środa, 15 listopada 2017

Ławeczka pod bzem - Agnieszka Olejnik

Ławeczka pod bzem
Agnieszka Olejnik



Wyjazdy, przygody? Fajne, owszem, lecz tylko wtedy, kiedy można je z kimś dzielić. Ciuchy? Bardzo przyjemnie jest kupić nową kieckę, przyznaję. Tyle, że przydałby się jeszcze ktoś,kto będzie za mną wodził wzrokiem, kiedy ją założę. W przeciwnym razie to tylko szmatka. 


Jak chyba wszystkim już wiadomo, uwielbiam twórczość Agnieszki Olejnik. Ławeczka pod bzem miała swoją premierę już dawno, a ja dopiero teraz mogłam ją przeczytać. I tak, po raz kolejny jestem zachwycona!

Agnieszka Olejnik ma już w swoim dorobku szereg powieści obyczajowych, książki mądre i wzruszające, kryminały, a nawet kryminał z domieszką dramatu. Tym razem przyszła kolej na powieść obyczajową, z duuużą dawką humoru.

Zastanawialiście się kiedyś, co byście zrobili gdybyście zostali posiadaczami kilku, albo nawet kilkunastu milionów? Iga i Agata wypełniają kupony Lotto, obiecują sobie, że w razie wygranej podzielą się po połowie pieniędzmi. I tak kilka dni później Iga staje się milionerką.

Iga jest postacią nietuzinkową. Jest dziewczyną postrzeloną.. dosłownie i w przenośni. Kilka lat temu w Igę strzelił piorun. Wyszła z tego cało, ale od tamtego czasu zaczęła mylić nazwy i nazwiska. Utrudnia jej to nieco życie, ale Iga stara się nie tracić rezonu i wiedzie spokojny, poukładany żywot. Gdy wygrywa fortunę zaczyna się zastanawiać, o czym marzy. I tak w jej głowie rodzi się pomysł posiadania własnego domu, a w ogrodzie ławeczki, koniecznie pod bzem. Kierowana impulsem wyprowadza się z domu, melduje w hotelu i zaczyna wieść zupełnie nowe życie. Zarzeka się, że nie potrzebuje nikogo, zwłaszcza mężczyzny, jednak niespodziewanie zaczyna się koło niej kręcić kilku przystojnych facetów. Polubiłam praktycznie wszystkich męskich bohaterów, oprócz jednego. Jak się okazało, miałam co do niego rację. 

Jak wspomniałam Iga jest bardzo ciekawą osobowością. Cecha, która moim zdaniem określa Igę idealnie: chaotyczna. W jednym momencie myśli o jednym, robi drugie, a za chwile jest już w zupełnie innym świecie. Bardzo ważna jest dla niej jej przyjaciółka Agata i przyjaźń, którą darzą się od kilku lat. Tak, to książka o prawdziwej kobiecej przyjaźni, wolnej od uprzedzeń i niezmąconej nawet wielkimi pieniędzmi. Postać Igi jest kolorowa, ale przede wszystkim, dostarcza czytelnikowi masę powodów do śmiechu. Przez to, że Iga jest chodzącym chaosem nie brakuje śmiesznych sytuacji, zabawnych komentarzy - jednym słowem - nie można się nie śmiać.

Ławeczka pod bzem to książka nie tylko o przyjaźni, ale też o spełnianiu marzeń. Książka pokazuje, jak ważne są marzenia, jak wiele satysfakcji daje ich spełnianie. Trzeba mieć odwagę i marzyć, bo uczucie spełnionego marzenia to jedno z najcudowniejszych uczuć, jakiego może doświadczyć człowiek! 

Jest też trochę miłości. Rodzicielskiej, przyjacielskiej i tej romantycznej. Tym, którzy wątków miłosnych nie lubią - nie bójcie się, nie zamęczy was w tej powieści. A ci, którzy lubią książki z romantyzmem w tle, to znajdą coś dla siebie.  

Akcja książki toczy się powoli, leniwie wręcz. Co nie zmienia faktu, że zatapiamy się w lekturze i płyniemy przez nią z zawrotną prędkością, bo przygody Igi są bardzo absorbujące i nie sposób przestać czytać, jeśli się nie musi. To niesamowity sposób pisania i wyrafinowany, bardzo przyjemny w odbiorze styl Pani Agnieszki sprawia, że książkę czyta się lekko i szybko. Napięcie jest stopniowane, wszystko rozgrywa się w odpowiednim tempie, i pośród tej codzienności Igi pojawia się wiele ważnych spraw, które dotyczą każdego. Ogromnym dla mnie atutem książki, jest fakt, że część akcji rozgrywa się w górach. Uwielbiam góry i teraz, pod wpływem lektury, najchętniej rzuciłabym wszystko i pojechała w Tatry.

Autorka w książce porusza temat siatkówczaka. To rzecz bardzo trudna i przygnębiająca, jednak w obecnych czasach słyszy się o tej chorobie coraz częściej. Agnieszka Olejnik nie ucieka od przykrych tematów - w książce jest tak, jak w życiu. Jednak delikatność i wrażliwość pisarki pozwala na takie ujęcie tematu, by czytelnik nie był nim przygnębiony, ale jedynie zmuszony do refleksji i chwili zastanowienia. 

Ławeczka pod bzem jest zabawna, wzruszająca i mądra. Pokazuje, że pieniądze to nie wszystko, że będąc bogatym trzeba pamiętać o tym, by nie zatracić siebie. To piękna powieść o przyjaźni, marzeniach i bezinteresownej pomocy. Przede wszystkim, to książka zmuszająca do refleksji, dająca nadzieję, impuls do działania i wiele przyjemności z czytania! 


Za książkę baardzo dziękuję autorce <3 

sobota, 11 listopada 2017

Słowiański Tag Książkowy

Dzisiaj narodowo - zapraszam Was na Słowiański Tag Książkowy.

My jesteśmy jak przeklęci,
Że nas mara, dziwo nęci,
Wytwór tęsknej wyobraźni
Serce bierze, zmysły draźni
~S. Wyspiański, Wesele




1) GUŚLARZ

Duszo przeklęta czy błoga, 
Opuszczaj święte obrzędy (...)
Precz stąd na lasy, na rzeki, 
I zgiń, przepadnij na wieki!



Gdybyś miał taką moc, jak Guślarz, to jaką książkę odesłałbyś na zawsze w zaświaty, by już nikt jej nie przeczytał? A kysz, a kysz!
Posłużyłam się lubimy czytać, wybrałam opcję filtrowania, żeby mi wskazało książki które oceniłam na jedną gwiazdkę i padło na Trans-Atlantyk Gombrowicza. 


2) WIDMO
Szarpie mię żarłoczne ptastwo; 
A któż będzie mój obrońca? 
Nie masz, nie masz mękom końca!

Czytanie jakiej książki było dla ciebie męczarnią?
Bardzo ciężko czytało mi się Noc drapieżcy, chociaż książka sama w sobie nie była taka zła. 

3) UPIÓR
Wszak to zapada podłoga 
I blade widmo powstaje (...) 
Białe lice i obsłony, 
Jako śnieg po nowym roku. 
Wzrok dziki i zasępiony (...)

Jaka książka zapewniła Ci tak wiele emocji, że po jej przeczytaniu jeszcze przez jakiś czas nie istniałeś dla tego świata?
Pamiętam, że Igrzyska śmierci to był dla mnie emocjonalny rollercoaster. Pierwszą część czytałam do drugiej w nocy, rano dokończyłam i przez cały dzień chodziłam jak nieprzytomna, bo tak bardzo siedziała mi w głowie historia opowiedziana w książce. 


4) CHÓR PTAKÓW NOCNYCH
Szarpajmy jadło na sztuki, 
A kiedy jadła nie stanie, 
Szarpajmy ciało na sztuki, 
Niechaj nagie świecą kości.

Jaką książkę czytałeś tak zachłannie, jakbyś nie chciał uronić z niej ani jednej, najmniejszej literki?
Czytam tak wszystkie książki Agnieszki Olejnik! Ale najzachłanniej czytałam Zabłądziłam, to piękna, cudowna wręcz powieść, którą gorąco polecam! 


5) CZYŚCIEC
Podczas święta Dziadów istniał obrzęd wzywania dusz z czyśćca, aby ugościć je, nakarmić i dowiedzieć się, czego potrzebują, by osiągnąć zbawienie. Właśnie do tego obrzędu nawiązywał w swoim dziele Adam Mickiewicz.

Która książka długo czekała, aż się do niej przekonasz?
Dosyć długo nie mogłam się przekonać do sięgnięcia po Złodziejkę książek. Wszyscy się zachwycali, a ja się zwyczajnie bałam, że to co tak zachwalane może okazać się zaledwie przeciętne. Ale gdy już przeczytałam, zrozumiałam, że to książka wyjątkowa. 



6) OGNISKO
Ogniska rozpalano, by wskazywać wędrującym duszom drogę, ale także po to, by odganiać dusze samobójców i zmarłych nagłą śmiercią. Pozostałością po tym obrzędzie są dobrze nam znane znicze.

