo mi ostatnio często się zdarza, i zawsze był na czas, nie wspominając już o tym, by w pociągu ktoś spożywał alkohol albo urządzał sobie zakrapianą imprezę. Trafili oczywiście na najgorszy hostel, który był mega drogi a w środku brud, syf i oczywiście - napaleni pijani faceci którzy dobierali się do każdej dziewczyny. Na domiar wszystkiego, w Polsce zostali oszukani, okradzeni, a nawet pobici. No dobra - to książka, ale to przykre, że został wykreowany taki obraz Polski i Polaków, a historia idzie w świat. Serio, zrobiło mi się niesamowicie przykro i straciłam w tamtym momencie entuzjazm co do tej książki. 

Z pozytywów, coś czego nie można odmówić autorce to świetne budowanie napięcie i granie emocjami. Mimo, że historia mnie nie porwała, to były takie momenty, przy których emocje sięgały zenitu, przyspieszało bicie serca i generalnie byłam jedną wielką emocją. To zapisuje na duży plus, bo rzadko się zdarza, żeby autor tak wyraziście i mocno oddawał uczucia bohaterów i tak umiejętnie opisywał towarzyszące ich przeżyciom emocje. 

Na plus należy również zapisać zakończenie, a właściwie sto ostatnich stron książki. Nie spodziewałam się, że takie będzie rozwiązanie. Spodziewałam się czegoś bardziej oczywistego i niemalże do samego końca byłam pewna, że to wszystko inaczej się potoczy. A tu proszę - niespodzianka. I uważam, że takie zakończenie było strzałem w dziesiątkę. Właśnie zakończenie podniosło moją ocenę tej książki, bo zaręczam Wam, że na pewno się takiego czegoś nie spodziewacie. Mnie bardzo satysfakcjonuje i uważam, że autorka nie mogła zrobić tego lepiej. 

Książka Paulliny Simons nie wywarła na mnie takiego wrażenia jak oczekiwałam. Trochę mnie zirytowała, ale generalnie czytało mi się ją z lekkością. Była emocjonująca, aczkolwiek historia nie porwała mnie i nie zawładnęła moim sercem. Ciężko jest mi ją polecać lub odradzać - to już zostawiam Waszej indywidualnej decyzji. 

sobota, 24 czerwca 2017

Kiermasz - sprzedam książki!

Hej!

W związku z zakończeniem pewnego etapu w moim życiu, rozpoczęciem nowego i nadchodzącymi zmianami jestem zmuszona zrobić małe porządki w biblioteczce. Części książek w życiu się nie pozbędę, i jeśli będzie trzeba będę je przewozić w kartonach z miejsca na miejsce. Są jednak takie, do których nie czuję się jakoś bardzo przywiązana i po dłuższym zastanowieniu i sto razy postawionym sobie pytaniem "ale na pewno będziesz w stanie się z nią rozstać?" postanowiłam poszukać im nowego domu. 

Do każdej ceny należy doliczyć koszt wysyłki (10,80 zł list polecony). Osobom zainteresowanym mogę podesłać więcej zdjęć. Jeśli ktoś jest chętny na którąś książkę, to proszę o wiadomość na e-mail: agat_a156@interia.pl 

Całkiem obcy człowiek 
Lato Eden 
stan idealny
12 zł / sztuka 

Księga wyzwań Dasha i Lily - widoczne ślady użytkowania
12 dni Świąt Dasha i Lily - stan idealny 
11 zł / sztuka 


Dziewczyna z Dzielnicy Cudów
Akuszer bogów
stan idealny
15 zł / sztuka
znalazły nowy dom :)

Podaruj mi miłość
stan idealny
15 zł 

Zawsze stanę przy tobie
stan idealny
10 zł 

Prawdodziejka
stan idealny
15 zł 

Pół wieku na czarno
stan idealny
12 zł 

Mówisz pomidor a ja na to: zamknij się!
widoczne ślady użytkowania
5 zł

Emma
The house

książki po angielsku 
widoczne ślady użytkowania, wydania kieszonkowe
3 zł / sztuka 
( w tym przypadku wysyłka około 7 zł) 

E-mail: agat_a156@interia.pl 

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Córka kata - Oliver Pötzsch

Tytuł: Córka kata
Autor: Oliver Pötzsch
Ilość stron: 460 
Moja ocena: 7/10


W Schongau dochodzi do brutalnych morderstw na dzieciach, a oskarżenie pada na akuszerkę - Martę Stechlin, która jest posądzana o współprace z diabłem. Ludzie szybko okrzykują ją czarownicą,  sytuacji nie polepsza fakt, że na ciałach zamordowanych dzieci odnajdują czarnoksięskie symbole. Jednak kat - Jakub Kuisl, jego córka Magdalena i młody medyk Simon wierzą w niewinność akuszerki i na własną rękę próbują odnaleźć sprawcę. 

opis z lubimyczytac.pl


Córkę kata miałam okazję przeczytać dzięki Book Tourowi - inaczej pewnie nie sięgnęłabym po tę książkę. Dlatego bardzo, bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na udział w ciemno bo Córka kata to książka, za jakimi ostatnio tęsknię! 

Ciężko jest mi zacząć tę recenzję - jest wiele kwestii, które chciałabym poruszyć i boję się, że z tego wszystkiego o połowie zapomnę. Byłam przekonana, że książka będzie czystym kryminałem, a tymczasem dostałam świetny kryminał, z historycznym tłem i nawet nutką fantastyki. To właśnie taka książka, która ma taki swój specyficzny klimat, nie do podrobienia, nie dająca się określić jednym gatunkiem. W pewien sposób przypomina mi Cień wiatru - pod względem klimatu, aury i uczuć jakie towarzyszyły mi podczas czytania. Z pewnością jest wciągająca i trzyma czytelnika w napięciu, ale dla mnie to taka książka, którą muszę czytać powoli, i przez dłuższy okres delektować się nią.

Akcja powieści rozgrywa się w średniowieczu i tak też jest stylizowana. Na plus jest to, że język jakim posługuje się autor jest zrozumiały, nie ma archaizmów i stylizowania na siłę języka na średniowieczny. Podczas lektury przenosimy się do innego świata, kilka wieków wstecz i to czuć, co jest ogromną zaletą, bo w moim mniemaniu do spore wyzwanie dla autora, by zabrał czytelnika w taką podróż i zrobił to w taki sposób, by ten się zapomniał. Ja podczas czytania byłam zupełnie w innym świecie - w średniowiecznym bawarskim miasteczku, pośród prostych ludzi, żyjąca tamtymi zdarzeniami i aferami. 


Początkowo nie byłam przekonana do bohaterów. Byli mi obcy, jacyś tacy dalecy i kompletnie nie mogłam się z nimi dogadać. Jednak z biegiem czasu zaczęłam się do nich przekonywać i w konsekwencji bardzo polubiłam kata, który prócz swojej niechlubnej profesji pasjonował się też ziołami i medycyną, z przyjemnością pomagał ludziom przyrządzając ziołowe specyfiki. To taki trochę paradoks - był katem, odbierał ludziom życie, a "po godzinach" zajmował się ich leczeniem - co prawda domowymi sposobami, ale nieraz bardziej skutecznymi niż tymi, którymi dysponował medyk. Kat z jednej strony jest człowiekiem bezwzględnym, silnym i apodyktycznym, ale z drugiej strony jest uczuciowy i ponad wszystko ceni sobie prawdę. Dużą wartością jest dla niego rodzina, co być może nie wynika bezpośrednio z powieści, ale jego podejście do córki, do oskarżonej kobiety i dzieci pokazuje, że jest człowiekiem mądrym, wrażliwym i pragnącym dobra dla najbliższych. Moją ulubioną postacią jest Simon - medyk, a właściwie syn miejscowego medyka. Simon bardziej ufa katowi niż własnemu ojcu i to właśnie kat jest dla niego autorytetem, jeśli chodzi o sposoby leczenia. Na dodatek darzy córkę Jakuba- Magdalenę cieplejszymi uczuciami, co nie spotyka się z aprobatą żadnej z rodzin ani ludzi z miasta. Mimo to, kat i Simon darzą się szacunkiem i potrafią świetnie współpracować.

