Rosie i Alex poznali się, kiedy mieli 5 lat. Od tego czasu są nierozłączni. Dzielą się ławką w szkole, dzielą się wolnym czasem, dzielą się nawet swoimi snami. Z czasem ich przyjaźń przeradza się w coś poważniejszego, ale żadne nie przyznaje się do tego uczucia- nawet samo przed sobą. Kiedy z dzieci stają się nastolatkami, nie jest tak łatwo ukryć to, co do siebie czują. Niestety, Alex zmuszony jest do przeprowadzki,a co za tym idzie, przyjaciele zmuszeni są do rozłąki.. Rodzi się plan wspólnego studiowania w Bostonie, i kiedy niemal wszystko zostaje dopięte na ostatni guzik, zdarza się coś, co na zawsze może przekreślić plany Rosie i Alexa.
Nienawidzę książek, w których nie ma dialogów. Takie lektury męczą mnie i stają się w pewnym momencie katorgą. Dlatego też długo zwlekałam z przeczytaniem Na końcu tęczy, lub jak też ktoś woli Love, Rosie, bo pod takim tytułem teraz ta książka funkcjonuje. Obawiałam się. Nie przepadam też za książkami epistolarnymi, ale Na końcu tęczy złamało wszelkie schematy. Nie przeszkadzało mi to, że składa się z listów, rozmów z komunikatora internetowego, pocztówek i krótkich liścików. Każdy list i każdą wiadomość chłonęłam, czekając na odpowiedź tego drugiego bohatera tak niecierpliwie, jakby chodziło o mnie. Pierwsze moje spotkanie z książką całkowicie złożoną z listów uważam za niezwykle udane.
Co do samej książki, jak już wcześniej wspomniałam - oczarowała mnie. Historia wydaje się być banalna, ale jest również nietypowa. Dzięki temu, że widzimy wydarzenia z perspektywy bohaterów, z perspektywy listów, znamy ich uczucia i możemy się w pełni wczuć w Rosie czy Alexa. Rzadko wzruszają mnie książki, ale ta jest inna. Nie doprowadziła mnie do łez, ale sprawiła, że przez kilka godzin siedziałam otępiała i zastanawiałam się - co gdyby wszystko potoczyło się inaczej?
Podziwiam Rosie i Alexa za ich przyjaźń. Teraz tak ciężko o prawdziwą, czystą przyjaźń, nieuwarunkowaną pieniędzmi czy innymi wymaganiami. Podziwiam ich wytrwałość i to, że mimo dzielących ich tysięcy kilometrów potrafili wytrwać przy sobie - razem ale osobno tak wiele lat. Książka jest tym mi bliższa, że sama jestem na co dzień rozdzielona z chłopakiem, dlatego książka podniosła mnie na duchu i utrwaliła w tym, że warto walczyć o swoje, że warto dążyć do spełniania marzeń, że warto walczyć o miłość, nawet gdy jest pod górkę.
Książkę oczywiście polecam - warto przeczytać, warto pomyśleć o tym, co łączyło Rosie i Alexa.
Egzemplarz miałam z biblioteki, ale prawdopodobnie za niedługo zakupię swój własny, bo już teraz wiem, że do niej wrócę.

Fajna historia, ciekawe wątki i postaci - tutaj Ruby stała się moją faworytką. Niesamowita gra aktorów, a w filmowym Alexie po prostu się zakochałam! (Kochanie, nie czytaj tego ;) ) Chyba nie potrafiłabym sobie lepiej wyobrazić Rosie czy Alexa. A Ruby! Ruby filmowa jest zupełnie inna niż ta książkowa, ale bije książkową Ruby na głowę!
Wiem, że film też obejrzę jeszcze nie jeden raz.
Tak dużego wrażenia już dawno nie wywarła na mnie żadna książka ani film. Ciężko jest wypisać emocje, jaki mi towarzyszą, ale w serduchu wiem, że Na końcu tęczy i Love, Rosie to dzieła, które długo będą mi towarzyszyć, wspierać i utwierdzać w przekonaniu, że postępując tak, jak postępuję, robię dobrze.