Która książka zawsze Cię ogrzeje i wskaże Ci drogę?
We wszystkich kategoriach tego typu wspominam Pollyannę, i choć próbuję wymyślić inną książkę to nic lepszego nie przychodzi mi do głowy. Historia dziewczynki, która mimo wielu trudności potrafiła we wszystkim odnajdywać pozytywne aspekty bardzo mnie wzrusza, ale jednocześnie motywuje i daje pozytywnego kopa.

7) ROZDROŻE
To właśnie na rozstajach dróg podczas dziadów rozpalano ogniska, by wędrujące dusze bez przeszkód trafiły do domu, gdzie ich oczekiwano tej nocy. Rozdroża zwykle wzbudzały mieszane uczucia - trzeba tu podjąć decyzję, w którą stronę iść, trzeba także uważać, bo właśnie tutaj często można było spotkać diabła.

Gdybyś miał wskazać, która książka wzbudziła w tobie najbardziej mieszane uczucia, jaki wybrałbyś tytuł?
Najbardziej mieszane uczucia wzbudziła we mnie Zanim się pojawiłeś Jojo Moyes. Bo z jednej strony niesamowicie mi się podobała, wzruszała i grała na emocjach, a z drugiej strony kłóciła się z moimi poglądami i przekonaniami. Do tej pory nie wiem, jak ją oceniać. 


8) ZADUSZKI
Chrześcijaństwo długo walczyło z pogańskimi obrzędami i próbowało je wykorzenić. Szybko jednak zrozumiano, że nie wystarczy czegoś zakazać, należy także zaproponować coś w zamian. Często zatem zastępowano pogańskie święta nowymi, ale czerpano z nich wiele elementów, w ten sposób do dziś zachowało się wiele przedchrześcijańskich tradycji, z których nie zdajemy sobie nawet sprawy. Zaduszki na przykład zostały stworzone właśnie po to, by zastąpić Dziady, ludzie jednak bardzo długo mimo zakazu odprawiali stary obrządek w opuszczonych domach, kaplicach lub uroczyskach.

Którą książkę czytałeś pod kołdrą z latarką, gdy rodzice myśleli, że śpisz?
Czytałam z latarką Zostań, jeśli kochasz i co lepsze, nie było to tak dawno, bo około 2 lata temu, czyli miałam jakieś 20 lat, ale chowałam się pod kołdrą przed rodzicami :D



Za nominację dziękuję Oli z Nieuleczalny książkoholizm! <3 

wtorek, 31 października 2017

Żerca - Katarzyna Berenika Miszczuk

Żerca
Katarzyna Berenika Miszczuk 


Nie można żyć, żałując cały czas czegoś co się stało bądź nie stało. Trzeba cieszyć się życiem, które się ma.


Są tu jacyś fani perypetii szeptuchy? Ręka w górę! Tym razem jest jeszcze ciekawiej!

Po tragicznych wydarzeniach jakie miały miejsce podczas obchodów Nocy Kupały Gosia próbuje na nowo układać sobie życie. Strata przyjaciela, zaginięcie ukochanego i dług zaciągnięty u jednego z bogów wcale tego nie ułatwiają. Baba Jaga postanawia wyjechać na waka.. pielgrzymkę, a w wiosce pojawia się nowy żerca, nieziemsko przystojny Witek, który chętnie pociesza Gosię. Na domiar złego, w okolicy pojawia się myśliwy, który poluje na nadprzyrodzone istoty i zagraża przyjaciółce Gosi - Sławie. Młoda szeptucha musi stawić czoła nie tylko wiecznie chorym pacjentom, ale też problemom, które pojawiają się znikąd i wciąż mnożą. 

W tej części barw powieści dodaje przede wszystkim postać nowego żercy, który zajmuje miejsce Mszczuja w wiosce. Witek jest zabójczo przystojny, wykształcony i mądry, a co za tym idzie, niejedna panna chciałaby z nim nawiązać bliższą znajomość. Sęk w tym, że Witek zainteresował się Gosławą, która wciąż wzdycha do Mieszka. Ja osobiście postać Witka polubiłam od samego początku, choć z czasem stawał mi się coraz bardziej obcy. Witek i Mieszko (bo nie sposób ich w jakiś sposób porównywać) to zupełnie inne osobowości. Mieszko jest - dosłownie i w przenośni - z innej epoki. Wierzy w magię, bogów i niejednego w swoim życiu doświadczył. Natomiast Witek jest mężczyzną nowoczesnym, który bardziej wierzy w technologię i wszelkie udogodnienia niż w to, czego się uczył. W Witku spodobało mi się to, że wprowadził do książki powiew "normalności". To facet, który słucha rocka, zabiera kobietę na koncerty i jest zwyczajny w swojej prostocie. Jednakże.. gdy tylko na horyzoncie pojawia się Mieszko, Witek nie ma szans. Dla mnie oczywiście. Mimo tego, że Mieszko jest staromodny, że ma swoje za uszami i nie zawsze zachowuje się tak, jakby wypadało - wygrywa ten pojedynek. 

Żerca to moim zdaniem najlepsza część cyklu Kwiat paproci. Dzieje się na prawdę dużo, są niespodziewane zwroty akcji i takie rozwiązania niektórych sytuacji, które nigdy nie przeszłyby czytelnikowi nawet przez myśl. Jedno wydarzenie goni drugie i jest coraz bardziej zaskakujące. Poznajemy bliżej bogów, niektórzy zaskakują - szczególnie Mokosz, która wydawała mi się najbardziej obca i wroga, a okazała się bardzo pomocna, i nawet w pewnym sensie ją polubiłam. Bardzo żałuję, że jeden wątek został nieco spłycony. To znaczy - autorka robi takie COŚ, że czytelnikowi szczęka opada, a potem nagle ten wątek odchodzi kompletnie na bok i jest zapomniany. Za to na koniec, autorka wygrzebuje z głębi powieści ten konkretny wątek i zabija takiego klina, że głowa mała. To mi się akurat podoba i w tym znajduję wytłumaczenie tego, dlaczego wcześniej o tej jednej konkretnej rzeczy była tylko mała wzmianka, a potem bum! Szkoda tylko, że w zdaniu kończącym książkę. A może to i dobrze? Bo właśnie to sprawia, że tak bardzo chcę sięgnąć po kolejną część, żeby dowiedzieć się co dalej. 

Wątek miłosny wreszcie zaczyna się klarować i nabierać kształtów. Mieszko przechodzi pewną przemianę, moim zdaniem zdecydowanie na lepsze. Znika trochę tego średniowiecznego Mieszka, a wszystko to, by udowodnić Gosi, że jest dla niej gotów zrobić wiele, by pokazać swoje uczucie. Wciąż ta romantyczna strona powieści jest na bocznym torze, nienachalna, ale przewija się w tle i nadaje powieści barw i charakteru. Lubię takie wątki miłosne, które nie dominują całej fabuły, a są jedynie idealnym uzupełnieniem. 

Miszczuk znana jest z humoru w powieściach, i nie brakuje go również w Żercy. Zabawne dialogi i sposób narracji nie raz dają czytelnikowi powód do śmiechu, co zdecydowanie ułatwia odbiór powieści, która bądź co bądź, nie należy do lekkich czytadełek. Owszem - jest napisana bardzo przyjaznym językiem, ale ilość postaci, nazw ziół i szeptuchowych specyfików, a także wydarzenia - te obecne i retrospekcje z przeszłości wymagają od czytelnika skupienia i uwagi. 

Uwielbiam tę powieść za niesamowity klimat, magię wyzierającą z kart powieści, wyraziste, barwne postaci, zabawne sceny i oryginalność. Bo bądź co bądź, ale nie spotkałam się z książkami o takiej tematyce. Słowiańskie klimaty, ludowość, alternatywna wizja Polski to pomysł nieszablonowy - to strzał w dziesiątkę! Myślę, że tych, którzy poznali już szeptuchę nie muszę namawiać do sięgnięcia po Żercę. A tych, którzy jeszcze nie znają serii Kwiat paproci, a skusili się tą recenzją, zachęcam do przeczytania Szeptuchy i Nocy Kupały, bo to jedyna okazja do takiej podróży po słowiańskiej Polsce. 

sobota, 14 października 2017

mini maratonowy tag książkowy - edycja 3

Już po raz trzeci stworzyłyśmy z dziewczynami z grupy Mini Maratony Czytelnicze nasz własny tag. Zabawa jest przy tym jak zwykle świetna! Zapraszam do poczytania!



Ola K., czyli książkowa grupa najlepszych przyjaciół (Jellyfish)
Pierwsze i chyba najbardziej odpowiednie co mi przyszło do głowy to Harry, Ron i Hermiona. Dla mnie to jest najlepszy przykład prawdziwej przyjaźni.