Jako minusy muszę zaznaczyć okładkę - moim zdaniem jest paskudna, ale kryje świetną historię, więc wybaczone. A drugi minus, już poważniejszy to zakończenie. Nawet mnie specjalnie nie zaskoczyło, chociaż było dość nieprzewidywalne, ale wydało mi się takie spłycone, za krótkie, miałam wrażenie jakby było napisane na odczep. To nie tak, że zepsuło całą historię, ale spodziewałam się czegoś większego. Mimo to, przy lekturze świetnie się bawiłam.

Córka kata to powieść, którą czyta się z zaciekawieniem, Średniowieczny kryminał, z odrobiną historii w tle, oryginalni i niebanalni bohaterowie, żywo poprowadzona akcja sprawiają, że książka wyróżnia się na tle innych. Polecam wszystkim, którzy lubią książki z osobliwym, niepowtarzalnym klimatem i aurą.






czwartek, 15 czerwca 2017

Lato Eden - Liz Flanagan

Tytuł: Lato Eden
Autor: Liz Flanagan 
Ilość stron: 311
Wydawnictwo: IUVI
Moja ocena: 7/10


Dla Jess ten dzień miał być taki zwykle - codzienne poranne czynności, wyjście do szkoły, spotykanie z przyjaciółmi. Jednak nic nie jest tak, jak być powinno. Jej najlepsza przyjaciółka - Eden znika. Nie zostawia po sobie śladu. Tragiczne wydarzenia z przeszłości potęgują strach o Eden. Jess i Eden są nierozłączne - ale czy znają się aż tak dobrze, że Jess uda się w porę odnaleźć Eden?


Na początek muszę wspomnieć o czymś, co chyba po raz pierwszy przeważyło o decyzji, że przeczytam tę książkę. Rzadko zwracam uwagę na okładkę zanim przeczytam opis - to znaczy, jeśli nie spodoba mi się opis, a okładka jest piękna to i tak nie decyduję się na czytanie. A tutaj opis przypadł mi tak średnio do gustu, jednak jak zobaczyłam okładkę, już wiedziałam, że muszę tę książkę mieć. Jeszcze bardziej spodobało mi się to, że okładka doskonale oddane treść i główną bohaterkę - Eden. 

Eden poznajemy głównie dzięki Jess. Jej retrospekcje o przyjaciółce w czasie poszukiwania powoli rysują nam obraz Eden - tajemniczej, przebojowej dziewczyny, która pod pozornie silną i twardą powłoką jest słaba i zagubiona. Praktycznie przez całą powieść nie poznajemy Eden, nie pokazuje nam siebie wprost, a jedynie widzimy ją oczami przyjaciół. Dlatego moim zdaniem okładka pasuje idealnie - niby przedstawia główną bohaterkę, ale odwróconą tyłem - nie widzimy jej twarzy, jej oczu, a więc tego, co w człowieku najważniejsze. Niby jest blisko, a jednak nieosiągalna, tajemnicza, zmuszająca do tego, by ją odkrywać. I taka właśnie jest Eden. Ma trudny charakter, chce by ją odkrywano, pragnie uwagi, ale jest zagubiona i popełnia błędy, które w konsekwencji mogą doprowadzić do tragedii. Eden swoim sprzecznym zachowaniem pokazuje, że źle się czuje sama ze sobą, choć nie chce się do tego przyznać i wciąż poszukuje siebie. 

Kiedy Eden znika, wszyscy stają na głowie by ją odnaleźć. Zdawać by się mogło, że kilka godzin nieobecności nastolatki nie jest powodem, by wszczynać taką aferę. Ale ten przypadek jest inny - w rodzinie Eden niedawno miał miejsce tragiczny wypadek. Dziewczyna przechodzi trudny okres, ostatni czas był dla niej ciężki,a jej ekstrawaganckie zachowanie daje powody ku temu, by myśleć o najgorszym. Jess za wszelką cenę chce odnaleźć przyjaciółkę. Wydawało jej się, że zna ją jak nikt inny. Dziewczyny są ze sobą bardzo zżyte i widzą o sobie niemalże wszystko. Przed laty to właśnie Eden "uratowała" Jess i pomogła jej się pozbierać, kiedy to straciła wiarę w sens życia. To Eden była dla niej najlepszą przyjaciółką, ostoją, ucieczką, bezpieczeństwem. Teraz ona musi uratować Eden i robi wszystko co w jej mocy, ale okazuje się, że wcale nie zna przyjaciółki tak dobrze. Wyrusza na poszukiwania jej śladami, ale co rusz natyka się na przeszkody. 

Lato Eden to książka o przyjaźni. Pokazuje, jak wygląda prawdziwa przyjaźń. Przyjaźń, to nie tylko wspólne imprezy, śmiech i radość, ale także chwile słabości, płacz, a nawet kłótnie i ciche dni. Przyjaźń nieraz wystawiana jest na próbę, a tragiczne wydarzenia i trudne sytuacje życiowe najlepiej ją weryfikują. Ta książka uświadamia, że w przyjaźni, jak i w życiu nie zawsze jest kolorowo, czasem trzeba pokonać wiele trudności, stawić czoła przeciwnościom, przeboleć milczenie i kłamstwa, może czasem być krok od utraty czegoś, by docenić to, co w życiu jest najważniejsze. Relacja Eden i Jess jest silna i prawdziwa, ale burzliwa. Brak rozmowy i dążenia do porozumienia wystawia ich przyjaźń na wielką próbę, ale czy nie tak jest w życiu? Ta powieść moim zdaniem jest jedną z tych, która najlepiej i najprawdziwiej oddaje istotę przyjaźni. 

Oprócz tej najistotniejszej myśli, autorka porusza szereg innych tematów, równie ważnych, aczkolwiek ukazanych w mniejszym stopniu. Porusza temat pierwszych miłości i uniesień, akceptacji samych siebie, problemów nastolatków. Zwraca uwagę na to, że nastolatki często zagubione nie proszą o pomoc, a sami próbują rozwiązać swoje problemy, a niepowodzenia mogą doprowadzić nawet do prób samobójczych. Kreacja bohaterek ukazuje, że ten trudny dla każdego nastolatka okres to wewnętrzna walka ze samym sobą, ogrom niepewności, strachu i borykanie się z własnymi słabościami i ułomnościami. 

Styl autorki jest prosty, czasami wydawało mi się, że aż zbyt prosty. Pisze jednak ładnie, zrozumiale. Wydanie książki jest przepiękne- sama okładka cieszy oczy, a do pracy wydawnictwa nie mam żadnych zastrzeżeń. 

Powieść Liz Flanagan wzbudza w czytelniku wiele emocji. Lato Eden to książka poruszająca i dająca do myślenia. Porusza trudne tematy i nie należy do lekkich czytadełek, ale mimo swojej powagi czyta się ją lekko i z przyjemnością. To książka o przyjaźni, poszukiwaniu i akceptacji samego siebie, a także o trudnych wyborach i ich konsekwencjach. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu IUVI




niedziela, 11 czerwca 2017

Wyniki konkursu z "Gdzie jest skrzynia z karabinami?"

