
Jak się okazało, wcale nie było tak źle. Wiadomo, że to już nie „ten” Harry Potter, jego magia uległa lekkiemu zatarciu, ale wciąż odczuwany jest ten niepowtarzalny klimat – peronu na dworcu King’s Cross i pożegnań młodych czarodziejów z rodzinami, Expresu Hogwart, ogrom Hogwartu, wyjątkowość profesorów czy Tiary Przydziału. Bohaterowie sztuki są nam również w większości dobrze znani. Harry i Ginny Potterowie, Hermiona Granger-Weasley i Ron Weasley, Draco Malfoy oraz ich dzieci. Osobiście uważam, że dorośli bohaterowie są tacy, jacy być powinni. Jedynie trochę szkoda mi postaci Rona, bo w moim odczuciu został zepchnięty do rangi takiego brzydko mówiąc – pachołka Hermiony, który nie do końca wie kim jest i co właściwie się dzieje. Bardzo, bardzo nad tym ubolewam bo Ron to wspaniały bohater, z poczuciem humoru, a tu ten humor został wykorzystany przeciwko niemu i zrobiono z niego błazna.
Strasznie mi się spodobało, że twórcy powiązali ze sobą losy bohaterów, którzy nienawidzili się w Hogwarcie – Harry’ego, Hermiony, Rona i Dracona Malfoya. Zabieg ten pokazuje, jak upływ lat działa na nienawiść, dawne krzywdy i nieporozumienia. Chociaż wciąż nie pałają do siebie przesadną sympatią, to ich stosunki są wystarczająco poprawne, a w niektórych momentach można by rzec, że nawet koleżeńskie. Oczywiście bez przesady. Łączy ich na pewno jedno – troska o swoje dzieci, i w obliczu zagrożenia potrafią się zjednoczyć i wspólnie stawić czoła złu, mimo uprzedzeń i dawnych zadr.
Historia dzieci Pottera i Malfoya jest początkowo bardzo podobna do historii ich ojców. Pada propozycja przyjaźni i tym razem nie ma odrzucenia. Scorpius – syn Dracona i Albus – syn Harry’ego zaprzyjaźniają się od pierwszego dnia. Wielka jest ich radość, gdy trafiają do tego samego domu w szkole. Niestety ta przyjaźń dzieje się kosztem innej przyjaźni, co pokazuje jak jesteśmy czasami uprzedzeni do innych ludzi przez wzgląd na przeszłość ich rodzin czy właśnie – nieporozumień między dorosłymi.
Oczywiście, nie brakuje elementów pokazujących jak bardzo zmienił się nasz świat od czasów pierwszego Harry’ego Pottera. Mimo, że nie jest to napisane wprost i być może sama sobie trochę domawiam, to w scenariuszu ma odzwierciedlenie ideologia gender. Scorpius i Albus są przyjaciółmi, choć w mojej opinii ta ich przyjaźń czasami znacząco wykracza poza ramy. Może to tylko siła mediów i przez wzgląd na to co się ostatnio dzieję odnajduję nawiązania wszędzie, a może rzeczywiście taki był zamysł autorów?
Cudownie było powrócić w mury Hogwartu. Spotkać się z moją ukochaną Minerwą McGonagal, powrócić do wydarzeń sprzed lat, odwiedzić nawet Dolinę Godryka i zobaczyć świat Harry’ego z nieco innej perspektywy. Uważam, że Harry Potter i Przeklęte Dziecko to przyjemny powrót do lat dzieciństwa. Pokazanie życia czarodziejów których znaliśmy gdy byli dziećmi – jak większość z nas wtedy, podczas czytania jako dorosłych już ludzi. Dzięki temu miałam, wrażenie, że oni gdzieś tam żyją – ich życie nieubłaganie toczy się, tak jak życie każdego z nas – że tak jak my zakładają rodziny, mają dzieci, na czołach przybywa zmarszczek a los nie oszczędza im prozaicznych zmartwień i trudów codzienności. Tym, którzy są niezdecydowani nie odradzam, ani nie zachęcam. Polecam tylko, aby potraktować tę książkę z dystansem i nie traktować jej jako kontynuację, a bardziej jako przegląd z życia bohaterów. Jedno jest pewne – Harry Potter nadal czaruje, nadal zachwyca i pożera na długie godziny czytelnicze dusze. Gdybym tylko miała nadmiar czasu i brak książek do czytania, zabrałabym się od nowa za całą serię. I wiem, że kiedyś to w końcu zrobię.
Książka przeczytana w ramach wyzwania Zatytułuj się.