                                            


Jellyfish, czyli książka, którą chcesz w końcu przeczytać (Ola K.)
Chcę w końcu przeczytać Ławeczkę pod bzem Agnieszki Olejnik! Już się nie mogę doczekać, aż ją dorwę w swoje łapki, już niedługo! :)



Meredith, czyli najlepszy retelling bajkowy (KittyAilla)
Poddaje się. Nie czytałam chyba nigdy książki, która pasowałaby do tej kategorii. 

KittyAilla, czyli bohater, który świetnie pisze (książki, wiersze, opowiadania etc.) (Meredith)
Jedyne co przychodzi mi do głowy, to Sydney z Maybe Someday - pisała teksty do muzyki Ridge'a. 



Lilith Jones, czyli ulubiony film, który nie musi być ekranizacją książki (Justyśka)
Uwielbiam Oświadczyny po irlandzku, bo jest romantycznie, zabawnie i z masą przygód! A z tego co wiem, nie jest to film na podstawie żadnej książki, chyba, że się mylę?

Justyśka, czyli czym kierujesz się kupując książki (Lilith Jones)
Przede wszystkim tym, czy książka trafia w mój czytelniczy gust. To najważniejsze. Ostatnio często kupuję też książki kierując się nazwiskiem autora - mam takich autorów, których kupuję niemalże w ciemno. Przyznam też, że czasem kupuję przez wzgląd na piękna okładkę, ale to musi być poparte pierwszym kryterium, które tu wymieniłam.

Aleksandra B., czyli najlepsza książka z damską bohaterką (Kot Amator)
Akurat teraz mam taki humor, że A potem przyszła wiosna wydaje mi się książką wręcz perfekcyjną, a Pola, główna bohaterka, idealną przedstawicielką kobiet. 



Kot Amator, czyli piosenka, która idealnie oddaje klimat twojej ulubionej książki 
Maybe Someday - Griffin Peterson i książka Maybe Someday Colleen Hoover*

                                            

* to może nie jest moja ulubiona książka, ale piosenka i ta książka pasują idealnie więc musiałam to tu wstawić <3

Bookworm, czyli książka, która działa jak lekarstwo - zawsze poprawia ci samopoczucie (Dominika K.)
Zawsze kiedy wpadam w zły humor albo emocjonalny dołek sięgam po Pollyannę. Potrafi uświadomić, że w życiu należy cieszyć się z małych rzeczy, bo właśnie takie drobnostki tworzą szczęście. 



Dominika K., czyli pierwsza książka, którą świadomie wypożyczyłaś z biblioteki i zapadła ci w pamięć (nie lektura) (Bookworm)
Mam trzy takie książki, które przychodzą mi do głowy. Taka, która miała duży wpływ na moje dalsze czytelnictwo to Harry Potter i Kamień Filozoficzny. Inna, którą też dosyć dobrze pamiętam to Momo, Z zapartym tchem przeczytałam  i do dziś  miło wspominam też Ronję, córka zbójnika. A taka "doroślejsza" książka to Córka czarownic Doroty Terakowskiej, którą uwielbiam! 

Paulina Ochęcka, czyli książka, po której przeczytaniu dopiero stwierdziłaś, że bardzo Ci się podobała (Lilijka)
W zasadzie to mam sporo takich książek. Często doceniam książki dopiero po dniu czy dwóch od przeczytania. Takie mocne uczucie, dopiero po przeczytaniu wzbudziła we mnie Złodziejka książek

Lilijka, czyli książka, która rozbawiła cię dialogami bohaterów (Paulina Ochęcka)
Pani Wiesia z Pracowni dobrych myśli była niezastąpiona w prowadzeniu dialogów z innymi bohaterami <3 

Magic Wizard, czyli twoja najukochańsza seria z dzieciństwa, do której powracasz/ kontynuujesz ją (KittyAilla)
Ania z Zielonego Wzgórza! Mam wszystkie części, takie stare wydanie, które czytałam w dzieciństwie. Wtedy wypożyczałam z biblioteki, a teraz, niedawno, udało mi się to samo wydanie zdobyć, co nie było wcale takie łatwe. Ale mam i czytam! <3

    *zdjęcie znalezione w Google

KittyAilla, czyli książka w której główny bohater lubi mieć wszystko pod kontrolą 
Oh, tak długo myślałam nad tą kategorią, a taka jest prosta! Oczywiście że Joanna Chyłka z książek Mroza!


Dziękuję, że mogę być z Wami! <3 

poniedziałek, 2 października 2017

Czereśnie zawsze muszą być dwie - Magdalena Witkiewicz

Czereśnie zawsze muszą być dwie
Magdalena Witkiewicz 



Od jakiegoś czasu jestem wielką zwolenniczką książek Magdaleny Witkiewicz. Niezmiennie moją ukochaną pozostaje Pracownia dobrych myśli, ale Czereśnie plasują się tuż za nią. Uwielbiam takie klimatyczne powieści, które są niemalże w każdym calu perfekcyjne. Taka właśnie jest książka, o której kilka słów postaram się Wam teraz opowiedzieć.


Zosia Krasnopolska na własnej skórze przekonuje się, że jedna mała decyzja może zmienić bieg życia. Gdy postanawia iść na wagary, nie wie jeszcze, że ten incydent zapoczątkuje falę wydarzeń, które doprowadzą je do dnia, kiedy otrzymuje w spadku od pani Stefanii zrujnowaną willę w Rudzie Pabianickiej. Stary dom otoczony sadem skrywa wiele tajemnic swoich poprzednich mieszańców. Zosia powoli zgłębia jego historię. Poznaje przy tym Szymona i pana Andrzeja, którzy pomagają jej odkryć przeszłość willi. A co najważniejsze, Zosia zaczyna odkrywać też co innego: uczy się ludzi, uczuć i tego, co w życiu jest na prawdę wartościowe. 

Nawet najbardziej niepozorna decyzja wpływa na nasze życie, a przeszłość zawsze wybrzmiewa w teraźniejszości. 

Teraz zacznę się rozpływać nad tym, jak pięknie pisze pani Magda Witkiewicz, i pewnie nie będzie to nic nowego. Zastanawiam się, co napisać, by przekonać Was, że ta książka jest wyjątkowa. I dochodzę do wniosku, że tego nie da się opisać - to trzeba przeczytać i samemu wyrobić sobie opinię. Ale powiem Wam chociaż, co mnie najbardziej urzekło w tej książce.

Po pierwsze - uwielbiam historie, gdzie tłem jest willa, stary dom, czy kamienica. Dla mnie samo to już jest dużym plusem, a jeśli jeszcze tchnie się w taki budynek życie, dobierze odpowiednich bohaterów, odpowiednie charaktery - może z tego wyjść coś cudownego. Zrujnowana willa w Rudzie Pabianickiej ma niesamowity urok i klimat. Ja sobie wyobrażałam ten dom, pomieszczenia, stare meble, pozostawione przez dawnych mieszkańców, pamiętające ich dotyk, uśmiechy, radości i smutki. Przedmioty są cząstkami historii, swoistym nośnikiem pamięci - nawet filiżanka, która pamięta obecność dawnych mieszkańców jest elementem czyjegoś życia. Cudowne w tej książce było to, że z każdą kolejną stroną dowiadujemy się więcej o przeszłości willi i jej mieszkańców,  obraz domu się wyostrza i krystalizuje. 

Dom to nie tylko mury i szczelne okna. Dom to przede wszystkim ludzie. Śmiech, oddechy, głośne rozmowy i szepty

I w przypadku tej powieści Witkiewicz bohaterowie są znakomicie wykreowani. Zosi nie poznajemy w pełni od razu - raczej z biegiem powieści. Jest silną dziewczyną, a potem kobietą. Mimo młodego wieku i nieprzychylności rodziców potrafi postawić na swoim i osiągać postawione sobie cele. Życie nie jest jednak łatwe i boleśnie daje o tym Zosi znać. Gdy ucieka przed rzeczywistością do Rudy Pabianickiej, poznaje Szymona. Wtedy dowiaduje się czym jest prawdziwa przyjaźń i jak wygląda miłość. Szymon jest mężczyzną, który nie może pogodzić się z przeszłością, a pod aurą pogodnego człowieka skrywa się ogromny smutek. Zosia i Szymon wzajemnie sobie pomagają, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Nie ma bum! i zakochanie od pierwszego wejrzenia, ale powoli rozkwitające uczucie. Takie dojrzałe, aczkolwiek czasami wybuchowe, a czasami stłumione. 

Muszę wspomnieć o bohaterach, którzy co prawda nie są główni, ale są niesamowicie ważni w tej książce. To pani Stefania, od której zaczyna się cała sprawa z willą, i pan Andrzej, dzięki któremu Zosia poznaje historię swojego domu. Pani Witkiewicz często tworzy takich bohaterów - niby niepozornych, mało ważnych, ale bez nich cała historia nie miała by sensu. Tak jak w Pracowni dobrych myśli pokochałam panią Wiesię, tak tu moje serce skradł pan Andrzej.  Pan Andrzej to starszy człowiek, z bagażem doświadczeń i ogromnym sercem. Bardzo ciepły, taki.. kochany, bo nie umiem tego lepiej opisać. Właśnie przez wątek pana Andrzeja popłakałam się podczas lektury, co u mnie jest na prawdę rzadkością. 