Z małym poślizgiem, ale przyszedł czas na ogłoszenie wyników konkursu, w którym do wygrania była książka Artura Pacuły - Gdzie jest skrzynia z karabinami? 



Co prawda regulamin konkursu przewidywał, że aby losowanie się odbyło musi się zgłosić 10 osób, a zgłosiło się tylko 8, ale po konsultacji z autorem postanowiłam mimo to wylosować zwycięzcę. 

Można było zdobyć dodatkowe losy, za bycie w "top komentujących" i takie losy zdobyły 
Kitty Ailla (3 dodatkowe) i martucha180 (2 dodatkowe).





Nie przedłużając, zwycięzcą jest...


Kitty Ailla!

Gratuluję! 



sobota, 27 maja 2017

Prawdodziejka - Susan Dennard

Tytuł: Prawdodziejka
Autor: Susan Dennard
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 391
Moja ocena: 7/10

Jak ja dawno nie czytałam fantastyki! Takiej fantastyki z prawdziwego zdarzenia, z całkowicie fikcyjnym światem, oryginalnymi bohaterami i ciekawą fabułą. Prawdodziejka to książka, która przypomniała mi, za co uwielbiam fantastykę.


Iselut jest więziodziejką - wiedźmą, która widzi nici więzi - emocji i uczuć u innych, natomiast Safiya jest bardzo rzadko spotykaną wiedźmą - prawdodziejką, która potrafi wyczuć, gdy ktoś kłamie. Właśnie ten fakt sprawia, że Safi i Iselut często wpadają w tarapaty i muszą uciekać z domu. Uciekać nie jest łatwo - młode wiedźmy są ścigane przez krwiodzieja, a różne osoby chcą je wykorzystać by osiągnąć swoje cele. Pojawiają się też ludzie, którzy chcą im pomóc, ale nic jest tak łatwe i proste, jakby się mogło wydawać.

Susan Dennard to powiew świeżości w fantastyce. Po raz pierwszy na autorkę natknęłam się właśnie poprzez Prawdodziejkę i od pierwszej książki polubiłam jej styl, sposób pisania i kreowania bohaterów.

Safi i Iselut są więziosiostrami - gdyby zaszła taka potrzeba, mogłyby za sobą skoczyć w ogień. Jedna drugą zawsze ratuje z tarapatów i nigdy nie zostawi bez pomocy. To coś więcej niż przyjaźń, niż siostrzana miłość - więź która łączy więziosiostry jest niezwykle silna. Dziewczyny wiedza, że mogą na siebie liczyć zawsze, w każdej sytuacji - jedna w drugiej ma wsparcie niezależnie od wszystkiego. Główne bohaterki są dobrze wykreowane - brakowało mi trochę wyjaśnienia, skąd się w ogóle wzięły, ale ich wygląd, charaktery, uczucia i emocje nimi targające na obecną chwile są żywe, barwne i realne.

Na uwagę zasługuje też książę Merik. Podobnie jak Safi i Iseul jest świetnie przedstawiony czytelnikowi, znamy jego pobudki do działania, wychodzi na jaw jego prawdziwe oblicze, a nie tylko to, które pokazuje swoim podwładnym. Jest odpowiedzialny za swoich ludzi i chce jak najlepiej dla swojego kraju. Nie jest bezwzględnym władcą, który pragnie bogactw i wygód tylko dla siebie, ale człowiekiem, który kieruje się dobrem i bezpieczeństwem innych. Chyba za to tak go polubiłam - za to, że mając w ręku możliwości, nie wykorzystuje ich wyłącznie po to, by osiągnąć korzyści dla siebie. 

Safi i Merik to połączenie wybuchowe - od samego początku jest między nimi napięcie, ale czy to pożądanie, czy nienawiść? Jedno jest pewne: przy tej dwójce nie można się nudzić! Większość scen z ich udziałem w mniejszym lub większym stopniu przybierała humorystyczny odcień. 

Początkowo ciężko było mi się połapać w świecie wykreowanym przez autorkę. Aż się prosiło o mapkę! (Uwielbiam książki fantasy z mapkami). Z biegiem czasu jednak przyswoiłam nazwy, załapałam kto, co i gdzie. Świat przedstawiony w książce jest dosyć złożony i rozległy. Sama historia jest złożona, bo pod każdą z pomniejszych kryje się inna, coraz większa, prowadząca do poważniejszej sprawy, która ma o wiele większy zasięg niż mogłoby się zdawać. Jest dużo intryg i tajemnic, niektórzy bohaterowie są nieprzeniknieni i nie wiadomo, czy są sojusznikami, czy wrogami.  Ale właśnie to dodaje książce atrakcyjności - niepewność, która wciąga, bohaterowie, których trudno rozgryźć. 

Najlepsze w powieściach fantasy jest to, że można stworzyć coś nowego, nierealnego i nikt się do tego nie może przyczepić, bo to przecież fantasy, wyobraźnia autora. Susan Dennard stworzyła coś nowego. W Prawdodziejce bohaterowie mają swoje moce, obecna jest magia w oryginalnym wydaniu. W ten sposób mamy prawdodziejkę, wiatrodziejów, więziodziejów, ogniodziejów czy wododziejów. Każde specjalizuje się w czym innym - prawdodziejka wie, kiedy ktoś kłamie, wiatrodziej potrafi panować nad powietrzem, ogniodziej nad ogniem i dodatkowo ma moc uzdrawiania. 

Prawdodziejka to powieść która porywa czytelnika: podczas czytania towarzyszy nam niepewność, ciekawość i masa emocji.  Ucieczka Safi i Iselut jest pełna niebezpieczeństw czyhających na każdym kroku, ludzi, którym nie widzą czy mogą ufać i nieprzewidzianych wydarzeń, które komplikują całą sytuację. Polityczne tło nadaje powieści charakteru i poszerza horyzont wydarzeń. Uknute intrygi i tajemnice stopniowo zaczynają wychodzić na jaw, sprawiając, że trzymają czytelnika w napięciu i nie pozwalają odłożyć książki na potem. A zakończenie sprawiło, że chcę jak najszybciej dowiedzieć się co dalej będzie się działo z bohaterami. Co bardzo ważne - zabawne sceny z udziałem Safi i Merika oraz napięcie między nimi dodają powieści lekkości i barw - są takimi chwilami wytchnienia pomiędzy walką z przeciwnościami. Prawdodziejka to fantastyka w wydaniu, jakie lubię najbardziej! 


Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN


Lubimy czytać | Matras | Empik | Bonito 




środa, 17 maja 2017

Immunitet - Remigiusz Mróz

Tytuł: Immunitet
Autor: Remigiusz Mróz
Ilość stron: 648
Moja ocena: 8/10


Immunitet jest czwartą książką opowiadającą o przygodach przebojowej prawniczki Joanny Chyłki. Tym razem do Joanny zgłasza się najmłodszy w historii sędzia Trybunały Konstytucyjnego, a zarazem jej kolega ze studiów, który został oskarżony o morderstwo popełnione przed laty. Jako że dla prawniczki nie ma rzeczy niemożliwych, postanawia zająć się sprawą, mimo, że wszystko wskazuje na to, iż jej klient jest winny. W sprawie niezmiennie pomaga jej aplikant Kordian Oryński. 

Remigiusza Mroza polubiłam już od pierwszej książki jaką przeczytałam. Ta jest już siódmą z kolei i wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem pióra autora. Wydawać by się mogło, że czwarta książka o perypetiach tej samej prawniczki może być już nudna, wątki zaczną się powtarzać i tym samym nie uda się uniknąć schematyczności. Jednak nie w tym przypadku - tu za każdym razem czytelnik dostaje coś innego.

Joanna Chyłka, która w pewnym momencie popadła w nałóg w tym tomie zaczyna odbijać się od dna. Głównym wątkiem w książce jest oczywiście sprawa oskarżonego sędziego i prawnicy za wszelką cenę próbują ją rozwikłać, jednak obok tej sprawy pojawiają się przebłyski życia prywatnego zarówno Joanny jak i Kordiana. Twarda i bezkompromisowa prawniczka skrywa bolesną przeszłość i w tym tomie autor uchyla czytelnikom rąbka tajemnicy dotyczącej wydarzeń sprzed lat, które ukształtowały Joannę. Kordian w swoich działaniach wyraża więcej, niż mogłyby to uczynić słowa. W sytuacji kryzysowej jest zdeterminowany i gotów poświęcić wszystko, by tylko ratować Chyłkę. W Immunitecie relacja Joanny i Kordiana zdaje się wchodzić na nowy poziom. Autor umiejętnie porusza się pośród damsko-męskich uczuciowych zawirowań. Wydawać by się mogło, że już, już ich relacja nabierze nowych barw a tymczasem-  nie, nie ma tak łatwo. 

Immunitet, podobnie jak inne książki Pana Mroza czyta się szybko, jednym tchem. Czytelnik zapomina, że w książce jest sporo prawniczych terminów, bo autor tak umiejętnie je wplata w akcje i tłumaczy, że bez problemu można się we wszystkim połapać. Nie brakuje zwrotów akcji, charakterystycznych dla Chyłki zagrań i odpowiedniej dawki humoru. Niezmiennie rozbrajają mnie dialogi prowadzone przez prawniczy duet. Na ponad sześciuset stronach nie nudziłam się nawet przez chwilę - a to jest ogromny wyczyn dla autora, aby nie zanudzić czytelnika. Przeciwnie, autor tak konstruuje historię, by przez cały czas trzymać czytelnika w napięciu i nie dać mu odetchnąć. Trudno jest się oderwać od książek Mroza. 

A co mnie najbardziej w tej książce zszokowało? Zakończenie. To już nawet nie zakończenie dotyczące sprawy prowadzonej przez Chyłkę i Oryńskiego, ale zakończenie dotyczące wyłącznie Chyłki. Nie wiem, jak autor wpadł na taki pomysł - no dobra, z ostatnimi przygodami Chyłki to nie jest znów takie dziwne, ale.. Chyłka? Serio? Ona jest chyba ostatnią osobą, którą bym o coś takiego posądziła. Dlatego tak bardzo, bardzo, bardzo nie mogę się doczekać aż sięgnę po Inwigilację (jestem na 8 (!) miejscu oczekujących w bibliotece :(( ) bo nie potrafię sobie wyobrazić Joanny w takiej sytuacji. Jestem niesamowicie ciekawa, co tym razem wymyślił autor, jak będzie postępować Chyłka i jaka będzie w tym wszystkim rola Kordiana. 

Immunitet po raz kolejny zabiera czytelnika do prawniczego świata, by wraz z niezwykłym prawniczym duetem zagłębić się w skomplikowaną sprawę. Remigiusz Mróz w tym tomie pokazuje więcej Chyłki prywatnie. Jak zwykle jest dużo humoru, ciętego języka Joanny, zawirowań, zagadek do rozwiązania i niewygodnych prawd. Tę obszerną powieść czyta się bardzo szybko - jednym tchem. I tak jak wspomniałam - zakończenie wprawia w takie osłupienie, że przez kolejne dziesięć minut czytelnik siedzi z książką w ręku i bezgłośnie powtarza "co?".  Myślę, że miłośników Chyłki i Oryńskiego nie muszę przekonywać do sięgnięcia po książkę. A tych, którzy jeszcze twórczości Remigiusza Mroza nie znają (są tacy?) gorąco zachęcam. Jeśli lubicie thrillery, okraszone humorem, oryginalnych bohaterów i zagadki pozornie nie do rozgryzienia - to książki dla Was. 

poniedziałek, 15 maja 2017

Konkurs: wygraj książkę "Gdzie jest skrzynia z karabinami?"

Moi drodzy,
mam przyjemność zaprosić Was do udziału  w konkursie, w którym do wygrania jest książka przygodowa Artura Pacuły Gdzie jest skrzynia z karabinami? 

Na temat książki zachwycałam się TU, więc jeśli ktoś jeszcze nie jest przekonany - zapraszam do recenzji. 

I cóż - zapraszam do udziału w konkursie, na prawdę warto!



Regulamin konkursu


1. Organizatorką konkursu jest właścicielka bloga Apteka Literacka – bookworm.

2. Sponsorem nagrody jest autor książki – Artur Pacuła.

3. Nagrodą w konkursie jest książka Gdzie jest skrzynia z karabinami? Artura Pacuły.

4. Konkurs trwa od 15 maja do 1 czerwca 2017 roku. 

5. Zwycięzca zostanie wybrany w drodze losowania. Istnieje możliwość zdobycia dodatkowych losów.

6. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone na blogu w ciągu 3 dni od jego zakończenia.

7. W konkursie mogą wziąć udział osoby posiadające adres korespondencyjny na terenie Polski.

8. W konkursie mogą wziąć również osoby nieposiadające bloga.

9. Aby konkurs został rozstrzygnięty, musi się zgłosić minimum 10 osób.

10. Aby wziąć udział w konkursie należy:

a. być publicznym obserwatorem bloga (warunek niekonieczny)
b. udostępnić banner konkursowy na blogu/Google +/Facebooku
c. podać e-mail
d. zgłosić się w komentarzu według wzoru

11. Wzór zgłoszenia:

Obserwuję jako: (opcjonalnie)
E-mail:
Banner: (linki do miejsc, gdzie jest udostępniony) 
Zapoznałem/am się z regulaminem. 


12. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych /Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm./



Dodatkowe losy

Dodatkowe losy można zdobyć na dwa sposoby:
  •  udostępniając banner konkursowy w więcej niż jednym miejscu 
  •  w dniu zakończeniu konkursu być w „top” komentujących (1 miejsce – 3 losy, 2 i 3 miejsce – 2 losy, 4 i 5 miejsce – 1 los) 

Zapraszam!



wtorek, 9 maja 2017

Gdzie jest skrzynia z karabinami? - Artur Pacuła

Tytuł: Gdzie jest skrzynia z karabinami? 
Autor: Artur Pacuła
Ilość stron: 356
Moja ocena: 8/10

Dwa lata temu miałam przyjemność poznać wspaniałą grupkę dzieciaków: Igora, Monikę, Alę i Mirasa. W książce Gdzie jest korona cara? nastoletni poszukiwacze przygód spędzali czas na obozie wspinaczkowym na Zamku Czocha, który niespodziewanie przerodził się w niezapomnianą przygodę, z poszukiwaniem skarbu w roli głównej. Ogromną niespodzianką była dla mnie druga książka z przygodach bohaterów. 
Tym razem wszystko zaczyna się od Igora, który ma spędzić część wakacji u swojego wujka w Katowicach. Chłopak jest zniechęcony, bo co można robić z dala od przyjaciół i to w mieście, w wakacje? Wyjazd zaczyna się niefortunnie, ale przykra sytuacja stawia mu na drodze Krzyśka i szybko się zaprzyjaźniają. 