W tle przewija się historia Henryka Dworaka, która sięga aż do czasów wojny, a wybrzmiewa do czasów obecnych. To właśnie Henryk był właścicielem willi. Ten wątek jest prowadzony w formie retrospekcji, ale jest pełny, wyrazisty. To taka historia w historii, swoją drogą - piękna, wzruszająca, acz smutna. Skomplikowana, bo jej rozwiązanie nadchodzi dopiero dziesiątki lat później. 

Autorka wprowadziła też coś nowego - dreszczyk strachu. Jest taki maleńki akcent, który co wrażliwszego czytelnika przyprawi o gęsią skórkę. Trochę tajemniczości połączone z nutką grozy - dla mnie ekstra! 

Czereśnie zawsze muszą być dwie to książka o skomplikowanych, poplątanych ludzkich losach. To bardzo delikatna, subtelna powieść o miłości, o tym, że człowiek jest ostoją drugiego człowieka, o przyjaźni, takiej pięknej, prawdziwej przyjaźni. To historia, która uświadamia, że każda podjęta decyzja ma dla nas jakieś znaczenie. Nie brakuje emocji i wzruszeń. To książka, która między wierszami skrywa wiele prawd, trzeba tylko je dostrzec, a potem odnaleźć je w swoim życiu.


Moja ocena: 9/10

Jedna rzecz, która mnie w książce najbardziej urzekła: 
postać pana Andrzeja 

środa, 20 września 2017

Powiedz mi szczerze book tag

Za nominację dziękuję Oli K. 

1) Książka, która mieszka na Twojej półce najdłużej?
Harry Potter i Więzień Azkabanu. Pamiętam, że zaczęłam czytać Harry'ego Potter'a i przeczytałam dwie pierwsze części z biblioteki, a trzeciej akurat nie było, a że nie mogłam, no po prostu nie mogłam dłużej czekać, to kupiłam. A właściwie siostra kupiła mi na urodziny, ale ja jej sprytnie taki pomysł podsunęłam :D


2) Co czytasz obecnie? Jaką książkę przeczytałaś ostatnio? Jaka książka czeka na Ciebie w kolejce?
Obecnie czytam Czereśnie zawsze muszą być dwie (jestem może w 1/4 i już jestem zakochana), a ostatnio przeczytałam Po prostu bądź - obydwie Magdaleny Witkiewicz. W kolejce czeka na mnie Żerca Katarzyny Bereniki Miszczuk.





3) Jaką książkę wszyscy kochają, a Ty jej nienawidzisz?

Hm.. nie wiem, czy jest taka książka. Nienawidzę to chyba zbyt mocne słowo, ale wiem, że dużo osób uwielbia Niezgodną, a ja za nią po prostu nie przepadam.

4) Jaką książkę wciąż powtarzasz sobie, że przeczytasz, ale sama dobrze wiesz, że tego nie zrobisz?
I tu podobnie - chyba takiej nie mam. Jak już coś sobie postanowię, to raczej czytam.

5) Jaką książkę planujesz przeczytać na emeryturze?
Annę Kareninę po raz kolejny.

6) Odwieczny problem z ostatnią stroną - czytasz od razu czy spokojnie czekasz na to, jak skończysz całą książkę?
Czekam! Zawsze czekam, nienawidzę, jak ktoś czyta ostatnia stronę od razu. Brr.

7) Przedmowy, posłowia, wprowadzenia - są potrzebne czy to tylko marnowanie czasu i papieru?
Lubię czytać wszelkiego rodzaju prologi, epilogi, podziękowania itp, dlatego uważam, że to w żadnym wypadku marnowanie papieru! Takie rzeczy są potrzebne, bo gdzie, jak nie w takich miejscach autor może dodać coś od siebie, tak wprost dla czytelników?

8) Z jakim bohaterem książkowym chciałabyś zamienić się na życia?
Ja lubię swoje życie. Właśnie się tak zastanawiałam nad tym pytaniem i doszłam do wniosku, że moje życie jest piękne, choć niedoskonałe i nie zawsze łatwe. Ale moje. I nie wiem czy chciałabym się z kimś zamieniać, ale jeśli już to z Gwendolyn z Trylogii Czasu. Mogłabym się przenosić w czasie i miejscach! No i byłby Gideon.. :)



9) Czy masz jakąś książkę, którą wiążesz ze szczególnym okresem w swoim życiu?
Może inaczej - mam książkę, którą czytałam w czasie, który potem okazał się szczególnym w moim życiu. Ta książka zupełnie nie miała wpływu na to, co się wydarzyło, po prostu zapamiętałam, że akurat wtedy ją czytałam. Fakt, że tę książkę - a mowa o Drugiej szansie Katarzyny Bereniki Miszczuk wprost uwielbiam. A jeszcze dodatkowo miło mi się kojarzy, z tym właśnie szczególnym czasem w moim życiu. .

10) Opowiedz o książce, którą zdobyłaś w jakiś nietypowy sposób.
Nie jest to jakiś nietypowy sposób, ale Cień wiatru Zafona udało mi się zdobyć z biblioteki. Na pewno kojarzycie takie półki, różnie się nazywają,  u mnie na przykład Uwolnij książkę, z książkami do zabrania, albo do oddania swoich. No i tam właśnie udało mi się wypatrzeć Cień wiatru. Fart, prawda?



11) Jakiej książce pokazałaś najwięcej miejsc?
Baardzo dużo książek zobaczyło Kraków, bo tam często podróżowałam, ale poza tym, to chyba nie ma takich które zwiedziłyby ze mną wiele miejsc. Obecnie mam ze sobą cztery, które przejechały pół Polski, Niemcy, no i teraz leżą sobie w Holandii, w Uden. To Posłaniec, Po prostu bądź, Czereśnie zawsze muszą być dwie i Żerca. 

12) Lektura szkolna, która, gdy musiałaś ją przeczytać, zdawała się być koszmarem, ale później ją doceniłaś?
Ja lubiłam czytać lektury szkolne, jedyna jaka mi baardzo nie podeszła to Cierpienia młodego Wertera, ale wciąż jakoś nie potrafię jej docenić. 

13) Książki nowe czy używane?
Uwielbiam używane, podniszczone książki, takie, które widać, że były czytane. Dla mnie właśnie takie książki mają dusze. Ale nowe, prosto z drukarni, jeszcze pachnące nowością też są przecudowne. Nie mam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie - te i te są dla mnie wyjątkowe na swój sposób. 

14) Czytałaś coś Dana Browna?
Nie i póki co nie zamierzam.

15) Ekranizacja, która podobała Ci się bardziej niż książka?
Trzy metry nad niebem. Film mi się podobał, byłam zachwycona, a potem przeczytałam książkę.. Czytało mi się ją ciężko i niefajnie. Wtedy właśnie stwierdziłam, że to jedyna ekranizacja która podoba mi się bardziej niż literacki pierwowzór. 


16) Czy czytałaś kiedyś książkę, która sprawiła, że poczułaś się głodna?
Chyba nie. Przynajmniej nic takiego mi nie przychodzi teraz do głowy.  :D 

17) Czy jest osoba, z której polecenia książki zawsze czytasz?
I tu raczej też nie. "Zawsze" to zbyt mocne określenie, ale są osoby z których polecenia czytam bardzo dużo książek. Głównie blogerki, które czytam i wiem, że mają podobne upodobania czytelnicze jak ja. 

18) Książka, która nie jest jedną z tych, po które często sięgasz, ale która bardzo ci się podobała?
Hm.. rzadko sięgam po biografie czy autobiografie, ale Moja walka o każdy metr, czyli autobiografia Thomasa Morgensterna niesamowicie mi się podobała! Może przez to, że Morgiego uwielbiam jako skoczka i jako człowieka, a jego książka jeszcze bardziej utwierdziła mnie w tym przekonaniu. 

niedziela, 10 września 2017

Po prostu bądź - Magdalena Witkiewicz

Tytuł: Po prostu bądź
Autor: Magdalena Witkiewicz
Ilość stron: 336
Moja ocena: 9/10


Po prostu bądź to druga książka Magdaleny Witkiewicz, którą miałam okazję przeczytać. 
Piękna okładka, zachęcający opis, setki pozytywnych recenzji i tysiące pochlebiających słów o powieści. Książkę miałam na półce od dawna i pożyczałam ją nawet wcześniej koleżankom i wszystkie oddawały mi ją ze łzami w oczach. Byłam ciekawa, czy ja zareaguję podobnie. O co więc tyle szumu? 