Coś, co mi się bardzo spodobało w książce to kreacja bohaterów. Dzieciaki są nad wyraz mądrymi i poukładanymi nastolatkami. Niejednokrotnie wykazują się sprytem, umiejętnością strategicznego myślenia i co najważniejsze - umiejętnością pracy w zespole. Stanowią zgraną paczkę, są ze sobą bardzo zżyci i wiedzą, że każde z nich może liczyć na pomoc i  wsparcie ze strony pozostałych. Wiadomo, że nie da się uniknąć wpływu mediów i nowinek technologicznych na dzisiejszą młodzież i ten wpływ jest również widoczny w zachowaniu bohaterów, ale coś, co podoba mi się najbardziej - te dzieciaki wolą spędzać czas na podwórku, grając w piłkę, na szukaniu przygód i aktywności fizycznej niż przed komputerem. Ponadto postawy bohaterów pokazują, że Internet to nie tylko pożeracz czasu, ale też narzędzie, którego umiejętne użytkowanie może przynieść wiele korzyści. 

Czytając tę książkę przypomniało mi się dzieciństwo. Mogłam na chwilę powrócić do tamtych czasów, gdzie największym problemem było to, że mama swoim wołaniem na obiad odrywała nas od zabawy, a zdarte kolana były oznaką świetnie spędzonego dnia. Igora, Monikę, Mirasa i Alę znamy już z poprzedniej części - młodzi poszukiwacze przygód, zdeterminowani, angażujący się w przygodę całym sercem, nie znający słów "poddajemy się". W tej książce do grupki przyjaciół dołącza Krzysiek, który otwiera im furtkę do nowej przygody.

Autor znów umiejętnie wplata wątek historyczny- tym razem Powstania Śląskie, ale nie przerażajcie się! Jest on bardzo subtelnie przedstawiony i stanowi tło historii o zaginionych karabinach. Tutaj pojawia się dziadek Krzyśka - pan Sobotta, który dręczony przez zawistnych ludzi za wszelką cenę chce wyjaśnić stare dzieje. Pan Sobotta jest niesamowicie ciepłym człowiekiem, który wiele w życiu przeszedł i doświadczył. Jest takim statecznym starszym panem, który jednak nie raz nieźle "dał czadu" - uwielbiam takich bohaterów! Zresztą wszyscy bohaterowie kreowani przez Pana Artura są realistyczni, pełnokrwiści. Mają swoją rodzinną historię, zmartwienia i pasje - nie są płascy, ale pełni życia i barw.

Fabuła książki "kręci się" wokół poszukiwania zaginionych karabinów. Są stare pamiątki i listy, w których nastolatkowie szukają wskazówek do odkrycia tajemnicy. Ale między przygodami przewijają się też inne wątki - choćby historia Śląska, czy problemy rodzinne bohaterów. Dla mnie niemałą atrakcją były dialogi prowadzone przez bohaterów w języku śląskim. Nauczyłam się nawet kilku słów po śląsku! Dodatkowo te trudniejsze sformułowania, których znaczenie niekoniecznie da się wyłapać z kontekstu były wyjaśnione, więc nie mam nic do zarzucenia. 

Styl pisania Pana Artura jest lekki, swobodny, sprawiający, że książkę czyta się płynnie i z przyjemnością. Historia nie jest naciągana - choć wiadomo, to książka przygodowa, więc niektóre wątki muszą być uatrakcyjnione. Powieść czyta się szybko, z zaciekawieniem i zapartym tchem. Dialogi są realistyczne, akcja wartka, a bohaterów nie da się nie lubić. Gdzie jest skrzynia z karabinami? na pewno spodoba się młodym wielbicielom książek przygodowych, chociaż ja, mając 22 lata bawiłam się przy niej na prawdę świetnie. Dla mnie to nie tylko rewelacyjna książka dla młodzieży, podkreślająca najważniejsze w życiu wartości, ale też swoistego rodzaju podróż do przeszłości - do dzieciństwa, beztroskich, szczęśliwych dni. Polecam ją zatem każdemu, kto chce przeżyć wraz z bohaterami świetną przygodę, powrócić do starych, dobrych czasów. 

Gdzie jest skrzynia z karabinami? to rewelacyjna powieść przygodowa, z wątkiem historycznym i tajemnicą z czasów II wojny światowej w tle. To powieść o przyjaźni, silnej więzi między nastolatkami, wsparciu, wzajemnym zaufaniu i pasji. Jeśli sami nie macie ochoty przeczytać - polećcie swojemu dziecku, młodszemu rodzeństwu, kuzynce czy kuzynowi. Mało jest tak mądrych i wartościowych książek - o polskich nastolatkach, osadzona w polskich realiach. Jeszcze raz - gorąco polecam!


Bardzo serdecznie dziękuję Panu Arturowi za książkę! Czytanie jej było dla mnie niesamowitą przygodą, pozwalającą na chwile zapomnienia i powrót do dzieciństwa. :) 

środa, 3 maja 2017

Wędrujący zeszyt, i co u mnie?

Hej!

Na początek jedna sprawa, a mianowicie:


Wędrujący zeszyt
 czy Zeszyt podróżnik - jak kto woli :) 




O co w tym wszystkim chodzi?
Jakiś czas temu założyłam zeszyt - Wędrujący zeszyt. Na grupie Mini Maratony znalazłam chętne dziewczyny, które były zainteresowane wpisaniem się do niego. I tak od pewnego czasu krążył po Polsce, a dziewczyny wpisywały się. Teraz kolejka się skończyła i szukam chętnych osóbek, które chciałyby w zeszycie dodać coś od siebie.

A co pisać w zeszycie? 
Co chcecie! Możecie wpisać przepis na swoje ulubione ciasto czy danie (uwielbiam piec i gotować, więc chętnie przyjmuję!), możecie polecić mi jakąś książkę, film czy serial. Możecie opisać swój dzień, podzielić się ze mną waszym ulubionym momentem czy szczęśliwym wspomnieniem. Możecie coś narysować, wkleić swoje zdjęcia, wyżalić się, podzielić przemyśleniami na dowolny temat, pochwalić swoim osiągnięciem, zwierzakiem czy odkryciem. Generalnie: co tylko chcecie! Kreatywności nigdy za wiele. :) 


Zdjęcia dzięki uprzejmości Justysi <3 Oczywiście zapomniałam zrobić zdjęcia przed posłaniem zeszytu w świat, więc poprosiłam o nie Justysię - dziękuję! :) 

Gdyby ktoś był chętny na wpis - zostaw wiadomość w komentarzu ze swoim mailem, albo napisz do mnie na agat_a156@interia.pl, a ja prześlę dokładne informacje co i jak :)

O maju

Przyszedł maj, a z majem, no właśnie - jeszcze bardziej intensywny czas na uczelni, jeszcze mniej wolnego czasu, a tyle chciałoby się zrobić! Zwłaszcza kiedy jest się książkoholikiem - kto z nas nie chciałby poleżeć na kocu z książką? Ja wbrew wszystkiemu lubię mieć intensywne dni, wypełnione obowiązkami i brakiem czasu - lubię każdy dzień wykorzystywać maksymalnie. Dlatego nie przeszkadza mi, że muszę szukać chwili na poczytanie, ale za to gdy trafi się jeden luźniejszy dzień - jest cudownie!

Nie lubię snuć dalekosiężnych planów, nastawiać się na coś i oczekiwać. Podchodzę do takich spraw raczej ze spokojem, a cieszę się dopiero wtedy, kiedy dochodzi do realizacji. 
Maj zapowiada się interesująco. To już przedostatni miesiąc na uczelni - tak, w czerwcu będę licencjatem! Czeka mnie teraz ostateczna poprawa pracy licencjackiej, końcówka maja to już pierwsze zaliczenia i egzaminy zerowe, oddawanie projektów i prac semestralnych. Uczelnia pochłania ogromną ilość czasu, ale chcę wreszcie wsiąść na rower! Gdy tylko znajdę wolną chwilę, na pewno udam się na przejażdżkę rowerem. 

W maju, a dokładnie 15 maja będę chciała wziąć udział w spotkaniu autorskim z Agnieszką Opolską. Mam nadzieję, że się uda! 

Skoro jestem już przy sprawach książkowych - w maju mają premierę 2 książki, które MUSZĘ mieć i zamówię gdy tylko pojawią się w księgarniach. Mowa o Żercy Katarzyny Bereniki Miszczuk i Czereśnie zawsze muszą być dwie Magdaleny Witkiewicz. 





















Co na blogu? 
Na blogu zapewne pojawią się recenzje. Mam do zrecenzowania przeczytany już Immunitet Mroza i czytaną obecnie Gdzie jest skrzynia z karabinami? Artura Pacuły. Reszta wyjdzie w praniu. Ponadto chcę wstawić post - moje przemyślenia o spełnianiu marzeń. 

Oprócz tego chcę jak najwięcej czasu spędzić z bliskimi, kraść ulotne chwile i cieszyć się tym, co przyniesie jutro! 

Myślę nad tym, żeby od czasu do czasu wrzucać luźne posty, poza tematyką książkową. Przemyślenia, trochę o muzyce, może coś o filmach, serialach. Co Wy na to? Czytalibyście takie posty? :) 

Maturzystom życzę powodzenia na maturze, a całej reszcie: cieszcie się majem! :) 


Piosenka na dziś:





wtorek, 25 kwietnia 2017

Wszystkie twoje marzenia - Agata Czykierda-Grabowska

Tytuł: Wszystkie twoje marzenia
Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Wydawnictwo: OMGBooks
Moja ocena: 8/10

Premiera: 10 maja 2017


Zastanawialiście się kiedyś, czym właściwie są marzenia? Po co marzyć? Pewnie część z Was wie, że jestem marzycielką. O marzeniach mogłabym pisać i pisać, ale nie o tym ma być ten post. Wszystkie twoje marzenia zainspirowały mnie i umocniły w moich przekonaniach, ale żeby nie zanudzać dziś, postanowiłam, że o marzeniach zrobię oddzielny post. A tymczasem zajmujmy się książką.

Maja i Kamil poznają się pewnego wieczoru, kiedy sfrustrowana dziewczyna planuje wrzucić swojego opla do Wisły. Energiczna i mająca ogromny apetyt na życie Maja szybko zawraca w głowie Kamilowi, choć od samego początku daje mu jasno do zrozumienia: obiecaj, że się we mnie nie zakochasz. Przystojny student nie widzi w tym niczego złego: mogą być kumplami z akademika, zwłaszcza, że obydwoje dopiero sprowadzili się do Warszawy i nie mają wielu znajomych. Tylko czy taki układ może trwać niezmiennie, mimo ocieplających się uczuć? 

Wszystkie twoje marzenia to druga książka Agaty Czykierdy-Grabowskiej, którą dane mi było przeczytać. Będąc po ogromnym wrażeniem Jak powietrze miałam już pewne oczekiwania i byłam nastawiona na książkę, którą będę czytać z zapartym tchem i z takim.. zapomnieniem się, znacie to uczucie? Kiedy nie ma NIC tylko Ty i książka, i choć ciałem przebywasz w łóżku, parku czy autobusie to duchem jesteś tam, gdzie bohaterowie? To chyba najwyższy stan zaczytania, słowem - autor lepiej tego nie mógł zrobić, bo zabrał czytelnika w całości.

Tej autorce po raz kolejny to się udało. Co sprawia, że podczas czytania książek Agaty Czykierdy-Grabowskiej nie ma mnie, bo przebywam wtedy w innym świecie? 

Pisarka tworzy niesamowicie rzeczywistych bohaterów. Maja i Kamil są studentami, dopiero rozpoczynającymi nowe życie. Jak każdy mają pewne obawy, są być może trochę zagubieni, ale starają się sprawiać jak najlepsze wrażenie. Ich sposób zachowywania się jest naturalny, normalny. Czytając książkę miałam wrażenie, jakbym to ja zaczynała właśnie pierwszy rok studiów, przeprowadzała się do nowego miasta, poznawała nowych ludzi i zaczynała życie na własną rękę. Autorka opisuje ich w sposób swobodny, nie ma tu sztucznego zachowania, naciąganych sytuacji, które mają rzekomo dodawać atrakcyjności. Nie. Jest rzeczywistość i naturalność - do tego stopnia, że ktoś mógłby powiedzieć, że jest zbyt surowo - ale to właśnie jest najlepsze. Bo jest tak, jakby to wszystko działo się naprawdę. 

Bohaterowie są ludźmi takimi jak my. Maja jest silną dziewczyną, kochającą gotować, śmiać się i sprawiać innym przyjemność.  Wydaje się, że jest taką osobą, która nie chce nikogo w żaden sposób skrzywdzić. Ma jednak swoje zasady, których mocno się trzyma. Ta silna i twarda Maja, w środku jest delikatną dziewczyną, która jak każdy potrzebuje bliskości, przyjaźni, zrozumienia i wsparcia. Kamil jest przystojnym studentem, za którym ogląda się niejedna dziewczyna. Jego poprzednie nieudane związki utwierdzają go w przekonaniu, że nie potrzebuje dziewczyny, jednak przy Mai czuje się inaczej.  Jest chłopakiem mocno doświadczonym przez życie. Kiedy coś robi, wkłada w to całe serce. Myślę, że dla niejednej dziewczyny Kamil to ideał chłopaka - przystojny, z poczuciem humoru, czuły i troskliwy, gotowy skoczyć za nią w ogień.

Agata Czykierda-Grabowska bardzo mocno eksponuje w powieści uczucia i emocje. Czytelnik poprzez świetną kreację bohaterów i realistyczne opisy wydarzeń czuje się integralną częścią powieści, a co za tym idzie razem z bohaterami odczuwa radość, strach, ekscytację czy niepewność. Co prawda nie ma tu większych zwrotów akcji, a historia należy raczej do spokojnych, ale są takie momenty, które nie pozwalają czytelnikowi przerwać czytania bo trzymają w napięciu i koniecznie chcesz się dowiedzieć co będzie dalej. 

Maja i Kamil tak jak każdy młody człowiek mają swoje marzenia, pragnienia, potrzeby i obawy. Ta książka mówi nie tylko o tym, jak wiele dla człowieka mogą znaczyć marzenia i ich spełnianie, ale pokazuje też, że młody człowiek często ma swoją bolesną przeszłość, problemy z którymi musi się mierzyć sam, bo czasem nawet nasi najbliżsi - rodzina, przyjaciele nie są dla nas wsparciem. Niekiedy pozornie beztroskie osoby noszą w sobie ogromny ciężar, którego nie będą się mogli pozbyć do końca życia, jednak druga osoba - obecność, bliskość i uczucie mogą uczynić ten ciężar lżejszym. I tak właśnie jest w przypadku tej dwójki - uczucie rodzące się między nimi jest niby zabronione, ale każde coraz bardziej się w nim zatapia, aż w pewnym momencie dochodzą do miejsca, gdzie nie potrafią już bez siebie funkcjonować.