Paulina mieszka na wsi z rodzicami, którzy już zaplanowali jej przyszłość. Zostanie w domu i wraz z nimi będzie pracować na gospodarstwie. Ba! Mają dla niej już nawet męża. Chłopaka, którego zresztą Paulina kocha od dziecka - jak brata, bo on ma inne plany. Pola marzy jednak o czym innym. Chce wyjechać do Gdańska i tam studiować architekturę. Adrian, jej przyjaciel i niedoszły mąż pomaga jej z całych sił ziścić jej marzenie o studiowaniu. Wbrew rodzicom Paulina wyjeżdża na studia. Tam zaczyna nowe życie. Tam wszystko się zaczyna. 

W książkach Pani Witkiewicz jest coś, co wyróżnia je spośród pozostałych. Można powiedzieć, że autorka ma swój podpis, który zostawia pod każdą napisaną powieścią i po jej przeczytaniu, nawet nie znając nazwiska autora każdy fan wiedziałby, że ta książka wyszła spod pióra Pani Witkiewicz.
Jej książki są dopracowane w każdym calu. Chociaż historie może nie są zbyt skomplikowane, dramatyczne i nie poruszają poważnych spraw, to jest coś, co sprawia, że jej książki są lepsze i bardziej wartościowe od innych. Ta pisarka potrafi pisać o ważnych rzeczach w naturalny, prosty, przystępny sposób. Nie zamęcza czytelnika powagą sprawy, ale tak umiejętnie wplata istotne dla człowieka rzeczy w swoje powieści, że po skończeniu lektury uświadamiasz sobie, że dzięki Pani Magdzie znów zrozumiałeś coś ważnego. 

Bohaterowie są skonstruowani bez zarzutu. Ale to nie o bohaterów chodzi w głównej mierze w tej książce, a o historię jaką oni tworzą. Paulina jest pilną studentką, skupioną na tym, by osiągnąć swój cel mimo braku wsparcia ze strony rodziców i siostry. Aleks jest wykładowcą, który zauważa w Poli duży potencjał. Ich relacja powinna opierać się na zasadzie student - profesor, ale czy uczucie pyta o zdanie? 

Powieść Magdaleny Witkiewicz jest nazywana najpiękniejszą  historią o miłości. Zgodzę się z tym, że jest to piękna, wzruszająca powieść o miłości. Właśnie o miłość w tej powieści chodzi. O to, by pokazać, jak delikatna i krucha jest miłość. Jak łatwo jest tę miłość stracić, nawet dbając o nią i pielęgnując z największą starannością. O tym, jak ulotne są szczęśliwe momenty, jak bardzo niepewna jest miłość i jak wiele czynników wpływa na jej kształt, moc i trwałość. Jest o różnych rodzajach miłości. O miłości rodzicielskiej, przyjacielskiej, wreszcie tej romantycznej. O miłości zakazanej, a nawet o miłości bolesnej. Wszystko to jest ukryte między kartami, w historii Poli. 

Zapomniałam, że miłość to uczucie podobne do puszystej i miękkiej pierzynki, którą człowiek okrywa się w chłodne, zaśnieżone wieczory. Uczucie, którym człowiek owija się niczym ciepłym szalem. Z drugiej strony, jest krucha niczym lód. A po lodzie należy stąpać bardzo ostrożnie. Trochę strachu, euforia szczęścia. Niepokój i zachwyt. Życie.

Oprócz tego, że powieść traktuje o miłości, znajdujemy tam też inne wątki. O tym, że warto marzyć i dążyć do osiągnięcia postawionych sobie w życiu celów. O tym, że na wszystko potrzeba czasu. Mówi o tym, jak ważne jest wsparcie przyjaciół w trudnych chwilach. Porusza też smutniejsze sprawy. Pokazuje, że czasem nawet rodzice odwracają się od własnego dziecka. Historia Poli pokazuje jednak, że nawet po największej burzy wychodzi słońce. Że wszystkie wątki życia w jakimś punkcie się rozsupłają. Że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście. Że jedno wydarzenie pociąga za sobą sznur innych. Wreszcie, że warto doceniać każdy dzień spędzony z bliskimi, z ukochanym, z dzieckiem czy z przyjacielem. Bo każdy dzień jest dla człowieka wyjątkowy, jeden jedyny, nie da się go powtórzyć. 

..w życiu nie chodzi o to, by robić to, co wypada. Chodzi o to, by robić to, o czym marzysz. 

Z tej recenzji to właściwie wyszły mi bardziej moje przemyślenia. Ale tak, do tego właśnie składania ta książka. Do przemyśleń o miłości, ulotności życia, docenianiu tego, co daje każdy dzień. Co mogę jeszcze powiedzieć o książce? 

To przeurocza powieść, wzbudzająca masę emocji. Wzrusza, bawi, cieszy. Przede wszystkim - daje nadzieję i motywuje. Jest słodko-gorzką powieścią z domieszką pikanterii i goryczy. Będziesz się przy niej śmiać, płakać, wpadniesz w bezbrzeżną radość i nie unikniesz melancholijnego nastroju. To powieść - huśtawka. Raz na górze, raz na dole, ale wciąż odczuwasz niesamowitą przyjemność z czytania. Przez takie książki się płynie, połyka się je, a potem, (nie)stety, odczuwa książkowego kaca. 

Na sam koniec autorka daje czytelnikowi ukojenie. Ja jestem z zakończenia niesamowicie zadowolona, ale nie z powodu wątku romantycznego, a zupełnie innego. Ale to musicie już odkryć sami, aby nie psuć Wam przyjemności czytania. 

Po prostu bądź jest przepiękną, wzruszającą powieścią o kruchości ludzkich uczuć. Historia Poli pokazuje jak delikatna jest miłość, jak silna jest przyjaźń i jak wiele może znaczyć jeden dzień. Jest o trudnych życiowych wyborach, sytuacjach pozornie bez wyjścia i o tym, ile znaczy pomoc i wsparcie najbliższych. To historia o życiu w najczystszej postaci. Bez fajerwerków, tęcz i jednorożców. Czysta rzeczywistość. Nie wiem, co musiałabym napisać, żeby oddać to, co czuję myśląc o tej książce. Nie da się tego opisać - to trzeba przeczytać. 


sobota, 2 września 2017

Najlepszy powód, by żyć - Augusta Docher [przedpremierowo]

Tytuł: Najlepszy powód, by żyć  
Autor: Augusta Docher
Ilość stron: 400
Moja ocena: 9/10


Jest mi niezmiernie miło, że mogłam zostać ambasadorką książki Najlepszy powód, by żyć Augusty Docher i dzięki temu mam możliwość przedpremierowego przeczytania i zrecenzowania powieści.

Najlepszy powód, by żyć swoją premierę będzie miała 27 września, a ja już dzisiaj gorąco ją Wam polecam! Książkę możecie już zamówić na empik.com 

W okolicach premiery na blogu pojawi się też konkurs, w którym do wygrania będzie 1 egzemplarz książki, więc bądźcie czujni! 


Czuję na sobie coś mokrego, co oblepia mnie i szlafrok, a potem błysk i nagle jestem w ognistej kuli. Biała łuna rozpościera się przed oczami, oślepia więc zamykam oczy i zasłaniam się rękami, ale wciąż ją widzę. Nagle do mnie dociera, że się palę. Płonę, skwierczę, jestem żywą ludzką pochodnią.

Dominika budzi się kilka dni po wypadku, jest świadoma tego co się stało, a równocześnie pewna, że ukochany ojciec nigdy nie zrobiłby jej krzywdy. Podczas gdy on przebywa w więzieniu, dziewczyna walczy o życie w szpitalu. Nie dość, że już zawsze będzie miała blizny na ciele, to zagraża jej jeszcze amputacja nogi. A do tego chłopak, który wydawał się być tym jedynym, odsuwa się od niej… Jednak los stawia na jej drodze Tomka – młodego lekarza, który robi wszystko by pomóc dziewczynie. Podczas gdy chłopak zaczyna traktować ją bardzo poważnie, pojawia się jego brat Marcel – czarna owca rodziny, który dostrzega w niej coś więcej i postanawia walczyć o jej względy. 

Ale czy Dominika będzie potrafiła mu zaufać? I czy uwierzy w to, że ją też może ktoś pokochać? Czy po traumatycznych wydarzeniach dziewczyna znajdzie powód, by żyć? 

Bohaterowie, zarówno ci główni jak i drugoplanowi są dobrze skonstruowani, wyraziści - z krwi i kości. Choć wydawać by się mogło, że Dominika zamknie się w sobie i przestanie walczyć; bohaterka okazała się bardzo inteligentną, rozważną i bystrą osobą. Pomimo tragedii, która ją spotkała, pomimo cierpienia, bólu i rozczarowań nie poddała się i stopniowo, nie bez trudności zaczęła sobie wszystko układać. Mimo iż nie miała przy sobie ukochanego ojca, starała się normalnie funkcjonować właśnie dla niego. Bardzo pomocny okazał się lekarz, który walczy o życie i zdrowie dziewczyny, a także jego brat - Marcel. To jeden z męskich bohaterów, który wzbudza cały wachlarz uczuć. Ciężko go rozgryźć, ale właśnie to jest w nim najlepsze.  Marcel, który pojawił się tak nagle w życiu dziewczyny, wzbudził we mnie pozytywne emocje, choć na początku wcale się na to nie zanosiło. Z czasem okazał się czułym, wrażliwym i bardzo opiekuńczym chłopakiem.