Autorka posługuje się bardzo naturalnym, swobodnym językiem. Dialogi między bohaterami wypadają realnie. Skoro jestem przy dialogach, muszę wspomnieć o humorze. Bo ta dwójka świetnie się ze sobą dogaduje, nie brak więc zabawnych docinek, określeń i słownych utarczek, A to jeszcze bardziej urealnia tę powieść. Styl autorki jest lekki i piękny w swojej prostocie. 

Wszystkie twoje marzenia to powieść o poszukiwaniu przyjaźni, odkrywaniu na nowo miłości, marzeniach i ich spełnianiu. Kamil i Maja uosabiają młodych ludzi wchodzących w dorosłe życie - ich postaci pokazują, że w tym okresie potrzebujemy miłości, wsparcia, bliskości fizycznej. Potrzebujemy popełniać błędy i uczyć się na nich, potrzebujemy chwil zapomnienia, spontanicznych decyzji i chwili bezgranicznego szczęścia. To książka, która mówi o uczuciach i jednocześnie gra na naszych emocjach. Lekka, przyjemna lektura, ale niezwykle mądra i motywująca.Perfekcyjna w swej prostocie. 


wtorek, 18 kwietnia 2017

Kobiety ciężkich obyczajów - Natasza Socha

Tytuł: Kobiety ciężkich obyczajów
Cykl: Matki, czyli córki (3)
Autor: Natasza Socha 
Wydawnictwo: Pascal
Ilość stron: 380
Moja ocena: 7/10

Po lekkich, zabawnych i przyjemnych poprzednich tomach przyszedł czas na mocne zakończenie serii. Natasza Socha tym razem serwuje czytelnikom historię trudną i skomplikowaną, ukazuje złożoność ludzkiej psychiki i to, jak daleko mogą sięgnąć konsekwencje czyichś wyborów. Autorka tym razem skupia się na Kirze, najmłodszej kobiecie z trzypokoleniowej rodziny. Naprzemiennie z historią Kiry opowiada losy Kwiryny - prababki dziewczyny, od której wszystko się zaczęło. Powracając do przeszłości - do czasów drugiej wojny światowej Natasza Socha krok po kroku otwiera przed czytelnikiem historię rodziny, pokazując jak wydarzenia i decyzje z przeszłości ją kształtowały.

Kira jest młodą kobietą, która zraniona w przeszłości postanowiła nie pozwalać sobie na miłość. W zamian za to opanowała do perfekcji sztukę manipulowania mężczyznami, rozkochiwania ich w sobie, brania tego czego pragnie, a potem porzucania ich w kulminacyjnym momencie. Bez skrupułów rozbija małżeństwa i związki, nie widząc w tym niczego złego. Jest wyprana z wszelkich dobrych uczuć i emocji, jedynie jej mała siostra Helena wzbudza w niej cieplejsze uczucia.

Natasza Socha opowiadając historię Kiry umiejętnie wplata w nią wątek Kaliny, Kosmy i ich maleństwa. Cały cykl Matki, czyli córki skupia się na trudnych relacjach miedzy kobietami. Kalina ma pretensje do swojej matki, że ta zbytnio ingerowała w jej życie. Kalina chcąc uniknąć błędów matki, swojej córce - Kirze poświęciła minimum uwagi, pozwalając by od dziecka dziewczyna sama decydowała o tym co i jak chce robić. Okazuje się jednak, że Kira oczekiwała czegoś zupełnie innego - chciała być ganiona, chciała zakazów, szlabanów i długich matczynych kazań, okazywania troski  i czułości, słowem - wszystkiego tego, na co my, dzieci naszych rodziców narzekamy. Kalina i Kira zaczynają wreszcie ze sobą rozmawiać i powoli, bardzo ostrożnie ich relacja zaczyna ulegać zmianie. O dziwo, swój udział w tym ma Kosma, który nie narzucając się zdobywa sympatię Kiry i pomaga kobietom dojść do porozumienia.

Rodzinne zawirowania łatwiej jest zrozumieć, poznając historię Kwiryny - matki Konstancji. Autorka powraca do czasów wojny, kiedy to mała Kwiryna wchodziła w dorosłe życie. Zważając na ciężkie czasy, trudno było żyć tak, by zapewniać sobie godziwy byt. Na dodatek Kwiryna będąc świadkiem tragicznego wydarzenia została wplątana w sytuację, która była początkiem całego zła w jej życiu. Decyzje, które podejmowała jako szesnastolatka miały mieć wpływ na wiele, wiele pokoleń, ale nieświadoma tego dziewczyna nie zważała na konsekwencje swoich wyborów. Nie jest tajemnicą, że książka traktuje o prostytucji. Kwiryna zachęcana dostatnim życiem, luksusami i wygodami, kiedy inni musieli się martwić o jutro, zatraciła się w tym i nim się obejrzała - nie było już odwrotu. Pisarka opowiada tę historię spokojnie, powoli, z dbałością o szczegóły. Spomiędzy wierszy wyłania się obraz wojennej Warszawy, nadając powieści swoisty klimat. Z każdym zdaniem dowiadujemy się więcej, dowiadujemy się jaka była w całej historii rola Józefa, jak postępowanie Kwiryny wpłynęło na Konstancję, a potem na Kalinę i Kirę. 

W tle pojawia się relacja Józefa i Konstancji. Józef, chcąc naprawić błędy młodości stara się przebłagać swoją żonę i uzyskać przebaczenie. Konstancja jest jednak niewzruszona, jednak z biegiem czasu serce Konstancji zaczyna mięknąć i choć nie zwiastuje to przebaczenia, to pojawia się iskierka nadziei. Niemałą zagwozdką dla czytelnika jest zakończenie. Zakończenie jest otwarte, pisarka zostawia bohaterów w dobrym momencie, ale z tyłu głowy od razu pojawia się myśl - co by było, gdyby była kontynuacja? Oj, działo by się, z pewnością! 

Kobiety ciężkich obyczajów to powieść przede wszystkim o wyborach, decyzjach i złożoności ludzkiego losu. Człowiek nie zawsze ma wpływ na "tu i teraz" - czasem decyzje, które ktoś podjął wiele lat temu wciąż mają ogromne znaczenie. To książka również o trudnych relacjach. Relacjach między rodzicami i ich dziećmi, między małżonkami, a także o relacjach damsko-męskich. Autorka wykreowała bohaterów zaglądając w głąb ich psychiki, wygrzebała nawet te najbardziej wstydliwe ludzkie słabości, odkryła przed czytelnikiem całą prawdę. Mimo wagi problemów jakie poruszone zostały w tej książce, czytało mi się ją lekko, a przede wszystkim szybko. Trudno było się oderwać.

Powieść Nataszy Sochy jest inna niż poprzednie tomy cyklu. Porusza trudne tematy: błędów młodości, podejmowania trudnych decyzji, których konsekwencje ciągną się latami. Książka porusza tematykę prostytucji, relacji międzyludzkich, sprzeczności jakie kierują człowiekiem. To również powieść, która opisuje kruchość człowieka, delikatność uczuć i potrzebę bycia kochanym. Jest o wiele poważniejsza niż poprzednie tomy, ale jest idealnym zwieńczeniem całej serii. Wszystko to, co stanowiło wcześniej tajemnicę i zagadkę zostaje rozwikłane, poszczególne wątki znajdują swoje zakończenie, a to co dzieje się z bohaterami poza ramami historii opisanej przez pisarkę pozostaje w gestii czytelnika. Ja spędziłam z bohaterami miły czas, śmiejąc się, ucząc, wzruszając a czasami mimowolnie zastanawiałam się nad złożonością ludzkiego życia.  Polecam gorąco całą serię.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Pascal.