Książka pokazuje przede wszystkim to, że nieważny jest wygląd zewnętrzny, ale to, jakim człowiekiem się jest. Wiek zmienia człowieka, postarza jego ciało, a to co w środku się nie zmienia. Powierzchowność przeminie, a charakter i stosunek do drugiego człowieka pozostanie niezmieniony. To właśnie to jest najważniejsze i autorka znalazła piękny sposób na pokazanie tego.

Na uwagę zasługuje wątek miłosny, który nie jest dominujący w książce, aczkolwiek bardzo ważny. Jest rozbudowany, ładnie wyeksponowany, ale odniosłam wrażenie, że to właśnie wartości które opisałam wyżej są głównym elementem fabuły, a wątek miłosny cudownie to uzupełnia. Autorka opisuje stan zakochania, uczucia towarzyszące ludziom poznającym siebie, swoje ciała i charaktery. Serwuje przy tym czytelnikowi dawkę emocji, od rozdzierającego smutku i bólu przenikającego na wskroś do bezgranicznego szczęścia i radości. Pojawiają się też sceny erotyczne, które dodają powieści pikanterii. 

Książka jest utrzymana w takim tonie, by nie odbiegać od realiów i wiernie przedstawiać rzeczywistość. Napisana z wysoką dbałością o szczegóły, zarówno jeśli chodzi o język jak i stronę merytoryczną. Można to zauważyć choćby poprzez fakt, że Augusta Docher używa medycznych terminów, ale w taki sposób, by czytelnik nie miał problemów ze zrozumieniem.

Do tej pory czytałam 3 książki autorki, ale to właśnie ta najbardziej przypadła mi do gustu - być może dlatego, że najlepiej wpasowała się w moje czytelnicze upodobania. W każdym razie, dla mnie jest to najlepsza książka Augusty Docher. 

Najlepszy powód, by żyć to książka wzruszająca i dostarczająca wielu emocji. Smutna historia dziewczyny przysparza bólu i smutku, ale daje też nadzieję na lepsze dni i pokazuje, że prawdziwa miłość ma szansę przebić się przez trudne okoliczności. Pzrede wszystkim jednak pokazuje, że najważniejsze jest to, jakim jest się człowiekiem, a nie wygląd modelki i najdroższe ubrania. Historia Dominiki zaciekawiła mnie do tego stopnia, że nie mogłam odłożyć książki. Choć sam koniec nieco mnie zaskoczył, to uważam, że książka w stu procentach jest warta przeczytania i poleciłabym ją każdemu, kto gustuje w tego typu literaturze.

Za możliwość przeczytania książki serdeczniedziękuję Pani Monice z OMG Books. 


Recenzja również na:

wtorek, 29 sierpnia 2017

Posłaniec - Markus Zusak

Tytuł: Posłaniec
Autor: Markus Zusak
Ilość stron: 352
Moja ocena: 7/10 

Nikogo chyba nie zaskoczy, że po przeczytaniu fenomenalnej Złodziejki książek impulsywnie kupiłam Posłańca. Markus Zusak już wtedy mnie porwał i choć zdawałam sobie sprawę, że Złodziejce nic nie dorówna, chciałam poznać autora z innej strony.


Poznajcie Eda Kennedy'ego - nowojorskiego młodego taksówkarza, miłośnika gier karcianych i nieszczęśliwie zakochanego chłopaka. Wiedzie zwyczajne, nudne życie, aż do momentu, kiedy przypadkowo powstrzymuje napad na bank. Od tamtego dnia, nie dość że jest rozpoznawalny, to do jego domu zaczynają przychodzić karty - asy. Każdy as to inne wyzwanie dla Eda. I tak dzień po dniu chłopak przemierza miasto, pomagając ludziom, przeżywając z nimi ich tragedie i cierpienia. 

Sam główny bohater nie jest może zbyt ciekawą osobowością, ale to co dzieje się wokół niego stwarza wrażenie niesamowitości i dodaje Edowi barw. Generalnie, wydarzenia, które się rozgrywają tchnęły w niego życie. Z dniem, w którym Ed staje się Posłańcem kończy się jego nudna codzienność, a zaczynają się dziać rzeczy niezwykłe i mające znaczenie - nie tylko dla Eda, ale przede wszystkim dla ludzi, którzy spotkali go na swojej drodze. W tej historii zawiera się kilka innych, mniejszych historii. Historii ludzi, których nazwiska wraz z asami dostaje Ed.

Historie tych ludzi są różne. W większości smutne, bo to ludzie którzy w jakiś sposób potrzebują pomocy. Ale przede wszystkim te historie są piękne, bo ukazują prawdziwego człowieka, odkrywają jakie znaczenie mają pozornie małe rzeczy i uświadamiają, jakie wartości w życiu są najważniejsze. Najbardziej do mojego serca trafiła historia staruszki, której mąż wyruszył na wojnę. Druga historia, która utkwiła mi w pamięci to historia pewnej cudownej rodziny, gdzie wszyscy się kochają, a jedna brakuje im maleńkiej rzeczy to osiągnięcia pełni szczęścia. Ed w jakiś sposób wplata się w każdą z tych historii, robi zamieszanie, ale też niesie pomoc i nadaje im nowych barw. Sprawy, które dla niektórych są beznadziejne Ed rozwiązuje w prosty sposób. A to świadczy o tym, że czasem osoba niezaangażowana, patrząc z boku na nasze kłopoty potrafi wiele zdziałać dzięki świeżemu spojrzeniu. Trzeba tylko chcieć dać sobie pomóc.

Posłaniec nie jest powieścią do końca realistyczną. Generalnie, wszystko co się w książce dzieje jest możliwe, ale podszyte pewną dozą tajemniczości. Samo życie Eda i jego udział w całym tym zamieszaniu jest zagmatwane i nieco niejasne. Ma to swoje dobre strony, bo trzyma czytelnika w niepewności i dodaje dreszczyku emocji, ale niestety przez to książka traci na wiarygodności. Styl pisania autora jest podobny jak w Złodziejce książek. Bardzo przystępny, swobodny. Dzięki temu, że rozdziały są krótkie książkę czyta się bardzo płynnie i szybko.

Spośród kart książki, z biegiem akcji powoli wyłania się również jedna - zdawałoby się najważniejsza historia - historia Eda. Powoli tworzy nam się portret chłopaka, jego relacji z matką, rodzeństwem i ojcem. Ed nie czuje się jak ktoś ważny, nie ma poczucia własnej wartości. Nie ma dobrej pracy, dziewczyna, którą kocha ignoruje jego uczucia. Dzięki temu co robi, wyłania się obraz zupełnie innego Eda - Eda, który jest świetnym przykładem tego, że każdy człowiek jest coś wart, że otwarcie się na drugiego i bezinteresowna pomoc sprawia, że można stać się lepszym człowiekiem. Czasem wystarczy się rozejrzeć, by dostrzec coś, co wydaje się być nieosiągalne.

Zastanawiam się, jak określić moje odczucia względem tej książki, i wiem, że to co teraz napiszę dla wielu czytelników nie będzie miało sensu, ale uważam, że ta książka jest wrażliwa. Albo inaczej: trzeba wrażliwości, by odebrać tę książkę tak, by coś do naszego życia wniosła. Pozornie błaha powieść, ale wczytując się w nią do głosu dochodzi cała gama uczuć, emocji i myśli. To książka przede wszystkim o ludziach i uczuciach, ich tragediach, słabościach i cierpieniach, ale także o szczęściu. Ta książka uczy, by szukać radości w małych rzeczach, by cieszyć się z tego, co jest nam dane i doceniać to, czego na co dzień nie doceniamy.



czwartek, 24 sierpnia 2017

LBA #10

Za nominację dziękuję Kitty <3 
Wiem, że to było wieki temu.


1. Ideał faceta w 5 słowach?
Może być  w dwóch? Mój mężczyzna <3
No ale dobra, w pięciu: Mężczyzna, który jest ostoją kobiety.

2. Szminka, błyszczyk czy pomadka?
Tylko i wyłącznie pomadka. Nie używam szminki, byszczyki kiedyś lubiłam, ale teraz mnie denerwują. Najbardziej lubię lekko koloryzujące pomadki.

3. Jakie okładki lubisz najbardziej? (np. tajemnicze, kolorowe, etc.) 
Nie mam tego sprecyzowanego, po prostu musi to być okładka, która w jakiś sposób przyciągnie mój wzrok. Kiedyś nie lubiłam, gdy na okładkach byli ludzie, a teraz wiem, że ładnie zrobiona okładka z ludźmi może być magiczna. Uwielbiam np. okładkę Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender, albo okładki książek A. Olejnik: A potem przyszła wiosna i Dziewczyna z porcelany. Okładki książek M. Witkiewicz, np. Pracownia dobrych myśli też ma przecudowną okładkę. Tak samo Maybe someday Colleen Hoover ma w sobie coś, co przyciąga wzrok i intryguje. Najbardziej więc lubię te okładki, które mają w sobie to coś, swoisty urok. Podrzucam Wam te kilka moich ulubionych <3


                         

4. Co sądzisz o homoseksualnych wątkach miłosnych?
Nie mam nic przeciwko temu, aczkolwiek ostatnio często trafiałam na takie książki i aktualnie trochę ten wątek mi się przejadł. Lubię, jak ten temat poruszają polscy autorzy. 

5. Gdybyś wpadła w ręce parodysty, jakie cechy by u ciebie przerysował lub jakie typowe zachowania by sparodiował, jak uważasz?
Kurcze, nie mam pojęcia. Zbyt często mówię "no". I zawsze jak gotuję wysuwam prawą nogę w bok, dopiero kilka tygodni temu mój chłopak mi to uświadomił. A poza tym, muszę mieć wszytko idealnie poukładane i zorganizowane, więc może coś z tym? :D 

6. Lubisz otaczać się zdjęciami?
KOCHAM! Robię masę zdjęć, wywołuję je, wkładam do albumów, zapisuję na płytkach. Na płytach i laptopie mam pewnie z 30 000 tysięcy zdjęć.. A wywołane mam obecnie około 800 :D Uważam, że zdjęcia są najlepszym sposobem żeby utrwalić wspomnienia, zatrzymać ulubione chwile, do których nie możemy wrócić fizycznie. Ale to właśnie fotografie pozwolą nam na chwilę przenieść się do tych ulubionych momentów.

7. Czy masz orientację w terenie, czy wszędzie potrafisz się zgubić?
Potrafię się zgubić, ale potrafię się też odnaleźć. Odkąd jeżdżę na rowerze nie boję się, że się zgubię. Odkryłam, że znaki drogowe, przydrożne mapki a nawet przystanki autobusowe są świetnymi punktami orientacyjnymi. A teraz, gdy przebywam zagranicą ta moja orientacja w terenie wydaje się być jeszcze silniejsza. 

8. Robisz własne zdjęcia książkom? Dlaczego tak/nie?
Tak! Po pierwsze - lubię robić zdjęcia. Po drugie - często wrzucam zdjęcia książek na instagrama, A po trzecie, uważam, że zrobienie własnego zdjęcia do recenzji nadaje tej opinii w pewien sposób osobowości. 

9. Spójrz na swoją biblioteczkę i wyobraź sobie, że możesz otrzymać autograf autora w tylko jednej pozycji, którą posiadasz. Jaka byłaby to książka i dlaczego?
Trudne pytanie. Postawię chyba na Harry Potter i Kamień Filozoficzny J.K. Rowling, bo to książka która sprawiła, że nieustannie od kilku (kilkunastu już?) lat czytam. 

10. Ulubiona królewna z bajki (np. Śpiąca Królewna, Królewna Śnieżka etc.)?
Jak byłam mała uwielbiałam księżniczkę Jasmine. I chyba dalej jest moją ulubioną. :) 



11. Jak nazywałabyś się w wiosce Smerfów?
Nie wiem, serio nie wiem. :D Może.. Łasuch? Nie to, że uwielbiam jeść (to też) ale uwielbiam gotować, piec, pichcić, zwłaszcza dla kogoś. Także mogłabym być Łasuchem. 

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Zły Romeo - Leisa Rayven

Tytuł: Zły Romeo
Autor: Leisa Rayven
Ilość stron: 400
Moja ocena: 7/10


Zły Romeo to książka, którą miałam okazję przeczytać dzięki Justi z Z miłości do książek.  Do tego typu literatury ostatnio podchodzę z rezerwą, ale jak była taka okazja, nie mogłam odmówić. 


Książkę przeczytałam przeszło miesiąc temu, ale akurat wtedy nałożyło się u mnie sporo spraw - stąd recenzja dopiero dziś (Justyś, mam nadzieję, że mi wybaczysz). 
Od miesiąca (dokładnie jutro będzie równiutki miesiąc) mieszkam i pracuję w Holandii. Powoli się tu odnajduję, ale spędzając w pracy 8 godzin i niespełna 2 na dojazdach zostaje mi niewiele czasu na cokolwiek innego. Poza tym niedługo zmieniam miejsce zamieszkania (teraz mieszkam na wsi, 25 km od pracy) więc znów będzie trochę zamieszania. Mam jednak nadzieję, że niebawem znajdę więcej czasu na bloga. Nawet jeśli nie będzie recenzji, to może opowiem Wam trochę o Holandii albo wymyślę jakiś fajny (mam nadzieję) cykl. :) 

Cassie to skromna dziewczyna z dobrego domu, która marzy by grać w teatrze. Podobne marzenie ma Ethan - niesamowicie zdolny młody chłopak, który ma reputację złego chłopca. Trafiają na casting do szkoły aktorskiej i na końcowym etapie przesłuchań zostają sobie przypisani do wspólnego odegrania sceny. Już wtedy świetnie ze sobą współpracują. W corocznym spektaklu który wystawia szkoła zagrali Romea i Julię. Podobnie jak w dramacie Szekspira, była im pisana wielka miłość, jednak i w tym przypadku nie wszystko poszło tak, jak pójść powinno. Po latach spotykają się na Broadwayu, w kolejnej sztuce, w której mają razem zagrać. Upływ czasu w tym przypadku niewiele jednak zmienił, a prędzej czy później musi dojść do konfrontacji i wyjaśnienia niezakończonych spraw z przeszłości.

Zacznijmy od bohaterów. Cassie początkowo wydała mi się fajną dziewczyną, jednak gdy zaczęłam ją poznawać ona zaczęła mnie strasznie irytować. Miała charakter i potrafiła trzymać się swojego,a także miała coś, co bardzo cenię - pasję. Aktorstwo to jej miłość, rodzaj sztuki któremu się poświęca i czuje całą sobą, każdą swoją cząsteczką. To na prawdę świetna sprawa - mieć coś, czemu można się oddawać, poświęcać, dawać z siebie wszystko i czerpać z tego przyjemność. Niestety, na tym zalety Cassie się kończą.  Miałam wrażenie, że praktycznie wszystko sprowadzało się u niej do myślenia o seksie. Niemalże każda sytuacja była "dobra" by przestawić się na myślenie o sprawach erotycznych. Czasami bywało to fajne -  w takim sensie, że dodawało powieści barw i pikanterii, jednak przez większość czasu było to zupełnie niepotrzebne i niezbyt na miejscu. Zauważyłam też, że nasza bohaterka miała tendencję do wyolbrzymiania niektórych spraw. Odniosłam wrażenie, że całą winą za zaistniałą sytuacje zrzuca na Ethana, a w moim odczuciu sama nie była święta. Jej zachowanie delikatnie mówiąc mnie wkurzało i niestety nie polubiłyśmy się.

Z kolei Ethan Holt to typowy bad boy, i chociaż miał swoje za uszami, to jego polubiłam zdecydowanie bardziej. Podobnie jak Cassie, jego pasją jest aktorstwo. Holt jest facetem o silnej osobowości, jest wytrwały i nie łatwo się poddaje. Podchodzi do relacji międzyludzkich z pewną dozą ostrożności. Na plus jest to, że autorka ukazała relację Ethana i jego rodziców. Ojciec nie popiera decyzji syna o aktorstwie, a syn z kolei za wszelką cenę chce pokazać, że to co robi jest dobre. Brak zrozumienia ze strony ojca ukazuje czytelnikowi inną stronę Ethana. Pokazuje, że jak każdy człowiek potrzebuje akceptacji i zrozumienia ze strony najbliższych, a także wsparcia i miłości. Jego postępowanie wobec Cassie było moim zdaniem normalne, chociaż nie do końca fair. Co nie zmienia faktu, że nie doszukałam się tego bardzo okrutnego Ethana, którego wciąż ukazywała Cassie. Jak wspomniałam - Ethan miał swoje za uszami, ale potrafił być czułym i kochanym facetem. A jak się okazało - potrafił też walczyć o swoje i nie poddawać się, mimo wielu przeciwności.

Mimo, że główna bohaterka nie wzbudziła mojej sympatii, co mogłoby się zdawać przekreśla pozytywny odbiór powieści, polecam tę książkę przez wzgląd na kilka innych rzeczy. Po pierwsze - cudowny Holt. Po drugie to bardzo emocjonująca historia (pomijając wynurzenia Cassie), po trzecie pozwala się oderwać od rzeczywistości i miło spędzić czas przy lekturze, a po czwarte, ta książka uświadamia, że młodość to czas prób i błędów, które mogą być naprawione nawet po latach - nic nie jest stracone, trzeba tylko chcieć. 