Poprzednie tomy:


środa, 12 kwietnia 2017

Apetyt na więcej - Agnieszka Olejnik

Tytuł: Apetyt na więcej
Cykl: Wszystkie smaki życia (3)
Autor: Agnieszka Olejnik
Ilość stron: 343
Moja ocena: 9/10

Pamiętacie Ewę i Klaudię z cyklu Wszystkie smaki życia? W poprzednich częściach ich losy różnie się układały. Były wzloty i upadki, chwile szczęścia i nieśmiałej radości, ogromnego smutku i bólu, budząca się nadzieja i wiele rozterek. Bohaterki powracają do nas w ostatnim już tomie serii.  Ewa jest w związku, w którym brakuje miłości, a ciąg nieporozumień i niedomówień sprawia, że nie może być z mężczyzną, którego naprawdę kocha. Klaudia, utknęła w sytuacji, która nie powinna nigdy zaistnieć. Nic nie jest łatwe, ale życie musi się toczyć. Czy wskutek biegu czasu i podjętych decyzji  kobiety wreszcie zaznają szczęścia? 


Wydawać by się mogło, że przecież przez dwa tomy już doskonale poznaliśmy bohaterów, a tymczasem wciąż dowiadujemy się o nich czegoś nowego.  Ewa nie może być z mężczyzną którego kocha i uwikłała się w związek w który nie potrafi się zaangażować. Jej córka Klaudia zakochana jest w siostrze swojego chłopaka, którego rzecz jasna nie kocha, a jednocześnie nie potrafi przyznać się, kim naprawdę jest. Tymczasem Basia - matka Ewy i babcia Klaudii chce wziąć z życia ile tylko się da i postanawia spełniać swoje marzenia. Wątki głównych bohaterek przeplatają się wątkami pobocznymi - Andrzeja, Mirka i Tatiany, Jima i Lucy, które perfekcyjnie dopełniają całość. Autorka na przemian opisuje losy Ewy, Klaudii,Andrzeja, Barbary oraz Tatiany i Mirka dzięki czemu możemy zaglądnąć do każdego z bohaterów, zobaczyć świat i życie ich oczami, wczuć się w ich sytuacje. 


Seria Wszystkie smaki życia nie należy do najlżejszych. Porusza naprawdę trudne tematy, chociażby zdrady, homoseksualizmu, kruchej miłości i podejmowania trudnych decyzji. Poprzednie dwa tomy przepełnione były jakimś takim bólem i smutkiem, ale jednocześnie dawały nadzieję, zmuszały do przemyśleń, odważnych decyzji i podejmowania ryzyka zmian. Wydawać by się mogło, że trzeci tom - zakończenie będzie takim wyprostowaniem wszystkich wątków, że wszystko zacznie się układać po myśli bohaterów i będzie jeden wielki happy end. A tu niespodzianka: wszystko komplikuje się jeszcze bardziej

Dzieje się dużo. Naprawdę dużo. Niektóre sytuacje mnie zszokowały, wprawiły w osłupienie i ciężko mi było uwierzyć w to, co się właśnie wydarzyło. Losy bohaterów z każdą stroną coraz bardziej się komplikują, by wreszcie sprawy zaczęły się klarować, chociaż tak na prawdę do końca nie wiemy, jaki będzie finał.

Książka przepełniona jest emocjami. Autorka pisze w taki sposób, że uczucia i emocje bohaterów są bardzo wyraźne, silnie oddziałujące na czytelnika. Język i sposób pisania pani Olejnik charakteryzują prostota i naturalność, które ułatwiają czytelnikowi odbiór czytanych słów, a wszystko staje się jeszcze bardziej realne i rzeczywiste. 

Bohaterowie są ludźmi takimi jak my. Ze swoimi przywarami, pełni sprzeczności, miotający się; niby spełnieni i nie mogą narzekać, że czegoś im brakuje, a jednak chyba żaden z nich w początkowej części nie mógłby z ręką na sercu i czystym sumieniem powiedzieć "jestem szczęśliwy i niczego mi nie brakuje". Apetyt na więcej to książka, w której bohaterowie dążą do lepszego jutra, podejmują decyzje, które kształtują ich losy. Myślę, że nieświadomie każdy z nich poszukuje szczęścia, a codzienne zmagania to przeszkody które muszą pokonać by wreszcie poczuć się spełnionymi. 

Książka zwraca też uwagę na to, jak krucha jest miłość, jak wiele wymaga uwagi i troski. Czasem ludzie, którzy się kochają nie mogą się ze sobą dogadać. Czasem nieporozumienia i brak dialogu niszczą wszystko, co tak długo przyszło nam budować. Związek to nie tylko chwile uniesień i bezgranicznej radości, ale też wiele wyrzeczeń i poświęceń, potrzeba zrozumienia i rozmowy. Czasem wypowiedzenie wszystkich swoich wątpliwości, żali i bólów potrafi zdziałać cuda. Ewa i Andrzej pogubili się w plątaninie uczuć, pewne wydarzenia pokrzyżowały ich plany, zabrakło szczerości i rozmowy. Ale czy prawdziwa miłość nie pokona każdej przeciwności? 

Żal mi się rozstawać z bohaterami, bo bardzo się z nimi zżyłam. Stali się dla mnie bliscy, razem z nimi przeżywałam wszystkie trudności i niepowodzenia, a w tych dobrych chwilach cieszyłam się i odczuwałam radość. Jedno jest pewne - dzięki tej serii wiele zrozumiałam - zmieniłam swoje podejście do pewnych spraw i inaczej patrzę na otaczający mnie świat.



Apetyt na więcej to książka z miłością, smutkiem i rozterkami w tle. To powieść, która skłania do refleksji i przekonuje, że warto szukać szczęścia, spełniać marzenia, nie bać się zmian i podejmowania odważnych decyzji. Człowiek jeśli czegoś nie spróbuje, nigdy się nie dowie czy było warto. Każdy z nas popełnia błędy, jednak ważne jest, by tak jak bohaterowie książki potrafić wziąć się w garść, stawić czoła problemom i zawalczyć o swoje. Ważne, by czerpać radość z codzienności i w małych, z pozoru niewiele znaczących gestach, słowach czy sytuacjach odnajdywać to, co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi. 

Za książkę serdecznie dziękuję autorce.



Recenzje poprzednich części:



(...) Kiedy będziesz szukać szczęścia, pamiętaj, że ono nigdy nie ma wielkiej postaci. To nie będzie coś potężnego, złotego, nie będzie błyszczeć, wymachiwać rękami ani krzyczeć do ciebie z daleka. Prawdziwe szczęście jest zawsze maleńkie, niepozorne, niekiedy trudno je dostrzec. Kryje się w detalach. W tym, że ktoś rozgrzewa ci ręce na mrozie albo że ty komuś robisz herbatę i podajesz kawałek szarlotki. W pyszczku przygarniętego kociaka, w karmniku pełnym sikorek. W tym, że byłaś pewna, że róże ci wymarzły,a one odbijają na wiosnę. To zawsze są drobiazgi, okruchy. I dopiero zebrane razem dają to, co ludzie nazywają szczęściem.

Nigdy nie wiemy, co nas spotka za najbliższym zakrętem. Czy tam w ogóle będzie dalsza droga. Nigdy nie możemy być pewni tego, czy dzień, który właśnie przeżywamy, nie jest naszym ostatnim. (...) Trzeba żyć bardzo mocno, pełną piersią, każdą cząsteczką ciała - żyć. Nie od jutra, nie od poniedziałku i nie po sylwestrze. Już teraz.