Zły Romeo to książka traktująca o młodości. O pożądaniu, odkrywaniu swojego ciała i swoich potrzeb, o spełnianiu  marzeń, przeżywaniu całym sobą tego, co wydaje się wtedy najważniejsze. O popełnianiu błędów, zbieraniu doświadczeń i wyprowadzaniu życia na właściwe tory, po wielu próbach, porażkach i zmarnowanych szansach, ale też po przeżyciu cudownych chwil i uzbieraniu pięknych wspomnień. Wreszcie to książka o miłości - tej silnej, namiętnej i burzliwej. Nieprzewidywalnej i niebezpiecznej. To powieść dająca nadzieję, że miłość przezwycięży wszystko i wszystko przetrwa. 

wtorek, 4 lipca 2017

Czytanie to nie jedyna moja pasja - rower!

Jakiś czas temu Klaudia  z  Z książką do łóżka  rzuciła hasło: czytanie to nie jedyna moja pasja. Często książkoholicy są postrzegani jako osoby nie mające życia poza książkami, osoby, które nie mają innych pasji i zainteresowań. W cotygodniowym cyklu postów, których pomysłodawczynią jest właśnie Klaudia chcemy pokazać, że książkoholicy mają inne pasje :) Mi przyszło podzielić się moją pasją z Wami w pierwszej "turze" postów. Być może nie zaskoczę Was, pewnie dla niektórych będzie to nawet nudne i takie zwyczajne, ale jednak - chcę się z Wami podzielić moim zamiłowaniem do jazdy na rowerze. Brzmi prosto, śmiesznie wręcz nie? Ale proszę, spójrzcie na to przez chwilę z mojej perspektywy. 



Dlaczego właściwie rower, a nie rolki albo bieganie? 

Mieszkam na wsi, na takim trochę odludziu. Pamiętam, jak dostałam swój pierwszy rower - taki trzykółkowy, drewniany. Miałam wtedy ze trzy latka i jeździłam tylko pod okiem taty. Potem dostałam taki rower z prawdziwego zdarzenia - większy, z podpórkami, czerwony. Jeszcze dobrze go nie wyciągnęli z samochodu, a ja już śmigałam po podwórku. Miałam wtedy z 5 lat? W sąsiedztwie mieszkał mój kuzyn i codziennie spotykaliśmy się na "naszym asfalcie" i całymi dniami - dosłownie , jeździliśmy na rowerze, bo nie mieliśmy w pobliżu placu zabaw ani innych atrakcji. Tak więc wychodziliśmy z domu o 9 rano i wracaliśmy po 20, z obdartymi kolanami, jak już nasze mamy traciły cierpliwość i zabierały nas do domu na siłę. Czasem to nawet na obiad nie szliśmy, tylko jedliśmy w pośpiechu na drodze. I właśnie to jest moje pierwsze skojarzenie z dzieciństwem: jazda na rowerze. Jeszcze dziś jak stoję w kuchni i widzę "nasz asfalt", szczególnie teraz, latem to oczyma wyobraźni widzę dzieciaki śmigające na rowerach i uważające to za najfajniejszą zabawę na świecie.

Potem nadszedł ten czas, kiedy byłam już na tyle duża, żeby móc jeździć rowerem do szkoły. Do podstawówki i gimnazjum miałam prawie 4 km, rodzice nie zawsze mogli nas odwozić, bo pracowali, a żadne autobusy nas nie dowoziły. Tak więc moim środkiem lokomocji stał się rower i przez całe gimnazjum, a nawet wcześniej w podstawówce jeździło się do szkoły rowerem. Oczywiście wtedy nie była to żadna atrakcja,  ale fajnie było, jak zamiast godziny drogi na nogach pokonywało się tę drogę w 20 minut rowerem. 

A potem poszłam do liceum oddalonego o 20 km od domu i o dojazdach rowerem mogłam zapomnieć.

Kiedy zaczęłam jeździć na rowerze nałogowo? 

W liceum jakoś zajęłam się czym innym. Nie miałam czasu na rower, bo wychodziłam z domu o 5:30, wracałam po 16, nauka, a nawet jeśli nie, to potem nie miałam już sił na aktywność fizyczną. Generalnie ten czas, kiedy byłam w liceum z pewnych powodów był dla mnie kiepskim czasem -czasem straconym. Nie chodzi o szkołę, bo byłam w cudownej szkole, ze wspaniałymi ludźmi i super nauczycielami, ale prywatnie przepadłam. Dopiero po pójściu na studia, właściwie od drugiego roku zaczęłam żyć pełnią życia. I wtedy wygrzebałam z garażu rower. Początkowo robiłam sobie krótkie trasy, takie 10 kilometrowe, po najbliższej okolicy. Zeszłej wiosny zaczęłam jeździć dalej i częściej. A tej wiosny uzależniłam się. Którejś niedzieli jadąc samochodem z chłopakiem niewiele myśląc zapytałam "Idziemy na rower?" No i poszliśmy.  

Jak często jeżdżę, jak daleko jeżdżę i czy planuję wcześniej trasę? 

Teraz jeżdżę kiedy tylko mogę. Wiadomo, że są obowiązki, ale przynajmniej 3 razy w tygodniu wsiadam na rower i pokonuję dłuższą trasę, taką minimum 50 kilometrową. W każdą niedzielę jeździ ze mną chłopak - on też zaczyna się powoli uzależniać. Zresztą jeżdżenie we dwójkę zawsze jest przyjemniejsze, bo możesz dzielić się z kimś swoją radością i wspólnie zachwycać pięknymi widokami. 



Jeżdżę tam, gdzie mnie akurat poniesie. Zawsze zaczynam od takiej kamienistej drogi niedaleko mojego domu, a potem to już spontaniczne decyzje. Nawet, jak planujemy sobie trasę, to jest to na zasadzie "dziś dojedziemy do Pilzna" albo "tym razem jedziemy do Jodłowej", ale nigdy nie myślimy jak tam dotrzemy - po prostu wszystko wychodzi w trakcie. Najfajniejsze są takie spontaniczne, niezaplanowane trasy - uwierzcie! 

Największą satysfakcje sprawiają mi długie trasy, gdzie jadę dłużej niż 2 godziny i przynajmniej 50 km. Od jakiegoś czasu zaczęłam używać Endomondo i mierzę trasy. Lubię tę aplikację, bo oprócz przebytych kilometrów mierzy mi prędkość, tempo, pokazuje sugerowane nawodnienie i znaczy trasę na mapce. I nie ma co ukrywać - to motywuje! 







Co mi daje jazda na rowerze?

Satysfakcję! 
Nie wyobrażacie sobie, jak ogromną satysfakcję daje pokonanie kilkudziesięciu kilometrów. To nic, że czasami padam z wysiłku i nie mam nawet sił na prysznic. 

Pomaga spalić kalorie
Ale jak przyjemnie!

Wyrabia kondycję. 
Odkąd jeżdżę na rowerze wolniej się męczę, jestem odporniejsza na zmęczenie i dłużej jestem pełna sił.

Energię. 
Nawet godzina jazdy na rowerze dodaje mi masę energii. Mogłabym wtedy góry przenosić. Na dodatek taka jazda na rowerze niesamowicie poprawia nastrój. 

Radość
I szczęście. Serio, czuję się wtedy taka szczęśliwa.. odchodzą wszystkie troski i zmartwienia, jestem tylko ja, rower i droga przede mną. Chwile zapomnienia, zupełnie za darmo.

Wzmacniam kręgosłup, wyrabiam mięśnie nóg, troszczę się o serce. 
Podczas jazdy na rowerze najbardziej pracują łydki i plecy. Mięśnie pleców podtrzymują dolny, lędźwiowy odcinek kręgosłupa, więc jazda na rowerze jest idealnym sposobem by je wzmocnić. Jazda na rowerze to też trening dla serca. Układ krążenia pracuje wydajniej, lepiej dotleniamy narządy wewnętrzne.

Niezapomniane wspomnienia
Zwłaszcza, jeśli jadę z kimś i mam się z kim nimi dzielić, a potem wspominać. Nawet teraz, po miesiącu czy dwóch miło jest powspominać te pierwsze trasy i próby, a jak fajnie będzie wrócić do tych czasów za 10 lat? Dlatego też, jak tylko mogę, uwieczniam wspomnienia na zdjęciach. 

Poznaję okolice. 
Mieszkam tutaj już prawie 22 lata, a dopiero jeżdżąc na rowerze zaczynam odkrywać, jak to wszystko jest powiązane. Ta droga prowadzi tu, a ta dalej jest świetnym skrótem, o którym nie miałam dotychczas pojęcia. 

Kilka słów na zachętę 

Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zachęcić Was do jazdy na rowerze. Nie tylko zadbacie o swoje zdrowie i kondycję, ale też będziecie czerpać z tego ogrom przyjemności. Sami sobie dodacie energii, poczujecie bezgraniczną radość ze zmęczenia. Będziecie mieć okazję podziwiać cudowne widoki, które są na wyciągnięcie ręki, a których nie zauważacie na co dzień. I wreszcie - stworzycie sobie piękne wspomnienia.